poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 38

Cześć, cześć i czołem! Kolejny rozdział caaały dla Was. Liczę na komentarze, bo zauważyłam spadek... Pewnie to częściowo moja wina, bo rozdziały były spóźnione. Obiecuje się poprawić, ale wiecie prawie koniec roku....  No nic, liczę, że się spodoba ;)
~Pani M.


Rozdział 38 – Drobne gesty, Granger.

Serce podeszło mu do gardła. Widział krew ściekającą jej po policzku i krwawą plamę na piersi. Krew kapała na podłogę, a dziewczyna była nieprzytomna. W tamtej chwili, patrząc na nią, taką bezbronną, słabą, uświadomił sobie, że się o nią martwi. Naprawdę. Podszedł do Zabiniego, który trzymał Ślizgonkę na rękach.
– Co się stało? – zapytał głucho, był lekko zaszokowany. Jednak nikt mu nie odpowiedział, Blaise szedł dalej żwawym krokiem. Ginny rzuciła mu bezradne spojrzenie i słowem się nie odezwała.  Harry nie zamierzał odpuścić, poszedł za nimi. Korytarze były puste, minęli kilku pojedynczych uczniów, ale wszyscy reagowali tak samo na tę dziwną procesje - uciekali zdziwieni. Gdy ciemnowłosa Krukonka i jej koleżanka z Hufflepuffu uciekły w pośpiechu, rzucając przerażone spojrzenia Zabiniemu, Ślizgon westchnął z irytacją.
– Jeśli chcesz, to ja ją poniosę – zaoferował szybko Harry. Ślizgon uśmiechnął się do niego z politowaniem. Jeśli Harry liczył, że Blaise odda przyjaciółkę w ręce Gryfona to się mylił.
– Do skrzydła niedaleko... – wtrąciła Ginny cicho. Czuła się odrobinę winna, to przez nią Malfoy znów się zdenerwował. Przynajmniej miała takie wrażenie, zdążyła polubić ciemnowłosą Ślizgonkę i naprawdę nie chciała, żeby coś jej się stało. Myślała też o Zabinim, nie odezwał się do niej ani jednym słowem od kiedy opuścili dormitorium. Bała się również o Hermionę, która musiała zostać z Malfoyem. To wszystko sprawiało, że czuła się tak jak się czuła, czyli okropnie. Smętnie wlokła się za Zabinim i Harrym. Różdżką usuwała krew z podłogi. W końcu dotarli na miejsce. W Skrzydle Szpitalnym nie było żadnych pacjentów. Sezon na przeziębienia dopiero miał się zacząć. Pani Pomfrey okazała się oazą spokoju, widząc Pansy w taki stanie. Kazała położyć ją na łóżku i opisać co się właściwie stało. Blaise niepewnie zerknął na Harry'ego, nie chciał aby kolejna osoba wiedziała o problemach Dracona. Ginny w porę zrozumiała aluzję.
– Chodź Harry, nic jej nie będzie, Pani Pomfrey się nią zajmie.
– W to nie wątpię... – mruknął Potter. Widział, że nie ma szans dowiedzieć się co stało się Ślizgonce. Niechętnie opuścił skrzydło szpitalne, Ginny powoli  ruszyła za nim. Obejrzała się jeszcze przy wyjściu na Zabiniego. Akurat w samą porę, aby zobaczyć jak bezgłośnie wypowiada "dziękuje".
*
Odwrócił się plecami do Gryfonki, nie rozumiał z tego nic i właśnie to go przerażało. Wziął głęboki wdech i przeczesał ręką swoje, i tak  już zmierzwione, włosy.
– Malfoy? Wszystko okej? – Usłyszał niepewny głos dziewczyny. Kiwnął głową. Usłyszał kroki, Hermiona podeszła do niego, ale nadal jej nie widział, nie chciał.
– Da się nad tym zapanować... – powiedziała cicho. Zacisnął szczękę, ale to nie pomogło. Odwrócił się gwałtownie.
– NIE MASZ POJĘCIA O NICZYM! NIE WIESZ JAK CHOLERNIE TRUDNO JEST ŻYĆ ZE ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE ZARAZ MOŻESZ KOGOŚ SKRZYWDZIĆ! WIĘC NIE PIEPRZ, ŻE DA SIĘ NAD TYM PANOWAĆ! NIE DA SIĘ, GRANGER!
– Ja wcale... Ja… – Nie wiedziała co powiedzieć, czuła się bezradna. Chciała go pocieszyć, nie rozumiała dlaczego, skoro Malfoy obrażał ją i nękał praktycznie całe życie. W jakiś niewytłumaczalny sposób współczuła mu, ale zawsze miała dobre serce. Teraz gdy na nią nawrzeszczał, nawet nie chciała się odgryźć. Hermiona wiedziała, że musi mu być trudno.
– Da się z tym walczyć, możemy... – Zawahała się chwilę i zaraz poprawiła: –  Możesz z tym walczyć.
– Nic nie rozumiesz – rzucił tylko, uśmiechając się gorzko.
– Wiem o tym więcej, niż ci się wydaje – powiedziała, stawiając na pewność siebie. Draco spojrzał na nią lekceważąco, wątpił aby Gryfonka miała jakiekolwiek pojęcie o mrocznych znakach, które pozostawił po sobie Voldemort, nawet jeśli tą Gryfonką miała być Granger.
– Lepiej idź, zanim znów mi coś odbije – powiedział spokojnie. Odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę pokoju. Hermiona nie potrafiła się pogodzić z przegraną, zacisnęła ręce w pięści i podniosła głowę do góry. Zebrała całą odwagę i zaczęła mówić:
– Myślę, że potrafię to zatrzymać, co więcej, całkowicie cię z tego wyleczyć. Mogę ci pomóc, Malfoy. – Zatrzymał się przed drzwiami sypialni, ale nie odwrócił się. Draco nie był w stanie spojrzeć jej w twarz. Hermiona niezrażona takim zachowaniem mówiła dalej:
– Teraz idę do biblioteki, odszukać tamtą książkę, może znajdę coś przydatnego. Jeśli będziesz chciał, to przyjdź, a ja spróbuje ci pomóc. – Po czym wyszła z dormitorium, nie oglądając się na Ślizgona.
Hermiona zawsze lubiła poznawać i uczyć się nowych rzeczy, a także pomagać innym. Gdyby udało jej się powstrzymać ataki Malfoy, odmieniłaby świat czarów. Magmedycyna zrobiłaby krok milowy. Tak, panna Granger tłumaczyła sobie chęć pomocy Malfoyowi. Nie dopuszczała do siebie myśli, że robi to dla niego. Po drodze do biblioteki zboczyła trochę z kursu. Chciała odwiedzić Skrzydło Szpitalne. Korytarze zapełniały się uczniami, w końcu zbliżała się pora kolacji. W połowie drogi zagadnął ją Neville:
– Cześć, Hermiono.
– Hej. – Dziewczyna uśmiechnęła się, chłopak wyglądał dużo lepiej niż zaraz po rozstaniu, chyba wracał stary Neville.
– Czy... Czy już... Znaczy... – Trochę się plątał, ale Hermiona od razu wiedziała, o co chcę ją zapytać.
– Jeszcze nie rozmawiałam z Daphnie, przepraszam, ale myślę, że ona też chcę do ciebie wrócić.
– Naprawdę? – Gryfon wytrzeszczył na nią oczy. Hermiona pokiwała głową, nadal się uśmiechając.
– Pogadałabym jeszcze, ale bardzo się śpieszę. – Rzuciła mu przepraszające spojrzenie.
– Oh, tak. Jasne... – Znów się plątał, a potem przepuścił Gryfonkę i uśmiechnął się na pożegnanie. Hermiona  zniknęła za zakrętem, dopisując, w głowie rzecz jasna, że musi porozmawiać z Daphnie Greengrass.
W końcu dotarła do Skrzydła Szpitalnego. Okna były zasłonięte ciężkimi, brązowymi zasłonami, pomimo tego, pokój był jasny. Wszystkie ściany były białe, a podłoga z jasnych, niebieskawych kafelek. Pansy leżała na samym końcu sali, przy jej łóżku stał parawan. Pani Pomfrey pojawiła się, jakby znikąd.
– Tak, panno Granger? – zapytała starsza kobieta, wyglądała na zmęczoną.
– Ja… Czy mogę się z nią zobaczyć? – zapytała Gryfonka, pani Pomfrey skinęła głową, a potem oddaliła się w stronę szafki z lekarstwami. Hermiona musiała przejść przez całą długość sali, minęła wiele pustych łóżek, idealnie zaścielonych. Ślizgonka spała, była strasznie blada, co mocno rzucało się w oczy. Ciemne włosy Pansy stanowiły duży kontrast. Hermiona usiadła na skraju łóżka.
– Nic ci nie będzie – szepnęła w stronę dziewczyny. To niebywałe jak diametralnie zmieniła zdanie o tej Ślizgonce. Jeszcze nie tak dawno nienawidziły się, a teraz niemal przyjaźnią. Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową, posiedziała jeszcze chwilę przy Pansy, a potem przypomniała sobie o Malfoyu. Nie wiedziała czy się pojawi, czy nie, ale ona będzie czekać.
Otworzyła drzwi biblioteki i znalazła się pomiędzy regałami, pani Prince rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie.
– Dobry wieczór – powiedziała grzecznie Hermiona, bibliotekarka nie odpowiedziała. Gryfonka zniknęła pomiędzy regałami, nie musiała prosić o zgodę do działu ksiąg zakazanych, w końcu była Prefektem. Właśnie tam zaczęła swoje poszukiwania. Biblioteka po wojnie nie zmieniła się zanadto. Te same, wysokie aż pod sufit, regały z ciemnego drewna i mnóstwo książek oraz pergaminów. Kilkoro uczniów odrabiało pracę domową. Gryfonka przemknęła do działu ksiąg zakazanych. Był pusty. Zaczęła od "Kontrola umysłu- zapobieganie". Jednak dość szybko zdała sobie sprawę, że za dużo z tej książki nie wyniesie. Szukała dalej.
*
 Usłyszał charakterystyczne pyknięcie, towarzyszące odsuwaniu się portretu. Gdy miał pewność, że opuściła dormitorium, wypuścił wstrzymywane powietrze. Nie wierzył, że ktokolwiek może mu pomóc, pogodził się z tym. Wyciągnął kufer spod łóżka i zaczął wrzucać do niego swoje rzeczy. Nie robił tego szybko i gwałtownie. Mimo, że miał ochotę krzyczeć panował nad uczuciami, zakładał maskę. W szufladzie szafki nocnej znalazł zdjęcie Zabiniego z wakacji, na którym obejmował jakąś laskę. Malfoy uśmiechnął się na wspomnienie tych opowieści "czego to Blaise nie robił". Zdjęcie też wrzucił do kufra po czym zatrzasnął wieko. Wstał z klęczek i rozejrzał się po pokoju. Panował tam względny porządek. Łóżka  były zaścielone, a ciuchy nie walały się po podłodze odkąd współlokator Dracona się wyprowadził.  Jasnowłosy Ślizgon chwycił kufer do jednej ręki, a różdżkę do drugiej. Otworzył sobie drzwi zaklęciem i opuścił pokój, a chwilę potem dormitorium. Nie chciał tego wszystkiego tak po prostu zostawić. Zniósł kufer do sali przy wyjściu z zamku, tam już czekała McGonagall.
– Nie musi mnie pani odprowadzać – burknął.
– Wcale nie zamierzałam – odparła dyrektorka.
– To po co pani przyszła?
– Chcę cię namówić do ukończenia nauki. – Zapanowała cisza. Draco kompletnie się tego nie spodziewał. Stanowił zagrożenie dla innych uczniów, a McGonagall nagle mu mówi, że powinien zostać.
– Już za późno, pójdę się jeszcze pożegnać – mruknął, wymijając dyrektorkę. Sam nie wiedział czemu poszedł do biblioteki.
*
Astoria Greengrass po raz pierwszy w swoim życiu założyła strój sportowy, a co więcej, wyszła w nim poza swoją sypialnie. Odprowadziło ją zdziwione spojrzenie młodszej siostry. Jednak Daphnie nic nie powiedziała. Wróciła do odrabiania lekcji z transmutacji. Starsza z sióstr Greengrass opuściła Pokój Wspólny Ślizgonów w znakomitym humorze. Właśnie szła na spotkanie z pewnym Gryfonem. Oczywiście z samego spotkania się nie cieszyła, nie... Cieszyły ją korzyści, jakie takie spotkanie mogło przynieść. Rozmarzyła się. Właśnie razem z sławnym Harrym Potterem trafili na pierwsze strony gazet. Nagłówek głosił: "Nowa wybranka pana Pottera?" Bujając w obłokach wpadła na Theodora Notta.
– Uważaj jak chodzisz – burknęła. Chłopak uśmiechnął się tak, jak to tylko Ślizgoni potrafią.
– A dokąd to się wybierasz? Już po kolacji...
– Pilnuj swojego nosa, Nott – powiedziała, odrzucając włosy do tyłu.
– Tylko nie bij... – mruknął chłopak z politowaniem i wyminął Astorię. Dziewczynę zdziwił fakt, że Theodor odpuścił bez kłótni. Zastanowiło ją to.
– A ty co w takim dobrym humorze? – krzyknęła za chłopakiem. Nott odwrócił się z uśmiechem na ustach.
– Pilnuj swojego nosa, As! – odkrzyknął i zniknął jej z oczu, Ślizgonka wzruszyła ramionami i opuściła lochy. Trochę spóźniona, wkroczyła dumnie do Sali Wejściowej. Gryfon już na nią czekał. Miał na sobie pełny strój do Quidditcha i dodatkowo szkarłatno-czerwony sweter w wielkim złotym "G" na piersi. Obrzucił dziewczynę krytycznym spojrzeniem.
– Zamierzasz tak wyjść? – zapytał, spoglądając, to na nią, to na pochmurną pogodę za oknem.
– Tak, a co? – zapytała, uśmiechając się przymilnie. Ron Weasley opadł z sił, na spokojnie zaczął tłumaczyć:
– Po pierwsze, to nie jest najodpowiedniejszy strój do gry w Quidditcha, po drugie, będzie ci zimno. – Faktycznie panna Greengrass nie pomyślała o pogodzie. Miała na sobie czarne, proste, dopasowane spodnie i sportową, szarą koszulkę, która właściwie należała do Pansy. Założyła też obuwie sportowe.
– Nie mam stroju do Quidditcha – warknęła do chłopaka. Ron starał się zachować spokój. Po chwili zastanowienia niechętnie zdjął swój sweter, który miał mu zapewnić ciepło. Podał go Ślizgonce.
– Ubierz – mruknął. Astoria wytrzeszczyła na niego oczy.
– Co? Fuj... Nie będzie pasował. – Zmarszczyła lekko swój mały nosek. – Czerwony mi nie leży.
– To zacznie – warknął Ron. – Ubieraj albo nici z lekcji. – Ślizgonka niechętnie ubrała przez głowę czerwony sweter Rona. Kącik ust Gryfona uniósł się ku górze. Był usatysfakcjonowany.
– Przyniosę miotły ze schowka, ty idź na stadion i zaczekaj tam na mnie – polecił i oddalił się bez słowa. Astoria zaniemówiła, pierwszy raz w jej osiemnastoletnim życiu, facet,  tak po prostu, ją zostawił. Postanowiła bliżej się przyjrzeć temu Gryfonowi. Z głową uniesioną wysoko do góry wyszła na dwór.
*
Siedziała właśnie nad "Znaczeniem czarnomagicznych symboli", kiedy usłyszała kroki. Ktoś wszedł do działu ksiąg zakazanych. Serce jej szybciej zabiło, nadal miała nadzieje, że to właśnie on. Wstała z krzesła i zamknęła księgę. Na jej stoliku stały trzy, wysokie stosy książek do przejrzenia  lub już przejrzanych. Stanął na przeciwko Hermiony, ale w pewnej odległości. W bibliotece było aż nienaturalnie cicho.
– Przyszedłeś – powiedziała, nieco zdziwiona, ale usatysfakcjonowana.
– Tak, przyszedłem się pożegnać. Wyjeżdżam – powiedział beznamiętnie. Dostrzegł zawód w jej oczach, ale szybko go ukryła. Podniosła na niego wzrok:
– To może się udać.
– Wątpię – skwitował, w oczy rzuciła mu się sterta ksiąg. – Doceniam twoją pracę i w ogóle, ale... – Przerwała mu, podchodząc bliżej. Pomiędzy regałami było ciemno, jedynym oświetleniem były lampy przy stolikach.
– Wiem, że się boisz, ale... – Wytrzeszczył na nią oczy.
– Co? – zapytał ze śmiechem. – Ja się nie boję. – Dziewczyna była jednak całkiem poważna.
– A ja tak – powiedziała dumnie, patrząc mu w oczy, cofnął się o krok.
– Słuchaj Granger, ja wcale... – Znów mu przerwała:
– Wiesz, strach to coś normalnego, poza tym, myślę, że wszystko się uda, czytałam trochę o... – Teraz to on jej przerwał podirytowany:
– Nie chcę twojej pomocy! Nie masz własnego życia? To twój problem, mnie zostaw w spokoju. – Oniemiała, zmierzyła go zimnym spojrzeniem. Chciała tylko pomóc.
– Przestań udawać takiego idiotę! Każdy kogoś potrzebuje, a ty nie jesteś wyjątkiem, Malfoy!
– Skąd pomysł, że potrzebuje ciebie? – zapytał kpiąco.
– Nie mówię o sobie, baranie!
– Poszerzyłaś słownictwo... Plus dla ciebie. – Uśmiechnął się i mrugnął do Gryfonki.
– Aaggrrrr! – Hermiona miała już dość, jeszcze nie spotkała tak irytującej osoby. Przeszła do kontrataku:
– Po prostu się boisz, tyle! Tylko jesteś zbyt zadufany w sobie żeby się do tego przyznać!  – Rozłożył bezradnie ręce.
– No co? I nie wiesz co powiedzieć? O proszę, wielki pan Malfoy zaniemówił – kpiła w najlepsze.
– Przestań – powiedział cicho, ale dziewczyna już otwierała usta, żeby coś powiedzieć:
– Tylko tyle? Bez "szlamo", "mugolaczko" i innych miłych określeń? – Posłał jej spojrzenie bazyliszka, a potem spokojnie zaczął mówić. Hermiona wolałaby gdyby krzyczał.
– To, że nie masz własnego życia, nie oznacza, że musisz się mieszać w moje i nie tylko moje. Niby czemu chcesz pomóc Longbottomowi? Daphnie? Potterowi? Wszystkim, tylko nie sobie. To z tobą jest coś nie tak, mnie zostaw w spokoju. – Zacisnęła ręce w pięści, trafił w samo sedno, chociaż Gryfonka, sama przed sobą, nie chciała się do tego przyznać.
– Mam życie uczuciowe, palancie! Mam przyjaciół, chłopaka i... – Przerwał jej, uśmiechając się z politowaniem:
– Chyba nie mówisz o Weasleyu?
– Tak, Ron to mój chłopak – warknęła, podchodząc bliżej swojego byłego współlokatora.
– Mhm... Nawet jak przyjaciele się nie zachowujecie.
– Nie muszę się migdalić po kątach, żeby z kimś być! – wykrzyczała mu prosto w twarz.
– A czy ja mówię o migdaleniu, Granger? Drobne gesty są dużo lepsze. – Uśmiechnął się i uniósł pytająco brew.
– Odwal się – mruknęła i spróbowała go wyminąć. Chwycił ją za nadgarstek i z łatwością odwrócił twarzą do siebie.
– Puszczaj – rzuciła, ale wszelkie próby wyswobodzenia ręki szły na marne. Była za słaba, a Malfoy najwyraźniej świetnie się bawił. 
– Drobne gesty – powtórzył, jego oczy hipnotyzowały i Hermiona mimowolnie przestała się wyrywać. Stała spokojnie, a chłopak przesunął rękę w dół i chwycił jej dłoń.
– Kiedy ostatnio trzymaliście się za ręce? – zapytał niemal szeptem, a jego głos nie był tak ostry, czy sarkastyczny, jak zawsze. Hermiona nie znała go od tej strony, a wszystko co nowe ją fascynowało. Nie potrafiła wydusić słowa. Draco właściwie nie był pewny co robi. Wolną ręką założył jej  kosmyk włosów za ucho. Gdy ręką dotknął jej policzka, wstrzymała oddech.
– Kiedy ostatnio on to robił? – zapytał, patrząc jej w oczy, zabrał rękę. Hermiona spuściła wzrok na swoje buty, wiedziała, że powinna uciekać jak najdalej, ale nie potrafiła. Ślizgon trafił w samo sedno. Właśnie drobnych gestów brakowało jej najbardziej. Zamknęła oczy, żeby uspokoić oddech, jednak ten jedynie przyspieszył. Poczuła jak Malfoy chwyta jej drugą rękę.
– Spójrz na mnie – powiedział cicho, a gdy nie podniosła wzroku, przytrzymał jej podbródek. Obserwował jej reakcję, zdziwił go fakt, że nie uciekła. Uśmiechnął się nie bez satysfakcji.
– A teraz... – zaczął cicho, zbliżając swoją twarz do jej twarzy, Hermiona modliła się w duchu, żeby przestał. Teraz nie była w stanie sama od siebie się odsunąć, zaprotestować. Cholernie przystojny facet, właśnie próbuję cię całować, a twój związek się nie układa, co robisz? Pamiętajmy, że Hermiona Granger była tylko człowiekiem. Nie odsunęła się, stała jak zamurowana i obserwowała jego zbliżające się usta. Draco nie dowierzał, że Granger, tak po prostu, pozwoli się pocałować. Zawsze uważał Hermionę za coś nieosiągalnego... Nie żeby kiedyś myślał o niej "w ten" sposób. Po prostu był ciekawy. Nie myślał o tym, że jest mugolaczką, tak samo Hermiona nie myślała o nim w kategorii śmierciożercy. Przynajmniej nie w tej chwili. Dziewczyna rozchyliła lekko wargi, czuła jego ciepły oddech na policzku. Przymknęła lekko powieki i... i... i nagle usłyszeli głos:
– Aaa, panna Granger, właśnie chciałem z tobą porozmawiać. – W jednej chwili czar prysł jak mydlana bańka, Draco puścił jej ręce, a Hermiona odsunęła się szybko, nieporadnie wpadając na regał z książkami.
– Profesor Barkley... – Wykrztusiła w końcu, na policzkach zakwitły jej rumieńce. Właśnie zdała sobie sprawę do czego prawie doszło. Malfoy uśmiechnął się, jak zwykle pewny siebie:
 – Trzymaj się, Granger – powiedział, wychodząc. Całkowicie olał nauczyciela. W końcu od jutra i tak miał się tu nie uczyć...
*
 Rozpadało się na dobre, Harry Potter właśnie wyjrzał przez okno. Znajdował się w Skrzydle Szpitalnym i czekał, aż Ślizgonka się obudzi. Chciał wiedzieć co się stało. Jednak jak na złość Pansy nie dawała znaku życia. Odszedł od okna i z powrotem zaciągnął zasłonę. W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej, ale nie całkowicie ciemno. Lampy przy łóżkach nadal się świeciły. Podszedł do łóżka dziewczyny. Spała. Harry odgarnął jej włosy z twarzy, sam nie wiedział czemu to robi. Czuł, że tak trzeba. Ze swojego gabinetu wychyliła się pani Pomfrey.
– Na dziś koniec odwiedzin... – Poinformowała spokojnie. Gryfon niechętnie wstał z krzesła, przy łóżku chorej.
– Kiedy się obudzi? – zapytał. Chciał z nią porozmawiać. Pani Pomfrey posłała mu bezradne spojrzenie.
– Wkrótce – powiedziała po chwili. – Czy mógłbyś jeszcze zasłonić tamtą zasłonę? – dodała, zerkając na kotarę w końcu sali. Jedyną niezasłoniętą. Harry kiwnął głową i przeszedł nieśpiesznie te parę metrów. Podszedł do okna, a to co zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Okno wychodziło na stadion Quidditcha. Odwrócił się zaszokowany. Obserwowała go para zielonych oczu.

– Dementora tam zobaczyłeś, czy co? – Był to zachrypnięty, ale nadaj zgryźliwi, głos Pansy Parkinson.

   









czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 37

ROZDZIAŁ 37! SPECJALNIE DLA WAS CZTERY DNI WCZEŚNIEJ. Mam nadzieje, że docenicie gest ;)  Następny pojawi się już w niedziele. Mam nadzieje, że rozdział spodoba się szczególnie osobom, które czekają na "cokolwiek" pomiędzy Draco i Hermioną. Powoli możemy odnaleźć dramione w tym opowiadaniu. Więcej nie zdradzę, zapraszam!
~Pani M.

Rozdział 37 – Mogę ci pomóc.

Draco Malfoy jakoś dotrwał do końca lekcji profesora Bar
kleya. Pierwszy opuścił klasę, w jego mniemaniu te zajęcia były zwykłą stratą czasu. Odniósł torbę z książkami do dormitorium, a potem udał się prosto do gabinetu dyrektorki. Jako Prefekt Naczelny znał hasło i bez większych problemów dostał się na wieże, gdzie mieściło się lokum dyrektora szkoły. Zapukał.
– Proszę. – Usłyszał po chwili surowy głos nauczycielki transmutacji. Wszedł do środka, gabinet był okrągły, raczej uporządkowany, nauczycielka pozbyła się większość gratów, które zostawił po sobie Dumbledore. McGonagall siedziała za biurkiem, jak zwykle, zawalonym papierami. Podniosła na niego wzrok znad okularów.
– Tak, panie Malfoy? Czy jest jakiś problem?
– Chciałbym zrezygnować z dalszej nauki. Przyszedłem po wypis ze szkoły. –  Zapanowała cisza. McGonagall wstrzymała oddech i odłożyła długopis na biurko. Zdjęła okulary i popatrzyła prosto w twarz młodzieńca.
– A czy można wiedzieć dlaczego?
– Nie, nie można – warknął dość niegrzecznie. W normalnych okolicznościach McGonagall już odjęłaby punkty Slytherionowi, jednak w zaistniałej sytuacji...
– Jeśli chodzi o konflikt z panną Granger, możecie dostać osobne dormitoria.
– Nie chodzi o nią – powiedział oschle. – Dostanę ten wypis?
– Niestety nie mogę się na to zgodzić bez konkretnej przyczyny. – Dyrektorka pozostała nieugięta, zależało jej na wszystkich uczniach. Nawet tych "trudnych",  jak Malfoy. Ślizgon zaczął się irytować. Przyszedł tu w konkretnym celu, nie chciał nikogo narażać, a teraz McGonagall próbuje mu wmówić, że musi zostać.
– Chce pani dowodu? Proszę bardzo! – Podciągnął lewy rękaw koszuli, pokazując nauczycielce mroczny znak. Wstrzymał oddech, ludzie różnie reagują na ten symbol, potem, nie spuszczając wzroku z dyrektorki, zaczął mówić:
– To wystarczający powód, aby mnie zamknąć w Azkabanie, a tym bardziej usunąć ze szkoły! – wykrzyczał w bezsilności ostatnie słowa. Bał się tego, że znów nad sobą nie panuje. 
– Nie sądzę – powiedziała spokojnie Minerwa, z powrotem zakładając okulary. Wskazała na krzesło na przeciwko biurka, sugerując, że chłopak powinien usiąść.
– Postoje – warknął, opuszczając rękaw białej koszuli.
– Myślisz, że nie mam pojęcia, którzy z moich uczniów byli Śmierciożercami? Naprawdę posądzasz mnie o taką ignorancję? – sucho zapytała chłopaka. To zbiło Malfoya z tropu, ale tylko odrobinę.
– Chcę tylko wypis – powiedział, wzruszając ramionami.
– A ja chcę, tylko, wiedzieć co skłoniło cię do tak drastycznego posunięcia. –  Draco opadł na krzesło. Zamierzał wyznać wszystko. Nie miał już nic do stracenia, prawda?
*

Ginny podczas lekcji jakoś doszła do siebie, chociaż nie zdradziła Hermionie powodu swojego płaczu. Niechętnie powlekła się za starszą Gryfonką na czwarte piętro, nie chciała wpaść na Malfoya. Mijały po drodze mniejsze lub większe grupki uczniów, jednak zdecydowana większość hogwardzkiej młodzieży korzystała z ładnej pogody przebywając na dworze. Ginny wahała się czy opowiedzieć o wszystkim Hermionie, z jednej strony chciała się komuś zwierzyć, z drugiej Malfoyowi wyraźnie zależało, aby nikomu nie mówiła. Od kiedy się przejmuje Malfoyem? Pomyślała, nie zauważając ściany i pewnie gdyby nie Hermiona, rudowłosa Gryfonka zaliczyłaby bliskie spotkanie z murem.
– Jesteś dzisiaj taka nieobecna...
– To przez Malfoya – pożaliła się w końcu. Brązowooka Gryfonka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła w stronę młodszej koleżanki.
– Co ten palant znowu zrobił? – zapytała, siląc się na spokój.
– Nic. – Skłamała Ginny.
– Właśnie widzę, teraz już nie masz wyjścia, musisz mi wszystko opowiedzieć, a już ja się z nim policzę...
– Herm, daj spokój, to nie do końca była jego wina…
– Bronisz go? – Zdziwiła się starsza Gryfonka, wchodząc po schodach.
– Nie, znaczy tak, znaczy trochę, bo on tylko wspomniał o... – Ginevra się zawahała, a Hermiona odwróciła głowę, aby spojrzeć w oczy przyjaciółce. Wiedziała kiedy Ginny kłamie.
– Wspomniał o Fredzie? – zapytała cicho starsza z dziewczyn. Ta druga tylko pokiwała głową, a panie Granger zrobiło się przykro, również brakowało jej Freda, ale wiedziała, że rodzina Weasleyów bardzo przeżywa tę tragedię. Cofnęła się dwa stopnie i objęła przyjaciółkę ramieniem.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziała pocieszająco i  uśmiechnęła się słabo. Czasami sama w to nie wierzyła. Bez słowa dotarły do portretu pilnującego przejścia. Hermiona wypowiedziała hasło, a portret odskoczył, ukazując wejście do dormitorium Prefektów Naczelnych. Salon był pusty.
– Najwidoczniej Malfoy nie raczył pofatygować się na górę – stwierdziła z przekąsem Hermiona. Ginny nic nie odpowiedziała, cieszyła się z takiego obrotu spraw.
– Odkąd Zabini się wyprowadził w końcu da się tu mieszkać – skwitowała po chwili, chociaż obie myślały o tym, że w dormitorium jest za cicho. Stanowczo za cicho.
– Może jeszcze wróci – podsunęła Hermiona z nieskrywana nadzieją, lubiła towarzystwo ciemnowłosego Ślizgona.
– Oby nie – powiedziała na głos Ginny, chociaż w głębi duszy również chciała żeby Blaise wrócił. Lubiła go. Zniknęły za drzwiami sypialni. Hermiona odłożyła torbę na krzesło, natomiast torba Ginny przefrunęła przez cały pokój, aby uderzyć w ścianę niedaleko biurka. Niebieskooka Gryfonka rzuciła się na swoje łóżko i westchnęła, przymykając oczy. Hermiona z kolei usiadła na swoim i obserwowała przyjaciółkę. Zastanawiała się jak skłonić ją do jakichkolwiek zwierzeń, w końcu postanowiła po prostu zapytać:
–Gin? – Odpowiedziało jej mruknięcie – Właściwie czego Malfoy od ciebie chciał? – Weasley usiadła na łóżku i dokładnie przyjrzała się przyjaciółce, a potem spuściła wzrok na podłogę.
–Nie powinnam o tym mówić.
– Zastraszył cię? – poważnie zapytała Hermiona, Ginny podniosła spojrzenie niebieskich oczu na współlokatorkę, uśmiechnęła się.
– Nie, dlaczego zawsze wychodzisz z założenia, że Malfoy coś komuś zrobił?
– Bo go znam... – mruknęła starsza Gryfonka, nadal zachowując powagę. Piegowata siódmoklasistka wywróciła oczami.
–Okej, bo właściwie to zaczęło się od ciebie...
– Ode mnie? – Przerwała Hermiona, marszcząc brwi. Ginevra pokiwała głową, a potem opowiedziała o wydarzeniach z zeszłej nocy, gdy doszła do dziwnego zachowania Malfoya, panna Granger coraz bardziej marszczyła brwi, w pewnym momencie można było dostrzec w oczach Gryfonki błysk, zwiastujący rozwiązanie zagadki.
– Na Merlina... – wyszeptała Hermiona, zrywając się z łóżka.
– Co się stało? – zapytała Ginny nieufnie, nie podobało jej się, że wszyscy znów wiedzą coś, o czym ona nie ma pojęcia.
– Muszę zawiadomić McGonagall! Ginny nawet nie wiesz jak dobrze się stało, że mi to opowiedziałaś!
– Ale co? Ja... Ja nie rozumiem... – Rudowłosa dziewczyna powoli wstała z łóżka, Hermiona pochwyciła różdżkę i już miała wyjść gdy zatrzymał ją głos Ginny.
– HERMIONO GRANGER, NATYCHMIAST MASZ MI WYTŁUMACZYĆ CO TU SIĘ DZIEJE!
– Nie mogę teraz, Ginny, znajdź Blaise’a i przyprowadź go tu, powiedz mu to co mnie.
– Chyba zwariowałaś, sądząc, że będę się uganiać za jakimś... – Hermiona znów jej przerwała:
– Teraz wasze kłótnie nie są ważne! Po prostu go znajdź, Pansy też przyprowadź, wrócę, jak tylko zobaczę się z McGonagall.
– Od kiedy w sytuacjach kryzysowych każesz mi wzywać Ślizgonów, a nie Harry'ego i Rona? – zapytała trochę zła Ginny. Hermiona posłała jej błagające spojrzenie i już jej nie było. Ginny westchnęła i zabrała różdżkę. Szykowała się na wycieczkę do lochów.
*
Hermiona pędziła korytarzem w stronę gabinetu dyrektorki. Potrąciła po drodze jakiegoś Krukona z książką w ręce, ale zdążyła jedynie krzyknąć "przepraszam" i zniknąć za kolejnym zakrętem. Oddech jej przyspieszył po przebiegnięciu z północnej części Hogwartu do południowej. Zbliżała się do gabinetu, gdy ktoś ją zatrzymał. Dosłownie wpadła na nauczyciela.
– Przepraszam pana bardzo – powiedziała, odgarniając włosy z twarzy. Robin Barkley, jak zwykle z czarującym uśmieszkiem na ustach, zagradzał drogę dziewczynie.
–Nic się nie stało, panno Granger, chciałbym porozmawiać... – Gryfonka wpadła mu w słowo:
– Przepraszam jeszcze raz, ale bardzo się śpieszę, czy moglibyśmy to omówić później?
– Oczywiście – odparł nauczyciel i przesunął się tak, żeby Hermiona mogła przejść.
– Dziękuje bardzo, jeszcze raz przepraszam i do zobaczenia – powiedziała w biegu. Znów znikła za zakrętem. Na ustach nauczyciela zakwitł uśmiech tryumfu. Odszedł nieśpiesznie w stronę swojego gabinetu, za ten czas Gryfonka zdążyła wpaść jak burza do gabinetu dyrektorki.  
– O co chodzi, panno Granger? – zapytała spokojnie McGonagall. Teraz dopiero Hermiona ogarnęła wzrokiem całą scenę. Przed biurkiem dyrektorki siedział nie kto inny jak Draco Malfoy. Dziewczyna przełknęła ślinę, zrobiło jej się gorąco. Nie miało to nic wspólnego z temperaturą. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. McGonagall patrzyła na nią wyczekująco.
– Bo... Ja... Znaczy... – Nie potrafiła się wysłowić.
– O co chodzi? – znów zapytała nauczycielka, marszcząc brwi.
– Właściwie... – Zaczęła już spokojnie dziewczyna, wiedziała, że tę bitwę przegrała. – Właściwie to nic ważnego, ja tylko, znaczy... Przyjdę później –wykrztusiła w końcu. Dyrektorka przyjęła informację ze zdziwieniem, zazwyczaj jeśli ktoś wpadał do jej gabinetu, sprawa dotyczyła życia i śmierci.
– Jeśli to wszystko panno Granger...
– Tak, tak. Ja przyjdę później – pospiesznie powiedziała Gryfonka i opuściła gabinet. Gdy zamknęły się za nią drzwi, westchnęła głośno. Zeszła po schodach, prowadzących do gabinetu dyrektora i zastanowiła się co dalej. Malfoy już siedzi u McGonagall więc możliwe, że dyrektorka wszystko wie. Myślała gorączkowo. Jednak przeczucie mówiło jej, że nikt nie ma pojęcia o zagrożeniu, nikt z wyjątkiem jej i Malfoya. Przypuszczała, że Zabini może coś wiedzieć. W geście bezsilności udała się do jedynego miejsca, w którym mogła pomyśleć, dowiedzieć się czegoś więcej. Nogi same zaprowadziły ją do biblioteki.
*
Malfoy opuścił gabinet dyrektora z wypisem w ręce. Uświadomił sobie, że wcale nie chce wracać do domu, polubił Hogwart, mimo że spędził tu niecały miesiąc. Jeszcze nigdy szkoła nie wydawała mu się tak znośna jak teraz. Czuł się niemal jak w domu. McGonagall już zawiadomiła Narcyzę Malfoy o powrocie syna. Draco wiedział, że ją zawiódł, to dla niej miał ukończyć szkołę.
– Kurwa... – zaklął pod nosem. Korytarze były puste. Żadnej żywej duszy, nawet duchy gdzieś wyparowały. To wszystko jeszcze bardziej dobiło Ślizgona. Jedyne czego teraz chciał to zobaczyć przyjaciół. Dziwne, że uświadomił sobie to dopiero teraz. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Pansy i Blaise to na prawdę jego przyjaciele. Westchnął cicho i wypowiedział hasło, portret bez słowa go przepuścił. W salonie siedzieli Pansy i Zabini. Towarzyszyła im młoda Wesleyówna. Pansy od razu wstała i podbiegła do chłopaka. Przytuliła go. O dziwo Malfoy jej nie odtrącił, co zdziwiło i Pansy, i Blaise’a. Nie wspominając o Draconie, który nie wiedział co się z nim dzieje. Puściła go. Oboje podeszli do kanapy.
– Będzie dobrze – powiedział Zabini, usiłował się uśmiechnąć.
– Ja nic na razie nie powiem dopóki ktoś mi nie wyjaśni o co właściwie chodzi – oznajmiła Ginny, krzyżując ręce na piersiach. Draco uśmiechnął się, widząc to wszystko.
– Wybacz Wesley, ale to sprawy dla wtajemniczonych – zażartował. Wtedy portret odskoczył i ktoś wszedł do salonu. Draco usłyszał kroki i szczęk przesuwanego portretu.
– Masz na myśli byłych Śmierciożerców? – warknęła Hermiona Granger, stając w salonie. Malfoy odwrócił się w jej stronę. Była wściekła i być może się bała, spojrzała na niego z pogardą.
– Coś sugerujesz? – zapytał spokojnie Blaise, wstając z fotela, stojącego przy zgaszonym, teraz, kominku.
– Już dobrze wiecie o co mi chodzi – powiedziała Hermiona, rzucając oskarżycielskie spojrzenie Pansy. Draco błyskawicznie odwrócił się do Ginny Weasley, która nadal nic z tego nie rozumiała i powoli zaczynało ją to irytować.
– Powiedziałaś jej. – Bardziej stwierdził niż zapytał. Ginny usiłowała coś powiedzieć, ale Blaise nie dał jej dojść do głosu:
– Spokojnie Draco – powiedział cicho. Oczy blondyna niemal płonęły. Pansy cofnęła się o krok i przestraszona spojrzała na Zabiniego. Malfoy wpatrywał się, tym strasznym wzrokiem, w młodą pannę Weasley. Blaise podszedł do rudowłosej Gryfonki i po cichu powiedział:
– Musisz stąd wyjść, szybko. – Posłała mu lekceważące spojrzenie i nie ruszyła się ani o krok.
– Draco, spokojnie... – powtórzył, już nie tak pewnie, ciemnowłosy Ślizgon.
– JA JESTEM SPOKOJNY!!! – wydarł się Malfoy, w tym momencie szyby pofrunęły z okien. Odłamki szkła były wszędzie, jeden ugodził Pansy i rozciął jej policzek. Zaczęła krwawić, kolejna plama krwi pojawiła się w okolicy klatki piersiowej. Drugi odłamek, właśnie tam, ugodził dziewczynę. Kawałki szkła walały się po podłodze, na szczęście oprócz Pansy nikt nie oberwał.
– Pansy, trzeba cię zabrać do skrzydła szpitalnego. – Trzeźwo zauważyła Hermiona, Ślizgonka posłała jej pytające spojrzenie.
– Nic mi nie jest – powiedziała, ścierając krew z policzka. Nikt nie zwracał uwagi na Malfoya, który klęczał na podłodze, zaciskał pięści tak mocno, że knykcie mu pobielały.
– Musisz to zdezynfekować, czytałam, że jeśli cząstka jego mocy. – Spojrzała kątem oka na Draco. – Dostanie się pod skórę też możesz mieć te ataki. – Blaise z przerażeniem spojrzał na Hermionę, jakby chciał się upewnić, że mówi prawdę.
– Weź ją do skrzydła szpitalnego – niemal błagalnie powiedziała Hermiona w stronę Zabiniego. Ten wahał się tylko chwilę. Pociągnął opierającą się Ginny za sobą.
– Ja nie chce. – Wyrywała się Ginevra.
– Ginny, idź z nimi.
– Nie zostawię cię z nim. – Spojrzała z odrazą na Malfoya.
– Nic mi nie będzie, a on trochę dziwnie reaguje na twoje towarzystwo. – Jak zwykle, Hermiona trafnie oceniła sytuację. Ginny niechętnie opuściła dormitorium z Pansy i Zabinim. Zostali sami, Hermiona i Dracon zostali sami. Gryfonka ostrożnie podeszła do arystokraty i położyła mu dłoń na ramieniu.
– M... Draco? – Po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu. Chłopak się nie odezwał, odtrącił jej rękę i podniósł się z ziemi. Wyglądał jakby właśnie ukończył maraton.
– Zostaw mnie – warknął i odwrócił się plecami do Hermiony, szedł w stronę swojej sypialni. Wiedział, że musi opuścić Hogwart, natychmiast.
– Mogę ci pomóc. – Odwrócił się gwałtownie w stronę dziewczyny, w jego stalowych oczach czaił się strach.
– Nikt nie może, jak się w ogóle domyśliłaś? – zapytał.
– Poszłam do biblioteki...
– Nie ma książki o tym – warknął Draco.  – Nie kłam! – Gryfonka westchnęła.
– Powiem ci, jeśli ty też będziesz ze mną szczery. – Niemal się uśmiechnął.
– Zawsze musisz się targować? – Z niedowierzaniem pokręcił głową. Opadł na fotel i spojrzał na dziewczynę wyczekująco. W końcu i ona usiadła.
– No więc? – zapytał.
– Kiedy szukałam czegoś o horkruksach – zaczęła dziewczyna, nie patrząc na niego, myślała, że zaraz panie pytanie w stylu "co to takiego?", jednak to nie nastąpiło. Zdziwiona podniosła na niego wzrok.
– No co? – zapytał, widząc jej spojrzenie.
– Skąd wiesz co to są... – Uśmiechnął się, przewracając oczami. Blade usta rozciągnięte w uśmiechu wyglądały upiornie.
– Proszę cię Granger, za kogo ty mnie masz? Myślisz, że służyłbym mu, nie znając źródła jego potęgi? – Nie odpowiedziała, była zaskoczona. Zawsze myślała, że Śmierciożercy są jak pionki, bez własnej woli, bez uczuć...  Cicho mówiła dalej, przez okna pozbawione szyb do pokoju wlatywało coraz więcej zimnego powietrza. Nikt w tym całym zamieszaniu nie wpadł na pomysł, aby posprzątać. Zaczęło robić się zimno.
– Kiedy szukałam czegoś o horkruksach, trafiłam na książkę o mocy symboli, znaków. Przeczytałam ją, licząc, że znajdę jakieś wskazówki dotyczące horkruksów. Umiem rozpoznać atak na umysł...
– To niemożliwe, on nie żyje – warknął Draco.
– Nie musi... – powiedziała złowróżbnie, cały czas obserwując chłopaka.
– Mów z sensem Granger, znak był, powtarzam był, jakąś więzią pomiędzy umysłami jego... – Przerwała mu:
– Dlaczego nie mówisz mu po imieniu? – Wzruszył ramionami.
– Przyzwyczajenie, to była więź umysłowa pomiędzy Czarnym Panem, a Śmierciożercami, ale podkreślam "była", na litość Merlina, on nie żyje Granger, słyszysz! NIE ŻYJE! – Draco znów czuł, że traci kontrole. Starał się z tym walczyć. Hermiona poderwała się z kanapy, widziała co się dzieje. Podeszła do fotela, na którym siedział Ślizgon.
– Odejdź – warknął, znów zaciskał pięści z całych sił, zamknął oczy.
– Wyrzuć wszystko z głowy... – powiedziała spokojnie, kucając obok Malfoya.
– Idź stąd – wykrztusił. Wtedy uświadomił sobie, że właśnie martwił się o los szlamy. To pogorszyło sytuację.
– Spokojnie, po prostu oddychaj – mówiła, nadal trwając przy nim. Odważyła się nawet położyć mu rękę na ramieniu. Nie strącił jej, ale widać było, że zaraz nie wytrzyma, że stanie się coś złego. Gryfonka myślała gorączkowo o tym, co zdążyła przeczytać. Z całej siły wbiła mu paznokcie w ramię. Syknął z bólu.
– Skup się na bólu, myśl tylko o tym – niemal wykrzyknęła. Draco zaczął odzyskiwać kontrolę, czuł, że to pomaga. Oczy miał zamknięte, aby skupić się na bólu. Jednak był za słaby.
– Uderz mnie – warknął. Hermiona zmarszczyła brwi, nie chciała się do tego posuwać. Otworzył oczy i spojrzał w jej brązowe tęczówki.
– No już, Granger!
Gryfonka zadała cios. Jej drobna pięść dosięgła celu. Głowa blondyna odskoczyła do tyłu, na policzku został czerwony ślad. Nie chciała uderzyć za mocno. Malfoy otworzył oczy i od razu chwycił się za bolący policzek. Hermiona wstała i odgarnęła włosy z twarzy.
– Nigdy nie sądziłem, że podziękuje ci za cios w szczękę... – mruknął.
– Podziękujesz? – zapytała ze zdziwieniem.
– Dziękuje, Granger – powiedział, wstając z fotela. Miał dość atrakcji jak na jeden dzień.
*

Ginny wlekła się za Zabinim i Pansy. Nadal była zła, że nikt nie chce jej niczego wyjaśnić. Wyzywała Ślizgonów pod nosem.
– Pansy, wszystko okej? – zapytał niepewnie Blaise. Ciemnowłosa Ślizgonka widocznie pobladła i ciężko oddychała przez usta.
– Mhm... – mruknęła, nie miała siły nawet skleić liter w słowo. Głowa zaczęła ją boleć. Nagle zachwiała się, tracąc zupełnie równowagę. Oparła się o ścianę i osunęła się. Usłyszała jeszcze pisk Ginny i przekleństwo Zabiniego zanim kompletnie odpłynęła. Doszła do siebie już chwilę potem, o ile "dojściem do siebie" można nazwać ocknięcie się. Otworzyła oczy i uświadomiła sobie, że Blaise ją niesie. Czuła się zażenowana. Spojrzała niepewnie na Ginny, idącą za nimi.
– Już blisko – mruknął Ślizgon. Pansy skinęła głową i już miała z powrotem zamknąć oczy, gdy dostrzegła jakiś kształt, idący wyraźnie w ich stronę. Obraz rozmazywał się jej przed oczami.
– Co się stało? – od razu poznała ten głos. No bo któż by inny...Pomyślała z ironią.

– Ginny, co jest? – zapytał znowu ten sam głos. Odpowiedzi Gryfonki już nie słyszała. Znów odpłynęła.






Rozdział 36

Krótko, zwięźle i jak zwykle nie na temat, bo gdzie jest dramione? Ale dla wszystkich, którzy z utęsknieniem czekają na jakiś przejaw "czegokolwiek" pomiędzy tą dwóją mam miłą niespodziankę w kolejnym rozdziale  ;) Na razie nie zdradzę kiedy pojawi się kolejna notka, ale myślę, że to będzie dla was kolejna niespodzianka... (miła niespodzianka) A teraz zapraszam do czytania i komentowania!
~Pani M.


Rozdział 36 – Lekcje ze Ślizgonami.

 Hermiona była zszokowana tym co właśnie zobaczyła. Nigdy by nie posądziła Harry'ego i Pansy o tak bliskie kontakty. Nie pierwszy już raz pomyślała, że to będzie "ciekawy" rok. Nerwowo wkroczyła do Wielkiej Sali. Nawet nie odpowiedziała Parvati na powitanie. Usiadła przy stole i dopiero, gdy Ginny zaczęła jej wrzeszczeć do ucha, odzyskała pełną świadomość. W roztargnieniu pokręciła głową, a potem skupiła wzrok na twarzy przyjaciółki.
– Przepraszam Ginny, co mówiłaś?
– No nareszcie wróciłaś na ziemie – mruknęła młodsza Gryfonka. – McGonagall wywiesiła w Pokoju Wspólnym ogłoszenia na ten miesiąc.
– I co? Czeka nas coś ciekawego? – zapytała Hermiona, zalewając płatki mlekiem. Myślami nadal była w lochach.
– Dziś mamy dodatkową lekcję z Barkleyem – powiedziała Ginny, sięgając po jeszcze jedną kanapkę. Hermiona ponownie wyrwała się z letargu.
– Co? – zapytała trochę nieprzytomnie, przez to, co widziała nie potrafiła zachować jasnego umysłu.
– Czy ty zaczniesz mnie słuchać? Coś się stało?– wyrzuciła z siebie serię pytań. – Jesteś taka nieobecna... – Dokończyła trochę urażonym tonem Ginny.
– Nie wyspałam się. – To zdumiewające, jak kłamstwo gładko przeszło jej przez usta. – Więc dziś mamy lekcję z Barkleyem? – Rudowłosa Gryfoka potaknęła. Obie dziewczyny nie miały pojęcia co myśleć o tych lekcjach. Były po prostu ciekawe nowych doświadczeń.
– Widziałaś Rona dziś na śniadaniu? – zapytała Hermiona. Ginevra pokręciła głową i wróciła do kanapki z serem. Potem przyleciały sowy. Hermiona odebrała "Proroka Codziennego” i zajrzała na pierwszą stronę. Pisali o wielkim balu w Beauxbatons. Z pierwszej strony do potencjalnego czytelnika uśmiechała się dyrektorka szkoły. Dziewczyna zaczęła czytać artykuł, gdy nagle w oczy rzuciło jej się jedno zdanie: „Będziemy mieli również zaszczyt gościć Harry'ego Pottera – mówi dyrektorka szkoły." Teraz już naprawdę miała zagwozdkę na następne godziny.
– Muszę porozmawiać z Harrym – mruknęła pod nosem panna Granger. Ginny zmarszczyła brwi, a potem od niechcenia rzuciła:
– Właśnie tu idzie, ja się zbieram, muszę jeszcze wrócić do dormitorium po książkę.
 Rudowłosa dziewczyna w pośpiechu opuściła Wielką Salę. Harry usiadł na przeciwko Hermiony i sięgnął po półmisek z jajecznicą. Nic nie mówił. Był zbyt przytłoczony tym, co się wydarzyło.
– Jedziesz do Beauxbatons. – Bardziej stwierdziła, niż zapytała dziewczyna. Harry kiwną głową nawet nie zastanawiał się skąd Hermiona może to wiedzieć.
– Kiedy? – zapytała, podnosząc wzrok znad gazety. Harry'ego zaczęło irytować jej zachowanie. Jak mogła tak spokojnie siedzieć i z nim rozmawiać, gdy "tyle" się wydarzyło. Chłopak nie potrafił zrozumieć czemu wszyscy są tacy spokojni podczas, gdy on nie potrafi usiedzieć na miejscu.
– Harry…  Wszystko w porządku? – zapytała z troską w głosie, odkładając gazetę. Gryfon rzucił jej jedynie oskarżycielskie spojrzenie i gwałtownie wstał od stołu.
– A wyglądam jakby cokolwiek było w porządku?! – wrzasnął, a wszystkie spojrzenia powędrowały w jego stronę.
– Nie jestem głodny – bąknął i energicznie ruszył do wyjścia. Hermiona również się zerwała z miejsca i podążyła śladem przyjaciela. Dopadła go na korytarzu.
– Chodzi o Pansy? – zapytała, nie owijając w bawełnę. Mina Harry'ego niczego nie zdradzała.
– Nie mam ochoty o tym gadać – powiedział tylko. – Tym razem to nie jest twoja sprawa, Hermiono. Tym razem, sam muszę to załatwić...  – Spojrzała na niego z troską, wymalowaną na twarzy.
– Tylko nie zrób nic głupiego. – Prawie się uśmiechnął.
– Przecież mnie znasz...
– No właśnie; dlatego się boję.
*
Wcześniej...
Blaise Zabini obudził się wcześniej niż zazwyczaj. Gdy zwlekł się z łóżka jego tymczasowy współlokator Theodor Nott nadal spał. Blaise nie chciał wracać na czwarte piętro z jednego, rudego powodu. Ziewnął przeciągle, wychodząc z pokoju i zmierzał właśnie w stronę łazienki. Wziął szybki prysznic i ubrał wcześniej przygotowany mundurek. Luźno zawiązał krawat w srebrno-zielone pasy i ruszył z powrotem do pokoju. Po drodze minął kilku młodszych uczniów, których nie rozpoznał.
– Co rok to to mniejsze się robi… – mruknął do siebie. Z sypialni zabrał torbę przygotowaną poprzedniego dnia wieczorem i obudził Notta. Zaspany Ślizgon spojrzał nieprzytomnym wzrokiem na Zabiniego.
– Co ci jest?
–Poniedziałek rano – poinformował kolegę Blaise.
– I wszystko jasne – stęknął tamten, a potem zwlekł się z łóżka.
– Do zobaczenia na śniadaniu – pożegnał się Blaise, wychodząc. Skierował swoje kroki prosto w stronę Wielkiej Sali. W lochach jak zwykle o tak wczesnej porze, w poniedziałek rano, nikogo nie było. Jednak coś było nie tak... Chwila... Coś było zdecydowanie nie tak! Harry Potter spał na kanapie w lochach! To zdecydowanie nie należało do codziennego obrazu Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Blaise zdziwił się jeszcze bardziej, widząc Pansy, śpiącą obok, na fotelu. Jedynie zmarszczył brwi i opuścił pomieszczenie. To zdecydowanie nie była jego sprawa. Miał większe problemy. Nazywały się: Zofia* Zabini i Ginny Weasley.
W Wielkiej Sali świeciło pustkami. Jedynie kilkoro Krukonów siedziało przy książkach. Pojedyncza para Puchonów jadła tosty. Stoły Slytherinu i Gryffindoru były puste, ani jednego, zajętego miejsca. Blaise usiadł samotnie przy stole i zabierał się za owsiankę, kiedy drzwi Wielkiej Sali się otworzyły i wkroczył do pomieszczenia Draco Malfoy. Tylko znów coś było nie tak... Blondwłosy Ślizgon zgubił gdzieś swoją idealną, na pozór niedbałą, fryzurę. Oczy miał podkrążone, a cerę bledszą niż zwykle. Guziki koszuli krzywo zapięte. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Zabini zerwał się z krzesła i ruszył w stronę przyjaciela.
– Jak ty wyglądasz?! – syknął groźnie. Wiedział, że Draco dba o swój nienaganny wizerunek i przybycie do Wielkiej Sali w takim stanie był zwiastunem czegoś strasznego.
– Chodźmy do dormitorium. – Draco bez słowa pozwolił przyjacielowi odprowadzić się na czwarte piętro. Zamknęli się w sypialni. Malfoy patrzał jedynie nieprzytomnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Blaise domyślał się co to oznacza, ale tak bardzo chciał się mylić. Modlił się o to w duchu.
– Co się stało? – zapytał w końcu, uważnie obserwując reakcje blondyna.
– To koniec, muszę wrócić do domu. Nie mogę zostać w Hogwarcie. – W jego oczach czaił się strach.
– Czy... – Blaise’owi zaschło w gardle, przełknął ślinę i spojrzał na przyjaciela. –  Czy stało się to, co myślę? – Draco niespiesznie kiwną głową.
– Mówiłeś, że nad tym panujesz! – krzyknął Zabini, on też zaczynał się bać. Jeśli Malfoy miał atak, go również to mogło spotkać... – Co się stało? – zapytał, już spokojnie.
– Rozmawiałem z Weasley – zaczął Draco, ale Blaise wytrzeszczył na niego oczy i od razu przerwał relacje z wczorajszej nocy:
– Miałeś napad przy Weasley?! Cholera, jej mogło się coś stać!
– Myślisz, że nie wiem jakie jest ryzyko?! Nie musisz mnie dobijać! – Tym razem zaczął drzeć się Malfoy.
– A jak ona coś wie? – zapytał Blaise.
– Nie bądź głupi, skąd mogłaby wiedzieć.
– Nie wiem, ale mam złe przeczucia – mruknął Blaise, a jego ręka machinalnie powędrowała do zamaskowanego znaku na lewym przedramieniu.
– Myślisz, że on wróci?
– Prędzej piekło zamarznie.
– To dlaczego... – Draco przerwał Zabiniemu:
– Słuchaj, gdybyśmy wiedzieli "dlaczego" nie byłoby problemu, jest jedno rozwiązanie, ale..
– Chyba mi nie powiesz, że ci na tej Weasley zależy – zapytał z kpiną w głosie Blaise, wiedział, że to niedorzeczne.
–Nie – odparł Draco sucho.
– Co zamierzasz z tym zrobić?
– Wracam do Malfoy Manor.
– A co z nauką?
– Mogę się uczyć w domu, tak, jak chciał ojciec. Po lekcjach idę do McGonagall złożyć wniosek o wypis ze szkoły.
– Przemyśl to jeszcze...
– Tu nie ma nad czym myśleć – warknął Draco. Siedzieli chwilę w milczeniu, każdy pogrążony w swoich rozmyślaniach.
– Dziś mamy dodatkową lekcje z Barkleyem. – Malfoy westchnął znużony. Nie sądził, żeby na coś przydały się te lekcje. Podejrzewał, że wszyscy są już uświadomieni.
– Chodźmy na śniadanie – powiedział po chwili.
– Eee... Widziałeś się dziś w lustrze? – zapytał sceptycznie Blaise.
*

–Jeszcze tylko lekcja z Barkleyem i wolne! – rozmarzył się Ron w przerwie na obiad. Harry mruknął coś niezrozumiale, nadal nie miał apetytu i zadowolił się sokiem dyniowym. Ronowi jak zwykle apetyt dopisywał. Hermiona dołączyła do nich. Nałożyła sobie kawałek pieczeni i polała ją dużą ilością sosu.
– Harry, ty nie jesz? – zapytała.
– Nie mam ochoty – powiedział brunet i upił trochę soku. Ron zajadał się zapiekanką ziemniaczaną.
– Spfóbuj tegho Arry  – wydusił, przeżuwając kolejną porcję. Hermiona zmarszczyła brwi i powstrzymała się od upomnienia swojego chłopaka. Była zniesmaczona jego zachowaniem. Gdy Ron w końcu przełknął znów zaczął mówić:
– Za dużo nam zadali z eliksirów i obrony... Mam już dość, a nawet jeszcze się wrzesień nie skończył...
– Faktycznie, trochę tego jest, w dodatku jeszcze nie napisałam eseju z numerologii – powiedziała Hermiona, nerwowo przygryzając wargę.
– Nie mam w ogóle czasu na treningi – poskarżył się Harry. Dużo różniło tę trójkę, ale narzekać zawsze mieli na co.
– W dodatku Astoria mnie molestuje – mruknął Harry, któremu humor się poprawił. Hermiona parsknęła śmiechem. Ron zrobił minę skrzywdzonego dziecka:
– Ten to ma fajnie... – Udał, że pociąga nosem. Hermiona udała, że jest oburzona.
– Jak możesz – powiedziała tonem tak poważnym, że przez chwilę nikomu nie było do śmiechu. Następny komentarz Parvati Patil na temat kapelusza McGonagall znów wszystkich  rozbawił. Hermiona już dawno tak się nie śmiała. Potem w towarzystwie Rona i Harry'ego ruszyła na lekcje profesora Barkleya. Nie zauważyła zniknięcia Ginny. Dopiero pod klasą dostrzegła rudowłosą przyjaciółkę. Stała z boku ze spuszczoną głową. Hermiona podeszła do niej, zostawiając rozbawione towarzystwo.
– Ginny? – Rudowłosa Gryfonka podniosła na nią, zapuchnięte od płaczu, oczy.
*
Wcześniej...
Zaraz po transmutacji, kiedy Hermiona udała się na numerologie, a Ginny na eliksiry, dopadł ją Malfoy. Miał szaleństwo w oczach. Niby strach. Złapał ją za ramię i pociągnął za sobą. Ginny zaskoczona tym wszystkim nie pisnęła ani słówka, nawet się nie szarpała. Popchnął ją w stronę pustej klasy, a gdy dziewczyna wpadła tam, omal się nie przewracając, odzyskała jasność umysłu. Draco starannie zamkną drzwi, był gotowy na tą litanie.
– CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! – Wydarła się, zgodnie z przypuszczeniami Malfoya. – Nie pozwolę się tak traktować! – Parzył na nią z politowaniem. – I CO SIĘ GŁUPIO GAPISZ?!
– Skończyłaś już? – zapytał spokojnie. Dziewczyna zacisnęła ręce w pięści, ale nic nie powiedziała. Draco oparł się o drzwi, blokując wyjście.
– Czego chcesz? – warknęła Ginny.
Musisz mi coś obiecać...
– Nic nie muszę – fuknęła, po czym oparła się o ławkę i złożyła ręce na piersiach.
– To co się wczoraj stało – zaczął powoli Draco, nie podnosząc wzroku z podłogi.
– Ten ogień to była twoja sprawka? – zapytała podejrzliwie panna Weasley. Draco podniósł na nią zdziwiony wzrok:
– A co myślałaś, że nam ogrzewanie wysiada? – zapytał trochę zły, że dziewczyna tak mało pojmuje, a trochę spokojniejszy, że niczego się nie domyśla. Nic nie odpowiedziała na tę zaczepkę słowną.
– Po prostu musisz mi obiecać, że nikomu nic o tym nie powiesz, jasne?
– A z tego będę miała...? – zapytała, uśmiechając się przebiegle, Draco doszedł do wniosku, że Gryfoni nie powinni się tak uśmiechać.
– To nie jest zabawa, Weasley – warknął, był zły, że dziewczyna tak ignoruje całą sprawę.
– Nie odzywaj się tak do mnie, co ty sobie w ogóle myślisz?! – oburzyła się siódmoklasistka.
– Myślę, że jesteś niedojrzałą idiotką i nie traktujesz niczego poważnie, zresztą jak wszyscy Gryfoni. – Dziewczyna otworzyła usta ze zdziwienia, zatkało ją. Po prostu nie wiedziała co powiedzieć, stała tam i gapiła się na Malfoya z otwartą buzią.
– Po prostu chociaż raz weź życie na serio i nikomu ani słowa, Weasley –  powiedział, wychodząc z klasy. Ginny przeżyła szok. Jak ktoś pokroju Malfoya mógł jej zarzucić, że nie traktuje życia na serio? Od śmierci Freda... O nie! Pomyślała, ale było za późno. Łzy popłynęły jej po policzkach na wspomnienie brata. Otarła je szybko i starała się nie myśleć, że kolejna osoba zarzuca jej niedojrzałość.
– To tylko idiota Malfoy – powiedziała do siebie, ale nie pomogło. Z zapuchniętymi oczami i policzkami mokrymi od łez poszła na lekcje.
*

  – Usiądźcie – powiedział profesor Robin Barkley, wchodząc do klasy. Jak zwykle pewny siebie, jak zwykle w idealnie prostej szacie, dopasowującej się do każdego kroku. O idealnym uśmiechu i błyszczących oczach. Chodzący ideał i być może dlatego połowa uczennic wzdychała, gdy przechodził. Jedynie kilkoro wychowanek domów Salazara i Godryka zachowała krztynę przyzwoitości i  ignorowała go całkowicie. Hermiona Granger i Ginevra Weasley, siedzące w ostatniej ławce i pogrążone w rozmowie. Brązowooka Gryfonka próbowała ustalić przyczynę płaczu tej drugiej, niestety bezskutecznie. Całkowicie ignorowały wszystkich dookoła, w tym profesora Barkleya. Kolejna dwójka była po prostu zainteresowania kimś innym i nie nabrała się na tanie sztuczki nauczyciela. Mowa tu, oczywiście, o siedzących pod ścianą Pansy Parkinson i Daphnie Greengrass. Profesor obrony przed czarną magią nie lubił być ignorowany i obiecał sobie dokładnie przyjrzeć się tej czwórce. Przystąpił do lekcji.
– Witam wszystkich na mojej lekcji, liczę na dorosłe zachowanie. – Spojrzał w stronę dwójki Gryfonów, którzy próbowali nie wybuchnąć śmiechem, widząc temat zapisany na tablicy. Napis głosił: "Jak uprawiać bezpieczny seks?" Barkley spojrzał w tamtą stronę.
– Tak, pewnie już wszyscy odczytali temat naszej lekcji. Nie będę owijał w bawełnę i wiem, że większość z was jest już uświadomiona, jednak... Jednak profesor McGonagall domagała się przeprowadzenia tego rodzaju lekcji. –Pierwsza ręka powędrowała w górę. Jedna z wychowanek domu Salazara najwyraźniej poczuła pilną potrzebę zapytania o coś.
– Tak panno...
–Missed, proszę pana. – Pansy zauważyła, że dziewczyna szczerzy się jak głupia do sera. W takich chwilach przestawała wierzyć w ludzkość.
– Więc o co chodzi, panno Missed? – Nauczyciel odwzajemnił uśmiech.
– Chciałam zapytać czy będą jakieś zajęcia praktyczne? – Brunetka uśmiechnęła się zalotnie, a Pansy spojrzała na tę dziewczynę jak na niższą formę życia, cisnęły jej się na usta różne wyszukane przekleństwa, ale jednak kulturalnie się powstrzymała.
– Salazarze... – mruknęła jedynie z politowaniem.
– Nie panno Missed – odparł lekko zdziwiony Barkley. Dziewczyna zawiedziona spojrzała w stronę Harry'ego. Gryfon miał minę pod tytułem: "co ja tu w ogóle robię?", a potem nie wiedzieć czemu odszukał wzrokiem Pansy. Jakoś tak podupadł na duchu, widząc, że Ślizgonka nie zwraca na niego uwagi. Później nauczyciel przeszedł do omawiania zalet używania eliksiru zabezpieczającego. Nawet Hermiona i Ginny przerwały swoje spekulację, aby przez chwilę posłuchać. Jedynie Malfoy siedział nieobecny, z wzrokiem wlepionym za okno. Blaise, jak na dobrego przyjaciela przystało, postanowił go pocieszyć. Gdy nauczyciel odwrócił się tyłem do uczniów, notując coś na tablicy, Zabini odchylił się na krześle i mruknął, na tyle głośno, by każdy go słyszał:
– Ja to mógłbym uczyć takich rzeczy, mam większe doświadczenie... – Draco parsknął śmiechem, Barkley odwrócił się do uczniów i spokojnie zapytał.
– Ma pan coś do powiedzenia, panie Zabini? – Blaise zaczął się rozglądać na boki.
– Ja? – Udał zdziwienie. – Nie, proszę pana...
– A ten ambitny komentarz, o tym, że ma pan większe doświadczenie?
– Ja? – Wskazał na siebie palcem. Barkley tylko kiwnął głową, a Zabini świetnie się bawią, poważnym tonem dodał:
– Ja nawet nie wiem gdzie co się wkłada. – Wszyscy wybuchli śmiechem, no może poza Ginny, która nie miała nastroju na takie żarty, Pansy która patrzyła na przyjaciela z politowaniem i Malfoya, który zaszczycił Blaise’a jedynie półuśmiechem.
–Cisza! – W końcu nauczyciel przekrzyczał ryczący ze śmiechu tłum. Gdy w końcu zapanował względny spokój i Robin Barkley miał kontynuować zajęcia, lekcja dobiegła końca. Wszyscy dosłownie rzucili się do wyjścia.


*Nieznane jest imię matki Blaise'a, więc nadałam jej imię Zofia. – przyp. Aut. 


   

Komentujemy... :3

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 35

Przybywam z nowym rozdziałem (jak zwykle spóźniona, ehh...), duuuuużaaaa część poświęcona Harry'emu i Pansy, a także wyjaśnienie spraw między Astorią i Ronem... Nie zabrakło oczywiście Draco i Hermiony, niekoniecznie razem... Komentujemy :3
~Pani M.
PS. Zapraszam do zakładki "sowia poczta", a także na stronkę na "fejsbuku" dom Salazara zwariował ;)


Rozdział 35 – Poranek w lochach, czyli czego się nie robi dla przyjaciół.

– Mam dla ciebie propozycję... – powiedziała, uśmiechając się zagadkowo. Astoria Greengrass wzięła sobie do serca to, co powiedziała jej Pansy zaledwie wczoraj. Rozmowa dotyczyła oczywiście Harry'ego, bo od wydarzeń w Zakazanym Lesie blondwłosa Ślizgonka nie mówiła o nikim inny. Pansy powiedziała jej wtedy, że Astoria nawet nic o nim nie wie i nie mają wspólnych zainteresowań. A któż byłby lepiej poinformowany, niż najlepszy przyjaciel jej obiektu westchnień?
– Nie mam czasu na te twoje gierki – odparł oschle Ron. Deszcz ustąpił, jednak to nie zmieniało faktu, że przemókł do suchej nitki. Astoria spojrzała na jego mokrą, brudną szatę krytycznie i powiedziała:
– Może wejdźmy do środka? Podejrzewam, że nie jest ci za ciepło. – Po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę zamku. Ani razu nie obejrzała się za siebie. Miała pewność, że chłopak za nią idzie. Gdy w końcu stanęli w ciepłym korytarzu, oboje poczuli się lepiej. Ron zdjął pelerynę tak mokrą, że w miejscu nad, którym trzymał płaszcz powstała niewielka kałuża. Astoria jednym zgrabnym skinieniem nadgarstka wysuszyła swój płaszcz i włosy. Ron spojrzał na nią wyczekująco. Ślizgonka jedynie uśmiechnęła się i bez słowa wysuszyła również odzienie Gryfona. Ron skinął głową na znak podziękowania.
– Przejdźmy do rzeczy – rzucił, po chwili niezręcznego milczenia.
– Oczywiście. Chodzi o Harry'ego – powiedziała blondynka, zachowując powagę. Rudzielec poniósł jedną brew. Nie rozumiał co Astoria może chcieć od jego przyjaciela.
– A o co konkretnie? – zapytał podejrzliwie.
– Wiesz, mam dla ciebie propozycję...
– Już mówiłaś – wtrącił, próbując udawać, że to co ma do zaoferowania Ślizgonka w ogóle go nie interesuje.
-Chcę, żebyś nauczył mnie podstaw Quidditcha...
–JA?! – wykrzyknął zdziwiony Gryfon i starał się nie zachłysnąć własną śliną.
– Co w tym dziwnego? – Wzruszyła ramionami Ślizgonka. – Przecież lubisz grać.
– Dlaczego nie poprosisz kogoś z domu Salazara?
– Bo oni wszyscy tam powariowali – mruknęła ponuro.
*
Harry i Hermiona odrobinę się zasiedzieli. Hagrid otworzył butelkę ognistej i tak dobrze im się rozmawiało, że zapomnieli o czarodziejskim świecie. Dobrze po drugiej, gdy głowa gajowego opadła na stolik, zabierali się do wyjścia. Harry wypił być może, o jedną szklaneczkę ognistej za dużo, chwiał się na nogach. Hermiona również nie odmówiła sobie odrobiny alkoholu, ale zachowała umiar. Była co najwyżej trochę podchmielona. Gryfon, wychodząc, kopnął w stale pokryte rdzą wiadro i narobił hałasu.
–Cicho! – syknęła dziewczyna. Wzięła przyjaciela pod ramię i oświetlając drogę różdżką, prowadziła do zamku.
– Dlaczeegiio płakała? – czknął Harry. Hermiona zmarszczyła brwi, nie rozumiała o czym jej przyjaciel mówi.
– Ale kto, Harry? – zapytała, siląc się na spokój.
– Ślizgioinka...– wychrypiał chłopak. Już nic więcej nie mówił, a i Hermiona nie pytała. Doszli do zamku. Harry oparł się o ścianę i dość głośno, za głośno, oświadczył, że dalej nie idzie.
– Nie wygłupiaj się – powiedziała jedynie Hermiona, a potem chwytając go za przegub nadgarstka, powlekła w stronę schodów. Dziewczyna sporo się namęczyła, żeby zaciągnąć przyjaciela na górę, stanęła przed portretem Grubej Damy i uświadomiła sobie, że nie zna hasła. Przekleństwo cisnęło jej się na usta. Odwróciła się w stronę Harry'ego i spojrzała bezradnie. Gryfon ze spuszczona głowa siedział pod ścianą. Pierwsze co chciała zrobić to wysłać patronusa do Rona, jednak szybko się powstrzymała. Co on sobie pomyśli? Wolała nawet nie zgadywać... Bo przecież chciała, w środku nocy, wysłać wiadomość do swojego chłopaka, że czeka pod drzwiami z jego pijanym najlepszym przyjacielem. Takiej informacji Ron mógłby nie przetrawić. Westchnęła cicho, ale od razu wpadła na kolejny pomysł. Już wyciągała różdżkę żeby wysłać patronusa do Ginny. A potem uświadomiła sobie, że Ginny już nie mieszka w wieży Gryffindoru. Nie powinnam pić, bo uciekają mi najprostsze szczegóły... Skarciła się w duchu. Wtedy wpadła na kolejny pomysł.
– Wstawaj – powiedziała do ciemnowłosego Gryfona i ruszyła w stronę czwartego piętra. Gdy w końcu stanęli przed portretem średniowiecznego rycerza i Hermiona miała wypowiedzieć hasło, znów przypomniała sobie, że być może przenocowanie Harry'ego w salonie nie było najlepszym pomysłem.
– Co pomyśli Ginny? – mruknęła do siebie, Gryfon poniósł głowę i spojrzał na nią nieprzytomnie. Hermiona wiedziała, że to źle się skończy. Ginny może pomyśleć, że szlajam się po nocy z jej byłym chłopakiem. Hermiona usiadła obok ciemnowłosego chłopaka i westchnęła. Była zmęczona. W końcu wyciągnęła różdżkę zza paska u spodni i szepnęła:
– Expecto Patronum. – Srebrzystoniebieska wydra wyskoczyła z końca różdżki dziewczyny i pomknęła po schodach w dół. Kierowała się w stronę lochów, a Hermionie pozostało tylko czekać.
*
Draco nie spał. Ostatnio wiele się działo w jego życiu, a zawsze gdy jakaś  sprawa go męczyła, nie mógł spać. Po pierwsze zastanawiał się jak tu porozmawiać z Daphnie. W końcu obiecał to zrobić. Kolejnym punktem na liście była Granger. Ślizgon zastanawiał się jak przyjęła jego "przeprosiny" w Wielkiej Sali i dlaczego tak jej zależy na związku Daf i tego Longbottoma. Gdy tak siedział w fotelu i popijał piwo kremowe prosto z butelki, uświadomił sobie, że Gryfonka będąca obiektem jego rozmyślań, nie wróciła jeszcze do dormitorium... Nie wiedzieć czemu, rozdrażnił go ten fakt, rozpiął dwa górne guziki  koszuli. Nie chciało mu się przebrać w coś wygodniejszego. Dręczyła go sprawa Granger. Jakoś nie potrafił wyobrazić sobie, że Gryfonka spędza tę noc z tym Weasleyem. Jakby tu chodziło o kogokolwiek innego, to nawet by się nie zdziwił.
– Ale, na miłość Merlina, to Granger – mruknął do siebie coraz bardziej podirytowany. Nagle usłyszał jak ktoś wchodzi po chodach. Zastanowiło go to i od razu pomyślał o zagubionej Gryfonce. Zacisnął ręce w pięści, bo uświadomił sobie, że cały czas o niej myśli. To chore. Zwrócił sobie uwagę. Dopił piwo kremowe i zabierając szare spodnie od dresu, wszedł do toalety. Rzucił ubrania na podłogę i wszedł pod prysznic. Woda była lodowata, ale nie przeszkadzało mu to. Wyszedł z kabiny i owinął sobie biały ręcznik wokół bioder. Pozbierał ubrania z podłogi i wszystko wrzucił do specjalnego pojemnika na pranie. Po chwili zdjął ręcznik i ubrał szare, dresowe spodnie. Z mokrymi włosami wyszedł z łazienki, akurat w samą porę aby porozmawiać z Gryfonką.
*
Pansy z płytkiego snu obudził patronus. Srebrzysta wydra przeniknęła przez drzwi i zatrzymała się przy jej łóżku. Przemówiła głosem Hermiony:
– Przepraszam za tę pobudkę, ale musisz mi pomóc. Nikomu nic nie mów tylko przyjdź na czwarte piętro. – Tylko cudem Astoria ani Daphnie się nie obudziły. Patronus zniknął, a Pansy zwlekła się z łóżka, założyła przez głowę szarą bluzę i trampki na bose stopy, po czym wyszła z sypialni z różdżką w ręce.  Pół przytomna wdrapała się na czwarte piętro i ujrzała Hermionę chodzącą w te i z powrotem po korytarzu oraz Pottera siedzącego pod ścianą.
– Dzięki Merlinie, że jesteś – powiedziała Hermiona,  a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
– Co się stało? – zapytała Ślizgonka, niepewnie zerkając w stronę Harry'ego.
– Przenocujesz go? – zapytała, niemal błagalnie, Gryfonka.
– ŻE CO?! – Pansy przeżyła prawdziwy szok.
– Tyko na jedną noc. – Hermiona spojrzała błagalnie.
– I gdzie on niby ma spać? Może jeszcze u mnie w łóżku! – Ślizgonka zarumieniła się, ale zaraz dodała:
– Nie ma mowy.
– Pansy proooszeee – powiedziała Gryfonka. – To połóż go w Pokoju Wspólnym.
– Jasne, żeby gdzieś polazł, jak tylko go zostawię.
– Proszę, pomóż mi. Nie znam hasła do wieży Gryffindoru, nie mogę obudzić Rona, bo znów się pokłócimy. Jeśli zostanie u mnie, rano mogę mieć nieprzyjemności z Ginny. Wiem, że proszę o dużo, ale…
– Zgoda – powiedziała w końcu Pansy z niechęcią.
– Serio? – zapytała z niedowierzaniem Granger. Nie sądziła, że Pansy tak łatwo się zgodzi. Ślizgonce wcale nie uśmiechało się ciąganie pijanego Gryfona po lochach, ale chciała pomóc Hermionie. Wydawało jej się, że w tym momencie to jej jedyna przyjaciółka.
– Odprowadzić was do lochów? – zapytała pani Prefekt Naczelna, pomagając Harry'emu wstać.
– Chyba trafię – odpowiedziała ciemnowłosa dziewczyna. – Rusz się, Potter – rzuciła przez ramię, do kiwającego się na boki Gryfona.
– Na pewno sobie poradzisz? – upewniła się Hermiona, przygryzając dolna wargę. Martwiła się o przyjaciół.
– Wyluzuj – powiedziała jedynie Pansy, uśmiechając się pod nosem, a potem razem z Harrym zniknęła na schodach. Hermiona stała jeszcze chwilę na korytarzu, a potem weszła do salonu dormitorium Prefektów Naczelnych. Był pusty.
*
Wcześniej...
Ginny przebudziła się w środku nocy. Otworzyła oczy i ze zgrozą stwierdziła, że Hermiona jeszcze nie wróciła do dormitorium. Usiadła na łóżku, zrzucając kołdrę. Zastanawiała się, gdzie jej przyjaciółka może być o takiej porze. Zegarek wskazywał kwadrans po pierwszej, a jutro normalnie trzeba wstać na zajęcia. Chwyciła różdżkę leżącą na stoliczku obok łóżka.
–Lumos – mruknęła. Szybko odszukała niebieski sweter i założyła go na siebie, a potem weszła do salonu. Zgasiła różdżkę, bo światła się świeciły. Ku jej zaskoczeniu na fotelu siedział Malfoy i popijał piwo kremowe.
– Czemu nie śpisz? – rzuciła Gryfonka, podchodząc bliżej kanapy i kominka, od którego biło przyjemne ciepło. Dopiero teraz Draco ją zauważył. Zlustrował dziewczynę wzrokiem od góry do dołu, tylko przez chwilę zatrzymał wzrok na odsłoniętych nogach. Dostrzegła jego spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Draco z kolei był pewien, że dziewczyna się zarumieni, ale nic takiego nie nastąpiło. Ginny usiadła na kanapie na przeciwko kominka.
– Napijesz się? – zapytał Ślizgon, wyciągając spod stolika nieotwartą butelkę piwa kremowego. Dziewczyna skinęła głową, a chłopak rzucił jej butelkę. Złapała ją w locie, a potem, podważając kapsel kciukiem, otwarła bez większego trudu. Napiła się i odłożyła butelkę na szklany stolik.
– Czemu nie śpisz? – powtórzyła pytanie.
– Mogę zapytać o to samo... – odparł i znów się napił. Ginny również sięgnęła po butelkę.
– Pewnie nie widziałeś Hermiony? – zapytała, unikając jego spojrzenia.
– Nie – uciął krótko, kończąc temat.
– To dlaczego... – Znów zaczęła Ginevra, ale tym razem nie dał jej dokończyć:
– Jesteś irytująca, Weasley – warknął. – Nie śpię, bo nie mam ochoty, kropka.
– Mhm... Ja obstawiam, że nie możesz spać, bo coś cię męczy.
– Mylisz się – powiedział, zachowując spokój.
– Czyżby? – Spojrzała na niego z ironią, wymalowaną na twarzy.
– Bardzo irytująca – powiedział jedynie, a rudowłosa dziewczyna przewróciła oczami.
– Wiesz gdzie jest Granger? – wypalił, zanim włączyły mu się jakiekolwiek hamulce.
– Aha! – powiedziała Gryfonka z triumfem na twarzy i wymierzyła palec wskazujący w Ślizgona zajmującego fotel.
–Co "aha"?  – warknął, zły na siebie.
– Nie umiesz spać przez nią, na Merlina, ty się martwisz!
O Granger? Prędzej Czarny Pan wróci, niż zainteresuje mnie los tej sz...
–Uważaj – warknęła, usiłując zabić go spojrzeniem.
– W każdym bądź razie. mam gdzieś z kim sypia. – O sekundę za późno zdał sobie sprawę, że popełnił kolejną gafę. Ginny znów się uśmiechnęła.
– No proszę, proszę... Nie dość, że się martwisz, to jeszcze zazdrosny... – Wbił w nią spojrzenie tych zimnych oczu. Momentami przerażały. Ginny przeszył dreszcze, a ogień w kominku zawirował. Dostrzegła, że ręka chłopaka zaciska się na różdżce. Knykcie mu pobielały, a ogień w kominku rozbłysnął na zielono i rozprzestrzeniał się, już prawie dotykając dywanu.
– Malfoy! – krzyknęła. W tym momencie chłopak zamrugał gwałtownie parę razy, upuścił różdżkę na ziemię, a ogień znów tlił się spokojnie w kominku. Ślizgon wstał gwałtownie z fotela, przewracając butelkę piwa kremowego.
– Muszę... Znaczy... Iść... – wymamrotał i zamknął się w sypialni. Ginny po chwili otrząsnęła się z szoku. Spojrzała na rozlany napój, ale w tamtej chwili nie potrafiła sobie przypomnieć zaklęcia czyszczącego. Wstała z kanapy, a potem znów usiadła. Rozejrzała się po pustym salonie. Nie wiedziała co ma o tym myśleć, Draco po raz pierwszy wydał jej się podobny do Śmierciożerców. Po raz pierwszy o nim pomyślała w ten sposób, bała się. Znów wstała i poszła do sypialni, okryła się kołdra i starała zasnąć. Gdy w końcu jej się to udało, nie miała żadnych snów.
*
– Nie będę cię niańczyć Potter, więc rusz te swoje cztery litery – powiedziała Pansy z pogardą, czekając na Gryfona przy wejściu do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. W końcu chłopak dowlókł się do kanapy i opadł na nią, wcześniej zsuwając buty. Dziewczyna przewróciła oczami, a potem zabrała różdżkę i pobiegła na górę do swojej sypialni. Cicho otworzyła drzwi i podeszła do swojego łóżka. Siostry Greengrass spały w najlepsze, za co Pansy dziękowała Merlinowi w duchu. Chwyciła poduszkę i dwa koce. Ostatni raz rozejrzała się po pokoju, a potem wyszła, zamykając za sobą drzwi. Skrzywiła się, gdy zaskrzypiały przeciągle. Harry nadal znajdował się tam, gdzie go zostawiła, czyli na ciemnozielonej kanapie. Pansy przyciągnęła jeden z foteli bliżej kanapy, następnie zarzuciła jeden z kocy na Gryfona. Sama zaś skuliła się w wygodnym fotelu i okryła drugim kocem. Pod głowę podłożyła poduszkę. Zamknęła oczy, ale za chwilę je otworzyła i spojrzała na pogrążonego w półśnie Pottera. Wydał jej się taki bezbronny. Uśmiechnęła się, a potem odrzuciła koc i  podeszła do kanapy. Kucnęła przy głowie chłopaka. Delikatnie zdjęła przekrzywione okulary i odłożyła na stolik. Harry poruszył się i coś mruknął. Odruchowo odgarnęła mu  czarne włosy z czoła, a jej oczom ukazała się cienka blizna w kształcie błyskawicy. Harry Potter... Przez chwilę przeszedł ją zimny dreszcz i nie wiedzieć czemu jej ręka odruchowo powędrowała w stronę owej blizny. Opuszki jej palców już prawie dotknęły czoła chłopaka, gdy ten obudził się nagle i złapał ją za nadgarstek. Pansy tak się wystraszyła, że niemal krzyknęła. Chciała szybko się odsunąć, ale Harry trzymał jej nadgarstek w żelaznym uścisku. 
– Pansy... – Przekrzywił głowę i przyjrzał się Ślizgonce. Zamrugał parę razy. Wyrwała rękę z jego uścisku i wycofała się na bezpieczną odległość.
– Dla..czego płakałiaś? – zapytał, wlepiając w nią mętne spojrzenie. Ślizgonka poczuła się jakby dostała w twarz.
– Odwal się – syknęła, siadając na fotelu. Harry podparł się na jednej ręce.    
– Dlaczego? – zapytał, mówiąc już trochę wyraźniej.
– Porozmawiamy rano – odparła jedynie, licząc, że rano nie będzie niczego pamiętał.
– Dlaczego? – powtórzył.
– Dobranoc, Potter – powiedziała, okrywając się kocem i odwracając tyłem do Gryfona. Harry po chwili również się położył.
– Dobran...ioc... Pansy – wymruczał, możliwe, że przez sen.
*
Hermiona weszła do salonu i pierwsze co rzuciło jej się w oczy to rozlane piwo kremowe i różdżka leżąca obok na podłodze. Nie chciała nawet zgadywać co się mogło wydarzyć. Podniosła magiczny patyk i weszła do sypialni. Ginny spała, oddychając przez usta. Hermiona wykończona opadła na łóżko. Znalezioną różdżkę oraz własną położyła na komodzie. Zdjęła wszystko i założyła koszule nocną; długą aż za kolana. Wiedziała, że musi się wykąpać, ale postanowiła odłożyć to na rano. Jej mózg natychmiastowo domagał się snu. Nastawiła budzik na godzinę wcześniej, a potem zmorzył ją upragniony sen.
***
Harry leniwie otworzył jedno oko, potem drugie. Obraz był zamazany, za jasny, w dodatku głowa miała mu wybuchnąć. Usłyszał chichot i zaraz drażniąco wysoki głos zaczął mówić, tuż nad jego uchem.
– Obudził się! Wyczuł moją obecność.
– Okulary – wychrypiał, ponieważ gardło miał zupełnie suche. Później było jakieś zamieszanie i zgrabna kobieca dłoń podała mu okrągłe szkła w czarnej oprawie. Gryfon założył je na nos i pierwsze co zobaczył to szczerzącą się do niego Astorię Greengrass. Za nią stały jeszcze inne Ślizgonki. Usiadł na sofie i okazała się, że jest otoczony... Otoczony przez podopieczne domu Salazara. W ustach miał sucho, głowa mu pękała.
– Która godzina? – wyjąkał. Jedna z dziewczyn spojrzała na srebrny zegarek.
– Jeszcze zdążysz na śniadanie – odpowiedziała brunetka i uśmiechnęła się do chłopaka. W tym czasie obudziła się Pansy. Okazało się, że ktoś przesunął jej fotel i teraz patrzała na stado dziewczyn otaczających kanapę. Na usta cisnęły jej się najgorsze przekleństwa, ale się powstrzymała. Odrzuciła koc na ziemię i stanęła na nogi. Spojrzała w dół i zdała sobie sprawę, że jest w krótkich spodniach od piżamy i bluzie, a przed nią zebrał się istny tłum Ślizgonek w mundurkach i krótkich spódniczkach. Najpierw chciała przepchnąć się przez tłum i "odbić" Pottera, głównie dla Hermiony, przecież obiecała, że nic mu się niestanie. A widząc zachowanie niektórych dziewczyn, Harry mógłby dostać zawału... Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, przecież nie była zazdrosna.... Obeszła tłum dookoła. Już miała wchodzić na schody, gdy usłyszała jedną z dziewczyny.
– Może masaż? Zawsze taki zmęczony chodzisz... – W Pansy się zagotowało, zacisnęła ręce w pięści i nie patrząc na to, że jest w piżamie zaczęła (z godnością) przeciskać się przez tłum. Stanęła przed kanapą, opierając ręce na biodrach. Patrzała na Harry'ego z góry. Gryfon najpierw zlustrował ją wzrokiem, a potem uniósł pytająco brew.
– Idziemy – oświadczyła dziewczyna.     
– Co? – zapytał Harry ze śmiechem, rozejrzał się dookoła. Wszystkie dziewczyny usiłowały zabić Pansy spojrzeniem.
– Rusz się – warknęła Ślizgonka. Harry powoli wstał z kanapy i ubrał swoje trampki. Pansy widząc to, bez słowa odwróciła się, idąc w stronę wyjścia. Ściana przesunęła się i wyszli z Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
– Czemu mnie stamtąd wyprowadziłaś? – zapytał z wyrzutem. Ciemnowłosa dziewczyna nie odpowiedziała tylko machnięciem różdżki wyczarowała szklankę wody.
–Pij. – Podała mu ją. Harry duszkiem opróżnił naczynie. Właśnie tego bardzo potrzebował. Kolejnym machnięciem różdżki Pansy z powrotem napełniła szklankę i tym razem znów Harry błyskawicznie ją opróżnił.
– Dzięki – mruknął. Skinęła nieznacznie głową.
– Skąd w ogóle się tam wziąłem? – zapytał Gryfon, w tej chwili miał wiele naprawdę dziwnych teorii, dlaczego obudził się w lochach.
– Hermiona ci to wyjaśni – odparła beznamiętnie Ślizgonka.
– A kto wyjaśni mi twoje zachowanie? – Odważył się zadać kolejne pytanie, ale odwagi nigdy mu nie brakowało.
– A coś ci nie pasuje? – warknęła, krzyżując ręce na piersi.
–Byłaś zazdrosna? – Myślał, że dostanie w twarz, jednak to nie nastąpiło. Pansy również była zdziwiona. W geście bezsilności jedynie zacisnęła ręce w pięści i spuściła głowę.
– Nie, nie byłam...
– To dlaczego się tak zachowujesz? -Podniosła na niego wzrok. Chciała coś powiedzieć, ale z jej ust nie wyszedł żaden dźwięk. Harry zrobił krok w jej stronę. Pansy cofnęła się o krok. Oczywiście wpadła na ścianę. Nie chciała zbliżać się do Harry'ego. Wydawało jej się to strasznie nienaturalne, a z drugie strony chciała tego jak cholera.
– C-co robisz? – wykrztusiła, widząc, że Harry jest niebezpiecznie blisko, wpatrywał się w jej usta.
– Chcę coś sprawdzić – mruknął, podchodząc jeszcze bliżej. Nachylił się nad dziewczyną i pocałował ją. Był to krótki pocałunek, ledwie musnął jej usta. Odsunął się odrobinę, żeby sprawdzić reakcję dziewczyny. Pansy miała rumieńce i unikała spojrzenia Harry'ego.
– Coś nie tak? – zapytał niepewnie, nie wiedział co dziewczyna o tym myśli.
– Obiecałeś, że to już się nie zdarzy... – powiedziała z wyrzutem, nadal na niego nie patrząc.
– No cóż, kłamałem. – Spojrzała na niego zdziwiona, Harry uśmiechnął się.
– Nie tylko Ślizgoni są tu kłamliwi... – Zamknęła mu usta pocałunkiem. Harry oparł rękę o ścianę, oddając pocałunek. Nie przejmowali się tłumem Ślizgonek za ścianą ani faktem, że stoją na korytarzu i każdy może ich zobaczyć. Liczyła się tylko ta chwila, żadne niedowierzało w to co się właśnie dzieje. Gdy w końcu oderwali się od siebie. Dostrzegli dziewczynę w mundurku z herbem Gryffindoru na piersi.
– Ja nie... Znaczy... – Zapamiętajcie ten moment, bo właśnie wtedy Hermiona Granger nie wiedziała co powiedzieć.
– Hermiona? – w końcu wydusił Harry.
– Tak mam podobno na imię – powiedziała, odzyskując pewność w głosie. Nie miała pojęcia co o tym myśleć, to było jak kubeł zimnej wody. Pansy przerażona myślała co powiedzieć.
– Eee... Wy jesteście razem, czy coś? – zapytała nieśmiało Hermiona. Pansy podniosła na nią wzrok. Na jej bladej twarzy malowało się niedowierzanie.
– No co ty! – palnął Harry. Ślizgonka spojrzała na niego kątem oka.
– A-ha... – powiedziała jedynie Gryfonka, marszcząc brwi, jakby uporczywie nad czymś myślała.
– To może ja już pójdę – dodała, odwracając się na pięcie i szybko opuściła lochy. Pozostała dwójka stała, patrząc na siebie w milczeniu. Po chwili Pansy odezwała się cicho:
– Znowu to zrobiłeś.
– Ale co? – zapytał Harry, nie bardzo rozumiejąc.
– Dałeś mi nadzieję, a teraz udajesz, że nic się nie stało – powiedziała gładko, pilnując, aby głos jej nie zadrżał.
–Posłuchaj Pansy... – przerwała mu, podchodząc bliżej. W jej oczach tańczyły niebezpieczne iskierki.
– To ty posłuchaj – akcentowała każde słowo, wbijając palec w pierś Gryfona.
– Od tej chwili nie będę ci niczego ułatwiać!
–Pansy...
– Myślę, że to już wszystko – dodała szorstko.
– Pansy...
– Do widzenia, Potter! – Harry sposępniał, włożył ręce do kieszeni spodni i odszedł. W połowie korytarza odwrócił się przez ramię i zawołał:

–Czyli wracamy do punktu wyjścia...Trzymaj się Pan... Parkinson! – Wściekły na Ślizgonkę, wrócił do wieży Gryffindoru.