sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 13


Rozdział 13 - Szlabany na rozpoczęcie roku.


– Nie chcę być niegrzeczny, ale kim pan jest? – Pansy usłyszała pytanie z ust Pottera. Podniosła wzrok na ciemnowłosego mężczyznę. Był umięśniony, a jego brązowe oczy hipnotyzowały. Uśmiechnął się do Pansy i oczom dziewczyny ukazał się rząd śnieżnobiałych zębów. Ślizgonka kątem oka spojrzała na Gryfona i dostrzegła, jak przewraca oczami. Mężczyzna odpowiedział:
– Jestem nowym nauczycielem obrony przed czarną magią. Nazywam się Robin Barkley*. – Harry burknął:
– Znów nie chcę być niegrzeczny, ale nie jest pan za młody na nauczyciela? – Robin uśmiechnął się, nonszalancko odgarniając włosy.
– No jasne, ty jesteś pewnie Harry Potter? Mam rację?– Harry przytaknął, a mężczyzna kontynuował:
– Proponowali ci posadę Aurora, prawda?
– Tak, ale co to ma do rzeczy? – zapytał podirytowany Harry.
– Nie chcę być niegrzeczny, ale nie jesteś za młody na Aurora? – Barkley roześmiał się z tego, niskich lotów żartu, a Pansy zawtórowała mu. Harry uśmiechnął się sztucznie. Dziewczyna usłyszała za sobą kroki, odwróciła się i zobaczyła zbliżającą się profesor McGonagall.
– O pan Barkley, wprawdzie spodziewaliśmy się pana jutro rano, ale w tych okolicznościach, no cóż… Potter, Parkinson! Poczekajcie tutaj, to nie powinno długo zająć – powiedziała dyrektorka. Pansy kiwnęła głową. Stali z Harrym w milczeniu, czekając na McGonagall. Po niecałych dwudziestu minutach posąg odsunął się, ukazując nauczyciela Obrony przed Czarną Magią. Znów uśmiechnął się do Pansy i powiedział:
– Profesor McGonagall chce was widzieć. – Wyminął ich i sprężystym krokiem udał się w tylko sobie znanym kierunku. Harry, już chciał zacząć wchodzić na schody, kiedy przypomniał sobie, że jest z nim Pansy. Mimo wszystko przepuścił Ślizgonkę i podążył za nią. Stanęli przed uchylonymi drzwiami gabinetu dyrektorki. Gryfon zapukał i rozległ się głos McGonagall:
– Wejdźcie!
Usiedli na dwóch, wcześniej przygotowanych, krzesłach, naprzeciwko biurka. Minerwa podniosła na nich wzrok i odłożyła pióro.
– Dobrze, jak wiecie, jesteście tutaj, ponieważ złamaliście mój zakaz, aby nie opuszczać dormitorium. Jednakże pomogliście odnaleźć pannę Weasley i pana Zabiniego. Wezmę to pod uwagę, ale kara was nie ominie. Rozmawiałam z profesorem Slughornem. – Pansy westchnęła, dyrektorka nie zwróciwszy na to uwagi, kontynuowała:
– Więc Horacy powiedział mi, że u niego również zarobiliście szlaban, ustaliliśmy, że skoro tak lubicie włóczyć się po zamku, zastąpicie profesora Flicficka w jego patrolach. Będą się odbywać trzy razy w tygodniu.
– Przez cały rok?! Nie uważa pani, że to za ostra kara? – Harry wrzasnął, gwałtownie wstając z krzesła. Nie miał najmniejszej ochoty włóczyć się z Parkinson po korytarzach do końca roku. McGonagall spojrzała na niego surowo spod okularów.
– Opanuj swój entuzjazm Potter. Patrolować korytarze od czwartego do siódmego piętra, będziecie tylko we wrześniu. – Harry usiadł i uspokoił się nieco. Wtedy do gabinetu wbiegł zdyszany Hagrid i wysapał:
– Pani psor… Dwóch pirszorocznych wpadło... do jeziora! – Dyrektorka poderwała się z krzesła i błyskawicznie znalazła się przy drzwiach, wychodząc, rzuciła jeszcze:
– Nie wychodźcie stąd! Zrozumiano? – Opuściła swój gabinet, a za nią potruchtał Hagrid. Pansy odprowadziła ich wzrokiem, a gdy tylko upewniła się, że prędko nie wrócą, rzuciła się na stertę papierów na biurku dyrektorki.
– Co ty robisz Parkinson? – krzyknął zaskoczony Harry.
– Zamknij się i jak nie pomagasz to siedź cicho, Har... znaczy Potter...
– Dobra, czego szukamy?
– Każdy nauczyciel jak zostaje przyjęty do Hogwartu, musi wypełnić formulasz, uzupełnić dane personalne i tak dalej...
– Dobra. – Przerzucili stos papierów, ale dopiero przy końcu, gdy już byli przekonani, że nic z tego dziewczyna pochwyciła kawałek pergaminu i wykrzyknęła:
– Mam!
– To czytaj, a nie zdjęcie oglądasz…
– Przymknij się i słuchaj:
Robin Barkley, lat 26. Urodzony w Bułgarii. Ukończył Dumstrang i przez 5 lat nauczał tam obrony przed czarną magią. Czarodziej czystej krwi. Najbliższa rodzina: nieznane. Różdżka: heban, pióro z ogona feniksa, 14 i ¼ cala, twarda.
– Dobra, życiorys pominę – powiedziała Pansy, przyglądając się zdjęciu nauczyciela.
– Jest tam jeszcze coś ciekawego? – zapytał Harry, próbując zajrzeć dziewczynie przez ramię.
– Nie, raczej nie. Ooo… Dostał aż osiem wybitnych.
– Hermionie by się spodobał… – mruknął Harry.
– Spodobałby się każdemu… – Dopowiedziała Pansy, odkładając kartkę na miejsce. Nie dosłyszała tylko „Nie sadzę” padającego z ust chłopaka. Usiedli na swoje miejsca.
*

Gdy McGonagall opuściła Wielką Salę, Hermioną targały mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyła się, że Blaise dostał szlaban, a z drugiej, szkoda jej było Ginny. Wstała od stołu i wyszła. Nawet nie wiedziała kiedy, z oczu pociekły jej łzy. Była wściekła na Malfoya, Blaise'a, McGonagall, na wszystkich. Weszła do pustej łazienki i stanęła przed lustrem. Była zła na siebie, że blond włosy Ślizgon potrafi wywołać w niej takie emocje. Usłyszała szczęk zamka przy drzwiach. Zobaczyła rudą czuprynę i niebieskie oczy swojego chłopaka. Ron powoli zbliżył się do Hermiony. Otarł kciukiem łzę spływającą po jej policzku.
– Nie przejmuj się tym. Nienawidzę patrzeć, jak przez niego płaczesz. – Hermiona wtuliła się w pierś rudzielca, a on pogładził ją po włosach. Uspokoiła się i wyszeptała:
– Kocham Cię, Ron.
– Ja Ciebie też. Nie przejmuj się tą fretką.
– Wiem. – Hermiona oderwała się na chwile od chłopaka, a ten znowu przybliżył się, aby ją pocałować. Gryfonka odwróciła głowę, delikatnie odpychając Rona ręką.
– Nie, Ron – szepnęła. Chłopak westchnął.
– Czemu jesteś taka niedostępna? Znamy się już od tak dawna, zależy mi na tobie.
– Mnie na tobie też, ale musisz mnie zrozumieć...
– Właśnie nie rozumiem. – Chłopak zaczął podnosić głos. – Jeżeli tobie by też zależało, to byś się nie odsuwała.
– Oh, wybacz, że nie mam ochoty cię całować – powiedziała Gryfonka z ironią.
– Przepraszam, że jestem aż tak obrzydliwy, że nie masz ochoty mnie całować – prychnął Ron.
– Wiesz, że nie to miałam na myśli.
– Taaa, jasne.
– Proszę cię Ron, nie zachowuj się jak dziecko!
– Sama się tak zachowujesz. Jesteś taka niedostępna! Jesteśmy razem ponad rok, a ty mnie pocałowałaś może z pięć razy!
– Wiesz Ron, związek to coś więcej niż całowanie się na każdym kroku, ale co możesz o tym wiedzieć skoro z Lavender migdaliłeś się przez 24 godziny na dobę!
– Wiesz może powinienem chodzić z Lavender! **
– Może powinieneś! Wiesz Ron, zmieniłeś się…
– A ty to nie? Mam tego dość, spadam.
Ron opuścił łazienkę, a gdy zamknął za sobą drzwi z oczu Gryfonki znów pociekły łzy.
*

– PRZEZ CIEBIE DOSTAŁAM SZLABAN!
– TO NIE MOJA WINA, ŻE ZACZĘŁAŚ SIĘ NA MNIE WYDZIERAĆ! – odkrzyknął Blaise z drugiej strony Wielkiej Sali. Ginny skrzyżowała ręce na piersiach i wbiła jadowite spojrzenie w Ślizgona.
– Ja tylko przekazywałem informację od Draco! – Blondyn wstał i trzepnął Blaise w tył głowy, warknął:
– Idziemy. – Gdy przechodzili przez drzwi Wielkiej Sali, ułyszeli:
– DZIĘKI, MALFOY! – To była Ginny. Blond włosy Ślizgon uśmiechnął się pod nosem i opuścił pomieszczenie, ciągnąc Blaise’a za sobą. Rozsiedli się na kanapie w ich dormitorium, a Zabini rozmasowywał tył głowy.
– Przesadziłeś – wycedził Malfoy.
– Ja? To po co oblałeś mnie tą wodą rano?
– Bo tak.
– Pokłóciłeś się z Hermioną, słyszałem.
– I co z tego?
– Nic, po prostu zależy ci, żeby utrzymywać z nią dobre kontakty, więc jak się pokłóciliście, to się wściekłeś, a ja zastałem twoją ofiarą!
– Super, jakieś inne teorie, oprócz przyjaźni ze szlamami?
– Tak, mam ich parę...
– Dobra, nie chcę wiedzieć, ale zastanawiam się, co robiłeś wczoraj przez cały dzień i w nocy?
– To nie twoja sprawa – burknął Zabini.
– Daj spokój Blaise, wiem, że byłeś z tą Weasley.
– Nawet jeśli, to co cię to obchodzi?
– Nic, po prostu, mówiłeś, że nigdy nie dotknąłbyś takiej zdrajczyni krwi, a tu proszę... – Draco prychnął. Zazwyczaj Blaise mówił mu o wszystkim, a o tak błahej sprawie nie chciał pisnąć słówka.
– Sytuacja nieco się zmieniła…
– Co masz na myśli? – przerwał mu Malfoy.
– No wiesz, jego już nie ma… Mogę się spotykać, z kim zechcę.
– A więc przyznajesz, że spotykasz, się z Weasley?! – wykrzyknął uradowany blondyn. Cieszył się, że nie będzie musiał wprowadzać swojego... i Hermiony, poprawił się z irytacją, planu w życie.
– Nie powiedziałem, że spotykam się z Weasley.
– Ale nie zaprzeczasz, że byś chciał!
– Wiesz, każdy by chciał… – Blaise mruknął niby do Draco, ale uciekł wzrokiem w stronę kominka. Jego plan był nieco bardziej skomplikowany.
– Ja nie – odpowiedział blondyn.
– No by ty wolisz spokojne laski, a Ginny jest wulkanem energii, jest piękna, zabawna, ale umie pokazać pazury.
– Ja z tobą mam wytrzymać cały rok? Na Merlina już wolałbym... – Draco zatrzymał się w pół zdania, już miał powiedzieć „Granger”, ale nie dał Zabiniemu tej satysfakcji.
– Kogo byś wolał, Draco? Nie słuchałem, myślałem o tych jej malinowych ustach…
– Astorię, mówiłem, że wolałbym Astorię… – Blond włosy Ślizgon wybrnął z tego, chociaż podejrzewał, że nawet jeśli powiedziałby, że wolał Granger, jego przyjaciel nie zauważyłby tej wpadki.
*

Harry siedział przed biurkiem McGonagall. Myślał o dziewczynie siedzącej obok. Zastanawiał się, dlaczego tak dużo czasu z nią spędza. Doszedł do wniosku, że to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności. Nie miał najmniejszej ochoty na ten wspólny szlaban. Patrolować korytarze? Nie ma sprawy. Patrolować je z Parkinson? Mamy problem. Nie lubił Ślizgonki, nie tak jak dawniej, bo jeszcze dwa lata temu powiedziałby, że jej nienawidzi, ale była denerwująca, złośliwa i zawsze stawiała na swoim. Dyrektorka wróciła.
– Mamy zmianę planów, w sprawie waszego patrolu. Najwidoczniej, każde następne pokolenie jest coraz gorsze… – Ostatnie zdanie mruknęła pod nosem, siadając w fotelu.
– Co do szlabanu, będziecie patrolować teren wokół jeziora, aż do momentu, gdy spadnie śnieg i tafla jeziora pokryje się lodem. – Harry już chciał protestować, ale McGonagall uciszyła go ruchem dłoni, kontynuowała:
– Patrole od poniedziałku do piątku. Od godziny szóstej do ciszy nocnej, to jest do dziesiątej. Niestety wasi przyjaciele z młodszych klas mają coraz to nowsze pomysły na zabawę. A teraz możecie już iść, to wszystko.
Opuścili gabinet dyrektorki w milczeniu. Gdy znaleźli się na korytarzu i już mieli się rozejść, Pansy wzniosła ręce do nieba i zniechęcona powiedziała:
– Nie do wiary! A ja narzekałam na patrole...
– Weź, nie jestem, aż TAK zły...
– Przyjmij do wiadomości, że nie zawsze chodzi o ciebie, Potter – prychnęła.
– To może mnie oświeć, nowa Hermiono – powiedział z przekąsem.
– Akurat tak się składa, że niektórzy w przeciwieństwie do ciebie, nie mają załatwionej wymarzonej pracy i muszą zdać Owumenty. Muszę się uczyć! A przez te patrole nie będzie na to czasu...
– Weź wyluzuj, to tylko do pierwszego śniegu, na początek wcale tak dużo nie zadają...
– Mhm, już to widzę Do zobaczenia jutro na patrolu. – Każde z nich oddaliło się w inną stronę, obmyślając, jak przeżyje miesiąc w towarzystwie drugiego. Harry zamierzał zapytać Ślizgonkę o ich rozmowę w skrzydle szpitalnym.
*

Ginny został sama w Wielkiej Sali. Harry gdzieś poszedł z Pansy. Hermiona wybiegła bliska płaczu, a Ron pobiegł za nią. Gryfonka stawiała na to, że znów się pokłócą. Westchnęła, nie miała ochoty kończyć śniadania. Bała się, że Blaise wygada to, co zdarzyło się na skraju Zakazanego Lasu. Chociaż ona nic nie zrobiła. Przecież nie oddała pocałunku, a nawet jeśli to od środy nie ma chłopak i teoretycznie mogłaby całować, kogo chce. Wiedziała, że to marny argument, przedstawiany nawet sobie samej. Z zamyślenia wyrwał ją głos Neville’a:
– Cześć. Już nie mogę się doczekać rozpoczęcia roku, a ty? Strasznie cieszę się, że babcia pozwoliła mi iść na zielarstwo i zaklęcia.
– Ja, ten... Też się cieszę. Jednak najbardziej wyczekuję treningów Quidditcha – odparła, zmuszają się do uśmiechu. Neville odwzajemnił uśmiech. Wymienili jeszcze kilka zdań, a potem chłopak się pożegnał i opuścił Wielką Salę. Ginny udała się do swojego dormitorium i zamierzała, poważnie porozmawiać z Blaisem. Weszła do salonu prefektów i zastała dwóch Ślizgonów siedzących na kanapie przed kominkiem.
– Zabini, rusz się, musimy porozmawiać! – powiedziała. Draco uśmiechnął się pod nosem i poruszył brwiami, jakby chciał powiedzieć „ja nic nie sugeruje”. Po czym wstał z kanapy i powiedział:
– Dobra gołąbeczki, ja was zostawię i zajmę się butelką ognistej w mojej sypialni. – Puścił oko do przyjaciela i zniknął za drzwiami. Ginny zarumieniła się i spuściła głowę, wpatrując się w swoje buty.
– Czego chcesz, Ginny? – zapytał Blaise.
– Porozmawiać o tym… No wiesz… – odpowiedziała. Blaise uniósł wyżej brwi, jakby nie wiedział, o co chodzi dziewczynie. Wolał usłyszeć to z jej ust.
– Nie do końca wiem, co masz na myśli, więc może mi wyjaśnisz? – powiedział ze ślizgońskim uśmieszkiem. Ginny przewróciła oczami:
– Nie tutaj, Malfoy wszystko słyszy.
– Dobra.
Wyszli z dormitorium i zamknęli się w klasie od zaklęć na piątym piętrze. Było to pomieszczenie awaryjne, w którym nie odbywały się lekcje, nikt nigdy jednak nie zamykał drzwi na klucz.
– O czym chciałaś porozmawiać? – zagadnął Blaise.
– Wiesz... O tym, co się stało na błoniach.
– Chcesz to powtórzyć? – Zabini ożywił się, a Ginny znów spuściła wzrok na swoje buty. Zacisnęła ręce w pięści i powiedziała, cedząc każde słowo:
– Posłuchaj Zabini, rozmawiamy niecały tydzień, wcześniej nawet na mnie nie spojrzałeś, więc nie myśl sobie, że rzucę się teraz na ciebie jak w jakiejś telenoweli!
– Wiem o tym, Weasley.
– To dlaczego się zachowujesz tak, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy i szalał na moim punkcie?!
– Bo może szaleje!
– Daj spokój! Oboje wiemy, że to nie prawda. – Wzruszył ramionami i włożył ręce do kieszeni. –No właśnie, to po co to robisz? – Jednak panna Weasley nie doczekała się odpowiedzi. Stali w milczeniu przez chwilę. Blaise zagadnął:
– O czym chciałaś ze mną gadać? No wiesz, przed tym.
– Ah, tak. Ja, no… Chciałam się upewnić, że nikomu nie wypaplasz, co się stało wtedy, na błoniach.
– Akurat o to możesz być spokojna – zapewnił ją.
– To dobrze. Pamiętaj, nikomu! – Po tych słowach Ginny opuściła pomieszczenie, zostawiając Blaise’a samego.
*
Daphne Greengrass spacerowała po błoniach. Nie była sama, towarzyszył jej ciemnowłosy Gryfon. Trzymali się za ręce.
– Daf, dziś widziałem ten teatrzyk w Wielkiej Sali i jestem przekonany, że nie możemy się ujawnić.
– Dlaczego nie? Mam dość ukrywania się. Dlaczego nie możemy po prostu im powiedzieć?
– Dobrze wiesz „dlaczego”, może po Puchonach i Krukonach spłynie to, jak woda po kaczce, ale Ślizgoni i Gryfoni urządzą nam piekło.
– Czyli nie zamierzasz nigdy się ujawnić, tak? Zamierzasz ukrywać się z tym do końca życia? – powiedziała smutno z pewnym wyrzutem. Zależało jej na Neville’u, nawet jeśli miałaby spotkać się z odrzuceniem ze strony jej własnego domu, wiedziała, że chłopak jest tego wart.
– Nie Daphne, po prostu czekam na odpowiedni moment.
– "Odpowiedni" czyli kiedy? Na łożu śmierci? – zapytała z ironią.
Nic nie odpowiedział. Chłopak był zmieszany. Kochał Daphne, ale nie mógł znieść myśli o poniżeniu, jakie czekałoby jego ukochaną. Dziewczyna twierdziła, że nie będzie się tym przejmować, ale Gryfon jak mało kto, wiedział, że czasami słowa są gorsze niż czyny. Westchnął. Przytulił ją do siebie i pocałował w czubek głowy.
– Już niedługo. – Obiecał.
*

Nadszedł czas kolacji i Hermiona razem z Ginny zeszły do Wielkiej Sali. Rudowłosa skarżyła się na Blaise’a.
– Przez niego dostałam szlaban, a przecież jeszcze nawet rozpoczęcia roku nie było!
– Ale to też trochę twoja wina. – Zauważyła słusznie starsza Gryfonka.
– Raczej nie. To wszystko przez tego zarozumiałego palanta.
– Eh, Ginny. Pomyśl o Pansy i Harrym, oni dostali już dwa szlabany.
– Ale to Harry, na pewno załatwi wszystko z McGonagall i jak zwykle się wymiga – mruknęła ponuro Ginny. Właśnie nadszedł wcześniej wspomniany okularnik w towarzystwie Rona. Hermiona szybko zajęła miejsce z dala od rudowłosego chłopaka. Zauważyła również, że ciemnowłosy Gryfon jest z jakiegoś powody zły, a nawet wściekły. Gdy cała czwórka zajęła miejsca. Hermiona odważyła się zapytać:
– Harry, wszystko okej? Wyglądasz na zdenerwowanego.
– Też byś tak wyglądała jakby McGonagall kazała ci przez całą jesień chodzić z Parkinson dookoła jeziora, bo jakieś pajace wpadły do wody – burknął chłopak. Ginny i jej przyjaciółka wymieniły zdziwione spojrzenia, ale nic nie powiedziały. Zjedli kolacje w ciszy. Ginevra wstała od stołu i wyjaśniła, że musi iść omówić szlaban z dyrektorką. Chwilę potem Ron i Harry również się oddalili. Panna Granger została sama. Wypiła jeszcze jeden kubek soku dyniowego i udała się w stronę dormitorium na czwartym piętrze. Usiadła przed kominkiem z dobrą książką i pogrążyła się w lekturze. Machnęła różdżką i na kominku zapłonął ogień. Nagle za jej plecami rozbrzmiał głos pewnego Ślizgona:
– Musimy pogadać, Granger...



*Alishia wymyślała imię i nazwisko ;)


**Wiem, że Lavender nie żyje, ale „pasowała” że się tak wyrażę do tej kłótni.





No rozdział 13 na zakończenie (niestety) wakacji. Troszkę dłuższy, dla pewnego anonima. Jak wiecie w roku szkolnym bardzo trudno znaleźć czas na cokolwiek, a ja nie jestem wyjątkiem. Ale postaram się wrzucać rozdziały mniej więcej co tydzień co dwa. Jednak dużo zależy od was, NASTĘPNY ROZDZIAŁ DOPIERO GDY POD TYM POSTEM BĘDZIE 10 KOMENTARZY OD DZIESIĘCIU RÓŻNYCH OSÓB! Wiem, że dacie radę. 
~Pani M. 




 

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 12





Rozdział 12 - Przeklęci Ślizgoni.

Draco Malfoy po gruntownej naradzie z pewną Gryfonką, udał się do swojej sypialni. Ustalili, że najlepszym terminem do zrealizowania planu będzie przyszły piątek. Zamierzali zrobić małe spotkanie towarzyskie z okazji rozpoczęcia roku. Hermiona zaproponowała, że w plan mogą „wciągnąć” również Harry’ego i Pansy. Draco zgodził się, choć towarzystwo Pottera nie do końca mu odpowiadało. Oczywiście chyba pół godziny przekonywał Hermionę do swojego iście szatańskiego planu. Panna Granger nie ułatwiała mu działania, zapierając się rękami i nogami, mówiąc swoim przemądrzałym tonem, który nawiasem mówiąc doprowadzał go do szału, że pod żadnym pozorem nie zgodzi się aby tak potraktować Ginny. Jednak udało się i Granger zamierzała brać czynny dział w tym przedsięwzięciu. Po całej tej dyskusji był tak zmęczony, że rzucił się na łóżko w ubraniach. Zastanawiał się przez chwilę jakim cudem dogadał się z Granger lecz po chwili już spał.
***
Ginny Weasley obudziła się w niedzielny poranek. Był to dzień poprzedzający rozpoczęcie roku, ale nie tym martwiła się Gryfonka. Miała bardzo dziwny i realistyczny sen. Przeciągła się, siadając na swoim łóżku i spojrzała na pogrążoną w półśnie przyjaciółkę. W tym momencie wspomnienia zaczęły powracać i to co brała za dziwny sen okazało się rzeczywistością. Pozbierała potrzebne rzeczy i poszła do łazienki. Po drodze zastanawiała się jakim cudem McGonagall uwierzyła w te kłamstwa, które wczoraj tak gładko wyszły z jej ust, jednak musiała przyznać, że cała historia była szyta bardzo grubymi nićmi.
Po zimnym prysznicu, Ginny wróciła do swojego dormitorium i zastała Hermionę siedzącą na swoim łóżku, ubraną i gotową do wyjścia.
– O już wstałaś? – Zauważyła Hermiona.
– Jak widać – rzuciła rudowłosa siódmoklasistka, susząc włosy bardzo przydatnym zaklęciem.             
– Słuchaj Ginny, zastanawiam się co wczoraj…
– Wiem, że wszyscy bardzo chcieliby wiedzieć, ale to naprawdę nie jest wasza sprawa i nie wypytujcie mnie o to, bo i tak nic nie powiem.
Odłożyła różdżkę. Wcale nie chciała się z nikim dzielić tym co wydarzyło się wczoraj w nocy, miała nadzieje, że Zabini podziela jej zdanie. Hermiona wiedziała, że nie uda jej się niczego z przyjaciółki wydusić jednak, co jej szkodziło spróbować? Zawsze pozostał plan Malfoya.
– Jak nie chcesz to nie mów, może zejdziemy na śniadanie? – Ginny tylko przytaknęła i razem opuściły sypialnie.
*
Draco Malfoy otworzył oczy, zwlekł się z łóżka i  przebrał  w czyste ubrania. Postanowił obudzić Blaise’a. Potrząsną przyjacielem, zdzierając z niego kołdrę. Chłopak otworzył oczy.
– Rusz się Zabini – warknął blondwłosy Ślizgon.
– Jeszcze 5 minut – odpowiedział Blaise i przewrócił się na drugi bok. Malfoy tylko przewrócił oczami i wyszedł z sypialni. W tym samym momencie dostrzegł, że drzwi do pokoju Gryfonek się otwierają. Wyszła z nich Hermiona a za nią Ginny. Draco odruchowo chciał rzucić krótkie „cześć”. Ale powstrzymał się. Podszedł do barku i wyciągnął butelkę Ognistej. Dostrzegła to Hermiona i posłała w jego stronę karcące spojrzenie.
– Picie alkoholu jest szkodliwe Malfoy. Nie powinieneś zaczynać z rana, poza tym... – Ten ambitny wykład przerwał zirytowany blondyn:
– Zamknij się, Granger. Nie jestem w nastroju. Jak masz tyle do powiedzenia to idź napisać książkę. Może kiedyś przeczytam – rzucił z kpiącym uśmieszkiem. Widział minę dziewczyny i już wiedział, że to bardzo źle się skończy. Hermiona wybuchnęła:
– Jak śmiesz w ogóle się tak do mnie odzywać?! Kim ty jesteś, żeby tak się odzywać do osoby, która uratowała ci tyłek?!  – Zrobiła przerwę, żeby zaczerpnąć tchu, Ślizgon stał przy barze z butelką w ręce i czekał na to co powie Gryfonka. Ginny usiadła na kanapie i przyglądała się całej scenie, wiedząc, że wybuch Hermiony może chwilę potrwać. Na tę burzę zbierało się od dawna.  Brązowooka kontynuowała:
– Jesteś cynicznym, zakochanym w sobie narcystycznym dupkiem, który myśli, że wszyscy są na jego skinienie, jak ma bogatych rodziców! No więc, zejdź na ziemie, dla mnie i większości tego zamku jesteś nic nie wartym śmieciem! Rozumiesz?! – Dziewczyna wyszła z dormitorium i pewnie trzasnęła by drzwiami, ale przejścia strzegł portret. Nie wytrzymała. Chłopak tak na prawdę nic takiego jej nie powiedział. Przynajmniej nie dzisiaj. Powiedziała dziś to co tak długo dusiła w sobie przez siedem lat. Jakiś ciężar spadł jej z serca. Tak jakby pojawiło się miejsce na nowe uczucia związane z Malfoyem. Może to przez wczorajszą rozmowę? Myślała Gryfonka. Tak dobrze im się rozmawiało na temat Ginny i Blaise’a. A dziś wrócił stary Malfoy. Hermiona dostrzegła, że już nie nazywa jej szlamą i była szczęśliwa z tego powodu, ale dzisiejsze "zamknij się" coś w niej złamało. Przeklęła Ślizgona w duchu. Dziewczyna nawet nie dostrzegła, że Ginny nie dogoniła jej w drodze na śniadanie.
*
Malfoy stał przy barku osłupiały. Nigdy by nie podejrzewał, że opanowana z pozoru Gryfonka może stracić panowanie przez jedno "zamknij się, Granger". Z zamyślenia wyrwał go głos rudowłosej:
– Ona tak nie myśli... Ale może nie prowokuj jej w najbliższych dniach. – Otrząsnął się z pierwszego szoku.
–  Mam w głębokim poważaniu to co ona o mnie myśli. – Przybrał obojętny wyraz twarzy, spokojnie nalał sobie alkoholu do szklanki.
– Oboje wiemy, że nie... Cześć Malfoy. –  Ginny wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia, odwróciła się jeszcze i powiedziała:
– Ona ma racje, picie z rana jest nie zdrowe.
-Co wy wszyscy z tym piciem...– Westchnął. – Jak już musisz wiedzie to dla Blaise’a...
– Co? On nie będzie teraz pił. – Ginevra zawróciła i chciała odebrać butelkę Malfoyowi  jednak nic z tego nie wyszło. Draco uśmiechnął się.
– Już traktujesz go jak męża... – Wystarczyło aby wyprowadzić z równowagi drugą Gryfonkę.
– ZABINI NIC MNIE NIE OBCHODZI! ZAPAMIĘTAJ TO, MALFOY! – Ginny również udała się do wyjścia, przeklinając w duchu obu Ślizgonów.
Draco skierował się w stronę sypialni. Tak jak przypuszczał Blaise nadal drzemał. Blondwłosy chłopak uśmiechnął się wrednie po czym chlusnął Ognistą w stronę przyjaciela. Po raz trzeci tego poranka na czwartym piętrze rozległ się krzyk.
*
Pansy Parkinson obudziła się kwadrans przed ósmą. Ubrała się, uczesała i wyszła z dormitorium w lochach. Przeklinała McGonagall i Slughorna za te dwa szlabany w dodatku z Potterem. Nie żeby towarzystwo Harry’ego zeszłej nocy jej przeszkadzało. Jednak była niespokojna na myśl o dodatkowych spotkaniach z nim. Weszła do Wielkiej Sali. Dostrzegła go w towarzystwie Rona, Hermiony i Ginny. Skierowała się w drugą stronę sali, do stołu Ślizgonów. Usiadła obok Zabiniego, który z kwaśną miną, zerkał ciągle wzrokiem bazyliszka na Malfoya. Zjadła tosty i już miała zamiar sięgać po drugi kubek kawy, gdy zagadnął ją Blaise:
– Co taka kwaśna mina?
– Mogłabym zadać ci to samo pytanie – powiedziała. Zabini opowiedział jej jaką "ciekawą" miał dziś pobudkę. Wtrącił się Malfoy:
– Jakbyś wstał od razu to nie zmarnowałbym szklanki Ognistej...
– Nie gadam z tobą, aż do czasu zemsty! – Stwierdził Zabini i uśmiechnął się tak jak to tylko Ślizgoni potrafią. Pansy i Draco jednocześnie przewrócili oczami. Ciemnowłosy siódmoklasista nie zwrócił na to większej uwagi i kontynuował:
– No Pansy, wracając do pytania: "Co taka kwaśna mina", nie otrzymałem odpowiedzi.
– To przez Pottera – mruknęła. – Mam z nim dwa szlabany, jeden u McGonagall, a drugi od Slughorna – poinformowała, Blaise zażądał szczegółów, ale nie doczekał się odpowiedzi bo do stołu Ślizgonów podszedł Harry Potter i skupił na sobie całą uwagę panny Parkinson.
– Ymm, cześć Pansy.
– Taa, cześć – mruknęła Ślizgonka.
– No, wiesz po śniadaniu mieliśmy iść do McGonagall i jeśli już zjadłaś to możę... – Sam nie wiedział gdzie podziała się jego pewność siebie. Wmawiał sobie, że to wina tych wszystkich gapiących się na niego Ślizgonów, ale tak naprawdę nawet siebie nie mógł oszukać. Dobrze wiedział, że chodzi konkretnie o jedną przedstawicielkę domu Salazara...  Jeszcze raz przeklął Ślizgonów w duchu i razem z Pansy ruszyli do gabinetu profesor McGonagall.
*
Blaise obserwował swoją przyjaciółkę, oddalającą się z Harrym Potterm, aż w końcu zniknęli za drzwiami Wielkiej Sali. Był to przerażający, a zarazem futurystyczny widok.
– Dziwna sprawa, co nie Draco? –Zagadnął przyjaciela.
– Miałeś ze mną nie gadać, aż do czasu zemsty…  Ale jak już pytasz to faktycznie dziwna.
– Masz racje, miałem nie gadać. Wiesz może załatwię tę całą „zemstę” od razu… – I zanim Malfoy zdążył zareagować Blaise wdrapał się na stół, zaczął wrzeszczeć:
– UWAGA!!! WSZYSCY UWAGA! ZAMKNĄĆ SIĘ!!! – Cała sala umilkła wpatrując się w Blaise’a, nawet nauczyciele byli ciekawi. Ślizgon kontynuował:
– No! Więc obecny tu Draco Malfoy chciałby powiedzieć coś wszystkim, których kiedyś skrzywdził! Nie ważne czy słownie czy fizycznie… – Rozległy się pomruki. – Kontynuując... Znamy wszyscy Draco i wiemy, że on jest zbyt – tu Blaise spojrzał na wściekłego przyjaciela. – Zbyt dumny, żeby zrobić to osobiście, ale chce on przeprosić! A szczególnie pewną Gryfonkę!  – Zabini uśmiechnął się wrednie do przyjaciela, który próbował niewerbalnie rzucić na niego Avadę.  Ciemnowłosy chłopak wrzeszczał dalej:
– A więc Draco Malfoy przeprasza ze szczerego serca, które niektórzy wierzą, że ma… Hermionę Granger za swoje skandaliczne zachowanie przez ostatnie, ile to będzie? Ah, no ostatnie siedem lat! –W tym momencie z drugiego końca Sali rozległ się głos:
– ZŁAŹ ZE STOŁU ZABINI! I PRZESTAŃ ŻARTOWAĆ Z TAKICH RZECZY, KRETYNIE! –To była Ginny Weasley stojąca na stole w drugim końcu Wielkiej Sali. Gryfonka chciał pomóc Hermionie, widząc załamaną minę przyjaciółki. Hermione było naprawdę przykro, z powodu kłótni z Malfoyem. Wydawało jej się, że przesadziła. Nawet przez chwilę chciała go przeprosić za te wrzaski, jednak teraz widziała, że Ślizgon ewidentnie sobie z niej drwi.
– DROGA PANNO WEASEY JA NIE ŻARTUJE, DRACO OSOBIŚCIE MNIE POPROSIŁ – tłumaczył Blaise, krzycząc.
– DOBRA, NIE PIEPRZ GŁUPOT I ZŁAŹ! – Rozległ się głos Ginny. Wszyscy włącznie z nauczycielami przysłuchiwali się tej wymianie zdań. Oboje mieli szczęście, że dyrektorki nie ma na śniadaniu.
– JAK  ROZKARZESZ WIEWIÓRKO! –odkrzyknął Zabini, w Wielkiej Sali zawrzało. Ron czerwony na twarzy krzyczał „nie nazywaj jej tak”, Hermiona była w szoku i próbowała ściągnąć Ginny ze stołu, bo wiedziała jak to przezwisko działa na pannę Weasley. Malfoy to samo próbował zrobić z Zabinim.
– NIE NAZYWAJ MNIE TAK NIGDY WIĘCEJ!!!! – Wydarła się Ginevra tak głośno, że wszyscy w Wielkiej Sali zamilkli. – POSTAWMY SPRAWĘ JASNO, NIE MASZ U MNIE SZANS! –Teraz zebrani w Wielkiej Sali zrobili przysłowiowe: „UUUU…”
– JESZCZE ZOBACZYMY! – W tym momencie nie wiadomo skąd pojawiła się profesor McGonagall. Wszyscy łącznie z pozostałymi nauczycielami zajęli się swoją owsianką, która na ten moment wydawała się bardzo interesująca.  Dyrektorka przemówiła:
– Panie Zabini, panno Weasley proszę zejść ze stołów. – Wywołani zastosowali się do poleceń dyrektorki.
– Co to wszystko ma znaczyć? Wczoraj wasze zniknięcie w dziwnych okolicznościach, dziś afera przy śniadaniu, co się z wami dzieje? – Nastała cisza, dyrektorka westchnęła. Spodziewała się, że nie otrzyma odpowiedzi.
– Oboje macie szlaban! Omówimy go w moim gabinecie zaraz po kolacji, tylko proszę się nie spóźnić! –McGonagall opuściła Wielką Salę tak szybko jak się pojawiła.
*
Harry i Pansy stali przed posągiem strzegącym przejścia do gabinetu dyrektorki. Uświadomili sobie, że nie znają hasła więc po prostu czekali. Nagle usłyszeli jakieś krzyki oraz czyjeś kroki. Posąg odsunął się ukazując zdenerwowaną profesor McGonagall.
– Proszę tu na mnie zaczekać ! Sprawdzę co dzieje się w Wielkiej Sali i zaraz do was wrócę – poinstruowała ich dyrektorka po czym oddaliła się. Pansy spojrzała na Harry’ego i powiedziała:
– Stawiam pięć Galeonów, że to sprawka Blaise’a…
– Wchodzę, jestem za tym, że to Ginny. – Uśmiechnął się. Stali jeszcze chwilę w milczeniu, kiedy podszedł do nich jakiś mężczyzna.
– Dzień dobry. Czy przypadkiem to nie jest gabinet dyrektora Hogwartu? – zapytał i wskazał podbródkiem posąg. Był przystojny, mocno zarysowana szczęka i zniewalający uśmiech, sporą część uczennic Hogwartu rzuciłby na kolana. Miał ciemnobrązowe włosy i ciepłe, przyjemne, jeśli wiecie co mam na myśli, oczy. Ubrany był dość elegancko chociaż zawadiacko podwinięte rękawy bladoniebieskiej koszuli sprawiały, że jego strój nabierał swobody, Pansy oceniła, że nie mógł mieć więcej niż 26 lat. Uśmiechnęła się i odpowiedziała twierdząco. Harry spojrzał na przybysza z pod łba i zapytał:

– Nie chcę być niegrzeczny, ale kim pan jest?







No, kolejny rozdział! Sama nie wiem czemu tak szybko (jak na mnie) je piszę. To w sporej części komentarza tak na mnie działają ;) Rozdział dla wszystkich komentujących posty, a szczególnie dla Ressy bo zasypała mnie komentarzami :)  Nie jest zbyt długi, ale już w zanadrzu mam 13 więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie.
KOMENTARZ = ROZDZIAŁ SZYBCIEJ 
~Pani M.