niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 7

Rozdział 7 - Przemyślenia Harry'ego Pottera.

Draco siedział na kanapie w swoim  dormitorium. Hola, hola nie jest twoje! Jak zwykle musiał sobie o tym przypomnieć. Blaise jako współlokator zajmował połowę sypialni i salonu, nie mówiąc o łazience.  Jak tylko Granger wyjdzie ze skrzydła szpitalnego to jeszcze dwie gryfonki trzeba będzie gdzieś upchnąć.  Draco nie był przyzwyczajony do dzielenia się, tym bardziej jego przestrzenią osobistą.  Dormitorium było urządzone bardzo przytulnie, oczywiście ślizgon tego nie doceniał, miał gdzieś wystrój, tym bardziej, że nie był to jego prywaty pokój.  Przejścia strzegł portret średniowiecznego rycerza, kiedy tylko podało się hasło, portret przesuwał się ukazując duży salon. Naprzeciwko wejścia stała czerwona kanapa, spokojnie mogła pomieści nawet cztery osoby, już pierwszego dnia Zabini doszedł do wniosku, że mebel jest bardzo wygodny. Sofa stały tyłem do drzwi.  Na ścianie przeciwległej do wejścia umieszczony był kominek, teraz zgaszony. Zaraz obok leżał stosik drewnianych pni, pociętych w ćwiartki. Do kanapy były również dwa szare fotele i szklany stolik. Podłoga była wyłożona panelami z ciemnego drewna, jedynie białokremowy dywan stanowił jasną plamę na tle tego, drewnianego odcienia gorzkiej czekolady. Po lewej stronie od drzwi, mieściła się sypialnia  Draco i Blaise’a. Zaraz obok były drugie drzwi, białe i prowadziły do łazienki.  Co prawda łazienka nie była duża, ale wystarczała Malfoyowi  i Zabini’emu. Zawsze  mogli skorzystać z ogromnej łazienki dla prefektów, która również znajdowała się  na czwartym piętrze,  w końcu korytarza. Na wschodniej ścianie stał potężny regał na książki. Sięgał samego sufitu i w połowie zapełniony był opasłymi tomami. Na tej samej ścianie znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do sypialni gryfonek, a drugie do łazienki. Draco stwierdził, że połowę z bibloteczką odda Granger, a tą z barkiem zatrzyma dla siebie i Blaise’a. Oczywiście barek nie był wyposażony, ale w tym momencie to była najmniej istotna sprawa. Młody Malfoy nie mógł się uwolnić od widoku Pansy i Granger na podłodze w tym cholernym przedziale. Miał wrażenie, że tego faceta też już kiedyś widział, ale gdzie? Nie miał bladego pojęcia.
*

Ginny i Blaise byli pogrążeni w rozmowie na temat tego dziwnego gościa, który zrobił taką aferę zaraz na początku roku. McGonagall powiedziała im tylko, że jest już po procesie i odsiaduję karę w Azkabanie. Zabini podejrzewał, że to jakiś śmierciożerca i owym spostrzeżeniem podzielił się z Ginevrą.
- Mówię ci to musiał być jakiś śmierciożerca.
- Ale to nie ma sensu, po co atakowałby Parkinson, przecież ona jest czystej krwi i w ogóle…
- Pół krwi – poprawił gryfonkę Blaise i zaraz dodał: - Może Pansy próbowała mu przeszkodzić?
- Niby w czym? Jak na moje oko to Hermiona znalazła Parkinson, a nie odwrotnie.
- Oczywiście, przecież gryfoni zawsze są bohaterami - prychnął ślizgon.
- Nie o to mi chodziło – spojrzała na niego spode łba - po prostu stan tej waszej księżniczki Slytherinu jest gorszy niż stan Hermiony więc musiała dłużej być pod działaniem Cruciatusa.
- Nie mów o Pansy „księżniczka” – warknął Blaise, rudowłosa gryfonka uśmiechnęła się lekceważąco:
- A co to twoja dziewczyna?
- A co – przedrzeźniał ją - zazdrosna?
- Ha, niby o co? – Dziewczyna udała, że nic sobie nie robi z jego komentarzy. Nawet nie zorientowała się, kiedy ich rozmowa wjechała na inne tory.
- O mnie, skarbie, o mnie. – Puścił jej oczko, Ginny momentalnie poczerwieniała. Jak on śmie! Zmrużyła gniewnie oczy.
-Chciałbyś… - wysyczała przez zęby. Zabini uśmiechnął się zarozumiale. Wtedy do skrzydła szpitalnego weszli Harry i Ron. Ciemnowłosy gryfon podszedł do Ginny i pocałował ją w czoło.
- Cześć, Ginny. Pewnie już zgłodniałaś, przyszliśmy cię zmienić - wyjaśnił.
- Dzięki, powiedzcie mi jakby Hermiona się obudziła. – Ginny  wstała i szybkim krokiem udała się do Wielkiej Sali.  Myślała o tej sprawie z Harry’m, kochała go, ale jak starszego brata. To co kiedyś do niego czuła, było prawdziwe, ale chwilowe. Gryfonka nie mogła stwierdzić, że to tylko dziecięce  zauroczenie, kochała go naprawdę, tylko ich uczucie było nietrwałe. Nie chciała zepsuć sobie relacji z Harry’m, uwielbiała, gdy mówił do niej „cześć” bo nikt tak się z nią nie wita i uwielbiała sposób w jaki mówi „Ginny” albo „Gin” i uwielbiała te jego nieśmiałe pocałunki, tak jakby zaraz miał się pojawić Ron i  prawić im morały. Uśmiechnęła się na to wspomnienie, gdy faktycznie Ron wyskoczył zza rogu. Uwielbiała to wszystko i nie chciała tego tracić, ale też nie chciała dalej ciągnąć tego mało szczęśliwego związku. Postanowiła jutro z samego rana porozmawiać ze swoim chłopakiem. Tak trzeba, przestań tchórzyć! Nakazała sobie. Nawet się nie zorientowała, że od paru minut stoi w drzwiach Wielkiej Sali. Podeszła do stołu Gryfindoru i nałożyła sobie dużą porcję gulaszu i tłuczonych ziemniaków. Brakowało jej przyjaciół, Luna nie wróciła na siódmy rok i nikt właściwie nie wiedział, gdzie się znajduje. Neville, który często spędzał z nią czas ostatnio chodzi cały czas zajęty. Kiedy w końcu poprawiły się jej relacje z Hermioną, ta leży w szpitalu. Ja to mam szczęście. Pomyślała, wpychając sobie do ust widelec pełen gulaszu.
*

- Chodź, Daf! Już niedaleko, tutaj nas nikt nie znajdzie – powiedział chłopak i pociągnął drobną ślizgonkę  w stronę Pokoju Życzeń. Tak jak stwierdziła kiedyś Hermiona ten pokój naprawdę go rozumiał. Stanęli przed drzwiami, które pojawiły się jakby znikąd i weszli do środka. Dopiero teraz odważył się objąć dziewczynę ramieniem. Odtrąciła go.
-Neville, nie możemy się cały czas ukrywać to jest męczące! – powiedziała młodsza z sióstr Greengrass.
-Wiem, Daphne – westchnął i zaraz przeszedł do wyjaśnień: -  ale wiem też, że jeśli ludzie dowiedzą się, że jesteś z kimś takim jak ja, nie dadzą ci żyć – Tłumaczy to nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.  Wiedział, że najzwyczajniej w świecie tchórzy.
- Ale mnie to nie obchodzi! Mogą myśleć co chcą. Poradzę sobie. – Daphne zbliżyła się do gryfona i zakończyła całą rozmowę pocałunkiem. Delikatnie musnęła jego usta.
- Kiedy to robisz – zaczął, odrywając się od dziewczyny – nie wiem jak się nazywam, a co dopiero jakich argumentów użyć, aby cię przekonać.
- I właśnie o to chodzi. – Ślizgonka uśmiechnęła się triumfalnie. Znów go pocałowała. Była naprawdę szczęśliwa, nigdy nie przypuszczała, że tak bardzo polubi tego gryfona. Później zajęli się rozmową na temat ataku w pociągu i odbudowy Hogwartu, podczas której ich romans się zaczął. W Pokoju Życzeń stała wygodna kanapa i mały stolik, więc ta nietypowa para mogła spokojnie porozmawiać. Nawet nie spostrzegli kiedy wybiła dwunasta i już dawno powinni wrócić do dormitorium. Cisza nocna obowiązywała od dwudziestej drugiej.  
- Trzeba ustawić jakiś budzik! - powiedział zdenerwowany Neville, na co Daphne parsknęła śmiechem.
- No co – udał oburzenie - Ostatnio się udało, ale nie mamy gwarancji, że dziś też nas nikt nie złapie.
- Nie denerwuj się, nie musisz mnie dziś odprowadzać do lochów, sama jakoś trafię, chyba... - Daf uśmiechnęła się do gryfona.
- Żartujesz? A jak porwie cię jakiś potwór!? – znów się zaśmiała, a chłopka zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Pocałował ją, a po wszystkim odgarnął jej włosy z twarz.
- A tak na poważnie jestem pewna, że sama trafię. – Ślizgona wstała z kanapy.
- Dobrze wiesz, że cię samej nie puszcze.
- Wiem – szepnęła mu do ucha i pocałowała w policzek. Daphnie chwyciła gryfona za rękę i razem wyszli z pokoju życzeń.
*

Harry już dawno opuścił Skrzydło Szpitalne, Ron chwilę jeszcze posiedział przy Hermionie, ale w końcu i jego pani Pomfrey wyprosiła. Było dobrze po dwunastej, ale Harry nie mógł zasnąć. Leżał w swoim łóżku i przewracał się z boku na bok. Słyszał chrapanie Rona. Teraz w ich dormitorium mieszkały tylko trzy osoby, on, Neville i właśnie Ron. Dean i Seamus nie wrócili na ostatni rok do Hogwartu. Harry’emu trochę brakowało ich towarzystwa. Przynajmniej kolejki pod prysznic są mniejsze. Starał się dojrzeć jakieś plusy. Ciemnowłosy gryfon zastanawiał się, gdzie się podziewa Neville, ale jeszcze bardziej zastanawiała go, dziwna rozmowa która odbyła się w skrzydle szpitalnym gdy Ron poszedł na kolację, a pani Pomfrey siedziała w swoim gabinecie i niczego nie zauważyła. Po raz kolejny przypomniał sobie tę rozmowę.
Gryfon siedział przy łóżku śpiącej Hermiony, gdy nagle zauważył ruch ręki ślizgonki leżącej obok. Pansy jęknęła.  Harry wstał, rozejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł, podszedł do łóżka na którym leżała Pansy Parkinson. Pani Pomfrey siedziała w swoim kantorku.
- On wrócił… - powiedziała zachrypniętym głosem ślizgonka. Harry automatycznie chciał znać odpowiedźł, bał się tego, co mógł zaraz usłyszeć.
- Kto wrócił? – zapytał.
- On żyje, on przyjdzie mnie wykończyć,  on go przysłał… - Harry nie wiele z tego zrozumiał, więc zapytał ponownie teraz już trochę zdenerwowany:
- Kto? Powiedz kto.
- Ja nie... bo on usłyszy, wie że go zdradziłam…  – Chłopak nie wytrzymał, był pewny co zaraz usłyszy.
- Gadaj kto?!! Jesteśmy tu sami! – Podniósł głos na ślizgonkę.
- Voldemort - szepnęła na wpół przytomna Pansy. Harry rozumiał ją, on też jeszcze czasami miał koszmary w których Czarny Pan powraca. Wiedział, że właśnie to imię wymieni dziewczyna. Tom Riddle nadal był koszmarem wielu ludzi, jednak Harry był pewien, że czarnoksiążnik nie może powrócić. Chociaż…
- Spokojnie, jego już nie ma. Jesteś tutaj bezpieczna – uspokajał ją. Zapomniał, że Pansy jest ślizgonką, zapomniał, że dokuczała mu i reszcie gryfonów. Wiedział co czuła, wiedział, że czasami jest trudno zapomnieć. Szczególnie o Voldemorcie.
- Ale on mówił, że Czarny Pan go przysłał, że to moja kara... - wyszeptała Parkinson i zamknęła oczy, pogrążając się w bardzo niespokojnym śnie.

Harry był w szoku po tej rozmowie. Kiedy tylko Ron wrócił z kolacji, udał, że jest bardzo zmęczony i udał się do sypialni. Dręczyło go parę pytań.  Po pierwsze kara, za co? Po drugie Parkinson zawsze popierała Voldemorta i chłopak nie widział powodu dla którego miałaby ponieść karę. Po trzecie i chyba najgorsze: co jeśli, ten facet który zaatakował Pansy i Hermionę mówił prawdę? Co jeśli Voldemort nie umarł? Jeśli ten koszmar miałby się powtórzyć, Harry nie miałby pojęcia co robić. Te trzy pytania nie pozwoliły mu przespać spokojnie nocy, chciał komuś o tym powiedzieć, Hermiona byłaby idealna, tylko ona znalazłaby logiczne rozwiązanie i zapewniłaby go, że to nie możliwe, zasypując Harry’ego tysiącem argumentów. Chłopak bardzo chciał, żeby to zrobiła, ale niestety była nieprzytomna. Ron zaczął by panikować, a Dumbledore… no tak, nie żyje. Profesor McGonagall to byłaby jedyna osoba nadająca się, aby ją powiadomić, ale Harry maił przed tym opory. W końcu zasnął, dręczony pytaniami.
 Wstał, kiedy jeszcze było ciemno na dworze. Jego zegarek pokazywał wpół do czwartej. Harry wiedział, że już nie zaśnie. Mimo wszystko poczekał, aż na dworze zrobi się widno i dopiero wtedy zwlókł się z łóżka i ubrał strój do quidditcha. Wyciągnął swoją miotłę i udał się na boisko, przemyśleć to wszystko jeszcze raz. Latanie zawsze go uspokajało. Gdy otworzył drzwi, omal nie wpadł na Ginny, która sięgała po klamkę.
- Cześć, Harry  –powiedziała bez uśmiechu. Zdziwił się trochę widząc ją na nogach tak wcześnie.
- Cześć.  Ron jeszcze śpi, więc..
- Ja…  bo… Harry, musimy porozmawiać! - W końcu wydusiła to z siebie.
- Dobrze, akurat idę na boisko możemy porozmawiać po drodze. - Najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa Weasleyów przytaknęła. Przeszli przez dziurę pod portretem Grubej Damy i Harry zaczął rozmowę:
- No więc, co chciałaś mi powiedzieć?
- Harry… - zarumieniła się, zawsze tak było gdy się denerwowała - bo widzisz, myślę, że powinniśmy być przyjaciółmi...
- Ginny – zaczął z uśmiechem, nie za bardzo rozumiał, co dziewczyna miała mu do powiedzenia - my jesteśmy przyjaciółmi, jesteś moją najlepszą przyjaciółką  i dziewczyną jednocześnie.
- Powinniśmy być TYLKO przyjaciółmi… - powiedziała bardzo cicho, ale zdecydowanie. Harry zatrzymał się w pół kroku.
- Czy to właśnie ze mną… zerwałaś? – zapytał z niedowierzaniem, gryfonka tylko kiwnęła głową. Harry zamknął na chwilę oczy, myśląc, że to po prostu zły sen, niestety chłopak się mylił.
- Harry, ja cię kocham, ale…
- Ale co? Powiedz, masz kogoś innego, tak? – zapytał z goryczą. Nie mógł uwierzyć w to co się działo.
- Nie, nie Harry kocham cię i nigdy nie przestanę, ale kocham cię jak brata, jak starszego brata który się mną opiekuje i przy okazji nie jest tak denerwujący jak Ron - Próbowała zażartować i uśmiechnęła się przez łzy, które nieoczekiwanie pociekły z jej niebieskich oczu.
- Ginny… ja nie rozumiem, przecież zawsze tego chciałaś. Zawsze mówiłaś Hermionie, że tego właśnie chcesz, być ze mną… Wszyscy to wiedzieli.
- Harry, ten czas kiedy byliśmy razem był cudowny, naprawdę, ale chyba sam też dostrzegłeś, że to już nie jest to co kiedyś. Mimo wszystko nie chcę cię stracić…
- Czyli co?  Wracamy do początku? Naprawdę tego chcesz? – Dziewczyna kiwnęła głową i otarła ręką łzy. Cieszyła się, że w końco udał jej się załatwić te sprawę. Dusiła się w tym związku.
- Jeśli będziesz szczęśliwa... – Było mu ciężko, ale chciał po prostu jej szczęścia.

- Dziękuje Harry, jesteś najlepszy! - Rzuciła mu się na szyję, nie był to namiętny uścisk kochanków. Dla Ginny było to jak powitanie dawno niewidzianego przyjaciela. Harry przytulił ją do siebie, kochał Ginevrę, oczywiście, że ją kochał, ale jeśli będąc z kimś innym ma być szczęśliwsza to dlaczego nie? Przypomniał sobie mugolskie przysłowie: „Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność” i właśnie tak postanowił zrobić. 











Następny rozdział, mało Draco i Hermiony właściwie wcale, ale za to pojawił się Neville i Daphne, napiszcie co myślicie o tym paringu. Mieliśmy też duuużo Harry’ego. Rozdział dla Alicji, bo… kto bogatemu zabroni xd. Idę pisać rozdział ósmy.
 ~Pani M.

Komentarzy nigdy za wiele :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 6



Rozdział 6 - Kto jest kim?

Pierwsze co przyszło Draco na myśl to było Avada Kedavra, ale powstrzymał się w ostatniej chwili i krzyknął:
- Expelliarmus! - Mężczyzna upadł na siedzenie za nim, a od uderzenia stracił przytomność, jego różdżka poszybowała w powietrzu i trafiła prosto w wyciągniętą rękę Dracona. Blaise wyczarował liny i kreśląc jakieś zawijasy w powietrzu różdżką związał czarnobrodego mężczyznę. Ginny rzuciła się w stronę Hermiony. Miała ochotę wrzeszczeć.
- Nie ma pulsu - mruknęła do siebie. Zachowywała się jak w transie, cała się trzęsła, aż nagle łzy popłynęły jej po policzkach. Miała już dość krwi, bólu, śmierci. Po stracie Freda, każdy w rodzinie Weasleyów przeżył swoje osobiste piekło. Ginevra nie wypuszczała ręki Hermiony i tylko powtarzała:
- Nie ma pulsu, nie ma pulsu… - Jak w transie.  Blaise ukląkł obok  Pansy, ale wyczuł puls. Wstał podszedł do Hermiony i zapłakanej Ginny. Draco warknął w stronę rudowłosej gryfonki:
- Nie becz, tak jej nie pomożesz - Po czym dokładnie przyjrzał się mężczyźnie. Wydawało mu się, że go kojarzy, być może to jakiś śmierciożerca.
- Idę po pomoc – oświadczył po chwili. Blaise odwrócił się w stronę blondyna.
- Wyślij patronusa, będzie szybciej – Powiedział.
- Może lepiej ty to zrób- warknął Malfoy, nie bardzo potrafił wyczarować patronusa, ale wolał się nie przyznawać. Jakoś nie potrafił przywołać żadnego szczęśliwego wspomnienia. Blaise uniósł różdżkę i wypowiedział zaklęcie. Z końca jego różdżki wystrzeliła srebrzysta pantera i zgrabnym ruchem wyskoczyła przez okno. Zerknął na blondyna, po czym odwrócił się w stronę nieprzytomnej gryfonki. Przyłożył dwa palce do szyi Hermiony i ku zaskoczeni wyczuł puls. Powtórzył czynność, ale nadal wyczuwał puls, zmarszczył brwi i spojrzał na Ginevrę, która trzęsąc się cały czas powtarzała „nie ma pulsu”.
- Wesley ona ma puls! – powiedział, ale Ginny mu nie odpowiedziała tylko dalej się trzęsła chociaż przestała powtarzać „ona nie ma pulsu”.
- Weasley! Przestań, zaraz ktoś tu przyjdzie i jej pomoże! - Ginny nie reagowała. Blaise złapał ją za ramiona i potrząsnął, gdy to uczynił - zareagowała.
- Ona nie ma pulsu!!! – wydarła się tak, że nawet Draco odwrócił głowę w ich stronę, a właśnie zastanawiał się nad tożsamością mężczyzny.
- Weasley, zamknij się! - Warknął, ale Ginny nadal trzęsła się trzymając Hermionę za rękę.
- Przecież ona ma puls, Weasley co ty odwalasz! - Zdenerwował się Zabini. Przecież sprawdzał, aż dwa razy i za każdym razem wyczuł tętno. Dracona olśniło:
- Weasley sprawdź puls na drugiej ręce albo na szyi – powiedział. Ginny spojrzała na niego, ale wzrok miał nieobecny. Nie poruszyła się. Nie reagowała, ale chociaż przestała płakać.
- No sprawdź! - powiedział trochę zirytowany faktem, że gryfonka go ignoruje. Blaise nie rozumiał o co chodzi Draconowi, ale postanowił mu zaufać. Potrząsnął gryfonka jeszcze raz, Ginny spojrzała na niego:
- Co? – zapytała, lekko zachrypniętym głosem.
- Sprawdź puls na drugiej ręce - Polecił jej Zabini. Rudowłosa dziewczyna niechętnie puściła rękę przyjaciółki i sprawdziła drugą. Zmarszczyła brwi, wyczuła puls, jednak to nie zmienia faktu, że przed chwilą go nie było. Sprawdziła na szyi, również wyczuła tętno.
- Nie rozumiem – powiedziała marszcząc brwi, ale była już spokojniejsza o życie Hermiony.
- Podwiń jej rękaw. – polecił Draco, który przyglądał się temu wszystkiemu. Miał przymrużone powieki i obserwował jak Ginny ostrożnie podwija rękaw szaty pani prefekt naczelnej. Jednak nic szczególne nie przykuło uwagi obecnych. Malfoy westchnął podirytowany.
- Ten drugi rękaw tam gdzie nie wyczuwałaś pulsu –powiedział. Spojrzała na niego jakby spadł z księżyca, ale nic nie powiedziała.  Podwinęła drugi rękwa i zobaczyła na ręce przyjaciółki napis „szlama”. Był on pamiątką po spotkaniu z Bellatriks Lestrange. Ciotką Dracona. 
- Dlatego nie wyczułaś pulsu –wyjaśnił spokojnie blondyn, doskonale znał właściwości noża, którego użyła Bellatriks. Ginny spojrzała na niego i kiwnęła głową, uspokoiła się. Wtedy do przedziału wbiegła McGonagall, to znaczy wbiegłaby, gdyby w przedziale była choć odrobina miejsca, zatrzymała się w progu.
- Co tu się stało?! – zapytała, a za nią dało się dostrzec panią Pomfrey i profesora  Flitwicka.
***
- Chyba się budzi! –To zdanie jako pierwsze dotarło do podświadomości Hermiony. Nie otworzyła oczu, niewiele pamiętała, po chwili wyczuła ból w okolicach klatki piersiowej. Zmusiła się od uniesienia powiek.
- Otworzyła oczy! – Usłyszała ponownie głos. Teraz wiedziała czyj. Ron siedział przy jej łóżku. Chłopak uśmiechną się. Dziewczyna sądziła, że siedzi tu dobrych parę godzin, miał podkrążone oczy, blade wargi. Hermiona odwzajemniła uśmiech.
- Jak się czujesz? – Padło pytanie z ust gryfona.
- Dobrze. - Głos dziewczyny był zachrypnięty i słaby. Czuła się fatalnie, ale nie chciała go martwić.
- Pójdę po panią Pomfrey – powiedział Ron i wstał z krzesła, które stało obok szpitalnego łóżka Hermiony, ale zanim wrócił gryfonka z powrotem zapadła w sen.  
*
Draco z Blaise’em siedzi na kanapie w pokoju wspólnym Slytherinu, od wydarzeń w przedziale minęły dwa dni. McGonagall ogłosiła późniejsze rozpoczęcie roku, odbyła się tylko tiara przydziału. Dyrektorka nie chciała, żeby Pansy i Hermiona nie opuściły zajęć zaraz na początku roku.Oficjalny rok miał zacząć się dopiero jutro.  Został jeszcze dzień wolnego, a dochodziła zaledwie dziesiąta.
- Draco, może sprawdzimy co u Pansy? – zapytał Blaise.
- Jak chcesz to idź, ja zostaje - burknął blondyn. On i Zabini często tam bywali, jego zdaniem za często, tym bardziej, że obok na łóżku leżała Granger, a z nią zawsze był Potter i Wesleyowie.  Ślizgon nie chciał się wdawać w nie potrzebne konwersacje, kiedyś nie przepuścił by żadnej okazji, ale teraz trochę się zmieniło. Nie było już ojca, który wszystko załatwi, ale nie brakowało mu tego, było nawet lepiej. Gdyby nie Potter i McGonagall pewnie i on dzielił by celę z tatusiem. Wrócił do szkoły tylko pod warunkiem  nie obrażania nikogo bez względu na pochodzenie. Musiał też być prefektem naczelnym i wzorowo wykonywać swoje obowiązki, gdyby nie Narcyza rzucił by to w cholerę. Robił to dla matki, wiedział, że jej też jest ciężko.
- Dobra jak chcesz, ja idę – rzucił brunet, wstając. Blaise skierował się do wyjścia.
*
Ginny siedziała przy łóżku Hermiony. Po obiedzie mieli ją zmienić Ron i Harry, pogoda nie była zbyt kusząca, toteż nikt nie miał ochoty opuszczać zamku. Siedzenie z Parvati w jednym pokoju nie napawało Ginevry optymizmem, nic nie miała do koleżanki, ale wolała siedzieć z Hermioną. Na razie spała w wieży Gryffindoru z Parvati, Romilldą Vane i Lisą Mestller.  Nie chciała na razie zamieszkać na czwartym piętrze w dormitorium prefektów. Jakoś dzielenie dormitorium z dwójką ślizgonów nie było specjalnie kuszące, nawet tych przystojnych. Skarciła się za tę ostatnią myśl. Do Skrzydła Szpitalnego wszedł Blaise.
- Cześć! - Przywitał się z rudowłosą dziewczyną.  Nie odpowiedziała, więc chłopak spróbował jeszcze raz.
- Cześć, Weasley! - Znów żadnej odpowiedzi. Gryfonka nie miała ochoty na kłótnie, a każda konfrontacja ze ślizgonami właśnie tym się kończyła. Wolała milczeć.
- Ej, nie słyszysz mnie?  To pewnie przez tę ognistą, mówiłem żebyś tego nie piła? Mówiłem? – Droczył się z nią, lubił patrzeć jak się denerwuje, nie dlatego, że był wredny (no może trochę), ale wydawało mu się to trochę… słodkie? Chyba ten wyraz był najbliżej jego odczuć w momencie, gdy Ginevra się wściekała.
- Słyszę. Tylko cię ignoruję –odpowiedziała bezbarwnym tonem.
- Niby czym sobie na to zasłużyłem? – zapytał poważnie. Znów brak odpowiedzi ze strony gryfonki.
- Jak nie chcesz gadać to nie, ale powinnaś zachować jakieś pozory…
- Niby dlaczego?
- Wspólne dormitorium, pamiętasz? Ja nie będę utrudniał ci życia, ty nie utrudniaj go mnie, a propos dormitorium… to śpisz u Pottera czy co? – Zignorowała ten przytyk i skupiła się na pierwszej części wypowiedzi:
- Utrudniam ci życie nie odpowiadając cześć?
- Tak, bo uwielbiam twój głos! – Udał ekscytację. Parsknęła śmiechem.
- Właściwie to chciałam cię o coś zapytać ...
- To pytaj. – Wzruszył ramionami.
- Kim był ten mężczyzna, który… - spojrzała na Hermionę, a później na Pansy - który to zrobił?

- Właściwie to…









Przepraszam, że w takim momencie, ale ja musiałam. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie postaram się wrzucić kolejny rozdział w przyszłym tygodniu. Rozdział nie wyszedł za długi, ale to taka rozgrzewka. ;)
~Pani M.


Powrót ?!

Długo mnie tu nie było, szkoła zabrała większość mojego czasu  jednak niedługo zaczyna się ta wspanialsza część roku: wakacje. Myślę, że będę miała więcej czasu na kontynuację mojej historii. ~Pani M.