sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 1



Rozdział 1 - Listy z Hogwartu.


– Harry, proszę! – Posłała mu błagalne spojrzenie.
– Nie, Hermiono. Nie zmienię zdania i Ron też nie!
Hermiona Granger przez całe wakacje usiłowała namówić swoich przyjaciół, żeby wrócili do Hogwartu na siódmy rok nauki. Tydzień przed rozpoczęciem roku podjęła ostatnią próbę. Widziała jakieś wahanie w oczach obu czarodziejów.
– To po co męczyliśmy się, aby odbudować Hogwart? – zapytała.  – Prawie całe wakacje wszyscy czarodzieje pomagali, nawet chyba gdzieś tam widziałam Parkinson, a ty mówisz, że nigdzie nie jedziesz?
– Tak, zaproponowali mi posadę aurora, o której zawsze marzyłem, i nie chcę się męczyć w szkole – odpowiedział Harry, wstając z kanapy w pokoju Rona. Właśnie z Ronem dzielił sypialnię podczas pobytu w Norze. Dom państwa Weasleyów nie był zbyt duży, ale Harry’emu to nie przeszkadzało, dzielenie pokoju z najlepszym przyjacielem i tak było lepsze niż własna sypialnia w opustoszałym domu Syriusza.  
– Właśnie, nie chcemy z Harrym wracać do Hogwartu – odezwał się Ron, który nie wiadomo kiedy pojawił się w drzwiach. Odgryzł kawałek pasztecika i wodził wzrokiem od Hermiony do Harry’ego. Dziewczyna posłała mu oskarżające spojrzenie.  
– Ron! Na Merlina, przecież to Hogwart! Poza tym jeśli tam nie pojedziesz, zobaczymy się dopiero na święta… – skończyła troszkę ciszej Gryfonka, zerkając ukradkiem na rudowłosego chłopaka. Zapanowała cisza i każde z nich w tej chwili biło się z myślami. Hermiona znów zabrała głos:
– Poza tym, jeśli ty  nie pojedziesz – wbiła wzrok w Harry'ego – to Ginny nie będzie mogła się od chłopaków... – Musiała przyznać, że to było nieczyste zagranie, jednak chyba poskutkowało. Harry rozważał powrót już od jakiegoś czasu, a wzmianka o Ginny przeważyła szalę.
– Okej – westchnął ciężko – niech ci będzie, jadę do Hogwartu, ale nie myśl, że to przez to, co mówiłaś o Ginny. Ufam jej bezgranicznie.
Dał za wygraną, miał już dość gadaniny Hermiony, swojej dziewczyny i pani Wesley. W dodatku tęsknił za szkolną rutyną. Brązowooka dziewczyna nieraz powtarzała, że czas spędzony w Hogwarcie będzie najlepszym okresem w ich życiu. Harry nie chciał opuszczać zamku bez oficjalnego pożegnania, a kariera aurora na pewno mu nie ucieknie.
Ron podszedł do Hermiony.
– Ja też jadę – powiedział, uśmiechając się. Cmoknął ją w kącik ust, a Harry skrzywił się teatralnie.
– Dajcie spokój – mruknął. Hermiona uśmiechnęła się do Gryfona w okularach. Wiedziała, że gdy już Harry się zgodzi, z Ronem pójdzie łatwo. Jej ukochany stał za złotym chłopcem murem, a to właśnie okularnik nie chciał wracać, miał zagwarantowaną wymarzoną pracę, a Ron jeszcze nie do końca wiedział, co chce robić w życiu.
Zadowolona z siebie dziewczyna przytuliła swojego chłopaka, uściskała Harry'ego i wybiegła z ich sypialni.  
– Idę powiedzieć Ginny! – krzyknęła, będąc już za drzwiami.
Harry uśmiechnął się pod nosem. Ron spojrzał na przyjaciela. Obaj cieszyli się, że mają taką przyjaciółkę. Hermiona była osobą, która spajała ich paczkę, i chciała, żeby tak pozostało do samego końca. Kiedy ukończą szkołę, na pewno ich kontakt się nie urwie, ale z pewnością osłabi. Każde pójdzie w swoją stronę, dlatego chciała wrócić na ostatni rok. Harry i Ron także w końcu pojęli, że to może być jedna z ostatnich ich wspólnych przygód.
Hermiona, wołając przyjaciółkę, zaczęła zbiegać po schodach.
– Ginny! Zgodzili się!!! Słyszysz? Gin... – Ale nie dane jej było dokończyć, potknęła się i spadła z kilku ostatnich stopni. Sturlała się na sam dół. Usiłowała wstać, gdy nagle jakaś pewna ręka podniosła ją do pionu. Brązowooka Gryfonka dopiero po chwili zorientowała się, że to Ginny jej pomogła i właśnie bezczelnie się z niej nabija.
- Nieładnie się tak śmiać. – Udała oburzoną. Miała wyśmienity humor i nawet bolesny upadek tego nie zmienił.
Ginny odrobinę się opanowała i, nadal chichocząc, wydusiła:
– Co chciałaś mi powiedzieć, zanim... – Już nie dokończyła, bo napotkała spojrzenie przyjaciółki. Hermiona kapitalnie naśladowała wzrok bazyliszka.
– Właśnie usiłowałam ci powiedzieć, że Harry i Ron jadą z nami do Hogwartu! – oznajmiła, całkowicie odzyskując dobry humor, jednak odpowiedziała jej głucha cisza. – Słyszałaś, co powiedziałam?
– No, właśnie tak… I nie wiem, czy to taki dobry pomysł…– powiedziała cicho piegowata Gryfonka.
–  Czekaj, co? Jeszcze tydzień temu sama mówiłaś, że chcesz, aby pojechali i… – Nagle Hermionie przerwał ledwo słyszalny głos młodszej dziewczyny:
– Ja chcę z nim zerwać... – Już drugi raz w ciągu pięciu minut zapadła cisza, co rzadko się zdarzało w Norze. Stały w korytarzu u podnóża schodów, obie pogrążone w rozmyślaniach. Hermiona była tak wstrząśnięta tą informacją, że nie wiedziała, co odpowiedzieć.
– Powiedz coś – jęknęła błagalnie rudowłosa dziewczyna.
– Ja... Nie wiem, co powiedzieć. Dlaczego? – Tylko takie pytanie cisnęło się jej na usta.  – Tak dobrze się dogadywaliście i… Co się stało, że podjęłaś taką decyzję? – zapytała Hermiona.
– To, co czuję do Harry'ego, to nie jest miłość, to bardziej  przywiązanie… I nie chcę tego ciągnąć, to nie ma dla mnie sensu... – powiedziała Ginny, a przy ostatnich słowach omal łzy nie popłynęły jej po policzkach. Hermiona dostrzegła zaczerwienione oczy przyjaciółki i położyła jej rękę na ramieniu.
– Spokojnie, to twoja decyzja, szanuję ją, ale mimo wszystko pomyśl nad tym, naprawdę chcesz to tak zakończyć? On cię kocha...
– Wiem i dlatego to tak bardzo boli, ale myślę o tym już od jakiegoś czasu – westchnęła. – To wcale nie będzie łatwe. – Ginny otarła oczy ręką. Fascynacja Harrym towarzyszyła jej do czwartego roku, później przerodziła się w coś innego – miłość.  Tak miało być na zawsze, jednak wieczność okazała się być krótsza, niż dziewczyna przypuszczała. Przyłapała się na rozmyślaniu o tym, jakby to było z kimś innym. Gdyby to nie Harry składał pocałunki na jej ustach, gdyby to nie on trzymał ją za rękę. Wstydziła się przyznać nawet przed samą sobą, ale chciała czegoś nowego. Uważała Harry’ego za kogoś wyjątkowego, kogoś, kto zawsze znajdował miejsce w jej sercu, jednak nie był „tym jedynym”.  
– Kiedy zamierzasz mu powiedzieć? – zapytała Hermiona, wyrywając dziewczynę z rozmyślań.
– Jeszcze nie wiem, ale na pewno przed przyjazdem do Hogwartu – zdecydowała, zaciskając drobne, ale silne ręce w piąstki.
– To w sumie niecały tydzień – powiedziała Hermiona i puściła ramię rudowłosej przyjaciółki. – A może pójdziemy jutro na zakupy, porozmawiamy?  I tak trzeba odwiedzić Pokątną. – zaproponowała po chwili.
– Dobra, ale żadnego gadania typu „przemyśl to” albo „czy naprawdę tego chcesz”, zgoda?
– Okej, okej – odpowiedziała Hermiona i przewróciła oczami.
– Dziewczynki, przyszły listy ze szkoły. – Usłyszały głos pani Wesley dobiegający z kuchni.
– No chodź – Hermiona pociągnęła za sobą Ginny. Gdy Gryfonki stanęły w drzwiach, pani Wesley podała im duże koperty z pieczęcią Hogwartu. Hermiona szybko otworzyła swój list i  przebiegła wzrokiem po linijkach  tekstu. Po czym wykrzyknęła:
– Jestem prefektem naczelnym!
– A to niespodzianka – odpowiedziała Ginny z ironią, ale w głębi serca cieszyła się wraz z Hermioną.
– Ale to nie wszystko, mogę zamieszkać w prywatnym dormitorium z jedną wybraną przeze mnie osobą! – dodała starsza Gryfonka, a jej usta rozciągnęły się w uroczym uśmiechu.
– Ekstra! Będziemy miały prywatne dormitorium! O ile mnie wybierzesz na współlokatora... – powiedziała Ginevra, udając przerażenie.
– Nie wiem, przecież mam tylu chętnych na współlokatora… –odparła Hermiona. Ginny z niedowierzaniem pokręciła głową i uśmiechnęła się.
– Nie chrapię! – zadeklarowała. Hermiona zaśmiała się bezgłośnie i odgarnęła włosy z czoła. Najmłodsza z Weasleyów zapytała:
– Czyli od września mieszkamy w jednym dormitorium?
– Oczywiście – padła odpowiedź Hermiony.  Dziewczyny poznały się jeszcze lepiej w ciągu tych wakacji, wspierały się po utracie bliskich. Każda cieszyła się, że ta druga jest obok. Hermiona nie o wszystkim mogła porozmawiać z Ronem czy Harrym. Natomiast Ginny cieszyła się, że ma kogoś, kto powstrzymuje ją przed zrobieniem głupstwa. Towarzystwo Hermiony bardzo pozytywnie wpłynęło na rudowłosą.  
– Dziewczynki, pomóżcie nakryć do stołu, zaraz będzie obiad – odezwała się pani Wesley i zamieszała wielką chochlą w srebrnym garnku, z którego wydobywał się bardzo apetyczny zapach. Molly przysłuchiwała się tej wymianie zdań i już wiedziała, że nie ma co martwić się o Ginny.
– Oczywiście, pani Wesley – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się. Czuła, że to był jej dzień. Wszystko od rana szło jak po maśle i nikt nie zdążył wspomnieć o Fredzie... A ona od rana jeszcze ani razu nie pomyślała o rodzicach… Aż do teraz.
Zaczęły nakrywać do stołu. Nagle do kuchni wpadł Ron, a za nim Harry. Ginny spojrzała porozumiewawczo w stronę Hermiony.
– Słyszałem coś o obiedzie! – wysapał z zapałem Ron i usiadł przy stole.
– O nie, jak chcesz jeść, to musisz pomóc, ja i Hermiona nie jesteśmy służącymi, no rusz się – powiedziała rudowłosa do brata wojowniczym tonem i Ron wiedział, że teraz lepiej z nią nie zaczynać. Wstał od stołu i poszedł w stronę szafki, aby przynieść talerze. Harry też skierował się w tamtą stronę, a  dziewczyny układały równo widelce, noże i łyżki do zupy.
Gdy wszyscy zjedli, chłopcy poszli do ogrodu pograć w miniquidditcha, a dziewczyny udały się do sypialni Hermiony, musiały zorientować się, kto może zostać drugim prefektem. Ginny zaproponowała sporządzenie listy potencjalnych kandydatów. Obie były ciekawe, kto zajmie pokój naprzeciwko ich sypialni.
Reszta dnia minęła spokojnie, a rudowłosa Gryfonka unikała tematu Harry’ego, jak tylko mogła.
***
 Następnego dnia Hermiona wstała skoro świt i usiłowała obudzić Ginny, gdy w końcu jej się udało, dziewczyny ubrały się i zamierzały teleportować na Pokątną. Jednak zatrzymała je pani Wesley i zagroziła, że nigdzie ich nie wypuści, jeśli dziewczyny nie zjedzą śniadania. Mimo protestów Ginny i zapewnień Hermiony, że zjedzą coś „na mieście”, Molly postawiła na swoim. Gryfonki usiadły przy stole i zjadły kanapki przygotowane przez starszą kobietę, a po wypiciu drugiej szklanki soku z dyni udały się na Pokątną.





Jest pierwszy rozdział myślę, że opowiadanie wam się spodoba, jest to mój pierwszy blog i proszę o wyrozumiałość. Zdaje sobie sprawę że dużo przyjemniej czyta się tekst bez błędów, ale czasami każdemu się zdarzy. Przy tekstach pomaga mi Ali$hia, a betą została Katja z którą nawiązałam kontakt poprzez stronę:http://betowanie.blogspot.com/. Tekst wyszedł trochę krótki, ale następnym razem postaram się napisać coś dłuższego. Napiszcie co myślicie o opowiadaniu, pozdrawiam:  
~Pani M.

piątek, 1 listopada 2013

Prolog



Prolog – Dom państwa Granger.


Hermiona Granger obudziła się w swoim pokoju, w swoim łóżku, w swojej własnej pościeli, pachnącej mugolskim proszkiem do prania. Jednak to wszystko wydawało jej się obce, a dom cichy i samotny. Mimo wszystko chciała tu wrócić po drugiej bitwie o Hogwart. Nie liczyła na to, że zobaczy rodziców, ale chciała wrócić… Zerknęła na zegarek. Za jakieś dwie godziny przyjedzie Ron, żeby zabrać ją do Nory na resztę wakacji. Tam dziewczyna zamieszka ze swoim chłopakiem i całą resztą rodziny Weasleyów. Nie można zapomnieć o Harrym, którego już od dawna traktowano jak członka rodziny.
   Przez następne dwa miesiące będą odbudowywać Hogwart. Niestety zamek w sporej części uległ zniszczeniu. McGonagall jako nowa dyrektorka stwierdziła, że każda para rąk do pracy się przyda. Wiele konfliktów zostało zażegnanych, nie dzielili się na hogwarckie domy, uczniów i nauczycieli, byłych śmierciożerców, bo i tych nie brakowało, czy członków Zakonu. Wszystkim zależało na tym, aby odbudować szkołę przed rozpoczęciem roku.
   Oczywiście Hermiona jako pierwsza wpisała się na listę uczniów, którzy we wrześniu wrócą do Hogwartu. Ron i Harry kręcili nosem, ale Gryfonka wiedziała, że prędzej czy później ich przekona. Zabrała się za pakowanie kufra i walizek. Dom rodziców zamierzała sprzedać. Nie łudziła się, że wrócą do Anglii. Zjadła w miedzyczasie śniadanie i ubrała wcześniej przygotowane, lekko sprane spodnie i czerwoną koszulkę. Usiłowała właśnie domknąć ostatni kufer, gdy usłyszała samochód pana Weasleya wjeżdżający na podjazd. Wysiadł z niego Ron, jak zwykle uśmiechnięty, z lekko rozczochranymi, rudymi włosami. Zbiegła na dół, aby otworzyć drzwi.
– Hej. – Przywitał się Ron i przytulił dziewczynę. Hermiona cmoknęła go w policzek.
– Mam problem z zamknięciem kufra… – zaczęła powoli. Chłopak pytająco podniósł brew.
– Skarbie… Zgubiłaś różdżkę? – zapytał niepewnie, w odpowiedzi na co brązowooka Gryfonka walnęła się ręką w czoło.
– Różdżka, wiedziałam, że czegoś mi brakuje.
Ron roześmiał się serdecznie i objął dziewczynę ramieniem. Hermiona czuła się bezpiecznie w jego objęciach.
– Zginęłabyś beze mnie.
– Wiem – powiedziała cicho, ale całkiem poważnie, dziewczyna i przytuliła się do Rona. Po chwili chwyciła go za rękę i zaprowadziła na górę. Gryfon jednym machnięciem magicznego patyka zamknął kufer dziewczyny. Zniósł bagaże do salonu, rozglądając się przy okazji. Może trudno w to uwierzyć, ale jeszcze nigdy nie był w domu Hermiony. Przyglądał się właśnie białej zastawie, stojącej za szybą kredensu, kiedy Hermiona złapała jego wolną dłoń i uścisnęła mocno.
– Ładne – mruknął niby do siebie.
– Mama zawsze dbała o wystrój domu – powiedziała Hermiona smutno. Wspomnienia o rodzicach nadal były dla Gryfonki jak świeże rany.
Ron zaniósł bagaże do służbowego samochodu ojca. Oczywiście mieli szofera, bo chłopak nie miał prawa jazdy. Po przygodach z autem w czasie drugiego roku nadal bardzo ostrożnie podchodził do wszystkiego, co miało cztery koła i silnik. Wrócił do Gryfonki, która została w salonie. Chciał dać jej trochę czasu, aby mogła "pożegnać się" z domem.
Zastał ją oglądającą jakąś pustą ramkę na zdjęcia.
– Wszystko w porządku?
Odwróciła się i Ron dostrzegł łzy spływające po jej policzkach. Strasznie nie lubił, gdy płakała. Nigdy nie wiedział, co powiedzieć. Podszedł do dziewczyny, przytulił ją, pogłaskał po głowie i parę razy szepnął, że „będzie dobrze”. Hermiona uspokoiła się i usiadła na kanapie. Ron jak zawsze był obok. Od kiedy pamiętał, był obok, aż w końcu i Hermiona to dostrzegła.
– Nie wierzę, że muszę opuścić ten dom, och, Ron…  – Znów zaszlochała, a Gryfon na powrót objął ją ramieniem. Siedzieli tak przez dobre parę minut. Potem chłopak podał jej chusteczkę. Hermiona podziękowała skinieniem głowy, wstała z kanapy i otarła łzy. On również się podniósł i chwycił ją za rękę. Hermiona zabrała ze sobą pustą ramkę na zdjęcia, wsiadła do samochodu i razem z Ronem odjechali w stronę Nory.


Oto prolog, pisany jakieś cztery razy, ale ciii... Mam nadzieję, że choć trochę was zaciekawiłam. Zapraszam na dalszą część historii, w której dom Salazara zwariuje...
Prolog sprawdziła niezawodna Katja z którą nawiązałam kontakt poprzez stronę: http://betowanie.blogspot.com/. Dziękuję ci bardzo!

~Pani M.