sobota, 30 maja 2015

Kiedy kolejny rozdział?

Ja i Pani M. jesteśmy na obozie sportowym z klasą i nie mamy czasu pisać. Nowy rozdział pojawi się od razu jak wrócimy, czyli 3 czerwca.
Pozdrawiamy wszystkich czytelników ;)
Ali$hia i Pani M.

*mamy nadzieję że ktoś jeszcze czeka* 


niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 40

W ogóle, czy wy to widzicie!!! 40 ROZDZIAŁÓW, PONAD 50 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ I PONAD 750 KOMENTARZY *umarłam*

A tak na poważnie... Dawno nie było jakieś większej akcji pomiędzy Ginny i Blaisem, więc czemu by nie?  Ten rozdział wiele wyjaśni, ale jeszcze bardziej wszystko skomplikuje...  Jeśli liczycie, że Malfoy wróci do Hogwartu w najbliższych rozdziałach to... A zresztą sami przeczytajcie ;)
~Pani M.


Rozdział 40 – Zacząć od nowa.

Ginny opuściła Wielką Salę, nie czekając na pozwolenie dyrektorki. Zupełnie nie zwracała uwagi na Hermionę, która po cichu próbowała przywołać ją do porządku ani na spojrzenia, odprowadzające ją do wyjścia. Gdy usłyszała, że będzie musiała mieszkać ze swoim byłym, aż ciepło jej się zrobiło. Weszła do pierwszej damskiej łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Sam nie wiedziała, dlaczego tak się przejmuje Conerem. Nagle w przypływie emocji walnęła ręką w lustro. Na tafli pojawiło się pęknięcie.
– DLACZEGO JA NIGDY NIC NIE WIEM?! – Już myślała, że łzy popłyną jej po policzkach, ale była na to zbyt dumna.
– Nie z takiego powodu – powiedziała sobie i zaczerwienionymi oczami, powstrzymując łzy, spojrzała na swoje krzywe odbicie w pękniętym lustrze. Przymknęła oczy, wciągając powietrze przez nos.
– Spokojnie Ginny – szepnęła do siebie. Otworzyła oczy i znów spojrzała na swoją zaczerwienioną twarz. Nie rozumiała wielu rzeczy i to ją dobijało. Hermiona nie była chętna do zwierzeń, ale co Ginny mogła na to poradzić? Odwróciła się tyłem do lustra i oparła o umywalkę. Wzrok utkwiła gdzieś za oknem. Właśnie taką ją zastał. Z zaczerwionymi policzkami, zamyśloną.
– Weasley? – powiedział cicho, chciał zapytać o wiele rzeczy, ale wiedział również, że musi poczekać na odpowiedni moment.
– Co tu robisz? Z tego co wiem to damska toaleta... – Nie była zła, chyba pokłady złości na ten miesiąc już wyczerpała. Gryfonka miała przeczucie, że Blaise ją tu znajdzie. Podświadomie chciała tego.
– Wkopali cię – powiedział, nie zwracając uwagi na komentarz o damskiej toalecie. Oparł się o ścianę na przeciwko dziewczyny. Ginny podniosła na niego wzrok.
– Jeśli mówisz o Conerze...
– Tylko nie mów, że jest ci wszystko jedno.
– Nie mówię – skwitowała. Zapadła niezręczna cisza, podczas której Blaise zastanawiał się, czy zadać sobie trud i spróbować jeszcze raz. Nagle odezwali się jednocześnie:
– Słuchaj... ja… – Padło z ust obojga, Zabini uśmiechnął się, a panna Weasley spłonęła rumieńcem.
– Mów pierwszy – powiedziała z uśmiechem. Wyjątkowo przyjemnie im się rozmawiało, bez kłótni, bez presji. Promienie słoneczne leniwie zaglądały do łazienki przez duże, przeszklone okna, odbijając się od śnieżnobiałych kafelek. Tworzyły jasną poświatę w całym pomieszczeniu. Przez chwilę nawet zapomnieli, że rozmawiają w damskiej toalecie, w pomieszczeniu było cicho i spokojnie.
– Co się stało z lustrem? – zapytał, podbródkiem wykazując pękniętą taflę. Ginny zerknęła przez ramię na pęknięcie, które burzyło obraz zadbanego pomieszczenia.
– Chyba nie przyszedłeś tutaj pytać mnie o lustra... – powiedziała wymijająco.
– Masz rację – odparł miękko, cały czas obserwował dziewczynę. W końcu Ginny przejęła inicjatywę.
– Chciałam zacząć od początku. – Zabini przez chwilę myślał, że się przesłyszał.
– Co? – zapytał ze śmiechem, Ginny poczerwieniała. Ona stara się dać mu drugą szansę, a on bezczelnie się z niej śmieje. Wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić.
– Posłuchaj, Blaise, być może oboje trochę źle zaczęliśmy... – Ślizgon spoważniał, a potem zmierzwił swoje krótko obcięte włosy.
– Nie da się ukryć – przyznał Gryfonce rację. Również miał nadzieję na nowy początek ich znajomości, dostrzegł swoją szansę. Uśmiechnął się, to był ten uśmiech, na widok którego połowa dziewczyn zapominała jak mają na imię, ale nie Ginny. Stała dalej, opierając się o umywalkę, chłopak podszedł do niej niepewnie. Gdzieś w zakątkach umysłu dziewczyny jakiś dzwon bił na alarm, ale zignorowała go całkowicie. Myślała, że podejdzie bliżej, ale Ślizgon zatrzymał się na odległości metra.
– Więc mamy zacząć od początku? – zapytał. – Z czystą kartą? – Ginny przytaknęła, nadal niepewna. Myślała, że zrobi jeszcze tę parę kroków i ją przytuli, ale... nie. Nie zrobił tego; w zamian wyciągnął tylko rękę w jej stronę. Ginny zdziwiona spojrzała na Ślizgona, myślała, że żartuje, ale Blaise okazał się całkowicie poważny. W końcu chwyciła jego dłoń. Ślizgon uśmiechnął się ciepło i potrząsnął nią parę razy.
– Jestem Blaise Zabini, miło cię poznać. – Od razu podchwyciła o co mu chodzi. Ten plan całkiem jej się spodobał. Uśmiechnęła się szeroko, a potem powiedziała:
– Jestem Ginny Weasley – Po czym spojrzała na niego zalotnie. Zabini z niedowierzaniem pokręcił głową. Puścił jej rękę.
– Czy będziesz tak uprzejma i dasz się odprowadzić na zajęcia? – Ginevra zrobiła wielkie oczy, zupełnie zapomniała, że lekcję trwają w najlepsze, od jakiś dziesięciu minut.
– Szybko! – krzyknęła, zbierając torbę z ziemi i zarzuciwszy ją na ramię wybiegła z toalety. Zabini puścił się za nią biegiem, pomimo starań panny Weasley na lekcję  dotarli spóźnieni...
*
Hermiona pilnie notowała wszystko co wyszło z ust profesor McGonagall. Transmutacja na siódmym roku, była trudna nawet dla niej, gdzieś z tyłu głowy miała Ginny, która w ogóle nie radzi sobie z tym przedmiotem, a teraz opuszcza lekcję. Pomimo, że dziewczyny miały różne rozkłady zajęć trafiły się lekcje, takie jak ta, kiedy mogły usiąść razem w ławce. Kolejna sprawa, która rozpraszała uwagę panny Granger, był nieszczęsny przypadek Neville’a i Daphnie, którym tak usilnie starała się pomóc. Postanowiła porozmawiać ze Ślizgonką zaraz po zielarstwie, bo obie chodziły na ten przedmiot. Odsunęła na bok niepotrzebne myśli i wróciła do pisania. Nagle drzwi otwarły się na oścież, a do środka wpadła rudowłosa Gryfonka i pan Zabini. McGonagall spojrzała na nich zza biurka.
– Tak, panno Weasley? – zwróciła się do Ginny.
– Ymm... Znaczy... My... Znaczy… Ja... Przepraszam za spóźnienie. – Zwiesiła głowę, wiedziała, że kto jak kto, ale ona nie powinna opuszczać transmutacji. Kompletnie sobie z nią nie radziła w tym roku. Blaise stał pewnie i parzył prosto na dyrektorkę.
– Siadaj – McGonagall zwróciła się do Ginny, piorunując ją wzrokiem. Dziewczyna posłusznie usiadła obok Hermiony, była czerwona jak burak, chciała zapaść się pod ziemię. Ukradkiem zerknęła na Zabiniego. Ślizgon odsunął krzesło przy ostatniej ławce i już miał usiąść, gdy odezwała się nauczycielka:
– Co pan robi, panie Zabini?
– Siadam na miejsce – odpowiedział lekceważąco. McGonagall wstała zza biurka i cicho przemówiła, tym swoim, surowym tonem:
– Z tego co wiem, panie Zabini, to ma pan teraz eliksiry... Wątpię, że profesor Slughorn się ucieszy z twojego spóźnienia... – Ślizgon przerażony spojrzał na dyrektorkę, miała rację. Przez tę akcję z Weasley zupełnie zapomniał, że maja różne lekcje.
– Przepraszam za to wtargnięcie... – rzucił i już go nie było. Biegł prosto do lochów. Zależało mu na ocenach w tym roku, jak nigdy wcześniej. Gdy wpadł do sali, Slughorn uśmiechnął się jedynie.
– Zaspałeś, Blaise? – zapytał, miał wyjątkowo dobry humor. Chłopak kiwnął głową. Slughorn wrócił do lekcji, a Zabini odetchnął z ulgą. Nie chciał być teraz w skórze Ginny. Jednak McGonagall również przymknęła oko na spóźnienie panny Weasley i nie wyciągnęła żadnych konsekwencji.
W połowie lekcji Hermiona zarzuciła rudowłosą Gryfonkę  pytaniami:
– Gdzie byłaś? I co robiłaś z nim?
– Tylko rozmawialiśmy – odpowiedziała szeptem panna Weasley, to co stało się w toalecie z jakiś powodów traktowała jak osobisty sekret. Coś intymnego. Hermiona uniosła brwi lekceważąco, nie dowierzała przyjaciółce.
– O czym gadaliście, że aż się spóźniłaś? – Ginny wlepiła wzrok w swój, do połowy zapisany, pergamin. Otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale rozległ się surowy głos McGonagall:
– Proszę nie rozmawiać. – Spojrzała znacząco w stronę obu Gryfonek. Szybko zajęły się zadaniem. W końcu lekcja transmutacji się skończyła i wszyscy opuścili klasę. Hermiona właśnie pakowała podręcznik do torby, gdy dyrektorka wezwała ją do siebie.
– Panno Granger, mogę panią na słówko? – Gryfonka pewnie podeszła do biurka.
– Tak pani dyrektor?
– Po dzisiejszym patrolu, przyjdź do mojego gabinetu, dobrze? – Dziewczyna nie miała pojęcia o co może chodzić, ale zgodziła się bez zastanowienia. Opuściła klasę i dołączyła do Ginny, która czekała przy drzwiach.
– Co chciała? – zagadnęła wesoło rudowłosa siódmoklasistka.
– Nic ważnego, mam przyjść do niej po patrolu... – Ginny przerwała przyjaciółce:
– Będziesz miała z nim patrole? – Hermiona przytaknęła, osobiście nie widziała w tym żadnego problemu, jednak najwidoczniej Ginny była innego zdania.
– Współczuje, on jest okropnie nudny...
– Gorszy niż Malfoy nie będzie – skwitowała Hermiona niezrażona słowami młodszej Gryfonki. Szły korytarzem na kolejne lekcję, zatrzymały się  przy sali lekcyjnej profesor Sprout.
– Co masz teraz? – zapytała Hermiona przyjaciółkę, sama miała mieć zielarstwo. Ginny wyciągnęła pomięty plan z torby.
– Zaklęcia – odpowiedziała, usiłując odszyfrować rozmazany atrament. Na swój plan zdążyła wylać sok z dyni już pierwszego dnia.
– To idź, bo się na lekcje spóźnisz – powiedziała Hermiona z uśmiechem, wspominając jak Ginny wpadła do sali do transmutacji zaledwie godzinę temu.
– To ja lecę, widzimy się na obiedzie – odparła młodsza Gryfonka i wciskając plan lekcji do torby, ruszyła w drogę powrotną przez korytarz. Klasa profesora Flictwicka mieściła się na drugim piętrze, Ginny z parteru miała jeszcze spory kawałek. Po drodze minęła się z Harrym, wymienili uprzejmości, chociaż wyszło dość niezręcznie, bo towarzyszył im Ron.
– Masz zaklęcia? – zapytał Harry po chwili. Rudowłosa dziewczyna kiwnęła głową.
– Ech... My mamy obronę z tym dupkiem... – wtrącił Ron, marudząc.
– Profesor Barkley jest spoko. – Wzruszyła ramionami, nie rozumiała dlaczego jej brat jest tak wrogo do niego nastawiony. Ginny lubiła lekcję z Barkleyem.
– Muszę iść, bo znów się spóźnię – powiedziała po chwili i już jej nie było. Ron spojrzał pytająco Harry’ego, jakby ciemnowłosy Gryfon miał jakiekolwiek pojęcie o powodzie spóźnienia panny Weasley.
– Chodź Ron. – Harry klepnął przyjaciela w ramię, bo ten nadal stał na środku korytarza z na wpół otwartymi ustami. Ginny bez problemów dotarła na zaklęcia i żaden Ślizgon "przypadkiem" na nią nie wpadł.
*
Zielarstwo dobiegło końca i Hermiona opuściła salę razem ze wszystkimi. Minął ją Neville, nawet się nie przywitał, zupełnie jak nie on. Był jakiś nieswój. Gryfonka chyba znała powód takiego zachowania. Na lekcję zielarstwa razem z nią uczęszcza pewna, brązowowłosa Ślizgonka. Daphnie Greengrass właśnie minęła ją, wychodząc. Hermiona nie zastanawiała się długo.
– Daphnie! – krzyknęła za dziewczyną. Panna Greengrass odwróciła się szybko. Zmarszczyła brwi, widząc Hermionę, zmierzającą w jej stronie. Gryfonka zatrzymała się przed Daphnie.
– Nie mam czasu gadać... – mruknęła Ślizgonka, dopiero teraz, gdy Hermiona stanęła bliżej niej zauważały podkrążone oczy, niezdrowo bladą cerę i smutek.
– Myślę, że mnie, zechcesz wysłuchać... – powiedziała tajemniczo. Daf wzruszyła ramionami.
– Niby czemu?
– Bo chcę porozmawiać o nim. – Hermiona zaakcentowała ostatni wyraz. W oczach Ślizgonki można było dostrzec błysk, ale zgasł tak szybko jak się pojawił.
– Niby o kim? – prychnęła.
– O Neville’u – Hermiona szeptem wypowiedziała jego imię, jakby było jakimś sekretem. Daphnie otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Skąd wiesz? – wysyczała wściekle. Bała się, że ktoś poznał jej sekret. Obiecała Neville’owi, że nikt się nie dowie i chciała dotrzymać słowa.
– On mi powiedział – odparła bezbarwnym tonem Gryfonka, czuła niechęć bijącą od Daphnie. Nie tak wyobrażała sobie tę rozmowę. Nikt nie zwracał na nie uwagi, dookoła biegali, wrzeszczeli i robili szeroko pojęty zamęt, inni uczniowie. Daphnie była wkurzona, nie na Hermionę, ale właśnie na Neville’a. Jej zakazał komukolwiek mówić, a on oczywiście mógł powiedzieć każdemu!  Policzki jej poczerwieniały, a ręce zacisnęła w pięści.
– Daj mi spokój, nie chcę mieć z nim nic wspólnego! – Pomimo, że wykrzyczała to Hermionie prosto w twarz, słowa gubiły się gdzieś wśród innych wrzasków.
– Ale on cię kocha! – krzyknęła Hermiona, denerwowała ją postawa Ślizgonki. Na te słowa Daf zaśmiała się tylko.
– To takie banalne, gdyby mnie kochał to byśmy nie zerwali, chyba proste?
– Nie wszystko zawsze jest proste – burknęła Hermiona, Daphnie uniosła pytająco brew, a potem odpowiedziała z kpiącym uśmiechem:
– W tych sprawach jest proste. – Potem odeszła, zostawiając Gryfonkę. Hermiona miała jeszcze tyle do powiedzenia.  Chciała opowiedzieć Daphnie o Astorii i o tym jak namieszała. Jednak nie zdążyła, było za późno. Zaczęła się zastanawiać czy przegrała już całą sprawę, czy tylko pierwsze starcie, rozległ się dzwonek na lekcję. Może powinnam zacząć od początku? Pomyślała, a potem ruszyła korytarzem na wyższe piętro.
*
Harry i Ron skończyli lekcję. Jak każdego roku wybrali te same przedmioty, aby ich plany lekcji były identyczne. Ron od razu pognał do kuchni, bo od przerwy obiadowej minęły już trzy godziny. Był głodny, Harry niespecjalnie miał ochotę na jedzenie. Myślał o wyjeździe do Francji. Nie miał najmniejszej ochoty tam jechać, ale nie miał wyboru. Postanowił odwiedzić dziewczynę, która miała mu towarzyszyć w tej podróży. Nie wiedzieć kiedy stanął przed drzwiami Skrzydła Szpitalnego. Pani Pomfrey nawet się nie zdziwiła na jego widok. Wpuściła go na salę bez słowa. Harry przeszedł parę metrów, a potem ujrzał coś czego wolał nie widzieć. Na łóżku Pansy siedział Theodor Nott. Śmiali się z czegoś, a on trzymał ją za rękę. Gryfon sam nie wiedział kiedy się wkurzył. Pewnym krokiem podszedł do łóżka Ślizgonki.
– Cześć, Harry – przywitała się, zupełnie zapomniała, że miała być dla niego chłodna i obojętna. Miała wyśmienity humor.
– Cześć – burknął w odpowiedzi Gryfon.
– Po co przyszedłeś? – zapytał Nott, nie miał pojęcia o niczym co łączyło ową dwójkę. Harry próbował udusić go wzrokiem.
– Chciałem z nią pogadać – warknął w odpowiedzi Harry. Pansy wyczuła chłód w jego głosie i posłała mu pytające spojrzenie. Potter zmroził ją wzrokiem. Nott wstał i minął Harry'ego bez słowa, opuścił Skrzydło Szpitalne. Zostali sami. Dobry humor Pansy znikł, za to Harry złagodniał.
– Czego chcesz? – zapytała cierpko. Gryfon zdziwił się, słysząc ten drażliwy ton:
– Chciałem pogadać – odpowiedział zgodnie z prawdą.
– Nie mamy o czym – powiedziała Ślizgonka i usiadła na łóżku.
– Kiedy cię wypuszczą?
– Dziś wieczorem, bo co?
– Na szlaban zdążysz. – Uśmiechnął się do dziewczyny, Pansy podejrzliwie zmrużyła oczy.
– Chyba nie przyszedłeś tu rozmawiać o naszym szlabanie...
– Masz rację, chciałem pogadać o Beauxbatons... – Zanim Pansy zdążyła rzucić jakimś wzgardliwym komentarzem, drzwi Skrzydła Szpitalnego się otwarły i weszła przez nie McGonagall.
– Ah, panie Potter dobrze, że Cię tu widzę. – Oboje z Pansy spojrzeli po sobie zdziwieni.
– Rozmawiałam już z panią Pomfrey i wiem, – tu zwróciła się do Ślizgonki – że wyjdziesz stąd już dziś. Myślę, że do wyjazdu całkowicie wyzdrowiejesz. –   Dyrektorka niemal się uśmiechnęła. Pansy tylko niepewnie kiwnęła głową.
– Jeśli chodzi o wasz wyjazd – kontynuowała McGonagall. – To radzę zacząć się pakować, wyjeżdżacie w środę wieczorem.
– Już w środę?! – wyrwało się Harry'emu. Dyrektorka zmierzała go wzrokiem.
– Tak, panie Potter, już jutro. – Pansy wytrzeszczyła oczy na nauczycielkę.
– Mieliśmy jechać na początku października – powiedziała z wyrzutem.
– Jutro jest pierwszy dzień października... – powiedział smętnie Harry. Przez ten miesiąc w Hogwarcie wydarzyło się tyle rzeczy, że mogłoby się wydawać iż minęła już połowa roku.
– Wracacie w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek widzimy się na lekcjach – dodała dyrektorka. Pansy kiwnęła głową na znak zgody. Harry nadal stał z kwaśną miną. Nie miał najmniejszej ochoty nigdzie jechać, w dodatku bez Rona i Hermiony. Nagle do jego świadomości dotarły słowa wypowiedziane przez nauczycielkę transmutacji:
– A bal odbędzie się w sobotę.
– Bal?! – wykrzyknęła dziewczyna, o tym nie było mowy. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślała nie była sukienka ani buty, tylko osoba towarzysząca...
– Tak, panno Parkinson, bal, i liczę, że będziecie godnie reprezentować szkołę...
– Ale... Razem? – zapytała Ślizgonka, marszcząc brwi. Harry nadal stał bez ruchu i próbował przetrawić to co właśnie oznajmiła im dyrektorka. Już całkowicie ignorował fakt, że będzie musiał spędzić wieczór ze Ślizgonką, przerażało go zupełnie coś innego... Bez zastanowienia powiedział, jeszcze zanim pomyślał:
– Ale ja nie umiem tańczyć. – McGonagall i Pansy spojrzały na niego zdziwione.
– Co? – zapytała ze śmiechem dziewczyna. Dyrektorka zacisnęła usta w cienką linię, po chwili powiedziała:
– Masz całe cztery dni żeby się nauczyć.
– Ale... – Już miał protestować, jednak nauczycielka mu przerwała:
– Widzę, że tak tego nie załatwię... Dobrze. Otóż jeśli godnie będziecie reprezentować szkołę podczas balu i na wyjeździe, zniosę wasz szlaban.
– Koniec z patrolami? – Oczy Pansy zabłysły, to była kusząca propozycja. McGonagall kiwnęła głową.
– Zgoda! – Wykrzyknęła szczęśliwa Ślizgonka, przez te patrole nie miała czasu ani na naukę, ani dla przyjaciół. Szczerze się ucieszyła, nie myśląc o konsekwencjach w postaci spędzenia balu w towarzystwie Pottera.
– Świetnie. – Ucieszyła się dyrektorka i zaczęła się zbierać do wyjścia.
– Ej, zaraz! Ja chyba też mam coś do powiedzenia! – wtrącił chłopak z blizną na czole. Pansy posłała mu proszące spojrzenie.
– Proszę – wypowiedziała bezgłośnie w jego stronę. Odwrócił wzrok. McGonagall patrzała na niego wyczekująco, zapadła cisza. Gryfon spojrzał w stronę dyrektorki, potem przeniósł spojrzenie zielonych oczu na Pansy.
– Zgoda – powiedział. McGonagall kiwnęła głową i odeszła. Harry mógłby przysiądź, że prawie się uśmiechnęła. Gdy zamknęły się drzwi za nauczycielką, Harry już też miał odejść. Nagle poczuł mocny uścisk. Ślizgonka chwyciła go za nadgarstek. Odwrócił się do niej zdziwiony. Patrzała na niego tymi swoimi pięknymi, niebieskimi oczami, tak innymi od oczu Ginny. Patrzał na nią wyczekująco.
– Dziękuje – powiedziała, chociaż prawie nie przeszło jej to przez gardło.
– Chcę coś w zamian – powiedział, a ona puściła jego rękę.
– Co? – zapytała cicho.
– Nauczysz mnie tańczyć.
*
Hermiona miała za sobą pierwszy patrol z Conerem. Było trochę niezręcznie, ale chłopak był dużo milszy niż Malfoy. W sumie pod koniec nawet wdali się w dyskusję na temat transmutacji. Brązowooka Gryfonka nie wiedziała dlaczego Ginny ma tak fatalne zdanie na temat Krukona. Jej wydał się całkiem fajny. Po patrolu udała się do gabinetu dyrektorki. Wspięła się po schodach, za drzwiami słyszała jakieś głosy. Gdy zapukała wszystko ucichło.
– Proszę. – Usłyszała surowy głos McGonagall. Hermiona ostrożnie pchnęła drzwi, a potem weszła do środka. W gabinecie było bardzo jasno, panował względny porządek i  nawet biurko już nie tonęło pod stertą papierów. Ale nie to rzuciło się Gryfonce w oczy. Ktoś siedział do niej tyłem na krześle, na przeciwko biurka McGonagall. Nauczycielka wstała. Widać było, że jest zmęczona.
– Dobrze, że już jesteś Hermiono – zwróciła się do niej po imieniu, a to zdarzało się niesamowicie rzadko.  Kobieta siedząca tyłem do niej na krześle wstała. Pannie Granger znajome wydawały się jej jasne, blond włosy. Podeszła trochę bliżej i znów odezwała się McGonagall:
– Hermiono, przedstawiam ci Narcyzę Malfoy. – Kobieta odwróciła się na te słowa. Włosy miała zaczesane do tyłu i związane w wytwornego koka, jej zielona suknia sięgała ziemi. Hermiona była w szoku, ale szybko zamknęła na wpół otwarte usta. Kącik ust Narcyzy uniósł się delikatnie ku górze, gdy wyciągnęła rękę do Gryfonki. Hermiona chwyciła ją niepewnie. Jasnowłosa kobieta odezwała się, a na jej twarzy Hermiona dostrzegła smutek, może strach.

– Ratuj mojego syna... – szepnęła, niemal błagalnie.












niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 39

Kurczę, pod poprzednim rozdziałem przebiliście wszystko! 34 komentarze, WOW! A ja jak zwykle nie umiem na czas rozdziału napisać... Jednak zarówno ilość wyświetleń jak i ilość komentarzy było najlepszym prezentem na urodziny, ever!  Prawie 50 000 wyświetleń! Dziękuje za to, że czytacie, komentujecie, po prostu jesteście! Dlatego razem z Ali$hią bijemy wam brawo na stojąco! Dziękuje :*
~Pani M.

Rozdział 39 – Nie wszystkie zmiany są złe.

Harry jeszcze raz wyjrzał za okno. Nie pomylił się, na boisku do Quidditcha jego najlepszy przyjaciel dzielił miotłę z Astorią Greengrass. Zdjął okulary, przetarł je i z powrotem założył. Po chwili oderwał wzrok od okna i spojrzał na Ślizgonkę. Pansy nadal blada, usiłowała się podnieść.
– Co ty wyprawiasz?! –krzyknął chłopak, uzdrowicielem nie był, ale wiedział, że wstawać nie powinna.
– Próbuje zrozumieć, dlaczego robisz z siebie kretyna – mruknęła, odrzucając kołdrę. Całkowicie zmieniła podejście do Gryfona. Z doświadczenia wiedziała, że jawne okazywanie zainteresowania nie jest dobre. Popełniła już raz ten błąd z Draco, więcej nie zamierzała. Harry, nie zastanawiając się długo, podszedł do dziewczyny i podał jej ramię. Mruknęła niewyraźnie "dziękuje" i przytrzymując jego bark, podeszła do okna.
– Kto to jest? Czy… Nie… Czy to jest Astoria? Na miotle?!
– Co z tego, że na miotle! Za nią siedzi Ron! – oburzał się Harry, zastanawiał się dlaczego Ron mu nie powiedział o tych dziwnych spotkaniach z panną Greengrass, w dodatku miał wrażenie, że przyjaciel specjalnie zataił tę informację. Stali tam, gapiąc się, na ową dwójkę. Pansy przytykała nos do szyby, nigdy nie widziała Astorii nawet w pobliżu miotły, a teraz? Próbowała zrozumieć w jakim celu jej współlokatorka próbuje nauczyć się latać. Nagle zakręciło jej się w głowie, nie czuła się zbyt dobrze. Oczy zaczęły jej się zamykać, a potem czuła, że spada, jakby w nicość. Jednak nie poczuła bólu, a właśnie tego się spodziewała, twardej posadzki. Ktoś ją podtrzymał i poczuła dziwne ciepło, rozchodzące się po ciele na myśl o tym, kto to mógł być. Mogłaby się ocknąć gdyby tylko chciała, ale kluczowe pytanie brzmiało "czy chciała?" Chłopak chwycił ją, a potem wziął na ręce. Zaniósł do łóżka i okrył kołdrą. Wychodził ze Skrzydła Szpitalnego, gdy z ust Ślizgonki wyrwało się ciche "Harry". Nie mógł tego słyszeć.
*
Draco pojawił się w lochach w samą porę,  aby pożegnać Blaise’a. Ciemnowłosy Ślizgon siedział na kanapie i przeglądał Proroka Codziennego. Wstał, widząc Malfoya.
– Gdzie się podziewałeś – rzucił Zabini. Draco sposępniał, to co zaszło w bibliotece... Raczej nie chciał o tym mówić. Sam nie wiedział co go napadło, chyba chciał się po prostu zabawić.
– Wyjeżdżam – rzucił beznamiętnie. Blaise nie był zaskoczony, jednak gdzieś tam, z tyłu głowy, miał nadzieje, że jego przyjaciel zostanie w szkole.
– To już pewne? – zapytał. Draco kiwnął głową, dziwnie się czuł. Nie chciał wyjeżdżać.
– Gdzie Pansy? – zapytał blondyn, po chwili przypomniał sobie, że coś jej się stało. I to była jego wina.
– W Skrzydle Szpitalnym – mruknął Blaise, zarówno dla niego jak i Dracona był to uciążliwy temat. Zabini ,widząc minę Malfoya, zaraz dodał: – Nic jej nie jest, Pomfrey wyciągnęła to szkło i dała jej jakieś leki, powiedziała, że nic jej nie będzie. – Draco nieznacznie kiwnął głową, ale w duchu odetchnął z ulgą. Zależało mu na Pansy, w końcu się przyjaźnili.
– Pójdę ją odwiedzić, pożegnam się – rzucił, wychodząc.
– Trzymaj się, Smoku – Zabini krzyknął za blondynem, a Draco się uśmiechnął. Nienawidził tego przezwiska, ale tym razem nie mógł powstrzymać uśmiechu. Wyszedł z lochów. Już wiedział, że będzie mu tego brakować. Nie tylko Zabiniego, Pansy, czy innych Ślizgonów, ale nawet tych nudnych lekcji, głupiej gadaniny Granger... Zmarszczył brwi. Dlaczego znów o niej myślę? Nie potrafił sobie odpowiedzieć. Na korytarzu minął Pottera, Gryfon najwidoczniej myślał nad czymś intensywnie, nawet nie zwrócił uwagi na Malfoya. Minęli się bez słowa, Draco czuł dziwną potrzeba odezwania się, powiedzenia czegokolwiek, jednak się powstrzymał. Harry odwrócił się po chwili, dopiero, gdy blondyn go wyminął.
– A ty dokąd Malfoy? – Zabrzmiało to bardziej opryskliwie niż chciał Harry.
– Idę odwiedzić Pansy. – Draco nie miał siły na potyczki słowne, więc po prostu powiedział prawdę. W pierwszej chwili ciemnowłosy chłopak był w szoku, Malfoy, który nie próbuje się kłócić? Całkowita nowość w Hogwarcie.
– Pomfrey mnie stamtąd wywaliła, dziś jej już nie zobaczysz – poinformował spokojnie Harry, zanim ugryzł się w język. Draco spojrzał na niego pytająco:
– Ty, co u niej robiłeś?
– Ja.. Tylko, no wiesz.. Tak przypadkiem. – Malfoy wywrócił oczami.
– Powinniście się zapisać na jakiś kurs typu "jak sprawnie kłamać"... – mruknął blondyn, a Harry zmrużył podejrzliwie oczy:
– Powinniśmy?
– Ty i Granger... – rzucił Draco, zanim pomyślał co mówi. Zaklął w duchu.
– A co Hermiona... – Ale Gryfon nie mógł dokończyć, Malfoy wpadł mu w słowo, kończąc wszelkie dyskusję:
– Nieważne, spieszą się, Potter. – Po czym odszedł w swoją stroną. Harry stał jeszcze chwilę na korytarzu, a potem udał się do Pokoju Wspólnego. Chciał zaczekać na Rona i dowiedzieć się czegoś o lekcjach latania, których udziela.
Malfoy niezrażony konfrontacją z Potterem nadal kierował się do Skrzydła Szpitalnego. W całym Zamku było bardzo pusto, zresztą nie dziwił się. Dochodziła dziesiąta. Uchylił drzwi i cicho wszedł do Skrzydła Szpitalnego. Pani Pomfrey spojrzała na niego zdziwiona.
– Dziś już nie ma odwiedzin.
– Chciałem się tylko pożegnać – powiedział, najzwyczajniej w świecie, Ślizgon. Pielęgniarka spojrzała na niego ze współczuciem.
– Ale tylko chwilka – powiedziała i z powrotem zniknęła w swoim gabinecie. Draco od razu zauważył dziewczynę, tylko przy jednym łóżku stał parawan. Przyspieszył kroku.
– Pansy? – powiedział cicho, kucając przy łóżku, dziewczyna nie spała, ale oczy miała zamknięte. Na dźwięk swojego imienia od razu je otworzyła. Uśmiechnęła się.
– Draco, co ty tu robisz? – zapytała szeptem.
– Chciałem się pożegnać... – mruknął, nie patrząc na nią. Pansy zamarła z uśmiechem na ustach.
– Co? Chyba nie przez to, że... No wiesz.,. Nic mi nie jest, serio! – zapewniła Ślizgonka, Malfoy podniósł na nią wzrok, a kącik jego ust uniósł się ku górze.
– Muszę wyjechać, już się spakowałem... – powiedział, jakby zamknięty kufer stawiał nad nim krzyżyk na drogę.
– Przecież możesz zostać, wszystko zależy od ciebie – powiedziała, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że go nie przekona.
– Nie chcę nikogo narażać – wyznał. Wiedział, że Pansy może zaufać.
– No proszę, proszę... Draco Malfoy ma uczucia. Kto by się spodziewał. –  Zaśmiała się, a on wywrócił oczami.
– Ale jak komuś powiesz… – zagroził. Znów się cicho zaśmiała, po chwili spoważnieli.
– Chcesz to tak zakończyć? – zapytała. Podniósł na nią wzrok.
– A mam inne wyjście? 
– Zawsze jest inne wyjście  – powiedziała, jednak bez przekonania.
– Do zobaczenia, Pansy – powiedział i już się podnosił, gdy dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję. Delikatnie ją objął i poklepał po plecach.
– Nie daj się... – szepnęła mu do ucha. Draco uśmiechnął się znowu. Pomyślał, że na pewno dziś wykończył limit uśmiechów na cały rok. Puścił dziewczynę i opuścił Skrzydło Szpitalne. Nie obejrzał się za siebie, ale Pansy na to nie liczyła; za dobrze go znała.
*
Harry siedział w Pokoju Wspólnym Gryffindoru do późna. Zegar wskazywał za kwadrans jedenastą, a Ron jeszcze nie wrócił. Chłopiec, który przeżył, zaczynał się denerwować, do głowy przychodziły mu najróżniejsze scenariusze. Jednak nadal nie wierzył, że Ron mógłby zapomnieć o Hermionie. Obserwował ogień w kominku i czekał. Upłynęło pięć minut, które wydawały się wiecznością, gdy portret odsunął się od ściany, a  w przejściu stanął mokry, ubrudzony i wkurzony Ronald Weasley. Harry podniósł się z kanapy.
– Gdzie byłeś? – zapytał niepewnie, próbował wyczuć nastrój przyjaciela. Ron był po prostu wściekły.
– Lepiej nie pytaj – rzucił, ściągając mokrą koszulkę z długim rękawem, został w samym podkoszulku.
– Nie wziąłeś bluzy? – zapytał tępo Harry, rudowłosy Gryfon rzucił mu spojrzenie bazyliszka.
– Ma ją ta wiedźma! – dodał po chwili, wściekle.
– Astoria?
– Taaa... – Ron nagle podejrzliwie zmrużył oczy. – A skąd wiesz, że ona?
– Widziałem was na boisku... – przyznał niechętnie ciemnowłosy chłopak. Ron kiwnął głową. Zebrał koszulkę z ziemi, a w miejscu, gdzie leżała owa część garderoby, została mokra plama.
– To nie moja sprawa...  Ale po co z nią latasz? – zapytał Harry, czekał na jakiś wybuch ze strony przyjaciela, ale nic takiego nie nastąpiło. Ron opadł na fotel przy kominku.
– Prosiła o pomoc...
– W lataniu? – Szczerze zdziwił się Harry, Ron uniósł ręce w poddańczym geście.
– Mnie nie pytaj, jak dla mnie, to oni wszyscy powariowali!
– Jutro mi opowiesz – dodał po chwili Harry, ziewając.
– Dobry pomysł.
Obaj ruszyli w stronę sypialni. Gdy kładli się spać, każdy myślał o dziewczynie. Ron zastanawiał się co porabia jego brązowowłosa piękność z czwartego piętra, Harry natomiast myślami był w Skrzydle Szpitalnym. Szybko zasnęli.

***
 W ten wtorkowy poranek Hermiona wstała jeszcze wcześniej niż zwykle. Nie potrafiła już zasnąć.  Wczorajsze wydarzenia nadal nie dawały jej spokoju, to co się stało... Nie,  nie, nie... Nic się nie stało!  Poprawiła się szybko, jednak jakiś uciążliwy głosik od razu zareagował:  to, co się mogło stać, gdyby nie Barkley. Prychnęła podirytowana i odrzuciła kołdrę. Ziewnęła, zatykając usta dłonią, a potem usiadła na łóżku i przetarła oczy. Siedziała tak chwilę, myśląc o tym, kto zostanie drugim Prefektem Naczelnym. Wczoraj wieczorem Malfoy aportował się z gabinetu McGonagall. Opuścił szkołę, Hermiona nie przejęła się za nadto. Nie żywiła żadnych ciepłych uczuć w stosunku, do tego blondwłosego Ślizgona. Owszem było jej miło, gdy ją przeprosił, wczoraj też było miło... Odezwał się, znów ten sam, irytujący głos, ale go zignorowała. Miesiąc wspólnych patroli i mieszkania, praktycznie, razem, nic nie zmienił. Przynajmniej dla niej. Jeśli ktoś poniżał cię siedem lat, w ciągu miesiąca nie zapomnisz. Nigdy nie zapomnisz. Wstała z łóżka i uchyliła okno, aby wpuścić do sypialni trochę świeżego powietrza. Ginny wciąż spała, więc panna Granger cicho opuściła sypialnie zabierając mundurek, białą koszulę i bieliznę. Weszła do małej łazienki, która znajdowała się zaraz obok sypialni Gryfonek. Pamiętała jak jeszcze na początku września razem z Ginny zawsze miały obawy przed wyjściem w piżamie z sypialni. Teraz w dormitorium mieszkały same, ale to też miało się zmienić. Hermiona wzięła szybki prysznic, a potem ubrała mundurek i rozczesała włosy. Gdy opuściła łazienkę Ginevra już nie spała. Leżała z szeroko otwartymi oczami, gapiąc się w sufit.
– Hej, Ginny – przywitała się starsza Gryfonka.
– On przegina! – krzyknęła piegowata dziewczyna, bez żadnego ostrzeżenia, praktycznie bez powodu. Na czole Hermiony pojawiła się zmarszczka. Usiłowała zrozumieć o czym mówi Wesleyówna.
– Chodzi o Blaise’a? – zapytała po chwili. Tylko to przyszło jej na myśl o wpół do siódmej rano.
– Oczywiście, że o tego idiotę! – Hermiona westchnęła i usiadła na łóżku.
– To słucham, co TYM razem, zrobił? – Specjalnie zaakcentowała to słowo, narzekania Ginny zaczynały robić się po prostu nudne. Rudowłosa siódmoklasistka przewróciła się na bok, podparła głowę ręką i z wyrzutem spojrzała na przyjaciółkę.  
– No co? – zapytała Hermiona. W chwilach takich jak ta miała dość zachowania Ginny.
– Mam problem z Zabinim, a ty traktujesz mnie jak jakąś wariatkę...
– Gin, nie jak wariatkę, ale spójrz na swoje zachowanie, z Harrym w drugiej klasie było to samo... Nigdy nie miałaś problemów z chłopakami, a teraz? Zaczynasz od początku? – Ginny spojrzała na Hermionę spode łba, jednak nic nie powiedziała, miała świadomość, że brązowooka dziewczyna ma rację.
– To co mam robić? – zapytała w bezsilności.
– Ty pytasz mnie o chłopaka? – Hermiona nie dowierzała przyjaciółce. – Po prostu rób to co zawsze, jak z Deanem...
– Nie umiem, on jest Ślizgonem.
– I to jest ten problem? Przecież to nie jest ważne... – To nie jest ważne. Powtórzyła w myślach Hermiona, nie ważne, co było... Nie ważne, jaki był kiedyś... Zmienił się... Odpędziła od siebie myśli o Malfoyu i zaczęła pakować się do szkoły. Ginny również postanowiła wziąć się w garść. Przypomniała sobie swoje głupie zachowania i aż wstyd  jej się zrobiło. Zdeterminowana, z nową, pozytywną energią, zaczęła nowy dzień. Zaczęła się ubierać, a potem wyszła do łazienki. Hermiona za ten czas pościeliła łóżko i upchnęła większość pergaminów do szuflady biurka. Książki ustawiła równo na półce przy łóżku, jednak wykonując te wszystkie czynności, myślała o tym, jak to będzie bez niego? Kto zostanie nowym prefektem? Z kim przyjdzie jej dzielić dormitorium i czy jeszcze zobaczy Malfoya? Denerwowała się, że cały czas wraca do niego myślami. Przeszły ją dreszcze na wspomnienie tego co zaszło w bibliotece. Wzięła głęboki wdech, Ginny zastała ją podczas wertowania książki do eliksirów.
– Ciekawe kto będzie nowym prefektem – zagaiła Ginevra.
– Pewnie jakiś Krukon... – podzieliła się swoimi przypuszczeniami Hermiona, zazwyczaj wszystko zależało od ocen, a Krukoni nie mają sobie równych w tej dziedzinie.
– Może jakiś z niebieskimi oczami... Wysoki... – Rozmarzyła się rudowłosa Gryfonka, wkładając książki do torby.
– Blaise nie ma niebieskich oczu. – Pozwoliła sobie zauważyć Hermiona, Ginny spojrzała na nią spode łba. Brązowooka dziewczyna uniosła ręce do góry, jakby chciała powiedzieć, że się poddaje.
– Już nic nie mówię – powiedziała ze śmiechem.
– Może zajrzymy do Pansy przed śniadaniem? – zaproponowała po chwili Ginny. Liczyła, że po drodze spotkają Zabiniego i będzie mogła zacząć od nowa. Hermiona kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Opuściły czwarte piętro, na którym jeszcze nigdy nie było tak cicho, jak tego poranka.
*
 
Blaise się upił. Tak po prostu. Gdy dowiedział się, że Malfoy opuszcza Hogwart, a Pansy leży w szpitalu był wystarczająco zdołowany, na domiar złego jego matka przysłała list. Przypominała o małżeństwie, więc gdy Theodor Nott powiedział Zabiniemu, że chciałby mieć wolną sypialnię na poniedziałkowy wieczór, ten po prostu rozsiadł się w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i zaopiekował butelką ognistej. Rano obudził się z bólem głowy, leżał na ziemi. Ohydne przekleństwo wyrwało się z jego ust. Przerażeni pierwszoroczni pouciekali do swoich sypialni, a chłopak zaczął się opętańczo śmiać. Czuł, że traci kontrole nad swoim życiem. Miał spędzić ostatni rok z przyjaciółmi, z dala od matki, a teraz?  Malfoy wrócił do domu, Pansy leży w Skrzydle Szpitalnym już drugi raz w ciągu miesiąca, matka zatruwa mu życie, a "świetny" plan dotyczący Weasley szlak trafił.
– Po prostu, kurwa, żyć nie umierać – powiedział do siebie, wstając z podłogi. Od Pokoju Wspólnego właśnie weszła Daphnie Greengrass.
– Przyniesiesz mi wody? – zwrócił się do niej Blaise, trzymając się za głowę. Ból rozsadzał mu czaszkę, z resztą nie pierwszy raz. Ślizgonka kiwnęła głową i wróciła się w stronę sypialni. Blaise zaklął znowu, przypomniawszy sobie, że eliksiry na kaca zostały na czwartym piętrze, opadł na kanapę. Daphnie wróciła, jednak bez wody.
– Mam to. – Uśmiechnęła się i zza pleców wyciągnęła, tak dobrze rozpoznawalny, granatowy flakonik z przeźroczystym płynem. Zabini opróżnił go na raz.
– Salazarze – mruknął. – Daf, kocham cię w takich chwilach – dodał, przymykając oczy, eliksir na kaca potrafił czynić cuda.
– Przynajmniej ty – powiedziała dziewczyna, a uśmiech znikł jej z twarzy. – Trzymaj się, Blaise – powiedziała, opuszczając  Pokój Wspólny Slytherinu. Kwadrans później spotkali się przy śniadaniu w Wielkiej Sali. Blaise dopiero co zabierał się za tosty z dżemem, gdy dyrektorka wstała ze swojego miejsca. Natychmiast zapanowała cisza. Wszyscy byli ciekawi co takiego, chce im przekazać nauczycielka transmutacji. Od rana po zamku krążyły plotki o odejściu Malfoya.
– Proszę o ciszę – dodała machinalnie nauczycielka, chociaż niektórzy nawet wstrzymali oddech, aby nie robić hałasu. – Z przykrością informuję, że z przyczyn zdrowotnych jeden z uczniów musiał opuścić Hogwart. Draco Malfoy. – Powstała wrzawa, każdy miał coś do powiedzenia, ale po chwili McGonagall z powrotem udało się dojść do głosu:
– Był on Prefektem Naczelnym i dlatego musimy wybrać kogoś nowego. Ze względu na bardzo dobre wyniki w nauce i wzorową postawę, rada pedagogiczna wraz ze mną, wybrała… – dyrektorka zrobiła wymowną pauzę – Michael Corner*! – Przy stole Krukonów rozległy się wiwaty, inni uczniowie również zaczęli klaska, tylko Ginny Weasley i Blaise Zabini siedzieli jak spetryfikowani, Dotarło to najpierw do niej. Ginny nie mogła uwierzyć, że będzie musiała, przez resztę roku, dzielić dormitorium ze swoim byłym chłopakiem... Blaise również wiedział co łączyło ową dwójkę i w ogóle mu się to nie podobało.



*Michael Coner- Krukon, poznał Ginny na Balu Bożonarodzeniowym, a potem zaczęli się spotykać, jednak zerwali z bliżej nieznanej przyczyny. Wiadomo jeszcze, że chłopak po rozstaniu z Gryfonką spotykał się z Cho Chang.