czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 37

ROZDZIAŁ 37! SPECJALNIE DLA WAS CZTERY DNI WCZEŚNIEJ. Mam nadzieje, że docenicie gest ;)  Następny pojawi się już w niedziele. Mam nadzieje, że rozdział spodoba się szczególnie osobom, które czekają na "cokolwiek" pomiędzy Draco i Hermioną. Powoli możemy odnaleźć dramione w tym opowiadaniu. Więcej nie zdradzę, zapraszam!
~Pani M.

Rozdział 37 – Mogę ci pomóc.

Draco Malfoy jakoś dotrwał do końca lekcji profesora Bar
kleya. Pierwszy opuścił klasę, w jego mniemaniu te zajęcia były zwykłą stratą czasu. Odniósł torbę z książkami do dormitorium, a potem udał się prosto do gabinetu dyrektorki. Jako Prefekt Naczelny znał hasło i bez większych problemów dostał się na wieże, gdzie mieściło się lokum dyrektora szkoły. Zapukał.
– Proszę. – Usłyszał po chwili surowy głos nauczycielki transmutacji. Wszedł do środka, gabinet był okrągły, raczej uporządkowany, nauczycielka pozbyła się większość gratów, które zostawił po sobie Dumbledore. McGonagall siedziała za biurkiem, jak zwykle, zawalonym papierami. Podniosła na niego wzrok znad okularów.
– Tak, panie Malfoy? Czy jest jakiś problem?
– Chciałbym zrezygnować z dalszej nauki. Przyszedłem po wypis ze szkoły. –  Zapanowała cisza. McGonagall wstrzymała oddech i odłożyła długopis na biurko. Zdjęła okulary i popatrzyła prosto w twarz młodzieńca.
– A czy można wiedzieć dlaczego?
– Nie, nie można – warknął dość niegrzecznie. W normalnych okolicznościach McGonagall już odjęłaby punkty Slytherionowi, jednak w zaistniałej sytuacji...
– Jeśli chodzi o konflikt z panną Granger, możecie dostać osobne dormitoria.
– Nie chodzi o nią – powiedział oschle. – Dostanę ten wypis?
– Niestety nie mogę się na to zgodzić bez konkretnej przyczyny. – Dyrektorka pozostała nieugięta, zależało jej na wszystkich uczniach. Nawet tych "trudnych",  jak Malfoy. Ślizgon zaczął się irytować. Przyszedł tu w konkretnym celu, nie chciał nikogo narażać, a teraz McGonagall próbuje mu wmówić, że musi zostać.
– Chce pani dowodu? Proszę bardzo! – Podciągnął lewy rękaw koszuli, pokazując nauczycielce mroczny znak. Wstrzymał oddech, ludzie różnie reagują na ten symbol, potem, nie spuszczając wzroku z dyrektorki, zaczął mówić:
– To wystarczający powód, aby mnie zamknąć w Azkabanie, a tym bardziej usunąć ze szkoły! – wykrzyczał w bezsilności ostatnie słowa. Bał się tego, że znów nad sobą nie panuje. 
– Nie sądzę – powiedziała spokojnie Minerwa, z powrotem zakładając okulary. Wskazała na krzesło na przeciwko biurka, sugerując, że chłopak powinien usiąść.
– Postoje – warknął, opuszczając rękaw białej koszuli.
– Myślisz, że nie mam pojęcia, którzy z moich uczniów byli Śmierciożercami? Naprawdę posądzasz mnie o taką ignorancję? – sucho zapytała chłopaka. To zbiło Malfoya z tropu, ale tylko odrobinę.
– Chcę tylko wypis – powiedział, wzruszając ramionami.
– A ja chcę, tylko, wiedzieć co skłoniło cię do tak drastycznego posunięcia. –  Draco opadł na krzesło. Zamierzał wyznać wszystko. Nie miał już nic do stracenia, prawda?
*

Ginny podczas lekcji jakoś doszła do siebie, chociaż nie zdradziła Hermionie powodu swojego płaczu. Niechętnie powlekła się za starszą Gryfonką na czwarte piętro, nie chciała wpaść na Malfoya. Mijały po drodze mniejsze lub większe grupki uczniów, jednak zdecydowana większość hogwardzkiej młodzieży korzystała z ładnej pogody przebywając na dworze. Ginny wahała się czy opowiedzieć o wszystkim Hermionie, z jednej strony chciała się komuś zwierzyć, z drugiej Malfoyowi wyraźnie zależało, aby nikomu nie mówiła. Od kiedy się przejmuje Malfoyem? Pomyślała, nie zauważając ściany i pewnie gdyby nie Hermiona, rudowłosa Gryfonka zaliczyłaby bliskie spotkanie z murem.
– Jesteś dzisiaj taka nieobecna...
– To przez Malfoya – pożaliła się w końcu. Brązowooka Gryfonka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła w stronę młodszej koleżanki.
– Co ten palant znowu zrobił? – zapytała, siląc się na spokój.
– Nic. – Skłamała Ginny.
– Właśnie widzę, teraz już nie masz wyjścia, musisz mi wszystko opowiedzieć, a już ja się z nim policzę...
– Herm, daj spokój, to nie do końca była jego wina…
– Bronisz go? – Zdziwiła się starsza Gryfonka, wchodząc po schodach.
– Nie, znaczy tak, znaczy trochę, bo on tylko wspomniał o... – Ginevra się zawahała, a Hermiona odwróciła głowę, aby spojrzeć w oczy przyjaciółce. Wiedziała kiedy Ginny kłamie.
– Wspomniał o Fredzie? – zapytała cicho starsza z dziewczyn. Ta druga tylko pokiwała głową, a panie Granger zrobiło się przykro, również brakowało jej Freda, ale wiedziała, że rodzina Weasleyów bardzo przeżywa tę tragedię. Cofnęła się dwa stopnie i objęła przyjaciółkę ramieniem.
– Wszystko będzie dobrze – powiedziała pocieszająco i  uśmiechnęła się słabo. Czasami sama w to nie wierzyła. Bez słowa dotarły do portretu pilnującego przejścia. Hermiona wypowiedziała hasło, a portret odskoczył, ukazując wejście do dormitorium Prefektów Naczelnych. Salon był pusty.
– Najwidoczniej Malfoy nie raczył pofatygować się na górę – stwierdziła z przekąsem Hermiona. Ginny nic nie odpowiedziała, cieszyła się z takiego obrotu spraw.
– Odkąd Zabini się wyprowadził w końcu da się tu mieszkać – skwitowała po chwili, chociaż obie myślały o tym, że w dormitorium jest za cicho. Stanowczo za cicho.
– Może jeszcze wróci – podsunęła Hermiona z nieskrywana nadzieją, lubiła towarzystwo ciemnowłosego Ślizgona.
– Oby nie – powiedziała na głos Ginny, chociaż w głębi duszy również chciała żeby Blaise wrócił. Lubiła go. Zniknęły za drzwiami sypialni. Hermiona odłożyła torbę na krzesło, natomiast torba Ginny przefrunęła przez cały pokój, aby uderzyć w ścianę niedaleko biurka. Niebieskooka Gryfonka rzuciła się na swoje łóżko i westchnęła, przymykając oczy. Hermiona z kolei usiadła na swoim i obserwowała przyjaciółkę. Zastanawiała się jak skłonić ją do jakichkolwiek zwierzeń, w końcu postanowiła po prostu zapytać:
–Gin? – Odpowiedziało jej mruknięcie – Właściwie czego Malfoy od ciebie chciał? – Weasley usiadła na łóżku i dokładnie przyjrzała się przyjaciółce, a potem spuściła wzrok na podłogę.
–Nie powinnam o tym mówić.
– Zastraszył cię? – poważnie zapytała Hermiona, Ginny podniosła spojrzenie niebieskich oczu na współlokatorkę, uśmiechnęła się.
– Nie, dlaczego zawsze wychodzisz z założenia, że Malfoy coś komuś zrobił?
– Bo go znam... – mruknęła starsza Gryfonka, nadal zachowując powagę. Piegowata siódmoklasistka wywróciła oczami.
–Okej, bo właściwie to zaczęło się od ciebie...
– Ode mnie? – Przerwała Hermiona, marszcząc brwi. Ginevra pokiwała głową, a potem opowiedziała o wydarzeniach z zeszłej nocy, gdy doszła do dziwnego zachowania Malfoya, panna Granger coraz bardziej marszczyła brwi, w pewnym momencie można było dostrzec w oczach Gryfonki błysk, zwiastujący rozwiązanie zagadki.
– Na Merlina... – wyszeptała Hermiona, zrywając się z łóżka.
– Co się stało? – zapytała Ginny nieufnie, nie podobało jej się, że wszyscy znów wiedzą coś, o czym ona nie ma pojęcia.
– Muszę zawiadomić McGonagall! Ginny nawet nie wiesz jak dobrze się stało, że mi to opowiedziałaś!
– Ale co? Ja... Ja nie rozumiem... – Rudowłosa dziewczyna powoli wstała z łóżka, Hermiona pochwyciła różdżkę i już miała wyjść gdy zatrzymał ją głos Ginny.
– HERMIONO GRANGER, NATYCHMIAST MASZ MI WYTŁUMACZYĆ CO TU SIĘ DZIEJE!
– Nie mogę teraz, Ginny, znajdź Blaise’a i przyprowadź go tu, powiedz mu to co mnie.
– Chyba zwariowałaś, sądząc, że będę się uganiać za jakimś... – Hermiona znów jej przerwała:
– Teraz wasze kłótnie nie są ważne! Po prostu go znajdź, Pansy też przyprowadź, wrócę, jak tylko zobaczę się z McGonagall.
– Od kiedy w sytuacjach kryzysowych każesz mi wzywać Ślizgonów, a nie Harry'ego i Rona? – zapytała trochę zła Ginny. Hermiona posłała jej błagające spojrzenie i już jej nie było. Ginny westchnęła i zabrała różdżkę. Szykowała się na wycieczkę do lochów.
*
Hermiona pędziła korytarzem w stronę gabinetu dyrektorki. Potrąciła po drodze jakiegoś Krukona z książką w ręce, ale zdążyła jedynie krzyknąć "przepraszam" i zniknąć za kolejnym zakrętem. Oddech jej przyspieszył po przebiegnięciu z północnej części Hogwartu do południowej. Zbliżała się do gabinetu, gdy ktoś ją zatrzymał. Dosłownie wpadła na nauczyciela.
– Przepraszam pana bardzo – powiedziała, odgarniając włosy z twarzy. Robin Barkley, jak zwykle z czarującym uśmieszkiem na ustach, zagradzał drogę dziewczynie.
–Nic się nie stało, panno Granger, chciałbym porozmawiać... – Gryfonka wpadła mu w słowo:
– Przepraszam jeszcze raz, ale bardzo się śpieszę, czy moglibyśmy to omówić później?
– Oczywiście – odparł nauczyciel i przesunął się tak, żeby Hermiona mogła przejść.
– Dziękuje bardzo, jeszcze raz przepraszam i do zobaczenia – powiedziała w biegu. Znów znikła za zakrętem. Na ustach nauczyciela zakwitł uśmiech tryumfu. Odszedł nieśpiesznie w stronę swojego gabinetu, za ten czas Gryfonka zdążyła wpaść jak burza do gabinetu dyrektorki.  
– O co chodzi, panno Granger? – zapytała spokojnie McGonagall. Teraz dopiero Hermiona ogarnęła wzrokiem całą scenę. Przed biurkiem dyrektorki siedział nie kto inny jak Draco Malfoy. Dziewczyna przełknęła ślinę, zrobiło jej się gorąco. Nie miało to nic wspólnego z temperaturą. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. McGonagall patrzyła na nią wyczekująco.
– Bo... Ja... Znaczy... – Nie potrafiła się wysłowić.
– O co chodzi? – znów zapytała nauczycielka, marszcząc brwi.
– Właściwie... – Zaczęła już spokojnie dziewczyna, wiedziała, że tę bitwę przegrała. – Właściwie to nic ważnego, ja tylko, znaczy... Przyjdę później –wykrztusiła w końcu. Dyrektorka przyjęła informację ze zdziwieniem, zazwyczaj jeśli ktoś wpadał do jej gabinetu, sprawa dotyczyła życia i śmierci.
– Jeśli to wszystko panno Granger...
– Tak, tak. Ja przyjdę później – pospiesznie powiedziała Gryfonka i opuściła gabinet. Gdy zamknęły się za nią drzwi, westchnęła głośno. Zeszła po schodach, prowadzących do gabinetu dyrektora i zastanowiła się co dalej. Malfoy już siedzi u McGonagall więc możliwe, że dyrektorka wszystko wie. Myślała gorączkowo. Jednak przeczucie mówiło jej, że nikt nie ma pojęcia o zagrożeniu, nikt z wyjątkiem jej i Malfoya. Przypuszczała, że Zabini może coś wiedzieć. W geście bezsilności udała się do jedynego miejsca, w którym mogła pomyśleć, dowiedzieć się czegoś więcej. Nogi same zaprowadziły ją do biblioteki.
*
Malfoy opuścił gabinet dyrektora z wypisem w ręce. Uświadomił sobie, że wcale nie chce wracać do domu, polubił Hogwart, mimo że spędził tu niecały miesiąc. Jeszcze nigdy szkoła nie wydawała mu się tak znośna jak teraz. Czuł się niemal jak w domu. McGonagall już zawiadomiła Narcyzę Malfoy o powrocie syna. Draco wiedział, że ją zawiódł, to dla niej miał ukończyć szkołę.
– Kurwa... – zaklął pod nosem. Korytarze były puste. Żadnej żywej duszy, nawet duchy gdzieś wyparowały. To wszystko jeszcze bardziej dobiło Ślizgona. Jedyne czego teraz chciał to zobaczyć przyjaciół. Dziwne, że uświadomił sobie to dopiero teraz. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Pansy i Blaise to na prawdę jego przyjaciele. Westchnął cicho i wypowiedział hasło, portret bez słowa go przepuścił. W salonie siedzieli Pansy i Zabini. Towarzyszyła im młoda Wesleyówna. Pansy od razu wstała i podbiegła do chłopaka. Przytuliła go. O dziwo Malfoy jej nie odtrącił, co zdziwiło i Pansy, i Blaise’a. Nie wspominając o Draconie, który nie wiedział co się z nim dzieje. Puściła go. Oboje podeszli do kanapy.
– Będzie dobrze – powiedział Zabini, usiłował się uśmiechnąć.
– Ja nic na razie nie powiem dopóki ktoś mi nie wyjaśni o co właściwie chodzi – oznajmiła Ginny, krzyżując ręce na piersiach. Draco uśmiechnął się, widząc to wszystko.
– Wybacz Wesley, ale to sprawy dla wtajemniczonych – zażartował. Wtedy portret odskoczył i ktoś wszedł do salonu. Draco usłyszał kroki i szczęk przesuwanego portretu.
– Masz na myśli byłych Śmierciożerców? – warknęła Hermiona Granger, stając w salonie. Malfoy odwrócił się w jej stronę. Była wściekła i być może się bała, spojrzała na niego z pogardą.
– Coś sugerujesz? – zapytał spokojnie Blaise, wstając z fotela, stojącego przy zgaszonym, teraz, kominku.
– Już dobrze wiecie o co mi chodzi – powiedziała Hermiona, rzucając oskarżycielskie spojrzenie Pansy. Draco błyskawicznie odwrócił się do Ginny Weasley, która nadal nic z tego nie rozumiała i powoli zaczynało ją to irytować.
– Powiedziałaś jej. – Bardziej stwierdził niż zapytał. Ginny usiłowała coś powiedzieć, ale Blaise nie dał jej dojść do głosu:
– Spokojnie Draco – powiedział cicho. Oczy blondyna niemal płonęły. Pansy cofnęła się o krok i przestraszona spojrzała na Zabiniego. Malfoy wpatrywał się, tym strasznym wzrokiem, w młodą pannę Weasley. Blaise podszedł do rudowłosej Gryfonki i po cichu powiedział:
– Musisz stąd wyjść, szybko. – Posłała mu lekceważące spojrzenie i nie ruszyła się ani o krok.
– Draco, spokojnie... – powtórzył, już nie tak pewnie, ciemnowłosy Ślizgon.
– JA JESTEM SPOKOJNY!!! – wydarł się Malfoy, w tym momencie szyby pofrunęły z okien. Odłamki szkła były wszędzie, jeden ugodził Pansy i rozciął jej policzek. Zaczęła krwawić, kolejna plama krwi pojawiła się w okolicy klatki piersiowej. Drugi odłamek, właśnie tam, ugodził dziewczynę. Kawałki szkła walały się po podłodze, na szczęście oprócz Pansy nikt nie oberwał.
– Pansy, trzeba cię zabrać do skrzydła szpitalnego. – Trzeźwo zauważyła Hermiona, Ślizgonka posłała jej pytające spojrzenie.
– Nic mi nie jest – powiedziała, ścierając krew z policzka. Nikt nie zwracał uwagi na Malfoya, który klęczał na podłodze, zaciskał pięści tak mocno, że knykcie mu pobielały.
– Musisz to zdezynfekować, czytałam, że jeśli cząstka jego mocy. – Spojrzała kątem oka na Draco. – Dostanie się pod skórę też możesz mieć te ataki. – Blaise z przerażeniem spojrzał na Hermionę, jakby chciał się upewnić, że mówi prawdę.
– Weź ją do skrzydła szpitalnego – niemal błagalnie powiedziała Hermiona w stronę Zabiniego. Ten wahał się tylko chwilę. Pociągnął opierającą się Ginny za sobą.
– Ja nie chce. – Wyrywała się Ginevra.
– Ginny, idź z nimi.
– Nie zostawię cię z nim. – Spojrzała z odrazą na Malfoya.
– Nic mi nie będzie, a on trochę dziwnie reaguje na twoje towarzystwo. – Jak zwykle, Hermiona trafnie oceniła sytuację. Ginny niechętnie opuściła dormitorium z Pansy i Zabinim. Zostali sami, Hermiona i Dracon zostali sami. Gryfonka ostrożnie podeszła do arystokraty i położyła mu dłoń na ramieniu.
– M... Draco? – Po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu. Chłopak się nie odezwał, odtrącił jej rękę i podniósł się z ziemi. Wyglądał jakby właśnie ukończył maraton.
– Zostaw mnie – warknął i odwrócił się plecami do Hermiony, szedł w stronę swojej sypialni. Wiedział, że musi opuścić Hogwart, natychmiast.
– Mogę ci pomóc. – Odwrócił się gwałtownie w stronę dziewczyny, w jego stalowych oczach czaił się strach.
– Nikt nie może, jak się w ogóle domyśliłaś? – zapytał.
– Poszłam do biblioteki...
– Nie ma książki o tym – warknął Draco.  – Nie kłam! – Gryfonka westchnęła.
– Powiem ci, jeśli ty też będziesz ze mną szczery. – Niemal się uśmiechnął.
– Zawsze musisz się targować? – Z niedowierzaniem pokręcił głową. Opadł na fotel i spojrzał na dziewczynę wyczekująco. W końcu i ona usiadła.
– No więc? – zapytał.
– Kiedy szukałam czegoś o horkruksach – zaczęła dziewczyna, nie patrząc na niego, myślała, że zaraz panie pytanie w stylu "co to takiego?", jednak to nie nastąpiło. Zdziwiona podniosła na niego wzrok.
– No co? – zapytał, widząc jej spojrzenie.
– Skąd wiesz co to są... – Uśmiechnął się, przewracając oczami. Blade usta rozciągnięte w uśmiechu wyglądały upiornie.
– Proszę cię Granger, za kogo ty mnie masz? Myślisz, że służyłbym mu, nie znając źródła jego potęgi? – Nie odpowiedziała, była zaskoczona. Zawsze myślała, że Śmierciożercy są jak pionki, bez własnej woli, bez uczuć...  Cicho mówiła dalej, przez okna pozbawione szyb do pokoju wlatywało coraz więcej zimnego powietrza. Nikt w tym całym zamieszaniu nie wpadł na pomysł, aby posprzątać. Zaczęło robić się zimno.
– Kiedy szukałam czegoś o horkruksach, trafiłam na książkę o mocy symboli, znaków. Przeczytałam ją, licząc, że znajdę jakieś wskazówki dotyczące horkruksów. Umiem rozpoznać atak na umysł...
– To niemożliwe, on nie żyje – warknął Draco.
– Nie musi... – powiedziała złowróżbnie, cały czas obserwując chłopaka.
– Mów z sensem Granger, znak był, powtarzam był, jakąś więzią pomiędzy umysłami jego... – Przerwała mu:
– Dlaczego nie mówisz mu po imieniu? – Wzruszył ramionami.
– Przyzwyczajenie, to była więź umysłowa pomiędzy Czarnym Panem, a Śmierciożercami, ale podkreślam "była", na litość Merlina, on nie żyje Granger, słyszysz! NIE ŻYJE! – Draco znów czuł, że traci kontrole. Starał się z tym walczyć. Hermiona poderwała się z kanapy, widziała co się dzieje. Podeszła do fotela, na którym siedział Ślizgon.
– Odejdź – warknął, znów zaciskał pięści z całych sił, zamknął oczy.
– Wyrzuć wszystko z głowy... – powiedziała spokojnie, kucając obok Malfoya.
– Idź stąd – wykrztusił. Wtedy uświadomił sobie, że właśnie martwił się o los szlamy. To pogorszyło sytuację.
– Spokojnie, po prostu oddychaj – mówiła, nadal trwając przy nim. Odważyła się nawet położyć mu rękę na ramieniu. Nie strącił jej, ale widać było, że zaraz nie wytrzyma, że stanie się coś złego. Gryfonka myślała gorączkowo o tym, co zdążyła przeczytać. Z całej siły wbiła mu paznokcie w ramię. Syknął z bólu.
– Skup się na bólu, myśl tylko o tym – niemal wykrzyknęła. Draco zaczął odzyskiwać kontrolę, czuł, że to pomaga. Oczy miał zamknięte, aby skupić się na bólu. Jednak był za słaby.
– Uderz mnie – warknął. Hermiona zmarszczyła brwi, nie chciała się do tego posuwać. Otworzył oczy i spojrzał w jej brązowe tęczówki.
– No już, Granger!
Gryfonka zadała cios. Jej drobna pięść dosięgła celu. Głowa blondyna odskoczyła do tyłu, na policzku został czerwony ślad. Nie chciała uderzyć za mocno. Malfoy otworzył oczy i od razu chwycił się za bolący policzek. Hermiona wstała i odgarnęła włosy z twarzy.
– Nigdy nie sądziłem, że podziękuje ci za cios w szczękę... – mruknął.
– Podziękujesz? – zapytała ze zdziwieniem.
– Dziękuje, Granger – powiedział, wstając z fotela. Miał dość atrakcji jak na jeden dzień.
*

Ginny wlekła się za Zabinim i Pansy. Nadal była zła, że nikt nie chce jej niczego wyjaśnić. Wyzywała Ślizgonów pod nosem.
– Pansy, wszystko okej? – zapytał niepewnie Blaise. Ciemnowłosa Ślizgonka widocznie pobladła i ciężko oddychała przez usta.
– Mhm... – mruknęła, nie miała siły nawet skleić liter w słowo. Głowa zaczęła ją boleć. Nagle zachwiała się, tracąc zupełnie równowagę. Oparła się o ścianę i osunęła się. Usłyszała jeszcze pisk Ginny i przekleństwo Zabiniego zanim kompletnie odpłynęła. Doszła do siebie już chwilę potem, o ile "dojściem do siebie" można nazwać ocknięcie się. Otworzyła oczy i uświadomiła sobie, że Blaise ją niesie. Czuła się zażenowana. Spojrzała niepewnie na Ginny, idącą za nimi.
– Już blisko – mruknął Ślizgon. Pansy skinęła głową i już miała z powrotem zamknąć oczy, gdy dostrzegła jakiś kształt, idący wyraźnie w ich stronę. Obraz rozmazywał się jej przed oczami.
– Co się stało? – od razu poznała ten głos. No bo któż by inny...Pomyślała z ironią.

– Ginny, co jest? – zapytał znowu ten sam głos. Odpowiedzi Gryfonki już nie słyszała. Znów odpłynęła.






21 komentarzy:

  1. A to się porobiło. Panna Granger jak zwykle wszystko wie.
    Czekam na next!
    PaKi

    OdpowiedzUsuń
  2. No i dotarłam do 37! :D OMG! Ten wątek Dracona jest genialny :* wyczuwa się w tym wiele sprzeczności ale i coś takiego eee tajemniczego....że tak jakby są puzzle, ale brakuje jednego elementu układanki, czyli odpowiedzi na pytanie: Kim on jest, że ma takie moce, czyżby nosi w sobie cząstkę Tego - którego - imienia - nie - wolno - wymawiać? CUDO! Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału! :* pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. CUDO CUDO CUDO , dzięki merlinie za ten rozdział i naprawdę doceniam gest z wcześniejszym rozdziałem :D Arrr kurcze niech coś będzie więcej pomiędzy nimi a jak skorzysta z wypisu to zabije avadą xD Odliczam sekundy do niedzieli. I jeszcze ten wątek z Harrym , niech ona się tylko nie zarazi ... Arrrrr Uzależniłam się od tego bloga.

    M.S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział będzie w tą niedziele czy w następną? (proszę proszę proszę niech będzie w tą ) Zrozumiem jeśli nie będzie , i tak doceeeeniam że dałaś wcześniej ale tak się chciałam spytać teoretycznie :)

      M.S

      Usuń
    2. Będzie w te niedzielę względnie w poniedziałek :)
      _Pani M.

      Usuń
    3. JEJ! To chyba najlepszy prezent jaki magłabys nam dać :D Życzę weny i do zobaczenie w poniedziałek :D

      M.S

      Usuń
  4. Wow! :o Jaki zwrot akcji! Uwielbiam ten rozdział! Wszystko jest idealne, a to na końcu, no to racja, któż by inny. Bardzo ciekawi mnie sprawa Malfoy'a i ta wymiana uczniowska, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie wiem co powiedzieć. Chce mi się płakać, biedny Draco.... :-( Biedna Pansy... (Założę się, że tam na końcu to był Harry xD) Mam nadzieje, że Hermiona mu pomoże. Ten rozdział jest zdecydowanie moim ulubionym <3 (przynajmniej jak na razie :-D ) Wreszcie coś zaczyna się dziać między nimi, ahh. Ja po prostu kocham to opowiadanie ^^ Serio... nie wiem co napisać. Nie mogę się skupić xD Genialny, boski, fenomenalny, najlepszy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miły komentarz :)

      Usuń
  6. Cuuuuudoooooo!!!!! Czekam na więcej dramione :3

    Olix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Mam jeszcze pytanko ;) kiedy Hermiona zacznie te dodatkowe lekcje z prof Barkleyem? (O ile w ogóle zacznie) XD

      Olix

      Usuń
    2. Te lekcje są w niedzielę, a w opowiadaniu mamy dopiero poniedziałek, jeszcze trochę ;)

      Usuń
  7. Aha, dzięki za odpowiedź ;) pytałam bo jestem strasznie ciekawa, jak to będzie wyglądało, a nie ukrywam że bardzo spodobał mi się ten wątek (oczywiście inne tez kocham ;) ) :D

    Olix

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany... ale się porobiło! Szkoda mi Draco, ale jakie to kochane jak Hermiona mu pomogła! <3 I ten cios w twarz... xD Biedna Ginny wiecznie zdezorientowana! :D No i co z Pansy?! ;o Zgaduję, że ten kształt który zobaczyła Pansy to Harry? ;)

    Pozdrawiam cieplutko i czekam na następny rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak! Kształt to Harry Potter!
    Przepraszam, że komentuję DOPIERO tego posta, ale nie miałam czasu. Więcej się to nie powtórzy, bd czytać i komentować na bieżąco <3 ZERO CZYTANIA W UKRYCIU xd Sorry, za to<3
    Chciałabym również poinformować szekszi auuutoreczkę, że link do jej bloga znajduje się u mnieee:::


    kolejne-pokolenie-hogwart.blogspot.com

    Pozdrowionka i proszę nie uderzaj za to czytanie w ukryciu...!

    Dalia Roberts z kolejne-pokolenie-hogwart.blogspot.com

    <3 !

    OdpowiedzUsuń
  10. Od wczoraj czytam tego bloga i przeczytałam go już całego i powiem tyle:
    1. Superowo piszesz, po prostu genialnie i trzymaj tak dalej
    2. Świetnie, że dbasz o interpunkcję i ortografie
    A teraz niestety to co mi się raczej nie spodobało (chociaż ten blog i tak jest super):
    1. Pisz proszę dłuższe rozdziały są takie super że chciałabym żeby się nie kończyły
    2. Wstawiaj rozdziały na czas bo np. dzisiaj miał być nowy rozdział a go nie ma co nie ukrywam mi się nie podoba (chociaż rozumiem że mogłaś mieć jakieś sprawy osobiste przez co nie napisałaś/wstawiłaś na czas kolejnego rozdziału)
    3. Pisz więcej o Dramionie (plisssssss)
    Ogólnie blog i tak jest super i życzę dużo weny i mało zmartwień

    Kujonek XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. W parę dni przeczytałam twojego bloga... ŚWIETNY!
    Tylko jedno nie daje mi spokoju... "otwarła" :/ staram się nie patrzeć na błędy tylko na treść... A treść jest świetna! Proszę, niech Draco nie opuszcza Hogwaru :c a jeśli chodzi o ataki... To wyobraziłam sobie, żeby (skoro ma być skupiony na jednej rzeczy) pocałował Hermionę <3 wiem, to twój blog i ty wszystko ustalasz i masz już pewnie napisane następne rozdziały i wgl. ale to taki mały pomysł :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :* WENY! Pozdrawiam,
    Panna Meg

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie komentowałam wcześniej bo szkoda mi było czasu, chciałam jak najszybciej przeczytać następne rozdziały. mu pomoże, jestem tego pewna. On zostanie w zamku i będzie pięknie, takie przynajmniej mam plany xd/Wiki

    OdpowiedzUsuń