środa, 22 października 2014

Rozdział 18 część:1



"napisz cos wkoncu!! fani czekajo!!
dobra napiszę jak już nalegasz... pff..."

Okej więc oto magiczna 18! ;) Podczas pisania tak gdzieś w środku miałam depresję bo parę osób z mojej klasy też założyło blogi (nie fanfiction)  i moja pewność siebie spadła na poziom  -100 000…   Ale jednak Alicja mi pomogła, Dzięki :* Jest to ostatni rozdział przed miniaturką, którą wstawię 01. 11. więc 19 dopiero po miniaturce. Mam nadzieję, że wyświetlenia przełożą się na komentarze!

PS. Podziękowania dla Adrianny która zasypała mnie komentarzami, dzięki :*  i Wiktorii bo nadal ci nie wierzę, że to czytasz…
~Pani M.

Rozdział 18 - Gdy zgasną światła…

– Wiem, że tam jesteś... Granger! 
Usłyszała głos Malfoya. Zdziwiła ją jego postawa na obronie przed czarną magią i chciała z nim o tym porozmawiać. Tym bardziej, że miała dziwne wrażenie, że jej kontakty z tym arystokratycznym dupkiem uległy jakiejś zmianie. Dobra, ale co teraz. Już wie, że za nim idę, uciekać i udawać, że w ogóle mnie tam nie było, czy wyjść z podniesioną głową? Jako Gryfonka oczywiście wybrała to drugie.
– Czego chcesz Granger? Śpieszę się. – Usłyszała jego lodowaty ton. Wzięła głęboki wdech i spokojnie odpowiedziała, krzyżując ręce na piersiach:
– Chciałam zapytać skąd wiedziałeś o tych smokach...
–Och, zapomniałem... – powiedział, a Hermiona wyczuła nutkę sarkazmu, ostrożnie zapytała:
– O czym...?
– Że tylko ty w tej szkole możesz mieć jakąś wiedzę wykraczającą poza program...  – Chciał jeszcze coś dodać ale przerwała mu wkurzona Gryfonka:
– Dlaczego zawsze musisz to zrobić?!  Zawsze mnie obrażasz, poniżasz! Czerpiesz z tego jakąś przyjemność, Malfoy? Bo jeśli tak to już dawno powinni cię zamknąć w świętym Mungu! To się leczy!
– Ale proszę nie krzyczeć...  – powiedział naśladując jej głos podczas uciszania pierwszorocznych na korytarzach. Wściekła wciągnęła powietrze nosem i podeszła do chłopaka.
– Dla twojego dobra nie zbliżaj się do mnie, nie odzywaj i omijaj szerokim łukiem...
– Przepraszam jeśli uraziłem twoje gryfońskie ego, Granger...
Zapadł cios. Dostał w twarz, znowu. Tak jak w trzeciej klasie tylko tym razem z otwartej dłoni. Gryfonka powiedziała zbliżając twarz do jego twarzy:
– Nie zbliżaj się do mnie Malfoy, nigdy...  – Odwróciła się na pięcie muskając jego twarz swoimi włosami i opuściła korytarza na szóstym piętrze.
– Jak na razie Granger to ty się do mnie zbliżasz, a ja nie narzekam... – mruknął do siebie rozmasowując policzek.
*
Neville i Daphne po lekcjach wybrali się na spacer skrajem zakazanego lasu. Na pewno woleliby chodzić po ciepłych korytarzach Hogwartu, czy posiedzieć w bibliotece. Jednak miłość nie wybiera.
– Wiesz to już pełne 3 miesiące, nigdy bym nie przypuszczała, że…
– Że będziesz z kimś tak beznadziejnym  jak ja? – zapytał chłopak.
– Nie, dlaczego nie pozwoliłeś mi dokończyć? Chodziło mi, że nigdy bym nie pomyślała, że będę z Gryfonem…  – odparła dziewczyna i stanęła naprzeciwko Neville’a, zagradzając drogę. Musiała stanąć na palcach i zadzierając wysoko głowę pocałowała go.
– NA SALAZARA!!!  – Usłyszeli zaskoczony krzyk. Daphne szybko się odwróciła i zobaczyła go. Neville puścił jej rękę i słał, jakby dostał confundusem.
– Nott! Co ty tu robisz? – zapytała groźnie Daphne. Tak, całującą się parę przyłapał Theodor Nott. Chłopak był rówieśnikiem Draco i Blaise’a, podobnie jak oni chciał ukończyć ostatni rok. Teraz stał z wyrazem osłupienia na twarzy, ale po chwili odzyskał swoje ślizgońske usposobienie i zapytał:
– Wiesz Greengrass, mogę spytać o to samo i dodać jeszcze: „co ty tu robisz z nim?!”  – Zaakcentował ostatni wyraz.  Znów Daphne usłyszała krzyk, tym razem żeński:
– Theo! Już jestem! McGonagall przeciągła lekcję! – Neville i Daphne odwrócili głowy, Nott stał tylko, przymykając oczy. Ze wzgórza zbiegała Parvati Patil. Zatrzymała się parę stóp przed Gryfonem i dwójką Ślizgonów, dopiero teraz dostrzegła, że Theodor nie jest sam.
– Cześć Parvati – powiedział Neville siląc się na spokój.
– Ymm… Cześć Neville – odpowiedziała, podchodząc bliżej grupki uczniów Hogwartu.
– Więc byliście umówieni? – zapytała prosto z mostu Daphne. Nott i Parvati stwierdzili, że nie ma najmniejszego sensu dłużej się ukrywać tym bardziej, że Neville i Daphne też wydawali się niespokojni, jakby zostali na czymś przyłapani. Istotnie tak było, Theo wszystko widział, ale nie był pewien czy to dobrze, czy źle…
– Tak, byliśmy umówieni – odpowiedziała Parvati ostrożnie, szybko dodała:  – A wy? – Neville pokiwał powoli głową. Natomiast Daphne w chwilowym przypływie odwagi co Ślizgonom nie zdarzało się znowu tak często, chwyciła Neville’a za rękę.
– Jesteśmy razem. – Powiedziała Daf dobitnie. Brwi Parvati podjechały do góry, ale nikt nic nie powiedział. Stali jeszcze chwilę w milczeniu, Parvati i Theodor obok siebie z jednej strony, a Daphne i Neville, trzymając się za ręce, naprzeciwko nich.
– Więc wy się ee… spotykacie? –zapytał Theo, jakby to nie zostało jasno powiedziane.
– Tak – odpowiedział pewnie Gryfon mocniej ściskając rękę Ślizgonki i uśmiechając się do niej. Parvati rzuciła pytające spojrzenie Theodorowi, po czym chłopak ciężko pokiwał głową i chwycił ją za rękę. Daphne dostrzegła ten gest i zrobiła minę jakby chciało jej się śmieć i nie dowierzała jednocześnie. Nott  wzruszył ramionami i bez słów wszyscy zrozumieli, że powiedział: "No co, przecież wy też".
*
W ten czwartkowy wieczór gdy  Hermiona i Draco udali się na obowiązkowy patrol w dormitorium na czwartym piętrze gromadziło się dziwne napięcie. Ginny siedziała na łóżku w swojej sypialni odrabiając pracę domową z eliksirów. Za żadne skarby nie chciała wyjść  z pokoju. Wiedziała, że tam na kanapie przy kominku siedzi Zabini i tylko czeka na rudowłosą Gryfonkę. Obiecała sobie, że nie wyjdzie, nie będzie z nim rozmawiać. Nie będzie! Jednak musiała do toalety. Już od 15 minut, starała się o tym nie myśleć. Deszcze który padał za oknem wcale jej nie pomagał. Pisała dalej, aż w końcu nie wytrzymała, zerwała się z  łóżka i wybiegła do salonu, a potem szybkim krokiem poszła do toalety. Chłopak nawet nie zwrócił na nią uwagi. Nawet nie podniósł wzroku znad wypracowania które pisał. Ginny wyszła z toalety i spokojnym krokiem szła w stronę sypialni Gryfonek. Blaise nadal nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Zmarszczyła brwi , ale nic nie powiedziała. Od dwóch dni jak tylko znajdowali się w jednym pomieszczeni chłopak próbował z nią porozmawiać , a Gin wykręcała się zręcznie. Dlaczego on na mnie nie zwraca uwagi? Zamknęła drzwi do sypialni i zabrała się za te głupią pracę domową z eliksirów.  Nie mogła się skupić bo cały czas myślała o tym dupku, siedzącym na czerwonej kanapie za drzwiami. Westchnęła i zrzuciła książkę pergamin i pióro na podłogą. Położyła głowę na poduszce i na chwilę zamknęła oczy.  W jej głowi pojawił się jego obraz, skrzywiła się teatralnie i otworzyła oczy. Dlaczego nie zwrócił na mnie uwagi?! Może nie zauważył? Chyba pójdę tam jeszcze raz. Albo nie po co? Nie chcę żeby on zwrócił na mnie uwagę niech da mi spokój. Głowa panny Weasley przeżywała prawdziwy natłok myśli.  Ale czemu się nie odezwał? Zawsze się odzywał, chyba, że tylko mi się zdawało. Nie! Na pewno próbował zagadać, chyba że tylko tak z grzeczności? Może dramatyzuje. Albo nie!  Wstała z łóżka wygładziła czarną spódniczkę od mundurka, przeczesała włosy ręku i już stała przy drzwiach. Chwyciła klamkę i szybo cofnęła rękę. Co mu powiem? Zastanawiała się. Może, że nie potrafię zrobić tego zadania? NIE! Jeszcze pomyśli, że jestem głupia. Nie mogę tak po prostu tym wyjść i powiedzieć: „cześć, czemu do mnie nie zagadałeś jak wracała z toalety?” Zabrzmiał to dziwnie i śmiesznie. Ginny walnęła się ręką w czoło. W tym momencie zgasło światło. Dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Wszędzie było ciemno. Nie wiedziała gdzie zostawiła różdżkę. Czy brak światła to dobry powód aby z nim porozmawiać? Chyba, ale co jeśli pomyśli, że się boje? Dobra! Wzięła głęboki wdech i chwyciła za klamkę.  Gdy weszła do salonu zobaczyła ciemnowłosego ślizgona z różdżką w ręku.  Ta właśnie różdżka była jedynym źródłem światła w całym pomieszczeniu.
– Co się dzieje? – palnęła Ginny.
– Skąd mam wiedzieć? – odpowiedział chłopak ze zdziwieniem w głosie.  Gryfonka wzruszyła ramionami, ale było tak ciemno, że nie wiedziała, czy Blaise to w ogóle dostrzegł.
– Gdzie podziałaś różdżkę? – zapytał.
– Nie umiem jej znaleźć pewnie gdzieś leży w sypialni, ale nie wiem gdzie...  – powiedziała dziewczyna, nie patrząc na Ślizgona i obejmując się ramieniem.
– Więc to była dziwna interpretacja prośby w twoim wykonaniu?  –Nic nie odpowiedziała, co Zabini wziął za odpowiedź twierdzącą.
– Dobra chodźmy poszukać tej zguby…
Weszli do sypialni Gryfonek, a światło różdżki padło na kawałek czerwonej ściany, niezaścielone łóżko Ginny i jej książkę z wypracowaniem na podłodze. Chłopak schylił się i podniósł pergamin. Przeczytał wstęp po czym pokręcił głową. Ginny nie wiedziała czy w geście aprobaty czy dezaprobaty. Podał jej wypracowanie i powiedział lakonicznym tonem:
– W trzeciej linijce masz błąd.
– Ymm. Dzięki, chyba. – powiedziała i odłożyła pracę na łózko.
– Dobra gdzie jest ta różdżka? – zapytał odwracając się do dziewczyna, a to omal na niego nie wpadła. Powiedzmy, że zatrzymała się bardzo blisko.
– Nie wiem. –Przy okazji wpadła na świetny pomysł, ale chłopak ją uprzedził i powiedział:
– Accio różdżka Ginny. – Z pod łóżka jak z procy wystrzelił ciemnobrązowy patyk i wpadł w ręce Ślizgona. Gryfonka przypomniała sobie jak zrzucając wszystko z łóżka wśród rzeczy była różdżka. Musiała się wturlać pod mebel. Chłopak oddał jej różdżkę. Ginny była lekko zdziwiona, spodziewała się warunków, przysiąg, dziwnych zadań. Wszystkiego tylko nie tego, że tak po prostu odda Gryfonce jej magiczny przedmiot. Bez słowa wyszedł z sypialni, aby znów zasiać przy kominku.  Po chwili wahania dziewczyna postąpiła tak samo. Po drodze mruknęła „Lumos” a na końcu jej różdżki rozbłysnęło bladoniebieskie światło.  Usiadła na fotelu podczas gdy ślizgon zajmował kanapę. Zaczęła rozmowę:
– Ciekawe czemu tak nagle zgasło światło, raz jak byłam u Hermiony to wywaliło korki czy jakoś tak, ale wątpię, że to to samo. – Nic jej nie odpowiedział tylko uparcie bazgrał po pergaminie co chwila zerkając do książki. 
– Dlaczego nie odpowiadasz? – zapytała już lekko podirytowana.  Brak reakcji. Brak reakcji, czyli coś co najbardziej wkurza.
– DLACZEGO NIE ODPOWIADASZ?! – wydarła się. Spojrzał na nią z nad pracy, odłożył pióro i spokojnie powiedział:
– Od jakiś dwóch dni próbuje zacząć  rozmowę, ale ty zawsze mnie zbywasz. Stwierdziłem, że dam sobie spokój. – Teraz to Gryfonka nie wiedziała co powiedzieć. W sumie jego argument był całkiem przemyślany i tak jakoś ogólnie miał sens.
– Teraz gdy zacząłem rozmowę znów mi nie odpowiadasz. – Zauważył trafnie, a Ginny spuściła wzrok.
– Nie po prostu ja… nie wiem co powiedzieć,  okej? 
– Wcale nie jest „okej”. Twoja logika jest taka, że będziemy rozmawiać tylko wtedy gdy ty masz na to ochotę? Jesteś śmieszna.
– Wcale nie o to mi chodziło! Po prostu wcześniej no myślałam, że ten…  –Wstydziła się to powiedzieć głośno.  Wcześniej myślała, że chłopak ma obsesje. Ten głupi pocałunek przewrócił jej w głowie.
– No co znowu wymyślisz? – zapytał oskarżycielsko. Prawie siebie nie widzieli, światło ich różdżek powoli bladło, ale żadne nie zwróciło na to uwagi.
– Nic nie wymyślam! Wcześniej myślałam, że obsesyjnie próbujesz ze mną porozmawiać! – W końcu udało jej się to powiedzieć, poczuła swego rodzaju ulgę.
– Więc sugerujesz, że mam obsesję na twoim punkcie? – zapytał ze zdziwieniem, nigdy nie chciał aby jego zachowanie zostało tak odebrane.
– Ja nic takiego nie powiedziałam, po prostu to trochę dziwne że przez siedem lat nie zamieniliśmy słowa, a teraz chcesz ze mną gadać, wspólne dormitorium i jeszcze ten pocałunek... – Zatkała sobie usta dłoniom, wcale nie chciała tego wspominać! Dlaczego to powiedziałam?! Była zła sama na siebie.
– A więc o to ci chodzi. Teraz rozumiem – powiedział ślizgon, nie kryjąc uśmiechu.
– Tu nie ma czego rozumieć, ja idę spać. Cześć ! – Wstała z fotela, ale chłopak przytrzymał ją za rękę.
– Puść mnie – warknęła.
– Nie dopóki tego sobie nie wyjaśnimy –powiedział stanowczo i pociągnął ją za sobą na kanapę.  Pomieszczenie nadal było ciemne, teraz jedyne światło wydobywało się z różdżki chłopaka.
– Więc o co chodzi z tym pocałunkiem? Wiem, że nie powinienem tak z zaskoczenia, ale wiesz tak jakoś wyszło. – Ginny dała znak, że rozumie poprzez skinienie głowy. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Myślała, że już nigdy nie wrócą do tego tematu.
– No znowu nic nie mówisz.
– A co ci mam powiedzieć? – zapytała Gryfonka, przełykając gulę w gardle.
– Nie wiem. Co myślisz, czego ode mnie oczekujesz…
– Nie wiem co myśleć  – powiedziała biorąc wdech. Pokiwał głową na znak, że rozumie. Chociaż tak naprawdę nic z tego nie rozumiał. Dlaczego Gryfonki są takie skomplikowane?! Na szczęście nie musiał nic mówić bo Ginny zdobyła się na odwagę i mówiła dalej:
– Wiesz ten pocałunek… bo ja nie byłam na to gotowa, cały czas czuję się przywiązana do Harry’ego.
– Nadal coś do niego czujesz? – wpadł jej w słowo.  Dziewczyna była zaskoczona tym pytaniem, ale odpowiedziała. Już i tak wyjawia mu wszystkie swoje myśli, co ma do stracenia? Poza tym ta ciemność dała jej jakąś dodatkom odwagę.
– Chyba tak, wiesz nie tak łatwo o kimś zapomnieć jak się go kochało pół życia…
– „Kochało”? Wyczuwam czas przeszły. – Próbował zażartować ślizgon. Nie lubił takich poważnych tematów, ale dla wolności gotów był się poświęcić.
– Ehh… A myślisz, że czemu z nim zerwałam? Bo miałam taki kaprys, bądźmy poważni.
– Ja jestem poważny, na swój diabelski sposób. – Uśmiechnęła się i z niedowierzaniem pokręciła głową. Ginny nigdy by nie przypuszczała, że  od tak będzie rozmawiać ze Ślizgonem.  Po ciemku. W ich wspólnym salonie.
– Może zmieńmy temat – zaproponował.
– To o czym będziemy gadać?
– Może twój ulubiony kolor?
– Zbyt prywatne. – Uniósł wyżej brwi.  Gin zaśmiała się i powiedziała:
– Żartowałam! Tak, Gryfoni tez czasem żartują.
– Dobra a tak serio, jaki to kolor?
– Oczywiście, że czerwony!
–Kto by się tego spodziewał – mruknął z sarkazmem, żeby po chwili dodać: – A twój ideał faceta? –Ginny była lekko zdziwiona, teraz pytanie zrobiło się prywatne, odpowiedziała, próbując opisać dokładne przeciwieństwo Zabiniego:
– Więc raczej niski, bez poczucia humoru, jasne włosy… – Przerwał jej:
– Czy ty próbujesz opisać  moje przeciwieństwo? – Pokiwała głową i mówiła dalej:
– Niebieskie oczy, najlepiej mugolak albo harłak, mądry… – Nie dał jej dokończyć:
– Przesadziłaś! Ja jestem mądry!!! – Siedzieli dość blisko siebie na kanapie, a Blaise zrzucił się na Gryfonkę i zaczął ją łaskotać. Dziewczyna śmiała się i piszczała na zmianę, udało jej się coś wyduście z pomiędzy fal śmiechu:
– Dobra, dobra sorkiii... – I znów zapiszczała. W odwecie również zaczęła łaskotać chłopaka. Ślizgon nie miał szans wobec jej zręcznych rączek. Różdżka wypadła mu z dłoni i zgasła.  Po chwili Ginny leżała na torsie chłopaka i dalej nie odpuszczając łaskotała go.  Ktoś wszedł do dormitorium i w tym samym momencie zapaliło się  światło.
*
Pansy szła wolnym krokiem na szlaban. Wciąż nie mogła uwierzyć, że McGonagall ukarała ich tak surowo. Szlaban pięć razy w tygodniu! Pokręciła z niedowierzaniem głową. Przed wyjściem powtórzyła wszystkie zaklęcia osuszające i obronne, stwierdziła, ze po tym dupku Potterze wszystkiego mogła się spodziewać.  Stanęła przy wejściu w Sali Wejściowej i czekała na niego. Po niecałych pięciu minutach Harry zbiegł po schodach. Obrzuciła go oskarżającym spojrzeniem i powiedziała:
– Spóźniłeś się.  Znowu!
– Wiem, wiem przepraszam, ale nie mogłem znl... – Skończył w pół zdania jakby ugryzł się w język przed wypaplaniem jakieś wielkiej tajemnicy.  Pansy spojrzała na niego pytająco, ale nic nie powiedziała. Założyła kurtkę, którą dotychczas trzymała w ręce i wyszła na dwór. Powoli się ściemniało, ale mimo to można było dostrzec pierwsze oznaki jesieni. Liście spadały z drzew, wirując lub wolno opadając na ziemię, trawa tez poszarzała i zaczął wiać chłodny, ostry wiatr. Ślizgonka cieszyła się, że wzięła szalik i kurtkę, chociaż Astoria śmiała się z niej przed wyjściem. Ich patrol zaczął się jak zawsze o szóstej i trwał dwie godziny, do ósmej. Bardzo szybko im to zleciało i został już jakiś kwadrans do godziny wyznaczającej koniec patrolu, Harry stwierdził, że nie ma sensu zaczynać kolejnej rundki wokół jeziora bo i tak nie zdążyliby dojść do połowy. Wracali do zamku.
– Wiesz, mam wrażenie, że te nasze patrole nie mają za bardzo sensu…  – stwierdziła Pansy.
– Co masz na myśli? Szlaban jak każdy inny. – Gryfon wzruszył ramionami.
– Nie chodzi mi o szlaban, tylko o to, że jeszcze nikogo tu nie widzieliśmy. Nikt nie kręci się w pobliżu jeziora od tamtego incydentu, więc po co my tutaj.
– Ej, czekaj jakiego incydentu? – Potter wyrwał się z zamyślenia. Parkinson tylko przewróciła oczami, ale spokojnie wytłumaczyła:
– Wiesz, jak ci pierwszoroczni wpadli do jeziora…
– Aaaa, dobra już wszystko wiem. A jeśli chodzi o sens tego szlabanu to mnie nie pytaj, ja tez go nie widzę. – Harry pokręcił głową.  Byli już pod murami Hogwartu, gdy Gryfon coś dostrzegł. Chwycił Pansy za rękaw kurtki i pociągnął za najbliższy mur.
– Ał, o co znowu chodzi?  – warknęła dziewczyna.
– Znów przez ciebie wpakujemy się w kłopoty, czy ty wszędzie widzisz „podejrzane sprawy” dla bohatera? – Zatkał jej usta ręką. Pansy pomyślała, że ma całkiem ciepłą dłoń. Oderwała jego palce od swojego policzka i szepnęła:
– Już się zamykam, ale wytłumacz mi, na wielkiego Salazara, o co ci chodzi? – Harry znów wychylił się za mur, odwrócił głowę do Ślizgonki i szepnął:
– Patrz… – Pokazał na linię drzew zakazanego lasu.
– Nic tam nie widzę – stwierdziła dziewczyna i skrzyżowała ręce na piersiach. Gryfon przewrócił oczami i przyciągnął dziewczynę bliżej siebie. Ustawił ją na swoim miejscu, przytrzymując za ramiona. Wskazał ręką ponownie na zakazany las.
– Kto to jest?! –Wyrwało się Pansy.
– Nareszcie…  – szepnął. – A co do pytania to wydawało mi się…
– Mi też… – Przerwała mu Ślizgonka.
– Ale wiesz to bardzo dziwne – stwierdził Harry. A tamci zniknęli im z oczu.
*
Draco Malfoy szedł spokojnie korytarzem wysłuchując wykładu pewnej irytującej Gryfonki, modlił się żeby ten patrol jak najszybciej się skończył.
– I w ogóle to uważam, że ten nowy nauczyciel to nie ma doświadczenia, ale oczy to ma ładne. Nie powinien się wypowiadać na temat tych smoków, nie? – Nie wytrzymał.
– Słuchaj Granger, co ty sobie myślisz?! Ja nie jestem jakąś twoją przyjaciółeczką. Opowiadaj te swoje bzdury panu „Ocaliłem świat, bo jestem Potter” albo temu przygłupowi Weasley’owi! W ogóle czemu się do mnie odzywasz? Ja cię nie lubię, dotarło. Ja cię nawet nie szanuje. Więc zamknij z łaski swojej, tę jadaczkę!!! Jesteś głupią szlamą! – Wykrzyczał jej to wszystko w twarz. Już nie mógł tego znieść. Jakoś za blisko dopuścił do siebie tę Gryfonkę. Co się z nim stało? Szlama. Pomyślał, żeby choć trochę sobie przypomnieć starego Dracona. Spojrzał na osłupiałą Hermionę. Zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na niego tak jak kiedyś. Z przerażeniem i nienawiścią. Jednak nie dało mu to takiej satysfakcji jak wcześniej.
– Dotarło Granger? – zapytał ironicznie. Dziewczyna kiwnęła głową i szybko odwróciła głowę. Nie chciała pokazać, że doprowadził ją do płaczu. Jedna łza spłynęła po jej policzku, żeby zaraz spaść na podłogę. Odwróciła się szybko i pobiegła przed siebie. Chłopak nie rozumiał co się stało, wcześniej takie komentarze nie wywoływały na Hermionie większego wrażenia. Spojrzał na malutką mokrą kropkę na podłodze. Popędził ile sił w płucach za nią. Wiedział, że spieprzył sprawę.
*
– Wydawało mi się, że to był Neville, a tobie? – zapytał Harry przy wejściu do zamku.
– Za to ja chyba widziałam Daphne…, ale to nie możliwe , nie?
– Teraz już nic mnie nie zdziwi – odpowiedział Harry. Stali w przedsionku Hogwartu, rozprawiając na temat dwójki podejrzanych osób widzianych przy zakazanym lesie. Nie mogli uwierzyć, że to Neville i Daphne, ale wszystko było takie realistyczne…  W końcu zaprzestali dyskusji i ruszyli do swoich dormitoriów. Żeby się tam dostać, chcąc nie chcąc, musieli przejść jeden z korytarzy razem. Tak też uczynili. Harry zatrzymał się przy schodach na górę, a Pansy właśnie zniknęła za rogiem końca owego korytarza. Nagle zgasło światło. Harry odwrócił się. W Hogwarcie jeszcze chyba nigdy nie zgasło od tak sobie światło, a przecież nie było późno. Ciekawy był czy na korytarzu którym poszła Pansy też jest ciemno. Szybkim krokiem ruszył w tamtą stronę. Wyjrzał za róg. Również było ciemno, a ściślej rzecz ujmując jeszcze ciemniej. Zatrzymał się w pół kroku bo wydawało mu się, że usłyszał kroki. Nagle poczuł delikatne, lekko wilgotne usta, na swoim policzku. Dotknął tego miejsca. Szybko sięgnął po różdżkę, ale gdy szepnął ‘’Lumos” światło się zapaliło, a na korytarzu oprócz Harry’ego nie było nawet ducha…
*
Hermiona pobiegła oczywiście do dormitorium na czwartym piętrze, święcie przekonana, że Zabini siedzi u siebie w sypialni, a Ginny czeka na jej powrót. Przez łzy wykrztusiła hasło. Portret odskoczył, a Gryfonka wbiegła do środka. Zatrzymała się w pół kroku i nawet nie zwróciła uwagi na Malfoya, który również wbiegł do pokoju i wpadł na nią. Oboje jakby dostali confundusem, zawiesili się na chwile w miejscu, przyglądając się Blaise’owi i Ginny leżącym na czerwonej kanapie.
– Nie wiedziałem, że jesteście tacy szybcy…  – zakpił Draco.
*
Całemu przedstawieniu przyglądał się Irytek, z wygaszaczem Rona w przeźroczystej dłoni…


"EJ, EJ, EJ A KOMENTARZ TO KTO NAPISZE?"