niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 35

Przybywam z nowym rozdziałem (jak zwykle spóźniona, ehh...), duuuuużaaaa część poświęcona Harry'emu i Pansy, a także wyjaśnienie spraw między Astorią i Ronem... Nie zabrakło oczywiście Draco i Hermiony, niekoniecznie razem... Komentujemy :3
~Pani M.
PS. Zapraszam do zakładki "sowia poczta", a także na stronkę na "fejsbuku" dom Salazara zwariował ;)


Rozdział 35 – Poranek w lochach, czyli czego się nie robi dla przyjaciół.

– Mam dla ciebie propozycję... – powiedziała, uśmiechając się zagadkowo. Astoria Greengrass wzięła sobie do serca to, co powiedziała jej Pansy zaledwie wczoraj. Rozmowa dotyczyła oczywiście Harry'ego, bo od wydarzeń w Zakazanym Lesie blondwłosa Ślizgonka nie mówiła o nikim inny. Pansy powiedziała jej wtedy, że Astoria nawet nic o nim nie wie i nie mają wspólnych zainteresowań. A któż byłby lepiej poinformowany, niż najlepszy przyjaciel jej obiektu westchnień?
– Nie mam czasu na te twoje gierki – odparł oschle Ron. Deszcz ustąpił, jednak to nie zmieniało faktu, że przemókł do suchej nitki. Astoria spojrzała na jego mokrą, brudną szatę krytycznie i powiedziała:
– Może wejdźmy do środka? Podejrzewam, że nie jest ci za ciepło. – Po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę zamku. Ani razu nie obejrzała się za siebie. Miała pewność, że chłopak za nią idzie. Gdy w końcu stanęli w ciepłym korytarzu, oboje poczuli się lepiej. Ron zdjął pelerynę tak mokrą, że w miejscu nad, którym trzymał płaszcz powstała niewielka kałuża. Astoria jednym zgrabnym skinieniem nadgarstka wysuszyła swój płaszcz i włosy. Ron spojrzał na nią wyczekująco. Ślizgonka jedynie uśmiechnęła się i bez słowa wysuszyła również odzienie Gryfona. Ron skinął głową na znak podziękowania.
– Przejdźmy do rzeczy – rzucił, po chwili niezręcznego milczenia.
– Oczywiście. Chodzi o Harry'ego – powiedziała blondynka, zachowując powagę. Rudzielec poniósł jedną brew. Nie rozumiał co Astoria może chcieć od jego przyjaciela.
– A o co konkretnie? – zapytał podejrzliwie.
– Wiesz, mam dla ciebie propozycję...
– Już mówiłaś – wtrącił, próbując udawać, że to co ma do zaoferowania Ślizgonka w ogóle go nie interesuje.
-Chcę, żebyś nauczył mnie podstaw Quidditcha...
–JA?! – wykrzyknął zdziwiony Gryfon i starał się nie zachłysnąć własną śliną.
– Co w tym dziwnego? – Wzruszyła ramionami Ślizgonka. – Przecież lubisz grać.
– Dlaczego nie poprosisz kogoś z domu Salazara?
– Bo oni wszyscy tam powariowali – mruknęła ponuro.
*
Harry i Hermiona odrobinę się zasiedzieli. Hagrid otworzył butelkę ognistej i tak dobrze im się rozmawiało, że zapomnieli o czarodziejskim świecie. Dobrze po drugiej, gdy głowa gajowego opadła na stolik, zabierali się do wyjścia. Harry wypił być może, o jedną szklaneczkę ognistej za dużo, chwiał się na nogach. Hermiona również nie odmówiła sobie odrobiny alkoholu, ale zachowała umiar. Była co najwyżej trochę podchmielona. Gryfon, wychodząc, kopnął w stale pokryte rdzą wiadro i narobił hałasu.
–Cicho! – syknęła dziewczyna. Wzięła przyjaciela pod ramię i oświetlając drogę różdżką, prowadziła do zamku.
– Dlaczeegiio płakała? – czknął Harry. Hermiona zmarszczyła brwi, nie rozumiała o czym jej przyjaciel mówi.
– Ale kto, Harry? – zapytała, siląc się na spokój.
– Ślizgioinka...– wychrypiał chłopak. Już nic więcej nie mówił, a i Hermiona nie pytała. Doszli do zamku. Harry oparł się o ścianę i dość głośno, za głośno, oświadczył, że dalej nie idzie.
– Nie wygłupiaj się – powiedziała jedynie Hermiona, a potem chwytając go za przegub nadgarstka, powlekła w stronę schodów. Dziewczyna sporo się namęczyła, żeby zaciągnąć przyjaciela na górę, stanęła przed portretem Grubej Damy i uświadomiła sobie, że nie zna hasła. Przekleństwo cisnęło jej się na usta. Odwróciła się w stronę Harry'ego i spojrzała bezradnie. Gryfon ze spuszczona głowa siedział pod ścianą. Pierwsze co chciała zrobić to wysłać patronusa do Rona, jednak szybko się powstrzymała. Co on sobie pomyśli? Wolała nawet nie zgadywać... Bo przecież chciała, w środku nocy, wysłać wiadomość do swojego chłopaka, że czeka pod drzwiami z jego pijanym najlepszym przyjacielem. Takiej informacji Ron mógłby nie przetrawić. Westchnęła cicho, ale od razu wpadła na kolejny pomysł. Już wyciągała różdżkę żeby wysłać patronusa do Ginny. A potem uświadomiła sobie, że Ginny już nie mieszka w wieży Gryffindoru. Nie powinnam pić, bo uciekają mi najprostsze szczegóły... Skarciła się w duchu. Wtedy wpadła na kolejny pomysł.
– Wstawaj – powiedziała do ciemnowłosego Gryfona i ruszyła w stronę czwartego piętra. Gdy w końcu stanęli przed portretem średniowiecznego rycerza i Hermiona miała wypowiedzieć hasło, znów przypomniała sobie, że być może przenocowanie Harry'ego w salonie nie było najlepszym pomysłem.
– Co pomyśli Ginny? – mruknęła do siebie, Gryfon poniósł głowę i spojrzał na nią nieprzytomnie. Hermiona wiedziała, że to źle się skończy. Ginny może pomyśleć, że szlajam się po nocy z jej byłym chłopakiem. Hermiona usiadła obok ciemnowłosego chłopaka i westchnęła. Była zmęczona. W końcu wyciągnęła różdżkę zza paska u spodni i szepnęła:
– Expecto Patronum. – Srebrzystoniebieska wydra wyskoczyła z końca różdżki dziewczyny i pomknęła po schodach w dół. Kierowała się w stronę lochów, a Hermionie pozostało tylko czekać.
*
Draco nie spał. Ostatnio wiele się działo w jego życiu, a zawsze gdy jakaś  sprawa go męczyła, nie mógł spać. Po pierwsze zastanawiał się jak tu porozmawiać z Daphnie. W końcu obiecał to zrobić. Kolejnym punktem na liście była Granger. Ślizgon zastanawiał się jak przyjęła jego "przeprosiny" w Wielkiej Sali i dlaczego tak jej zależy na związku Daf i tego Longbottoma. Gdy tak siedział w fotelu i popijał piwo kremowe prosto z butelki, uświadomił sobie, że Gryfonka będąca obiektem jego rozmyślań, nie wróciła jeszcze do dormitorium... Nie wiedzieć czemu, rozdrażnił go ten fakt, rozpiął dwa górne guziki  koszuli. Nie chciało mu się przebrać w coś wygodniejszego. Dręczyła go sprawa Granger. Jakoś nie potrafił wyobrazić sobie, że Gryfonka spędza tę noc z tym Weasleyem. Jakby tu chodziło o kogokolwiek innego, to nawet by się nie zdziwił.
– Ale, na miłość Merlina, to Granger – mruknął do siebie coraz bardziej podirytowany. Nagle usłyszał jak ktoś wchodzi po chodach. Zastanowiło go to i od razu pomyślał o zagubionej Gryfonce. Zacisnął ręce w pięści, bo uświadomił sobie, że cały czas o niej myśli. To chore. Zwrócił sobie uwagę. Dopił piwo kremowe i zabierając szare spodnie od dresu, wszedł do toalety. Rzucił ubrania na podłogę i wszedł pod prysznic. Woda była lodowata, ale nie przeszkadzało mu to. Wyszedł z kabiny i owinął sobie biały ręcznik wokół bioder. Pozbierał ubrania z podłogi i wszystko wrzucił do specjalnego pojemnika na pranie. Po chwili zdjął ręcznik i ubrał szare, dresowe spodnie. Z mokrymi włosami wyszedł z łazienki, akurat w samą porę aby porozmawiać z Gryfonką.
*
Pansy z płytkiego snu obudził patronus. Srebrzysta wydra przeniknęła przez drzwi i zatrzymała się przy jej łóżku. Przemówiła głosem Hermiony:
– Przepraszam za tę pobudkę, ale musisz mi pomóc. Nikomu nic nie mów tylko przyjdź na czwarte piętro. – Tylko cudem Astoria ani Daphnie się nie obudziły. Patronus zniknął, a Pansy zwlekła się z łóżka, założyła przez głowę szarą bluzę i trampki na bose stopy, po czym wyszła z sypialni z różdżką w ręce.  Pół przytomna wdrapała się na czwarte piętro i ujrzała Hermionę chodzącą w te i z powrotem po korytarzu oraz Pottera siedzącego pod ścianą.
– Dzięki Merlinie, że jesteś – powiedziała Hermiona,  a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
– Co się stało? – zapytała Ślizgonka, niepewnie zerkając w stronę Harry'ego.
– Przenocujesz go? – zapytała, niemal błagalnie, Gryfonka.
– ŻE CO?! – Pansy przeżyła prawdziwy szok.
– Tyko na jedną noc. – Hermiona spojrzała błagalnie.
– I gdzie on niby ma spać? Może jeszcze u mnie w łóżku! – Ślizgonka zarumieniła się, ale zaraz dodała:
– Nie ma mowy.
– Pansy proooszeee – powiedziała Gryfonka. – To połóż go w Pokoju Wspólnym.
– Jasne, żeby gdzieś polazł, jak tylko go zostawię.
– Proszę, pomóż mi. Nie znam hasła do wieży Gryffindoru, nie mogę obudzić Rona, bo znów się pokłócimy. Jeśli zostanie u mnie, rano mogę mieć nieprzyjemności z Ginny. Wiem, że proszę o dużo, ale…
– Zgoda – powiedziała w końcu Pansy z niechęcią.
– Serio? – zapytała z niedowierzaniem Granger. Nie sądziła, że Pansy tak łatwo się zgodzi. Ślizgonce wcale nie uśmiechało się ciąganie pijanego Gryfona po lochach, ale chciała pomóc Hermionie. Wydawało jej się, że w tym momencie to jej jedyna przyjaciółka.
– Odprowadzić was do lochów? – zapytała pani Prefekt Naczelna, pomagając Harry'emu wstać.
– Chyba trafię – odpowiedziała ciemnowłosa dziewczyna. – Rusz się, Potter – rzuciła przez ramię, do kiwającego się na boki Gryfona.
– Na pewno sobie poradzisz? – upewniła się Hermiona, przygryzając dolna wargę. Martwiła się o przyjaciół.
– Wyluzuj – powiedziała jedynie Pansy, uśmiechając się pod nosem, a potem razem z Harrym zniknęła na schodach. Hermiona stała jeszcze chwilę na korytarzu, a potem weszła do salonu dormitorium Prefektów Naczelnych. Był pusty.
*
Wcześniej...
Ginny przebudziła się w środku nocy. Otworzyła oczy i ze zgrozą stwierdziła, że Hermiona jeszcze nie wróciła do dormitorium. Usiadła na łóżku, zrzucając kołdrę. Zastanawiała się, gdzie jej przyjaciółka może być o takiej porze. Zegarek wskazywał kwadrans po pierwszej, a jutro normalnie trzeba wstać na zajęcia. Chwyciła różdżkę leżącą na stoliczku obok łóżka.
–Lumos – mruknęła. Szybko odszukała niebieski sweter i założyła go na siebie, a potem weszła do salonu. Zgasiła różdżkę, bo światła się świeciły. Ku jej zaskoczeniu na fotelu siedział Malfoy i popijał piwo kremowe.
– Czemu nie śpisz? – rzuciła Gryfonka, podchodząc bliżej kanapy i kominka, od którego biło przyjemne ciepło. Dopiero teraz Draco ją zauważył. Zlustrował dziewczynę wzrokiem od góry do dołu, tylko przez chwilę zatrzymał wzrok na odsłoniętych nogach. Dostrzegła jego spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Draco z kolei był pewien, że dziewczyna się zarumieni, ale nic takiego nie nastąpiło. Ginny usiadła na kanapie na przeciwko kominka.
– Napijesz się? – zapytał Ślizgon, wyciągając spod stolika nieotwartą butelkę piwa kremowego. Dziewczyna skinęła głową, a chłopak rzucił jej butelkę. Złapała ją w locie, a potem, podważając kapsel kciukiem, otwarła bez większego trudu. Napiła się i odłożyła butelkę na szklany stolik.
– Czemu nie śpisz? – powtórzyła pytanie.
– Mogę zapytać o to samo... – odparł i znów się napił. Ginny również sięgnęła po butelkę.
– Pewnie nie widziałeś Hermiony? – zapytała, unikając jego spojrzenia.
– Nie – uciął krótko, kończąc temat.
– To dlaczego... – Znów zaczęła Ginevra, ale tym razem nie dał jej dokończyć:
– Jesteś irytująca, Weasley – warknął. – Nie śpię, bo nie mam ochoty, kropka.
– Mhm... Ja obstawiam, że nie możesz spać, bo coś cię męczy.
– Mylisz się – powiedział, zachowując spokój.
– Czyżby? – Spojrzała na niego z ironią, wymalowaną na twarzy.
– Bardzo irytująca – powiedział jedynie, a rudowłosa dziewczyna przewróciła oczami.
– Wiesz gdzie jest Granger? – wypalił, zanim włączyły mu się jakiekolwiek hamulce.
– Aha! – powiedziała Gryfonka z triumfem na twarzy i wymierzyła palec wskazujący w Ślizgona zajmującego fotel.
–Co "aha"?  – warknął, zły na siebie.
– Nie umiesz spać przez nią, na Merlina, ty się martwisz!
O Granger? Prędzej Czarny Pan wróci, niż zainteresuje mnie los tej sz...
–Uważaj – warknęła, usiłując zabić go spojrzeniem.
– W każdym bądź razie. mam gdzieś z kim sypia. – O sekundę za późno zdał sobie sprawę, że popełnił kolejną gafę. Ginny znów się uśmiechnęła.
– No proszę, proszę... Nie dość, że się martwisz, to jeszcze zazdrosny... – Wbił w nią spojrzenie tych zimnych oczu. Momentami przerażały. Ginny przeszył dreszcze, a ogień w kominku zawirował. Dostrzegła, że ręka chłopaka zaciska się na różdżce. Knykcie mu pobielały, a ogień w kominku rozbłysnął na zielono i rozprzestrzeniał się, już prawie dotykając dywanu.
– Malfoy! – krzyknęła. W tym momencie chłopak zamrugał gwałtownie parę razy, upuścił różdżkę na ziemię, a ogień znów tlił się spokojnie w kominku. Ślizgon wstał gwałtownie z fotela, przewracając butelkę piwa kremowego.
– Muszę... Znaczy... Iść... – wymamrotał i zamknął się w sypialni. Ginny po chwili otrząsnęła się z szoku. Spojrzała na rozlany napój, ale w tamtej chwili nie potrafiła sobie przypomnieć zaklęcia czyszczącego. Wstała z kanapy, a potem znów usiadła. Rozejrzała się po pustym salonie. Nie wiedziała co ma o tym myśleć, Draco po raz pierwszy wydał jej się podobny do Śmierciożerców. Po raz pierwszy o nim pomyślała w ten sposób, bała się. Znów wstała i poszła do sypialni, okryła się kołdra i starała zasnąć. Gdy w końcu jej się to udało, nie miała żadnych snów.
*
– Nie będę cię niańczyć Potter, więc rusz te swoje cztery litery – powiedziała Pansy z pogardą, czekając na Gryfona przy wejściu do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. W końcu chłopak dowlókł się do kanapy i opadł na nią, wcześniej zsuwając buty. Dziewczyna przewróciła oczami, a potem zabrała różdżkę i pobiegła na górę do swojej sypialni. Cicho otworzyła drzwi i podeszła do swojego łóżka. Siostry Greengrass spały w najlepsze, za co Pansy dziękowała Merlinowi w duchu. Chwyciła poduszkę i dwa koce. Ostatni raz rozejrzała się po pokoju, a potem wyszła, zamykając za sobą drzwi. Skrzywiła się, gdy zaskrzypiały przeciągle. Harry nadal znajdował się tam, gdzie go zostawiła, czyli na ciemnozielonej kanapie. Pansy przyciągnęła jeden z foteli bliżej kanapy, następnie zarzuciła jeden z kocy na Gryfona. Sama zaś skuliła się w wygodnym fotelu i okryła drugim kocem. Pod głowę podłożyła poduszkę. Zamknęła oczy, ale za chwilę je otworzyła i spojrzała na pogrążonego w półśnie Pottera. Wydał jej się taki bezbronny. Uśmiechnęła się, a potem odrzuciła koc i  podeszła do kanapy. Kucnęła przy głowie chłopaka. Delikatnie zdjęła przekrzywione okulary i odłożyła na stolik. Harry poruszył się i coś mruknął. Odruchowo odgarnęła mu  czarne włosy z czoła, a jej oczom ukazała się cienka blizna w kształcie błyskawicy. Harry Potter... Przez chwilę przeszedł ją zimny dreszcz i nie wiedzieć czemu jej ręka odruchowo powędrowała w stronę owej blizny. Opuszki jej palców już prawie dotknęły czoła chłopaka, gdy ten obudził się nagle i złapał ją za nadgarstek. Pansy tak się wystraszyła, że niemal krzyknęła. Chciała szybko się odsunąć, ale Harry trzymał jej nadgarstek w żelaznym uścisku. 
– Pansy... – Przekrzywił głowę i przyjrzał się Ślizgonce. Zamrugał parę razy. Wyrwała rękę z jego uścisku i wycofała się na bezpieczną odległość.
– Dla..czego płakałiaś? – zapytał, wlepiając w nią mętne spojrzenie. Ślizgonka poczuła się jakby dostała w twarz.
– Odwal się – syknęła, siadając na fotelu. Harry podparł się na jednej ręce.    
– Dlaczego? – zapytał, mówiąc już trochę wyraźniej.
– Porozmawiamy rano – odparła jedynie, licząc, że rano nie będzie niczego pamiętał.
– Dlaczego? – powtórzył.
– Dobranoc, Potter – powiedziała, okrywając się kocem i odwracając tyłem do Gryfona. Harry po chwili również się położył.
– Dobran...ioc... Pansy – wymruczał, możliwe, że przez sen.
*
Hermiona weszła do salonu i pierwsze co rzuciło jej się w oczy to rozlane piwo kremowe i różdżka leżąca obok na podłodze. Nie chciała nawet zgadywać co się mogło wydarzyć. Podniosła magiczny patyk i weszła do sypialni. Ginny spała, oddychając przez usta. Hermiona wykończona opadła na łóżko. Znalezioną różdżkę oraz własną położyła na komodzie. Zdjęła wszystko i założyła koszule nocną; długą aż za kolana. Wiedziała, że musi się wykąpać, ale postanowiła odłożyć to na rano. Jej mózg natychmiastowo domagał się snu. Nastawiła budzik na godzinę wcześniej, a potem zmorzył ją upragniony sen.
***
Harry leniwie otworzył jedno oko, potem drugie. Obraz był zamazany, za jasny, w dodatku głowa miała mu wybuchnąć. Usłyszał chichot i zaraz drażniąco wysoki głos zaczął mówić, tuż nad jego uchem.
– Obudził się! Wyczuł moją obecność.
– Okulary – wychrypiał, ponieważ gardło miał zupełnie suche. Później było jakieś zamieszanie i zgrabna kobieca dłoń podała mu okrągłe szkła w czarnej oprawie. Gryfon założył je na nos i pierwsze co zobaczył to szczerzącą się do niego Astorię Greengrass. Za nią stały jeszcze inne Ślizgonki. Usiadł na sofie i okazała się, że jest otoczony... Otoczony przez podopieczne domu Salazara. W ustach miał sucho, głowa mu pękała.
– Która godzina? – wyjąkał. Jedna z dziewczyn spojrzała na srebrny zegarek.
– Jeszcze zdążysz na śniadanie – odpowiedziała brunetka i uśmiechnęła się do chłopaka. W tym czasie obudziła się Pansy. Okazało się, że ktoś przesunął jej fotel i teraz patrzała na stado dziewczyn otaczających kanapę. Na usta cisnęły jej się najgorsze przekleństwa, ale się powstrzymała. Odrzuciła koc na ziemię i stanęła na nogi. Spojrzała w dół i zdała sobie sprawę, że jest w krótkich spodniach od piżamy i bluzie, a przed nią zebrał się istny tłum Ślizgonek w mundurkach i krótkich spódniczkach. Najpierw chciała przepchnąć się przez tłum i "odbić" Pottera, głównie dla Hermiony, przecież obiecała, że nic mu się niestanie. A widząc zachowanie niektórych dziewczyn, Harry mógłby dostać zawału... Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, przecież nie była zazdrosna.... Obeszła tłum dookoła. Już miała wchodzić na schody, gdy usłyszała jedną z dziewczyny.
– Może masaż? Zawsze taki zmęczony chodzisz... – W Pansy się zagotowało, zacisnęła ręce w pięści i nie patrząc na to, że jest w piżamie zaczęła (z godnością) przeciskać się przez tłum. Stanęła przed kanapą, opierając ręce na biodrach. Patrzała na Harry'ego z góry. Gryfon najpierw zlustrował ją wzrokiem, a potem uniósł pytająco brew.
– Idziemy – oświadczyła dziewczyna.     
– Co? – zapytał Harry ze śmiechem, rozejrzał się dookoła. Wszystkie dziewczyny usiłowały zabić Pansy spojrzeniem.
– Rusz się – warknęła Ślizgonka. Harry powoli wstał z kanapy i ubrał swoje trampki. Pansy widząc to, bez słowa odwróciła się, idąc w stronę wyjścia. Ściana przesunęła się i wyszli z Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
– Czemu mnie stamtąd wyprowadziłaś? – zapytał z wyrzutem. Ciemnowłosa dziewczyna nie odpowiedziała tylko machnięciem różdżki wyczarowała szklankę wody.
–Pij. – Podała mu ją. Harry duszkiem opróżnił naczynie. Właśnie tego bardzo potrzebował. Kolejnym machnięciem różdżki Pansy z powrotem napełniła szklankę i tym razem znów Harry błyskawicznie ją opróżnił.
– Dzięki – mruknął. Skinęła nieznacznie głową.
– Skąd w ogóle się tam wziąłem? – zapytał Gryfon, w tej chwili miał wiele naprawdę dziwnych teorii, dlaczego obudził się w lochach.
– Hermiona ci to wyjaśni – odparła beznamiętnie Ślizgonka.
– A kto wyjaśni mi twoje zachowanie? – Odważył się zadać kolejne pytanie, ale odwagi nigdy mu nie brakowało.
– A coś ci nie pasuje? – warknęła, krzyżując ręce na piersi.
–Byłaś zazdrosna? – Myślał, że dostanie w twarz, jednak to nie nastąpiło. Pansy również była zdziwiona. W geście bezsilności jedynie zacisnęła ręce w pięści i spuściła głowę.
– Nie, nie byłam...
– To dlaczego się tak zachowujesz? -Podniosła na niego wzrok. Chciała coś powiedzieć, ale z jej ust nie wyszedł żaden dźwięk. Harry zrobił krok w jej stronę. Pansy cofnęła się o krok. Oczywiście wpadła na ścianę. Nie chciała zbliżać się do Harry'ego. Wydawało jej się to strasznie nienaturalne, a z drugie strony chciała tego jak cholera.
– C-co robisz? – wykrztusiła, widząc, że Harry jest niebezpiecznie blisko, wpatrywał się w jej usta.
– Chcę coś sprawdzić – mruknął, podchodząc jeszcze bliżej. Nachylił się nad dziewczyną i pocałował ją. Był to krótki pocałunek, ledwie musnął jej usta. Odsunął się odrobinę, żeby sprawdzić reakcję dziewczyny. Pansy miała rumieńce i unikała spojrzenia Harry'ego.
– Coś nie tak? – zapytał niepewnie, nie wiedział co dziewczyna o tym myśli.
– Obiecałeś, że to już się nie zdarzy... – powiedziała z wyrzutem, nadal na niego nie patrząc.
– No cóż, kłamałem. – Spojrzała na niego zdziwiona, Harry uśmiechnął się.
– Nie tylko Ślizgoni są tu kłamliwi... – Zamknęła mu usta pocałunkiem. Harry oparł rękę o ścianę, oddając pocałunek. Nie przejmowali się tłumem Ślizgonek za ścianą ani faktem, że stoją na korytarzu i każdy może ich zobaczyć. Liczyła się tylko ta chwila, żadne niedowierzało w to co się właśnie dzieje. Gdy w końcu oderwali się od siebie. Dostrzegli dziewczynę w mundurku z herbem Gryffindoru na piersi.
– Ja nie... Znaczy... – Zapamiętajcie ten moment, bo właśnie wtedy Hermiona Granger nie wiedziała co powiedzieć.
– Hermiona? – w końcu wydusił Harry.
– Tak mam podobno na imię – powiedziała, odzyskując pewność w głosie. Nie miała pojęcia co o tym myśleć, to było jak kubeł zimnej wody. Pansy przerażona myślała co powiedzieć.
– Eee... Wy jesteście razem, czy coś? – zapytała nieśmiało Hermiona. Pansy podniosła na nią wzrok. Na jej bladej twarzy malowało się niedowierzanie.
– No co ty! – palnął Harry. Ślizgonka spojrzała na niego kątem oka.
– A-ha... – powiedziała jedynie Gryfonka, marszcząc brwi, jakby uporczywie nad czymś myślała.
– To może ja już pójdę – dodała, odwracając się na pięcie i szybko opuściła lochy. Pozostała dwójka stała, patrząc na siebie w milczeniu. Po chwili Pansy odezwała się cicho:
– Znowu to zrobiłeś.
– Ale co? – zapytał Harry, nie bardzo rozumiejąc.
– Dałeś mi nadzieję, a teraz udajesz, że nic się nie stało – powiedziała gładko, pilnując, aby głos jej nie zadrżał.
–Posłuchaj Pansy... – przerwała mu, podchodząc bliżej. W jej oczach tańczyły niebezpieczne iskierki.
– To ty posłuchaj – akcentowała każde słowo, wbijając palec w pierś Gryfona.
– Od tej chwili nie będę ci niczego ułatwiać!
–Pansy...
– Myślę, że to już wszystko – dodała szorstko.
– Pansy...
– Do widzenia, Potter! – Harry sposępniał, włożył ręce do kieszeni spodni i odszedł. W połowie korytarza odwrócił się przez ramię i zawołał:

–Czyli wracamy do punktu wyjścia...Trzymaj się Pan... Parkinson! – Wściekły na Ślizgonkę, wrócił do wieży Gryffindoru.










18 komentarzy:

  1. Aaa nareszcie <3 Ten fragment: "No proszę, proszę... nie dość, że się martwisz to jeszcze zazdrosny... " mnie oczarował. To było takie słodkie *.* Ogólnie wspaniały rozdział, bardzo mi się podobał. Wyjaśniło się o co chodziło Astorii, a ta akcja z pijanym Harry'm... ah cud, miód, malina :-D
    Czekam na następny i pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te momenty z pijanym Harrym!!! Hahahaha! Chichrałam się jak głupia. Mam nadzieję, że Pansy powie niedługo Harry'emu dlaczego wtedy płakała. Reakcja Hermiony! Genialne to było! A Astoria z tym Quidditchem, te jej pomysły. Malfoy zazdrosny o Hermionę! Cud! Czekam na nowy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aww <3 Słodki hahhaa :D
    Uwielbiam <3
    Dziękuję, za to, że piszecie :')))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to, że komentujecie :*

      Usuń
  4. Po co komu angielski i biologia? Lepiej czytać to! Boże, tak się uśmiałam, że rozkładałam rozdział na części przerywane dziesięciominutowym śmiechem! Hahaha! Dalej ryje z tego! No, ale koniec to zawsze musisz zwalić tym "powrotem do punktu wyjścia". CZY KTOKOLWIEK TU NIE MOŻE JUŻ SIE NORMALNIE SPOTYKAĆ? TO JUŻ 35 ROZDZIAŁ!
    Okej, nakrzyczałam się, a teraz weny życzę i chęci do dalszego tworzenia! ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy dopiero 3 tydzień września w opowiadaniu, więc jeszcze trochę poczekacie 😁

      Usuń
    2. Boziu...jak ja zniose te męczarnie? ☺

      Usuń
  5. Niee no... Harry tak tylko żartował.. xDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Przeczytałam bloga na jednym wdechu! To już 35 rozdziałów, a dopiero wrzesień w opowiadaniu :p
    Powiem tak:
    Blog jest GE-NIA-LNY!Czytająć, czuję się tak, jakbym czytala książkę :) Lubie Dramione w ktorym się kloca itd xD
    Ale mam nadzieje, że zmienicie tego Blaisa - chodzi mi o te jest "trofea" Ugh...
    A co ten nauczyciel OPCM? Te zajęcia... Cos mi tu nie pasuje... Oby nic się Hermionie nie stało :D
    Hansy - uwielbiam - raz cmok, raz grrr
    Dramione - jeszcze lepiej - raz :) raz :/
    Blinny - spoko, tylko mnie ten Blaise męczy. Jeśli nie zmieni swojego podejścia, to go zamorduję .-.
    Niesamowite, że tyle się zdarzyło w ciągu miesiąca ;3 czekam na cd :)
    Pozdrawiam i życzę niekończącej się weny!
    Lusia Nox ;3
    PS Na ile tak około rozdziałów planujecie to opowiadanie? Bo skoro ponad 30 to jeden miesiąc... XD na 100 bd jakiś przeskok 1 czy 2 miesiące. Chociaż... Kto Was tam wie! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę aby rozdziałów było jak najwięcej, dokładniej jest to w wyjaśnione w zakładce "Sowia Poczta" także zachęcenie do przejrzenia :)
      -Pani M.

      Usuń
  7. Masz tyle pozatywnych komentarzy a nie umiesz tego docenić , jeśli nie umiesz regularnie prowdzić bloga myśle że nie powinnać robić nam nadzieji ze ,,w poniedziałek będzie,, Eh myślałam że to będzie tygodnik i tak się cieszyłam ale jak widać ten blog też staje się miesięcznikiem jak inne , nie chce cię hejtować ani dokuczać czy oceniać , daje ci po prostu rade , piszesz wspaniałego bloga ale będziesz miała coraz mniej czytelniczek jak tak będziesz robić ... Rozdział super czekam na następny z utęsknieniem

    M.S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, powoli...rozdział pojawił się w zeszły poniedziałek tak jak napisałam. Nawet nie wiesz jak bardzo doceniam ilość komentarzy, na tym blogu pierwszy komentarz pojawił się dopiero po roku od założenia i każdy następny jest na wagę złota. Zbliża się koniec roku i najzwyczajniej w świecie nie wyrabiam się, ale myślę, że dzień góra dwa spóźnienia to jeszcze nie tragedia... Mimo wszystko rozdziały pojawiają się mniej więcej co tydzień. Z drugiej strony masz rację i powinnam się bardziej przykładać skoro zdecydowałam się prowadzić bloga. Eh... idę pisać kolejny rozdział. Dzięki za motywujący komentarz ;)
      ~Pani M.

      Usuń
    2. Powodzenia , i mam nadzieje że nie masz mi za złe że nie ograniczyłam się tylko do dobrych komentarzy. Trzymam kciuki za następny rozdział ;)

      Usuń
  8. Ojejejujej kocham to <3333333333 Czytam od tygodnia i, dlatego komentuję dopiero pierwszy raz tutaj i to jest mega super zajebiste!!!
    Ja chcę Hansy!!! Skończ robić z Harry'ego palanta w końcu i niech będzie happy end!! A Rona wyswataj z Astorią najlepiej XD Ale serio :33
    Kocham <33333

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadrabiam! :D jeeju :* jakie to jest cudowne <3 Harry i Pansy no normalnie kocham ten wątek :P no i zazdrosny Dracooo! :D o wow! Tyle się tutaj dzieje! W takim razie zabieram się za kolejne rozdziały! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Serious?!?! Musieli to schrzanić?
    OMG! Where is Dramione?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  11. Serious?!?! Musieli to schrzanić?
    OMG! Where is Dramione?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!

    OdpowiedzUsuń