poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 38

Cześć, cześć i czołem! Kolejny rozdział caaały dla Was. Liczę na komentarze, bo zauważyłam spadek... Pewnie to częściowo moja wina, bo rozdziały były spóźnione. Obiecuje się poprawić, ale wiecie prawie koniec roku....  No nic, liczę, że się spodoba ;)
~Pani M.


Rozdział 38 – Drobne gesty, Granger.

Serce podeszło mu do gardła. Widział krew ściekającą jej po policzku i krwawą plamę na piersi. Krew kapała na podłogę, a dziewczyna była nieprzytomna. W tamtej chwili, patrząc na nią, taką bezbronną, słabą, uświadomił sobie, że się o nią martwi. Naprawdę. Podszedł do Zabiniego, który trzymał Ślizgonkę na rękach.
– Co się stało? – zapytał głucho, był lekko zaszokowany. Jednak nikt mu nie odpowiedział, Blaise szedł dalej żwawym krokiem. Ginny rzuciła mu bezradne spojrzenie i słowem się nie odezwała.  Harry nie zamierzał odpuścić, poszedł za nimi. Korytarze były puste, minęli kilku pojedynczych uczniów, ale wszyscy reagowali tak samo na tę dziwną procesje - uciekali zdziwieni. Gdy ciemnowłosa Krukonka i jej koleżanka z Hufflepuffu uciekły w pośpiechu, rzucając przerażone spojrzenia Zabiniemu, Ślizgon westchnął z irytacją.
– Jeśli chcesz, to ja ją poniosę – zaoferował szybko Harry. Ślizgon uśmiechnął się do niego z politowaniem. Jeśli Harry liczył, że Blaise odda przyjaciółkę w ręce Gryfona to się mylił.
– Do skrzydła niedaleko... – wtrąciła Ginny cicho. Czuła się odrobinę winna, to przez nią Malfoy znów się zdenerwował. Przynajmniej miała takie wrażenie, zdążyła polubić ciemnowłosą Ślizgonkę i naprawdę nie chciała, żeby coś jej się stało. Myślała też o Zabinim, nie odezwał się do niej ani jednym słowem od kiedy opuścili dormitorium. Bała się również o Hermionę, która musiała zostać z Malfoyem. To wszystko sprawiało, że czuła się tak jak się czuła, czyli okropnie. Smętnie wlokła się za Zabinim i Harrym. Różdżką usuwała krew z podłogi. W końcu dotarli na miejsce. W Skrzydle Szpitalnym nie było żadnych pacjentów. Sezon na przeziębienia dopiero miał się zacząć. Pani Pomfrey okazała się oazą spokoju, widząc Pansy w taki stanie. Kazała położyć ją na łóżku i opisać co się właściwie stało. Blaise niepewnie zerknął na Harry'ego, nie chciał aby kolejna osoba wiedziała o problemach Dracona. Ginny w porę zrozumiała aluzję.
– Chodź Harry, nic jej nie będzie, Pani Pomfrey się nią zajmie.
– W to nie wątpię... – mruknął Potter. Widział, że nie ma szans dowiedzieć się co stało się Ślizgonce. Niechętnie opuścił skrzydło szpitalne, Ginny powoli  ruszyła za nim. Obejrzała się jeszcze przy wyjściu na Zabiniego. Akurat w samą porę, aby zobaczyć jak bezgłośnie wypowiada "dziękuje".
*
Odwrócił się plecami do Gryfonki, nie rozumiał z tego nic i właśnie to go przerażało. Wziął głęboki wdech i przeczesał ręką swoje, i tak  już zmierzwione, włosy.
– Malfoy? Wszystko okej? – Usłyszał niepewny głos dziewczyny. Kiwnął głową. Usłyszał kroki, Hermiona podeszła do niego, ale nadal jej nie widział, nie chciał.
– Da się nad tym zapanować... – powiedziała cicho. Zacisnął szczękę, ale to nie pomogło. Odwrócił się gwałtownie.
– NIE MASZ POJĘCIA O NICZYM! NIE WIESZ JAK CHOLERNIE TRUDNO JEST ŻYĆ ZE ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE ZARAZ MOŻESZ KOGOŚ SKRZYWDZIĆ! WIĘC NIE PIEPRZ, ŻE DA SIĘ NAD TYM PANOWAĆ! NIE DA SIĘ, GRANGER!
– Ja wcale... Ja… – Nie wiedziała co powiedzieć, czuła się bezradna. Chciała go pocieszyć, nie rozumiała dlaczego, skoro Malfoy obrażał ją i nękał praktycznie całe życie. W jakiś niewytłumaczalny sposób współczuła mu, ale zawsze miała dobre serce. Teraz gdy na nią nawrzeszczał, nawet nie chciała się odgryźć. Hermiona wiedziała, że musi mu być trudno.
– Da się z tym walczyć, możemy... – Zawahała się chwilę i zaraz poprawiła: –  Możesz z tym walczyć.
– Nic nie rozumiesz – rzucił tylko, uśmiechając się gorzko.
– Wiem o tym więcej, niż ci się wydaje – powiedziała, stawiając na pewność siebie. Draco spojrzał na nią lekceważąco, wątpił aby Gryfonka miała jakiekolwiek pojęcie o mrocznych znakach, które pozostawił po sobie Voldemort, nawet jeśli tą Gryfonką miała być Granger.
– Lepiej idź, zanim znów mi coś odbije – powiedział spokojnie. Odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę pokoju. Hermiona nie potrafiła się pogodzić z przegraną, zacisnęła ręce w pięści i podniosła głowę do góry. Zebrała całą odwagę i zaczęła mówić:
– Myślę, że potrafię to zatrzymać, co więcej, całkowicie cię z tego wyleczyć. Mogę ci pomóc, Malfoy. – Zatrzymał się przed drzwiami sypialni, ale nie odwrócił się. Draco nie był w stanie spojrzeć jej w twarz. Hermiona niezrażona takim zachowaniem mówiła dalej:
– Teraz idę do biblioteki, odszukać tamtą książkę, może znajdę coś przydatnego. Jeśli będziesz chciał, to przyjdź, a ja spróbuje ci pomóc. – Po czym wyszła z dormitorium, nie oglądając się na Ślizgona.
Hermiona zawsze lubiła poznawać i uczyć się nowych rzeczy, a także pomagać innym. Gdyby udało jej się powstrzymać ataki Malfoy, odmieniłaby świat czarów. Magmedycyna zrobiłaby krok milowy. Tak, panna Granger tłumaczyła sobie chęć pomocy Malfoyowi. Nie dopuszczała do siebie myśli, że robi to dla niego. Po drodze do biblioteki zboczyła trochę z kursu. Chciała odwiedzić Skrzydło Szpitalne. Korytarze zapełniały się uczniami, w końcu zbliżała się pora kolacji. W połowie drogi zagadnął ją Neville:
– Cześć, Hermiono.
– Hej. – Dziewczyna uśmiechnęła się, chłopak wyglądał dużo lepiej niż zaraz po rozstaniu, chyba wracał stary Neville.
– Czy... Czy już... Znaczy... – Trochę się plątał, ale Hermiona od razu wiedziała, o co chcę ją zapytać.
– Jeszcze nie rozmawiałam z Daphnie, przepraszam, ale myślę, że ona też chcę do ciebie wrócić.
– Naprawdę? – Gryfon wytrzeszczył na nią oczy. Hermiona pokiwała głową, nadal się uśmiechając.
– Pogadałabym jeszcze, ale bardzo się śpieszę. – Rzuciła mu przepraszające spojrzenie.
– Oh, tak. Jasne... – Znów się plątał, a potem przepuścił Gryfonkę i uśmiechnął się na pożegnanie. Hermiona  zniknęła za zakrętem, dopisując, w głowie rzecz jasna, że musi porozmawiać z Daphnie Greengrass.
W końcu dotarła do Skrzydła Szpitalnego. Okna były zasłonięte ciężkimi, brązowymi zasłonami, pomimo tego, pokój był jasny. Wszystkie ściany były białe, a podłoga z jasnych, niebieskawych kafelek. Pansy leżała na samym końcu sali, przy jej łóżku stał parawan. Pani Pomfrey pojawiła się, jakby znikąd.
– Tak, panno Granger? – zapytała starsza kobieta, wyglądała na zmęczoną.
– Ja… Czy mogę się z nią zobaczyć? – zapytała Gryfonka, pani Pomfrey skinęła głową, a potem oddaliła się w stronę szafki z lekarstwami. Hermiona musiała przejść przez całą długość sali, minęła wiele pustych łóżek, idealnie zaścielonych. Ślizgonka spała, była strasznie blada, co mocno rzucało się w oczy. Ciemne włosy Pansy stanowiły duży kontrast. Hermiona usiadła na skraju łóżka.
– Nic ci nie będzie – szepnęła w stronę dziewczyny. To niebywałe jak diametralnie zmieniła zdanie o tej Ślizgonce. Jeszcze nie tak dawno nienawidziły się, a teraz niemal przyjaźnią. Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową, posiedziała jeszcze chwilę przy Pansy, a potem przypomniała sobie o Malfoyu. Nie wiedziała czy się pojawi, czy nie, ale ona będzie czekać.
Otworzyła drzwi biblioteki i znalazła się pomiędzy regałami, pani Prince rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie.
– Dobry wieczór – powiedziała grzecznie Hermiona, bibliotekarka nie odpowiedziała. Gryfonka zniknęła pomiędzy regałami, nie musiała prosić o zgodę do działu ksiąg zakazanych, w końcu była Prefektem. Właśnie tam zaczęła swoje poszukiwania. Biblioteka po wojnie nie zmieniła się zanadto. Te same, wysokie aż pod sufit, regały z ciemnego drewna i mnóstwo książek oraz pergaminów. Kilkoro uczniów odrabiało pracę domową. Gryfonka przemknęła do działu ksiąg zakazanych. Był pusty. Zaczęła od "Kontrola umysłu- zapobieganie". Jednak dość szybko zdała sobie sprawę, że za dużo z tej książki nie wyniesie. Szukała dalej.
*
 Usłyszał charakterystyczne pyknięcie, towarzyszące odsuwaniu się portretu. Gdy miał pewność, że opuściła dormitorium, wypuścił wstrzymywane powietrze. Nie wierzył, że ktokolwiek może mu pomóc, pogodził się z tym. Wyciągnął kufer spod łóżka i zaczął wrzucać do niego swoje rzeczy. Nie robił tego szybko i gwałtownie. Mimo, że miał ochotę krzyczeć panował nad uczuciami, zakładał maskę. W szufladzie szafki nocnej znalazł zdjęcie Zabiniego z wakacji, na którym obejmował jakąś laskę. Malfoy uśmiechnął się na wspomnienie tych opowieści "czego to Blaise nie robił". Zdjęcie też wrzucił do kufra po czym zatrzasnął wieko. Wstał z klęczek i rozejrzał się po pokoju. Panował tam względny porządek. Łóżka  były zaścielone, a ciuchy nie walały się po podłodze odkąd współlokator Dracona się wyprowadził.  Jasnowłosy Ślizgon chwycił kufer do jednej ręki, a różdżkę do drugiej. Otworzył sobie drzwi zaklęciem i opuścił pokój, a chwilę potem dormitorium. Nie chciał tego wszystkiego tak po prostu zostawić. Zniósł kufer do sali przy wyjściu z zamku, tam już czekała McGonagall.
– Nie musi mnie pani odprowadzać – burknął.
– Wcale nie zamierzałam – odparła dyrektorka.
– To po co pani przyszła?
– Chcę cię namówić do ukończenia nauki. – Zapanowała cisza. Draco kompletnie się tego nie spodziewał. Stanowił zagrożenie dla innych uczniów, a McGonagall nagle mu mówi, że powinien zostać.
– Już za późno, pójdę się jeszcze pożegnać – mruknął, wymijając dyrektorkę. Sam nie wiedział czemu poszedł do biblioteki.
*
Astoria Greengrass po raz pierwszy w swoim życiu założyła strój sportowy, a co więcej, wyszła w nim poza swoją sypialnie. Odprowadziło ją zdziwione spojrzenie młodszej siostry. Jednak Daphnie nic nie powiedziała. Wróciła do odrabiania lekcji z transmutacji. Starsza z sióstr Greengrass opuściła Pokój Wspólny Ślizgonów w znakomitym humorze. Właśnie szła na spotkanie z pewnym Gryfonem. Oczywiście z samego spotkania się nie cieszyła, nie... Cieszyły ją korzyści, jakie takie spotkanie mogło przynieść. Rozmarzyła się. Właśnie razem z sławnym Harrym Potterem trafili na pierwsze strony gazet. Nagłówek głosił: "Nowa wybranka pana Pottera?" Bujając w obłokach wpadła na Theodora Notta.
– Uważaj jak chodzisz – burknęła. Chłopak uśmiechnął się tak, jak to tylko Ślizgoni potrafią.
– A dokąd to się wybierasz? Już po kolacji...
– Pilnuj swojego nosa, Nott – powiedziała, odrzucając włosy do tyłu.
– Tylko nie bij... – mruknął chłopak z politowaniem i wyminął Astorię. Dziewczynę zdziwił fakt, że Theodor odpuścił bez kłótni. Zastanowiło ją to.
– A ty co w takim dobrym humorze? – krzyknęła za chłopakiem. Nott odwrócił się z uśmiechem na ustach.
– Pilnuj swojego nosa, As! – odkrzyknął i zniknął jej z oczu, Ślizgonka wzruszyła ramionami i opuściła lochy. Trochę spóźniona, wkroczyła dumnie do Sali Wejściowej. Gryfon już na nią czekał. Miał na sobie pełny strój do Quidditcha i dodatkowo szkarłatno-czerwony sweter w wielkim złotym "G" na piersi. Obrzucił dziewczynę krytycznym spojrzeniem.
– Zamierzasz tak wyjść? – zapytał, spoglądając, to na nią, to na pochmurną pogodę za oknem.
– Tak, a co? – zapytała, uśmiechając się przymilnie. Ron Weasley opadł z sił, na spokojnie zaczął tłumaczyć:
– Po pierwsze, to nie jest najodpowiedniejszy strój do gry w Quidditcha, po drugie, będzie ci zimno. – Faktycznie panna Greengrass nie pomyślała o pogodzie. Miała na sobie czarne, proste, dopasowane spodnie i sportową, szarą koszulkę, która właściwie należała do Pansy. Założyła też obuwie sportowe.
– Nie mam stroju do Quidditcha – warknęła do chłopaka. Ron starał się zachować spokój. Po chwili zastanowienia niechętnie zdjął swój sweter, który miał mu zapewnić ciepło. Podał go Ślizgonce.
– Ubierz – mruknął. Astoria wytrzeszczyła na niego oczy.
– Co? Fuj... Nie będzie pasował. – Zmarszczyła lekko swój mały nosek. – Czerwony mi nie leży.
– To zacznie – warknął Ron. – Ubieraj albo nici z lekcji. – Ślizgonka niechętnie ubrała przez głowę czerwony sweter Rona. Kącik ust Gryfona uniósł się ku górze. Był usatysfakcjonowany.
– Przyniosę miotły ze schowka, ty idź na stadion i zaczekaj tam na mnie – polecił i oddalił się bez słowa. Astoria zaniemówiła, pierwszy raz w jej osiemnastoletnim życiu, facet,  tak po prostu, ją zostawił. Postanowiła bliżej się przyjrzeć temu Gryfonowi. Z głową uniesioną wysoko do góry wyszła na dwór.
*
Siedziała właśnie nad "Znaczeniem czarnomagicznych symboli", kiedy usłyszała kroki. Ktoś wszedł do działu ksiąg zakazanych. Serce jej szybciej zabiło, nadal miała nadzieje, że to właśnie on. Wstała z krzesła i zamknęła księgę. Na jej stoliku stały trzy, wysokie stosy książek do przejrzenia  lub już przejrzanych. Stanął na przeciwko Hermiony, ale w pewnej odległości. W bibliotece było aż nienaturalnie cicho.
– Przyszedłeś – powiedziała, nieco zdziwiona, ale usatysfakcjonowana.
– Tak, przyszedłem się pożegnać. Wyjeżdżam – powiedział beznamiętnie. Dostrzegł zawód w jej oczach, ale szybko go ukryła. Podniosła na niego wzrok:
– To może się udać.
– Wątpię – skwitował, w oczy rzuciła mu się sterta ksiąg. – Doceniam twoją pracę i w ogóle, ale... – Przerwała mu, podchodząc bliżej. Pomiędzy regałami było ciemno, jedynym oświetleniem były lampy przy stolikach.
– Wiem, że się boisz, ale... – Wytrzeszczył na nią oczy.
– Co? – zapytał ze śmiechem. – Ja się nie boję. – Dziewczyna była jednak całkiem poważna.
– A ja tak – powiedziała dumnie, patrząc mu w oczy, cofnął się o krok.
– Słuchaj Granger, ja wcale... – Znów mu przerwała:
– Wiesz, strach to coś normalnego, poza tym, myślę, że wszystko się uda, czytałam trochę o... – Teraz to on jej przerwał podirytowany:
– Nie chcę twojej pomocy! Nie masz własnego życia? To twój problem, mnie zostaw w spokoju. – Oniemiała, zmierzyła go zimnym spojrzeniem. Chciała tylko pomóc.
– Przestań udawać takiego idiotę! Każdy kogoś potrzebuje, a ty nie jesteś wyjątkiem, Malfoy!
– Skąd pomysł, że potrzebuje ciebie? – zapytał kpiąco.
– Nie mówię o sobie, baranie!
– Poszerzyłaś słownictwo... Plus dla ciebie. – Uśmiechnął się i mrugnął do Gryfonki.
– Aaggrrrr! – Hermiona miała już dość, jeszcze nie spotkała tak irytującej osoby. Przeszła do kontrataku:
– Po prostu się boisz, tyle! Tylko jesteś zbyt zadufany w sobie żeby się do tego przyznać!  – Rozłożył bezradnie ręce.
– No co? I nie wiesz co powiedzieć? O proszę, wielki pan Malfoy zaniemówił – kpiła w najlepsze.
– Przestań – powiedział cicho, ale dziewczyna już otwierała usta, żeby coś powiedzieć:
– Tylko tyle? Bez "szlamo", "mugolaczko" i innych miłych określeń? – Posłał jej spojrzenie bazyliszka, a potem spokojnie zaczął mówić. Hermiona wolałaby gdyby krzyczał.
– To, że nie masz własnego życia, nie oznacza, że musisz się mieszać w moje i nie tylko moje. Niby czemu chcesz pomóc Longbottomowi? Daphnie? Potterowi? Wszystkim, tylko nie sobie. To z tobą jest coś nie tak, mnie zostaw w spokoju. – Zacisnęła ręce w pięści, trafił w samo sedno, chociaż Gryfonka, sama przed sobą, nie chciała się do tego przyznać.
– Mam życie uczuciowe, palancie! Mam przyjaciół, chłopaka i... – Przerwał jej, uśmiechając się z politowaniem:
– Chyba nie mówisz o Weasleyu?
– Tak, Ron to mój chłopak – warknęła, podchodząc bliżej swojego byłego współlokatora.
– Mhm... Nawet jak przyjaciele się nie zachowujecie.
– Nie muszę się migdalić po kątach, żeby z kimś być! – wykrzyczała mu prosto w twarz.
– A czy ja mówię o migdaleniu, Granger? Drobne gesty są dużo lepsze. – Uśmiechnął się i uniósł pytająco brew.
– Odwal się – mruknęła i spróbowała go wyminąć. Chwycił ją za nadgarstek i z łatwością odwrócił twarzą do siebie.
– Puszczaj – rzuciła, ale wszelkie próby wyswobodzenia ręki szły na marne. Była za słaba, a Malfoy najwyraźniej świetnie się bawił. 
– Drobne gesty – powtórzył, jego oczy hipnotyzowały i Hermiona mimowolnie przestała się wyrywać. Stała spokojnie, a chłopak przesunął rękę w dół i chwycił jej dłoń.
– Kiedy ostatnio trzymaliście się za ręce? – zapytał niemal szeptem, a jego głos nie był tak ostry, czy sarkastyczny, jak zawsze. Hermiona nie znała go od tej strony, a wszystko co nowe ją fascynowało. Nie potrafiła wydusić słowa. Draco właściwie nie był pewny co robi. Wolną ręką założył jej  kosmyk włosów za ucho. Gdy ręką dotknął jej policzka, wstrzymała oddech.
– Kiedy ostatnio on to robił? – zapytał, patrząc jej w oczy, zabrał rękę. Hermiona spuściła wzrok na swoje buty, wiedziała, że powinna uciekać jak najdalej, ale nie potrafiła. Ślizgon trafił w samo sedno. Właśnie drobnych gestów brakowało jej najbardziej. Zamknęła oczy, żeby uspokoić oddech, jednak ten jedynie przyspieszył. Poczuła jak Malfoy chwyta jej drugą rękę.
– Spójrz na mnie – powiedział cicho, a gdy nie podniosła wzroku, przytrzymał jej podbródek. Obserwował jej reakcję, zdziwił go fakt, że nie uciekła. Uśmiechnął się nie bez satysfakcji.
– A teraz... – zaczął cicho, zbliżając swoją twarz do jej twarzy, Hermiona modliła się w duchu, żeby przestał. Teraz nie była w stanie sama od siebie się odsunąć, zaprotestować. Cholernie przystojny facet, właśnie próbuję cię całować, a twój związek się nie układa, co robisz? Pamiętajmy, że Hermiona Granger była tylko człowiekiem. Nie odsunęła się, stała jak zamurowana i obserwowała jego zbliżające się usta. Draco nie dowierzał, że Granger, tak po prostu, pozwoli się pocałować. Zawsze uważał Hermionę za coś nieosiągalnego... Nie żeby kiedyś myślał o niej "w ten" sposób. Po prostu był ciekawy. Nie myślał o tym, że jest mugolaczką, tak samo Hermiona nie myślała o nim w kategorii śmierciożercy. Przynajmniej nie w tej chwili. Dziewczyna rozchyliła lekko wargi, czuła jego ciepły oddech na policzku. Przymknęła lekko powieki i... i... i nagle usłyszeli głos:
– Aaa, panna Granger, właśnie chciałem z tobą porozmawiać. – W jednej chwili czar prysł jak mydlana bańka, Draco puścił jej ręce, a Hermiona odsunęła się szybko, nieporadnie wpadając na regał z książkami.
– Profesor Barkley... – Wykrztusiła w końcu, na policzkach zakwitły jej rumieńce. Właśnie zdała sobie sprawę do czego prawie doszło. Malfoy uśmiechnął się, jak zwykle pewny siebie:
 – Trzymaj się, Granger – powiedział, wychodząc. Całkowicie olał nauczyciela. W końcu od jutra i tak miał się tu nie uczyć...
*
 Rozpadało się na dobre, Harry Potter właśnie wyjrzał przez okno. Znajdował się w Skrzydle Szpitalnym i czekał, aż Ślizgonka się obudzi. Chciał wiedzieć co się stało. Jednak jak na złość Pansy nie dawała znaku życia. Odszedł od okna i z powrotem zaciągnął zasłonę. W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej, ale nie całkowicie ciemno. Lampy przy łóżkach nadal się świeciły. Podszedł do łóżka dziewczyny. Spała. Harry odgarnął jej włosy z twarzy, sam nie wiedział czemu to robi. Czuł, że tak trzeba. Ze swojego gabinetu wychyliła się pani Pomfrey.
– Na dziś koniec odwiedzin... – Poinformowała spokojnie. Gryfon niechętnie wstał z krzesła, przy łóżku chorej.
– Kiedy się obudzi? – zapytał. Chciał z nią porozmawiać. Pani Pomfrey posłała mu bezradne spojrzenie.
– Wkrótce – powiedziała po chwili. – Czy mógłbyś jeszcze zasłonić tamtą zasłonę? – dodała, zerkając na kotarę w końcu sali. Jedyną niezasłoniętą. Harry kiwnął głową i przeszedł nieśpiesznie te parę metrów. Podszedł do okna, a to co zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Okno wychodziło na stadion Quidditcha. Odwrócił się zaszokowany. Obserwowała go para zielonych oczu.

– Dementora tam zobaczyłeś, czy co? – Był to zachrypnięty, ale nadaj zgryźliwi, głos Pansy Parkinson.

   









37 komentarzy:

  1. Aaaaaaa! Genialne! Astoria chce się przyjrzeć Ronowi?! Jak oni będą razem to Dom Salazara rzeczywiście zwariował. xD Ciekawe jak dalej potoczy się sprawa Zabiniego i Ginny, Malfoy'a i Hermiony. Te akcja w bibliotece.. :D A i co ten profesor od niej chce, zaczynam się bać ich prywatnych lekcji. A i wątek Harry'ego i Pansy! Super, że się obudziła, czekam ja wymianę! Wyszło świetnie, weny! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czatowałam na ten rozdział cały dzień ^^ Bardzo mi się podobał. Pansy się obudziła - hurra :-D Ten Barkley (nie mogę mówić jego imienia, nie mogę mówić jego imienia....) zawsze napatoczy się w niewłaściwym momencie.... A już prawie, już było tak blisko, już Hermiona poczułaby ten cudowny smak ust Dracona... awww *.* A tu dupa. Witamy profesora Barkley'a :-D Niech Draco nie wyjeżdża, no błagam.....
    A teraz krótko i na temat: Dom Salazara ZWARIOWAŁ..... Astroia i Ron? Oooo tak... idź w tym kierunku, idź hahhaha :-D
    PS. Przepraszam, że bez ładu i składu, ale zgonię to na chorobę, a co. Chociaż jeden plus xD
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie! Dlaczego? :'-( Aaa, Boże jak ja kocham to imię <3

      Usuń
  3. Świetny rozdział :P Tylko mam nadzieje,że rozwiniesz wątek Blaise-Ginny ,może jakąś miniaturką :)

    OdpowiedzUsuń
  4. JEST ! Ide czytać !

    M.S

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze udany wpis :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne.!!! i ta akcja w bibliotece,kto by się tego spodziewał... napewno nie Jednorożec13 :D Ps.: Hajsy sie zgadzają ,ja licze na Blaise-Ginny *-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak.!!! Tak.!!! Tak.!!! Blaise i Ginny .!!! - Bedzie genialna miniaturka :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie przeczyta miniaturkę Blaise i Ginny :) Czekam nie cierpliwie

    OdpowiedzUsuń
  9. Na tego Nauczyciela najlepiej urok żaby rzucić...no jak mozna w takim momencie..pokładałam takie nadzieje,a tu nic ;(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ali$ha....SKARBIE...*-*...zadzwoń..543-794-333.. czekam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co od pączków od razu.?!*@$#*@*@?!?

      Usuń
  11. To jest 2 najlepszy rozdział eveeer! Tylko krótki :C Kiedy następny????

    M.S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się na 30 kwietnia ze względu na ważną dla mnie rocznicę... Jednak nic nie obiecuję ;)
      _Pani M.

      Usuń
  12. Mam tylko nadzieję że Draco zostanie

    Kujonek XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojejusiu!!! Cudo cudo cudo *.* Draco i Hermiona! Cud miód malina! Grrr, ten Barkley -.- wszystko popsuł :'( czekam na następny!!!! Pozdrawiam :D

    Olix

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej!
    Świetny rozdział. :)
    Mam nadzieję, że Draco jednak nie wyjedzie. Dziwi mnie fakt, że Potter trzyma się z Pansy, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    Cóż, scena w bibliotece świetna. Malfoy trafił w samo sedno, ciekawe, jakby się potoczyła sytuacja, gdyby nie Barkley...
    Czekam na następną część.
    Pozdrawiam
    http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie! Ale Draco nie może wyjechać! Nie rób mi tego! Miej litość!
    Arystokratka i Zdrajca krwi-Astoria i Ron, arystokrata i "niepożądany nr1"-Pansy i Harry, arystokrata i Zdrajczyni krwi- Blaise i Ginny i oczywiście arystokrata i mugolaczka- Draco i Hermiona <3 <3 Merlinie, nie tylko dom Salazara zwariował... ^^
    Czekam na więcej, pozdrawiam i oczywiście WENY :*
    Panna Meg

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze nigdy,tak nie czekalam na nastepny chyba umre do tego czasu,omg najlepsze!!! 😍

    OdpowiedzUsuń
  17. Litosci, nie rob mi tego on nie moze wyjechac nie przezyje, glupi profesorek a tyle brakowalo, nie da sie jakos przyspieszyc dodania? Proszee <33 najlepszs dramione ever, masz talent ale jesli ma juz byc 30kwiatnia to prosze zeby byl; ( bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że niestety rozdział pojawi się najwcześniej 1 maja. Gdybym miała czas notki pojawiałybu się co dwa dni, ale niestety go nie mam. Już niedługo wakacje i obiecuję wynagrodzić wam to czekanie ;)
      -Pani M.

      Usuń
  18. AAAAAAAAAAAAAAAAA
    tyle od pocałunku �� !!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. W końcu się coś zaczyna dziać między Hermioną i Draco, jednak w tym opowiadaniu najbardziej interesuje mnie Hansy <3 I czekam aż zacznie się coś poważniejszego między nimi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry i Pansy - obiecuję coś super jak wyjadą do Beauxbaton ;)
      Dzięki za komentarze pod rozdziałami
      -Pani M.

      Usuń
  20. Jejaa :D jakie to genialne :* kto by się spodziewał takiego zachowania ze strony Rona no i że As przyjmie jego sweter i założy gooo! wow :D to na pewno nie ja. No i w dodatku Harry martwi się o Pansy! <3 końcówka najlepsza :P ;*
    I oczywiście Draco z Hermioną.. to w bibliotece przewyższyło moje najśmielsze oczekiwania <3 byli tak blisko.. te gesty <3 ale kocham cię za to, że sie nie pocałowali :D
    już się nie mogę doczekać co tam dalej wymyślisz.. jak to się potoczy... ! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :D pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. CHOLERA JASNA!
    CZEMU W TAKIM MOMENCIE?
    AGRRRRRR
    DLACZEGO?!
    CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ :<
    MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ NIE ZAWIODĘ *chlip* *chlip*

    OdpowiedzUsuń
  22. Draco nie może wyjechać! ;o Wierzę, że zrobisz jakieś magiczne coś, że zostanie! :D Ta scena jego i Hermiony! *o* A Harry martwi się o Pansy! <3 Czyżby Harry zobaczył Rona i Astorię na miotłach? :D
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. Wow, jaka złośliwa reakcja Pansy :D <3 Ciut nie Draco :D Uwielbiam te opowiadanie <3 Życzę Ci niekończącej się weny! Czekam na dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Chce więcej! daj kolejny rozdział <3 piszesz świetnie
    Twoja nowa fanka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miło wiedzieć, że pojawił się ktoś nowy :) Dziękuję za komentarz ;)
      -Pani M.

      Usuń
  25. Kiedy następny rozdział ??? :*

    OdpowiedzUsuń
  26. Grrrr.... @¥€@!^$#@! Barkley!

    OdpowiedzUsuń
  27. No i jak zwykle Barkley musiał wszystko spiepszyć.
    Sama Wiesz Kto <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja nie wiem jak ja kiedyś znajdę męża. Wszystkich będę porównywać do Draco i w końcu zostanę starą panną. On jest niesamowity. /Wiki

    OdpowiedzUsuń