czwartek, 5 stycznia 2017

Rozdział 65




Rozdział 65 – Herbata i inne napoje wyskokowe.

Kiedy rudowłosa nastolatka opuściła salon, Zabini zaklnął szpetnie. Wiedział, że zawalił na całej linii, ale naprawdę nie miał pojęcia jak miał się zachować. Ginny nigdy niczego mu nie ułatwiała, już od samego początku była do niego negatywnie nastawiona. Zmiany, które nastąpiły Blaise nie raz brał za cud lub dar Marlina. Musiał w końcu przyznać, że od jakiegoś czasu wcale nie chodziło o plan, który obmyślił na początku roku. Zwyczajnie polubił Weasley. Miała do zaoferowania coś więcej niż ładną buźkę. Lubił jej wybuchowy temperament i to, że na każdy temat potrafiła się wypowiedzieć, twardo stojąc przy swoim zdaniu. Imponowała mu odwagą, nie tak bezmyślną, jak u większości Gryfonów, no i w dodatku znała się na Quiddichu. Wymieniając jej zalety, Zabini zastanawiał się co poszło nie tak…
Najłatwiej byłoby zrzucić winę na tego przeklętego Krukona, Michaela Cornera. Blaise skrzywił się na myśl o znienawidzonym blondynie. Nie rozumiał co go wtedy podkusiło, co spowodowało, że wyjął różdżkę, skąd u niego tak wielkie pokłady złości? Pamiętał, że widząc Gin z Cornerem na tamtej kanapie ogarnęła go taka furia… Taka złość… Nigdy nie czuł się podobnie. Wiedział, że swoją szansę na rozmowę z Gryfonką dziś stracił.
– Nie szkodzi – mruknął do siebie. – Jutro też jest dzień.
W tym momencie do salonu wszedł Harry, a za nim Pansy. Kiedy dziewczyna dołączyła do Gryfona, Potter złapał jej rękę. Blaise udał, że krzywi się z niesmakiem, jednak w głębi duszy cieszył się szczęściem Parkinson. Dziewczyna wyglądała zupełnie inaczej, niż kilka dni temu. Wyraźnie promieniowała, a szczery uśmiech nie schodził jej z ust. W oczach przyjaciółki Zabini dopatrzył się wesołych iskierek. Podszedł do dwójki zakochanych, stając naprzeciw Harry’ego. Był wyższy niż Gryfon, toteż nie omieszkał nie spojrzeć na okularnika z góry.
– Skrzywdź ją, a naprawdę szczerze zacznę ci współczuć – warknął, mierząc Pottera spojrzeniem. Kątem oka dostrzegł, jak Pansy wywraca oczami. Harry spojrzał na niego z politowaniem.
– Stary – zaczął, kładąc rękę na ramieniu Ślizgona – Ginny ma sześciu starszych braci, ja nie wiem, kto komu powinien współczuć…  – Pansy parsknęła śmiechem. Harry’emu faktycznie udało się wybić bruneta z rytmu. Blaise pokręcił z niedowierzaniem głową, ale nic nie powiedział. Zmierzał w stronę kuchni, ale odwrócił się jeszcze, żeby powiedzieć:
– Ładny naszyjnik, Pansy.
*

Jego pojawienie się w kuchni spowodowało, że wszelkie rozmowy zamilkły. Wszyscy spojrzeli na Zabiniego jak jednen mąż, a Ron do zwykłego zainteresowania dołożył wzrok bazyliszka. Ślizgon westchnął i zignorował wszystkich obecnych, wpatrując się w Ginny. Rudowłosa Gryfonka prychnęła cicho i odwróciła wzrok.  Hermiona chcąc ratować sytuację, sięgnęła po czysty kubek i postawiła go na blacie.
– Blaise, napijesz się herbaty? Z miodem i cytryną. – Chłopak kiwnął głową, będąc wdzięcznym, że ktoś przerwał tą uciążliwą ciszę. Granger nalała pełny kubek i podsunęła brunetowi. Zaraz do kuchni wszedł Harry i Pansy. Nadal trzymali się za ręce, co nie uszło uwadze pozostałych. Hermiona uśmiechała się od ucha do ucha, chcąc krzyczeć „wiedziałam od początku!”. Ron posłał Harry’emu rozbawiony uśmieszek, ale zaraz wywrócił oczami. Brwi Ginevry uniosły się wysoko do góry i tam już pozostały, a Draco westchnął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
– Co tu się odjebało wydarzyło? – zapytała Ginny, pokazując palcem na złączone dłonie Harry’ego i Pansy. Można było dostrzec, że kąciki jej ust unosiły się ku górze, zdradzając rozbawienie. Potter wywrócił oczami.
– Właściwie to… – zaczął, nie wiedząc, co właściwie ma powiedzieć. Nagle poczuł, że Pansy mocniej ściska jego dłoń, jakby chciała dodać mu odwagi.
– Chyba jesteśmy razem – powiedział Gryfon i z czułością popatrzał na Parkinson.
– Chyba? – powtórzył Draco, a jego brew uniosła się do góry. Patrzał prosto w twarz przyjaciółki, domagając się potwierdzenia. Nie wiedział, co ma myśleć, ale Pansy wyglądała na szczęśliwą, więc co mu do tego z kim sypia? Z rozbawieniem pomyślał o nieporadnym Potterze i jego przyjaciółce, która, co tu dużo mówić, była naprawdę dobra w tych sprawach. Zaraz odszukał wzrokiem Granger. Właściwie nie wiedział „dlaczego”, zrobił to podświadomie.
– Chcecie herbaty? – zapytała Hermiona, chcąc uratować przyjaciela od niezręcznych pytań.
– Tak wiemy, z miodem i cytryną – dodał zaraz Malfoy posępnie. Szatynka odwróciła się do niego, mrużąc gniewnie oczy. Wiedział, że oznacza to tyle, co „pogadamy sobie później”.
– Podaj mi tamte, dwa kubki – zwróciła się do blondyna. Draco nie chciał dolewać oliwy do ognia, więc po prostu spełnił jej prośbę. Wszyscy rozsiedli się przy wysepce w kuchni. Jedynie Ginny zajmowała miejsce na parapecie pod oknem. Blaise stał pod ścianą, mierząc rudowłosą badawczym spojrzeniem. Harry wdał się z Ronem i Malfoyem w całkiem przyjazną, jak na tak dobrane towarzystwo, pogawędkę o Quidditchu, która skończyła się przekomarzaniem o zwycięstwo w tegorocznym turnieju. Hermiona wypytywała Pansy o wszystkie szczegóły związane z relacją Ślizgonki i Pottera. Parkinson odpowiadała raczej zdawkowo, ale to nie przeszkadzało pannie Granger. W tle leciały kolędy. Obserwując tą scenę z boku, nikt by nie zgadł, że w kuchni państwa Granger przesiadują dwa, wrogie obozy.
Hermiona dopiła swoją herbatę i odstawiła kubek do zlewu. Zauważyła, że jej rudowłosa przyjaciółka nadal samotnie siedzi w futrynie okna. W kuchni już nie było miejsca, żeby dostawić do wysepki choćby jednej niewielki taboret, toteż panna Granger zaproponowała:
– Może przeniesiemy się do salonu? Z pewnością będzie nam wygodniej. – Nikt nie oponował. Po chwili rozsiedli się na kanapie i dwóch fotelach, które Zabini złączył zaklęciem, aby wszyscy mogli się pomieścić. Gryfoni usiedli po jednej stronie, Ślizgoni po drugiej.
– No więc…? – zaczęła Pansy, wymieniając spojrzenia z Harrym. Oboje najchętniej znaleźliby się teraz gdzie indziej. Na przykład w jakieś sypialni…
Wszyscy patrzeli po sobie w ciszy, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Hermiona skubała nerwowo skórki przy paznokciach. Malfoya bawiła niezręczność całej sytuacji, więc postanowił coś z tym zrobić.
– Więc Granger…
– Nie zaczyna się zdania od…
– Tak wiem, wiem – przerwał jej zirytowany. – Pewnie nie masz tutaj schowanego zapasu Ognistej, co?
– Właściwie… – zaczęła dziewczyna, a potem wymieniła z Ginny znaczące spojrzenia. – Właściwie mam coś lepszego.
– Więc na co jeszcze czekamy? – zapytał uradowany Zabini. Ginevra prychnęła i założyła nogę na nogę. Blaise posłał jej dwuznaczny uśmieszek, ale dziewczyna go zignorowała. Hermiona zaczęła wchodzić po schodach na górę. Z rozmów w salonie usłyszała jeszcze:
– Pójdę jej pomóc. – Rozpoznała jego głos i uśmiechnęła się do siebie. Za każdym razem, gdy miała porozmawiać z Draco czuła dziwny ucisk w brzuchu. Nie było to nieprzyjemne uczucie, wręcz przeciwnie, czuła coś pomiędzy ekscytacją a niepokojem. Nie raz myślała jak potoczy się ich następna rozmowa. Z tego wszystkiego zatrzymała się w połowie schodów. Draco dogonił ją w mgnieniu oka.
– Dlaczego tu stoisz? – zapytał, a na dźwięk jego głosu Hermiona się wzdrygnęła. Odwróciła się, stając twarzą w twarz ze Ślizgonem. W końcu byli równego wzrostu, bo panna Granger stała o stopień wyżej.
– Wystraszyłem cię? – Na twarzy Malfoya pojawił się triumfujący uśmieszek.
– Nie bądź niemądry – mruknęła Gryfonka i szybko pokonała kilka ostatnich schodów. Kierowała się w stronę swojej sypialni, gdzie pod łóżkiem trzymała odłożoną butelkę mugolskiej wódki. Miały ją wypić z Ginny w siedemnaste urodziny rudowłosej, ale dzisiejszy wieczór okazał się być lepszą okazją. Hermiona już nie pamiętała, co podkusiło ją do kupna alkoholu. Otworzyła drzwi swojego pokoju i weszła do środka, Draco stanął w przejściu obserwując Gryfonkę. Wyćwiczony uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Sam nie wiedział, dlaczego tego wieczoru miał tak dobry humor.
– Czyżby Hermiona Granger trzymała zapas alkoholu w sypialni? – zażartował. Dziewczyna odwróciła się na te słowa i krzyżując ręce na piersiach, zapytała:
– Czyżby Draco Malfoy po siedmiu latach nauczył się mojego imienia?  – Ślizgon wywrócił oczami.
– Nie zmieniaj tematu – powiedział rozbawiony, Hermiona tylko prychnęła, a potem schyliła się pod łóżko.
– Udam, że twoja sukienka jest przyzwoitej długości. – Usłyszała nagle. Momentalnie zrobiła się czerwona i zdusiła przekleństwo. Wyprostowała się powoli, a potem naciągnęła materiał na uda. Stała tyłem do Ślizgona, nie chciała, żeby widział jak bardzo jest zakłopotana.
– Daj spokój, Granger. Gdy są tu twoi przyjaciele udajesz taką porządną, a przed ich przyjściem prawie się przede mną rozebrałaś… – Odwróciła się szybko, chcąc mu wygarnąć, ale zaniemówiła. Nie spodziewała się, że Malfoy będzie stał w tak małej odległości. Widząc jej zdziwienie, uniósł wyżej jedną brew. Hermiona zrezygnowała z dalszej rozmowy i po prostu wyjęła różdżkę z kieszeni jego spodni.
– Co robisz? – zapytał Draco, przybliżając się do dziewczyny. Chciał sprawdzić, czy uda mu się ją sprowokować . Hermiona wymierzyła w niego różdżką, a koniec patyka wbił się w klatkę piersiową Malfoya.
– Nie ruszaj się – powiedziała cicho. Czuła się dobrze w towarzystwie Draco, ale gdy byli sam na sam, czuła się zdecydowanie lepiej. Przerażały ją jej myśli. Cofnęła się jeszcze, opierając o łóżko. Draco stał w miejscu, przyglądając jej się ciekawie.
– Accio butelka alkoholu – powiedziała i spod łóżka wyleciał procentowy trunek. Złapała butelkę, a różdżkę chciała oddać Malfoyowi.
– Odłóż ją na miejsce – powiedział chłopak, uśmiechając się szelmowsko. Panna Granger zmrużyła gniewnie oczy, ale podeszła pewnie do Ślizgona i wetknęła mu różdżkę z powrotem do kieszeni spodni.
Zeszli na dół, nie odzywając się do siebie. Kiedy w końcu Hermiona postawiła butelkę na stoliku w salonie, Blaise zapytał:
– Co tak długo? – Wszyscy zebrani spojrzeli na Malfoya i Granger. Ewidentnie oczekiwali jakiegoś wyjaśnienia, ale zarówno Ślizgon, jak i Gryfonka zignorowali pytające spojrzenia i zajęli swoje wcześniejsze miejsca. Zabini chwycił butelkę i przyjrzał się jej dokładnie.
– To mugolski alkohol – bardziej stwierdził, niż zapytał. Hermiona skinęła głową, a Ginny w tym czasie wstała, żeby przynieść kieliszki. Rudowłosa postawiła je na stole. Blaise otworzył butelkę i rozlał przeźroczysty trunek do kieliszków. Nastolatkowie porozdawali między siebie wódkę.
– Wesołych Świąt – mruknął Draco, wznosząc toast. Odpowiedział mu entuzjastyczne Blaise i Harry, a potem wszyscy opróżnili swoje kieliszki. Malfoy zauważył, że Hermiona wcale nie krzywiła się tak bardzo, jak na przykład Harry, czy Ginny. Zaskakiwała go coraz częściej. Zaraz zauważyła jego spojrzenie i bezgłośnie powiedziała:
– Co znowu? – Draco przynajmniej miał nadzieję, że dobrze odczytał słowa z ruchu jej warg.
– Ej, Granger, pokażesz mi, gdzie jest toaleta? – powiedział nieco głośniej, żeby wszyscy mogli go usłyszeć. Hermiona wyglądała na zdezorientowaną, ale skinęła głową.
– Zaraz jestem – mruknęła do Ginny i jak w transie, wstała z kanapy. Weszła po schodach na górę, słysząc za sobą kroki Malfoya. Zastanawiała się, czemu Ślizgon chciał wyciągnąć ją z salonu. Kiedy doszła do drzwi toalety, odwróciła się, żeby stanąć twarzą w twarz z Malfoyem. To co później się wydarzało, było zbyt szybkie, aby panna Granger mogła się choćby zastanowić. Draco chwycił jej nadgarstki i uniósł ręce dziewczyny. Ciało Granger delikatnie popchnął na ścianę, blokując jej drogę ucieczki. Chwycił jej ręce w żelaznym uścisku i przytrzymał nad głową, bardziej dociskając ją do ściany. Zaraz wpił się w jej usta. Zachłannie, trochę brutalnie. Hermiona była zbyt zaszokowana, żeby stawić opór. Po chwili Ślizgon minimalnie się odsunął. Hermiona wbiła w niego świdrujące spojrzenie, oczekując jakiś wyjaśnień.
– Musiałem sprawdzić, jak smakujesz po alkoholu – odpowiedział po prostu blondyn i delikatnie puścił ręce Hermiony. Jego odpowiedź niczego jej nie ułatwiła. Czy tak traktujesz wszystkie „przyjaciółki”, Malfoy? Zastanawiała się. Bo przecież, powiedziałeś, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie potrafiła go rozgryźć. Nawet przez chwilę umknął jej fakt, tego pocałunku. Tak cudownie innego. Postanowiła nie brnąć w to dalej, po prostu zapytała:
– I jak smakuję? – Draco zmarszczył brwi, słysząc jej kokieteryjny ton. Nie była jak Hermiona, którą znał. Podniecała go w tamtej chwili.
– Dobrze, Granger. Smakujesz dobrze. – Uśmiechnęła się z satysfakcją. Wtedy z dołu usłyszeli krzyk:
– Ej, co wy tam jeszcze robicie? Draco, utopiłeś się? – Malfoy wywrócił oczami, rozpoznając głos przyjaciela. Granger skinęła na niego, dając do zrozumienia, że powinni wrócić na dół. Gryfonka ruszyła przodem, a kiedy postawiła pierwszy krok na schodach, usłyszała szept przy swoim uchu:
– Kiedyś skosztuję jak smakuje whisky, spijana z twojego dekoltu…
*

Alkohol wszystkich rozluźnił i towarzystwo spędziło całkiem przyjemny wieczór. Nikt się nie upił, ale jednak odrobina wódki przełamała lody. Hermiona z radością obserwowała swoich gości, ciesząc się, że dzisiejszy dzień nie okazał się katastrofą. Gdzieś z tyłu głowy miała to wszystko, co powiedział jej Draco. Czuła, że musi z kimś o tym porozmawiać. Ginny uwielbiała takie tematy, jednak Hermiona nigdy nie przeżyła sytuacji, choćby odrobinę podobnych do tych z dzisiejszego dnia. Zacząwszy od jej bezwstydnego wystąpienia popołudniu, a skończywszy na sprośnych komentarzach Malfoya wieczorem. Nigdy z Ginny nie rozmawiały o tej erotycznej sferze związku. Hermiona nigdy tej sfery nie doświadczyła, a ile razy rudowłosa zaczynała temat Hermiona dość szybko go kończyła. Zwyczajnie czuła, że nie jest gotowa. Czyżby w takim razie Ginny była bardziej dojrzała? Panna Granger upiła trochę swojego wina. Razem z Pansy i Ginevrą przerzuciły się na ten, niskoprocentowy trunek, podczas gdy chłopcy dzielnie walczyli z litrową butelką wódki.
– Hermiona? – Wyrwała się z rozmyślań, kiedy Pansy znów powtórzyła jej imię. Spojrzała w twarz brunetki.
– Może byś się położyła? Na pewno ten dzień cię wykończył. – W głosie Ślizgonki pobrzmiewała prawdziwa troska, co rozczuliło brązowooką dziewczynę. Uśmiechnęła się do Parkinson z wdzięcznością, czując na sobie spojrzenia Rona i Harry’ego. Naprawdę była wykończona.
– Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc – rzucił Zabini z dozą rozbawienia. – Rozumiem, że to twoja zasługa, Draco? – Malfoy spojrzał na niego lekceważąco. Reszta towarzystwa wlepiła ciekawskie spojrzenia w Hermionę, licząc na zaprzeczenie lub potwierdzenie słów Blaise’a. Gryfonka wywróciła oczami, ale nie miała żalu do Zabiniego. Odkąd się wyprowadził z dormitorium na czwartym piętrze brakowało jej takich uszczypliwych komentarzy. Miała wrażenie, że to wszystko było wieki temu, a przecież minęło zaledwie kilka miesięcy. Pamiętała jak wraz z Malfoyem odbywała obowiązkowe patrole, jak musieli znosić się każdego poranka.
– Poszłabym się położyć, ale nie wiem, czy…
– Zajmiemy się wszystkim – zapewnił ją Ron, kładąc dłoń na ramieniu Harry’ego. Wiedziała, że zawsze może na nich liczyć. Tyle razem przeszli, że ich przyjaźń przetrwa wszystko. Granger była tego pewna. Przetrwała nawet ten związek, który był pomyłką. Pomyślała.
– Położę się w sypialni rodziców, Ginny, Pansy możecie zająć moją sypialnie. Draco i Blaise mogą spać w gościnnym, a wy – zwróciła się do Rona i Harry’ego.
– Prześpimy się tutaj, odpocznij – skończył za nią Ron. Z wdzięcznością kiwnęła mu głową.
– Dobranoc wszystkim.
*
– My też będziemy się zbierać – powiedziała Pansy, wstając z kanapy i zerkając na Ginevrę. Rudowłosa na raz wypiła wino, które od jakiegoś czasu zalegało jej w kieliszku i również wstała.
– Zostańcie jeszcze trochę – marudził Zabini, patrząc błagalnie na przyjaciółkę. Po alkoholu Ginny nieznacznie zmieniła nastawienie do jego osoby i liczył, że sytuacja jakoś się rozwinie. Parkinson ziewnęła przeciągle.
– Padam na twarz, Blaise. – Brunetka uśmiechnęła się przepraszająco. Widziała, że relację między Zabinim i Ginny trochę się ociepliły, jednak oczy same się jej zamykały i po prostu musiała się położyć. Zdawała sobie sprawę, że Gryfonka ruszy za nią, nie chcąc zostać w towarzystwie samych mężczyzn. Tak też się stało i obie zniknęły na schodach.
– No panowie, zostaliśmy sami – mruknął Zabini, rozlewając resztkę wódki do kieliszków.
– Przecież one są na piętrze nie na Arktyce – odkrywczo rzekł Ron. Alkohol zdecydowanie sprawiał, że ludzie głupieli, podrzucając coraz to nowsze złote myśli.
– Myślisz o tym co ja? – zapytał zaraz Zabini, patrząc z uśmiechem psychopaty w stronę Harry’ego. Potter, który prawdopodobniej był najbardziej pijany spojrzał na niego tępym wzrokiem.
– Nie czytam ci w myślach – powiedział okularnik z dziwnym uśmiechem. Draco pacnął się rękę w czoło.
– Pójdę do Gin, a tobie załatwimy kilka chwil sam na sam z Pansy… – Ronald wyłapał cały sens wypowiedzi Ślizgona i zaraz warknął:
– To moja siostra, zboczeńcu…
– Kto? Pansy? – wtrącił Potter, patrząc pytająco na rudowłosego przyjaciela.
– Ginny – mruknął Ron.
– Mnie w to nie mieszajcie – powiedział od razu Draco. Nie chciał rano tłumaczyć się Hermionie albo dostać od Ronalda, gdy ten uświadomi sobie na co się zgodził.
– Co się stało Smoku? Już nie umiesz się bawić – mruknął niezadowolony i wciąż pijany Zabini. Blondyn zacisnął szczękę.
– Co ci mówiłem o tym głupim pseudonimie? – powiedział podirytowany.
– Że lubisz, gdy Pansy tak do ciebie mówi?
– Co?! – Potterowi włączyło się myślenie.
– Ale z czym? – zapytał Ronald. Malfoy zaklął cicho pod nosem i opróżnił swój kieliszek. Trochę się skrzywił, ale tylko nieznacznie. Nie dowierzał w to, co właśnie się działo w salonie panny Granger. Jego najlepszy kumpel, Blaise Zabini właśnie dogadywał szczegóły planu podbicia sypialni dziewczyn. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jego wspólnikiem w tej konspiracji nie został ulubieniec tłumów – Harry Potter. Draco przysłuchiwał się coraz to bardziej absurdalnym planom. W pewnym momencie Potter wymyślił, że podleci do okna na miotle.
– A skąd ją weźmiesz, matole? – Blondyn nie wytrzymał i musiał się wtrącić. Zabini popatrzał na niego niezrozumiale.
– Pożyczymy od puchońskiej drużyny Quidditha.
– Dobra, koniec tego – oświadczył Malfoy i wstał ze swojego fotela. Za pomocą różdżki przelewitował cały alkohol i kieliszki do kuchni Granger. Uważał, że jego towarzysze tego wieczoru za dużo wypili. Zostawił wszystko w zlewie, a pustą butelkę postawił przy koszu. Umył ręce, bo śmierdziały alkoholem, a kiedy wrócił do salonu zastał tam jedynie Rona. Gryfon pochrapywał na kanapie. Zapowiada się świetna noc… Pomyślał jeszcze Draco, zanim usłyszał trzask.
*
Blondyn, przeskakując po dwa stopnie wbiegł na piętro w domu Hermiony. Jednak na korytarzu nie znalazł niczego, co wskazywałoby na obecność Blaise i Pottera w tej części domu. Opcje były dwie albo hałas dobiega z którejś sypialni, albo z dworu…
Chwilę potem Malfoy z ponurą miną zakładał zimowy płaszcz. Przeklinał moment, w którym zapytał Granger o alkohol. Gdyby nie to, z pewnością nie ganiałby Blaise’a i Pottera po mrozie. Nie szukał ich długo, obaj stali pod oknem, umieszczonym na wysokości pierwszego piętra, a Harry nieporadnie próbował dosięgnąć parapetu. Mimo, że Zabini postanowił go podsadzić daleko im było do uchylonej okiennicy.
– Skończcie to przedstawienie – warknął blondyn. Blaise gwałtownie się odwrócił, puszczając Pottera. Gryfon bez miotły nie latał tak wspaniale i po prostu spadł twarzą w śnieg.
– Chcę się z nią zobaczyć – powiedział nad wyraz pewnie ciemnowłosy Ślizgon. Malfoy westchnął i z ponurą miną, zaczął swój wykład:
– Podejrzewam, że i tak nie zrozumiesz połowy z tego co powiem, ale ogólnie rzecz ujmując po pijaku jesteś jeszcze mniej elokwentny niż na trzeźwo. Jeśli chcesz pogadać z Weasley proponuję zrobić to jutro, kiedy odzyskasz resztki rozumu.  – Zabini mrugał jedynie, próbując odgadnąć dlaczego właściwie jest besztany.
– Czy ty mnie obraziłeś? – zapytał w końcu, lekko się chwiejąc. Draco zaklął pod nosem, a potem zauważył, że Potter nadal leży z nosem w śniegu. Przekrzywił głowę, przyglądając się Gryfonowi dłuższą chwilę.
– Pomóż mi go podnieść – rzucił w końcu do Zabiniego i zaczął wyciągnąć okularnika ze śniegu.
Jakieś dwadzieścia minut później Malfoy zamknął Pottera i Blaise’a w sypialni dla gości. Zabezpieczył pomieszczenie tak, aby nie mogli z niego wyjść i zrobić sobie krzywdy. Nie mógł uwierzyć, że upili się do tego stopnia. Właściwie tak ogłupionego Blaise’a widział po raz pierwszy. Już miał zejść po schodach, kiedy natknął się na Ginny Weasley.
– Słyszałam hałasy – oświadczyła rudowłosa, szczelniej owijając się szlafrokiem.
– To tylko twój były i obecny chłopak w stanie upojenia. Idź spać, Weasley.
– Blaise nie jest moim chłopakiem – warknęła dziewczyna.
– Tylko tyle wyłapałaś z mojej wypowiedzi? – Na ustach Draco pojawił się cwany uśmieszek.
– Nie baw się ze mną. – Chłodny ton Ginevry wcale go nie zraził.
– Właściwie czemu urządzasz te podchody?
– Nie wiem o czym mówisz, Malfoy. Idź się połóż, bo wypiłeś nie mniej niż oni.
– Próbujesz mnie zbyć? – Parsknął śmiechem, a Ginny zmrużyła gniewnie oczy. Nie miała siły na przekomarzanie się z blondynem i szczerze podziwiała Hermionę za wytrwałość. Zastanawiała się właściwie, dlaczego Malfoy spędził święta w domu państwa Granger, ale nie miała siły pytać.
– Dobranoc, Malfoy – powiedziała, znikając za drzwiami sypialni. Ślizgon ruszył schodami w dół.
***
Hermiona obudziła się drugiego dnia świąt z bólem głowy. Wydało jej się to dziwne, nie wypiła dużo. Odrzuciła kołdrę i rozejrzała się po sypialni rodziców. W dziennym świetle pomieszczenie wyglądało inaczej. Czuła, że łzy zbierają się w kącikach jej oczu. Tak naprawdę wiedziała, że  nigdy nie pogodzi się z ich stratą. Szybko opuściła sypialnie, nie przejmując się, że ubrana była jedynie w piżamę. Oczywiście po drodze do łazienki wpadła na Malfoya. Ślizgon widział, że jest bliska płaczu i aż bał się pytać, co stało się tym razem. Trochę go tym męczyła. Nie przywykł do pocieszania ludzi, a przy Granger miał sporo roboty. Dziewczyna widząc, że Draco otwiera usta, szybko powiedziała:
– Żadnych pytań i komentarzy, pokłócimy się przy śniadaniu, a teraz usuń się z przejścia . – Posłuchał jej, ale kiedy zamykała za sobą drzwi łazienki, musiał krzyknąć:
– Ładna piżamka, Granger!
Malfoy zszedł do kuchni i zastał tam Rona. Gryfon siedział nad kubkiem czarnej jak smoła kawy, doprawionej odrobiną cukru. Leniwie podniósł głowę, krzyżując spojrzenia z Draco. Nie zamienili słowa, dopóki Draco ze swoją kawą nie dosiadł się do rudzielca.
– Ciężki poranek, huh? – zagadnął Ślizgon. Ron jedynie skinął głową.
– Oh no weź, Weasley. Nie możesz być tak małomówny, jak Granger z tobą wytrzymuje? Choć w sumie, pewnie ona cały czas papla, więc…
– Już nie musi ze mną wytrzymywać  – powiedział Ron, jakby nad czymś się zastanawiał, a to zdanie wyrwało mu się niechcący.
– Nie? – zapytał Malfoy, nie rozumiejąc do czego Gryfon zmierza.
– Zerwała ze mną dwa dni temu – wyjaśnił Ron, nie do końca panując nad tym co mówi. Dlaczego na gacie Merlina mówię o tym tej szumowinie?
W drzwiach kuchni stanęła Hermiona i dwie pary oczu zwróciły się ku niej. Draco mierzył ją zagadkowym spojrzeniem, ale na jego ustach dostrzegła uśmiech pełen uznania. Ron natomiast wzrok miał zamglony, jakby coś nie dawało mu spokoju. Miała wrażenie, że w czymś im przeszkodziła. Stała w progu, zastanawiając się czy pytać o ich wcześniejszą rozmowę. Z pewnością zdążyłaby się zestarzeć, ale do kuchni wpadła Pansy, ciągnąc ją za sobą. Brunetka promieniowała radością i optymizmem.
– To co, zrobię jakieś śniadanie? – zaproponowała, zaglądając do lodówki.
– Broń Merlinie! – Malfoy aż wstał z krzesła. Znał kulinarne umiejętności przyjaciółki, a właściwie ich brak.
– Ty w ogóle we mnie nie wierzysz – udała smutek Parkinosn. Dziś nic nie było w stanie zepsuć jej humoru. Odkąd pogodziła się z Harrym czuła, jakby unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Nie była dobrą kucharką, ale nie przejmowała się zbytnio.
– Ale wierzę w Granger. – Draco wyszczerzył się do szatynki.
– Sugerujesz, że mam zrobić śniadanie? – upewniła się panna Granger, roztapiając masło na patelni. Blondyn skinął głową. Hermiona przewróciła oczami, ale zabrała się do pracy. Cieszyła się, że z pojawieniem się Pansy zniknęło to dziwne napięcie, ale rozmowa, którą przerwała nie dawał jej spokoju.
*
Ginny słysząc hałasy, nakryła poduszką głowę i przewracając się na lewy bok, próbowała zasnąć z powrotem. Zarejestrowała, że Pansy opuściła sypialnie, ale miała wrażenie, że to było bardzo dawno temu. Rudowłosa była po prostu zmęczona i losy Ślizgonki w zupełności jej teraz nie obchodziły. Już powoli zasypiała, kiedy znów ktoś zadudnił w drzwi. Irytacja Ginny sięgnęła zenitu i w końcu odrzuciła poduszkę, szeroko otwierając oczy. Powoli usiadła na łóżku, zaciskając ręce na białej pościeli. Jeśli dorwę tego mądralę to powyrywam mu ręce, przysięgam. Groziła w myślach. Wyraźnie słyszała dudnienie, ale z pewnością nie dobijano się do jej drzwi. W hermionowej koszulce opuściła sypialnie. Dudnienie na chwilę ustało i dziewczyna poczuła się zdezorientowana. Powoli zamknęła za sobą drzwi, nie spuszczając wzroku z pustego korytarza. Rozległ się hałas. Drzwi na wprost. Zlokalizowała jego źródło. Wściekle pokonała szerokość korytarza i chwyciła za klamkę. Srebrna gałka nie ustąpiła mimo, że rudowłosa kręciła nią we wszystkie strony. Nie zamierzała się cackać z delikwentem, który ją obudził. Szybko wróciła do sypialni Hermiony po różdżkę, a potem wycelowała w zamek.
– Alohomora – niemal warknęła. Zamek ustąpił, a z nim hałasy. Zanim dosięgnęła klamki, drzwi otworzył jej zdziwiony Blaise Zabini. Bez słowa wycelowała w niego różdżką. Chłopak puścił drzwi i cofnął się do środka. Wyglądał jakby nie spał całą noc. Koszulę miał wygniecioną, oczy trochę przeszklone i nawet krótkie, ciemne włosy wydały się Ginny potargane.
– Chciałem tylko wyjść... – Uciszyła go gestem dłoni. Ślizgon przeczuwał, że ma przesrane.
– A ja chciałam tylko się wyspać! Obudziłeś mnie tym dudnieniem – rzuciła wściekle dziewczyna, ale opuściła różdżkę.
– Nie obudziłbym cię, gdyby ktoś mnie tu nie zamknął! – Podjął próbę tłumaczeń Blaise.
– Nie zamknęliby cię, gdybyś się nie upił!
– Nie upiłbym się, gdybyś do mnie wróciła!
– Co?! – powiedzieli jednocześnie. Ginevra miała dziwną minę. Nie wiem, czy chciałam się przesłyszeć, czy usłyszeć to jeszcze raz. Przemknęło jej przez głowę. Zabini podrapał się po karku, a kiedy spojrzał na Gryfonkę, wiedział, że tamta deklaracja nic nie dała. W ogóle nie wiedział, dlaczego jego umysł stwierdził, że należało to wykrzyczeć. Nie był pewien na co liczył, ale z pewnością nie na obojętność i politowanie ze strony Gryfonki. Trochę go tym denerwowała, ale, paradoksalnie, to w niej lubił najbardziej. Nie wpisywała się w żaden schemat dziewczyny, które Zabini starannie opracował. Czuł na sobie spojrzenie jej niebieskich oczu.
– Na kacu gadam głupoty – powiedział w końcu. Ginny skrzyżowała ręce na piersiach.
–  Zawsze gadasz głupoty – dodała ze słodkim uśmieszkiem.
– Tak, tak i robię głupoty. Teraz mnie już pocałujesz? – Wyszczerzył się, próbując ją podejść. Wiele razy zadziałało. Pomyślał. Jednak na twarzy Ginny nie pojawił się nieśmiały uśmiech. A właśnie tak miała zadziałać jego sugestia.
– Co? – zapytała z politowaniem. – Nieee i fuuuj. – Udała odrazę, odwracając lekko głowę. Liczyła, że włosy, które opadły na policzki zasłonią jej rumieńce. Blaise parsknął śmiechem.
– No dawaj, zawsze tego chcecie.  – Ginny zmierzyła go wzrokiem z kpiącym uśmiechem na ustach.
–  Jak przestanie ci cuchnąć z paszczy to się zastanowię – rzuciła, wychodząc z pokoju gościnnego, gdzie Harry i Blaise nocowali. Potter wstał wcześniej i Malfoy zdążył go wypuścić, jednak Zabini nie miał tego szczęścia.
Blaise stał bez ruchu, obserwując postać Gryfonki, a kiedy zniknęła mu z pola widzenia zatrzasnął drzwi. Powstrzymał chęć uderzenia w ścianę i skupił się na znalezieniu czegoś do picia. Pragnienie męczyło go odkąd otworzył oczy. Na szczęście ktoś zostawił mu małą butelkę wody. Opróżnił ją szybko ale pragnienie nie ustąpiło.
Schylił się pod łóżko, rozgrzebał pościel i jeszcze raz zajrzał do szuflady, ale swojej różdżki nie znalazł. Draco. Pomyślał gniewnie, wychodząc na korytarz. Zdawał sobie sprawę, że jego wygląd nie zachwycał. Ginevra nie omieszkała mu tego wytknąć. Ona z tym rudym gniazdem na głowie nie wyglądała lepiej. Pomyślał, kierując się do łazienki.
Złapał za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Blaise miał zdecydowanie dość zaryglowanych pomieszczeń.
– Kurwa – zaklął i walnął w drzwi, które ktoś otworzył z impetem. Zabini oberwałby w nos, ale w porę przytrzymał framugę. Wkurzona Ginny stała w progu. Była owinięta bladoróżowym ręcznikiem, a z jej włosów ściekała woda.
– Śmierci się nie boisz? – warknęła w jego stronę, przyciskając ręcznik do mokrego ciała. Zabini zlustrował ją wzrokiem, zatrzymując się trochę dłużej na odsłoniętych udach.
– Nie zapominasz się troszeczkę? – zapytała sarkastycznie.
– Tylko przy tobie, skarbie. – Obdarzył ją swoim najbardziej czarującym uśmiechem.
– Nieźle – powiedziała Ginny i pokiwała głową z uznaniem. Na moment oczy Blaise'a zalśniły. – Ale próbuj dalej. – Zatrzasnęła mu drzwi łazienki przed nosem.






Ogólnie to ten... Także no...
~ Pani M.