sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 27

Więc na początek chcę bardzo was przeprości za to, że rozdział jest tak krótki. To przez to, że mój laptop znowu się zepsuł, będzie naprawiany do poniedziałku, ale stwierdziłam, że pewnie nie będziecie chcieli czekać tak długo z rozdziałem. Żeby to jakoś was wynagrodzić kolejne rozdziały pojawią się w środę i sobotę, a druga część tego rozdziału (dłuuugaa część) będzie w poniedziałek wieczorem. Komentujcie, obserwujcie i polubcie Dom Salazara zwariował na facebooku, to chyba tyle ;)
~Pani M.

Rozdział 27- Wróg publiczny część:1

Ginny siedziała na lekcji Obrony przed Czarną Magią jakby ją czymś struli. Usiadła w ławce i odsunęła krzesło w jak najdalszy kąt ławki. Blaise w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Każda minuta dłużyła się niemiłosiernie, w dodatku panna Weasley nie mogła się skupić. W końcu nauczyciel zarządził koniec lekcji i gryfonka odetchnęła z ulgą. Szybko wrzuciła podręcznik do torby i czym prędzej opuściła klasę. Nie obejrzała się za siebie. Szła korytarzem na następną lekcję, a po drodze spotkała Harry'ego, Rona i Hermionę.
-Cześć- Przywitała się ze wszystkimi.
-Hej, Gin. Jaką masz następną lekcję? -Zapytał Harry.
-Historię Magii- Skrzywiła się ruda gryfonka- Będę tam umierać z nudów.
-To tak jak my- Mruknął Ron.
-Też macie historię teraz? -Zapytała dziewczyna.
-Tak, tylko Hermiona ma starożytne runy- Wyjaśnił Ron. Gin zauważyła, że już nie trzymają się za ręce, a kiedyś i owszem.
-To pójdę poszukać Pansy- Powiedziała Hermiona i już miała odejść, ale zatrzymało ją pytanie Harry'ego:
-A po co ci Parkinson?
-Mamy razem starożytne runy- Hermiona wzruszyła ramionami, ale zarówno ona jak i Gin zauważyły, że po wzmiance o Pansy, Harry stał się trochę nieswój. Chłopak z blizną na czole kiwną głową, a potem rozstali się z Hermioną i ruszyli pod klasę historii magii.
*
W końcu Malfoy znalazł Blaisa. Ciemnowłosy chłopak stał pod ścianą i przeglądał książkę do zielarstwa.
-Gdzie się podziewałeś? Czemu mnie nie obudziłeś? -Warknął blondyn do przyjaciela.
-Widzę, że humor dopisuje... - Mruknął Zabini, a potem zamknął książkę i spojrzał na Dracona.
-Żebyś wiedział, McGonagall kazała mi przeprosić Granger.
-Świetnie, za co tym razem?
-Tym razem to mam to zrobić przed wszystkimi w Wielkiej Sali- Wysyczał przez zęby Malfoy, ciemnowłosy ślizgon zrobił wielkie oczy i gwizdnął cicho.
-I co z tym zrobisz?
-Nic.
-Nic? -Powtórzył zdziwiony Blaise- Żadnych super chytrych planów? Symulowania choroby, udawania, że to nie ty? Eliksirów, uciekania, wykłócania się? Nic? -Blondyn pokręcił głową.
-Wywalą mnie jak tego nie zrobię.
-Masz nieźle przes... -Ale nie dokończył:
-Czołem młodzieży -Powitał ich nauczyciel Obrony przed Czarną Magią.
-Dzień dobry- Mruknął Draco, a Zabini nie powiedział nic.
-Chciałbym, abyście przekazali to pannie Granger- Podał Malfoy'owi kartkę złożoną na pół.
-A dlaczego my? -Zapytał podejrzliwie Blaise.
-Bo bądź co bądź dzielicie dormitorium, a panny Weasley nie mogłem nigdzie znaleźć- Wyjaśnił nauczyciel i już go nie było. Ślizgoni spojrzeli na siebie zdziwieni. Malfoy wzruszył ramionami po czym rozłożył kartkę, szybko przeczytał:
"Oczekuje pani w moim gabinecie o 18:00. To bardzo ważna sprawa. ~ Profesor: Robin Barkley"
-Nie będzie jej na kolacji- Mruknął pod nosem Draco.
-Co? -Zapytał Blaise po przeczytaniu tekstu, nie dosłyszał co Malfoy powiedział.
-Nie, nic. Nic ważnego- Odparł blondyn, wiedział, że dziewczyna nie usłyszy jego przeprosin, tylko nie wiedział, czy się cieszyć czy wręcz przeciwnie. Ruszyli w stronę szklarni na zielarstwo i Draco wrócił do tematu porannej pobudki, której się nie doczekał:
-To co dlaczego mnie nie obudziłeś? -Zabini podrapał się po głowie.
-Właściwie to nie spałem u nas w sypialni...
-Świetnie, którą odwiedziłeś tym razem? A następnym razem uprzeć mnie wcześnie to coś wymyślę, żeby wstać- Mruknął Draco.
-Nie, nie byłem z dziewczyną tylko... -Ale Malfoy nie dał mu dokończyć, odsunął się teatralnie od przyjaciela i powiedział:
-Wiesz, że jestem tolerancyjny, ale mieszkanie z gejem jest ponad moje siły- Obaj się roześmiali. Tylko kilku trzecioklasistów stojących niedaleko dziwnie na nich spojrzało, a potem oddalili się w pośpiechu.
-A tak serio, to która była tą szczęściarą?
-Nie, mówię, że nie byłem z dziewczyną, to znaczy byłem, ale nie tak jak myślisz- Draco podniósł pytająco brew:
-Od początku proszę- Powiedział.
-Więc zacznijmy od tego, że się wyprowadziłem...
-CO?! Chcesz powiedzieć, że zostawiasz mnie z nimi?! Ani mi się waż, masz tam wrócić, pogodzić się z Weasley i wszyscy będziemy szczęśliwi, jasne?!
-Czekaj, czekaj, skąd wiesz, że chodzi o Weasley? -Zapytał podejrzliwie Zabini, na co blond włosy ślizgon tylko wywrócił oczami.
-Posłuchaj, nie urodziłem się wczoraj. O co innego mogłoby chodzić?
-Więc pokłóciliśmy się i powiedziałem, że się wyprowadzam, z nią nie da się wytrzymać!
-A co z tym pseudo genialnym planem, żeby zaręczyć się z Weasley aby uniknąć ślubu?
-Wymyśle coś innego, ja nie mogę wytrzymać z nią jednej minuty w tym samym pomieszczeniu! -Pieklił się Blaise.
-Więc tak po prostu się wyprowadziłeś?
-Zabrałem rzeczy i zszedłem do lochów licząc na to, że ktoś mnie przenocuje, ale spotkałem tam tylko zapłakaną Dafnie i gadaliśmy.
-Tak, a teraz cały Hogwart gada, że ją przeleciałeś- Mruknął Draco.
-No, wiem. Ale od razu mówię, że to nie prawda. Swoją drogą ciekawe kto rozsiewa te plotki... -Malfoy parsknął śmiechem.
-Chcesz mi coś powiedzieć? -Powiedział Zabini z kamienną twarzą.
-Tak, że zachowujesz się jak puchon w dodatku pierwszoroczniak
-Miałeś nie obrażać uczniów innych domów... -Zwrócił uwagę Blaise.
-Nie miałem nikogo konkretnego na myśli... ale wracając to chyba oczywiste, że to musi być Astoria, co nie?
-Ale ona nie miałaby motywu, teraz chyba szaleje za Potterem, swoją drogą ciekawe co na to Pansy... A zresztą co Dafnie i ja mamy z tym wspólnego? -Draco wzruszył ramionami.
-Mnie się pytasz? Nie wiadomo co ona sobie ubzdurała, ale to nie wróży nic dobrego. Ej, czekaj, czekaj, a co Pansy ma wspólnego z Potterem?
-Nic, ale Astoria nie miała okazji leżenia na Potterze.
-A skąd wiesz? -Jednak to pytanie nie doczekało się odpowiedzi. Weszli do szklarni i zaczęli lekcję. Ani jeden, ani drugi nie mógł się skupić. Z dwóch różnych powodów, powodów które mieszkały w sypialni na czwartym piętrze.
*

   Dafnie była lekko mówiąc załamana. Najchętniej to nie wychodziłaby z pokoju do końca szkoły. Tęskniła za Nevillem i w ogóle nie rozumiała dlaczego z nią zerwał wróciła wspomnieniami do tamtego wieczoru:

Umówili się o ósmej pod pokojem życzeń. Zawsze Neville wybierał to miejsce na spotkania, a Daf nie kłóciła się z nim o to . Jednak ostatnio kłócili się o wszystko. Ślizgonka czekała na niego chwilę aż w końcu sie pojawił. Szedł spokojnie, ale dopiero gdy podszedł bliżej dziewczyna wyczytała z jego twarzy, że coś jest nie tak.. 
-Hej Neville -Powiedziała z uśmiechem i podeszła aby go pocałować. Niezdarnie się odsunął i koniec końcu cmoknęła go w policzek. 
-Taa... hej- Powiedział. Wyraźnie coś go męczyło. 
-Coś się stało? -Zapytała Dafnie, coraz bardziej obawiająca się tego co zaraz nastąpi. 
-Ostatnio cały czas się kłócimy... -Zaczął ostrożnie.  Ślizgonka tylko skinęła głową, a gryfon kontynuował, dostrzegła na jego policzkach ten delikatny rumieniec. Plątał się w słowach.
-Wiesz nie wiem czy... to znaczy... nie wiem czy to dobry pomysł- Powiedział w końcu. 
-Co masz na myśli?-Zapytała podejrzliwie Dahnie.
-Myślę, że to nie ma sensu. My nie mamy sensu-  Powiedział cicho ale stanowczo. 
-Czy ty właśnie ze mną zerwałeś? -Zapytała z niedowierzaniem. Z całych sił powstrzymywała łzy cisnące się do oczu. 
-Daf, chyba sama też zauważyłaś, że to nie ma większego sensu.
-Co nie ma sensu?! -Warknęła groźnie. 
-Nasz związek, widać, że podoba ci się ktoś inny, nie chcę stać na przeszkodzie...- Wydukał gryfon. 
-Znów to samo! Ile razy będę ci powtarzać, że nikt inny mnie nie interesuje!
-Ja dobrze wiem, że to nie prawda. Wybacz Daf- Powiedział smutno i odwrócił się, żeby odejść. Wtedy po jej policzkach popłynęły łzy, jednak nie mogła pogodzic się ze stratą kogoś takiego jak Neville. Wtedy uświadomiła sobie po raz pierwszy, że na prawdę go kocha. Nie mogła go stracić. Chwyciła go za nadgarstek i gryfon odwrócił się do niej zaskoczony. 
-Dlaczego mi to robisz? Wiesz, że nikogo nie mam.
-Wiem.
-To o co chodzi? -Zapytała trochę płaczliwie. 
-Nie możemy być razem, to się nie uda. Gryfoni i ślizgoni nie tworzą związków- Wyjaśnił z ciężkim sercem. 
-Kto tak powiedział? -Zapytała, a kolejne łzy spłyneły po jej policzkach.
-Ja- Wtedy puściła jego rękę. To był wyraźny znak, że Neville jej nie chce. Nie zatrzymywała go, a gdy zniknął za rogiem korytarza wyszeptała  "Kocham Cię Neville", jedynie nie mogła wiedzieć, że gryfon wyszeptał to samo. To samo tylko z jej imieniem.

Po całym zdarzeniu ślizgonka siedziała w pokoju życzeń a koło jedenastej wróciła do dormitorium. Spotkała Zabiniego i rozmawiali. Rano cały Hogwart obiegła nieciekawa plotka. Na wspomnienie Nevilla dziewczyna znów prawie się rozpłakała. Stwierdziła, że dziś nie pójdzie na lekcje jednak Pansy ją zmusiła grożąc, że pójdzie po McGonagall. Chcąc nie chcąc Daf zwlekła się z łóżka i poszła na lekcję. Koło południa rozmawiała z Malfoy'em i wtedy zdecydowała, że się nie podda. Był to upór godny gryfonów.

Ciąg dalszy nastąpi...

(poniedziałek 02. 02. 2015r.)






sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 26

Rozdział 26 - Dom wariatów. 


Może pomóc ci coś znaleźć? – warknął Zabini w jej stronę.
– Ja... Nie, ja tylko... – Próbowała się jakoś wytłumaczyć, ale nic racjonalnego nie przychodziło dziewczynie do głowy.
– Lepiej już nic nie mów – powiedział. Głos miał trochę zachrypnięty, a Ginny wyczuła w nim groźbę. Podszedł do dziewczyny i wyciągnął otwartą dłoń w jej stronę.
– Książka – powiedział lodowatym tonem, pannę Weasley aż przeszły dreszcze. Drżącą ręką podała mu ów przedmiot, a on szybko wyszarpnął podręcznik z jej ręki. Był zły. Temu nie dało się zaprzeczyć, ponad to nie wierzył, że Gryfonka może być tak uciążliwa.
– Ja... Bo wiesz... To było... – Próbowała coś powiedzieć. Zaszurała butem po podłodze.
– Lepiej już wyjdź – powiedział oschle do dziewczyny i wskazał ręką drzwi. Ale panna Weasley ani myślała wychodzić. Przypomniała sobie z jakiego powodu tu przyszła. Wszystkie najgorsze opisy przeleciały jej przez głowę. Policzki pociemniały i zacisnęła ręce w pięść. Jej oczy ciskały błyskawice. Za oknem usłyszeli grzmot. Zbliżała się burza. A nawet dwie.
*
Hermiona  usłyszała podniesione głosy gdzieś w salonie. Nałożyła szybko długi, szary sweter na suwak i zapięła go pod szyję. Wybiegła z sypialni. Na kanapie leżał Malfoy i patrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. Szybko się odwróciła i dojrzała źródło hałasu. Ginny i Blaise stali w sypialni Ślizgonów przy otwartych drzwiach i głośno rozmawiali. Hermiona westchnęła, była święcie przekonana, że właśnie tak to się skończy. Nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za ramię, odwróciła się i przypadkowo uderzyła Malfoya w brzuch. Sprawiło jej to jakąś satysfakcję. Skrzywił się, a potem niewyraźnie wydukał, czuć było od niego alkohol:
– Co sie st...ało? – Mimo tej niewyraźnej wymowy, Gryfonka wszystko zrozumiała. Wzruszyła tylko ramionami, a Draco, chwiejąc się odrobinę, z powrotem odszedł w stronę kanapy. Gdy Ginny głośniej krzyknęła słowo "cholera" wszyscy podskoczyli, a Draco, który próbował usiąść na kanapie, opadł niezdarnie na ziemię. Widząc to wszystko, panna Granger nie wytrzymała. Czuła się jak w wariatkowie. Pijani idioci walający się po podłogach, ciągłe kłótnie. Sama zaczęła krzyczeć:
– ZAMKNIJCIE SIĘ! – Zarówno Ginny jak i Zabini zdziwieni spojrzeli na Gryfonkę. Oboje ramię w ramię stanęli w salonie i popatrzeli po sobie zdziwieni.
– Malfoy rusz się! Nie możesz się walać po podłodze! – Spojrzał na nią pytająco, a potem się uśmiechnął.
– Rusz się – warknęła, a Ślizgon niezdarnie podniósł się z ziemi.
– Zabierz go do sypialni – rzuciła w stronę Zabiniego. Ciemnowłosy chłopak odprowadził Draco pod ramię do ich sypialni i posadził na łóżku.
– A teraz powiedzcie mi czemu nasze dormitorium przypomina dom wariatów?!
*
– Puść mnie – rzucił w stronę dziewczyny.
– Ale Harry... – Wyszarpał się z jej objęć.
– Nie życzę sobie takich wyskoków – powiedział chłopak. Nie wiedział jak ma się zachować. Z jednej strony całuje go jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole, a z drugiej wolałby, żeby wcale tego nie robiła. Przeklął w duchu Astorię, najgorsze było to, że Pansy to widziała. Sam nie wiedział dlaczego to go tak ruszyło. W końcu nawet się nie lubili. Prawda? Odrzucił wszystkie te myśli.
– Tylko nie mów, że to przez Pansy? – Zaśmiała się Astoria i położyła mu rękę na ramieniu. Gryfon skrzywił się na ten gest i strzepnął jej dłoń.
– Nie, tu nie chodzi o Parkinson. Po prosu się nie znamy i ten, ja tylko...
– Czyli chcesz mnie poznać? – Wpadła mu w słowo. – Nie ma problemu, to jesteśmy umówieni, bądź po mnie w sobotę po kolacji.
Mrugnęła do niego i szybko cmoknęła w policzek, a potem odeszła, jak zawsze dumnie unosząc głowę. Harry natomiast miał ochotę walnąć głową w ścianę.
*
– Spokojnie Miona... – Próbowała uspokoić przyjaciółkę Ginny, oczywiście Blaise musiał się wtrącić:
– "Miona"? – Parsknął śmiechem i spojrzał na rudowłosą Gryfonkę. – Dlaczego "Miona"?
– A ty jaką dałbyś jej ksywkę? – warknęła Ginevra. Choć „Miona” faktycznie nie brzmiało najlepiej.  
–Nie wiem. – Wzruszył ramionami Blaise.
– No właśnie, "nie wiesz" to się nie wtrącaj!
– Jaka ty jesteś drażliwa – mruknął, niby do siebie, chłopak.
– A to ty zawsze uważasz, że wszystko wiesz lepiej niż ja! Zawsze się wymądrzasz!! MAM TEGO DOŚĆ!
– Świetnie! Bo wiesz co?! JA TEŻ MAM DOŚĆ! WYPROWADZAM SIĘ!
– ŚWIETNIE, NARESZCIE! – wykrzyczała Ginny.
–CO? – wyrwało się Hermionie, która dotychczas miała ochotę zatłuc ich oboje. Spojrzała zdziwiona najpierw na Zabiniego, a potem na Ginny. Piegowata Gryfonka jedynie wściekle wzruszyła ramionami. Szybko skryła się za drzwiami sypialni i równie wściekle zamknęła za sobą owe drzwi. Łzy niespodziewanie pociekły jej po policzkach, ale szybko otarła je rękawem. Osunęła się na podłogę i podkurczyła nogi pod brodę. Czuła się okropnie. Była zła na niego, siebie, Hermionę. Wszystkich. Znów pojedyncza łza zwilżyła jej policzek. Przymknęła oczy, przypominając sobie całą scenę. Nic to nie dało. Jedynie większy smutek.
W tym czasie Hermiona w osłupieniu patrzyła jak Blaise wściekle wrzuca ubrania z szafy do kufra i z hukiem zatrzaskuje wieko. Malfoy obrócił się w stronę przyjaciela i zapytał:
– Cio robi…sz?
– Nic – odparł ciemnowłosy Ślizgon i z różdżką w ręce opuścił sypialnie.
– Blaise? – powiedziała cicho Hermiona.
– Mhm? – Zatrzymał się po środku salonu.
– Dlaczego to robisz? Dlaczego JEJ to robisz? – Westchnął, a Gryfonka spostrzegła chwilowy smutek w jego oczach.
– To ona zaczęła – mruknął w odpowiedzi, ale sam nie był przekonany, czy to słuszne wytłumaczenie.
– Przecież to bez sensu, te wasze kłótnie i...
– Wystarczy – przerwał jej trochę gniewnie. – To nie twoja spawa, poza tym Ginny sama tego chciała.
– Ale nie o to jej chodziło... – Znów  jej przerwał:
– A właśnie, że tak.
– Gdzie będziesz spać? – Spróbowała z innej strony.
– O mnie się nie martw.
I opuścił dormitorium na czwartym piętrze.
Hermiona po raz kolejny poczuła się jak w domu dla obłąkanych. Przeszła przez salon i chwyciła za klamkę drzwi z sypialni. Nie dały się otworzyć. Zrozumiała, że to pewnie Ginny pod nimi siedzi i nie chce z nią rozmawiać. Nie będzie chciała rozmawiać co najmniej przez dwa dni. Hermiona westchnęła, nie widząc innego wyjścia, położyła się na kanapie. Jednak szybko zaczęła marznąć. Pomimo swetra który miała na sobie było jej zimno, wiedziała, że tak nie zaśnie. Spróbowała dostać się do sypialni. Niestety bezskutecznie. Trochę rozumiała Ginny. Różdżka oczywiście została w środku. Rozejrzała się bezradnie po pokoju i wpadła na genialny pomysł. Udała się w stronę sypialni Ślizgonów. Z tego co zapamiętała Zabini nie zabrał ze sobą ani poduszki ani kołdry. Dostrzegła swoją szansę. Cicho odtworzyła drzwi. Malfoy spał na swoim łóżku. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy spał w ogóle nie przypominał tego wrednego, narcystycznego Ślizgona. Wyglądał tak... Gryfonka nie wiedziała jak to określić. Tak... grzecznie? Nie. To zdecydowanie nie to słowo. Potrząsnęła głową i odwróciła się w stronę niezaścielonego łóżka Zabiniego. Wzięła zieloną poduszkę pod pachę i odwróciła się w stronę Draco, aby upewnić się, że śpi. Spał w najlepsze. Cicho pociągnęła pierzynę w swoją stronę, zwinęła ją w kłębek i zadowolona miała ruszyła cichutko do wyjścia. Kiedy przechodziła koło łóżka Malfoya,  ktoś chwycił ją za rękę.
–Granger? – mruknął trochę nieprzytomny.
– Czego chcesz? – warknęła, wyrywając dłoń z jego uścisku.
–Dlaczego zabierasz łóżko Blaise’a?
– Bo nie mam gdzie spać – odburknęła podirytowana. Nie chciała widzieć arystokraty na oczy, po tym co od niego dziś usłyszała.
–Możesz spać ze mną... – mruknął Draco, zamykając oczy. Dziewczyna popatrzyła na niego z politowaniem. Była pewna, że jutro nic nie będzie pamiętał. Usłyszała jego miarowy oddech. Zasnął. A szkoda, bo miała go uraczyć swoją błyskotliwą odpowiedzą. Zamknęła za sobą drzwi, wychodząc z sypialni Ślizgonów. Rozłożyła poduszkę na kanapie, położyła się i przykryła kołdrą. Natychmiast zasnęła. Nie miała żadnych snów.
*
Zabini schodził do lochów, taszcząc za sobą wielki kufer. W końcu po jakiś dziesięciu minutach, które ciągnęły się jak godziny, trafił pod kamienną ścianę. Mruknął odpowiednie hasło i wszedł do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Nikogo nie było w salonie. Chłopak postawił kufer obok obitej czarną skórą kanapy. Rozsiadł się w fotelu i czekał. Czekał na jakąś zabłąkaną duszyczkę, która zgodzi się go przenocować. Nie musiał czekać długo. Przez dziurę w ścianie weszła Daphnie. Oczy miała lekko zapuchnięte. Chłopak od razu wiedział, że płakała. Podniosła wzrok i stanęła jak wryta, gdy zobaczyła Ślizgona.
– Co ty tu robisz? – zapytała zachrypniętym głosem.
–Siedzę. – Zbył jej pytanie prostym stwierdzeniem. Pokiwała głową i usiadła na kanapie.
– Płakałaś – stwierdził i zanim odpowiedziała dodał: – W dodatku późno wracasz do dormitorium.
– Ty też nie jesteś u siebie – odpyskowała. Pokiwał głową.
– Miałem dość mieszkania z Weasley, ona jest nie do wytrzymania. – Skrzywił się, wypowiadając ostatnie słowa. Jakoś dziwnie się czuł zwierzając się Daphnie.
– A ty dlaczego się włóczysz po nocy? – Ślizgonka westchnęła ciężko i założyła pasmo brązowych włosów za ucho. Stwierdziła, że chyba może co nieco powiedzieć Zabiniemu. W końcu znają się nie od dziś.
–Pokłóciłam się z kimś. Z kimś ważnym dla mnie. – Kiwnął głową na znak, żeby kontynuowała. – Ostatnio często się kłócimy, a nie mam osoby, z która mogłabym o tym pogadać.
– A Astoria? Pansy? – Smutno pokręciła głową.
– Zakazał mi o nas mówić
– Wiec to chłopak? I chyba właśnie mi o "was" powiedziałaś... – Dziewczyna spuściła głowę i cicho powiedziała:
– Już nie ma "nas".
Po jej policzkach znów pociekły łzy.
Siedzieli w salonie do późna i rozmawiali. O Ginny i Pansy, szkole, McGonagall, o wszystkim. Aż w końcu zasnęli na kanapie obok siebie. A rano cały Hogwart huczał od plotek.
***
Ginny rano pozbierała się z podłogi i wzięła zimny prysznic. Nie mogła uwierzyć, że on tak po prostu się wyprowadził. Nie potrafiła wymówić jego imienia nawet w myślach. Ubrała się, wysuszyła włosy jednym zaklęciem i rozczesała je. Wyszła z toalety i zaczęła upychać książki do torby. Bez żadnego planu, wszystkie które wpadły jej w ręce.
–Daj to – powiedziała miękkim głosem Hermiona i odebrała swój podręcznik z rąk przyjaciółki. Wyjęła z jej torby większość niepotrzebnych książek i spakowała te, które powinny się tam znaleźć. Objęła przyjaciółkę ramieniem. Ginevra nic nie mówiła i tak siedziały w ciszy. Nie płakała.
– Wróci tu wcześniej czy później, nie należy się przejmować – w końcu powiedziała Hermiona.
–Nie chcę żeby wracał! I niech nie myśli, że będziemy tutaj po nim płakać –odpowiedziała hardo Ginny. Nie była z tych dziewczyn, które płaczą z byle powodu. Nie płakała gdy Harry z nią zerwał na szóstym roku i teraz też nie zamierza. Zarzuciła torbę na ramię i odwróciła się do trochę zaskoczonej Hermiony:
– To idziesz?
– Ale gdzie? – zapytała starsza Gryfonka, nadal trochę zaskoczona tą nagłą przemianą przyjaciółki.
– Na śniadanie oczywiście. To najważniejszy posiłek dnia.
Ta myśl przyświecała im, gdy schodziły do Wielkiej Sali.
*
Malfoy miał zdecydowanie cięższy poranek. A właściwie poranek przespał. Obudził się po jedenastej. Zazwyczaj Blaise fundował mu pobudkę, ale nie tym razem. No właśnie, Zabini, dlaczego teraz tego nie zrobił? Ale głowę miał zbyt ciężką na rozmyślania. Złapał szklankę z wodą, którą jakaś dobra duszyczka musiała zostawić na szafce nocnej. Opróżnił ją jednym łykiem. Przetarł oczy i spojrzał na zegarek.
– Kurwa... – zaklął szpetnie pod nosem. Przespał pierwsze trzy lekcje. Za piętnaście minut miał transmutacje. Szybko pochwycił spodnie przewieszone przez oparcie krzesła. W pośpiechu zapinał białą koszulę, jednocześnie myjąc zęby przed lustrem w łazience. Włożył buty, kilka książek wrzucił do torby. Przegładził włosy, które z tyłu trochę odstawały, mimo tego że je czesał. Wyszedł z dormitorium i biegiem ruszył pod klasę z transmutacji. Potrącił kilku Puchonów po drodze. Ale wiedział, że lepiej się nie spóźniać na lekcję z dyrektorką. Zatrzymał się pod klasą akurat, gdy McGonagall miała zamknąć drzwi.
–Dzień dobry – rzucił w pośpiechu i zajął miejsce w ostatniej ławce. Gdy dyrektorka przechodziła obok niego pochyliła się nad ławką.
– Proszę zostać po lekcji, panie Malfoy. – Pokiwał głową. Przez całą godzinę nie mógł się skupić. Rozmyślał czego może chcieć McGonagall. Może to dlatego, że ominąłem poranne lekcje?
– Panie Malfoy? – Podniósł wzrok na nauczycielkę, chyba oczekiwała od niego jakiejś odpowiedzi. Wszyscy w klasie spojrzeli na niego. Niestety nie miał pojęcia o co może chodzić. Nie słuchał całą lekcję.
– Panie Malfoy? – Ponagliła McGonagall i spojrzała na niego gniewnie. Nie cierpiała, gdy uczniowie nie słuchali podczas lekcji. 
– Nie dosłyszałem pytania. – Ślizgon wybrał bezpieczna odpowiedź.
–To następnym razem proszę siadać w pierwszej ławce – rzuciła dyrektorka. – Ktoś zna odpowiedź? – Zwróciła się do klasy. Ręka Hermiony wystrzeliła w górę. Odpowiedziała zdobywając pięć punktów dla Gryffindoru. Draco spojrzał w jej stronę, a potem zaczął bazgrać po książce. W końcu zadzwonił dzwonek. Ślizgon czekał, aż wszyscy opuszczą klasę, a gdy w końcu tak się stało, podszedł do biurka nauczycielki.
– Pani dyrektor chciała ze mną rozmawiać? – Podniosła na niego wzrok zza okularów.
– Tak, ale to nie rozmowa na teraz. Zostaniesz zwolniony z następnej lekcji. Proszę za mną. – McGonagall wstała z krzesła i chwytając różdżkę, opuściła klasę, a Malfoy zabrawszy torbę, ruszył za nią. W końcu stanęli przed wejściem do gabinetu dyrektorki. Chłopak nie miał pojęcia dlaczego akurat tutaj będą rozmawiać. Z tego co pamiętał nie zrobił niczego złego. A to że zaspał... No cóż każdemu się zdarza.
– Po schodach na górę, ja zaraz przyjdę – powiedziała oschle dyrektorka i zostawiła Ślizgona samego. Draco nie był zachwycony tym wszystkim, ale nic nie powiedział tylko posłusznie wszedł po schodach na górę. Znalazł się w gabinecie dyrektorki. Usiadł na jednym z foteli przed biurkiem. Wszędzie walały się książki i różne papiery. Po jakiś piętnastu minutach McGonagall wróciła. Usiadła za swoim biurkiem zdjęła okulary i przetarła zmęczone oczy.
– Doszły mnie słuchy, że wyzywałeś pannę Granger od szlam.
–Już zdążyła się poskarżyć? – zapytał kpiąco, jednak dobrze wiedział, że za chwilę mogą go wyrzucić ze szkoły. Ten kpiący uśmiech był tylko maską.
–Myli się pan, panna Granger nie powiedziała na pana ani słowa, jednak ktoś to słyszał.
– Dobra przyznaję się –mruknął, zastanawiając się, kto wtedy mógł ich słyszeć.
– Och, w to nie wątpię. Czy muszę ci przypomnieć, że wróciłeś do Hogwartu pod warunkiem, że nie będziesz wyzywać uczniów innych domów?! Musiałabym cię teraz wyrzucić!
–Rozumiem, spakuje swoje rzeczy – mruknął niechętnie. Mimo wszystko dobrze mu było w Hogwarcie. Nawet z Granger za ścianą. Tym bardziej z nią. Dodał dziwnie irytujący głosik. Chciał wstać z fotela i odejść, ale dyrektorka go powstrzymała.
– Powiedziałam "musiałabym cię wyrzucić", jednak rozmawiałam z twoją matką i stwierdziłam, że damy ci jeszcze jedną szansę
– Ja... Dziękuję, to się nie powtórzy – powiedział w końcu.
–Jednak kara cię nie ominie. – Chłopak westchnął, wiedział, że dyrektorka to powie. –Dziś po kolacji przeprosisz pannę Granger.
– Co?
– Wyjdziesz na podium nauczycielskie i ją przeprosisz.
Ale ja... To...
– Albo to, albo niestety będziemy musieli si pożegnać –ucięła rozmowę McGonagall.
– Tak jest, pani dyrektor – warkną przez zęby blondyn i opuścił gabinet. Był wściekły. Dlaczego akurat to?! Wolałby posprzątać cały Zakazany Las. Cokolwiek, ale nie to! Ślizgoni nie przepraszają. Rozbrzmiały w jego głowie słowa ojca. Voldemorta nie ma, wszystko się zmieniło.  Przypomniały mu się słowa Zabiniego. No właśnie, Blaise, gdzie on się podziewa? Malfoy poszedł go poszukać, ale zamiast tego znalazł pewną Ślizgonkę.
*
Wcześniej...
Ginny i Hermiona wkroczyły do Wielkiej Sali. Wszyscy starsi uczniowie zawzięcie o czymś rozmawiali. Ku zdziwieniu Gryfonów przy ich stole głos zabierał głównie Neville.
– ... I wtedy Astoria ich znalazła. Spali na kanapie, przytuleni!
– Hej Neville –Odezwała się Ginevra. – Kto spał?
–Daphnie i Zabini. – Weasley wypluła owsiankę z powrotem do miski.
– Ale co się stało? – zapytała przytomnie Hermiona.
– Jak to? nie słyszałyście? Przecież on w końcu z wami mieszkał... – wtrąciła się Romilda Vane. Ginny pokręciła głową i poprosiła aby jej wszystko opowiedzieć. Romilda podjęła opowieść, a Neville wtrącał się od czasu do czasu:
– No więc Blaise w nocy musiał się wymknąć z waszego dormitorium. – Obie Gryfonki wymieniły zdziwione spojrzenia. Obie wiedziały, że nikt się nigdzie nie wymykał, ale nie podzieliły się tą wiedzą z pozostałymi. Vane kontynuowała:
– Przyszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów i tam spotkał Daphnie.
– Daphnie Greengrass – dodał Neville.
– I co z tą Daphnie? – zapytała Hermiona, lekko marszcząc brwi. Spokojnie jadła śniadanie, ale Ginny nie wzięła jeszcze niczego do ust. Słuchała jak zaklęta.
– No i podobno głośno kochali się w Pokoju Wspólnym Slytherinu. – Ginny zachłysnęła się sokiem, którego próbowała się napić. Dostała ataku kaszlu i Hermiona musiała poklepać ją po plecach. Gdy wszyscy się uspokoili starsza Gryfonka zadała bardzo racjonalne pytanie:
– Skąd to wszystko wiecie?
Od Astorii, podobno w nocy słyszała dziwne dźwięki, a jak rano zeszła do salonu to spali oboje na kanapie – powiedział Neville i wzruszył ramionami. Tak naprawdę był przybity zerwaniem z Daphnie i nie mógł uwierzyć, że tak szybko o nim zapomniała. Ginny trochę pozieleniała na twarzy i nic nie zjadła. Poczekała aż Hermiona skończy swojego tosta i razem poszły na lekcję. Zaczynały od zielarstwa, a potem Obrona przed Czarną Magią. Ginny przypomniała sobie z kim ma siedzieć na tej lekcji. Zrobiło jej się niedobrze. Nie chciała o nim myśleć, a co dopiero go oglądać.
– Dupek... – mruknęła do siebie. Wyszły z Hermioną z Wielkiej Sali, a do obiadu zaczęto powtarzać plotki, że Daphnie Greengrass jest w ciąży z ciemnowłosym Ślizgonem. I tylko Astoria miała pożytek z takiego obrotu spraw.
*
Malfoy wracał z gabinetu McGonagall, gdy zobaczył na swojej drodze Daphnie. Siedziała we wnęce okna i płakała. Draco zaklął w duchu, nienawidził pocieszać ludzi. Jednak teraz nie widział innego wyjścia. Pomyślał, że Zabiniego znajdzie potem.
– Co się stało? – zapytał i usiadł obok dziewczyny. 
– Nie udawaj, że nie wiesz, wszyscy myślą, że puściłam się z Blaisem. – Ślizgon gwizdnął cicho. Spojrzał na zapłakaną i zapytał:
–A puściłaś się? – Uderzyła go w ramię, wiedziała, że tylko żartuje. Ktoś kto zna Draco tak długo musi wiedzieć takie rzeczy.
– Oczywiście, że nie – odpowiedziała, otarła łzy.
–No więc po problemie. – Malfoy wzruszył ramionami.
– Przecież oni wszyscy myślą, że ja... On też tak myśli...
– Kto Zabini? – Pokręciła głową.
– Nie, nie mogę ci powiedzieć. – Wzruszył ramionami:
– To nie mów. Słuchaj Daphnie, najważniejsze, że ty wiesz, że to nie prawda. Reszta prędzej czy później zapomni. Znajdą sobie inny obiekt kpin i plotek.
– Ty nie znalazłeś.
–Co? – zapytał zbity z tropu.
– Hermiona Granger, Draco. O niej nigdy nie zapomniałeś. – Dziewczyna wstała. Trochę podniósł ją na duchu, ale tylko trochę. Za to Malfoy przez Daphnie miał niezły orzech do zgryzienia.
– Dlaczego o tobie nie zapomniałem, Granger? – pytał sam siebie, jednak nie uzyskał odpowiedzi.


Em... cześć, ogólnie mówiąc jest was coraz więcej co mnie strasznie cieszy i wymyśliłam coś, żeby (przynajmniej tak mi się wydaje xd) ułatwić wam życie. Mianowicie założyłam stronę na facebooku "Dom Salazara zwariował" gdzie zawsze będę dodawać powiadomienia o nowych notkach. Napiszcie w komentarzach co o tym myślicie ;) A teraz rozdział, trochę dłuższy zgodnie z obietnicą :)

~Pani M.






Wszystkich zainteresowanych stroną ZAPRASZAM TUTAJ
Możesz polubić stronę dzięki czemu od razu będziesz wiedział o nowych postach ;)







niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 25

Rozdział 25 - Powrót do początku.

Minęło popołudnie i nieuchronnie zbliżał się wieczór. Za oknem słońce chyliło się ku zachodowi. Hermiona była wykończona nadmiarem prac domowych i dodatkowych, których się podjęła. Oprócz tego czekał ją za pół godziny patrol z Malfoyem. Westchnęła i opadła na łóżko. Zauważyła, że Ślizgon zrobił się jakby... milszy? Nie, to nie jest dobre określenie. Po prostu nie wyzywał jej. Przynajmniej nie tak często jak kiedyś. Patrole wcale nie były takie okropne jak na początku przypuszczała. Jednak nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca...
*
Ginny już od dziesięciu minut chodziła tam i z powrotem po korytarzu czwartego piętra. Chciała porozmawiać z Hermioną o tej głupiej książce. Z drugiej strony chciała zapomnieć, że w ogóle ją przeczytała. Nie miała pojęcia co zrobić, a oprócz tego była wściekła na Zabiniego. Oczywiście wielokrotnie się z nim kłóciła, a Ślizgon bardzo ją denerwował, jednak tym razem naprawdę przesadził. Piegowata Gryfonka nie mogła pojąć jak można być taką świnią. Żeby w ten sposób traktować dziewczyny? Nie do pomyślenia. Fuknęła pod nosem na samą myśl o tym. Nagle usłyszała głos z drugiego końca korytarza:
– Masz owsiki, czy jak? – Odwróciła się na pięcie i zobaczyła rudą czuprynę swojego brata.
– Nie – ucięła krótko. Ron podszedł bliżej.
– To co jest?
– A co ma być? – Gryfon wzruszył ramionami. Nie chciał się mieszać, tym bardziej, że widział w jakim humorze jest Ginny – podłym.
– Nie wiem.
– Po co to przyszedłeś? – zapytała po chwili dziewczyna.
– Zobaczyć się z Hermioną.
 – Zaraz ma patrol – poinformowała brata Ginny obojętnym tonem. Stwierdziła, że się przejdzie i spokojnie wyminęła brata. Musiała przemyśleć całą tą sytuację z Blaisem. A najważniejszą kwestią dla niej było, czy powiedzieć o tym przyjaciółce?
– A ty dokąd? – zawołał za nią Ron.
– Idę się przejść –Krzyknęła przez ramię i zniknęła mu z oczu. Zeszła schodami w dół i chciała wyjść na błonia. Jednak przypomniała sobie, że nie ma na sobie ani kurtki ani ciepłej szaty, tylko sweterek od mundurka. Zaklęła pod nosem. Zawróciła i wspięła się schodami z powrotem na górę. Bez celu włóczyła się po korytarzach, aż usłyszała za sobą męski, głęboki głos:
– Panno Weasley? – Odwróciła się ostrożnie i zobaczyła parę metrów od siebie nauczyciela Obrony przed Czarną Magia.
– Dzień dobry, panie profesorze. A właściwie, dobry wieczór…
– Dlaczego tak chodzisz bez celu? Martwisz się czymś?
– Nie, nie. – Prędko pokręciła głową. Nie chciała jeszcze mieć na karku nauczyciela.
– Przecież widzę, że się czymś martwisz. Może poszlibyśmy na herbatę?
– Herbatę? – powtórzyła z niedowierzaniem. Miała dziwne wrażenie, że tu wcale nie chodziło o żadną herbatę. Nauczyciel zachęcająco pokiwał głową. Dziewczyna zaczęła się wahać. Może faktycznie tylko wypijemy herbatę? Jednak miała złe przeczucia. Wtedy ktoś ją uratował.
– Tu jesteś Ginny. Szukałem cię, mieliśmy porozmawiać. – Odwróciła się i zobaczyła za sobą Zabiniego. Miała wrażenie, że znalazła się między młotem, a kowadłem.
*

Hermiona wstała z łóżka świadoma tego, że za chwilę zaczyna patrol. Martwiła się o Ginny. Od rana nie rozmawiały, a o tajemniczej książce Gryfonka niczego się nie dowiedziała. Pomyślała, że być może Malfoy powie jej coś więcej. Czekał na nią w salonie oparty o barek.
– Idziemy? – zapytała. Dał jej znak ręką żeby chwilę zaczekała. Wypił pół szklanki ognistej, która stała na barku. Lekko się skrzywił.
– Możemy iść – rzucił w stronę dziewczyny, Hermiona posłała mu rozżalone spojrzenie:
– To było konieczne?
– A masz z tym jakiś problem? 
– Ja tylko zapytałam – mruknęła, słysząc jego opryskliwy ton.
– A ja tylko odpowiadam. – Dalej szli w ciszy. Gryfonka straciła ochotę na wszelkie rozmowy po tym opryskliwym powitaniu. Przechodząc korytarz, minęli całującą się parę.
– Nie przeszkadzamy? – rzucił kpiąco Malfoy. Para była jeszcze dzieciakami, być może z trzeciej klasy. Z wyraźnym przerażeniem na twarzach zmyli się w pośpiechu. Rzuciła mu spojrzenie spode łba. Całowanie nie było zabronione.
– Po co to zrobiłeś?
–Co znowu? – warknął, odwracając się do niej.
– Wystraszyłeś ich. – Wzruszył ramionami. Miał dziś podły nastrój, a Granger stała się denerwująca jak nigdy.  
– Grrr!! Musisz być taki... – W porę ugryzła się w język. Odwrócił się do niej, nawet nie zauważyła, kiedy znalazł się tak blisko.
– Jaki Granger? Jaki?
– Ja wcale... – przerwał jej, prawie wysyczał kolejne słowa:
– No wyduś to wreszcie, Granger. Powiedz to! – krzyknął ostatnie zdanie. Dziewczyna cofnęła się i wpadła na ścianę. Spojrzał na nią jak na jakiś śmieć. Hermiona zacisnęła usta w wąską kreskę. Jej oczy ciskały gromy, w końcu to powiedziała:
– Taki nieczuły, niedojrzały i tak cholernie denerwujący!
Cofnął się o krok. Zmierzył ją wzrokiem i zacisnął ręce w pięści. Nachylił się nad dziewczyną, a gdy Hermiona próbowała się odsunąć w bok, położył rękę obok jej głowy.
– Nie będzie mnie obrażać zwykła szlama. – Spojrzała na niego jakby właśnie dał jej w twarz. Mniej więcej tak się czuła. Jej pełne bólu spojrzenie nie zrobiło na nim większego wrażenia. Zostawił Hermionę pod ścianą i odszedł, nie oglądając się za siebie.
– A było tak dobrze – szepnęła do siebie dziewczyna i opuściła głowę. Jakoś niewytłumaczalnie jego słowa zabolały ją bardziej niż zazwyczaj. 
*
Gdy zniknął za zakrętem i miał pewność że Gryfonka go nie widzi, walnął pięścią w ścianę. Był wściekły na siebie. Znów to zrobił! Obraził ją, nazwał szlamą. Jak kiedyś, a przecież obiecał matce, że już nigdy nie będzie jak kiedyś. Jak zwykle Granger wszystko popsuła. Jakiś denerwujący głosik mówił mu, że to jego wina. Jednak nie chciał o tym myśleć.
– Cholerna Granger. – Nie rozumiał dlaczego znów wszystko zepsuła. Przecież mieli w miarę pokojowe układy. Znów walnął w ścianę. Stchórzył. Nie potrafił zmusić się do tego, aby jego relacje z Granger się choć odrobinę poprawiły, a gdy już w końcu rozmawiali normalnie to on szybko się z tego wycofywał. Nie zależało mu na dobrych układach z Gryfonką, co to to nie, ale obiecał zarówno matce i McGonagall, że jego zachowanie w stosunku do uczniów innych domów się poprawi, a tu co? Znów zaklął pod nosem. Może jednak nie tak łatwo zacząć szanować kogoś kogo się nienawidziło sześć lat? Pomyślał przez chwilę o powrocie do Gryfonki i dokończeniu patrolu, jednak to było nie w jego stylu. Zamiast tego poszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów poszukać towarzystwa i ognistej whisky.
*

Hermiona stała tam jeszcze chwilę aż w końcu stwierdziła, że odpuści patrol. Zdenerwowana wróciła do dormitorium. Nie mogła zrozumieć dlaczego ją tak potraktował.
– Niech cię szlak Malfoy! – krzyknęła, wchodząc do sypialni. Naprawdę myślała, że przez te niecałe trzy tygodnie coś się poprawiło, a oni wrócili do punktu wyjścia. Westchnęła, a potem szybko przypomniała sobie, że przecież chodzi o Malfoya.
– Nie będę się nim przejmować – szepnęła do siebie. Spojrzała na zegarek. Było za kwadrans ósma. Spod poduszki wyciągnęła piżamę i wyszła z sypialni. Zamknęła za sobą drzwi łazienki. Szybko odkręciła wodę i wzięła zimny prysznic. Jedna sprawa nie dawała jej spokoju, ta głupia książka Zabiniego. Ginny również przez nią świruje. Hermiona miała nadzieję, że wieczorem dowie się czegoś więcej. Tylko Ginevra powinna być już w dormitorium, a wciąż jej nie ma. Gryfonka owinęła mokre włosy ręcznikiem i ubrała piżamę. Usiadła na łóżku w sypialni i wzięła pierwszą z brzegu książkę. Była zmęczona całym dniem i litery już po paru stronach zaczęły jej się zlewać w jedno. Z trudem przebrnęła jeszcze przez kilka stron, gdy w końcu jej współlokatorka wróciła do sypialni.
*
Wcześniej...

– Nie pamiętam, żebyśmy mieli o czymkolwiek rozmawiać – powiedziała Ginny beznamiętnym tonem.
– A ja tak – zwrócił się do Gryfonki. – Dobry wieczór, panie profesorze – dodał Zabini jakby dopiero teraz zauważył, że nie są sami. Nauczyciel spojrzał na niego przelotnie, a potem wrócił do wpatrywania się w rudowłosą uczennicę. Miał wrażenie, że to starcie przegrał. Musiał się wycofać.
– Panno Weasley może innym razem. – Uśmiechnął się. Ginevra przez chwilę nie rozumiała co belfer ma na myśli. Jednak kilka sekund później odpowiedziała również z uśmiechem:
– Oczywiście, panie profesorze. Bardzo dziękuje. – Nauczyciel skinął głową i udał się w kierunku swojego gabinetu. Ginny odprowadziła go wzrokiem, a gdy zniknął za zakrętem, wściekła odwróciła się z stronę Ślizgona:
-Nie mamy o czym rozmawiać! Dlaczego się wtrąciłeś?
– Po pierwsze to, owszem musimy porozmawiać, a po drugie to, serio Ginny? Serio?
– Co "serio" ? – warknęła, krzyżujące ręce na piersiach.
– Romansujesz z nauczycielem – odparł spokojnie. Dziewczyna po tym stwierdzeniu, aż zachłysnęła się powietrzem.
– Że co? Przecież to śmieszne. – Chłopak wzruszył ramionami. Dobrze widział ich niewinny flirt.
– Oszukuj się dalej, ale on najzwyczajniej w świecie z tobą flirtował.
– To nauczyciel! – prawie krzyknęła. Słowa  Blaise’a wydawały się być tak niedorzeczne.
– Jest niewiele od nas straszy – zauważył trafnie Zabini. Ginny podejrzliwie zmrużyła oczy.
– A właściwie... – zaczęła, sycząc wyrazy przez zęby. – To co cię to interesuje?! –wykrzyczała ostatnie zdanie. Nie zrobiło to na Blaisie większego wrażenia. Wzruszył ramionami.
– Nie wrzeszcz, jeszcze ktoś pomyśli, że coś ci zrobiłem. Po drugie co do książki... – przerwała mu:
–Nie będę o tym z tobą rozmawiać.
– Ale...
–Nigdy! – Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę dormitorium na czwartym piętrze. Teraz wiedziała, że musi porozmawiać z Hermioną. I to jak najprędzej.
*
Draco Malfoy siedział na jednej z czarnych skórzanych kanap w pokoju wspólnym Slytherinu. W ręku trzymał do połowy opróżnioną szklankę z ognistą. W jego tors wtulała się zgrabna brunetka z klasy niżej. Uśmiechnął się do siebie, bo po drugiej butelce ognistej stwierdził, że życie ma sens. Wyrzucił z głowy wszystkie denerwujące myśli, w tym sprawę Granger.
– Draco? – Zaczęła mówić brunetka, wpatrując się w blondyna z uwielbieniem.
– Mhm... – Dał jej znak, że słucha. Zaczęła bawić się skrawkiem swojej białej koszuli.
– Może pójdziemy do ciebie? – szepnęła mu ostatnie słowo do ucha. Malfoy skrzywił się w duchu. Kiedyś na pewno by skorzystał z takiej propozycji, jednak teraz... W dormitorium na pewno będzie Granger, a następnego dnia będzie robić mu wyrzuty. Kącik jego ust uniósł się ku górze w geście niemego uśmiechu. Wyobraził sobie jak Gryfonka próbuje robić mu wykład na ten osobliwy temat, a przy tym się rumieni. Rumieni w ten uroczy sposób… DOSĆ!
– To co? – zapytała Ślizgonka. Pocałowała go w policzek. Delikatnie odsunął dziewczynę od siebie.
– Może innym razem – mruknął i wstał z kanapy. Zatoczył się lekko. Pansy dotąd siedziała na fotelu i co jakiś czas sprawdzała, czy jej przyjaciel nie przesadził z alkoholem. Widząc, że się podnosi również wstała. Odłożyła książkę na stolik.
– Odprowadzę cię – mruknęła w stronę Malfoya. Kiwnął głową, bo dobrze wiedział, że z lochów na czwarte piętro jest spory kawałek.
*
– Gdzie byłaś? – zapytała starsza Gryfonka, to pytanie przede wszystkim cisnęło jej się na usta.
– Przejść się – odparła Ginny i usiadła na swoim łóżku.
– Jak patrol? – rzuciła niby od niechcenia, trafiła w samo sedno. Hermiona posmutniała, a rudowłosa siódmoklasistka przeklęła Malfoya w duchu. Wolała nie wiedzieć co zrobił tym razem. Chcąc nie chcąc, Hermiona opowiedziała młodszej Gryfonce co wydarzyło się na patrolu.  
–Żartujesz? – wymsknęło się Ginny na sam koniec. Brązowowłosa dziewczyna pokręciła głową.
–Naprawdę? Znów to zrobił? – Ginevra wstała z łóżka i przytuliła Hermionę. Nie rozumiała kompletnie zachowania Draco. Najchętniej to poszłaby do niego i przywaliła mu prosto w twarz.
– Co za dupek – mruknęła.
– Mnie to mówisz? – westchnęła panna Granger. Stwierdziła, że lepszej okazji nie będzie i zaryzykowała, pytając o książkę:
– Gin?
– Mhm.
– Co było w tej książce, którą zabrałaś Blaise’owi? – Zapadła niezręczna cisza podczas ,której piegowata Gryfonka biła się z myślami, z jednej strony bardzo chciała powiedzieć o wszystkim Hermionie, z drugiej nie chciała o tym rozmawiać. Westchnęła ciężko.
– W tej książce Blaise robił notatki dotyczące dziewczyn. – Zaczęła cicho. Hermiona zmarszczyła brwi, bo nic z tego nie rozumiała. Nie przerwała przyjaciółce, a Ginny mówiła dalej:
–Wiesz, imię nazwisko i różne uwagi dotyczące wyglądu… – Hermiona wysoko uniosła brwi  w pytającym geście. Ginny znów ciężko westchnęła.
– Coś w stylu "fajny tyłek" i tym podobne. Nie będę przytaczać reszty. –Hermiona kiwnęła głową, po reakcji Zabiniego, Malfoya i Ginny spodziewała się czegoś... Hmm... Gorszego? Tak to dobre określenie. Powoli i spokojnie zaczęła mówić:
– To nie wydaje się być takie złe... – Wzburzona Ginevra jej przerwała:
– Nie takie złe?! To było okropne. On traktuje dziewczyny jak jakieś trofea, które się zdobywa! To nie było złe, to było OKROPNE!
– Nie widziałam tej książki, nie mam pełnego obrazu. Być może faktycznie zachował się jak świnia. – Hermiona próbowała ją uspokoić, ale najmłodsza z rodzeństwa Weasleyów znów jej przerwała:
– Nie masz pełnego obrazu? To się ciesz!
– Spokojnie Gin. Nie od dzisiaj wiemy, że Ślizgoni są dupkami. – Ginny pokiwała głową. Cicho powiedziała:
– A ja zaczęłam go lubić. – Spuściła głowę, dzięki czemu uniknęła zdziwionego spojrzenia Hermiony.
– Naprawdę? – Ginevra pokiwała głową i w końcu powiedziała to co nurtowało ją najbardziej:
– Tam nigdzie nie było o mnie ani słowa...
– To chyba dobrze – stwierdziła Hermiona, Ginny podniosła na nią swoje niebieskie oczy i uśmiechnęła się jak do pięciolatka, który nic nie rozumie, spokojnie wyjaśniła:
– Pisał o wszystkich dziewczynach, u każdej znalazł coś wartego uwagi, a o mnie nie było ani słowa. – Pokręciła smutno głową.
– Może coś pominęłaś... – cicho powiedziała Hermiona i objęła przyjaciółkę. Cieszyła się, że tylko o to chodzi. Ginny nagle zerwała się z łóżka.
– Masz rację! Może coś przegapiłam.
– Właśnie nie musisz się przejmować... – Ginevra jej przerwała:
– Mamy tylko jedno wyjście!
– Jakie? – Hermiona naprawdę nie chciała zadawać tego pytania. Z obawą spojrzała na przyjaciółkę.
– Musimy odebrać mu książkę.
– Bałam się, że to powiesz – mruknęła Hermiona ponuro.
*

Draco wrócił do dormitorium z małą pomocą Pansy. Nikogo nie było w salonie.
– Dzięki  – powiedział niewyraźnie, siadając na kanapie.
– Nie ma sprawy – odpowiedziała Parkinson i ruszyła w drogę powrotną do lochów. Była zmęczona całym dniem. A ku jej zaskoczeniu McGonagall odwołała dzisiejszy patrol z przyczyn bliżej nieokreślonych, więc nie widziała się z Potterem wieczorem. Dzięki temu odrobiła wszystkie zaległe prace. Szła równym tempem, został jej jeszcze jeden korytarz. Wtedy ich zobaczyła. Stali na samym środku. Ręce miała oplecione wokół jego szyi. Całowała go namiętnie, a ku zawodzie Pansy on oddawał pocałunki. Nagle znienawidziła ją jeszcze bardziej. Coś w środku zabolało. Nagle Harry oderwał się od Astorii spojrzał w oczy ciemnowłosej Ślizgonki. Przez chwilę milczeli. Chciał coś powiedzieć, ale Pansy była szybsza:
– Przepraszam, że przeszkodziłam. – Uśmiechnęła się sztucznie.
– Ja wcale nie... – Harry chciał coś powiedzieć.
– Już sobie idę.
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego wszyscy faceci to takie dupki.
*
Najpierw Ginny przeszukała półkę na książki. Oczywiście nie liczyła na to, że zastanie tam podręcznik do transmutacji, ale wolała się upewnić. Malfoy zasnął na kanapie i nie chciała go obudzić. Teraz wiedziała, że to czego szuka jest w jaskini lwa, a raczej węża. Poczekała, aż Zabini wyszedł do toalety w celu wzięcia prysznica. Cicho weszła do ich sypialni. Hermiona kategorycznie odmówiła brania w tym udziału, więc Ginevra musiała wszystko sama załatwić. Pokój był odzwierciedleniem sypialni Gryfonek tylko w zieleni i odcieniach szarości. Dwa łóżka, biurko, kilka szafek. Przy jednym z łóżek leżał plecak Zabiniego i tam zaczęła poszukiwania. W plecaku nic nie znalazła, tak samo jak pod poduszką i szafce nocnej. Bała się, że któryś ze Ślizgonów zaraz wróci. Malfoy mógł obudzić się w każdej chwili, a Blaise wrócić zanim się obejrzy.
Gdzie ja bym to schowała – mruknęła cicho do siebie. Wtedy pacnęła się ręką w czoło. Otworzyła poszewkę poduszki i znalazła książkę.
– Taki przewidywalny – mruknęła cicho do siebie, zadowolona z efektu poszukiwań. Odwróciła się w stronę drzwi. Zobaczyła chłopaka stojącego w drzwiach.
–Szukasz czegoś? – rzucił lodowatym tonem.


Rozdział 25, okej przyznam się bez bicia, że nie jest tak długi jak powinien, ale przynajmniej zgodnie z terminem. Następny będzie dłuższy obiecuje. Kilkoro z was pisało "szkoda, że Hermi i Draco się już nie kłócą" wy się nic nie bójcie bo oni będą się kłócić przez całe opowiadanie, jednak ten rozdział powstał specjalnie dla was. Napiszcie, czy wolicie, gdy zwyczajnie się przekomarzają czy naprawdę kłócą. Każdy komentarz na wagę złota. Kolejny (dłuuuugi) rozdział 25 stycznia ;)

~Pani M.








sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 24

Rozdział 24 - Opowieści panny Greengrass, czyli jak zostać bohaterem.


Harry i Astoria przemieszczali się powoli w stronę, jak im się wydawało, skraju Zakazanego Lasu. Gryfon nawoływał profesor McGonagall. Jeśli wierzyć Pansy to dyrektorka ich szukała. Przedzierali się przez jakieś krzaki, a drogę oświetlali różdżką Harry’ego. Ku zdziwieniu Gryfona, gdy wyruszyli w drogę Astoria chwyciła go za rękę i do teraz nie puszczała. Najpierw się trochę zdziwił, ale po chwili stwierdził, że nie ma się czym przejmować. Szli dalej. Ślizgonka nie odezwała się ani razu. W końcu wpadli na profesora Flitwicka i profesor McGonagall.
– Dobrze, że jesteście cali – powiedział nauczyciel z wyraźną ulgą na twarzy. Jednak dyrektorka miała kamienną minę. W końcu przemówiła:
– Ja również się cieszę, że nic wam nie jest, ale nie zamierzam szukać was po lesie choćby jeszcze raz w tym roku. Czy wyrażam się jasno?! – Oboje pokiwali głowami.
– A teraz wyjaśnijcie jak się tutaj znaleźliście? –Podniosła pytająco brew i spojrzała na Harry’ego.
– Bo ja tylko, ja… – Próbował coś wymyślić, wtedy pierwszy raz odezwała się Astoria:
– To moja wina. Wbiegłam do lasu, a Harry próbował mnie zatrzymać. –Uśmiechnęła się do niego. Dyrektorka zmarszczyła brwi, nie do końca wierzyła Ślizgonce, ale koniec końcu odpuściła i nie pytał już o nic więcej.
– Panno Greengrass dostaje pani szlaban. W niedzielę o osiemnastej w moim gabinecie.
– Dobrze – odpowiedziała krótko. Wszyscy wrócili do zamku. McGonagall kazała im wracać do sypiali, a sama udała się do swojego gabinetu. Profesor  Flitwick również. Zostali sami. Dopiero teraz Ślizgonka puściła rękę Harry’ego.
– Dzięki, że mnie uratowałeś przed tym pająkiem i nie wydałeś McGonagall. –Zmieszał się trochę, słysząc słowa dziewczyny, wzruszył ramionami i odpowiedział:
– Nie ma sprawy.
– Jeszcze raz dzięki. – Podeszła do niego i musnęła ustami jego policzek. Odwróciła się szybko i poszła w stronę lochów, kołysząc biodrami. Harry jeszcze chwilę stał w osłupieniu po czym ruszył w stronę wieży Gryffindoru.
*
Draco wszedł do swojej sypialni. Usiłował sobie przypomnieć o co właściwie mu chodziło, gdy wygadywał te bzdury o Granger.
– Ja pieprze – zaklął pod nosem.  Naprawdę nie wiedział po co tyle gadał. Pamiętał, że rozmyślał o tiarze przydziału i… W końcu go olśniło. Pacną się ręką w czoło. W końcu przypomniał sobie, że zastanawiał się nad tym czemu Granger jest w Gryffindorze skoro ma tyle cech Puchonów i Krukonów. Uśmiechnął się kiedy przypomniał sobie jej komentarz dotyczący umiejętności Ślizgonów. Nie wiedział tylko, że temu wszystkiemu przyglądał się z boku Zabini. W końcu ciemnowłosy Ślizgon nie wytrzymał i zapytał:
– Czemu się szczerzysz? – Blondyn zdał sobie sprawę, że ktoś jeszcze jest w pomieszczeniu.
– Nie twoja sprawa – rzucił oschle, jak to miał w zwyczaju i podszedł do swojego łóżka. Wyciągnął dresowe spodnie w których spał.
– Idę wziąć prysznic  – mruknął, wychodząc. Blaise kiwną głową. Malfoy wyszedł z sypialni i skierował się do toalety. Wziął szybki prysznic i naciągnął spodnie. Chwycił brudną koszulę i resztę ubrania po czym wyszedł z łazienki. Na kanapie przy kominku siedziała Granger i jak zwykle coś czytała.
– Odłóż w końcu te książki. – mruknął w jej stronę. Podniosła głowę znad lektury, zmarszczyła lekko brwi.
–Ubierz się, Malfoy – rzuciła, a potem wróciła do czytania. Uśmiechnął się kpiąco. Nie mógł uwierzyć, że dziewczyna po prostu go zbyła. Jeszcze żadna nie ignorowała Dracona bez koszulki. Wtedy po raz pierwszy zwrócił uwagę na fakt, że Granger nie jest jak każda. Zerknęła na niego znad książki.
– Jeszcze tu jesteś? – powiedziała, nie odrywając wzroku od tekstu.
– Przecież to nasz wspólny salon – stwierdził spokojnie.
– Oho, proszę, proszę pan Malfoy dzieli pomieszczenie z mugolaczką. Jak ty z tym żyjesz? – zakpiła, nie przerwanie czytając. Przysiadł na jednym z foteli i udając, że wzdycha ciężko, powiedział:
– Jest mi niezwykle trudno. – W końcu podniosła wzrok z nad książki. Uśmiechnął się, widząc jej podirytowaną minę .Widząc ten uśmiech zdenerwowała się jeszcze bardziej i rzuciła w niego poduszką. Złapał ją zanim ów przedmiot uderzył go w twarz. Dziewczyna wstał i bez słowa weszła do swojej sypialni.
– Łatwo się denerwujesz! – krzyknął za nią i poszedł do siebie. Stwierdził, że Blaise miał rację. Mieszkanie z Gryfonką wcale nie jest takie złe.
*
Astoria wróciła do swojego dormitorium i rzuciła się na łóżko z rozmarzonym wzrokiem. Jej podejrzane zachowanie nie uszło uwadze Daphnie i Pansy.
– Co jest As? – zapytała Daphnie. Wcześniej z Pansy wymieniły zdziwione spojrzenia.
– On jest taki wspaniały  – westchnęła blondynka.
– Kto? – zapytała Pansy. Zazwyczaj w taki sposób Astoria wyrażała się o Malfoyu.
– No wiesz. Harry. – Obie ciemnowłose Ślizgonki wytrzeszczyły na nią oczy. Daphnie była zupełnie zaskoczona, ale Pansy pod fasadą zaskoczenia skryła ukłucie... Hmmm... Zazdrości? Szybko odrzuciła to uczucie. W końcu przecież nawet nie lubi Ha... Znaczy Pottera, poprawiła się w myślach.
– Uratował mi życie w Zakazanym Lesie  – mówiła nadal Astoria.
– Co się tam wydarzyło zanim was znalazłam? – zapytała podejrzliwie Pansy.
– Oh, no dobrze. Więc jak zgubiłam się w lesie, usłyszałam jakiś dziwny dźwięk. Jakby coś chrobotało.
– Chrobotało? Skąd ty wytrzasnąłeś to słowo? – przerwała siostrze Daphnie. Astoria machnęła niecierpliwie ręką i mówiła dalej:
– No więc, okazało się, że to był ogromny pająk! Miał może ze dwadzieścia stóp. Myślałam, że już po mnie. – Tak na prawdę był to mały pająk. Jeden z mniejszych, które zamieszkują Zakazany Las, Astoria trochę pokolorowała swoją opowieść. – Wyszczerzył te swoje zębiska...
– Pająki nie mają zębów… – wtrąciła Daphnie.
– Nie przerywaj, chcesz wiedzieć co się stało czy nie?
– Jasne, że chce – odpowiedziała Daf i postanowiła nie zwracać uwagi na wszelkiego rodzaju nieścisłości.
– No więc, chciał mnie zjeść, a ja nic nie mogłam zrobić. –„Miałaś różdżkę” cisnęło się Daphnie na usta, ale nic nie powiedziała.
– Wedy Harry rzucił jakieś superskomplikowane zaklęcie i pająk zdechł. Być może ze strachu… Wtedy zaczęły włazić całe masy tych potworów, ale on wszystkie pozabijał i uratował mnie. Przytuliłam go w geście podziękowania, ale on zażyczył sobie czegoś więcej. Pocałował mnie. Nie macie pojęcia jak on bosko całuje!  – Wtedy Pansy starała się nie walnąć Astorii w twarz. Zaciskała pięści z całych sił, ale to nie pomagało. Policzyła do dziesięciu. I jeszcze raz, i jeszcze. To nadal nic nie dało. Astoria nie zwracając uwagi na nikogo, mówiła dalej:
– Odprowadził mnie do zamku, powiedział, że zawsze mu się podobałam i znów mnie pocałował. A przy tym zaczerwienił się i uciekł do siebie. Jest taki słodki –rozczulała się blondynka. Pansy znalazła dużo określeń Harr.. Pottera, znów się poprawiła, ale nigdy nie przyszło jej na myśl „słodki”. Astoria położyła głowę na łóżku, a Pansy udała, że wymiotuje. Nie zniosła dalszej paplaniny Astorii i  wściekła poszła spać.
*
Harry wrócił do dormitorium trochę zdezorientowany zachowaniem Astorii.
– Gdzie byłeś? – zapytał Ron.
– Na patrolu, a potem goniłem nieodpowiedzialnych Ślizgonów po lesie –mruknął Harry. Był zmęczony całym tym dniem, jednak pomimo zmęczenia chciał opowiedzieć przyjacielowi co się zdarzyło.
– Po co za nimi polazłeś? – zapytał Ron marszcząc brwi, Harry wzruszył ramionami.
– Jeszcze przy okazji musiałem ogłuszyć pająka.
– Co? Dobra od początku. – Harry westchnął, ale przytaknął i zaczął opowiadać:
– Wbiegłem do lasu za Astorią, która wbiegła tam z bliżej nie stwierdzonych przyczyn…
– Mówisz jak Hermiona – wtrącił Ron ze śmiechem.
– Dobra i akurat musiał wpaść na pająka. Nie był za duży, więc rzuciłem proste zaklęcie ogłuszające. A ona rzuciła mi się na szyje.
– Serio? – zapytał Ron ze zdziwieniem.
– Mhm… No co tak patrzysz?
– Chcesz mi powiedzieć, że najbardziej seksowna dziewczyna w szkole rzuciła ci się na szyje?
– Dokładnie to próbuje ci powiedzieć. Poza tym pocałowała mnie w policzek. Dwa razy – mruknął Harry, wcale nie był zachwycony tym faktem.
– Ty to masz szczęście do dziewczyn – westchnął Ron.
– Przecież Hermiona jest świetną dziewczyną – zauważył ciemnowłosy Gryfon.
– No tak, ale wiesz… W końcu to Astoria. – Nadal zachwycał się Ron. Wtedy do dormitorium wszedł Neville.
– Cześć – mruknął. Harry kiwnął mu na powitanie.
– Co taka kwaśna mina?– zapytał rudowłosy Gryfon.
– Eh, pokłuciem się z kimś. Znowu – wyjaśnił Neville. Harry pokiwał głową, nie chciał drążyć tematu, ale najwidoczniej Ron miał inne zamiary:
– Ostatnio często znikasz, może z powodu jakieś dziewczyny?
– Można tak powiedzieć. – Neville nie chciał okłamywać przyjaciół, ale też nie mógł powiedzieć im o Daphnie. Był w kropce.
– Czyli jednak. Kto to taki? – zapytał Ronald, sięgając po opakowanie fasolek wszystkich smaków stojące przy łóżku. Neville spłonął rumieniłem, uratował go Harry.
– Wiesz, chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni, nie gadajmy już o dziewczynach. Tym samym temat się skończył i wszyscy trzej zaczęli przygotowywać się do spania.
*

Ginny nadal studiowała książkę pomocniczą do transmutacji, która należała do Blaise’a.  Zauważyła, że Zabini w swojej książce na marginesach robił notatki. Tylko nie dotyczyły one lekcji. Dotyczyły dziewczyn!
– A to Casanova… – warknęła, wczytując się w lekko rozmazane literki na marginesach. Pierwszy wpis dotyczył jakieś Laurel. Gin podejrzewała, że dziewczyna była starsza od Zabiniego i już skończyła Hogwart. Żadna Laurel nie przychodziła jej do głowy. Obok jej nazwiska było zaledwie parę informacji. „Laurel McMoller. Singielka, ładne nogi.” Kilka następnych wpisów również dotyczyło dziewczyn, których Ginny nie znała. Potem zauważyła wpis o Fleur.  Zrozumiała, że trafiła na prawdziwą perełkę. Tę książkę musiał prowadzić co najmniej od czwartej klasy. „Fleur Delacour, Baxbatons. Singielka? Wysoka blondynka, zgrabna.” Przerzuciła na kolejną stronę. Dalej były już dziewczyny które w miarę kojarzyła. Następna notka głosiła: „Astoria Greengrass, nasz rocznik. Kto by się połapał w jej związkach,  zgrabny tyłek”  Z każdą kolejną notatką Ginevra irytowała się coraz bardziej. Pry imieniu Astorii był malutki haczyk... Znalazła coś co ją zainteresowało,  kolejna notka: „Lavender Brown, Gryffindor, nasz rocznik.” Przy jej imieniu również znajdował się haczyk. Zaraz pod spodem napis głosił: „Cho Chang, rok starsza, dziewczyna Pottera” I znów haczyk. Następna kartka również była ciekawa, napis głosił: „Hermiona Granger”.
*
Daphnie wysłuchawszy siostry, poszła spać. Jednak z zaśnięciem miała problem. Ciągłe kłótnie z Nevillem spędzały jej sen z powiek. Myślała, że znalazł po prostu kogoś innego. Tylko czy to możliwe, żeby chłopak, którego kocha mógłby być, aż tak nieuczciwy? Nie wiedziała co robić. I nie miała nikogo z kim mogłaby o tym porozmawiać. Bądź co bądź to ona zakazała mówić Nevillowi o ich związku. Związku, który jak przeczuwała w krótce się rozpadnie. Cicho westchnęła. Usłyszała równy oddech Astorii co oznaczało, że jej siostra zasnęła.
– Pansy, śpisz? – syknęła młodsza z sióstr Greengrass.
– Próbuję  – mruknęła na wpół przytomna Ślizgonka. Daf stwierdziła, że nie będzie jej męczyć.  Przewróciła się na drugi bok i usiłowała nie myśleć o Neville’u. Bezskutecznie.
*
Ginny zaczęła czytać notatkę o przyjaciółce. „Hermiona Granger, Gryffindor, jak ściągnie te swetry to pogadamy” Uśmiechnęła się przy tej notce. Zawsze Hermionie powtarzała, że nie powinna ich nosić. Jednak to nie tłumaczyło tego okropnego traktowania dziewczyn przez Zabiniego. Z nazwisk, które dobrze znała, zauważyła jeszcze Hannę Abott, Daphnie Greengrass, Pansy Parkinson (ta notatka było pokreślona i dopisek „przyjaciółka”), Padmę i Parvati Patil, Romildę Vane. Jednak oglądała książkę pod kołdrą pół nocy i nigdzie nie znalazła swojego nazwiska. Zastanawiała się, czy to dobrze czy wręcz przeciwnie… W końcu zgasiła światło z różdżki, odłożyła książkę na ziemię obok łóżka i położyła się spać.
***

Następnego dnia rano Hermiona obudziła się trochę niewyspana. Spowodowane to było faktem, że usiłowała pomóc temu dupkowi Malfoyowi w Zakazanym Lesie. Spojrzała na Ginny pogrążoną we śnie. Przeciągnęła się i założyła mundurek. Dziś wtorek i miała lekcję aż do trzeciej. Zaczęła się pakować. A potem skorzystała z łazienki. Wyszła, trzymając w ręku szczotkę do włosów, ale opuściła ją widząc co wyprawia Zabini i Malfoy. Wyrzucali z biblioteczki całą jej zawartość. Każda z jej ukochanych książek lądowała z łomotem na podłodze.
– CO WY ROBICIE?! – zaczęła wrzeszczeć.
– Szukamy czegoś ważnego – wyjaśnił pośpiesznie Zabini.
– PODNIEŚCIE WSZYTKIE KSIĄŻKI!!! JUŻ!
– Spokojnie Granger – powiedział Malfoy z kpiącym uśmieszkiem.
– ZAMKNIJ SIĘ I POZBIERAJ KSIĄŻKI!
Jej krzyki obudziły Ginny. Wyjrzała za drzwi, miała na sobie wymięty podkoszulek i spodnie dresowe w których spała. Była, delikatnie mówiąc, rozczochrana.
–Co się dzieje? – Stłumiła potężne ziewnięcie.
– Co się dzieje? Co się dzieje?! Oni niszczą moje książki!
–Spokojnie – powiedziała Ginevra i przeciągnęła się. Przetarła oczy.
– Dlaczego nagle tak rwiecie się do książek? – zapytała Ginny i ziewnęła.
– Szukamy czegoś  – rzucił Zabini w jej stronę. Po czym nadal przerzucał książki na półce, jednak jakby trochę ostrożniej i co ważniejsze, nie zrzucał ich na podłogę.
– Przestańcie! – krzyknęła Hermiona, nie mogła patrzeć na to co robią. Ginny nagle zniknęła w pokoju. Po chwili wyłoniła się, a w rękach trzymała książkę.
– Tego szukacie? – Uniosła książkę wyżej. Zabini odwrócił się, a gdy zobaczył co Ginny trzyma w rękach, w oczach pojawił mu się tajemniczy błysk.
– Tak! Oddaj mi ją.
– A co z tego będę mieć? – zapytała dziewczyna i schowała książkę za plecami.
– Nic, to moja książka. Oddawaj!
– Raczej nie zamierzam. Bardzo ciekawa lektura – wysyczała przez zęby ostatnie zdanie.
– Nie miałaś prawa tego czytać! – Blaise pokazał na książkę. Draco usiadł na fotelu i mruknął do Hermiony:
– Lepiej też usiądź, to potrwa…
– O czym jest tak książka? –Zapytała Dracona.
Zapytaj lepiej Weasley.
– Ja nie miałam prawa tego czytać?! Ty nie miałeś prawa pisać takich rzeczy! –krzyknęła piegowata dziewczyna.
– Było nie czytać, jak tak ci z tym źle – warknął Zabini.
– Jak tak bardzo chcesz to łap. Będziesz mógł dokończyć! – krzyknęła i cisnęła w niego książką. Życie przeleciało Blaise’owi przed oczami, gdy gruba książka w twardej oprawi minęła jego głowę zaledwie o parę centymetrów. Książka pacnęła o ścianę za ciemnowłosym Ślizgonem i opadła na podłogę.
– Ginny! Czemu rzuciłaś książką? – zapytała z wyrzutem Hermiona.
– Jakbyś ją przeczytała, to też byś rzuciła – powiedziała Ginevra, już miała wrócić do sypialni gdy usłyszała głos Malfoya:
– Ładny rzut Weasley! – Odwróciła się i uśmiechając się przez zęby, rzuciła:
– Dzięki, ale celowałam w głowę.
*
Podczas śniadania Hermiona próbowała dowiedzieć się co było zapisane w książce. Jednak bezskutecznie. Ginny na ten temat nie miała nic do powiedzenia. Pani Prefekt Naczelna wiedziała, że w końcu się dowie, bo Ginevra będzie chciała z nią pogadać, pozostało jej cierpliwie czekać. Zastanawiała się nawet przez chwilę czy nie zapytać Malfoya, ale rozmawianie z nim, częściej niż to konieczne, było ponad jej siły.
Gdy w końcu skończyła lekcję, miała chwilę żeby odpocząć. W sumie niedługą, bo zaraz zaczęła pisać wypracowanie z eliksirów, a potem historii magii. Nawet nie chciała myśleć, że wieczór będzie musiała spędzić w towarzystwie Malfoya na patrolu. Jeszcze raz spojrzała na plan, ale nie pomyliła się. Patrole są we wtorki, czwartki i niedziele. Dziś niestety był wtorek. Opadła na łóżko. Miała za dużo obowiązków. Wtedy przyszła Ginny.
– Dziś patrol, co nie? – zagadnęła.
– Nie przypominaj… Mamy stanowczo za dużo nauki. Spodziewałam się, że ostatnia klasa będzie trudna, ale żeby aż tak.
– Nie martw się o drugie półrocze, będą powtórki więc nie będzie tak źle. –Hermiona jęknęła.
– Gdzie tam drugie półrocze… Jest dopiero wrzesień…
– Za bardzo się przejmujesz, ale w sumie nie byłabyś Hermioną gdybyś się nie przejmowała. – Rudowłosa Gryfonka wstała z łóżka i przebrała spódniczkę od mundurka na spodnie, zdjęła krawat.
– Od razu lepiej – mruknęła. Hermiona próbowała wstać z łóżka, ale tak świetnie jej się leżało.
– Za niecały  kwadrans zaczynasz patrol  – wtrąciła Ginny. Hermiona odwróciła się do ściany i powiedziała:
– Powiedz Malfoyowi, że nigdzie nie idę.
– Jasne, już idę. – Ginny wstała z łóżka i udała, że podchodzi do drzwi. Starsza Gryfonka gwałtownie się odwróciła i wstała z łóżka.
– Żartowałam, już idę. Przecież on by beze mnie zginął.
– Raczej ty bez niego – mruknęła Ginny, ale Hermiona tego nie dosłyszała, bo właśnie zamknęły się za nią drzwi. Rudowłosa była zadowolona z takiego obrotu spraw. Teraz będzie mogła „spokojnie” porozmawiać z Zabinim. I wcale nie była pewna czy następna książka faktycznie nie trafi w jego głowę.


Już 24 rozdział! Minęły zaledwie 3 dni szkoły, a ja już mam dość :/ Ale mam nadzieje, że jak skończy się to półrocze to będzie lepiej.  Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, dotyczy ona nominacji do Libster blog award. Problem jest taki, że mój laptop jest zepsuty (cały system do wymiany :/ ) Nie za bardzo mogę pisać zwykłe rozdziały, a co dopiero dodatkowe wpisy. Bardzo wszystkim dziękuje za nominację jednak niestety nie będę mogła na nie odpowiedzieć :(  Mam nadzieje, że  wybaczycie.  Kolejny rozdział za tydzień w sobotę/niedzielę.   Komentujemy :3
~Pani M.

Sorry, że opublikowałam niepoprawiony rozdział. Już zabieram się za poprawianie, ale z góry was przepraszam jak będą jakieś błędy, ponieważ:
-Poprawiam go na szybko
-Jestem bardzo zmęczona, bo oglądałam charytatywny, 24-godzinowy livestream StuuGames (jeśli ktoś oglądał to wie o co chodzi xD) który skończył się jakieś dwie godziny temu
-Działam pod presją, boję się, że w każdej chwili przyjdzie do mnie Pani M. i dokona totalnej destrukcji mojego ciała niczym hydraulik Mariusz w Outlaście (yyy, nie ważne).

/Ali$hia