czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 9


Rozdział 9 – Zniknęli.

Hermiona i Ginny zeszły na śniadanie do Wielkiej Sali. Starsza Gryfonka opowiedziała młodszej o dziwnej rozmowie, którą odbyła w środku nocy z ciemnowłosą Ślizgonką.
– To dziwne, naprawdę dziwne. Myślę, że ona coś bredziła albo to jakiś głupi żart.
– No nie wiem Gin, wyglądała bardzo przytomnie.
– Nie zapominaj, że Ślizgoni są mistrzami w kłamaniu…
– Może masz rację, ale ty jej wtedy nie widziałaś! I jeszcze budziła się z krzykiem…
– Tylko nie mów, że zaczęłaś współczuć tej Parkinson, ona poniżała ciebie, Rona, Harry'ego, dokuczała wszystkim Gryfonom.
– Tak, ale to było kiedyś, nie mamy pojęcia co nią kierowało. Może ktoś ją zmuszał, albo po prostu przez tę wojnę coś zrozumiała. Zresztą nie tylko ona,  powiedziała "jest nas więcej niż myślisz”, nie mam pojęcia co o tym sądzić.
– Ja też, to ty tutaj jesteś od logicznego myślenia i rozwiązywania zagadek umysłu Ślizgonów.
 Obie Gryfonki wybuchnęły śmiechem. Dotarły do stołu Gryffindoru  i usiadły obok Rona, Hermiona po prawej, a Ginny po lewej. Zaraz nadszedł Harry i usiadł na przeciwko przyjaciół.
– Byłem u  McGonagall i powiedziała, że w tym roku też zostałem kapitanem drużyny quidditcha. Mam nadzieję, że zgodzisz się zostać obrońcą – zwrócił się do Rona  – A ty Ginny, masz już załatwioną pozycję ścigającej – powiedział z uśmiechem, nakładając sobie wędlinę na kanapki.
– Z takim składem rozwalimy ślizgonów. – Nagle dobiegł ich rozbawiony głos:
– Nie byłabym taka pewna.
Czwórka gryfonów spojrzała na Pansy Parkinson, stojącą za Harrym. Uśmiechała się w ten pewny siebie, ślizgoński sposób.
– Czego się szczerzysz? – Naskoczył na nią rudowłosy Gryfon.
– Ron!  – Skarciła go z oburzeniem Hermiona. – Nie chcieliśmy… – Przerwała jej Ślizgonka:
– Nic się nie stało, Hermiona możemy porozmawiać?
– Tak, jasne. O co chodzi?
– Wolałabym na osobności…
– Jasne.
Gryfonka wstała od stołu i razem z Pansy wyszły z Wielkiej Sali, zostawiając zszokowanych uczniów za drzwiami.
*
 Harry siedział przy stole Gryffindoru, jednak myślami był w skrzydle szpitalnym z ciemnowłosą Ślizgonką. Cały czas myślał o tym co wtedy powiedziała. Miał nadzieję, że uda mu się porozmawiać z Hermioną, ale jeszcze nie nadarzyła się taka okazja. Cały czas zastanawiał się czy to co mówiła wtedy Pansy to prawda. Jeśli tak... Wolał o tym nie myśleć. Zabrał się za jedzenie.
– Harry, słyszysz? Harry! – Głos Rona wyrwał go z zadumy.
– Nie, przepraszam nie słuchałem, co mówiłeś?
– Zastanawiałem się co się stało Parkinson, że jest taka miła i  Hermionie, że zaczęła kumplować się ze Ślizgonami…
– Nie mam pojęcia, ale to bardzo dziwne – Zgodził się z przyjacielem.
– Coś mi mówiła, że Pansy się zmieniła po tym wypadku – wtrąciła Ginny znad swojej miski płatków.
– Myślę że ona coś knuje! A co jeśli zrobi coś Hermionie?! O nie, ja tam idę! – Ron zaczął się podnosić z krzesła.
– Nie wygłupiaj się, nic jej nie będzie, Parkinson niedawno wyszła ze szpitala, nie zdążyłaby niczego wymyślić, a Hermiona zaraz wróci.
– Ginny ma rację. Nie ma sensu jej szukać, nic jej nie będzie. – Zgodził się Harry ze swoją byłą dziewczyną. Wstał od stołu, rzucił coś o quidditchu i postanowił znaleźć profesor McGonagall i zapytać ją o tego faceta z pociągu. Szedł korytarzem i akurat natknął się na dyrektorkę.
– Szukasz kogoś, Potter?
– Tak, właściwie…  Szukałem pani, pani profesor. Chciałem zapytać o tego mężczyznę z pociągu.
– Potter, doceniam twoją troskę, ale nie mogę udzielić ci żadnych informacji i lepiej nie wtrącaj się w tę sprawę, bo winowajca już siedzi w Azkabanie. A teraz przepraszam, muszę porozmawiać z nowym nauczycielem Obrony przed Czarną Magią.
 Profesor McGonagall ruszyła żwawo korytarzem i po chwili zniknęła za rogiem, zostawiając zawiedzionego Gryfona na środku pustego korytarza. Harry zastanawiał się dlaczego nikt nie chce mu udzielić żadnych informacji. Szedł właśnie do wieży Gryffindoru, gdy nagle wpadł na Rona.
–Jesteś jakiś nerwowy. Tak szybko zniknąłeś na śniadaniu, nawet nie dałeś mi szansy cię dogonić.
– Przepraszam, cały czas myślę o tym facecie z pociągu.
– Nie przejmuj się nim, tata mówi, że już siedzi w Azkabanie. To śmierciożerca.
– No właśnie, śmierciożerca. Po co miałby atakować Ślizgonkę?
– Nie mam pojęcia stary, ale za bardzo się przejmujesz. Chodź zagramy z Ginny i Nevillem w partyjkę Eksplodującego Durnia.
Harry nie miał ochoty grać, a tym bardziej przebywać z Ginny, częściej niż to było konieczne. Cały czas bolało go ich rozstanie. Nie wymyślił jednak żadnej wymówki i poszedł z Ronem w stronę pokoju wspólnego.
*
 Pansy i Hermiona właśnie opuściły Wielką Salę.
– Pansy, dokąd właściwie idziemy?
– Zaraz będziemy na miejscu, chciałam z tobą porozmawiać o relacjach Gryfonów i Ślizgonów...
– A co, planujesz rewolucję? Tego konfliktu nie uda się tak po prostu zażegnać.
– Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy? Nie jestem głupia, przynajmniej nie tak bardzo jak wszyscy myślą.
– Nikt nie mówi, że jesteś głupia...
– Nie, oczywiście zazwyczaj mówią coś w stylu: "Patrz, idzie ten mops co ciągle łazi za Draco". Hermiona nie wiedziała co powiedzieć, Ślizgonka miała rację. Milczała.
– No właśnie, mówią tak – powiedziała z goryczą w głosie ciemnowłosa siódmoklasistka.
Pansy westchnęła, zdawała sobie sprawę, że nie tak łatwo jest zmienić opinię o jednej osobie, a co dopiero zmienić opinie Ślizgonów o Gryfonach i na odwrót. Szły jeszcze kawałek, gdy nagle Pansy oznajmiła:
– Jesteśmy na miejscu.  – Dziewczyny były w lochach, a Hermiona szybko skojarzyła fakty.
– O nie, ja tam nie wejdę. Nie ma mowy!
– Wyluzuj, tylko nie mów, że się boisz... – Pansy uśmiechnęła się tak, jak to tylko Ślizgonki potrafią.
– Nie boję się, ja po prostu nie chcę tam wejść... – Hermiona naprawdę się bała, ale nie zamierzała się do tego przyznać. Pokój wspólny Ślizgonów napawał ją lękiem. Bała się upokorzenia. Stały jeszcze chwilę pod drzwiami, gdy naglę Pansy westchnęła i powiedziała:
– Okej, skoro nie chcesz tam wejść spotkajmy się o wpół do dziesiątej pod Pokojem Życzeń.
– Dobra, na pewno przyjdę. A mogę przyprowadzić Ginny?
– Tak, myślę, że tak. Aha i jeszcze jedno... Czy mogłabyś mi opowiedzieć co pamiętasz z tej nocy w pociągu? Nie chcę cię zmuszać do przypomnienia sobie tych okropieństw, ale jednak zależałoby mi...
– Nie ma sprawy, ale może nie tutaj... opowiem ci wszystko pod Pokojem Życzeń, okej?
– Okej. Dobra muszę już iść. Do zobaczenia. – Ślizgonka weszła do pokoju wspólnego i zniknęła Hermionie z oczu. Gryfonka odwróciła się na pięcie i pomaszerowała odnaleźć Ginny. Podejrzewała, że jest w wieży Gryffindoru.  Hermiona postanowiła najpierw sprawdzić pokój wspólny. Nie zdążyła nawet opuścić lochów, gdy natknęła się na kogoś, kogo bez wątpienia chciała uniknąć.
*
  Draco Malfoy, opuścił łazienkę w swoim dormitorium i planował opowiedzieć Blaise’owi o rozmowie Gryfonek, którą podsłuchał. Niestety nie zastał przyjaciela w ich sypialni. Pomyślał, że Zabini zszedł na śniadanie bez niego, więc szybko się ubrał i poszedł w stronę Wielkiej Sali. Gdy chłopak dotarł na miejsce dokładnie prześledził cały stół Ślizgonów, ale nie dostrzegł przyjaciela. Westchnął, podirytowany. Blaise, kurwa no… Zjadł śniadanie, co jeszcze bardziej zepsuło mu humor, bo w połowie posiłku przysiadła się do niego Astoria.
 – Cześć Draco.
– Cześć – uciął blondyn.
– Tak sobie myślę, że może odwiedziłbyś mnie wieczorem w moim dormitorium...
– Wiesz co Astoria, ty chyba za dużo myślisz. Nie przemęczaj się tak.  – Zakpił Malfoy. Jednak na uciążliwej Ślizgonce nie zrobiło to większego wrażenia i kontynuowała:
– Uwielbiam jak się ze mną droczysz, Draco… Nie przeszkadzam, będę czekać  o północy. –  Dziewczyna próbowała jeszcze cmoknąć Malfoya w policzek, ale chłopak tak długo się odsuwał, aż w końcu dała sobie spokój. Draco stwierdził, że jest jeszcze jedno miejsce gdzie jego przyjaciel może się podziewać, a mianowicie  Pokój Wspólny Ślizgonów. Dokończył śniadanie i powoli zmierzał w stronę lochów. Stanął na początku korytarza i zobaczył kogoś, kogo nigdy by nie podejrzewał o takie spacery.
– Cześć, Granger. –Zaczął rozmowę i uśmiechnął się kpiąco.
– Malfoy – kiwnęła mu głową  dziewczyna.  Jednak to nie zniechęciło Draco i zaczął dalszą rozmowę.
– Co cię sprowadza w „skromne” progi Pokoju Wspólnego Ślizgonów? – Chłopak dalej zaczepiał Gryfonkę, a ona chciała zetrzeć mu ten głupi uśmieszek z twarzy.
– Nie twoja sprawa –  warknęła.
– Wiesz, jestem prefektem i chciałbym wiedzieć co tutaj knujesz?
– Ja? Knuję? Dobre sobie, jesteś po prostu śmieszny.
– Cudownie, większość dziewczyn lubi, kiedy facet ma poczucie humoru. – Hermiona wydała z siebie coś co brzmiało jak „ghrrryhh…” . Dało się coś też słyszeć epitety w stylu: głupi, nadęty, bezczelny i tym podobne. Gryfonka wyminęła Draco i postanowiła odszukać Ginny. Natomiast chłopak  poszedł w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów i mruczał coś pod nosem.  Kiedy w końcu wszedł do pokoju zastał tam jedynie Pansy siedzącą na kanapie i (co dla chłopaka było nowością) czytającą.
– A ty co? Od Granger się zaraziłaś? Jeszcze nic nie zadali…
– Wiem, że nic nie zadali – warknęła dziewczyna, była poirytowana, bo tego, czego tak zawzięcie szukała nie mogła  znaleźć w żadnej z dotychczasowo przeglądniętych książek. Pansy nie miała do tego cierpliwości.
– Dobra mniejsza z tym. Widziałaś może Zabiniego? – zapytał blondyn.
– Tak, widziałam.
– Świetnie, to gdzie jest?
– Skąd mam wiedzieć, ja go tylko widziałam, ale dużo osób go już „widziało”…
– Parkinson, skończ te swoje…  a zresztą.  Zapytam inaczej, czy go widziałaś dzisiaj?
– Nie. – Ucięła krótko i odłożyła książkę aby sięgną po kolejną ze stosu na stoliku przed nią. Draco zły na Ślizgonkę opuścił lochy i stwierdził, że poczeka na przyjaciela w ich dormitorium.
*
Harry i Ron przyszli do pokoju wspólnego Gryffindoru i zastali Neville’a siedzącego przed kominkiem.
– Gdzie Ginny? Była tu jak wychodziłem szukać Harry’ ego – Zwrócił się do Longbottom’a Ron.
– Była, ale po chwili powiedziała, ze musi coś załatwić i wyszła. Wspomniała, żebym ci powiedział, że masz się nie martwić.
– Ale gdzie poszła? Wychodziła z kimś?
– Nie, dostała jakiś list, pierwszoklasista przyniósł, ona to przeczytała, wrzuciła do kominka i wyszła…
– COOO?! A ty pozwoliłeś jej pójść?! – Pieklił się Ron.
– Daj spokój, nic jej nie będzie – wtrącił Harry, z jednej strony szczęśliwy zniknięciem Ginny, a z drugiej martwił się tak samo jak Ron. W końcu razem z Nevillem uspokoili rudowłosego chłopaka i zaczęli grać partyjkę Eksplodującego durnia.
*

Sytuacja stała się napięta dopiero wieczorem, kiedy przy kolacji ani Draco i Pansy nie mogli znaleźć Blaise ani Harry, Ron i Hermiona nie mogli znaleźć Ginny…





Kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się podoba. Bardzo proszę o komentarze! (bardzo, bardzo) . Ładowarka do laptopa przyszła szybciej niż się spodziewała i dlatego jeszcze dziś udało mi się wrzucić kolejne moje „wypociny”. Zauważyłam, że jest coraz więcej wejść na bloga i więcej komentarzy i WCALE NIE NARZEKAM z tego powodu ;)
Bardzo mi zależało wrzucić posta w urodziny J.K . Rowling i Harry’ego i jeszcze zdążyłam. A co do dedyku to ten rozdział po prostu jest dla Was! Za to, że jesteście. Przeczytałeś?= Napisz cokolwiek w komentarzu może być zwykła kropka "." 
~Pani M.

PS. Rozdział poprawiony przez Alicję, jesteś najlepsza. Myślę, że ona będzie poprawiać od teraz wszystkie teksty. Trochę jak beta, ale niezupełnie bo wprowadza dużo ciekawych pomysłów do fabuły.  :*


piątek, 25 lipca 2014

Sowia Poczta.

Cześć. Nie mam pojęcia kiedy kolejny post bo mój laptop jest na razie w stanie "nie do włączenia" (rozwalona ładowarka, spalona bateria :/ ) . Tego posta piszę z komputera koleżanki, a teraz ważniejsza sprawa.
Mam na myśli: literówki, błędy ortograficzne i w nazwach własnych. Mam dysleksję i duży problem z nazwami własnymi. Staram się unikać błędów, ale to nie tak prosto jak ci się wszystko w głowie "miesza" XD. Tak czy inaczej cieszę się, że zwracacie uwagę na błędy bo będę starać się je eliminować. Piszę kolejny rozdział, pozdrawiam was wszystkich:
~Pani M.

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 8

Rozdział 8 – Wspólne dormitorium.

Ron jadł śniadanie w Wielkiej Sali, gdy McGonagall  wstała i ruchem ręki  uciszyła uczniów.
– Proszę o chwilę uwagi! W związku z zaistniałą sytuacją oficjalne rozpoczęcie roku zastanie przełożone na przyszły poniedziałek. Mam nadzieje, że do tego czasu panna Granger i panna Parkinson wyjdą ze skrzydła szpitalnego. To wszystko na dziś. Smacznego. – Dyrektorka zajęła z powrotem swoje miejsce, a Ron powrócił do jedzenia owsianki. Zastanawiał się gdzie jest Harry i dlaczego Ginny też nie ma na śniadaniu. Musiał im przekazać informacje o rozpoczęciu roku. Zostawił niedojedzoną owsiankę i poszedł ich szukać.
*
 – Ginny, chodź na śniadanie.
 – Nie jestem głodna. Chyba pójdę sprawdzić co z Hermioną.
– Okej, czyli widzimy się na obiedzie? –  zapytał Harry, a kiedy dziewczyna skinęła głową, odszedł w stronę Wielkiej Sali. Ginny udała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy Gryfonka usiadła przy łóżku Hermiony, brązowooka dziewczyna obudziła się.
– Hej, nie na śniadaniu?
– Nie jestem głodna, poza tym muszę ci coś powiedzieć...
– To mów, coś się stało?
– Właśnie zerwałam z Harrym.–  Hermiona trochę pobladła, ale szybko ukryła  oznaki zdziwienia i spokojnym  głosem zapytała:
– Jak na to zareagował?
 Ginny wzięła głęboki wdech i spuściła lekko głowę. Czuła się podle z decyzją, którą podjęła, a było jej jeszcze gorzej , gdy zdała sobie sprawę, że cieszy się ze zerwania.
– Był trochę zszokowany, ale wyjaśniliśmy sobie wszystko. Cieszę się że mam to już za sobą.
– To chyba dobrze...
– A jak się czujesz? – zapytała Ginevra, chcąc zmienić temat.
– Lepiej. Mam nadzieję, że do piątku wyjdę ze szpitala.–  Ginny spojrzała na swój zegarek i krzyknęła:
– Na Merlina! Jestem spóźniona, piętnaście minut temu zaczęło się rozpoczęcie roku w Wielkiej Sali. Wpadnę później! – rzuciła przez ramię, wybiegając ze Skrzydła Szpitalnego.  Rudowłosa pędziła ile sił, nie chciała wyjść na spóźnialską już na rozpoczęciu roku. Nagle zderzyła się  z czymś, a raczej kimś. Siła uderzenia był tak duża, że upadła na podłogę. Wtedy usłyszała lodowaty ton:
– Uważaj jak chodzisz, Wesley!
– To ty stałeś na mojej drodze, Malfoy! – Gryfonka spojrzała na swojego współlokatora i zaczęła podnosić się z ziemi.
– Ja stałem na drodze? Śmieszna jesteś, inteligencją to ty nie grzeszysz podobnie jak brat.
– Lepiej odwal się od Rona!
– Jakoś, od razu wiedziałaś o którego brata mi chodzi. – Draco uśmiechnął się szyderczo. Dziewczyna zmroziła go spojrzeniem.
– Ty tchórzliwy ... – Rzuciła się z pięściami na Ślizgona, pierwszy cios trafił w nos, z którego pociekła stróżka krwi. Ginny, jak na tak drobną osóbkę, miała sporo siły.
– Popierdoliło cię?! Jesteś jeszcze gorsza niż ta szlama Granger… – Ginny znowu się zamachnęła jednak tym razem Malfoy zablokował cios i chwycił ją za nadgarstek.  Ścisnął jej rękę z taka siłą, że Ginny krzyknęła z bólu.
– Puszczaj mnie ty sukin#@$!
– Na twoim miejscu bym mnie nie obrażał... – Syknął chłopak przez zaciśnięte zęby.
– Bo co mi zrobisz?! Tatusiem postraszysz? –Próbowała zażartować a tym samym ukryć, że Ślizgon sprawia jej okropny ból.
– Ej! Draco co ty odwalasz?! Puść ją! – Blaise właśnie wychodził z Wielkiej Sali gdy zobaczył, jak jego najlepszy kumpel robi krzywdę dziewczynie którą powoli zaczynał lubić.
– Nie wtrącaj się Blaise, to sprawa między mną a tą zdrajczynią krwi – odpowiedział spokojnie blondyn i ścisnął nadgarstek Gryfonki jeszcze mocniej, tak, że do oczu napłynęły jej  łzy. Był pewny, że pogruchotał jej kości.
– Koniec zabawy Draco. Odpuść, chyba nie chcesz narobić sobie problemów? – Zabini wiedział, że jego przyjaciel nie odpuści bez dobrego argumentu, więc spróbował udać, że chodzi tylko o ich własne dobro.
-Dobrze wiesz, że ja nie odpuszczam – odpowiedział z władczą wyższością Malfoy.
– Chyba nie chcesz mieć problemów? Teraz ją zostaw i choć się napić, uspokoisz się. –Rzucił Blaise, jakby od niechcenia, Malfoy w końcu puścił rękę Gryfonki, a ta z powrotem upadła na podłogę i zaczęła rozmasowywać nadgarstek, który był strasznie spuchnięty. Przez chwilę straciła czucie w ręce. Draco bez słowa odszedł w stronę dormitorium trochę zły, że ustąpił, ale szczęśliwy, że Zabini przyszedł zanim zrobił coś naprawdę głupiego. Blaise odprowadził Dracona wzrokiem i zwrócił się do Ginevry:
– Wszystko okej? Może powinnaś iść do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey powinna to zobaczyć.
– Odwal się, nie potrzebuje twojej łaski – warknęła Gryfonka, czuła się upokorzona i zażenowana.
– Uratowałem ci tyłek, świetnie się odpłacasz! Nawet nie wiesz co mógł ci zrobić. – Zabini był zdenerwowany. Chciał tylko pomóc, a dziewczyna tak na niego naskoczyła, jakby to była jego wina.
– Nie potrzebuje twojej pomocy, radziłam sobie! Idź, no już, biegnij za tym sadystą – warknęła Ginny i ostrożnie wstała, trzymając obolałą rękę.
– Radziłaś sobie? Właśnie widziałem. –Chłopak uśmiechnął się ironicznie i odszedł w stronę dormitorium.
 Dziewczyna stała tam jeszcze chwilę, gdy z Wielkiej Sali wyszli Harry i Ron. Trójka Gryfonów poszła do ich pokoju wspólnego, a chłopcy opowiedzieli Ginny o zmianie terminu rozpoczęcia roku. Nikt nie zwrócił uwagi na rękę dziewczyny, a Gryfonka cieszyła się, że nie musi odpowiadać na męczące  pytania, dotyczące jej ręki i samopoczucia.
*
  
 Hermiona została wybudzona z płytkiego snu  bardzo gwałtownie.  Usłyszała przeraźliwy krzyk. Usiadła na łóżku i zobaczyła pani Pomfrey spieszącą w jej kierunku. Jednak dopiero po chwili zrozumiała, że tak naprawdę pielęgniarka zmierza w kierunki Ślizgonki leżącej obok.
– Panno Parkinson! Panno Parkinson, proszę się obudzić! – Nie pierwszy raz Pansy obudziła Hermionę swoimi krzykami. Zdarzało się to dość regularnie. Zawsze pani Pomfrey budziła Ślizgonkę, a już po chwili wszystko wracało do normy.
-Co się stało?- Powiedziała Pansy z przerażeniem.Czoło miała mokre od potu, była niezdrowo blada.
– Nic, leż spokojnie potrzebujesz teraz dużo snu. – Pani Pomfrey starała się ją uspokoić. – Zaraz przyniosę ci eliksir uspokajający – dodała, zmierzają w kierunku swojego gabinetu.
– Przepraszam, że znów cię obudziłam –powiedziała Parkinson cicho.
– Ty mnie PRZEPRASZASZ?1 –Hermiona była w szoku, chyba wszyscy wiedzieli, że Ślizgoni nie potrafią dwóch rzeczy: przegrywać i przepraszać. Nie wierzyła własnym uszą.
– Na to wygląda, pobudki się w środku nocy nie są najprzyjemniejsze...
– Ty na poważnie? Parkinson uderzyłaś się w głowę?
– Wiem, że to dla ciebie szok, ale nie wszyscy Ślizgoni są tacy źli na jakich wyglądają – powiedziała Pansy i mrugnęła pojednawczo do Gryfonki.
– Nie wierze...
– Czasem trudno uwierzyć, a etykietki wcale nie pomagają...
– Etykietki? – powtórzyła Hermiona, miała wrażenie, że to jakiś równoległy świat.
– No wiesz; ty - kujonka, ja - tępa wariatka, Astoria - suka... Etykietki, każdy jakaś ma.– Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową.
– To mi się śni, mili Ślizgoni...– mruknęła Gryfonka.
– Jest nas więcej niż myślisz. Chciałabym zacząć od początku, wiesz. Bez głupich opinii na mój temat bez nienawiści Gryfonów do mnie. Ja się zmieniłam, ale wątpię, że ludzie tak szybko w to uwierzą. –Po tym osobliwym wyznaniu, będącym w jednej trzeciej majakiem sennym, Hermiona zauważyła panią Pomfrey wracając z dwoma małymi flakonikami.
– Panno Parkinson, proszę to wypić, to eliksir uspokajający i eliksir słodkiego snu. Mam nadzieję, że te koszmary wkrótce miną. – Kobieta uśmiechnęła się ciepło, zaczekała, aż Pansy wypije eliksir. Potem odeszła w stronę drzwi. Hermiona nie mogła zasnąć jeszcze długo, myśląc o tej niecodziennej rozmowie ze Ślizgonką. Czuła, że ona już zapomniała i uwierzyła w przemianę Pansy Parkinson, zdjęła jej etykietę.
***
Gdy Hermiona obudziła się w pierwszy wrześniowy piątek, stwierdziła, że jest już zupełnie zdrowa. Głowa przestała ją boleć, a skurcze w klatce piersiowej przestały się nasilać i były już ledwo wyczuwalne. Stwierdziła z rozkoszą, że nie ominie ani jednej lekcji, bo rozpoczęcie, według Rona, Harry'ego i Ginny, odbędzie się dopiero w poniedziałek. Gryfonka zastanawiała się ,jak większość uczniów  w Hogwarcie, kto będzie nowym nauczycielem obrony przed czarną magią. Druga sprawa która ją dręczyła to sprawa gościa z pociągu, aż przeszły jej ciarki na samą myśl. Biedna Parkinson. Pomyślała, ostatnio podsłuchała jak pani Pomfrey mówi McGonagall, że to nie pierwszy atak na Ślizgonkę. Mimo, iż Hermina nie lubiła większości uczniów z domu Salazara, a do niedawna jeszcze Parkinson, jakoś żal jej się robiło na myśl, że dla Pansy to nie była pierwsza taka sytuacja. Wczorajsza, nocna rozmowa zmiękczyła jej serce.
 –  Jak się dzisiaj czujemy?– zapytała pielęgniarka, niespodziewanie pojawiając się przy łóżku Hermiony.  – No cóż wydaje mi się, że jeszcze dzisiaj wyjdziesz ze Skrzydła Szpitalnego. Pszepiszę ci jeszcze tabletki na wzmocnienie, ale poza tym... Okaz zdrowia! – Gryfonka uśmiechnęła się szeroko. Cieszyła się, że opuści w końcu szpital.
–  Czuję się dużo lepiej – zapewniła, kiedy pani Pomfrey podawała jej wypis.
*

Draco Malfoy obudził się w swoim dormitorium. Ziewnął i spojrzał na śpiącego jeszcze Blaise'a. Wstał i ociężale poczłapał w stronę łazienki. Po drodze kopnął w barek, który razem ze Zabinim, zdążyli już zaopatrzyć w ognistą whisky, zaklął siarczyście. W tym momencie usłyszał głos drugiego Ślizgona:
– Draco? Co się stało?! Wzywać adwokata czy karetkę? – Ciemnowłosy Ślizgon pojawił się w drzwiach ich sypialni. Draco udał, że nie słyszał żartu przyjaciela i siląc się na spokój, wyjaśnił:
– Nic się nie stało, po prostu kopnąłem w ten cholerny barek.
– I obudziłeś pół zamku… – mruknął Blaise, tak aby blondyn go nie usłyszał. Zabini ziewnął przeciągle i zobaczył Malfoya, znikającego w drzwiach łazienki.

Ciemnowłosy Ślizgon  usiadł na czerwonej kanapie w salonie ich dormitorium. Wpatrywał się w wygasły kominek i zastanawiał się jak to będzie, gdy do dormitorium wprowadzą się Gryfonki. Usłyszał nagle przesuwający się obraz. Zerknął przez ramię w stronę portretu i zobaczył drobną postać z rudymi włosami, przechodzącą przez dziurę pod portretem rycerza z zamku Camelot.
– Chodź Herm, tu jest ślicznie!
– Idę Ginny, już idę! – Obie dziewczyny stanęły po środku salonu. Hermiona podbiegła do biblioteczki i zbadała jej zawartość. Była tam książki tak dobrze znane jak „Historia Hogwartu”, ale i dzieła które widziała po raz pierwszy. Była zachwycona. Ginny rozejrzała się do koła i zauważyła Ślizgona, okupującego kanapę.
– Blaise! –krzyknęła, wcześniej nie zauważyła chłopaka i trochę się przestraszyła.
– To moje imię, Weasley...
– Przecież wiem – warknęła Gryfonka, Zabini potraktował ją jak dziecko, które niczego nie rozumie, nie znosiła tego.
– Weź się uspokój, cały czas na mnie warczysz, a ja przecież nic nie zrobiłem... – mruknął posępnie.
– Wystarczy, że jesteś; poza tym… – Ginny nie dokończyła, bo Hermiona oderwała się od biblioteczki i przemówiła, siląc się na spokój:
– Daj spokój, przecież on jeszcze nic nie zrobił.
– Jak to nie? Cały czas zachowuje się jakbym była dzieckiem. Jak jest Ślizgonem to mu się wydaje, że jest najważniejszy, a tak nie jest… I jeszcze to na pewno śmierciożerca, może miał coś wspólnego ze śmiercią Freda! – To było coś, co od dawna męczyło Ginevrę, każdy wydawał jej się winny. Wychowankowie domu Salazara przede wszystkim.
– Wystarczy! Nie masz prawa mnie oskarżać! Nie będę tego dłużej słuchał.– Blaise wstał z kanapy i poszedł z powrotem do swojej sypialni. Jak ona mogła go oskarżyć o coś takiego! Był zły, nie…nie zły, był wściekły. Rzucił lampą w stronę okna. Rozległ się huk. Odczekał chwilę wziął kilka głębokich wdechów, po czym opadł na swoje łóżko. Wyciągnął różdżkę i jednym zaklęciem naprawił rozbitą szybę i poskładał lampę.
*

– Ginny, chyba trochę przesadziłaś. Dobrze wiesz, że akurat Blaise nie miał z tym nic wspólnego.
– Super, jeszcze ty na mnie naskakujesz?
– Nie, po prostu on sobie siedział a ty zaczęłaś go oskarżać o morderstwo. Fred, Lupin, Tonks oni wszyscy byli wspaniałymi czarodziejami, zresztą nie tylko oni, to nie wina Blaise czy innych Ślizgonów to wszystko przez Voldemorta i ty o tym wiesz. Mamy szansę zacząć od nowa, nie przekreślaj ich tak od razu, dobrze? – w salonie zaległa cisza, ale po chwili Ginevra westchnęła cicho.
– Wiem, chyba masz rację, może niepotrzebnie się tak denerwuje, ale on doprowadza mnie do szału!

Całej tej rozmowie przysłuchiwał się za drzwi łazienki pewien blondwłosy Ślizgon.
– No, no, kto by pomyślał, że ta szla.. znaczy Granger będzie bronić ślizgonów – mruknął sam do siebie. Chyba wszystkie dziewczyna w tej szkole zwariowały, najpierw Parkinson broniąca Gryfonów, teraz Granger broni Ślizgonów, a może to od tego wypadku? – Zastanawiał się na głos Dracon.

 Gdy w końcu usłyszał jak Ginny proponuje aby zeszły na śniadanie, opuścił łazienkę. Skierował się w stronę sypialni, którą dzielił z Blaisem. Chciał z nim porozmawiać i powiedzieć co przed chwilą usłyszał.





Kolejny rozdział, w końcu :/  Mam wrażenie, że moja wena wchodzi drzwiami i zaraz ucieka oknem. Rozdział nie jest najlepszy i kilka rzeczy bym poprawiła, ale przynajmniej go napisałam bo było ciężko. Już niedługo Pansy wyjdzie ze szpitala i zacznie się ciekawsza część tego opowiadania. Zresztą nie będę spoilerować i idę szukać weny. Jak wróci to szczelnie pozamykam wszystkie okna ;)
Rozdział dla Justy bo dzięki tobie dokończyłam go dziś, a nie za tydzień :*   
~Pani M.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Liebster blog award

LIEBSTER BLOG AWARD
 Po pierwsze dziękuje Nanie Kalinowskiej "Civetta" za nominację do Liebster Blog Award!
Jest to dla mnie wielkie osiągnięcie i ciesze się, że wg ktoś czyta tego bloga XD 

A teraz odpowiem na zadane przez nią pytania  :) 
1.Co cię skłoniło do tego, by zacząć pisać? 
Czytałam strasznie dużo blogów o tematyce Dramione.  Większość z  nich była naprawdę dobra. Ale niektóre wątki bym zmieniła albo opisała po swojemu. Tak właśnie narodził się pomysł na założenie bloga. Chciałam napisać taką historię która spodobała by mi się od początku do końca.
2. Kogo z Harrego Pottera nie lubisz (najbardziej) i dlaczego?
 Najbardziej nie lubię Cho Chang. Najpierw zarywała do Cedrika później do Harry'ego i jeszcze jej koleżanka wydała "gwardię Dumbledora" Umbridge. Jakiś nie pałam do niej sympatią XD
3. Gdybyś była w Hogwarcie, do jakiego domu przydzieliła by cię tiara i dlaczego akurat do tego?
Nie wiem do jakiego domu przydzieliła by mnie tiara, ale bardzo chciałabym być w Slytherinie. Uważam że jestem ambitną osobą i sprawdziła bym się w tym domu.

4. Co było twoją największą inspiracją do opowiadania? 
Moją największą inspiracją jest saga o Harry'm Potterze. XD Oprócz tego bardzo lubię pisać i chciałabym pozostawić po sobie ślad w internetach, nawet tak niewielki :)

5.Jakie jest twoje Hobby?
 Uwielbiam czytać wszystkie książki które wpadną mi w ręce. Oprócz tego lubię sport, szczególnie piłkę ręczną. Czasami też maluję i piszę dużo różnych opowiadań.

6. Czego nie lubisz w niektórych opowiadaniach potterowskich?
Nie lubię gdy ktoś nie kończy opowiadania i zostawia akcję w połowie. Nie lubię też gdy w Dramione autor robi z Rona lub Harry'ego "czarny charakter."
7.  Kogo najbardziej przypominasz?
Odpowiadam na te pytanie z Alicją i ona twierdzi że przypominam Hermionę ze względu na te wszystkie ksiązki i  czas spędzany w bibliotece. XD Ja chciałabym przypominać bardziej Pansy Parkinson myślę, że jest to osoba która umie poradzić sobie w każdej sytuacji i przegadać każdego.

8.  Czego nie lubisz w swoim blogu?
 Nie lubię tego że robie dużo blędów interpunkcyjnych, językowych i ortograficznych. Myślę że niektóre rozdziały są pisane zbyt prostym językiem.

9.Jaka piosenka cię inspiruje?
Jest dużo takich piosenek, ale te które inspirują mnie najbardziej to: 
"I see fire"  " My first kiss" i " Becouse of you" 
10. Kto jest twoim ulubionym autorem blogów/książek?
Moją ulubioną autorką książek jest oczywiście Joanne K. Rowling. Oprócz niej lubię książki Ricka Riordana, Suzanne Collins, John Flanagana, Michaela Granta i C.S. Lewisa. A jeśli chodzi o polskich autorów to zdecydowanie Andrzej Sapkowski jest moim faworytem. ;) 
11. Jaką parę uważasz za „nie możliwą” lub „nieodpowiednią” ? 

Nie ma par niemożliwych, myślę, że jeśli ktoś będzie chciał zrobić jakiś paring to go zrobi. Moim zdaniem  nieodpowiedni paring  to taki między nauczycielami w Hogwarcie, a uczniami, wiem, że znalazłoby się sporo fanów Sevmione, ale do mnie ten paring zdecydowanie nie przemawia tak samo jak wszelkie konfigurację typu: Dumbledore i Harry albo Voldemort i Harry. Jestem zdecydowanie na NIE!   


Jeszcze raz dziękuję za nominację :*

Link do bloga Civetty : 
http://dramione-razemlubwogole.blogspot.com/