niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 4



Rozdział 4 - Prefekci naczelni.

  Od sytuacji w barze minęło parę dni. Ginny i Hermiona częściowo zapomniały o dziwnym zachowaniu Neville'a, teraz miały ważniejsze sprawy na głowie. Głównie związane ze szkołą. Hermiona pomagała załatwić Harry'emu i Ronowi  miejsca na siódmy rok nauki w Hogwarcie, a Ginny pakowała się i rozpakowywała co najmniej  dwa razy dziennie. Rudowłosa Gryfonka stresowała się tym ostatnim rokiem w szkole i na dodatek męczyła ją sprawa z Harrym. Nadal przeżywała śmierć Freda, podobnie jak cała rodzina. Postanowiła jeszcze zaczekać i nic nie mówić ciemnowłosemu chłopakowi. Jednak przytłaczała ją myśl, że odwleka nieuniknione.
  W końcu nadszedł pierwszy września. Hermiona, Ginny, Harry, Ron oraz państwo Wesleyowie stanęli na peronie dziewięć i trzy czwarte. Jak co roku przebywały tam  tłumy. Pełno czarownic i czarodziei odprowadzało swoje pociechy do ekspresu Londyn-Hogwart, byli też starsi uczniowie, którzy próbowali dojść do pociągu, przepychając się przez tłumy ludzi. Ginny wzięła oddech i powiedziała:
– To do zobaczenia. – Po czym przytuliła się do rodziców. Pan Weasley dostrzegł, że oczy jego żony stały się szkliste.  Zawsze tak było, gdy odprowadzali dzieci na dworzec.
– Tak, cześć mamo – dodał Ron i ucałował Molly w policzek.
– Do widzenia i bardzo dziękuje za możliwość spędzenia u państwa wakacji, to bardzo miłe -powiedziała Hermiona jak zwykle grzeczna i taktowna.
– Och! Niechże was uściskam! – zapiała pani Weasley i po kolei przytulała gryfonów. Gdy w końcu wypuściła Harry’ego z uścisku, chłopak powiedział:
– Dziękuje pani Wesley, dziękuje za wszystko. – Po czym wszyscy odeszli w stronę pociągu.  Artur Weasley  z żoną jeszcze długo stali na peronie. Nie mogli uwierzyć, że te siedem lat tak szybko minęło.
– Są już dorośli – westchnął pan Weasley, obejmując żonę. Molly oparła głowę na ramieniu męża.
– Masz rację, jednak mimo wszystko nie wiem, czy sobie poradzą.
– Ze szkołą? – zapytał zdziwiony mężczyzna, marszcząc brwi.
– Z uczuciami, Arturze, z uczuciami. Nie pamiętasz, co nasz rocznik wyprawiał na siódmym roku?
– Mam nadzieję, że oni są trochę bardziej dorośli… – mruknął Artur Weasley, przypominając sobie czasy szkolne.
– Ja też  – cicho odpowiedziała Molly. Pociąg odjechał, pozostawiając pusty peron.
*

  Draco leżał na dębowym łóżku w swojej sypialni, gdy nagle usłyszał głos matki:
– Draco, przyszli twoi przyjaciele, pospiesz się, bo się spóźnicie na pociąg.
– Już idę! – krzyknął w stronę drzwi. Blondyn nie miał najmniejszej ochoty wracać do szkoły, poza tym zastanawiało go sformułowanie „przyjaciele” z tego, co pamiętał umówił się tylko z Blaise'em. Od rozmowy w barze Draco nie rozmawiał z Pansy, a jedynie te dwie osoby zaliczał do grona „przyjaciół”, nawet po tym, co Pansy powiedziała mu w barze. Może miała rację? Zastanawiał się czasami blondyn, ale zawsze jednak stwierdzał, że to on ma rację w tej kwestii, zresztą jak zawsze. Niechętnie zwlókł się z łóżka i podszedł do drzwi, jeszcze raz powiódł wzrokiem po pokoju  i wyszedł. Schodził powoli po schodach, przy wejściu do salonu dostrzegł tył głowy Blaise’a i roześmianą Pansy, którzy spokojnie rozmawiali sobie z matką Dracona. Dla chłopaka to było co najmniej dziwne. Mimo wszystko nic nie powiedział, po chwili przywitał się z Zabinim i Parkinson.
– To my poczekamy na dworze, chodź Pansy – odezwał się Blaise i pociągnął brunetkę w stronę drzwi. Chciał dać Draco i Narcyzie trochę prywatności.
– Do widzenia! – Zdążyła jeszcze krzyknąć dziewczyna w stronę mamy Draco, bo Zabini już prawie wypchał ją za drzwi rezydencji Malfoyów. Gdy zamknęli za sobą drzwi, Narcyza uśmiechnęła się do syna.
– Do zobaczenia Draco – przemówiła melodyjnym głosem.
– Taa, do zobaczenia – odpowiedział chłopak i chwycił kufer, zmierzał w stronę drzwi, gdy znów usłyszał głos matki:
– Poczekaj. – Podbiegła do syna, a jej niewysokie obcasy zastukały na posadzce. Przytuliła go. Draco nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio matka go przytuliła, najpierw po prostu stał, ale już po chwili również uścisnął Narcyzę. Po pewnym czasie odsunęli się od siebie, a chłopak przeszedł przez drzwi, odwrócił się jeszcze i uśmiechnął w stronę kobiety, a gdy ta odwzajemniła uśmiech, zniknął za drzwiami.
– To idziemy! – powiedziała pogodnie Pansy i chwyciła Draco drugą ręką, bo w pierwszej trzymała ciepłą dłoń Blaise’a, aportowali się na dworzec. Gdy tam dotarli zobaczyli Astorię machającą w ich stronę i Daphne, która rozglądała się po peronie, już po chwili Astoria pociągnęła młodszą siostrę za ramię w stronę trójki Ślizgonów.
– Cześć Draco! – wykrzyknęła i uściskała chłopaka, ten skrzywił się lekko, a gdy go wypuściła ze swojego uścisku przywitała się z Blaise’em, po czym powiedziała do Pansy:
– Wybaczam ci tę zdradę, mogłaś mieć gorszy dzień, ale powinnaś kontrolować swoje wybuch zazdrości o Draco, zrozum, że ja jestem jego dziewczyną, a ty nie masz szans i… – Astoria niestety nie mogła dokończyć tego iście ambitnego wykładu, bo przerwał jej zaszokowany blondyn:
– CO? Pierwszy raz słyszę, żebyś była moją dziewczyną! – Pansy i Daphne zachichotały.
– Śmieszy cię to?! – Astoria zaczęła krzyczeć na siostrę. Znów została upokorzona przy Draconie.
– Nie, oczywiście, że mnie to nie śmieszy – powiedziała Daphne.
– To śmieszy nas wszystkich – odezwała się Pansy, tłumiąc chichot, a Daphne znów parsknęła. Astoria zdołała jedynie wydusić coś, co brzmiało jak: „ Aggggrrrr” i odeszła w stronę pociągu. Daphne uśmiechnęła się do Pansy i pobiegła za siostrą, po czym obie wsiadły do pociągu.
– Chodź Draco, bo zajmą wszystkie przedziały – powiedział Blaise i wszyscy w trójkę zaczęli się przepychać przez tłum, aby dojść do Expressu Londyn-Hogwart.
*

Hermiona, Ron, Harry i Ginny zajęli jeden z przedziałów w pociągu. Chłopcy wpakowali ich walizki na górne półki.
– Na Merlina! Ginny co ty masz w tej walizce – marudził Ron, bo bagaż siostry był tak ciężki, że ledwo go uniósł nad głowę.
– Jak to co? Wszystko, co będzie mi potrzebne, aby przeżyć – odpowiedziała rudowłosa, wzruszając ramionami. Wtedy do przedziału weszła profesor McGonagall.
– Och, tutaj jesteś panno Granger. Zapraszam do przedziału dla prefektów, bez obaw wrócisz jeszcze do przyjaciół, to będzie krótkie spotkanie organizacyjne. Proszę za mną, aha panno Wesley proszę, żebyś przyprowadziła do mnie Dracona Malfoya  i to możliwie jak najprędzej  – powiedziała nowa dyrektorka szkoły i wyszła z przedziału. Hermiona i Ginny wstały i udały się w dwie różne strony wagonu. Podczas gdy Hermiona podążała za profesor McGonagall, Ginny próbowała znaleźć wagon, w którym siedział Draco. Idąc korytarzem, młoda panna Wesley natknęła się na Pansy.
– Szukasz czegoś albo kogoś? – zapytała Pansy dość przyjaźnie co bardzo zdziwiło Ginevrę.
– Właściwie tak – odpowiedziała Gryfonka. – Szukam Malfoya, McGonagall chce go widzieć.
– Siedzi w tamtym przedziale. – Brunetka wskazała ostatni przedział w wagonie.
– Dzięki – mruknęła Ginny.
– Nie ma za co – rzuciła Ślizgonka. Panna Wesley całą drogę zastanawiała się, co się stało tej dziewczynie, nigdy jeszcze nie widziała żeby Ślizgonka, zwłaszcza Parkinson, była taka miła dla Gryfonów. Rudowłosa dziewczyna w lekkim szoku doszła do przedziału, w którym siedział Draco i rozmawiał z Blaise'em. Ginny otwarła drzwi przedziału i weszła do środka.
– McGonagall powiedziała, że masz przyjść do przedziału dla prefektów – oznajmiła i już miała wyjść z przedziału, ale ktoś złapał ją za nadgarstek. Odwróciła głowę i zobaczyła Blaise’a.
– Puść mnie – warknęła gniewnie.
– Nie chcesz ze mną zostać? – zapytał, uśmiechając się kpiąco.
– Raczej nie – rzuciła, wyrywając rękę z jego uścisku. – No rusz się Malfoy! – Znów odezwała się Ginny, bo zauważyła, że blond włosy Ślizgon nie ruszył się z miejsca.
– Nie będzie mi rozkazywać jakaś zdrajczyni krwi – powiedział melancholijnie. Swoim tonem i zachowaniem tak wpienił rudowłosą Gryfonkę, że zamachnęła się na Draco. Jej otwarta dłoń była cal od twarzy Malfoya, ale w tamtym momencie Zabini  chwycił dziewczynę w talii i odciągnął na taką odległość, by jej ręka nie dosięgła twarzy Dracona.
– Stary lepiej idź, nie wiem, jak długo ją powstrzymam  – zażartował Blaise, przytrzymując Ginny. Dziewczyna próbowała wyrwać się z jego uścisku, ale tak naprawdę nie miała szans, dopóki Zabini sam nie zechciał jej puścić. 
– Lepiej idź! – Warknęła Ginevra. Draco powoli podniósł się z kanapy i wyszedł z przedziału, rzucając kpiący uśmieszek Gryfonce.
– Możesz mnie już puścić – powiedziała spokojnie Ginny.
– Wiem. – Chłopak szepnął jej do ucha. Ginny przeszły dreszcze. Po chwili otrząsnęła się i powiedziała:
– To mnie puść. – Blaise puścił dziewczynę i uśmiechnął się do niej.
– I czego się szczerzysz? – warknęła zirytowana Ginevra.
– Bo jeśli szczęście dopisze, będziemy razem mieszkać  – powiedział chłopak i jeszcze bardziej się ucieszył, widząc minę Gryfonki.
– O czym ty znowu mówisz?  – Dziewczyna zastanawiała się, czy warto zaczynać ten temat, jednak jej wrodzona ciekawość wzięła górę. Zajęła miejsce naprzeciwko ślizgona i postanowiła wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. Zabini milczał, jakby chciał sprowokować Gryfonkę do rozpoczęcia konwersacji.
– No więc? Czekam na wyjaśnienia – powiedziała, zakładając nogę na nogę.
– Myślę, że Hermiona jest prefektem naczelnym – odezwał się brunet.
– No i...? Tyle to ja też wiem. – Uniosła pytająco brew.
– Teraz zgadnij kto jest drugim prefektem. – Blaise uśmiechnął się ponownie, widząc szok w oczach Ginny. Przeczesała ręką włosy i wzięła głęboki oddech.  To chyba jakaś kpina! Przeszło jej przez myśl.
– Dlatego miałam go zawołać? Malfoy jest prefektem i pewnie ty będziesz jego współlokatorem, a zazwyczaj prefekci mają wspólne dormitorium więc skoro ja mieszkam z Hermioną to znaczy, że... – Dalsza część zdania nie przechodziła jej przez usta. Posłała mu spojrzenia z pode łba, jakby to była wina Ślizgona. Blaise milczał, delektując się szokiem, jaki wywołał na twarzy dziewczyny.
– McGonagall nie pozwoli na coś takiego. My się tam pozabijamy…  – Znów Ślizgon uśmiechnął się chytrze.
– Tak, ale czy przypadkiem  nie miało być jakiegoś porozumienia między domami? Myślę, że McGonagall poprze ten fantastyczny pomysł, bo to pomoże dogadać się dwóm rywalizującym od zawsze domom, bla, bla, bla...
– Ale przecież… To okropny pomysł!  – wykrzyknęła Ginny.
– Nie wiem czemu Draco ma takie samo zdanie na ten temat…
– A co? Może mi jeszcze powiesz, że tobie podoba się ten pomysł?  – zakpiła Ginevra.
– Oczywiście niby dlaczego nie?
– Może dlatego, że to nie ma prawa się udać! Przecież ja z tobą nie wytrzymam całego roku szkolnego w jednym dormitorium, a co dopiero Hermiona z Malfoyem przecież oni się nienawidzą.
– Wiesz, moja mama nienawidziła swoich pierwszych trzech mężów – rzucił kpiąco. Gryfonka wstała, miała dość nowości na dziś.
– Ale to coś innego. Ten pomysł nie ma prawa się udać. Ja wychodzę. – Powiedziała jeszcze i opuściła przedział.
– Jeszcze zobaczymy – mruknął do siebie Blaise. Przy wzmiance o matce przypominał sobie, o bardzo niewygodnej sprawie.  Kazano mu się ożenić, w dodatku zaraz po szkole! Chłopak nie był pewien czy w ogóle chce znaleźć żonę, a co dopiero w takim wieku? Oczywiście matka znalazła mu kandydatkę, jednak ślizgon postanowił działać na własną rękę. Chyba znalazł rozwiązanie swojego problemu. Miał plan.
*

Draco szedł korytarzem i zastanawiał się jak Blaise poradzi sobie z tą Weasley, nawet nie zauważył, kiedy doszedł do przedziału dla prefektów. Przez szybę widział Granger dyskutującą z McGonagall, wyciągnął rękę w stronę klamki i odsunął drzwi. Usłyszał jeszcze kilka ostatnich słów wypowiedzianych przez Gryfonkę, a potem rozmowa ucichła.
– A pan Malfoy, świetnie możemy zaczynać – odezwała się dyrektorka, żeby przerwać niezręczną ciszę, która zapanowała w przedziale po wejściu Dracona. Chłopak zasunął za sobą drzwi i oparł się o nie.
– No więc chciałam pokrótce przedstawić wam wasze obowiązki – spojrzała po kolei na swoich uczniów – więc oczywiście obowiązkowe patrole we wtorki, czwartki i niedziele, czasami będą wypadać również w soboty, jednak nie sądzę, żeby to się często zdarzało.
– A będziemy mieli osobne patrole? – zapytała z nadzieją w głosie Hermiona, Draco tylko uśmiechnął się kpiąco.
– Nie, wszystkie patrole zawsze odbywają się w parach, chyba że wystąpią okoliczności dzięki którym, któreś z was będzie odbywało parol samotnie lub patrol zostanie odwołany. Dalej, sprawa dormitorium. W listach, które otrzymaliście, było napisane, że każde z was może zamieszkać z jakąś drugą osobą, czy zdecydowaliście się na to?
– Tak. – Hermiona i Draco odpowiedzieli w tym samym czasie.
– Doskonale,  kogo wybrała panna Granger?
– Ginny Wesley.
– A pan panie Malfoy?
– Blaise Zabini – powiedział chłopak.
– Dobrze, wiecie, że naginam trochę zasady, ale myślę, że przyjaciele pomogą wam się zaaklimatyzować. Wasze dormitorium znajduje się na czwartym piętrze…  – Hermiona przerwała dyrektorce:
– Ale czy to musi być wspólne dormitorium? – Niemal jęknęła błagalnie.
– Panno Granger rozmawiałyśmy na ten temat i obawiam się, że tak. Hasło będzie zmieniane co miesiąc, aktualne brzmi „współpraca”. – Nauczycielka popatrzyła znacząco na Hermionę, a później Draco. Kiedy żadne się nie odezwało, kontynuowała:
– W tym roku Hogwart uczestniczy w wymianie międzyszkolnej, ale o szczegółach dowiecie się później. Coś jeszcze...? Jako prefekci naczelni możecie dodawać i odejmować punkty innym uczniom oczywiście w granicach rozsądku. – Tu profesor McGonagall spojrzała na Malfoya. – I to chyba wszystko myślę, że możecie wracać do swoich przedziałów.

– Dobrze, do widzenia – powiedziała Hermiona, wychodząc. Chłopak przepuścił ją w drzwiach.  Kiedy wyszła Draco skinął głową dyrektorce i również opuścił przedział. Zastanawiał się jak wytrzyma z Granger tak długi czas. 






Kolejny rozdział. Myślę, że akcja powoli się rozkręca, ale szczerze się przyznam, że te pierwsze rozdziała nie są za dobre. Mam nadzieje, że się nie zniechęcicie ;)
~Pani M.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdzał 3


Rozdział 3 - Bar „Pod Świńskim Łbem”.

Hermiona, Ginny  i Neville weszli do baru „Pod Świńskim Łbem”. Bar bardzo zyskał na popularności po tym jak jego właściciel pomógł Harry'emu dostać się do Hogwartu. Prawie wszystkie stoliki były zajęte, ale spostrzegawcze oko Ginny wypatrzyło wolne miejsce pod oknem.
– Jest stolik, o tam! - krzyknęła i pociągła Hermionę za ramię. Wszyscy w trójkę usiedli przy wskazanym  przez Ginny miejscu. Stół miał cztery krzesła dzięki czemu jedno miejsce zostało wolne i dziewczyny położyły na nim swoje pakunki. Nie było tego dużo, zdążyły dowiedzieć tylko Madame Malkin.
– To ja pójdę coś zamówić, na co macie ochotę? – zapytał Neville, wstając od stołu.
– Dla mnie piwo kremowe z imbirem  - odpowiedziała Hermiona i uśmiechnęła się. Miała dziś wyjątkowo dobry humor, po prawdzie nie mogła się doczekać, kiedy w końcu wróci do Hogwartu. Wszystko co było związane z magicznym światem i choć trochę odciągało dziewczynę do mugolskiego napawało ją radością, oczywiście chciała pamiętać o rodzicach, ale to tak strasznie bolało... Przymknęła na chwilę oczy, powstrzymała łzy. Gdy z powrotem powiodła wzrokiem po twarzach przyjaciół na jej ustach znów pojawił się uśmiech. Nie trwało to jednak zbyt długo.  
– A ja poproszę ognistą – powiedziała Ginny obojętnym tonem. Siedziała tyłem do okna i co chwilę spoglądała przez ramię jakby kogoś wypatrywała. Prośba o alkohol o tak wczesnej porze, zaniepokoiła starszą z Gryfonek. Tym bardziej, że Ginevra od jakiegoś czasu próbowała zgrywać dorosłą.
– Ginny zwariowałaś?! – zapytała oburzona Hermiona. Rudowłosa Gryfonka odwróciła  głowę w jej stronę.
– No co? Jestem pełnoletnia i mam ochotę na ognistą – odpowiedziała i z powrotem usiłowała dostrzec coś za oknem. Hermiona posłała jej karcące spojrzenie, ale nic więcej nie powiedziała.  
– Dobra to ja zaraz wracam – oznajmił Neville i odszedł w stronę baru, za którym stał brat Dumbledore’a, Aberforth. Kłócił się z jakimś czarodziejem, ale gwar panujący w gospodzie zagłuszał ostrą wymianę zdań. Gdy Neville oddalił się na tyle by nie słyszeć rozmowy Gryfonek, brązowooka postanowiła zadać pytanie, które od dłuższego czasu chodziło jej po głowie:
– Chodzi o Harry'ego, tak? – Ginny odwróciła głowę w stronę przyjaciółki, ale unikała tego hermionowatego, świdrującego spojrzenia.
– Nie, skąd ten pomysł? – zapytała w końcu, wlepiając wzrok w blat stołu. Nie najczystszy blat swoją drogą. Hermiona mimo wszystko wiedziała, co dręczy przyjaciółkę.
– Jasne – odpowiedziała jedynie i postanowiła dokończyć tę rozmowę wieczorem. W tym momencie do baru weszła trójka ślizgonów.
– O nie – powiedziała Ginny, bo pierwsza ich zauważyła. – Patrz tam Ślizgoni. – Obie nie wiedziały co z tego wyniknie, po wojnie wiele się zmieniło, ale nikt nie wierzył w cuda. Ludzie pokroju Malfoya się nie zmieniają. Przeszło przez głowę Hermionie. Ginny szykowała się na ostrą wymianę zdań.  Jednak nic takiego się nie wydarzyło.
*
   Draco, Blaise i Pansy weszli do baru, wszystkie stoliki były zajęte, co było dla nich nowością w takim miejscu jak to. Jednak nagle dwójka czarodziei zwolniła jeden stół i przepychała się właśnie do wyjścia. Gdy Draco podszedł bliżej zorientował się, że wolny kawałek blatu sąsiaduje z miejscem przy którym siedziały dwie Gryfonki. Granger.  Przebiegło mu przez myśl, tych jej kudłów nie potrafił pomylić z żadnymi innymi.
– O patrzcie tam siedzi Wesley – powiedział Zabini, młody Malfoy na początku w ogóle jej nie zauważył, za to Blaise zrobił to aż za szybko. Pansy tylko wzruszyła ramionami. Blaise miał racje, naprawdę się zmieniła kiedyś nie przepuściła by okazji żeby dopiec Gryfonom.  Pomyślał Malfoy. Wtedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie: do stolika Ginny i Hermiony podszedł ten sam chłopak, którego widzieli wcześniej na Pokątnej. Z tego co zauważył Draco, niósł dwa piwa kremowe i szklankę ognistej. W tym samym momencie Hermiona odwróciła się i dostrzegła Draco, Blaise’a i Pansy. Po tej scenie chłopak, który niósł napoje usiadł obok Hermiony i ku wielkiemu zaskoczeniu trójki Ślizgonów podał szklankę z ognistą Ginny.
– No no, młoda Wesley i ognista, wybuchowa mieszanka - mruknął Zabini z leniwym uśmiechem na ustach.
– O co ci znów chodzi? Dziewczyna nie może wypić szklanki ognistej? – zapytała Pansy, a gdy nikt jej nie odpowiedział podeszła do wolnego stolika. Zajęła miejsce i uniosła pytająco brew w stronę przyjaciół.
– Idziecie czy będziecie tak stać do zamknięcia baru? – krzyknęła dziewczyna, bo żaden ze slizgonów najwyraźniej nie zamierzał się ruszyć. Krzyki Pansy i tak zostały częściowo zagłuszone bo w pomieszczeniu panował taki harmider, że trudno było wytrzymać, a o spokojnej rozmowie można wręcz zapomnieć. Draco i Blaise podeszli do stolika.
– To ja pójdę po ognistą zaraz wracam – zadeklarował się  Zabini i odszedł w stronę lady. 
*
– Dzięki Neville – powiedziała Hermiona, gdy chłopak podał jej piwo kremowe. Napój był nadal ciepły, ale nie gorący. Dokładnie taki jaki Hermiona lubiła najbardziej, pomimo zapewnień Rona i Harry'ego, że piwo kremowe najlepiej smakuje na zimno.
– Nie ma sprawy – odpowiedział Neville, a potem upił trochę piwa ze swojego kufla.  – Yymm, Ginny czy ty nie za szybko… –  próbował powiedzieć, ale w tym momencie Ginevra odstawiła pustą szklankę na blat stołu. Lekko się skrzywiła i otarła usta wierzchem dłoni.
– Ginny! – krzyknęła Hermiona, gdy zauważyła co się dzieje. Niemal nie zachłysnęła się swoim napojem. 
– Spokojnie, nic mi nie będzie idę zmówić jeszcze jedną szklankę... – powiedziała szybko i wstała od stołu. Hermiona oczywiście mogła jej teraz sprezentować kazanie na temat picia alkoholu, ale wiedziała, że to na nic. Gdy młoda panna Weasley się na coś uprze nie ma takich czarów, żeby zmieniła prędko zdanie. Najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa Weasleyów szła spokojnie w stronę lady, gdy nagle dobiła do czegoś twardego.
– Ałł... – Nie zdążyła dokończyć bo przerwał jej męski głos, rozpoznała go zanim jeszcze podniosła głowę.
– Uważaj  jak łazisz… Wesley? – Osobą, do której dobiła Ginny, jak nie trudno się domyślić,  był Blaise Zabini. Ślizgon zmarszczył brwi, widząc drobną postać Gryfonki przed sobą.
– Ja? To ty stałeś na mojej drodze!
– Mogłaś patrzeć gdzie leziesz! Gapisz się na tego waszego  chłopaka od siedmiu boleści jakby był ósmym cudem świata! – Wypalił Blaise, w jego głowie już zaczął kiełkować pewien plan. Plan, który mógłby rozwiązać większość problemów. Plan, którego nie powstydziłby się sam Salazar. Iście szatański plan. Niestety ofiarą miała zostać niczego nieświadoma Gryfonka.
– A co zazdrosny? – Uśmiechnęła się kpiąco dziewczyna, nieświadoma, że właśnie zwróciła na siebie uwagę samego „Diabła”.  
– Nie rozśmieszaj mnie – parsknął udawanym śmiechem, a potem całkowicie poważnie zapytał – Kto to właściwie jest?
– Przecież to Neville – oznajmiła mechanicznie, a potem jakby zdała sobie sprawę z kim rozmawia i na głos zaczęła się zastanawiać:
– Właściwie po co ja ci to mówię? – Nie doczekała się odpowiedzi, ale też nie liczyła, że takową dostanie. – Teraz mnie przepuść bo idę po ognistą.
 Próbowała przejść obok Zabiniego, ale chłopak nie miał zamiaru jej nigdzie puszczać.
– Obawiam się, że alkoholu nieletnim nie sprzedają – rzucił kąśliwą uwagą, świetnie się bawił, podczas gdy Ginny była na skraju wytrzymałość.
– Nie bądź śmieszny ty i reszta Ślizgonów zaczęła pić ognistą już w czwartej klasie to pewnie dlatego macie tak uszkodzone mózgi – odpowiedziała Ginevra głosem pełnym pogardy i uniosła wyżej podbródek, aby uchwycić spojrzenie chłopaka. Chcąc, nie chcąc  młoda panna Wesley była niższa od chłopaka o głowę i trudno było jej z nim rozmawiać.
– Uważaj bo przy takich ilościach twój mózg też jest zagrożony... – mruknął leniwie chłopak, nie potrafił wymyślić nic innego, zimne spojrzenie Ginny zrobiło na nim wrażenie. Było wręcz wyuczonym spojrzeniem bazyliszka. Chłopak zaczął się zastanawiać, czy Gryfonka aby na pewno trafiła do odpowiedniego domu, rozważając wszystkie za i przeciw nawet nie zauważył gdy drobna postać przemknęła obok niego i ustawiła w kolejce po ognistą whisky.
*
Podczas gdy Ginny i Blaise prowadzili te ciekawą konwersacje, Draco i Pansy byli zajęci rozmową na zupełnie inny temat.
– No więc zostałeś prefektem, tak? –  zapytała brunetka, niby od niechcenia, choć tak na prawdę na tę rozmowę przygotowywała się od tygodnia.
– Tak i co z tego?
– Po prostu zastanawiam się czy w tym roku też będziesz taki „miły” dla Gryfonów jak zazwyczaj – odpowiedziała spokojnie dziewczyna.
– Możesz w końcu powiedzieć o co ci chodzi? Nie lubię zgadywanek! – Draco był bardzo zdenerwowany, bo co to niby ma do rzeczy? Od kiedy Parkinson obchodzą jego układy z Gryfonami?
– Dobra nie będę owijać w bawełnę... – Spojrzała w oczy blondyna i jakiś dreszcz przebiegł mu po plecach. Był pewien, że to nie będzie miła rozmowa.
– Nie ukrywajmy, że pewnie drugim prefektem zostanie Granger, a to się wiąże ze wspólnymi patrolami i dormitorium – zaczęła ostrożnie, a Draco skinął głową na znak, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę, Pansy wzięła głęboki wdech i kontynuowała: – Chciałam cię poprosić żebyś nie zatruwał jej życia na każdym kroku tym bardziej, że teraz będziecie się częściej widywać i… – Ale  znów nie mogła dokończyć bo przerwał jej teraz już naprawdę wkurzony Dracon:
– Co? Ty się uważasz za moją matkę? Od kiedy obchodzi cię Granger?! To twoja przyjaciółka czy jak?!  Zmieniłaś się Parkinson, ale nie mam pojęcia czy na lepsze. Może jak tak bardzo lubisz Gryfonów to zmienisz dom?  Ja ze szlamami się nie przyjaźnie! Zapamiętaj to!
– Przestań! Po prostu uważam, że nie musimy cały czas walczyć! Czystość krwi? Daj spokój Draco, Voldemorta nie ma, takie rzeczy już nie mają znaczenia.
– Może dla ciebie, ale to, że nie ma Czarnego Pana nic dla mnie nie zmienia...
– Przykro mi, że tak myślisz – odpowiedziała dziewczyna, wstała z krzesła, zarzuciła na siebie szary sweterek i odeszła w stronę wyjścia. Odwróciła się przed drzwiami i spojrzała na Draco, a po chwili znikła mu z oczu. Zastanawiał się co się stało z Pansy Parkinson i kim jest kobieta z którą właśnie rozmawiał.
*
 Podczas gdy Pansy i Draco prowadzili tę krótką wymianę zdań, Hermiona i Neville rozmawiali na temat pewnej rudowłosej Gryfonki, która właśnie kłóciła się z Zabinim.
– Wiesz Hermiono, trochę martwi mnie zachowanie Ginny , co jej się stało? – zapytał dziewczynę Neville, gdy Ginevra wstała od stołu.
– Szczerze? Nie mam pojęcia, może się stresuje powrotem do Hogwartu? – Rozmyślała na głos Hermiona, choć coś jej podpowiadała, że ta sprawa ma związek z pewnym czarnowłosym chłopakiem z blizną na czole.
– Znasz przecież Ginny ona nigdy nie stresowała się szkołą  – zauważył rozsądnie chłopak. Już nie tak łatwo było wywieść Neville’a w pole.
– Może masz rację, a właściwie gdzie ta Ginny? – zapytała Hermiona i zaczęła się rozglądać po barze.
– Jest tam, rozmawia z… Zabinim? – To co powiedział Neville zaskoczyło go tak bardzo, jak pannę Granger. Spojrzeli na siebie pytająco, ale ani brązowooka Gryfonka ani towarzyszący jej chłopak nic z tego nie rozumieli.
– Jak to z Zabinim? – Pytanie wyszło z jej ust zanim jeszcze je przemyślała. Chłopak miał rację Ginny spokojnie sobie rozmawiała ze Ślizgonem, oczywiście ani Hermiona ani Neville nie mogli usłyszeć ich rozmowy, która wcale nie była taka spokojna jakby się mogło wydawać . Już po chwili Ginny przemknęła obok chłopaka i stanęła w kolejce, a Hermiona i Neville zajęli się rozmową na temat ich przyszłego  roku w Hogwarcie.
*
Rudowłosa gryfonka w końcu dopchała się na sam początek kolejki i już miała zamówić ognistą, gdy nagle zmieniła zdanie. U samego dołu menu dostrzegła coś, co wydało jej się interesujące.
– Poproszę koktajl z mszawych truskawek i różowych jagód – powiedziała i uśmiechnęła się do czarodzieja z siwą brodą.
– Jesteś chyba pierwszą osobą, która to zamówiła od otwarcia tego baru – Barman schylił się pod ladę i zaczął wyciągać potrzebne składniki. Ginny nigdy tego nie piła, ale brzmiało smacznie. Odwróciła się przez ramie i spojrzała na Hermionę, która zajęta była rozmową z Nevillem.  Przy stole z Draconem siedział Zabini, ale nie towarzyszyła im już ciemnowłosa Ślizgonka.
– Proszę bardzo, smacznego – Powiedział Aberforth i podał dziewczynie różowy płyn z listkiem  mięty na górze, no cóż możemy mieć nadzieje, że to była mięta. Gryfonka podeszła do stolika i  usiadła naprzeciwko Hermiony, na swoim miejscu pod oknem.
– Ginny co to jest? – Neville spojrzał na jej napój. Znad szklanki unosił się różowawy dym.
– To koktajl z mszawych truskawek i różowych jagód, nie wiem jak smakuje, zamówiłam to pierwszy raz – wyjaśniła szybko dziewczyna i wciągnęła przez kolorową słomkę trochę napoju.
– I jak? – zapytała Hermiona, przyglądając się z zaciekawieniem przyjaciółce.  Była zwolenniczą eksperymentów w kuchni.
– Dobre, chcesz spróbować?
– Nie dzięki, nie dopiłam jeszcze piwa kremowego może innym razem. – Uśmiechnęła się serdecznie. Nagle Neville poderwał się z krzesła. Właśnie schował swój zegarek do kieszeni spodni, chwycił kurtkę i jedyne co  zdążył wydusić to:

– Już późno, muszę iść! Nie gniewajcie się, ale zapomniałem! – Obie Gryfonki mogły się tylko domyślać dlaczego chłopak tak szybko je opuścił.  Ginny nie zdążyła mrugnąć, gdy gryfon znalazł się za drzwiami.  Mogły tylko zgadywać, dlaczego tak szybko opuścił bar „Pod Świńskim Łbem”.









 Mam nadzieje, że jakoś przez to przebrnęliście. Rozdział trochę nudny, ale to dopiero wprowadzenie. Mam nadzieję, że kolejne notki wyjdą lepiej ;)
~Pani M. 
         

Rozdział 2


Rozdział 2 – Ślizgoni
–  No chodź, Draco! – W Malfoy Manor rozległ się niecierpliwy głos Blaise'a Zabiniego.
– Idę, jak byś nie zauważył... – odpowiedział już trochę zirytowany blondyn. Od samego rana jego przyjaciel prowadził go od sklepu do sklepu. Robienie zakupów nie należało do ulubionych zajęć Dracona. Blaise chciał ukończyć siódmy rok nauki w Hogwarcie, a Draco robił to wyłącznie dla matki. Odkąd Vodemort zginął, a ojciec chłopaka został zamknięty w Azkabanie, wszystko się zmieniło. Narcyza zaczęła kłaść nacisk na edukację syna. Po upadku Czarnego Pana rodzina Malfoyów nie była już tak dobrze kojarzona jak wcześniej, kobieta uświadomiła sobie, że Draco mógłby mieć trudności w znalezieniu pracy, tym bardziej, jeśli nie ukończy szkoły. Zawsze najważniejsza dla niej była rodzina. Młody Malfoy nie chciał robić problemów i zgodził się na ukończenie szkoły.
Prawdziwy szok przeżył, gdy sowa przyniosła list z Hogwartu. Draco Malfoy, były  śmierciożerca, został  prefektem naczelnym. Szybko zrozumiał, dlaczego, takie wyróżnienie nie miało nic wspólnego z jego wynikami w nauce, które swoją drogą były bardzo dobre.  McGonagall razem z listem przysłała listę warunków, pod którymi może wrócić do Hogwartu. Miał pełnić funkcję prefekta, aby, jak o określono w liście "nauczyć się współpracy i odpowiedzialności." Było to coś w rodzaju drugiej szansy, na szóstym roku również pełnił funkcję prefekta i najwyraźniej dyrektorka postanowiła wręczyć mu odznakę i w tym roku.  Ten fakt w ogóle mu się nie podobał, nawet pomijając tę idiotyczną listę, po prostu nie chciał dzielić dormitorium z Granger. Draco był święcie przekonany, że to właśnie szlamowata przyjaciółka Pottera zostanie drugim prefektem naczelnym. Podzielił się swoją teorią z Blaisem, ale ciemnowłosy chłopak zachował się, jakby w ogóle go to nie obeszło. Zabini cieszył się na powrót do Hogwartu, ale Malfoy nigdy nie lubił tej szkoły.
Zszedł po schodach do salonu. Blaise już tam na niego czekał.
– Nie rozumiem, dlaczego musimy iść dziś na te cholerne zakupy, przecież do szkoły idziemy dopiero za sześć dni… – narzekał Draco.
– Daj spokój. Marudzisz jak moja ciotka Efezja...  – zbeształ go Zabini.  Gdy wychodzili, przypomniał sobie o jeszcze jednym istotnym fakcie:
– Zaprosiłem też Pansy – rzucił niby od niechcenia. Draco stanął w pół kroku.
– CO?! Zabini, kurwa mać! Wiesz, że nie znoszę, jak mi się wiesza na szyi i zdrabnia moje imię albo używa tego durnego pseudonimu który wymyśliłeś na czwartym roku...
– Daj spokój, Smoku – Blaise specjalnie zaakcentował to przezwisko, przez co Draco obrzucił go spojrzeniem bazyliszka. Ciemnowłosy Ślizgon niezrażony, kontynuował:
–  Pansy to już całkiem inna osoba.
– Mhm, już to widzę – mruknął Malfoy, na co ten drugi tylko przewrócił oczami. Ta informacja sprawiła, że Draco nie mógł, a raczej nie chciał, dostrzec żadnych pozytywów tego dnia. Uznał go za stracony. Teleportowali się spod Malfoy Manor i wylądowali przed bankiem Gringotta.
– Powinna już być... – mruknął pod nosem Blaise. Nagle pomachał do kogoś w oddali, a gdy krzyknął:
– Cześć, Pansy! –  Blondwłosy Ślizgon wiedział już wszystko.
Dziewczyna podeszła bliżej.  Owszem to była Parkinson, ale jakaś inna. "Inna" wydało się Malfoyowi dobrym określeniem. Ślizgonka miała dużo dłuższe włosy niż zapamiętał Draco, urosła też parę cali przez wakacje. W dodatku uśmiechała się, i to nie z powodu nieszczęścia jakiegoś Gryfona. Uśmiechała się - tak po prostu.  
– Cześć, Blaise! Cześć, Draco... –  Młody Malfoy miał wrażenie, że przed  wypowiedzeniem jego imienia Ślizgonka się chwilę zawahała, jakby chciała powiedzieć coś innego. Zastanawiał się, co spowodowało te wszystkie zmiany.
– To od czego zaczynamy? – zapytał Zabini, aby przerwać ciszę.
– Może księgarnia?  "Esy i floresy” są niedaleko –  zaproponowała brunetka, zerkając na Malfoya.  Od razu wyczuła ponury nastrój blondyna.
– Wszystko jedno  – mruknął Draco. Nie miał najmniejszej ochoty na wycieczkę po sklepach.
– Widzę, że nie masz humoru... ktoś tu wstał lewą nogą? – powiedziała, a uśmiech nie schodził jej z ust. Malfoy mruknął coś pod nosem.
– To chodźmy do tej księgarni – zadecydował po chwili. Ruszyli przed siebie.  Na Pokątnej jak zwykle było tłoczno i gwarno, ale właśnie to tworzyło ten magiczny klimat. Czarodzieje w kolorowych szatach, piękne witryny sklepów, które kusiły przecenami.  Do uszu Ślizgonów co chwilę dolatywały krzyki w stylu: "Chodźmy zobaczyć tę nową miotłę!" albo: "Znów wszystko podrożało... Och, Merlinie!".  Co chwilę ktoś trącał Pansy łokciem; kiedyś być może by zareagowała, ale coś się zmieniło. Po pobycie we Francji coś w niej pękło.  
– Jak ci minęły wakacje, Pansy? – zapytał Zabini, trafiając w samo sedno.  Nawet nie był świadomy, że wybrał najgorszy temat z możliwych. Pansy posmutniała, jednak nie dała tego po sobie poznać. Przynajmniej miała takie wrażenie.
–  Pomagałam odbudować Hogwart – rzuciła dziewczyna jakby od niechcenia, chociaż ta informacja wywołała ogromne zdziwienie u Blaisa i Dracona. Oboje znali Pansy dość długo i wiedzieli, że dziewczyna pracy się nie chwyta. Doszli do podobnych wniosków: "coś musiało się stać". –  I byłam we Francji, odwiedzić moją kuzynkę Mirabell. A co u was? – zapytała, jakby nigdy nic. Głos jej zadrżał, gdy wymawiała imię kuzynki, ale jej przyjaciele chyba tego nie zauważyli. Wyrzuciła Miri z głowy, nie chciała sobie psuć humoru na resztę dnia.  
Blaise zaczął swoją opowieść z wielkim entuzjazmem:  
– Ja poleciałem do Hiszpanii, było cudownie, wiecie: plaża, imprezy, laski i więcej lasek. Nawet poznałem tam taką jedną…
– Nie muszę znać szczegółów – przerwał mu Draco, a Pansy zaśmiała się serdecznie. Zabini dla większości znajomych był ponurym typem. Niewiele osób cokolwiek o nim wiedziało.  Jednak Draco zdążył poznać Zabiniego dość dobrze. Dopiero na szóstym roku blondyn zrezygnował z towarzystwa Crabbe’a i Goyle’a i rozejrzał się za innym towarzystwem. Pansy zawsze była zafascynowana młodym arystokratą, a Malfoy doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko nigdy nie wykorzystał tej wiedzy. Blaise okazał się doskonałym kompanem, tym bardziej, że oboje byli zamieszani w sprawy z Voldemortem. Z czasem stali się przyjaciółmi.  Ciemnowłosa Ślizgonka dość często im towarzyszyła, chcąc nie chcąc ,sporo o nich wiedziała.
– Okej, już nic nie mówię – rzucił Zabini. Przez chwilę szli w milczeniu, ale znów odezwał się Blaise, długo nie wytrzymał:
– Ej, czy to nie Waesley i Granger? – To pytanie wydało się aż nienaturalne w ustach Ślizgona. Draco przechylił głowę na bok, jakby nie dosłyszał.  
–  Gdzie? –  zapytała Pasy. Po chwili Malfoy też je dostrzegł, wychodziły ze sklepu Madame Malkin. Zmieniły się od ostatniego razu, kiedy je widział, ale o ile go pamięć nie myliła, Wesleyównę widział, gdy jeszcze chodził do szkoły, a szlama Granger razem z Potterem i Wieprzlejem uratowali mu tyłek, gdy ten idiota Crabbe wypowiedział zaklęcie szatańskiej pożogi w pokoju życzeń. Wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Granger miała na sobie niebieską koszulkę i białe dżinsy. Włosy zawiązała w kucyk,  Gryfonki zmierzały w ich stronę. „To będzie ciekawe", pomyślał Draco, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, do dziewczyn podszedł jakiś brunet, przez chwilę rozmawiali, a potem w trójkę odeszli w przeciwnym kierunku.
– Wdzieliście to co ja? – zapytał zdziwiony Zabini. Pansy wzruszyła ramionami.
– No i co z tego? Gryfoni też mają znajomych, wiecie... – zakpiła dziewczyna.
– Tak, ale… - Draco nie dokończył,widząc pełną politowania minę Pansy.
– To Gryfonki... – wydukał Zabini. Teraz Pansy wybuchnęła śmiechem i nie potrafiła się uspokoić, nawet gdy zobaczyła wściekłą minę Malfoya.
– No co się tak patrzysz? Zastanawiam się, czy bardziej zdziwił was ich wygląd, czy to, że interesuje się nimi ktoś oprócz Pottera i Weasleya... – Draco spojrzał na nią podejrzliwie, ale Blaise nie umiał utrzymać języka za zębami, wypalił, zanim pomyślał, co mówi:
– I jedno, i drugie. – Wpatrywał się w miejsce, w którym do niedawna stały dwie Gryfonki. – Idziemy napić się ognistej? – dodał po chwili bez ładu i składu. Jakoś dziwnie było mu spotkać  Hermionę i Ginny w takim miejscu, jakby wojna nie miała miejsca. Jakby nic się nie stało.  On, niedoszły śmierciożerca, spaceruje spokojnie tym samym chodnikiem, co szlama i zdrajczyni krwi.  Chłopak przede wszystkim był zdziwiony faktem, że o nic go nie oskarżono. Powszechnie wiadomo było, że rodzina Zabinich, podobnie jak Malfoyowie, popierali Czarnego Pana. Ciemnowłosy Ślizgon miał nieodparte wrażenie, że McGonagall i Slughorn maczali w tym palce.
– Jasne, ale po zakupach –  powiedziała rzeczowym tonem Pansy. Nie popierała picia o tak wczesnej godzinie, jednak szklaneczka ognistej jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
– Niech będzie, dawno razem nie piliśmy – zgodził się Draco i w trójkę poszli w stronę księgarni.
*
 Hermiona i Ginny wyszły właśnie ze sklepu Madame Malkin. Był to pierwszy sklep, jaki postanowiły odwiedzić, szata Ginny, podobnie jak i Hermiony, stała się przykrótka. Szybko wybrały coś nowego i zamierzały iść do księgarni „Esy i Floresy”. Hermionie bardzo zależało na nowej książce Elekiela Brooksa.  Ledwo wyszły ze sklepu, a już zagadnął je Neville:
–  Cześć  – przywitał się jak zwykle trochę nieśmiało. – Też robicie zakupy? Bo ja właśnie wracam z banku Gringotta...  Może miałybyście ochotę na piwo kremowe? – zapytał, a zaraz potem szybko dodał:  – Ja stawiam!
Ginny uśmiechnęła się uroczo.  
– Jak TY stawiasz, to jasne. – Hermiona rzuciła przyjaciółce oskarżycielskie spojrzenie.  
– Jestem pewna, że razem z Ginny same zapłacimy... Prawda?
– Tak, jasne... – odparła rudowłosa dziewczyna, ale minę miała nieobecną. Jakby nagle pocałował ją dementor. Jej dobry nastrój gdzieś zniknął i nie miało to nic wspólnego z płaceniem za piwo kremowe.  Przypomniała sobie, że za niecały tydzień jadą do Hogwartu, a ona w dalszym ciągu nie zdobyła się na odwagę, aby porozmawiać z Harrym. Czuła się jak tchórz, a to dla Gryfona okropne uczucie.  
– To świetnie, chodźmy! – powiedział Neville, jakby nie zauważył zmiany w nastroju panny Weasley. Wszyscy w trójkę poszli w stronę baru “Pod Świńskim Łbem”.
*
 Astoria i Daphne Greengrass właśnie robiły zakupy na Pokątnej. Pech chciał, aby starsza z nich zauważyła blond czuprynę Dracona gdzieś w tłumie. Z gardła Astorii wyszedł piskliwy krzyk:
– Draco!!!
– Tylko nie to – powiedzieli w tym samym czasie Malfoy i Pansy, odwracając się na pięcie. Panna Parkinson przylepiła sztuczny uśmieszek do usta, jednak Malfoy nie zadał sobie tyle trudu. Blaise  zachował powagę, chociaż w duchu cieszył się jak mała dziewczynka, widząc reakcje Dracona. Pansy wiedział, że to będzie niezapomniane spotkanie. Nie wytrzymał i zaczął mówić:
– Spokojnie, czy to nie twoja dziewczyna, Draco? O ,Pansy, widzę twoje najlepsze przyjaciółki... – kpił do woli.Siostry Greengrass szybko podeszły do trójki ślizgonów.
– Dracuś! – Astoria przytuliła chłopaka mimo oporu, jaki stawiał. Młody Malfoy zaczął jej się podobać na piątym roku. Jednak nie zwracał na nią uwagi; to sprawiało, że czuła się dziwnie w jego towarzystwie.
– Widzę, że robisz zakupy, o, Pansy, ty też tu jesteś? Mogłaś nas powiadomić, to przyłączyłybyśmy się do was. – Astoria trajkotała jak najęta. – Słyszałam – tu zwróciła się do Dracona – że zostałeś prefektem naczelnym, może odwiedzę cię w twoim dormitorium... – Uśmiechnęła się dwuznacznie do chłopaka, a Zabini prawie udusił się ze śmiechu. Pansy stała z boku z niezadowoloną miną. Nie miało to nic wspólnego z zazdrością, już dawno wybiła sobie Malfoya z głowy, po prostu czasami miała dość paplaniny Astorii.
– Cześć, Daphne! – przywitał się Blaise z brunetką, na którą nikt wcześniej nie zwrócił uwagi.
–  Cześć. – Zarumieniła się trochę i spojrzała na Pansy. Daphne, jak na Ślizgonkę, była bardzo nieśmiała. Astoria w ogóle nie zwróciła uwagi na siostrę i znów zaczęła mówić:
– Jak tu szłyśmy, zauważyłam, jak szlama Granger i ta cała Weasley idą gdzieś z jakimś przystojniakiem, musi być nowy, że się nimi interesuje.
– To był Neville – powiedziała cicho Daphne i jeszcze bardziej się zarumieniła. Nie czuła się komfortowo w towarzystwie starszych o rok kolegów swojej siostry.
– Co ty opowiadasz, Daf? To nie mógł być ten Longbottom, tamten facet był przystojny i… – Astoria nie mogła  dokończyć, bo przerwała jej zdeterminowana Daphne:
– To był Neville, on się zmienił od ostatniego razu, gdy go widziałaś. Jakbyś choć raz przyszła pomóc w odbudowie szkoły, to byś wiedziała, że to on.  
Młodsza z sióstr Greengrass nadal miała za złe Astorii, że ta nie pomogła w odbudowie zamku. Astoria już zamierzała odpowiedzieć, gdy wpadł jej w słowo Draco:
– Przepraszam, że przerywam tę wspaniałą konwersacje, ale trochę się spieszymy.
Blaise spojrzał karcącym wzrokiem na przyjaciela; najwyraźniej chciał wysłuchać wymiany zdań do końca.
– Och, nie ma problemu, Dracusiu – zaświergotała Astoria.  –  Pójdziemy z wami.
–  Nie ,dzięki, poradzimy sobie – powiedziała Pansy i uśmiechnęła się kpiąco. W chwilach takich jak te miała naprawdę dość blondwłosej dziewczyny.
– Nikt cię nie pytał o zdanie – warknęła Astoria, nie lubiła, gdy ktoś jej odmawiał. Pomimo że starała się zapanować nad wybuchami gniewu, czasami jeszcze się zdarzały.  
– As, może oni nie mają ochoty na nasze  towarzystwo..? –  powiedziała ledwo słyszalnym głosem Daphne. Ślizgonka zawsze wiedziała, czy w danym momencie ktoś chcę z nią przebywać, czy nie. W tym przypadku zdecydowanie powinna zabrać siostrę z dala od Pansy i Dracona.
– Och, spokojnie, Daf, nie mamy ochoty jedynie na towarzystwo Astorii  – powiedziała Pansy. Blaise i Draco wyczuli, że szykuje się prawdziwa burza i to nie miało nic wspólnego z pogodą.
– Zamknij się, ty wredna mhmym...!!! – Daphne zatkała usta siostry dłonią. Astoria w ogóle  przestała się kontrolować, zawsze miała z tym problem, a szczególnie stresowała się przy Draco. Naprawdę go lubiła, a był jedynym chłopakiem, który nie zwracał na nią uwagi.
– Ja? To ty masz jakieś problemy, nie chcę się kłócić, ale to podpada pod obsesję na punkcie Draco i Blaise’a – powiedziała Pansy, zachowując spokój. Wiedziała, że Astorii nie przekrzyczy.
– Nie tak ostro –  mruknął Zabini.
– Mam cię dość, Pansy, jesteś taka głupia! Daphne, idziemy! – wykrzyknęła wściekle Astoria i chwyciła Daf za nadgarstek. Po chwili dziewczyny obróciły się, rozległ się trzask i już ich nie było. Aportowały się.
– No to mamy je z głowy. – Uśmiechnęła się Pansy.  Blaise i Draco nie mogli zrozumieć, co się przed chwilą stało.
– Ale… ty… ona... i...  przecież wy… – Próbował coś wydusić ciemnowłosy.  Zdezorientowany Blaise ocknął się i spojrzał w stronę Dracona.
–  Na mnie nie patrz, rozumiem z tego tyle co ty – odpowiedział blondyn, podnosząc ręce jakby się poddawał. Obaj pamiętali jeszcze, jak dziewczyny świetnie dogadywały się w szkole. O
– Ale o co wam chodzi? Nie mówcie mi, że ona was nie wkurza – powiedziała spokojnie Pansy i odgarnęła część włosów z twarzy.
– No tak, ale myślałem, że się kumplujecie czy coś – wyjaśnił Zabini, próbował jakoś to poukładać w głowie. Zastanwiał się, gdzie przepadły dobre relację pomiędzy Pansy, a Astorią.
– To źle myślałeś. Chodźmy na to piwo kremowe, zgoda? – zaproponowała brunetka.
– Taaa, niezły pomysł – dodał Draco i ruszył przed siebie w stronę baru “Pod Świńskim Łbem”, a Blaise mruczał coś o ognistej whisky.    





   
Drugi  rozdział, mam nadzieje, że się spodoba. Początki zawsze są najtrudniejsze. Mam nadzieje że ogarnęliście te ksywki (As – Astoria, Daf- Daphne),czekam na komentarze: 
~ Pani M.