poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 5

Rozdział 5 – Więcej pytań, mniej odpowiedzi.

Hermiona i Draco wrócili do swoich przedziałów. Gryfonka była zła na dyrektorkę chyba po raz pierwszy odkąd zaczęła uczyć się w Hogwarcie, jak McGonagall mogła dać im wspólne dormitorium? Dziewczyna wiedziała, że ten rok będzie ciężki, nie tylko ze względu na owumenty, czy mnóstwo nauki, ale również przez towarzystwo Ślizgonów. 
– Już jestem – powiedziała, wchodząc do przedziału. Jej przyjaciele siedzieli na kanapach i rozmawiali o czymś zawzięcie, nawet nie zauważyli, gdy gryfonka weszła do środka i usiadła obok Ginny.
– Ale Harry, proszę! Przecież my tam nie wytrzymamy na pewno możesz coś zrobić – mówiła rudowłosa Gryfonka, patrząc błagalnie w zielone oczy chłopaka.
– O czym mowa? – zapytała Hermiona. Odpowiedział jej Harry, wyraźnie zdenerwowany:
– Ginny chce żebym pogadał z McGonagall w sprawie waszego dormitorium. – Hermiona uniosła wysoko brwi. Wieści szybko się rozchodzą… Pomyślała, ale zaraz przystąpiła do wyjaśnień:
– Ja już próbowałam ją przekonać, obawiam się, że nic z tego. – Hermiona bezradnie wzruszyła ramionami.
– Widzisz nic nie mogę zrobić! – Harry podniósł głos.
– Dobra, nie krzycz! – zaczęła krzyczeć Ginny. Stresowała się tym wszystkim.
– Ej, ej – Ron uniósł ręce nad głowę – uspokójcie się – powiedział, przeżuwając czekoladową żabę.
– Dobra – fuknęła Ginevra i skrzyżowała ręce na piersiach.
– Nie martw się, Ginny.  Jeśli chcesz powiem McGonagall, że będę mieszkać sama – zaproponowała Hermiona, jednak wolała, żeby przyjaciółka z nią została.
– Żartujesz? Nie zostawię cię tam, ktoś musi pokazać tym ślizgonom gdzie ich miejsce – odpowiedziała i dumnie uniosła brodę ku górze, wszyscy zgodnym chórem wybuchli śmiechem.
Atmosfera znów zrobiła się przyjemna.  Hermiona wyjęła książkę i zajęła się lekturą, nikt już nawet nie miał siły tego skomentować. Ron miał właśnie je przypomnieć, że rok szkolny się jeszcze nie zaczął, ale dał sobie spokój. Później rozmowa ciągnęła się już, aż do samego przyjazdu na stację. Pociąg dojechał do Hogsmeade i wszyscy zaczęli powoli wysiadać. Hermiona razem z przyjaciółmi wyszła z przedziału, uprzednio chowając książkę do kufra. Cudem udało im się wydostać na peron. Ginny targała za sobą wielki kufer, aż w końcu Harry go od niej nie zabrał. Do grupy przyjaciół podeszła McGonagall, widać było, że jest zdenerwowana i przejęta.
– Panno Granger,  ja muszę szybko dostać się do Hogwartu, mogłabyś sprawdzić pociąg, gdy wszyscy wysiądą? – Hermiona zdążyła wydukać jedynie coś w stylu „ym, no ja..” gdy przerwała jej McGonagall:
– To wspaniale, dziękuję! – I dyrektorka bardzo żwawym krokiem udała się w stronę powozów. Wszyscy byli bardzo ciekawi co się stało. Harry najchętniej poszedłby  za dyrektorką, aby się czegoś dowiedzieć, ale trwał przy przyjaciołach.
– Ech, współczuje, że musisz tu zostać. Spotkamy się w Wielkiej Sali – powiedział Ron. Pozostała trójka spojrzała na niego zdziwiona.
– No co? Podejrzewam, że Hermiona sobie poradzi. – Wzruszył ramionami. Dziewczyna nie chciała zatrzymywać przyjaciół na siłę, chociaż wolałaby, żeby zostali.
– Tak, możecie iść. – Zdobyła się na ciepły uśmiech.
– Na pewno? – Chciał się upewnić Harry. Brązowooka gryfonka kiwnęła głową. Ron ucałował swoją dziewczynę w policzek  i razem z Harrym odeszli w stronę powozów.
– A ja z tobą zostanę  – zadeklarowała się Ginevra.
– Naprawdę nie musisz, to moje obowiązki chyba dam sobie radę.
– Nie ma o czym mówić zostaję.
Gryfonki czekały, aż wszyscy opuszczą  peron. I kiedy wydawało się już, że to wszyscy kolejna fala uczniów wychodziła przez rozsuwane drzwi. Dziewczyny stały oparte o pociąg, czekały.  Minęło około pół godziny, kiedy to w końcu pociąg opustoszał całkowicie. Większość uczniów zniknęła z peronu. Wydawałoby się, że zostały same.
– Dobra, to ja idę sprawdzić pociąg, a ty tu zaczekaj, zaraz wrócę - powiedziała Hermiona i weszła do środka.
*
Blaise i Draco wyszli z expresu Londyn- Hogwart  i zmierzali w kierunku powozów. Pansy powiedziała im, że czegoś zapomniała i wróciła do pociągu. Nie przejęli się za bardzo i stwierdzili, że zobaczą się w Wielkiej Sali na uczcie.
– Nie rozumiem cię stary, to chyba będzie najlepszy rok w Hogwarcie, a ty się przejmujesz tym, że będziemy mieszkać z Gryfonkami… – Zabini próbował przekonać przyjaciela, że to wcale nie będzie katastrofa. Jednak blondyn był zupełnie innego zdania.
– Nie przypominaj mi – warknął jedynie.
– Dobra, ja tylko próbuje  dostrzec jakieś plusy… – mruknął Blaise wkładając ręce do kieszeni spodni.
– Ale nie ma plusów! Próbuję ci to uświadomić! – krzyknął Draco. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę na jakich warunkach wrócił do Hogwartu. Dobrze wiedział, że jedno drobne potknięcie i wylatuje.  Bał się, że to właśnie Granger będzie tym potknięciem.
*
 Hermiona spokojnie weszła do pierwszego wagonu. Różdżką oświetlała sobie drogę, chociaż wszystkie światła się świeciły, wolała mieć magiczny patyk w pogotowiu.
– W tym pociągu jeszcze nigdy nie było tak cicho – mruczała do siebie. Sprawdzała wszystkie przedziały bardzo konsekwentnie, ale nigdzie niczego, a co ważniejsze nikogo, nie znalazła. Niektórzy uczniowie zostawili po sobie jedynie bałagan.
– Zostały jeszcze dwa przedziały, czy ja znów mówię do siebie? Przestań Hermiono! – Dziewczyna próbowała się jakoś uspokoić, bo ta cisza zaczęła być przerażająca.
Otworzyła przesuwane drzwi do ostatniego wagonu i wtedy usłyszała zduszony krzyk. Serce zaczęło jej walić, wprawdzie mogła się tylko przesłyszeć, dźwięk był krótki i ledwo słyszalny, ale przerwał te straszną ciszę. Sprawdziła pierwszy przedział, jednak jak się tego spodziewała nikogo tam nie było. Wzięła głębszy oddech. Wiedziała, że nie mogła się przesłyszeć. Właściwie nie wiedziała czego się boi, ale miała przeczucie. A rzadko się zdarza, żeby ją przeczucie myliło. Zajrzała do kolejnego przeciału i nadal nic. Odetchnęła. Zostały jeszcze dwa. Szybko uporała się z przedostatnim. Teraz już dużo bardziej pewnie podeszła do czwartego i ostatniego przedziału, znów ten dźwięk, najwidoczniej dochodził za zasuniętych drzwi, Hermiona wstrzymała oddech. Uniosła wyżej różdżkę i przygotowała sobie wiadomość w postaci patronusa do Ginny, na wszelki wypadek. Odsunęła drzwi, ale to co tam zobaczyła  przerosło jej najśmielsze oczekiwania, spodziewała się jakiegoś potwora, ale nie tego. Zobaczyła leżącą na podłodze Pansy Parkinson, dziewczyna wiła się z bólu. Widok był przerażający.  Wtedy dostrzegła i drugą postać, mężczyznę w średnim wieku, o czarnych włosach. Wysłała patronusa do Ginny, a później upadła na podłogę raniona zaklęciem.
*
Ginny stała sobie spokojnie opierając się o wagon.
– I gdzie ta Hermiona, miała to szybko załatwić – mówiła do siebie, bez konkretnego celu po prostu żeby coś robić. Nagle z wagonu obok niej  wyleciała niebiesko-srebrna wydra. Przemówiła cicho głosem Hermiony:
–  Coś jest nie tak, sprowadź pomoc, ale pod żadnym pozorem nie wchodź tu sama! – Patronus rozpłynął się. I co teraz? Zapytała sama siebie, Ginny. Podjęła szybko decyzję,  pobiegła w stronę powozów, licząc na to, że może ktoś jeszcze nie pojechał w stronę zamku. Biegła bardzo szybko i już po chwili ujrzała (bo jak mogło by być inaczej? ) Blaise’a i Draco wsiadających  do powozu. Rozejrzała się szybko, ale nikogo innego w pobliżu nie było. Jęknęła. Dlaczego zawsze mam takiego pecha?!
– Złaźcie stamtąd, musicie mi pomóc, szybko! – krzyknęła, odwrócili się w jej stronę, Draco z kpiącym uśmieszkiem, a Blaise miał nieodgadniony wyraz twarzy, jakby się zastanawiał czy to jakiś żart czy gryfonka mówi serio.
– Niby dlaczego mam gdzieś z tobą iść? – zapytał Malfoy.
– Hermiona ma chyba kłopoty bo to McGonagall powiedziała, że ma iść sprawdzić pociąg... i później wysłała mi patronusa z wiadomością i powiedział, że... to znaczy Hermiona powiedziała przez patronusa, że mam iść po pomoc i nie wracać sama, i nikogo nie ma, i musimy jej pomóc ! – Ginny wyrzucała z siebie słowa jak armata. Ślizgoni pytająco popatrzyli po sobie.
– Ja się w bohatera nie bawię, to pewnie jakiś głupi żart, zgłoś się z tym do Pottera to on tu robi za „bohatera od zaraz” – powiedział Draco i dodał -Chodź Blaise! – Ale brunet nie ruszył się z miejsca. Przyglądał się Ginny, która z każdą minutą zwłoki coraz bardziej się martwiła. W końcu postanowił pomóc, trochę go zaciekawiło, co skłoniło pannę Weasley do tak desperackiego czynu, jakim było proszenie ślizgonów o pomoc.
– Wiesz – zwrócił się do przyjaciela – może lepiej chodźmy to sprawdzić…
– To pewnie jakaś głupi żart gryfonów  – powiedział blondyn, bagatelizując całą sprawę.
– No nie wiem… – Zszedł z wozu, aby stanąć przed Ginny. Obejrzał się za siebie, ale Malfoy najwidoczniej nie zamierzał nigdzie iść.
– To chodź nie ma czasu – Ginny spojrzała jeszcze raz pytająco na Dracona, ale zlekceważył to. Gryfonka złapała Blaise’a za nadgarstek i pociągnęła  za sobą. Biegła do pociągu jak szalona. Gdy oddalili się znacznie od powozu, Malfoy zmienił zdanie.  Pobiegł za nimi i szybko dogonił. Dotarli do pociągu trochę zdyszani, ale dla rudowłosej dziewczyny liczyła się tylko pomoc Hermionie. Po kolei weszli do środka.
– Nic tu nie ma – powiedział Malfoy już na wstępie - okłamałaś nas.
– Wcale nie, jeśli gdzieś tu jest Hermiona to na pewno w którymś z ostatnich wagonów.
– Dobra, chodźcie, nie mamy na co czekać  – rzucił Blaise i poszedł przodem zaraz na nim Ginny i na końcu wlekł się Draco z niezadowoloną miną.
*
– Crucio! – Mężczyzna z czarną brodą uniósł ponownie różdżkę. – Gadaj kto jeszcze za tobą przylazł, ilu ich jest? – Wysyczał przez zęby do skulonej gryfonki, miał francuski akcent, co Hermiona od razu wyłapała. Łzy lały jej się po policzkach, głowę zaraz miało jej rozsadzić. Wnętrzności paliły ją żywym ogniem. 
– Nie wiem o co chodzi, nikogo tu nie ma… – urwała, bo zalała ją kolejna fala bólu, powróciły wspomnienia Bellatriks, która jeszcze nie tak dawno używała tego samego zaklęcia. Hermiona leżała na posadzce przy drzwiach, koło okna w kałuży krwi leżała Pansy Parkinson.
– Kłamiesz! – wrzasnął mężczyzna - crucio! – Zadawanie bólu sprawiało mu chorą przyjemność. Uwielbiał patrzeć w zapłakane twarze swoich ofiar. Znów podniósł różdżkę.
– Crucio – szepnął, patrząc w oczy dziewczyny.

– Nie, prosz...  e… – Hermiona zemdlała. Jej organizm chciał odciąć się od bólu, jedyne co nie dawało jej spokoju, to ślizgonka leżąca obok na podłodze. Potem nie pamiętała już niczego.







Rozdział w końcu się pojawił.  Niezbyt długi, ale treściwy. Zachęcam do komentowania, to motywuje ;)  ~Pani M.
(Obecnie czytając ten rozdział załamuję ręce... Co to w ogóle jest? 4 strony tekstu, serio? Nwm, jak mogłam to napisać...
~Pani M. prawie dwa lata później)