niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 23

Rozdział 23 –  W Zakazanym Lesie, czyli na ratunek krwiożerczym bestią.


– Przeklęty Potter – mruknął pod nosem Malfoy. Wtedy usłyszał krzyk. Pomyślał o Astorii, którą jakaś dzika bestia rozszarpuje na strzępy. Aż ciarki przeszły mu po plecach. Nigdy nie należał do odważnych i nie przeczył temu. Już dawno zrozumiał, że udawanie kogoś kim się nie jest, nie przynosi żadnych pożądanych skutków. Właściwie to nie miał pojęcia dlaczego bawi się w bohatera. Wszedł głębiej w las.
– Lumos – mruknął do swojej różdżki. Na końcu patyka zaświeciło niebieskawe światło. Szedł ostrożnie, nasłuchując głosów Astorii lub Pottera. Coś zaszeleściło w pobliskich krzakach. Ślizgon odwrócił się, ale niczego nie dostrzegł. Szedł dalej. W końcu znudzony tym, że nic się nie dzieje zaczął nawoływać:
– Astoria!!! – Oczywiście nic to nie dało. Krzyknął jej imię jeszcze parę razy, ale nie przyniosło to pożądanego efektu. Z niesmakiem stwierdził, że być może powinien zawołać Pottera. Przewrócił oczami. Nadal zastanawiał się, po co wpakował się w to wszystko. Chyba tak pod wpływem chwili…
– Kto tu jest? – Usłyszał za sobą głos Pottera.
– To tylko ja. – Odwrócił się i usiłował dojrzeć Gryfona pomiędzy krzakami. Zobaczył światło z jego różdżki i poszedł w jego stronę. Znów usłyszał krzyk Astorii. W tym momencie cofając się, wpadł na Harry’ego.
–Potter – mruknął Malfoy, Gryfon nic mu nie odpowiedział. Stali pośród drzew, z różdżkami w rękach i mierzyli się spojrzeniami. Obaj zboczyli ze ścieżki i nie do końca wiedzieli gdzie się znajdują.
– Musimy ją znaleźć –powiedział w końcu ciemnowłosy chłopak. Draco spojrzał na niego, uśmiechając się kpiąco.
– Jedyne co musimy, to wydostać się z tego przeklętego lasu. A ratowanie jej zostawmy fachowcom.
– Niby komu? – rzucił wściekle Harry.
– Oh, zapomniałem, przecież ty już tu jesteś… – Gryfon zignorował przytyk.
– Nie będę tu stał i nic nie robił – powiedział po chwili.
– Faktycznie, trochę wieje. Może powinieneś się schować za tamto drzewo? –zakpił Malfoy. Harry rzucił mu wściekłe spojrzenie i odszedł przed siebie. Gdy po raz trzeci tego wieczoru usłyszeli głos Astorii, Potter pobiegł w stronę z której dochodziły hałasy. Malfoy widząc jego oddalającą się sylwetkę, mruknął coś  o „zabawie w bohatera” i ruszył za Potterem.
*
Hermiona i Pansy szybko odnalazły McGonagall. Gdy panna Granger jak karabin maszynowy zaczęła wyrzucać z siebie informację, dyrektorka jej przerwała:
– Dobrze w takim razie ja i profesor Flictwik udamy się do lasu. – Właśnie ubierała na siebie długi ciemnogranatowy płaszcz, gdy jakby sobie coś przypomniała.  Odwróciła się do uczennic i powiedziała:
– Powiadomcie Hagrida o wycieczce do Zakazanego Lasu, na pewno się przyda. Pod żadnym pozorem nikt z uczniów, powtarzam NIKT, nie może wejść do Lasu. Wyrażam się jasno? –Tu dyrektorka spojrzała na Pansy. Obie dziewczyny gorliwie pokiwały głowami i już ich nie było. Dyrektorka w pośpiechu wyszła za nimi. Hermiona i Pansy zawiadomiły Hagrida zgodnie z poleceniem, a następnie nie wiedziały co zrobić. Kręciły się koło Zakazanego Lasu. Gryfonka gryzła się wyraźnym zakazem McGonagall natomiast Pansy była zdania, że należy tam wejść. Ślizgonka zupełnie zlekceważyła zakaz dyrektorki, jednak las trochę ją przerażał i to właśnie był powód dla którego nie wbiegła jeszcze pomiędzy drzewa.
– Co robimy? Nie możemy tam wejść, ale nie możemy również nic nie robić. –Głowiła się Hermiona, Pansy w zamyśleniu pokiwała głową.
– Ej, powiedziałaś McGonagall, że Draco tam jest? – Zmieniła temat Ślizgonka jakby właśnie sobie uświadomiła coś ważnego.
– Nie, a co? – Hermiona wzruszyła ramionami, nie rozumiała co to ma do rzeczy.
– Bo McGonagall powiedziała, że nikt z uczniów nie może tam wejść, a ty wspomniałaś jedynie o Harrym i Astorii. Ona pomyśli, że Draco tam wszedł po jej zakazie. Mogą go wywalić ze szkoły… – Hermiona nie wiedziała co powiedzieć, nie chciała aby Malfoy znalazł się w takiej sytuacji, nawet Malfoy. Poprawiła się w myślach.
– To co robimy? – zapytała pani Prefekt.
– Po pierwsze, trzeba tam wejść. – Ślizgonka wskazała dłonią drzewa.
– Bałam się, że to powiesz… – rzuciła Hermiona ponuro. Wcale nie chciała łamać zakazu dyrektorki, a tym bardziej ze względu na jakiegoś głupiego Ślizgona.
– Dobra, plan jest taki… – zaczęła Pansy powoli:
– Nie skupiajmy się na Astorii, bo tam jest wystarczająco dużo osób szukających tej wariatki. – Hermiona pokiwała głową, a ciemnowłosa dziewczyna kontynuowała:
– Musimy znaleźć Draco zanim zrobi to McGonagall, a jak przy okazji wpadniemy na Astorię i Har... znaczy Pottera to odstawimy wszystkich bezpiecznie na skraj polany i zmyjemy się szybko.
– Dobra. –Zgodziła się Hermiona i razem weszły pomiędzy drzewa. Ślizgonka już chciała wyciągnąć różdżkę, ale panna Granger ją powstrzymała.
– Nie – syknęła. Pansy rzuciła jej pytające spojrzenie. Dziewczyna przystąpiła do wyjaśnień:
– Zobaczą światło i nas nakryją, różdżka w pogotowiu, ale na razie bez czarów. Oni wszyscy mają pozapalane różdżki, więc szybko ich znajdziemy.
Dziewczyny ostrożnie brnęły dalej w tę plątaninę korzeni, łodyg i liści. Co jakiś czas jedna z nich zahaczyła o jakiś korzeń lub kolec.
– Nigdy ich nie znajdziemy – powiedziała po chwili Pansy zrezygnowanym tonem. Trochę głośniej niż zamierzała.
– Może się rozdzielmy? Ja pójdę tędy, a ty tam. Szybciej kogoś znajdziemy.  –Hermiona nie była przekonana co do swojego pomysłu, ale również miała dość tej monotonii. Pansy przytaknęła i rozdzieliły się. Gryfonka jeszcze parę razy zerkała przez ramię aby zobaczyć Ślizgonkę lecz po chwili nie widziała już nic.  Szła spokojnie dalej. Starała się nie myśleć o tych wszystkich stworach, o których słyszała na opiece nad magicznymi stworzeniami. A tym bardziej o tych, o których czytała.
– I pomyśleć, że to wszystko przez tego dupka Malfoya… – mruknęła do siebie. A nie przypadkiem „dla” niego? Odezwał się jakiś irytujący głosik w jej głowie. Nagle usłyszała jakieś wycie. Odwróciła się szybko, ale niczego nie dojrzała w tych ciemnościach. Obserwowała jeszcze przez chwilę teren, aż w końcu znów podjęła męczącą wędrówkę przez Zakazany Las. Miała dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje lub za nią idzie… Postanowiła to sprawdzić jednym z najprostszych sposobów. Zmieniła tempo chodu, oczywiście osoba która za nią szła też to wyczuła i również zmieniła tempo, jednak nie na tyle szybko by Hermiona nie usłyszała jednego spóźnionego kroku. Pewna, że ktoś ją śledzi odwróciła się na pięcie i prawie krzyknęła:
– Czemu za mną idziesz?! – Najpierw myślała, że wygłupiła się i krzyczy w ciemność , ale jednak nie. Z pośród krzaków wyłonił się Malfoy. Rozłożył bezradnie ręce i powiedział:
– Masz mnie.
*
– Daf, spokojnie to nic… – Przerwała mu wściekła:
– To nic nie znaczy?! A twoje listy do tej Mirandy?! To nic nie znaczy, tak?!
– Jakie listy?! O czym ty mówisz?! – Uśmiechnęła się ironicznie w tej całej furii.
 – Te listy! – Rzuciła w niego kilkoma kartkami. Łzy pociekły jej po policzkach. Szybko otarła je ręką i krzyczała dalej:
– Właśnie te pieprzone listy! Nie udawaj głupiego! I nie rób ze mnie idiotki, Neville! – Nie wiedział co ma powiedzieć, patrzył na nią smutnym wzrokiem.
– I co? Nic nie powiesz? – rzuciła po chwil milczenia. Łzy ciekły jej po policzkach, ale nie przejmowała się tym. Atmosfera między nimi już od jakiegoś czasu była napięta. Ale Ślizgonka nigdy nie przypuszczała, że Neville jest zdolny do czegoś takiego. Nie on. On miał być inny, a jak zawsze okazało się, że jest jak wszyscy. Przymknęła na chwilę oczy, licząc na to, że zaraz się obudzi. Jednak nic takiego się nie stało. Powtórzyła pytanie:
– Nic nie powiesz? – Na jej ustach zawisł niemy krzyk.
– A co mam ci powiedzieć? – zapytał cicho. Wydawał się zmęczony.
– Prawdę! Że to nie są twoje lisy, cokolwiek… – wyszeptała ostatnie słowo.
– Przykro mi, Daf. To moje. – Pokręciła głową z niedowierzaniem. Zrobił krok w jej stronę.
– Nie zbliżaj się – warknęła. Uśmiechnęła się gorzko przez zły. Zrobił kolejne dwa kroki i próbował ją przytulić, chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Odsunęła się:
– Nie dotykaj mnie! – krzyknęła.
– Daf, ja… – Przerwała mu, kręcąc głową:
– Nie chcę tego słuchać. – Widząc, że gryfon otwiera usta, krzyknęła:
– NIE! Nie chcę tego słuchać, nie chcę cię znać! – Patrzył na nią spokojny i opanowany. To zabolało ją najbardziej. Jego obojętność. Obojętność na jej słowa. Kolejne łzy napłynęły jej do oczu:
– Nienawidzę cię – powiedziała i szybko opuściła korytarz siódmego piętra. Gdy znikła za rogiem i miała pewność, że jej nie widzi, puściła się biegiem.
*
– Potter? – sykneła Pansy. Widziała chłopaka po drugiej stronie polany. Gdy rozdzieliła się z Hermioną, szła jeszcze kawałek, aż go zauważyła. Na dźwięk swojego nazwiska odwrócił się, a światło jego różdżki oświetliło polanę.
– Parkinson? Co ty tu, na wielkiego Godryka, robisz?
– Stoję – mruknęła. Za Harrym na płaskim kamieniu siedziała Astoria. Jej długie,  jasne włosy były poczochrane i zawierały bliżej nieokreślone fragmenty ściółki leśnej. Jej rajstopy były podarte, a na ramionach miała kurtkę Harry’ego. Pansy zmrużyła oczy, lustrując Astorię wzrokiem.
– Nic ci nie jest? – mruknęła w stronę koleżanki. Dziewczyna powoli pokręciła głową. Następnie ciemnowłosa dziewczyna zwróciła się do Gryfona:
– Nie widzieliście Draco?
– Malfoy? Był z nami, ale potem znaleźliśmy Astorię i wydawało nam się, że ktoś tam chodzi. – Harry wskazał ręką kierunek. – Poszedł sprawdzić co to. –Pansy powoli pokiwała głową. Modliła się aby Draco nie wpadł na McGonagall.
– Nie odpowiedziałaś na pytanie – przypomniał Harry. Powtórzył:
– Co tu robisz? – Dziewczyna z uśmiechem odpowiedziała:
–Stoję.
– Wiesz, że nie o to mi chodzi – mruknął zdenerwowany ignorancją dziewczyny. Ciemnowłosa Ślizgonka wywróciła oczami.
– Szukałam Malfoya.
– Szukałaś? – zapytał Harry, pytająco podnosząc brew.
– No, z jego szczęściem to wpadnie zaraz na Hermionę. – Ślizgonka i Harry uśmiechnęli się porozumiewawczo. Następnie Gryfon jakby się ocknął i zapytał:
– Jak to? To Hermiona też tu jest? – Parkinson w odpowiedzi pokiwała głową, a potem ziewnęła przeciągle. Usadowili się na kamieniach obok Astorii.
–Właściwie czemu tu wbiegłaś? – zapytała po chwili Pansy, Harry siedzący za blondynką gwałtownie zaczął kręcić głową. Jednak pytanie padło. Astoria zaczęła szlochać i przytuliła się do Harry’ego. Ten poklepał ją po plecach, a ponad głową płaczącej dziewczyny rzucił Pansy spojrzenie bazyliszka. Ciemnowłosa siódmoklasistka bezgłośnie dała znak, że przeprasza. Po około dziesięciu minutach, podczas których Astoria obłapiała Herry’ego, szloch ucichł i dziewczyna puściła szyję zmieszanego Gryfona.
– Dziękuje ci Harry,  jesteś dla mnie wsparciem w tych trudnych chwilach. –Blondynka uśmiechnęła się uroczo do zdezorientowanego chłopaka. Pansy udała, że wymiotuje za jej plecami. Wstała z twardego kamienia i powiedziała:
– Dobra ja się zbieram, a wy siedźcie ile wlezie. Szuka was McGonagall, Flicwik i Hagrid. W końcu was znajdą. Chyba. – To ostatnie rzuciła ciszej.
–A ty? – zapytał Harry podejrzliwie.
– Ja zmykam do Zamku. Nie uśmiecha mi się szlaban za szlajanie się po lesie.
– A co z nami? – zapytała przerażona Astoria i chwyciła Harry’ego za rękę. Pansy poczerwieniała na ten widok. Wściekle rzuciła:
– McGonagall wie, że tu jesteście, więc wam nic nie będzie. Jak coś to krzyczcie głośno
Odeszła w las, nie oglądając się za siebie. Sama nie wiedziała czemu tak się zdenerwowała. No dobra, uczciwie musiała przyznać, że wiedziała. Ale wcale jej się to nie podobało. Wracała prostą drogą do Zamku, licząc na to, że po drodze spotka Hermionę i Draco. Nie uszła dwudziestu kroków, gdy zobaczyła ich parę metrów przed sobą. Hermiona leżała na Malfoyu i usiłowała wstać. Pansy mrugnęła parę razy, a potem z uśmiechem na ustach powiedziała:
–A mówiliście, że to Blaise jest szybki.
*
Trochę wcześniej…

– Masz mnie. – Dziewczyna rzuciła mu pytające spojrzenie i powiedziała:
– Dlaczego za mną szedłeś? – Wzruszył ramionami. Zdenerwowała się jeszcze bardziej, nienawidziła, gdy ktoś nie odpowiada na proste pytania.
– Co ty tu w ogóle robisz, Granger? – zapytał po chwili. Wzruszyła ramionami. „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie” pomyślała z satysfakcją.
– Tą metodą raczej się niczego nie dowiemy – rzucił rozbawiany jej postawą. Hermiona wywróciła oczami i powiedziała :
– Jak już musisz wiedzieć, to ratuje ci tyłek.
– Ty, mnie? A to dobre. – Zaśmiał się cicho. Zmrużyła gniewnie oczy i zapytała:
– Co cię tak bawi?
– Nie, nic. – Uśmiechał się dalej. Prychnęła.
– Musimy się zmywać zanim McGonagall nas znajdzie – powiedziała dziewczyna po chwili.
– Czemu? – Nie doczekał się odpowiedzi. Hermiona ruszyła przed siebie. Złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
– Dlaczego? – powtórzył pytanie. Dziewczyna podniosła trochę głowę i spojrzała na niego. Po raz pierwszy zauważyła, że ma piękne oczy. Aż magnetyzowały. Odwróciła wzrok i zmarszczyła brwi. Nadal czuła uścisk jego dłoni na ramieniu. Potem dotarło do niej jego pytanie. Odpowiedziała:
– McGonagall nie wie, że tu jesteś. Zakazała komukolwiek wchodzić do lasu, więc jakby nas znalazła to byłoby krótko mówiąc nieciekawie. – Puścił ją i pokiwał głową na znak, że rozumie. Szli przez Zakazany Las nie zamieniwszy już więcej ze sobą słowa. Nagle jakby nad nimi rozległo się wycie. Nie głośne. Chociaż na początku owo coś napędziło im stracha. Był to urwany szczek, nieco płaczliwy. Gryfonka pierwsza podniosła głowę.
– Spójrz tam. – Wskazała jedną z gałęzi. Nie była wysoka, jednak  Draco nawet stając na palcach by jej nie dosięgnął. Na gałęzi siedział mały wilk. Właściwie psiak. Futro miał białe, doskonale widoczne nawet w otaczających ich ciemnościach.
– Musimy mu pomóc – powiedziała zdecydowanie Hermiona.
– Żartujesz? – zapytał z niedowierzaniem.
– Nie. – Spojrzała mu w twarz, dostrzegł w jej oczach zadziorny błysk. Pokręcił głową.
– Ciekawe jak to zrobisz… – mruknął. Dziewczyna podeszła do drzewa, gałąź na której siedział wilczek była wyższa niż jej się z początku zdawało. Usłyszała za sobą jakiś szelest. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya siedzącego na dużym kamieniu. Posłała mu pytająco spojrzenie.
– No co? Popatrzę sobie – wyjaśnił. Odwróciła się w stronę drzewa i wyciągnęła różdżkę. Zaklęcie na lewitację wydawało jej się dość prostym rozwiązaniem, ale nie wiedziała, jak na magię zareaguję wilk. Niektóre zwierzęta są na to wyczulone. Schowała różdżkę z powrotem za pasek spodni. Podskoczyła, jednak nawet nie musnęła palcami gałęzi. Odwróciła się w stronę Ślizgona i spojrzała na niego, uśmiechając się.
– No co? – zapytał.
– Malfoy… – Zaczęła, nadal się uśmiechając.
– O nie, nie. Znam ten ton, ja ci nie pomogę nie ma mowy!
Już po paru minutach oboje stali pod drzewem, a mały wilczek przyglądał im się ciekawie. Draco nieufnie patrzał w jego stronę. Hermiona to dostrzegła i zapytała z niedowierzaniem:
– Czyżby wielki pan Malfoy bał się małego wilczka?
– Raczej nie. Po prostu ciekawi mnie, kiedy przyjdzie mamusia i pożre nas żywcem... Takie tam bezmyślne przemyślenia – mruknął posępnie. Gryfonka faktycznie nie pomyślała o tym. Przygryzła wargę i niespokojnie rozejrzała się dookoła.
– Podsadź mnie – powiedziała, chłopak był, delikatnie mówiąc, zaskoczony.
– Że co? – Wywróciła oczami i przystąpiła do wyjaśnień:
– Podnieś mnie do góry, żebym mogła go stamtąd zdjąć. – Wskazała ręką drzewo.
– Znam definicję słowa „podsadź” – warknął i podszedł do dziewczyny. Ustawiła się przodem do drzewa. Chwycił ją za biodra i podniósł na długość wyprostowanych rąk. Była raczej lekka. Pomyślał, że nie powinna chodzić w tych swoich swetrach.
– Trochę w prawo – powiedziała, a Draco posłusznie się  przesunął.
– Już prawie go mam. Trochę do przodu. – Malfoy zrobił krok do przodu. Niewiarygodne, że jej słucham! Pomyślał.
– Mam go! – krzyknęła uradowana Hermiona. Jednak wilk zaczął się rzucać. Miał więcej siły niż ktokolwiek by przypuszczał. Hermiona również zaczęła się wiercić i wywrócili się do tyłu. Spadła na Malfoya, a wilk się wyrwał i popędził gdzieś w krzaki. Próbowała się podnieść, wspierając się na rękach, gdy usłyszeli czyjś najwyraźniej rozbawiony głos.
– A mówiliście, że to Blaise jest szybki.
Parę metrów od nich stała Pansy Parkinson. Hermiona wstała, a Ślizgon zaraz za nią. Otrzepał ręce i spodnie z kurzu i brudu.
– To nie tak – powiedziała Gryfonka zmieszana, zdawała sobie sprawę, że to faktycznie mogło dziwnie wyglądać.
– Mnie się nie tłumaczcie. – Zaśmiała się Pansy. Malfoy nic nie powiedział. Wszyscy wracali w stronę zamku. Odprowadzili Ślizgonkę do lochów. A para prefektów naczelnych udała się na czwarte piętro. Po drodze Malfoy postanowił podjąć konwersację:
– Granger?
– Mhm?  – mruknęła na znak, że słucha.
– Zastanawiałaś się kiedyś nad swoim domem w Hogwarcie?
– Co to za pytanie? –Parsknęła śmiechem. Też się uśmiechnął i wzruszył ramionami.
– Po prostu tiara nie miała z tobą łatwo…
– Że co? – zapytała, nic z tego nie rozumiejąc. Nie była pewna czy on próbuje ją obrazić czy wręcz przeciwnie.
– No bo… – zaczął.
– Nie zaczyna się zdania od „no” – powiedziała machinalnie.
– Granger, nie teraz – warknął, a po chwil kontynuował, już prawie byli przy dormitorium:
– Bo... No powiedzmy, że jesteś odważna jak  Gryfoni... – Przerwała mu:
– Powiedzmy? – Wywrócił oczami i mówił dalej:
– I nawet mądra jak Krukoni… – Znów przerwała:
– Uznam to za komplement.
– To nie był komplement. – Uśmiechnęła się i uniosła pytająco brew. Nic nie powiedział. Szli już korytarzem czwartego piętra prosto do dormitorium, gdy weszli do salonu zaczął znowu:
– W dodatku chcesz wszystkim pomagać jak Puchoni. – Zaśmiała się, nie wiedziała co właśnie mu odbija.
– I jestem dobra w łóżku jak Ślizgoni, dobranoc Malfoy. – Pożegnała go z uśmiechem na ustach. Odwrócił się i zapytał:
– Ty mi coś sugerujesz?
– Ja? Odważna kujonka pomagająca wszystkim dookoła? Nigdy w życiu.
Zniknęła za drzwiami sypialni. A Draco Malfoy wpatrywał się w drzwi i usiłował sobie przypomnieć co właściwie chciał powiedzieć zanim tak perfidnie zmieniła temat.



A i zapomnieliśmy podać kiedy następny rozdział, więc... pojawi się jak go Pani M. go napisze xD Nie no, najprawdopodobniej to będzie 10 styczeń (sobota). Zapisywać w kalendarzu i czekać :D /Ali$hia






17 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Mam nadzieję, zę Ginny i Blaise będą w następnym rozdziale. Czyli co, teraz Astoria dostawia się do Harry'ego? xD A i ciekawe co Malfoy chciał powiedzieć na końcu Hemrionie i co go wzięło na komplementy? Czekam na ciąg dalszy i miniaturkę! :D Weny!! ;p P.S. Dzisiejszej nocy jak najwięcej fajerwerków i żeby Nowy Rok był jeszcze lepszy od tego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, ze Hermiona jest dobra w łóżku :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej mój pierwszy komentarz w 2015 roku :-) . Rozdział super.
    Powodzenia w tym nowym roku.
    Sama Wiesz Kto ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. No nieźle! Astoria i Harry? Jakoś tego nie widzę... XD
    Nie rozumiem co Malfoy miał na myśli w końcówce. Ogarniam, że ją komplementował, ale do czego zmierzał? Wyczekuję odpowiedzi w następnym rozdziale!
    Wszystkiego na najlepsze w nowym roku!
    /AM

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebiste , kiedy następne?

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,-I jestem dobra w łóżku jak Ślizgoni, dobranoc Malfoy."
    Rozwaliło mnie to xD
    Czekam na następny i pozdrawiam ;)
    ~Sara

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Libester Blog Award!
    Szczegóły na
    www.ferro-igni-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za nominację. Wszystkie nominację są dla mnie bardzo ważne, jednak nie będę mogła odpowiedzieć :( Mój laptop delikatnie mówiąc się zepsuł (muszę wymienić cały system :/ ) nie mam na czym pisać rozdziałów, a co dopiero jakiś dodatkowych rzeczy. Jeszcze raz bardzo dziękuje za pamięć o dom Salazara zwariował :)

      Usuń
  8. Od nie dawna czytanm twojego bloga i baardzo mi się spodobał bo bardzo lubie DraMione <3 masz superowy styl pisania

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tego co wyliczyłam i widze... rozdział powinien być dzisiaj. Czekam z niecierpliwością i umieraam.... :D
    ~N

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha. :D dobre z tym niedzwiadkiem no i Astoria do Pottera? :D hahahahahahahahhaahah. Ubaw na całego xd no ciekawe co na to zazdrosna Pansy :* do 24!

    OdpowiedzUsuń
  11. haha boże kocham Hermione <3 :D

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  12. Agahahahhaha Herma, uwielbiam. Ciekawa tylko jestem kiedy kłamstwo wyjdzie na jaw/Wiki

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo spodobała mi się końcówka rozdziału. Naprawdę świetny pomysł.

    Mar :*

    OdpowiedzUsuń