środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 21

Rozdział 21 – W chmurach.

Hermiona i Ron siedzieli w pokoju wspólnym Gryffindoru. Odrabiali zadania domowe, a właściwie to Hermiona odrabiała, a rudowłosy Gryfon bawił się piórem. Dziewczyna pisała swoje wypracowanie z transmutacji na temat zagrożeń stwarzanych przy transmutacji zwierzęcia w inne zwierzę, sama uważała ten temat za dość ciekawy. Po kolejnym kwadransie skończyła.
– Wiesz, może gdzie podział się Harry? – zapytał Ron, wpatrując się w perfekcyjnie zaostrzony czubek swojego pióra.
– Przecież jest na treningu Quidditcha, przechodził tędy jakieś pół godziny temu.
– Cały czas zapominam o tych jego treningach  – mruknął chłopak.
– Właściwie, czemu nie chciałeś zostać obrońcą w tym roku? Harry był pewien, że go wesprzesz, poza tym… – Przerwał jej, dobrze wiedział, że Hermiona nie cierpiała, gdy ktoś jej przerywał.
–Już ci to tłumaczyłem, zresztą Harry’emu i Ginny też. Ten chłopak z czwartej klasy jest naprawdę niezły i nie chcę żeby musiał czekać, aż ja zejdę mu z drogi. Chyba nie zaprzeczysz? Świetnie lata.
– Ale ty bardziej zgrałeś się z drużyną – dodała Hermiona, choć faktycznie Thomas, o którym była mowa, był świetnym obrońcą. Gryfonka wiedziała, że Ronaldowi brakuje treningów.
– Wiesz, że za tydzień mamy wolne wyjście do Hogsmeade? – wypalił nagle siódmoklasista.
– Wiem, i co w związku z tym? – zapytała Gryfonka, jakby w ogóle  nie domyślała się jaką propozycję zaraz usłyszy.
– Może poszlibyśmy na jakieś piwo kremowe?
– Proponujesz mi randkę? – Zarumieniła się mimowolnie.
-Możemy to tak nazwać. – Kiwnęła głową na znak, że się zgadza i przelotnie musnęła ustami jego policzek. Nastała cisza. Bez Harry’ego lub Ginny rozmowa im się nie kleiła, nie mieli za dużo wspólnych tematów. Gryfonka zaczęła bawić się rękawem swojego bordowego sweterka. Kiedyś w towarzystwie Rona czuła się wspaniale, jakby latała, gdzieś w chmurach. Teraz tego nie było.  Żadnych przysłowiowych motylków w brzuchu.
– A może pójdziemy obejrzeć jak radzą sobie na treningu? – zaproponował Ron.
– Jasne. – Hermiona wstała z kanapy. – Tylko jeszcze skoczę po kurtkę – dodała dziewczyna i udała się w stronę czwartego piętra, gdzie mieściło się dormitorium prefektów naczelnych.
– To będę czekał w Sali Wejściowej – krzyknął Ron w stronę odchodzącej dziewczyny. Wspięła się po schodach i stanęła przed portretem rycerza, który strzegł wejścia do dormitorium prefektów.
– Współpraca – powiedziała i weszła do środka.
– No w końcu, Granger! – Usłyszała głos Malfoya. W jego oczach dostrzegła strach mieszający się z irytacją.
*
Ron czekał w Sali Wejściowej już piętnaście minut. Nie rozumiał, gdzie ona się tak długo podziewa. W końcu już trochę zdenerwowany postanowił wdrapać się na czwarte piętro i sprawdzić czy przypadkiem coś się nie stało. Wchodził po schodach, gdy minęła go jakaś dziewczyna biegła dość szybko i potrąciła Gryfona. Chyba płakała. Obejrzał się i dostrzegł długie blondwłosy, znikające za zakrętem. To musiała być Astoria. Wzruszył ramionami i poszedł dalej przed siebie. Dopadła go Hermiona.
– Już jestem. Możemy iść –  powiedziała jakby to usprawiedliwiało tak długą nieobecność. 
– Co tak długo robiłaś? – zapytał zaciekawiony Ron.
– Eee… Wybierałam sweter w którym mam iść.
– Ale ty masz ten sam sweter i zapomniałaś wziąć kurtkę… – Chłopak włożył ręce do kieszeni i sposępniał, okłamała go. Hermiona jakby wyczuwając napiętą sytuacjęm jak strzała wbiegła do dormitorium pochwyciła kurtę i wybiegła.
– To idziemy? – zapytała trochę zdyszana.
– Taa, jasne.
Po chwili chwycił ją za rękę i razem przemierzali korytarze Hogwartu.  Kiedyś, gdy to robił Hermiona unosiła się pięć centymetrów nad ziemią, kiedyś. Ale nie teraz. Teraz czuła, że stąpa twardo po ziemi.
*
20 minut wcześniej…
Draco siedział na czerwonej kanapie i studiował wyjątkowo nudną książkę na temat..; właściwie sam nie do końca widział o czym czytał. Nie potrafił się skupić, a musiał przebrnąć przez tę cegłę do poniedziałku. Usłyszał jakby pukanie. Tylko kto normalny puka w ramę obrazu? Pomyślał. Odłożył książkę na stolik i poszedł „otworzyć”. W drzwiach stała Astoria Greengrass.
–Czego tu chcesz? – warknął do dziewczyny, takiej wizyty nigdy się dobrze nie kończyły.
– Draco! – Próbowała go przytulić, ale chłopak zręcznie się wymigał. Weszła do środka i rozsiadła się na kanapie. Takim zachowaniem doprowadziła go, już na wstępie, na skraj wytrzymałości. Powtórzył pytanie:
– Czego tu chcesz?
– Przyszłam cię odwiedzić, tak rzadko się widujemy. Stęskniłam się za moim chłopakiem.
-Ja nie… -Wziął głęboki wdech, policzył do pięciu, wydech. Usiadł na kanapie naprzeciwko niej, spokojnym, przynajmniej tak mu się wydawało, głosem zaczął przemówienie:
–Wyjaśnijmy to sobie raz na zawsze. JA NIE JESTEM TWOIM CHŁOPAKIEM. –Wyraźnie wypowiadał każde słowo, obserwował jej reakcję.
– Jeszcze nie jesteś – wtrąciła i uśmiechnęła się kokieteryjnie. Wypuścił powietrze nosem i starał się opanować.
– Nigdy nie będę twoim chłopakiem, ani jutro ani za dziesięć lat, zrozumiałaś? Mimo że, nie powiem, schlebia mi twoje zachowanie…
– Ale zawsze mam szansę – powiedziała nadal zadowolona i pewna siebie Ślizgonka. Odrzuciła część jasnych włosów na plecy, ukazując rozchylony kołnierzyk koszuli.
– NIE MASZ! Ja mam dziewczynę, okej? – Nie wytrzymał i uciekł się do jednego z ulubionych zagrań ślizgonów - skłamał.
– Kim ona jest? Jak często się widujecie? – Astoria była naprawdę zdziwiona, myślała, że co jak co, ale życie uczuciowe Draco ma opanowane do perfekcji.
– Zaraz tu przyjdzie. – Palnął pierwsze co mu przyszło do głowy.
– Poczekam.
– Powinnaś już iść…
– Poczekam – powiedziała hardo Ślizgonka i założyła nogę na nogę na znak, że nigdzie się nie wybiera. Był spalony, chyba, że jakimś cudem jakaś dziewczyna zaraz nie wbiegnie do salonu. Granger, oczywiście. Gorzej być nie mogło. Siódmoklasistka weszła do dormitorium. Stanął jak wryty, spodziewał się Weasley, może Pansy, a nawet McGonagall, ale Granger? Musiał grać dalej. Spojrzał Gryfonce w oczy i chciał rzucić proszące spojrzenie, ale szybko porzucił ten idiotyczny pomysł i starał się oczami jej powiedzieć: „ Do czasu gdy ona wyjdzie, udawaj moją dziewczynę”. Hermiona chyba nie zrozumiała.
– No w końcu jesteś, Granger! – powiedział i uśmiechnął się, a raczej wykrzywił twarz w jakimś grymasie. Jego mina w najmniejszym stopniu nie przypominała uśmiechu.
– Zaraz wychodzę, jestem umówiona… – Nie dał jej dokończyć. Spojrzał na nią porozumiewawczo i dokończył:
– Jesteś umówiona ze mną, prawda? – Pokiwał do niej głową, Astoria nie widziała jego gestów, bo wpatrywała się w Hermionę, jakby ta wymordowała jej połowę rodziny.
– Tak? – powiedziała Gryfonka, bardziej pytając niż twierdząc.
– No jasne, a teraz Astorio, jeśli nie masz nic przeciwko… – Przerwał mu szloch. Ślizgonka wybiegła z płaczem z dormitorium. Gdy portret znów przysłonił wejście. Zdenerwowana Hermiona prawie wykrzyknęła:
– Co to ma wszystko znaczyć?!
– Uspokój się Granger. Zaraz ci wszystko wyjaśnię… – powiedział i opadł na fotel. Cieszył się, że ma Astorię, przynajmniej na jakiś czas, z głowy.
–Nie mam czasu na twoje głupie gierki Malfoy, pogadamy jak wrócę  –powiedziała i już jej nie było. Draco pokręcił z niedowierzaniem głową i zaczął się zastanawiać gdzie zniknął Zabini, bo od śniadania z Gryfonami go nie widział…
*
– Więc chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz ją perfidnie wykorzystać i porzucić? – Pansy zapytała z niedowierzaniem. Takie zachowanie wydało jej się podłe nawet jak na Ślizgona.
– Jak tak to ujmujesz to wychodzę na totalnego palanta… – Zabini sposępniał, właśnie opowiedział Pansy swój „genialny” plan, ściśle związany z pewną rudowłosą Gryfonką, nie mógł dopuścić do ślubu! Nie w takim wieku. Pansy nie była zachwycona jego planem.
– Nie pozwolę ci na to, pogadam z Hermioną, a ona pewnie powie o wszystkim Ginny.
– NIE! – wykrzyknął przerażony Ślizgon. Cały jego plan za chwile miał szlak trafić.
–Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi – rzucił i spojrzał na ciemnowłosą dziewczyną.
– Oczywiście, że jesteśmy. Ale zabawiania się uczuciami drugiego człowieka nie popieram. Nawet jeśli ten ktoś jest rudy…
– Ja też nie – powiedział Blaise.
– Właśnie widzę.
– Przecież ona też pewnie weźmie mnie jako kolejnego idiotę do kolekcji…
– Jakiej kolekcji? Czy ty naprawdę uważasz, że Ginny Weasley kolekcjonuje chłopaków jak jakieś pluszowe misie? – Pokiwał głową.
– Wiesz, że za nią nie przepadam, ale raczej wątpię, że jest aż tak płytka…
– Myślałem, że „nowa” Pansy lubi wszystkich – zażartował.
– To źle myślałeś – mruknęła, wzruszając ramionami.
– Obiecaj, że nic nie powiesz! Przysięgnij na wielkiego Salazara.
–Nie będę ci nic przysięgać. Jeśli uważasz, że ona również się po prostu tobą zabawi, to dobra. Życzę udanej zabawy i tobie i jej, ale co będzie jeśli ona weźmie to na poważnie? Albo ty się zaangażujesz?
– Niemożliwe.
– To jest Hogwart, tu wszystko jest możliwe.
Zostawiła go z tą mądrą sentencją usłyszaną kiedyś na korytarzu.
*
Dafnie właśnie szła do biblioteki. Bujała w obłokach, bo za niecałą godzinę znów miała się z nim zobaczyć. Westchnęła. W życiu by nie pomyślała, że może się zakochać w Gryfonie. Natknęła się na Rona i Hermionę, opuszczających mury Hogwartu. Trzymali się za ręce i całkiem słodko ze sobą wyglądali. Dziewczynie zrobiło się smutno. Pomyślała, że Neville nigdy by się nie zgodził, żeby ktoś ich widział jako beztrosko trzymającą się za ręce parę. Miała dość ukrywania się. Ktoś ją potrącił. Spojrzała na nowego nauczyciela Obrony przed Czarną Magią.
– Ojej, przepraszam – powiedziała i szybo wstała z podłogi, korzystając z podanej przez niego ręki.
– To ja przepraszam, zamyśliłem się. – Usłyszała jego ciepły głos z lekko bułgarskim akcentem.
– Ja dziś cały dzień bujam w obłokach i nie potrafię się skupić. Jeszcze raz przepraszam.
–A co takiego zaprząta twoją śliczną główkę? –  zapytał i uśmiechnął się rozbrajająco. Daphnie zarumieniła się.
–Nic ważnego – odpowiedziała wymijająco. Nauczyciel pokiwał parę  razy głową. Dziewczyna spojrzała na swoje buty, stali tak chwilę, gdy poczuła jak nauczyciel odgarnia pasmo jej włosów za ucho. Odskoczyła jak oparzona.
– Co pan robi? – zapytała trochę wystraszona i zniesmaczona zarazem.
– Nic takiego. – Zaśmiał się. Na końcu korytarza ujrzała Neville’a z pytającym wyrazem twarzy
– Ja już muszę iść – rzuciła dziewczyna, mierząc profesora podejrzliwym spojrzeniem.
– Tak, ja też. Do zobaczenia. – Znów posłał jej uroczy uśmiech, który z jakiegoś powodu wydawała się Ślizgonce mniej uroczy niż dotychczas…  Poczekała, aż nauczyciel odejdzie by rzucić się Neville’owi na szyję.
–Nie mogę cię zostawić nawet na chwilę, by ktoś od razu cię nie podrywał? –  Usłyszała jego szept tuż nad uchem.
***

Ginny Weasley szła korytarzem w stronę swojego dormitorium. Jej szata ociekała błotem, mimo drugiego tygodnia września na dworze było mokro, zimno i nieprzyjemnie. Jednak Gryfonka była szczęśliwa. To był naprawdę udany trening i strzeliła kilka naprawdę ładnych bramek. Żółtodziób z czwartej klasy nie miał z nią szans. Wydawało jej się, że usłyszała jakiś szum za sobą. Zobaczyła wyliniałą kotkę Filcha i przyspieszyła kroku. Wcale nie miała ochoty na szlaban za zabłocenie korytarza. Chwyciła pewniej miotłę i puściła się biegiem. Zatrzymała się przed obrazem strzegącym wejścia do dormitorium na czwartym piętrze.
– Współpraca  –powiedziała. Portret odskoczył od ściany, ukazując wejście do salonu. Był pusty. Ginevra liczyła, że spotka tu uczącą się Hermionę, która jednym machnięciem różdżki sprzątnie to całe błoto. Niestety brązowookiej nigdzie nie było i Ginny wiedziała, że będzie męczyć się z bałaganem dobre dziesięć minut. Odstawiła miotłę, opierając ją o ścianę. Zdjęła brudne i mokre buty. Zawahała się przez chwilę i rozejrzała po salonie. Nikogo nie było, tak jak wcześniej.
– Malfoy! – krzyknęła, ale nie doczekała się odpowiedzi.
– Zabini !!! – Znów bez odpowiedzi. Zerknęła na obraz za sobą. Chwyciła krańce szaty i zaczęła ją ściągać przez głowę. Oczywiście nie poszło jej tak łatwo bo się zaczepiła. W dodatku nie rozpięła jednego guzika i nie potrafiła przełożyć szaty ani w jedną ani w drugą stronę. Szamotała się parę chwil, gdy usłyszała to czego tak bardzo nie chciała usłyszeć. Obraz za nią się przesuwał. Ktoś wszedł do środka. Nie widziała kto. Proszę Hermiona, proszę Hermiona. Zaklinała w duchu.  To nie była Hermiona, Ginny szamotała się jeszcze bardziej. Rozległ się gwizd. Już widziała kto to.
– No, no ładny stanik. – rzucił, nie kto inny, jak Blaise Zabini. (wiem, że uwielbiacie takie „niespodziewane” zwroty akcji xd)  Ginny zaczerwieniła się, ale Ślizgon tego nie widział, bo nadal miała na głowie szatę.
– Nie gap się tam! I nie stój tak, tylko mi pomóż, matole – powiedziała zażenowana i zła. Gdyby nie ten głupi guzik to dawno by siedziała w wygodnej wannie z daleka od tego bałwana.
– Skąd wiesz, że się „tam” gapię? – zapytał podejrzliwie i nadal wpatrywał się w piersi dziewczyny zakryte czerwonym stanikiem.
– Bo wiem i już. No pomożesz mi czy nie?! – powiedziała coraz bardziej zdenerwowana. Podszedł do niej powoli i delikatnie zdjął jej szatę przez głowę. Rzucając wcześniej zaklęcie powiększające otwór na głowę.
– Dzięki – mruknęła zmieszana i zawstydzona dziewczyna. Spuściła wzrok na swoje stopy. Owinęła się szatą i dość szybkim krokiem weszła do łazienki. A gdy zamknęły się za nią drzwi Ślizgon nie wierząc we własne szczęście, usunął całe błoto z salonu i jej butów po czym udał się do swojej sypialni w celu odrobienia prac domowych na poniedziałek.
***
Pansy obudziła się w poniedziałkowy poranek. Spojrzała na zegar, który wskazywał 7:30. Dziś zaczynała lekcje o 9:00. Stwierdziła, że już i tak nie zaśnie. Ubrała białą koszulę od mundurka i krawat. Spojrzała na sąsiednie łóżko Astorii. Blondynka powoli się budziła, więc Pansy szybko zajęła łazienkę. Daphnie już od dawna stała na nogach i rozczesywała swoje brązowe włosy. Rozmyślała o Neville’u i o tym, że zobaczą się na zielarstwie.  Jednak on nie powie jej "cześć", a ona nie pocałuje go w policzek bo będą tam inni ludzie. Ironizowała.  Zła rzuciła grzebieniem o toaletkę. W tym czasie Pansy wyszła z toalety prawie gotowa. Brakowało jej jeszcze dolnej części garderoby.
– Daphnie, stało się coś? – zapytała ciemnowłosa Ślizgonka.
– Nie. To znaczy tak. – Daf dostrzegła pytające spojrzenie dziewczyn. Astoria przerwała nakładanie jedwabnych pończoch i przysłuchiwała się rozmowie.
– Bo... Tak jakby...
– Nie jąkaj się. – poinstruowała siostrę blondynka.
– Daj jej dojść do słowa – rzuciła Pansy, zastanawiała się czym martwi się jej współlokatorka.
– Załóżmy, że macie jakiś ważny sekret razem z inną osobą i ty chcesz o tym powiedzieć a on… Eee znaczy ta osoba nie chce. Co robicie? – zapytała Daphnie, obserwując zdziwione miny obu dziewczyn. Pansy spojrzała na Astorię licząc, że ta jej coś wyjaśni. Jednak obie zrozumiały z tej wypowiedzi tyle co nic.
– Wiesz to trudne pytanie. Ale ja chyba nic bym nie mówiła jeśli ta druga osoba nie chce, to w końcu wasz wspólny sekret.
–Ale tu nie chodzi o mnie! – oburzyła się Daphnie.
– Nie wcale… – Astoria uśmiechnęła się ironicznie, zaraz dodała:
– Może wszyscy myślą, że jestem głupia i płytka i być może mają racje. Ale swoją siostrę znam i wiem kiedy kłamiesz… Poza tym od jakiegoś czasu chodzisz nieobecna, bujasz w obłokach i wychodzisz nikomu nie mówiąc gdzie idziesz.
– Nie muszę ci się wcale tłumaczyć  – fuknęła Daf. Wiedziała, że jej starsza siostra ma rację. Jednak nie chciała się do tego przyznać.
– Oczywiście, że nie musisz się nikomu tłumaczyć – powiedziała spokojnie Pansy, dokończyła ubierać czarną spódniczkę i poprawiła zielono-srebrny krawat.
– Ale widać, że coś cię męczy albo… ktoś – rzuciła Astoria i obserwowała reakcję siostry.
– Może jest taki jeden… – Daphnie wlepiła wzrok w podłogę. Nie chciała mówić o Neville’u, jednak zwariowałaby gdyby nic nie powiedziała. ALE obiecałam mu, że nie powiem… Takie wątpliwości i sprzeczne priorytety nawiedzały jej głowę. W końcu stwierdziła, że dochowa tajemnicy i poważnie porozmawia z Nevillem, znowu.
– W sumie to nic takiego się nie stało. Po prostu spodobał mi się taki jeden, a kłóci się ze swoją dziewczyną o coś ,bo ona chce to coś powiedzieć, a on nie. Próbuje wczuć się w sytuację. – Skłamała, ale ani Pansy ani Astoria tego nie kupiły. Nie drążąc tematu, zeszły na śniadanie.


Pani M. straciła Internet na dłuuuugie 2 tygodnie. Tylko dlatego nie było rozdziału. Na szczęście udało mi się coś napisać. Nie wiem jak Wy, ale ja mam niezłą harówkę, żeby przed końcem semestru moje oceny wyglądały „jakoś”. Na szczęście już niedługo święta, ferie i inne takie co pozwoli mi, mam nadzieje, pisać więcej. Pisaliście też, że ułatwiło by sprawę gdybym pisała kiedy pojawią się następne rozdziały, no więc tak: 21 grudnia rozdział 22. 25 i 26 grudnia miniaturka świąteczna.  W każdej notce zaraz na początku będę pisać takie oto informacje dotyczące tego co się pojawi. Zachęcam do komentowania J

~Pani M.




Komentujemy :3

16 komentarzy:

  1. Zajebiste, proooosze rób dłuższe rozdziały ... i tak cię kc ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, genialne! :D Ale Malfoy zrobił podstęp. :p Ciekawe jak rozwinie się sytuacja Ginny i Zabiniego. Z każdym ich spotkaniem jest coraz śmieszniej. XD No nie, co ten nowy nauczyciel! Interesuje mnie też, kiedy Neville zdecyduje sie ujawnić swój związek, czekam. Weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest jak zwykle bardzo wciągający. A jak czytałam tą scenę z Gin i Zambinim to szczerzyłam się jak głupi do sera XD.
    Życzę weny ;-)
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział genialny!
    Czekam na następny!
    Weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna akcja z Ginny i Zabinim lubie takie :D Błagam o więcej!
    Czekam na next :)
    DiVa

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  7. AAAAAAAAA!!!!! ja chce następny rozdzia!! 1.zajebiste!! 2.nie mam co czytać 3.uzależnienie rośnie 4.AAAAAA!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne! Pisz dalej, nie żałuj literek. Czekam na nn.
    Weny,
    Dravelia

    Ps. Zajrzyj, jak bedziesz miała ochotę:
    http://62442-dramione-magic-love.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten rozdzial super, dzis data dodania kolejnego... nie moge sie doczekac!! :))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. zapraszam do zakładki "bohaterowie" tam wszystko jest wyjaśnione ;)

      Usuń
  11. Fajna była ta sytuacja z Blaisem i Ginny :D hahaha... z tym stanikiem ;3 świetny rozdział. :D biorę się za czytanie kolejnego :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Blinsy!
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. no jasne że kochamy te zwroty akcji one są najlepsze :P

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyżby związek Rona i Hermiony wreszcie się rozpadał? Do tego Malfoy wykorzystuje ją jako swoją "dziewczynę". Uuuu Diabełek miał w tym rozdziale niezłe widoki, ale ten nauczyciel OPCM to mnie wkurza. Zarywa do uczennic i to w tak otwarty sposób.

    Mar :*

    OdpowiedzUsuń