wtorek, 23 września 2014

Rozdział 16




Okej, więc muszę wyjaśnić parę spraw, ten rozdział wyjaśnia „magiczną” przemianę Pansy  i wreszcie dowiecie się, kto był gościem z pociągu. Notka dla Julki, Magdy i Oliwii. Zapraszam do czytania, komentowania i innych takich ;)
KOMENTARZ=ROZDZIAŁ SZYBCIEJ !
~Pani M.

Rozdział 16 – Piwo kremowe i ognista.

Harry i Pansy wrócili ze szlabanu. Przemoknięci i nie odzywali się do siebie. Pansy tylko rzuciła coś, że kurtkę odda jutro przy śniadaniu. Harry kiwną głową i czym prędzej pobiegł do dormitorium przebrać mokre ubrania. Ślizgonka zrobiła to samo. Weszła do swojej sypialni i rzuciła się w stronę kufra, aby wyciągnąć suche rzeczy. Daphnie i Astoria, z którymi dzieliła pokój, przyglądały się jej ze zdziwieniem. W końcu Daphne zdobyła się na odwagę i zapytała:
– Pansy, dlaczego jesteś mokra? – Astoria prychnęła i wyszła bo rozmowa przestała dotyczyć jej osoby. Pansy odpowiedziała, wygrzebując gruby sweter z dna kufra:
– Ten idiota Potter wrzucił mnie do jeziora! – Była zła na samo wspomnienie gryfona. Zabrała suche ubrania i zamknęła się w łazience. Daphne miała nadzieję, że Harry nie wspominał nic Pansy, o tym, że ją widział. Dzięki temu dziewczyna uniknęła kłopotliwych pytań. Pansy wzięła gorącą kąpiel, aby się rozgrzać. Jej myśli cały czas zaprzątał Harry i fakt, że chłopak nie chcę odpuścić sprawy z jej wujkiem. Tak, to nie był zwykły śmierciożerca. Zaraz po bitwie o Hogwart, Pansy była u kuzynki we Francji. Ojciec Mirabel był śmerciożercą. A raczej, JEST. Poprawiła się w myślach Ślizgonka. Wróciły do niej wspomnienia:

– Pansy!!! Nie widziałam cię od wieków! – wykrzyknęła Mirabel.
– Ja ciebie też Miri – odkrzyknęła Ślizgonka i wpadły sobie w ramiona, nie widziały się ponad siedem lat. Mirabel bardzo się zmieniła. Jej zawsze krótkie włosy, zastąpiła plątanina czarnych loków. Rysy jej się wyostrzyły, nie przypominała już dziecka. Tak ją Pansy zapamiętała, jako dziecko z króciutkimi włosami i wiecznym uśmiechem na twarzy. Jedynie oczy, brązowe i ciepłe, zachowały ten sam dawny błysk i radość. Pansy powitała wuja i ciotkę, wymieniając uprzejmości. Wuj wniósł za nią walizkę na górę. Mieszkali w wielkim domu prawie nad samym morzem. Pansy dostała sypialnie naprzeciwko pokoju Miri. Po kolacji obie dziewczyny spędziły długi wieczór na pogaduchach. Nie widziały się przecież od siedmiu lat. Mirabel była cztery lata młodsza od Pansy, ale dziewczyny bez problemów odnajdywały wspólny język. Dochodziła już pierwsza w nocy, a temat stał się bardziej poważny. Wszystko zaczęła Mirabel.
– Pansy, zastanawiałaś się jak to jest być po tej drugiej stronie? – zapytała z pełną powagą. Zapanowała cisza, przerywana raz po raz chrapaniem ojca Miri.
– Nie... – odpowiedziała ostrożnie Pansy. Domyślała się co ma na myśli kuzynka, ale wolała usłyszeć to od niej, zapytała:
– Właściwie co masz na myśli? – Mirabel wzięła głęboki wdech i rozejrzała się dookoła jakby z obawą.
– No wiesz... Jego już nie ma, nic nam nie zagraża… więc zastanawiam się jakby to było być po tej drugiej stronie, dobrej stronie… – Skończyła szeptem. Pansy nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała. Od małego uczono jej nienawiści i pogardy do szlam, mugoli i charłaków. Odpowiedziała zgodnie z regułką, wyuczoną na pamięć, powtarzała słowa, jego słowa:
– Miri, – zaczęła – „Nie ma dobra i zła, jest tylko władza i potęga...” – Kuzynka przerwała jej machnięciem ręki:
– Tak wiem! Ale zastanów się, JEGO już nie ma, nie powtarzaj jego idei jakbyś w nie wierzyła. Nie jesteś taka Pans, i ja też nie! – Zakończyła z dumnie uniesioną głową. Ślizgonka odwróciła wzrok.
– Jestem zmęczona Mirabel i ty też już powinnaś iść – odpowiedziała oschle. Miri wstała z łóżka Pansy i powiedziała głosem przepełnionym żalem:
– Dobranoc, pogadamy jak zastanowisz się po której chcesz być stronie. Ja już wybrałam i choć jestem młodsza, chyba rozumiem więcej niż ty Pans. To smutne. – dodała i wyszła. Pansy nic nie odpowiedziała, ale tej nocy mimo zmęczenia nie mogła zasnąć.
Następnego dnia przy śniadaniu Pansy nie rozmawiała z Mirabel. Ciotka zaproponowała żeby wybrały się nad morze. Oczywiście obie dziewczyny, żeby nie robić kłopotów, zgodziły się, nawet udały coś w stylu entuzjazmu. Szły przez wydmy, nic nie mówiąc, a Pansy biła się z myślami: z jednej strony nie chciała być tą złą. Nie chciała być popleczniczką Voldemorta, zadrżała na samo przywołanie jego imienia w myślach. Nie chciała skończyć jak Bellatrix. Nie można się zmienić z dnia na dzień, taka przemiana wymaga pracy nad sobą, ciężkiej pracy. Z drugiej strony jak miałaby się wyprzeć wszystkiego w co wierzyła przez osiemnaście lat życia? Zboczyły z plaży, by wejść na deptak. Nadal się do siebie nie odzywały. Mijali je różni ludzie, młodzi, starzy. Pansy nie zawracała na nich większej uwagi, nie to co Miri, dziewczyna uśmiechała się do wszystkich, a niektórzy odwzajemniali uśmiech. Kilka metrów przed nimi jakaś staruszka upadła. Pierwszym odruchem Pansy było podbiegnięcie do starszej pani i pomoc , jednak szybko sobie przypomniała odpowiednią wyuczoną formułkę „Przetrwają tylko najsilniejsi, obojętność i lekceważenie to twoja największa broń, pamiętaj Pansy” to powiedział jej ojciec, zanim dziewczyna pojechała do Hogwartu po raz pierwszy. Mirabel spojrzała na kuzynkę uniosła pytająco brwi i nie czekając na reakcję Pansy, podbiegła do staruszki i pomogła jej wstać. Podała drewnianą laskę i zapytała czy nie odprowadzić starszej pani do domu. Po zapewnieniach staruszki, że wszystko jest w porządku Miri dała spokój i wróciła do Pansy stojącej kilka metrów za nią i przyglądającej się całej scenie. 
– Tylko mi nie mów, że nie chciałaś jej pomóc… – mruknęła Mirabel. To wystarczyło aby złamać Pansy.
– Dobra, wygrałaś! Nie chcę być tą złą, ale nie umiem zapomnieć…
– I nie zapomnisz, Pansy. Nigdy nie zapominamy, nie myśl o tym. Schowaj to wszystko do osobnej szuflady i zamknij ją. Wszystkie wspomnienia o NIM. Wszystkie prawa i opinie na temat mugoli i mugolaków.
– Nie potrafię… – szepnęła Pansy.
– Oczywiście, że potrafisz! – Patrzyły sobie w oczy, a po chwili Pan kiwnęła głową.
– Chodź pójdziemy na gofry.
Wróciły do domu na kolację. Tego wieczoru po zimnym prysznicu Pansy postanowiła znów porozmawiać z kuzynką. Zapukała do jej pokoju i gdy usłyszała „proszę”, otworzyła drzwi.
– Eee... Miri, nie przeszkadzam? – zapytała, usiłując być miła. Kuzynka widząc jej starania, zachichotała i przecząco pokręciła głową.
– Nie przeszkadzasz. – Zaczęła rozczesywać mokre, świeżo umyte włosy. Pansy zapytała:
– Nie będę owijać w bawełnę, chciałam wiedzieć jak zareagowali na twoją „przemianę” rodzice… – Mirabel zatrzymała szczotkę w połowie pasma rozczesywanych włosów i nerwowo rozejrzała się po pokoju. Odłożyła szczotkę i podeszła do drzwi. Upewniła się, że są zamknięte i siadła na swoim łóżku przykrytym niebieską narzutą. Kolor Beauxbatons,  jej szkoły. Pansy obawiała się, że zna już odpowiedź, Miri odpowiedziała:
– Rozmawiałam z nimi przy kolacji jeszcze przed bitwą o Hogwart, długo przed… – Wyglądała jakby samo mówienie sprawiało jej ból. Jednak Pansy bardzo chciała wiedzieć. Miri kontynuowała:
– Zabronili mi o tym komukolwiek mówić, tata, on… – Po jej policzkach pociekły łzy. Pansy podeszła do młodszej kuzynki i objęła ją mocno. Szepnęła:
– Nie musisz o tym mówić Miri, już jesteś bezpieczna.
 Mirabel wyrwała się z objęć Pansy i prze łzy mówiła dalej:
– Nigdy nie będę bezpieczna! Nigdy nie będę mogła być sobą, nigdy dopóki on tu jest. Torturował mnie, z czasem się przyzwyczaiłam. Jak tyko usłyszał, że komuś pomogłam, zawsze dostawałam Cruciatusem. Mama próbowała go przekonać, ale też raz dostała i już siedzi cicho... – Pansy znów objęła Miri i pozwoliła jej się wypłakać. Była przerażona tym co usłyszała. Zwątpiła czy ta przemiana jest jej tak bardzo potrzebna. Stchórzyła. Niech Mirabel będzie tą dobrą, ale Pansy nie miała zamiaru się w to mieszać. Szanowała decyzję kuzynki i w pewnym sensie podziwiała, jej nie było stać na taką odwagę i poświęcenie.
Minął kolejny dzień, a Pan od tamtej nocy zupełnie inaczej patrzyła na wuja.
 Czwartego dnia w środku nocy usłyszała krzyki. Wstała trochę przerażona, ale przede wszystkim ciekawa. Ostrożnie otworzyła drzwi, krzyki dobiegały z dołu. Wzięła różdżkę i zaczęła schodzić na dół. Na czwartym stopniu coś zaskrzypiało, ale wśród tych krzyków nikt nie zwrócił na to uwagi. Stanęła w salonie i ujrzała piekło: wuj rzucał zaklęciami na prawo i lewo, na podłodze w kałuży krwi leżała Mirabel, ciotka stała z kamienna twarzą w kącie salonu, kuląc się obok dębowej komody. Pansy nie wiedziała co ma robić. Stała z różdżką w ręku przy schodach i gapiła się na wuja szeroko otwartymi oczami.  Zauważył ją, a w jego oczach dostrzegła obłęd.
– Próbowała i ciebie przekonać! Ale wiedziałem, że ty się nie dasz Pansy, już jej nie ma! Nigdy nie pasowała do tej rodziny, była tylko plamą. A plamy się usuwa – rykną wuj, i zaczął się opętańczo śmiać. Pansy była przerażona, w końcu wydusiła to, co nie dawało jej spokoju:
– Czy… czy… Mir, ona... nie żyje? – Wuj znów zaczął się śmiać i znów jakieś zaklęcie huknęło w martwe ciało Mirabel.
– Nie żyje Pansy, twój ojciec też zginął, ale przetrwają tylko najsilniejsi!
– Tata? – zapytała głucho, nic nie rozumiała. Chciała, żeby to był sen, zaraz się obudzi! Jednak nic takiego się nie wydarzyło.
– Czarny Pan, jeszcze przed bitwą, stwierdził, że przyszła jego pora, szkoda, ale cóż.
– Mówiłeś, że jest na ważnej misji!
 Wuj wzruszył ramionami. W dziewczynie wezbrała wściekłość. Jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego! Zamknęła oczy na chwilę, obiecała pomścić Miri, obiecała zmianę, i na wielkiego Salazara, dotrzyma słowa! Otworzyła oczy, a wuj przestał się śmiać i zapanowała cisza. Zaczęła mówić, zaciskając palce na różdżce:
– Może odkryłeś tajemnice Mirabel, może ją powstrzymałeś… na wieki, ale co do mnie, to się pomyliłeś! Przekonała mnie, a ja przekonam innych! Voldemort jest nikim, nieżywym ścierwem, zwykłą plamą, a plamy się usuwa, wuju! Drętwota! – krzyknęła i machnęła różdżką. Ale ze zdenerwowania, zaklęcie przeleciało mu tuż nad głową. I za nim wuj rąbną w nią morderczym zaklęciem, dziewczyna deportowała się. Była w szoku, że odważyła się użyć imienia Czarne.. zawahała się w myślach, imienia Sami wiecie kogo. Deportowała się do Hogsmeade. Na szczęście nikt nie wpadł jeszcze na pomysł aby zabezpieczyć wioskę, więc bez problemów się aportowała. Świtało, dziewczyna nadal w szoku podeszła pod mury Hogwartu ujrzała tam McGonagall, Slughorn’a i pełno różnych czarodziejów i czarownic, znajomych ze szkoły. Pomyślała o ojcu, nigdy nie był dobrym tatą, ale innego nie miała. Podeszła do McGonagall i zapytała:
-Jak mogę pomóc? –To był jej pierwszy krok w stronę dobra.

Dziewczyna wyszła z wanny i wytarła się ręcznikiem. Ubrała piżamę, a na nią gruby sweter i skarpetki na nogi. Nagle przypomniała sobie zaklęcie osuszające. Dopiero teraz? Pomyślała z irytacją. Osuszyła mokre ubrania, a kurtkę Harry’ego położyła obok torby na książki. Weszła do łóżka i przykryła się kołdrą, myśląc o Mirabel.
***
Hermiona obudziła się, usiadła na łóżku i spojrzała na pogrążoną w pół-śnie Ginny. Wczoraj rudowłosa Gryfonka miała kłopoty z zaśnięciem, aż w końcu panna Granger, obudzona po raz piąty przez Gin, podała jej eliksir nasenny. Ubrała swoją zwykłą spódniczkę do kolan i białą bluzkę z krótkim rękawkiem, starannie zawiązała krawat i narzuciła szaty z herbem Gryffindoru na piersi. Poczesała włosy, co jak na razie, zajęło jej najwięcej czasu. Zaczęła pakować torbę, spoglądając na plan. Dziś środa, więc Gryfonka zaczyna od eliksirów, potem dwie godziny transmutacji; niestety ze ślizgonami. Następnie pierwsza w tym roku lekcja obrony przed czarna magią, a po obiedzie czeka ją jeszcze zielarstwo i starożytne runy. Jeszcze raz przejrzała swoje wypracowanie z transmutacji. W między czasie panna Weasley otworzyła oczy, usiadła na łóżku i ziewnęła przeciągle. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na  Hermionę.
– Hej, Ginny. – Przywitała się starsza Gryfonka, chowając do torby pióro i czarny atrament.
– Taa, cześć. – Mruknęła młodsza dziewczyna, odgarniając włosy z twarzy.
– Nie chcę cię martwić, ale za dziesięć minut musimy iść na śniadanie… – Poinformowała Hermiona, zamykając swoją torbę. Ginny na krześle obok łóżka miała już przygotowaną czarną, dopasowaną spódniczkę i białą koszulę, a przez ramę krzesła był przewieszony krawat w złoto-czerwone pasy. Zwlekła się z trudem z łóżka i zabrała ubrania.
– Eee… Gin, gdzie idziesz? –zapytała brązowooka, zmusiła się aby nie dodać „tak ubrana”. Ginny spała w za dużym podkoszulku po Charliem albo Billu i króciutkich spodenkach. Zazwyczaj przebierały się w sypialni bo nie chciały natknąć się na Ślizgonów w drodze do toalety, ale najwidoczniej dziś Ginny wszystko się pomieszało.
– Do toalety, zaraz wrócę.
I poczłapała w stronę drzwi. Hermiona nie skomentowała jej zachowania tylko zaczęła pakować jej torbę, bo znając życie siostra Rona i tak nie zdąży tego zrobić. Zerknęła na jej plan, pierwsza oczywiście obrona przed czarną magią na której siedzi z Zabinim. Starsza Gryfonka pokręciła z niedowierzanie głową.
Ginny wyszła przez drzwi do salonu. Na szczęście nikogo tam nie było. Skręciła w stronę toalety, tak, że naprzeciwko miała drzwi od pomieszczenia do którego usiłowała się dostać, a za sobą toaletę Ślizgonów.  Oczywiście tuż przed drzwiami krawat wypadł jej z ręki i musiała się po niego schylić. Tak zrobiła, nieświadoma, że wypina tyłek w stronę niedowierzającego w swoje szczęście Blaise’a Zabiniego.
– No no, niezłe widoki.
Nie przegapił okazji, aby nie skomentować całej sytuacji. Właśnie wychodził z toalety gdy zauważył Weasley dokładnie naprzeciwko. Krawat wypadł jej z ręki i proszę bardzo… Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na Zabiniego jakby był różowym testralem. Momentalnie się otrzeźwiła. Senność przeszła jej w jednej chwili.
– I czego się gapisz? – warknęła w stronę Ślizgona.
– Pokaż mi chłopaka który by się nie gapił… – rzucił i widząc rumieniec dziewczyny, podszedł do portretu i udał się na śniadanie. Wychodząc jeszcze krzyknął:
– Nie myśl sobie, że to był komplement, Weasley!
Ginny zniknęła za drzwiami łazienki, była święcie przekonana, że to był komplement. 
*
Po śniadaniu Draco miał historię magii, a potem dwie godziny transmutacji z Gryfonami, niestety to oznaczało mądrzenie się Granger przez bite dwie godziny. Przerzucił torbę przez ramię i szedł w stronę klasy od historii magii.
– Draco!!! Stój! –To był krzyk Astorii. Za co? Pomyślał i przyspieszył kroku. Niestety dziewczyna dogoniła go.
– Dracusiu! – zaświergotała, a Malfoy dostał odruchów wymiotnych.
– Mówiłem żebyś mnie tak nie nazywała! – warknął, uparcie brnąc przed siebie, mimo Ślizgonki wiszącej mu na ramieniu.
– Nie denerwuj się na mnie Dracu… Draco – powiedziała, wtulając się  w jego ramię.
– Może wpadłbyś dziś do mnie… Około dziesiątej… – wyszeptała mu do ucha, a jej włosy opadły na jego policzek.
– Nie, mam już spotkanie... – rzucił pierwsze co  mu przyszło do głowy. W sumie miał się zobaczyć z Granger jak Blaise i Weasley pójdą na szlaban, ale nie zamierzał dzielić się tą informacją z Astorią.
– Szkoda, bo zaplanowałam coś specjalnego… ale jak nie możesz… trudno. –Sposępniała i ze smutną miną odeszła na swoje lekcje. Nie rozumiała dlaczego Draco cały czas ją odtrąca, przecież jest atrakcyjna, czego on jeszcze chce? Zastanawiała się w drodze na obronę przed czarną magią. Pomyślała o Cormacku z którym siedzi po tym jak ta Weasley zabrała jej Blaise’a. Za to z pierwszej ławki ma świetny widok na tego przystojnego nauczyciela. Odgarnęła włosy do tyłu i kręcąc biodrami przemierzała korytarze Hogwartu, przyciągają wzrok wszystkich chłopaków ze starszych klas. Uwielbiała to i stwierdzając, że życie jest piękne z uśmiechem na ustach, stanęła pod klasą.
*
Ginny jakoś przeżyła wszystkie lekcje, właściwie po obronie przed czarną magią trudno nie było. Teraz pisała wypracowanie na eliksiry czekając, aż Hermiona wróci ze starożytnych run. Stwierdziła, że już dziś nic więcej nie napisze i odłożyła pióro. Porwała książkę o Harpiach z Hollenhead i usiadła przy kominku w salonie.  Z tego co wiedziała Malfoy i Zabini mają jeszcze jedną lekcje. Była sama w dormitorium. Po przeczytaniu paru pierwszych stron stwierdziła, że miałaby ochotę czegoś się napić. Podeszła do barku po „męskiej stronie Salonu” jak to z Hermioną nazywały cześć z barkiem i sypialnią Ślizgonów. Otworzyła szafkę. Jej oczom ukazały się różne trunki, ale i tak sięgnęła po ognistą. Odkorkowała butelkę i zapierając jedną z szklanek, wróciła na kanapę. Czytała powoli pijąc trunek. Usłyszała „klik” i przez portret do dormitorium weszła Hermiona. Spojrzała na przyjaciółkę, potem na stolik na którym stała butelka, następnie na szklankę, jednak nic nie powiedziała. Pokręciła tylko głową i odłożyła torbę do sypialni. Starsza Gryfonka podeszła do barku i mruknęła:
– Nieźle zaopatrzony... – Zamknęła szafkę za Ginny i usiadła na kanapie obok przyjaciółki.
– Jak lekcje? – zagadnęła wesoło.
– Dobrze, oprócz no wiesz... – Hermiona pokiwała głową. Gin odłożyła książkę i pustą literatkę na stolik.
– A jak transmutacja ze Ślizgonami? –zapytała rudowłosa Gryfonka.
– Całkiem znośnie, Malfoy nic nie dogadywał jak odpowiadałam.
– No widzisz, a Zabini nie odpuścił... – mruknęła Ginny.
– Co zrobił tym razem? – zapytała Hermiona nie do końca pewna, czy chce znać odpowiedź.
– W sumie nic takiego, tylko ciągle gadał o moim tyłku…
– Co? – Brązowooka Gryfonka wytrzeszczyła oczy.
– No bo dziś rano… – I tak Hermiona dowiedziała się co zaszło rano między jej przyjaciółką, a Blaisem.
– Mówiłam żebyś nie wychodziła. – Skomentowała tonem Wiem-to-wszystko-Granger. Jednak po chwili obie wybuchły śmiechem.
Późnym popołudniem około szóstej, Ginny przypomniała sobie o szlabanie z Zabinim.  Odłożyła książkę na dębową półkę w biblioteczce. Nie przepadała za czytaniem , ale książkami o Quidditchu nigdy nie pogardziła. Narzuciła bluzę na białą koszulę. Spódniczki tez nie chciało jej się przebierać. Weszła do salonu. Stał tam Blaise w czarnych dżinsach i przylegającym podkoszulku. Z kieszeni spodni wystawała mu różdżka. Ginny chrząknęła co zwróciło uwagę Ślizgona.
– Idziemy? – zapytała. Chłopak nie odpowiedział, tylko nieznacznie kiwnął głową. Przepuścił ją w dziurze pod portretem. Nic nie mówili, aż do momentu gdy stanęli pod Salą Pamięci. Filch już tam na nich czekał.
– A gdzie ci drudzy? – warknął, Ginny i Blaise popatrzyli na siebie w osłupieniu.
– Nie rozumiem, tylko my dostaliśmy szlaban… – wyjaśniła Gryfonka, odpowiedź woźnego przerwał odgłos dudnienia. Ktoś biegł korytarzem. Blaise odwrócił głowę i ponad ramieniem Ginny dostrzegł Daphne i Longbottom’a. 
– Jesteśmy… – wydyszał Gryfon.
Filch wskazał na wiadro z wodą, ścierki, gąbki  i płyn do polerowania pucharów, a potem skonfiskował wszystkim różdżki. Ginny długo się kłóciła z woźnym, za nic nie chciała oddać magicznego patyka.
– Daj mu tę różdżkę i nie rób scen! – Dopiero jak Zabini na nią nakrzyczał, posłusznie oddała różdżkę. Weszli do Sali Pamięci.
*
– Wyszli, Granger! – Gryfonka usłyszała krzyk Malfoya, a potem chłopak walnął parę razy w drzwi sypialni dziewczyn. Hermiona wzięła wdech i chwyciła za klamkę pociągła drzwi do siebie, weszła do salonu. Stanęła twarzą w twarz z blondwłosym chłopakiem. Stali blisko siebie, naprawdę blisko. Malfoy przez chwilę przyglądał się Gryfonce, po czym się odsunął i przepuścił ją. Usiedli na kanapie.
– Więc jeszcze raz… mam zaprosić Ginny na mini przyjęcie z okazji rozpoczęcia roku… – Chłopak kiwnął głową, dziewczyna kontynuowała:
– Potem zaprosić jeszcze Harry’ego, a potem pozwolić ci wszystkich upić i czekać aż zaczną gadać?! – Hermiona nie dowierzała, że naprawdę chce to zrobić. Malfoy przerwał jej i powiedział:
– Nie… Po pierwsze to MY ich upijemy po drugie Potter i Pansy też będą trzeźwi… po trzecie Blaise NA PEWNO zacznie gadać – sprostował chłopak i wstał z kanapy. Gryfonka była przekonana, że to się nie uda, ale nie zaszkodzi spróbować, prawda? Ślizgon podszedł do barku i schylił się aby bliżej przyjrzeć się zawartości.
– Napijesz się ognistej? – rzucił w stronę Hermiony. Dziewczyna nie była pewna czy do niej było skierowane pytanie.
– Granger, napijesz się ognistej? – powtórzył zirytowany. Dziewczyna otrząsnęła się z pierwszego szoku i odpowiedziała:

– Nie, ale jeśli masz piwo kremowe… – Uśmiechnął się pod nosem i kiwnął głową. Wyciągnął butelkę piwa kremowego i ognistą whisky. Postawił butelki na stole przed Gryfonką. Usiadł obok niej na kanapie. Zauważył, że spędzają ostatnio dużo czasu razem i o dziwo, nie kłócą się tak często jak się tego spodziewał na początku roku. Hermiona chwyciła butelkę kremowego piwa, ale nie potrafiła jej otworzyć. Malfoy pociągnął pierwszy łyk ognistej prosto z butelki, spojrzał na Gryfonkę i chwycił butelkę kremowego piwa, którą trzymała w dłoni. Ich dłonie się spotkały. Hermiona podniosła wzrok na blondyna, a on spojrzał na nią. Cofnęła rękę.



19 komentarzy:

  1. Jej napiszę komentarz jako 1 ♥ Rozdział cudowny! Ani trochę nie spodziewałam się że to był jej wujek i że ponad to zabił swoją córkę!!! Na koniec ta akcja z Dra... to znaczy z Malfoy'em i Hermi po prostu boska, proszę więcej takich. Ale czy musiałaś przerwać akurat w takim momencie!
    Czekam z niecierpliwością na 16 :-*
    Sama Wiesz Kto
    Ps. :Świetne zdjęcie Gin♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaaa!!! Cudowne!! Ten pomysł z przejściem Pansy na dobrą stronę jest genialny! Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! Nie mogę doczekać się tego przyjęcia. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne :D Gratuluję pomysłowości
    PANNA ANNA

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudeńko <3
    Czekam na kolejny świetny rozdział :D
    DiWa

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja droga... Powiem tylko tyle: Pisz dalej albo ukatrupie! XD
    całuski
    ~AlexaRiddle

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaa kocham to ff! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  7. Długi I świetny rozdział.
    Czekam Na więcej
    http://milosc-zwycieza-nawet-nienawisc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jest ok, ale wygląd bloga nie zachęca do czytania ;) Polecam skorzystać z jakiejś szablonownicy.
    Pozdrawiam
    http://stories-by-aru-and-saki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest świetne!!! Ciekawe co dalej :) proszę pisz szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wolałam poprzedni wystrój. :( Teraz trudno się to czyta. ;[

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli nie napiszesz 17 do środy to przestanę czytać twojego bloga:-( :'( :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie Kamila koncentruje się na miniaturce.... ale rozdział się pojawi jeszcze w tym tygodniu

      Usuń
  12. Świetneee! <3 Jejku biedna Pansy... :( Czytam dalej! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Mmm.. jakie zakończenie! :* ale ile się tutaj dzieje! Tyle akcji i w ogóle :D super! czytam dalej xd

    OdpowiedzUsuń
  14. Next czeka na mnie!
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. nie nie NIE !!! nooooo czemu ??? dobrze ze nie musze czekać na kolejny rozdzial tylko mam go pod ręką :D

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszyscy ze starszych klas oglądali się za Astorią....a ona nie była czasem w ostatniej klasie? XD Co do planu, to chyba najlepszy o najgłupszy na świecie. Lecę czytać co z niego wyniknie/Wiki

    OdpowiedzUsuń
  17. Podoba mi się! Kilka literówek, ale jest naprawdę fajnie. Lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń