sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 59

Rozdział 59 – Drzwi w drzwi.

  Draco Malfoy spał bardzo głęboko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chłopak znajdował się w takim stanie od dwóch dni. Leżał w swoim pokoju, w Malfoy Manor. Przy łóżku Ślizgona stały przeróżne fiolki, jedne bardziej opróżnione, inne mniej. Narcyza zatrudniła pielęgniarkę ze szpitala św. Munga, aby Draco miał profesjonalną opiekę. Nie po raz pierwszy stracił przytomność, jednak za każdym razem Narcyza bała się o jedynego syna tak samo. Zajrzała do jego pokoju, ale Draco nadal spał. Cicho zamknęła drzwi i zeszła po schodach do salonu Malfoy Manor. Lucjusz siedział w fotelu i czytał gazetę. Od momentu, w którym mężczyzna wrócił do domu, zamienili ze sobą ze cztery zdania. Pani Malfoy usiadła na kanapie i zajęła się książką, którą zaczęła czytać kilka dni temu. Znała ją niemal na pamięć, jednak łudziła się, że coś przegapiła. Tytuł głosił „Eliksir obłędu. Badania i odkrycia.” Książka była dość stara, jednak Narcyza nigdy nie znalazła bardziej dokładnego dzieła w sprawie tego, konkretnego eliksiru.
– Znów ją czytasz. – Usłyszała głos męża i podniosła na niego wzrok. Narcyza nic nie odpowiedziała, jedynie skinęła głową.
– Czy znów pokładasz nadzieję w tej nieistniejącej miksturze? – zapytał z kpiną w głosie.
– Nie ja.
– Ta mugolaczka? Naprawdę chcesz, żeby przebywała z naszym synem?
– Jeśli może go uratować, to jestem w stanie oddać jej całe Malfoy Manor. – Lucjusz zacisnął szczęki i rzucił gazetę na stolik. Wstał, a jego szata zafalowała.
– Nie wygaduj głupstw – warknął. Narcyza nic mu nie odpowiedziała. Bez słowa wróciła do przerwanej lektury.
Lucjusz opuścił salon i udał się do swojej samotni. Zamknął drzwi, przekręcając niewielki klucz. Dobrze wiedział, że mikstura nie istnieje i nie rozumiał, dlaczego jego żona tak upiera się przy dziwnym specyfiku. Usiadł przy biurku i zaczął segregować papiery, które zostały jeszcze sprzed aresztowania. Większość z nich były nieprzydatnymi raportami, którymi Voldemort nie chciał zaprzątać sobie głowy. Wszystko zastał dokładnie tak, jak zostawił, co oznaczało, że nikt nie wchodził do jego biura. Właściwie nie obchodził go nikt inny oprócz Narcyzy. Każdego dnia od aresztowania myślał o niej. Jej pięknej, bladej twarzy, zadbanych dłoniach, o sposobie, w który mówiła. Jej głos był najcudowniejszą rzeczą, którą Lucjusz mógł usłyszeć w Azkabanie. Jednak zawsze, kiedy go odwiedzała mówiła tylko o Draco i o tym, jak źle się z nim dzieje. To sprawiało, że robiła się niemal tak posępna jak Lucjusz. Tego mężczyzna nigdy nie chciał. Potarł zmęczoną twarz, a potem wrzucił wszystkie papiery, które leżały na biurko do kosza na śmieci. Chciał je podpalić, jednak nie odzyskał swojej różdżki. Została mu odebrana przy aresztowaniu. Ostatnim raz rzucił okiem w stronę raportów. Chciał skończyć z przeszłością, a pozbycie się tych papierów było dobrym startem. Wtedy usłyszał głos Narcyzy zza drzwi:
– Obudził się.
***

Hermiona siedziała w kącie obskurnego pomieszczenia, obejmując się ramionami. W areszcie było przeraźliwie zimno. Dobijało ją, że w zamian za jej dobroć i chęć pomocy siedziała od pięciu dni w areszcie Ministerstwa, czekając na nie wiadomo co. Chciała zobaczyć Rona i Harry’ego, jednak Carleton stanowczo odmówił. Hermiona pytała go kilka razy o powód odmowy, ale auror uparcie milczał.
Od wizyty Narcyzy Malfoy nie miała innych gości. Czuła się opuszczona. Wiedziała, że Harry, Ron i Ginny z pewnością próbowali się z nią zobaczyć i to Ministerstwo blokowało wszystkie wizyty, jednak… Jednak miała nadzieję, że Harry’emu jakoś uda się dotrzeć do samego Ministra. Powtarzała sobie, że to „nic takiego” i wkrótce stąd wyjdzie. Wyobraziła sobie, co by pomyśleli jej rodzice, gdyby ją tutaj zobaczyli. Nieoczekiwanie słone łzy zaczęły płynąc po jej policzkach. Czuła, że ich zawiodła. Kto by chciał, żeby jego dziecko wylądowało w areszcie? Bądź silna, Hermiono. Nie możesz się tak mazać… Próbowała się jakoś uspokoić, ale dopiero po dłuższej chwili łzy przestały płynąć po jej policzkach. Zaczęła myśleć trochę bardziej racjonalnie i w końcu zadała sobie kluczowe pytanie: dlaczego Narcyza mogła ją odwiedzić, a przyjaciele nie? Postanowiła jutro z samego rana zapytać o to Carletona. Auror przychodził do niej codziennie, tuż po śniadaniu. Informował o postępach w sprawie i odpowiadał na niektóre pytania dziewczyny. Był raczej oschły, ale Hermiona przywykła do ludzi zachowujących się w ten sposób. Malfoy. Pomyślała zaraz. Gdy przed jej oczami pojawił się obraz śpiącego Draco zmarszczki na czole dziewczyny się wygładziły, a kącik jej ust uniósł się ku górze.
– Od kiedy tak ciepło o nim myślę? – wymamrotała nieświadomie.
– O kim? – Poznała ten głos od razu. Podniosła głowę i wstała z podłogi. Draco Malfoy stał przed jej celą. Nienagannie ubrany z perfekcyjnie ułożoną fryzurą. Uśmiechał się. Nie wyglądał na chorego. Cienie pod jego oczami zniknęły, a twarz nabrała zdrowego koloru.
– Co tu robisz? – zapytała Hermiona, ignorując jego pytanie.
– Zabieram cię stąd. – Po słowach Malfoya kraty magicznie zniknęły. Gryfonka zmarszyła brwi, coś jej nie pasowało. Draco wyciągnął do niej rękę.
– Chodź, Hermiono. – Myślała, że się przesłyszała. Nazwał ją po imieniu. – Chodź – powtórzył, a dziewczyna zrobiła niepewny krok w jego stronę. Złapał jej rękę, a potem przyciągnął do siebie. Przytulił ją, jednak pannie Granger coś nie pasowało. Cały czas słyszała jak mówi: „chodź.” Wtedy Draco złapał jej twarz w obie dłonie i zaczął całować. Hermiona z zawziętością oddawała pocałunek. Objęła go za szyję i rozkoszowała się ciepłem, które biło od jego ciała. Zamarzyła brwi, bo nagle usłyszała inny głos:
– No chodź. – Wszystko zaczęło się rozmywać, Draco, który ją tulił stał się nierzeczywisty. Jej cela zaczęła wirować i zaraz potem Gryfonka otworzyła oczy. Zrobiła gwałtowny wdech i usiadła na materacu. Rozejrzała się dookoła. Była w swojej celi.
– To tylko sen – mruknęła, uspokajając się trochę. Przerażała ją wizja tego, co jej umysł stworzył podczas snu.
– Kto ci się śnił, Granger? – Gwałtownie spojrzała w stronę krat. Tak jak myślała stał za nimi Draco Malfoy.
*
– Rozumiem, że już się poddaliście? – Wkurzona Ginevra Weasley usiadła na fotelu w pokoju wspólnym Gryffindoru. Harry westchnął i po raz setny zaczął jej tłumaczyć:
– Nie podaliśmy się, Ginny! Ministerstwo blokuję…
– Co Ministerstwo ma do tego?! – wrzasnęła dziewczyna. Nie rozumiała bezsilności jej brata i jego przyjaciela.
– Jesteś, pieprzonym, Harrym Potterem! Powinni cię słuchać i uwolnić Hermionę!
– Ginny naprawdę staramy się…
– Gówno, a nie się staracie! – przerwała mu rudowłosa. – A ty? Czemu znów nic nie mówisz?! – zwróciła się do Rona, który w ciągu ostatnich czterech dni wypowiedział może z sześć zdań. Gryfon wzruszył ramionami. Miał straszne wyrzuty sumienia z powodu pocałunku z Astorią. Czuł się okropnie, tym bardziej, że Hermiona była wiele mil od Hogwartu. Chciał ją zobaczyć całą i zdrową.
– Jesteście beznadziejni! – stwierdziła Ginny i opuściła pokój wspólny. Kiedy szła korytarzem myślała, że się rozpłacze. Nie mogła znieść myśli, że Hermionę aresztowano i nikt nie może jej pomóc. McGonagall cały czas zapewnia rodzeństwo Weasley i Harry’ego, że robi co w jej mocy, jednak Ginevra miała wrażenie, że nikomu nie zależy. Pociągnęła nosem, wdrapując się po schodach na czwarte piętro.
– Gorszy dzień? – Kątem oka zerknęła w stronę Blaise’a Zabiniego, który opierał się o ścianę korytarza. Nie odpowiedziała, więc Ślizgon ruszył za nią.
– Czemu za mną idziesz? – burknęła Ginny.
– Czemu od razu myślisz, że idę za tobą? Może po prostu idziemy w jednym kierunku?
– Proszę cię, Blaise, zostaw mnie. Nie mam nastroju na słowne przepychanki…
– Dostrzegam dobre strony tej sytuacji.
– Nawet jeśli nie zapytam, wymienisz je, prawda? – rzuciła trochę znudzonym głosem. Stanęli pod portretem, który strzegł przejścia do dormitorium prefektów.
– Zgadza się – przyznał z uśmiechem Zabini.
– A więc? Co to za „dobre strony?” – zapytała, wywracając oczami.
– Znów nazywasz mnie po imieniu.
– A czy kiedyś w ogóle przestałam? – Pytająco uniosła brew, a widząc, że Ślizgon analizuje jej słowa, uśmiechnęła się. Blaise nic nie odpowiedział, obliczając swoje szanse na ponowne podbicie serca Gryfonki.
– Do zobaczenia, Blaise – powiedziała, akcentując jego imię. Zaraz potem wypowiedziała hasło, a portret ukazał przejście. Już miała wejść do dormitorium, kiedy usłyszała:
– Zaczekaj! Co to miało znaczyć? – Znów się uśmiechnęła.
– Do zobaczenia – powtórzyła ciszej, a potem portret na powrót zasłonił przejście. Ginny nie zdawała sobie sprawy, że tęskni za Ślizgonem. Aż do teraz.
*
Po czterech, długich dniach w końcu ją wypuszczono. Panna Granger marzyła o powrocie do Hogwartu, chciała zobaczyć przyjaciół i wyjaśnić im to całe zamieszanie. Kiedy Draco oznajmił jej, że zamierzają ją wypuścić myślała, że to kolejny sen. Stanęła razem z młodym Malfoyem przed kominkiem i wtedy zrozumiała, że nie ma pojęcia jaki wypowiedzieć adres. Nie pozwolono jej wrócić do Hogwartu. Przynajmniej do czasu, w którym nie oczyszczą jej ze wszystkich zarzutów. W domu po rodzicach nie miała kominka, więc może Nora?
– Wiem o czym myślisz – szepnął jej do ucha Draco, kiedy Carleton tłumaczył dziewczynie, że czekają na oficjalne potwierdzenie zeznań Lucjusza Malfoya. Starała się ignorować blondyna, skupiając wzrok na aurorze.
– …więc, panno Granger, jak tylko pan Malfoy złoży potwierdzenie zeznań, będzie pani mogła wrócić do szkoły.
– A dokładniej kiedy? – zapytała dziewczyna, kalkulując wszystko w głowie.
– Niestety, z pewnością nie wcześniej jak po świętach. – Panna Granger skinęła głową. W przyszły wtorek będzie Wigilia Bożego Narodzenia, dostaną tydzień wolnego. Jeśli się nie pomyliła wróci do szkoły za jedenaście dni. Mogła to przeżyć. Carleton w końcu się pożegnał i zostawił dwójkę byłych prefektów przy kominku, który znajdował się niedaleko biura aurorów.
– W końcu sobie poszedł, nie mogłem patrzeć na te jego…
– Daj spokój – mruknęła Hermiona i niepewnie weszła do kominka. Z pojemnika stojącego na gzymsie, uprzednio zabrała garść proszku fiuu. Nadal nie wiedziała, gdzie powinna się teleportować.
– Chyba pamiętasz jeszcze adres? – zapytał Draco, przyglądając się jej wyczekująco.
– Adres, dokąd?
– Malfoy Manor, Granger. Wracamy do domu. – Skinęła głową, a potem wyraźnie wymówiła współrzędne posiadłości Malfoyów. Za często tam bywam. Pomyślała, znikając wśród zielonych płomieni.
***
Spędziła noc w Malfoy Manor. Kolejną noc. Pomyślała, siadając na łóżku. Dostała własny pokój w zachodnim skrzydle domu, a Skrzat o wpół do dziewiątej obudził ją na śniadanie. Hermiona z braku innego wyjścia założyła ubrania, w których funkcjonowała przez ostatnie cztery dni. Umyła twarz zimną wodą i starała się poskromić swoje włosy przed lustrem w łazience. Koniec końcu związała je w kucyk. Ostrożnie otworzyła drzwi i wyjrzała na korytarz. Nadal czuła się niepewnie w domu Malfoyów. Nie uszła czterech kroków, kiedy, jak z pod ziemi, wyrosła przed nią postać Dracona.
– Musimy porozmawiać, Granger – powiedział poważnie. Dziewczyna przeczuwała, że za chwilę będzie musiała opuścić Malfoy Manor. Tylko dokąd miała pójść? Do Nory? Musiałaby odpowiedzieć tam na masę pytań, na które nie miała ochoty. Westchnęła i kiwnęła głową. Draco skierował swoje kroki do pokoju, który jej przydzielono. Bez zastanawiania usiadł na łóżku. Panna Granger nadal stała, ale w końcu zajęła miejsce w dużym fotelu, który stał w rogu pokoju.
– Chodzi o twój pobyt tutaj – zaczął Malfoy. Gryfonka nie była zaskoczona, spodziewała się tego.
– Nie musisz się obawiać, wyniosę się stąd najszybciej jak to będzie możliwe. – Draco skinął głową.
– Posłuchaj, Granger, jeśli o mnie chodzi to mieszkaj sobie ile wlezie… Ale od kiedy on wrócił… Nawet ja tu nie wytrzymuję. Jak tylko zacznie się przerwa świąteczna, wynoszę się do Blaise’a. Jeśli nie masz gdzie się podziać możesz jechać ze mną. Zabini nie będzie miał nic przeciwko. – Hermiona otworzyła usta ze zdziwienia. Zatkało ją.
– Ja… Znaczy… – Zmarszczyła brwi. – Kto wrócił? – Młody Malfoy odchylił się do tyłu i westchnął.
– Mój ojciec – powiedział w końcu. Oczy Gryfonki urosły do rozmiarów spodków.
– Jest tutaj? – Draco skinął głową. – Wypuścili go? – Zaraz się zreflektowała. Musiała pamiętać, że Lucjusz, jak okropny by nie był, nadal pozostawał ojcem Draco. –  To cudownie, znaczy, chyba się cieszysz, prawda? – zapytała. Choć wyraz twarzy Malfoya mówił jej coś zupełnie innego. Uniósł jedną brew do góry.
– Chyba żartujesz, Granger. Na szczęście dostał tylko przepustkę na okres Bożonarodzeniowy. Potem wraca do Azkabanu. – Dziewczyna zaniemówiła.
– Jak możesz tak mówić? To twój ojciec.
– Wolałbym go nie mieć – stwierdził blondyn z kamienną twarzą. Hermiona pokręciła głową.
– Wcale tak nie myślisz.
– Nie ważne. – Młody Malfoy wzruszył ramionami, ta rozmowa zaczynała być dla niego niewygodna. Hermiona wstała z fotela i zabrała swój sweterek, który przewiesiła przez ramę łóżka.
– Jest jeszcze jedna sprawa, Granger. – Przystanęła na te słowa.
– Twoi przyjaciele od wczorajszego wieczora wysłali do mnie jakieś dwadzieścia listów. Grożą, że jeśli cię nie wypuszczę, przyjdą tutaj i odbiją cię siłą. Możesz im wyperswadować, że nikt cię tu nie więzi? – Hermionie policzki poczerwieniały, ale skinęła głową. Trochę jej było wstyd za zachowanie przyjaciół. Bądź co bądź, Malfoyowie wyciągnęli ją z aresztu.
– Napiszę do nich jak tylko… – Zawahała się, nadal nie miała pojęcia dokąd powinna się udać.
– Nieważne, choć, bo moja matka czeka ze śniadaniem. – Zauważył, że dziewczyna miała pewne obawy przed posiłkiem.
– Spokojnie, mój ojciec nie zje z nami. Siedzi u siebie w biurze. – Hermiona skinęła głową, a potem, wraz z Draco, zeszła na dół.
*
– Przynajmniej ją wypuścili – powiedziała Ginny przy śniadaniu. Odkąd Ron i Harry dowiedzieli się, ze ich przyjaciółka przebywa w Malfoy Manor zaczęli panikować bardziej, niż gdy przetrzymywano ją w areszcie.
– Ale ona jest z MALFOYEM! – Ronald próbował przekonać siostrę, że to naprawdę coś złego. – Wyszła z aresztu i zamiast zobaczyć przyjaciół, musi znosić towarzystwo i docinki tej fretki. Na pewno wolałaby być teraz z nami. – Ginny wywróciła oczami.
– Nie chcę nic sugerować, ale od jakiegoś czasu Hermiona o wiele częściej spotyka się z Malfoyem niż z tobą – powiedziała, kończąc swoje śniadanie. Harry pokręcił z niedowierzaniem głową.
– Nie wygaduj głupstw, Ginny. – Dziewczyna wzruszyła jedynie ramionami.
– McGonagall powiedziała, że Herm wróci do Hogwartu dopiero po świętach. Niby gdzie miałaby teraz pójść?
– Do Nory, to chyba oczywiste – powiedział Ron i pochłonął kolejną kanapkę.
– Tak świetny pomysł. Żeby nasza mama męczyła ją przez cały czas, zadając masę pytań na temat Mlafoyów, jej aresztowania i tak dalej… Świetny pomysł – ironizowała rudowłosa Gryfonka.
– Nie kłóćmy się, tylko zastanówmy jak możemy jej pomóc – przerwał rodzeństwu Harry. Cała trójka miała nadzieję, że wkrótce spotkają się z przyjaciółką.
– Może mogłaby się zatrzymać w domu Syriusza? – zaproponowała Ginny.
– To świetny pomysł! – Harry’ego olśniło. Dlaczego o tym nie pomyślał? Odkąd wyszedł ze szpitala św. Munga był trochę nieswój.
– Nie będzie się czuła samotna w tym wielkim domu? – zauważył Ron.
– W niedziele rano wracamy do domów na Święta. Wtedy z pewnością Hermiona pojedzie z nami do Nory. Spędzi w domu Syriusza dwa dni. Chyba da sobie radę? – Ginny nadal obstawała przy swoim pomyśle. Wtedy przyleciała sowia poczta. Całkowicie szara sowa, o oczach jak węgielki wylądowała przed Harrym. Chłopak odwiązał od jej nóżki list, a stworzenie szybko odleciało.
– To od Hermiony – mruknął okularnik i zaczął czytać:
Kochani!
Nie musicie się o mnie martwić. Wyszłam z aresztu, oczyszczono mnie z zarzutów, a po przerwie świątecznej będę mogła wrócić do szkoły. Mam nadzieję, że odwiedzę Was w Norze na Boże Narodzenie, żałuję, że nie zobaczymy się wcześniej. Na razie zatrzymam się w domu rodziców, nadal się nie sprzedał, a w mugolskim Londynie odpocznę od wszystkich czarodziejskich spraw. Mam nadzieję, że przestaniecie wypisywać do Malfoyów, dzięki nim wyszłam z aresztu.
Całuję Was wszystkich. Do zobaczenia!
Hermiona
Całej trójce trochę ulżyło, kiedy panna Granger w końcu się do nich odezwała. Ginny ze spokojem dokończyła śniadanie. Miała nadzieję, że Hermiona faktycznie odpocznie u siebie w domu, a nie zostanie w Malfoy Manor. Miała dziwne przeczucie, że Draco będzie jej towarzyszył w ciągu tych kilku dni. Nie podzieliła się swoimi obawami z Ronem i Harrym.
– Lecę, widzimy się na lekcjach – powiedziała, wstając od stołu. Ruszyła w stronę czwartego piętra, aby zabrać książki, potrzebne na piątkowe lekcje.
*
– Nie chciałem, żeby tak wyszło – rzucił Draco, kiedy opuszczali Malfoy Manor. Hermiona jedynie skinęła głową, powstrzymując łzy ze wszystkich sił. Malfoy w jednej ręce trzymał swój kufer, a w drugiej drobną dłoń Hermiony.
– To jaki jest adres? – zapytał, kiedy Gryfonka milczała od dłuższego czasu. Hermiona podała mu współrzędne, a potem aportowali się. Narcyza oglądała tę scenę z okna w salonie.
– Musiałeś zachować się w ten sposób? – zapytał męża z pogardą w głosie.
– Daj mi spokój, kobieto – mruknął i opuścił pomieszczenie. Nie mógł znieść myśli, że Narcyza jest na niego zła. Znów zamknął się w swoim gabinecie. Narcyza miała nadzieję, że Draco wróci na święta, kiedy trochę ochłonie. Mieli zjeść razem śniadanie, jednak w połowie posiłku do jadalni wszedł Lucjusz. Zobaczył Hermionę i puścił taką wiązankę, że Narcyza miała ochotę odciąć sobie uszy. Popełniła błąd, nie mówiąc mężowi o wizycie Granger w Malfoy Manor, ale naprawdę liczyła, że się nie spotkają. To był naprawdę duży dom. Westchnęła i odeszła od okna. Żałowała, że Lucjusz nie jest już tym samym mężczyzną, za którego wyszła za mąż.

  Draco i Hermiona wylądowali na tyłach domu państwa Granger. Dziewczyna poczuła dziwną ulgę na widok domu, ale również i smutek. Myśl, że już nigdy nie zobaczy rodziców rozdzierała jej serce.
– Dobra Granger, myślę, że sobie poradzisz jak cię tu zostawię – powiedział Draco, zerkając na dom.
– A co z tobą? Gdzie się zatrzymasz, skoro Zabini jest jeszcze w szkole? – zapytała cicho. Malfoy wzruszył ramionami.
– Wynajmę pokój w Dziurawym Kotle albo gdzieś w Hogsmeade, w każdym razie, coś wymyślę.
– Możesz zostać u mnie – wypaliła nagle panna Granger. Malfoy zrobił wielkie oczy.
– To chyba nie najlepszy pomysł…
– Wiem, że mój dom przy twoim to nic, ale tam naprawdę jest dużo miejsca. Dostaniesz pokój gościnny i… – przerwał jej, drapiąc się po głowie:
– Granger, twoi rodzice na pewno nie przywykli do tego, że sprowadzasz do domu obcych mężczyzn… – Gryfonka parsknęła śmiechem, było jej smutno przez wzgląd na wzmiankę o rodzicach, ale naprawdę nie mogła się powstrzymać. Myśl, że Draco boi się poznać jej matkę i ojca, sprawiała, ze miała ochotę śmiać się w głos.
– Co cię tak bawi? – zapytał, gniewnie mrużąc oczy.
– Myśl, że boisz się poznać moich… – przerwał jej podirytowany:
– Nie boję się. Nie chcę, żeby dostali zawału.
– To im nie grozi – mruknęła panna Granger i sposępniała. – To co? Wejdziemy do środka? – zapytała zaraz, oglądając się na drzwi balkonowe, które prowadziły do salonu. Draco koniec końcu skinął głową, choć bardzo nie chciał dopuścić do swojej konfrontacji z państwem Granger. I co im powiem? Myślał. Witam, jestem Draco. Tak, ten który obrażał państwa córkę przez bite siedem lat. Prychnął cicho. Nagle Hermiona zatrzymała się przed balkonowymi drzwiami. Niemal nie zaklęła, kiedy dotarło do niej, że nie ma różdżki. Jej magiczny patyk został zabrany z Hogwartu przez Ministerstwo i miała odzyskać go dopiero po Świętach Bożego Narodzenia.
– Malfoy, masz swoją różdżkę? – zapytała, odwracając się do Ślizgona. Draco skinął głową i bez zbędnych pytań podał jej swój magiczny patyk.
– Dzięki – powiedziała Gryfonka, a potem zaczęła zdejmować z domu wszelkie bariery ochronne. Dość trudno jej było to zrobić różdżką Malfoya, ale w końcu się udało. Otworzyła drzwi balkonowe prostym zaklęciem i weszli do salonu.
Wszystko wyglądało tak samo, jak w dniu, w którym opuszczała ten dom. Z Ronem. Podpowiedział jej głos z tyłu głowy. Draco niepewnie położył kufer obok kanapy, która stała naprzeciw wielkiego okna i drzwi prowadzących na taras. Pomieszczenie wydało mu się niesamowicie jasne. Na ścianach królował delikatny błękit i biel. Drewniane meble również nie były ciemne. Dom państwa Granger wydał mu się dokładnym przeciwieństwem Malfoy Manor. Zauważył, że półki były zastawione pustymi ramkami na zdjęcia, ale nie zapytał o to Hermiony. Myślał, ze to jakiś mugolski zwyczaj, nie chciał jej urazić… Wtedy w jego głowie włączył się alarm. Nie chciałem jej urazić… Nie chciałem urazić Hermiony Granger! Chyba zwariowałem… Odchrząknął, obserwując, jak Hermiona znika w korytarzu. Dziewczyna zaraz wróciła, chowając niewielki klucz do kieszeni spodni. Draco był pewny, że wróci z rodzicami, jednak nic takiego nie miało miejsca.
– Zaprowadzę cię na górę – powiedziała Gryfonka, kierując się w stronę schodów.
– Aaaa… – Malfoy zawahał się chwilę.
– Tak?
– A co z twoimi rodzicami? – zapytał w końcu Ślizgon. Hermiona westchnęła i wróciła się, stając przed Draconem.
– Prawdopodobnie są teraz w Australii albo innej części świata. Tak czy siak nie ma ich tutaj…
– Ale… Czekaj, co? Dlaczego pojechali…
– Dlaczego zadajesz tyle pytań? – przerwała mu podirytowana. Nie chciała opowiadać o rodzicach. Nie chciała o tym myśleć, bo zawsze wtedy się rozklejała.
– Przepraszam – mruknął Draco, nie do końca świadomy tego co mówi. Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy.
– Możesz powtórzyć? – zapytała. Malfoy wywrócił oczami.
– Pokażesz mi, gdzie będę spać, czy dzielimy twoje łóżko na pół?
– Chodź – powiedziała trochę speszona. Słyszała te dwuznaczność w jego głosie.
Weszli na piętro. Stając u szczytu schodów, mieli przed sobą białe drzwi. Hermiona wyjaśniła, że prowadzą do łazienki. Korytarz, w którym się znajdowali, również był utrzymany w jasnej kolorystyce. Ściany w odcieniach beżu sprawiały, że Draco czuł się naprawdę dziwnie.
– Drzwi po prawej to sypialnia dla gości – powiedziała dziewczyna i otworzyła je. Draco zajrzał do środka. Zauważył szare ściany, granatowy dywan i jasne panele. Pośrodku pomieszczenia stało podwójne łóżko.
– To twój pokój, ogólnie czuj się jak w domu… – powiedziała dziewczyna, kiedy wnosił swój kufer do pomieszczenia. Skinął jej głową.
– A te drzwi na wprost? – zapytał. Gryfonka obejrzała się przez ramię.
– To moja sypialnia – wyjaśniła.
– Oh, faktycznie sprytne – powiedział Draco i uśmiechnął się w ten ślizgoński sposób. Hermiona musiała przyznać przed samą sobą, że trochę jej tego brakowało.
– Co znowu? – zapytała. Dostrzegła ten charakterystyczny błysk w oczach Dracona. Już żałowała, że zapytała.
– Będę miał naprawdę blisko do twojego łóżka w nocy. – Myślał, że zawstydzi dziewczynę tą dwuznacznością w głosie, jednak Hermiona tylko prychnęła:
– Chciałbyś, Malfoy.
– Oczywiście, że bym chciał – rzucił, a dopiero wtedy na policzkach dziewczyny pojawiły się rumieńce. Usatysfakcjonowany dodał jeszcze:
– Cieszę się, że znów będę cię oglądał w tej kusej piżamce. – Hermiona bez słowa zamknęła drzwi z pokoju gościnnego, wycofując się na korytarz. Miała wrażenie, że tak czerwona, nie była jeszcze nigdy.







Koniecznie napiszcie w komentarzach co sądzicie o tym rozdziale. Zapoczątkuje on serię zdarzeń między Hermioną a Draco. Zapoczątkuje coś, czego od zawsze tutaj brakowała. Mam nadzieję, że kolejny pojawi się za tydzień w sobotę (25. 06.). Jak zwykle zapraszam na stronę na facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych rozdziałach. 

Jeśli nie macie mnie jeszcze dość zapraszam na drugiego bloga ---> KLIK

~Pani M. 

PS. rozdział, jak zwykle, sprawdziła Ali$hia, dziękuje :* 


20 komentarzy:

  1. Co sądzę? Zdecydowanie ZA KRÓTKI!
    Ale cieszę się, ze wróciłaś do pisania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps może jakas nowa miniaturka o Harry'm i Pansy?

      Usuń
  2. Perfect! :*

    Chociaż brakuje mi tu Hansy (aaa, czekam!) to i tak jest cudowny *.*
    Tak! ZGADZAM SIĘ Z MOJĄ POPRZEDNICZKĄ! Miniaturka zawsze spoko :#
    Czekam na kolejnyy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!
    Może zacznijmy od błędów:
    – Nie chcę nic sugerować, ale od jakiegoś czasu Hermiona o wiele częściej spotyka się z Malfoyem niż z tobą – powiedziła - "powiedziała"
    – Ginny nadal obstawały przy swoim pomyśle. - "obstawała"
    – To do Hermiony – "od Hermiony"
    – powiedział Draco i uśmiechnął się w ten śligoński sposób. - "ślizgoński"
    Coś chyba jeszcze było, ale zgubiłam to :P
    A teraz plusy!
    Dużo, dużo, bardzo dużo dramione! Ich rozmowy i w ogóle... takie awww *^*
    Blaise i Ginny <3 Dzisiaj trochę mało o nich, ale i tak wyszło ci świetnie. Tylko szkoda , że nie było Hansy :c
    No cóż... ślę wenę i czekam do soboty! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wymienienie błędów, w końcu zostały poprawione :)

      Usuń
  4. No nareszcie Dramione takie jakie pragnęłam. Dzięki Twojemu opowiadaniu pokochałam ten ship :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Od kilku dni zaczęłam czytać twój blog i jedyne epitety, które do niego pasują to: nieszablonowy, boski, wspaniały.

    PrincessCissy

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaa cudeńko *.* Dramione boskie, te ich rozmowy <3 Czekam na kolejny rozdział a szczególnie na tą niespodziankę z Hansy ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże ,idealny! Już jestem ciekawa co będzie dalej! Błagam o następny ❤️

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział nie jest zagmatwany i niezrozumiale napisany więc jest bardzo spoko ale szkoda że taki krótki ale nie mogę Cię o nic oskarżać cieszę się że powróciłaś po tak długiej przerwie oraz życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki sam jak zwykle, czyli cudowny po prostu ah jednym słowem jaram się. Postać Lucjusza kocham, mam nadzieje że Draco spędzi święta z Granger. Czekam na sobotę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. GENIALNY ROZDZIAŁ!!! Czekam na kolejny i więcej parringów! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. dawno sie tak nie usmialem. niech wena bedzie z tobą

    OdpowiedzUsuń
  12. No to nieźle. Ciekawie :) I jestem ciekawa co to za seria zdarzeń, które mają nastąpić. :D Draco i Hermiona sami w domu? No to będzie się działo. I Blinny! Jej! :D
    Z niecierpliowścią czekam na nowy rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział! Krótki, jestem ciekawa jak potoczy się relacja Hermiony z Draco :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Już 29.06 a rozdziału nie ma :( W każdym bądź razie od wczoraj czytam i właśnie skończyłam czytać całość. Nareszcie się coś dzieje! Ogólnie bardzo mi się podoba to opowiadanie i czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój wypadków. A ten rozdział jest cudowny!!! Dajesz szybko next, błagam! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. BOSKIE!!!czekam na kolejną część (najbardzie na Dramione <3 )

    OdpowiedzUsuń
  16. "Narcyza żałowała, że Lucjusz nie jest tym samym mężczyzną, z którym się ożeniła" Narcyza mogła wyjść za mąż. A co do rozdziału to bardzo dobrze się go czytało! ^^
    ~Willow

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział 😍 nareszcie zaczynamy Dramione :D Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń