środa, 17 września 2014

Rozdział 15



Rozdział 15 -  Jezioro, więcej szlabanów i impreza.


– I tym sposobem muszę siedzieć z Zabinim na Obronie przed Czarną Magią – wyjaśniła zdenerwowana Ginny przy obiedzie, wpychając sobie do ust zapiekankę z makaronem.
– Nie może być aż tak źle, Blaise nie jest najgorszy, ciesz się, że nie siedzisz na przykład z takim Malfoyem… – Próbowała pocieszyć przyjaciółkę Hermiona.
– Nie taki zły?! Przez tego dupka, dostałam szlaban! W pierwszym tygodniu szkoły! – Denerwowała się młodsza Gryfonka. Hermiona nic nie odpowiedziała tylko starannie przeżuwała swoją porcję. Rozumiała Gin, ostatecznie gdyby jej kazano usiąść z Malfoyem…  Wolała o tym nie myśleć. Dziewczyny dokończyły obiad w Wielkiej Sali. Ginny zostały jeszcze dwie lekcje, a Hermionie cztery. Wstały od stołu i razem udały się na zielarstwo.
*
Minął cały dzień i w końcu Harry mógł usiąść przy kominku w pokoju wspólnym.
– Nie odpuszczają, co? – Odezwał się Ron, siadając obok na kanapie. Ciemnowłosy Gryfon pokręcił głową.
– Dowalili z transmutacji i eliksirów – powiedział okularnik.
– Ale na szczęście już  mamy wolne – dodał Ron i położył nogi na dolą półkę w stoliku.
– Chciałbym... – mruknął Harry.
– A co, nowa misja ratowania świata? – Zażartował rudowłosy siódmoklasista i poluzował sobie krawat, rozwalając się na kanapie.
– Wolę nową, jak to określiłeś "misję" niż szlaban z Parkinson – mruknął posępnie Harry.
– Co? Nic nie mówiłeś, że dostałeś szlaban.
– Taaa, wolałem o tym nie myśleć.
Potter wstał z kanapy i narzucił kurtkę. Wsadził różdżkę za pasek w spodniach i przygładził włosy ręką, choć i tak jego fryzura pozostawiała wiele do życzenia.
– Ja się chyba będę zbierał na ten przeklęty szlaban.
– Powodzenia – powiedział Ron z uśmiechem.
– Dzięki! –  krzyknął Harry, przechodząc przez dziurę pod portretem.
Zbiegł po schodach na pierwsze piętro i już miał zejść po następnych do sali wejściowej, gdy zauważył Neville’a chodzącego w te i  z powrotem po korytarzu jakby na coś czekał. Harry zrobił dwa kroki wstecz i zapytał:
– Eee, Neville, co ty tu robisz? – Chłopak gwałtownie się odwrócił.
– O Harry, cześć! Ja tylko... no wiesz. Właśnie miałem iść do wieży Gryffindoru. – Neville lekko się zmieszał i zaczerwienił, po czym pewniejszym tonem dodał:
– A co ty tu robisz?
– Muszę iść na szlaban z Parkinson – mruknął posępnie Harry w odpowiedzi. Schował ręce do kieszeni.
– Aha, nooo... To cześć Harry, nie będę cię zatrzymywał – powiedział na pożegnanie Neville. Harry rzucił krótkie "Cześć!" i zbiegł szybko po schodach. W połowie drogi poczuł, że ktoś na niego wpada. Zachwiał się, ale szybko chwycił poręcz schodów. Jego okulary leżały na ziemi, ale ktoś mu je podał. Założył je na nos i zobaczył przed sobą drobną postać Daphne Greengrass.
– Przepraszam... Harry – powiedziała i pognała schodami w górę, zostawiając okularnika . Był w szoku. Chłopak jeszcze chwilę stał na schodach, po czym otrząsnął się, przypomniawszy sobie o szlabanie. Zbiegł do Sali Wyjściowej. Pansy już na niego czekała.
– Spóźniłeś się... – mruknęła dziewczyna i obrzuciła go wymownym spojrzeniem. Harry nic nie odpowiedział, tylko powolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Ślizgonka, chcąc nie chcąc, ruszyła za nim. Przeszli przez błonia w ciszy i dotarli nad jezioro. Ujrzeli błękitną taflę wody i przystanęli na chwilę.
– Wiesz, widziałem dziś Neville’a... – Zaczął Harry, ale Ślizgonka szybko mu przerwała:
– Super, a ja widziałam dziś Blaise, Draco, Astorię, Hermionę, Ginny, Weasleya i wiesz co? Chyba Neville’a też. – Cała jej wypowiedź była przepełniona sarkazmem. Harry znowu próbował coś powiedzieć, ale Pansy widząc, że otwiera usta, rzuciła krótko:
– Daruj sobie.
Rozpoczęli patrol w milczeniu. Byli w połowie drogi aby obejść całe jezioro, gdy Pansy przemyślała całą sprawę i postanowiła zacząć rozmowę:
– Eee, to co mówiłeś o Neville’u? – zapytała, odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho. Jednak Gryfon nic nie odpowiedział. Dziewczyna spróbowała ponownie:
– Dobra, jak nie chcesz to nie mów. A propo... Wam też dali tyle na zadanie z transmutacji? – Chłopak nadal się nie odezwał. Pansy powoli zaczęła się irytować, a Harry dalej, uparcie nie odpowiadał. Ślizgonka chwyciła go za ramię, zaczęła nim potrząsać i krzyczeć prosto do ucha chłopaka:
– Potter! Żyjesz jeszcze?! – Harry stanowczym ruchem strzepnął jej rękę z ramienia i nic nie powiedziawszy, szedł dalej przed siebie. Pansy wzięła głęboki wdech, licząc do dziesięciu, a przy ośmiu starała się nie walnąć go w twarz. Szli jeszcze kawałek, gdy Pansy wyciągnęła różdżkę i krzyknęła:
– Immobilus!
Harry okręcił się napięcie, wyciągnął różdżkę i jeszcze zdążył rzucić zaklęcie tarczy między siebie, a Pansy. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Nie sądziła, że Harry tak szybko zareaguje, miała nadzieję, że uparty Gryfon dostanie nauczkę. Harry wymierzył różdżką w Pansy i mrukną:
– Levicorpus.
Dziewczyna uniosła się w powietrze i zawisła do góry nogami nad taflą jeziora. Zaczęła krzyczeć jednocześnie przytrzymując spódniczkę.
– Potter, puść mnie!
– Nigdy więcej nie celuj we mnie różdżką – wycedził Harry. Wcale nie miał ochoty w najbliższym czasie odpuścić Ślizgonce. Pansy mimo swojego fatalnego położenia, tylko przewróciła oczami i nic nie powiedziała. Miała nadzieję, że Gryfonowi, prędzej czy później, się znudzi.
– No Potter, puść! Bolą mnie już ręce!
– To puść spódniczkę! – odkrzyknął Harry ze śmiechem.
– Chciałbyś! – Krzyknęła i jeszcze bardziej naciągnęła spódniczkę na uda.
– Dobra, Parkinson. Zróbmy tak, ty mi powiesz kto zaatakował Cię w pociągu, a ja cię puszczę.
– Nie znam tego człowieka  – rzuciła krótko, wisiała nad jeziorem jeszcze chwilę, gdy znów krzyknęła:
– No puść mnie Potter, to nie jest zabawne!
– I tak ci nie wierzę, na pewno go znasz! I owszem to jest bardzo zabawne! – Zaczęło się już robić ciemno, Pansy po raz ostatni spróbowała przekonać Pottera.
– No puść mnie... Harry...
– No dobra, jak chcesz.
Gryfon zgiął nadgarstek, delikatnie machnął różdżką i Ślizgonka z wrzaskiem wpadła do jeziora.
*
Ron siedział na kanapie, raz po raz sięgając do pudełka z czekoladowymi żabami.
– Pewnie Harry’emu się nudzi, i nic ciekawego się tam nie dzieje – mruczał pod nosem. W tym momencie przez dziurę pod portretem przeszła Hermiona i usiadła obok niego.
– A gdzie Harry? – zapytała.
– Na szlabanie z tą głupią Parkinson.
– Wiesz, Pansy wcale nie jest taka głupia... – wtrąciła cicho dziewczyna. Ron zdenerwował się. Gryfonka nie ma dla niego czasu, a ze Ślizgonami to rozmawia cały dzień! Oczywiście stwierdzenie „cały dzień” nie było na miejscu, ale rudowłosemu chłopakowi było wszystko jedno. Nie miał najlepszego humoru i z pretensją w głosie powiedział:
– O, czyli przyjaźnisz się ze Ślizgonami. Może jeszcze powiedz, że Malfoy jest miły.
– Nie przesadzasz czasem? – zapytała Hermiona. Jest tutaj od niecałej minuty a już Ron zdążył ją wkurzyć. Ostatnio w ogóle nie potrafią się dogadać.
– Dobra, pogadamy jak ci przejdzie. – Wstała i udała się w stronę dziury pod portretem, a Ron zjadł ostatnią czekoladową żabę i poszedł do swojego dormitorium.
*
Ślizgonka wpadła do jeziora. Była tak wściekła na tego przeklętego Pottera jak nigdy wcześniej. Wpadła do wody głową w dół, ale udało jej się na chwilę wynurzyć aby krzyknąć:
– Nie umiem pływać! – Było to perfidne kłamstwo, ale poskutkowało. Pansy nabrała dużo powietrza i zanurzyła się w wodzie. Harry mruknął coś w stylu: "Same problemy z tymi Ślizgonami" po czym ściągnął kurtkę, bluzę, koszulkę i trampki. Wskoczył do jeziora. Nigdzie nie widział Ślizgonki, więc wynurzył się aby nabrać powietrza i zanurzył jeszcze głębiej. Zaczął panikować. Nie było mu szkoda Parkinson, tylko pomyślał, że "zabójstwo" nie będzie dobrze wyglądać na podaniu o pracę. Pansy zza zarośli obserwowała poczynania Gryfona. Zaczęło robić się zimno, więc wyszła na brzeg, cała się trzęsła. Chłopak wynurzył się ponownie z wody, ale nie zauważył dziewczyny.
– Parkinson! – krzyknął.  Dziewczyna obserwowała go, stojąc na brzegu i zachichotała. Znów zanurkował. Ślizgonkę przeszły zimne dreszcze i objęła się ramionami. Była cała przemoczona i to wszystko przez tego Pottera. Gryfon wypłynął żeby zaczerpnąć powietrza, ale tym razem zauważył Pansy stojącą na brzegu. Spojrzał na nią, w taki sposób jakby mu właśnie powiedzieli, że Voldemort nadal żyje. Złość mieszała się ze zdziwieniem, ale chłopak nic nie powiedział. Podpłynął do brzegu i stanął obok dziewczyny. Ślizgonka cofnęła się o krok, jednocześnie zerkając na nagi tors Pottera. Harry chrząknął i ubrał koszulkę. Był przemoczony tak samo jak dziewczyna, a ona  nie mogła powstrzymać śmiechu. Śmiała się i śmiała, spoglądając na wściekłą minę Harry’ego. Powoli się oponowała co przyszło jej z trudem. Harry próbował rzucić „Avadę” wzorkiem, ale nie poskutkowało. Szybkim krokiem podszedł do Pansy i przerzucił sobie dziewczynę przez ramię. Ta znów zaczęła wrzeszczeć i już wcale nie było jej do śmiechu. Waliła pięściami w plecy ciemnowłosego chłopaka, ale Harry był nie ugięty.
– Ostrzegam cię Potter! Puść mnie, idioto! – Harry był głuchy na prośby, groźby i obelgi dziewczyny. Wziął ja na ręce i wrzucił z powrotem do jeziora. Pansy pisnęła, ale już dawno była w wodzie. Wyszła na brzeg, trzęsąc się jeszcze bardziej niż wcześniej i spojrzała na Harry’ego z pode łba. Jego kąciki ust uniosły się ku górze.
– I co się głupio śmiejesz? – zapytała, nadal się trzęsąc.
– Nic zupełnie nic. – odpowiedział Harry, trzęsąc się ze śmiechu. Ślizgonka spojrzała na niego wzrokiem godnym bazyliszka, ale nic nie powiedziała. Było jej strasznie zimno i jeszcze ten wiatr. Wiedziała, że musi dokończyć patrol. Szli w milczeniu a dziewczyna obejmowała się ramionami. Miała na sobie sweter, ale co z tego skoro był cały mokry, bo ten idiota wrzucił ją do jeziora w ubraniu. Pomyślała, że to brzmi jakby chciała, żeby ten imbecyl ją rozebrał. Takie myśli wywołały u niej odruch wymiotny. Pokręciła głową i znów zatrząsnęła się z zimna. Harry zdjął kurtkę i wyciągną rękę z ubraniem w jej stronę. Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdziwieniem, a potem prychnęła i odtrąciła jego rękę. Harry z niedowierzaniem pokręcił głową. Szli dalej, niebo zdążyło pokryć się gwiazdami, a wielki księżyc oświetlał im drogę. Harry nagle przystanął i klepnął się ręką w czoło, jakby właśnie coś sobie przypomniał.
– Parkinson, możesz przecież osuszyć się zaklęciem. – Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem. Nie mogła uwierzyć, że ona na to nie wpadła, jednak szybko pojawił się problem. Nie pamiętała formułki.
– Świetny pomysł. – warknęła, po czym kontynuowała tonem pełnym ironii:  – Może mogłabym to zrobić, gdybym pamiętała zaklęcie, ale przecież wielki Harry Potter jest tak wspaniałym czarodziejem, że pewnie zna odpowiednie zaklęcie. – Harry poczerwieniał. Nie dość, że chce pomóc tej upartej jak osioł babie, to jeszcze ta go obraża. Jednak z drugiej strony nie znał zaklęcia… Zawsze Hermiona była od takich spraw, a nie Harry. Wziął głęboki oddech i opanowanym tonem powiedział:
– Nie pamiętam formułki, ale ŚLIZGONI są tak genialni, że ty na pewno znasz odpowiednie zaklęcie, prawda? – Pansy nic nie odpowiedziała, szli dalej. Zawiał silny wiatr i dziewczyna zatrząsnęła się z zimna. Nie mogła już dłużej wytrzymać nie czuła palców u stóp i rąk. Zdecydowała się na jedyne wyjście z sytuacji.
– Dobra, daj tę głupią kurtkę – powiedziała cichym lecz stanowczym tonem. Gryfon uśmiechnął się pod nosem po czym zdjął kurtkę  i bez słowa oddał ją przemokniętej Ślizgonce.
*
– Wpadłam na Harry'ego jak do ciebie szłam.
– Ja też go widziałem – odpowiedział Neville. Daphnie pocałowała go w policzek. Chłopak lekko się zarumienił, mimo iż byli razem ponad trzy miesiące, to nadal nie potrafił przyzwyczaić się do bliskiej obecności ślizgonki. Chwycił ją za rękę i poprowadził na siódme piętro do Pokoju Życzeń. Po drodze dziewczyna znów rozpoczęła nieprzyjemną rozmowę:
– Neville... ?
– Tak, Daf?
– Kiedy zamierzasz im powiedzieć?
– Znów zaczynasz?
– A żebyś wiedział! – Ślizgonka miała już dość czekania, a uparty Gryfon ani myślał odpuścić.
– Daj spokój. Rzadko kiedy się widzimy, a kiedy już uda nam się spotkać ty wywlekasz na wierzch tę sprawę... – powiedział z lekkim wyrzutem. To wystarczyło alby wyprowadzić dziewczynę z równowagi.
– Czyli wszystko moja wina! Wiesz chyba straciłam ochotę na seks – I w tym momencie ujawniła się prawdziwa dusza Ślizgonki. Dziewczyna zakryła usta dłonią. Neville uniósł wysoko brwi i wytrzeszczył oczy na drobną postać Daphnie. Dziewczyna uniosła wyżej podbródek i spojrzała na chłopaka. Nastała cisza, ale po chwili znów zabrała głos:
– Miałam na myśli, że straciłam ochotę na twoje towarzystwo…
– Ale powiedziałaś... –  Dafne nie dała mu skończyć:
– I co z tego?  Przejęzyczyłam się... – Neville powstrzymywał śmiech , ale już nie potrafił dłużej, spojrzał na dziewczynę i oboje wybuchli śmiechem, a dźwięk ich głosów odbijał się echem na korytarzu szóstego piętra. Śmiali się długo, aż w końcu usłyszeli kroki. W jednym momencie zrobiło się cicho. Daphnie i Neville ujrzeli panią Norris, kotkę woźnego. Wiedzieli co to oznacza. Powoli zaczęli się wycofywać w stronę zamkniętych drzwi, parę metrów za nimi. Jednak gdy chłopak chwycił za klamkę, postać Filcha wyłoniła się zza rogu.
*
McGonagall siedziała w swoim gabinecie, wypełniając sterty papierów. Naprawdę nie mogła zrozumieć jak Dumbledore to wszystko ogarniał. Westchnęła i poprawiła okulary, które powoli zsuwały się z jej nosa. Brakowało jej poprzedniego dyrektora. Nie dość, że dawał sobie radę z tymi cholernymi dokumentami to jeszcze młodzież tak jakby bardziej go słuchała. Ktoś zapukał do drzwi.
–Proszę  – odpowiedziała lakonicznym tonem Minerwa. W drzwiach ujrzała kawałek łysiny Argusa Filcha.
– Pani profesor…  – zaczął.
– Tak? – Spojrzała na niego spod okularów.
– Złapałem tych dwoje jak się kręcili na siódmym piętrze.  – Pociągnął za sobą Neville’a i Daphnie, cała trójka stanęła przed obliczem dyrektorki. McGonagall spojrzała na zegarek.
– Filch, jeszcze nie ma dziesiątej jest dokładnie za dwanaście, więc ci dwoje nie złamali ani jednego punktu regulaminu…
– Byli głośno! – Bronił się dalej woźny.
– Wcale nie! – odpowiedział wojowniczo Neville, właściwie sam był w szoku, że w ogóle się odezwał. McGonagall spojrzała na Argusa, wstała z krzesła przy biurku i podeszła do uczniów.
– Co właściwie wasza dwójka tam robiła? I to razem!? – zapytała, właściwie wątpiła, że doczeka się odpowiedzi, ale nie zaszkodzi spróbować.
– Nic, wcale nie byliśmy razem… Po prostu tak na siebie wpadliśmy  – wytłumaczyła pospiesznie Ślizgonka. McGonagall spojrzała na dziewczynę potem na Neville’a aż w końcu jej spojrzenie zatrzymało się na woźnym.
– Dobrze, pomożecie pannie Weasley i panu Zabiniemu w czyszczeniu pucharów w Sali Pamięci. –Daphnie już chciała protestować, ale Gryfon spojrzał na nią i pokręcił głową.
– Dobrze, a kiedy mamy odbyć szlaban? – zapytał.
– W środę o szóstej wieczorem. A teraz wybaczcie mam jeszcze dużo do zrobienia. – Woźny z zadowoloną miną i Neville z Daphnie z mniej zadowolonymi minami, opuścili gabinet dyrektorki.
McGonagall kontynuowała wypełnianie dokumentów, przerywając raz po raz aby upić trochę herbaty z czerwonej filiżanki. Zmarszczyła brwi i spojrzała na zegar, pokazywał już w pół do dwunastej, a stos papierów na jej biurku wcale nie zmalał. Usłyszała pukanie do drzwi, zastanawiała się kto to może być o tak późnej porze. Zawahała się chwilę po czym niepewnie powiedziała: "Proszę". Miała tylko nadzieję, że to nie woźny z kolejnymi uczniami. Do jej gabinetu wszedł Slughorn, nauczyciel eliksirów i opiekun domu Salazara Slytherina.
– Minerwo, przepraszam, że niepokoje o tak późnej porze, ale chciałbym z tobą porozmawiać o liczbie szlabanów rozdanych w tym miesiącu... – Dyrektorka odłożyła długopis, odsunęła stertę papierów na bok biurka i wskazała nauczycielowi miejsce na przeciwko siebie.
– Wiem Horacy, a co dziwniejsze szlabany dostali tylko nasi podopieczni. – Pogrzebała w szufladzie biurka i wyciągnęła jakąś kartkę. Poprawiła okulary i zaczęła czytać:
– Ginevra Weasley, Blaise Zabini, Harry Potter, Pansy Parkinson, Alice Hawkins, Will Lamel*, Neville Longbottom, Daphnie Greengrass.
– Ale co to za lista? – zapytał Horacy, wysłuchawszy nazwisk.
– To lista uczniów, którzy dostali szlabany i dziwnym trafem wszyscy są naszymi podopiecznymi, Horacy. Poza tym wszyscy dostali szlabany parami…
- Masz rację, to dość dziwne, ale nie możemy zakazać widywać się Ślizgonom i Gryfonom, to by zaprzeczało wszystkiemu, co usiłowaliśmy zrobić aby pogodzić te domy. – Horacy podrapał się po głowie, po czym powiedział:
– Eee, Minerwo?
– Tak..? – Zachęciła do dalszego mówienia i jednocześnie dała znak, że słucha nauczyciela eliksirów.
– Wiesz, zastanawiałem się czy przyjęłaś już ofertę Dumstrangu i Baxbaton odnośnie wymiany?
– Zdecydowałam się ją odrzucić.  – Slughorn już miał coś powiedzieć, ale  McGonagall uciszyła go ruchem ręki i kontynuowała:
– Odrzuciłam ją, ponieważ oni po prostu chcieli abyśmy im przysłali Harry’ego. On nie jest jakąś maskotką, Horacy. Jeszcze mu się w głowie poprzewraca. Postanowiłam zrobić bal jak cztery lata temu i zaprosić obie szkoły. – Horacy znów podrapał się po głowie po czym powiedział:
– To chyba dobry pomysł, a co z tym balem na zakończenie roku?
– Też się odbędzie, ale myślałam o czymś większym.
– To znaczy? – zapytał Slughorn.
– Chciałabym zaprosić wszystkich którzy ukończyli Hogwart, co o tym myślisz? – zapytała dyrektorka i stłumiła ziewnięcie.

– To świetny pomysł! Będzie trudno to zorganizować, ale to naprawdę doby pomysł. – McGonagall ucieszyła się, widząc entuzjazm kolegi po fachu. Rozmawiali jeszcze długo, wspominając minione czasy i ich roczniki. W pewnym momencie dyrektorka otworzyła miód pitny i rozmowy toczyły się do rana, a jedynym światkiem tej rozmowy był księżyc, który przez okno wpadał do gabinetu dyrektorki.



Rozdział 15, wy niewdzięcznicy! 5 komentarzy pod poprzednim rozdziałem, serio? Tylko na to was stać? Ale w sumie to się cieszę, że aż pięć osób to skomentowało... Rozdział dłuższy i więcej Harry’ego i Pansy na życzenie Marcelki! Dobra, idę pisać rozdział 16 mając nadzieje, że pod tym postem dobijecie 10 komentarzy. Pozdrawiam:
~Pani M. (która kuje na test z biologii i jest bardzo, bardzo, bardzo nieszczęśliwa z tego faktu).

*A i Alice Hawkins, Will Lamel to te głąby co wpadli do jeziora. - Ali$hia






15 komentarzy:

  1. Wow, dziękuję! Sceny ze szlabanem były takie boskie, że aż!! Aaaa! :D Cudowne! Szczerzyłam się jak głupia! xD Więcej takich! :DD Genialnie napisane, czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę kolejny rozdział c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Super piszesz czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne c: ale brakowało mi Hermiony!!
    Czekam na nexta
    PANNA ANNA

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny ten szlaban ;)) Oby więcej takich scen było :D
    Pozdrawiam
    DiWa

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty rozdział!!! Gdy czytałam o tej scenie nad jeziorem to szczerzyłam się jak głupi do sera XD Następnym razem poproszę taki sceny z draco i hermi.
    Sama Wiesz Kto♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Na Twoje życzenie 10 komentarz Pani M. Mam nadzieję że kolejny rozdział będzie jak najszybciej XD
    Całuski

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam dość długą przerwę, za co przepraszam, ale ponownie zabrałam się do czytania! :D
    Pansy i Harry! <333 Jakie to piękne że tak fajnie ułożyły się te szlabany... :D :D <3 <3
    No po prostu kocham związki Ślizgonów z Gryffonami! <3
    Czytam dalej! ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahaha, no, no. Ciekawie się zapowiada xd zamierza zorganizować taki bal!!!!!! Przeciez to tysiące ludzi! :D powodzenia im życzę :P a wątki z jeziorem... Hahahahahahaha! Genialne <3 to do 16!

    OdpowiedzUsuń
  10. O bosz... Druga Rowling
    so Cute <3
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. nie am to jak zapomnieć zaklęcia :D ciekawe co tam jeszcze wymyślisz

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie robię matmy bo czytam bloga ;-;/Wiki

    OdpowiedzUsuń
  13. Akcja nad jeziorem <3 ogl cały rozdział jest 'Awwwww' ;3 Daphne i Neville zaszli już tak daleko? Niedługo dojdą... Do sedna sprawy, rzecz jasna XDD Trochę mało Dramione, błagam niech wreszcie coś miedzy nimi sie ruszy!
    Pure

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaznaczam swoją obecność i lecę czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń