sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 13


Rozdział 13 - Szlabany na rozpoczęcie roku.


– Nie chcę być niegrzeczny, ale kim pan jest? – Pansy usłyszała pytanie z ust Pottera. Podniosła wzrok na ciemnowłosego mężczyznę. Był umięśniony, a jego brązowe oczy hipnotyzowały. Uśmiechnął się do Pansy i oczom dziewczyny ukazał się rząd śnieżnobiałych zębów. Ślizgonka kątem oka spojrzała na Gryfona i dostrzegła, jak przewraca oczami. Mężczyzna odpowiedział:
– Jestem nowym nauczycielem obrony przed czarną magią. Nazywam się Robin Barkley*. – Harry burknął:
– Znów nie chcę być niegrzeczny, ale nie jest pan za młody na nauczyciela? – Robin uśmiechnął się, nonszalancko odgarniając włosy.
– No jasne, ty jesteś pewnie Harry Potter? Mam rację?– Harry przytaknął, a mężczyzna kontynuował:
– Proponowali ci posadę Aurora, prawda?
– Tak, ale co to ma do rzeczy? – zapytał podirytowany Harry.
– Nie chcę być niegrzeczny, ale nie jesteś za młody na Aurora? – Barkley roześmiał się z tego, niskich lotów żartu, a Pansy zawtórowała mu. Harry uśmiechnął się sztucznie. Dziewczyna usłyszała za sobą kroki, odwróciła się i zobaczyła zbliżającą się profesor McGonagall.
– O pan Barkley, wprawdzie spodziewaliśmy się pana jutro rano, ale w tych okolicznościach, no cóż… Potter, Parkinson! Poczekajcie tutaj, to nie powinno długo zająć – powiedziała dyrektorka. Pansy kiwnęła głową. Stali z Harrym w milczeniu, czekając na McGonagall. Po niecałych dwudziestu minutach posąg odsunął się, ukazując nauczyciela Obrony przed Czarną Magią. Znów uśmiechnął się do Pansy i powiedział:
– Profesor McGonagall chce was widzieć. – Wyminął ich i sprężystym krokiem udał się w tylko sobie znanym kierunku. Harry, już chciał zacząć wchodzić na schody, kiedy przypomniał sobie, że jest z nim Pansy. Mimo wszystko przepuścił Ślizgonkę i podążył za nią. Stanęli przed uchylonymi drzwiami gabinetu dyrektorki. Gryfon zapukał i rozległ się głos McGonagall:
– Wejdźcie!
Usiedli na dwóch, wcześniej przygotowanych, krzesłach, naprzeciwko biurka. Minerwa podniosła na nich wzrok i odłożyła pióro.
– Dobrze, jak wiecie, jesteście tutaj, ponieważ złamaliście mój zakaz, aby nie opuszczać dormitorium. Jednakże pomogliście odnaleźć pannę Weasley i pana Zabiniego. Wezmę to pod uwagę, ale kara was nie ominie. Rozmawiałam z profesorem Slughornem. – Pansy westchnęła, dyrektorka nie zwróciwszy na to uwagi, kontynuowała:
– Więc Horacy powiedział mi, że u niego również zarobiliście szlaban, ustaliliśmy, że skoro tak lubicie włóczyć się po zamku, zastąpicie profesora Flicficka w jego patrolach. Będą się odbywać trzy razy w tygodniu.
– Przez cały rok?! Nie uważa pani, że to za ostra kara? – Harry wrzasnął, gwałtownie wstając z krzesła. Nie miał najmniejszej ochoty włóczyć się z Parkinson po korytarzach do końca roku. McGonagall spojrzała na niego surowo spod okularów.
– Opanuj swój entuzjazm Potter. Patrolować korytarze od czwartego do siódmego piętra, będziecie tylko we wrześniu. – Harry usiadł i uspokoił się nieco. Wtedy do gabinetu wbiegł zdyszany Hagrid i wysapał:
– Pani psor… Dwóch pirszorocznych wpadło... do jeziora! – Dyrektorka poderwała się z krzesła i błyskawicznie znalazła się przy drzwiach, wychodząc, rzuciła jeszcze:
– Nie wychodźcie stąd! Zrozumiano? – Opuściła swój gabinet, a za nią potruchtał Hagrid. Pansy odprowadziła ich wzrokiem, a gdy tylko upewniła się, że prędko nie wrócą, rzuciła się na stertę papierów na biurku dyrektorki.
– Co ty robisz Parkinson? – krzyknął zaskoczony Harry.
– Zamknij się i jak nie pomagasz to siedź cicho, Har... znaczy Potter...
– Dobra, czego szukamy?
– Każdy nauczyciel jak zostaje przyjęty do Hogwartu, musi wypełnić formulasz, uzupełnić dane personalne i tak dalej...
– Dobra. – Przerzucili stos papierów, ale dopiero przy końcu, gdy już byli przekonani, że nic z tego dziewczyna pochwyciła kawałek pergaminu i wykrzyknęła:
– Mam!
– To czytaj, a nie zdjęcie oglądasz…
– Przymknij się i słuchaj:
Robin Barkley, lat 26. Urodzony w Bułgarii. Ukończył Dumstrang i przez 5 lat nauczał tam obrony przed czarną magią. Czarodziej czystej krwi. Najbliższa rodzina: nieznane. Różdżka: heban, pióro z ogona feniksa, 14 i ¼ cala, twarda.
– Dobra, życiorys pominę – powiedziała Pansy, przyglądając się zdjęciu nauczyciela.
– Jest tam jeszcze coś ciekawego? – zapytał Harry, próbując zajrzeć dziewczynie przez ramię.
– Nie, raczej nie. Ooo… Dostał aż osiem wybitnych.
– Hermionie by się spodobał… – mruknął Harry.
– Spodobałby się każdemu… – Dopowiedziała Pansy, odkładając kartkę na miejsce. Nie dosłyszała tylko „Nie sadzę” padającego z ust chłopaka. Usiedli na swoje miejsca.
*

Gdy McGonagall opuściła Wielką Salę, Hermioną targały mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyła się, że Blaise dostał szlaban, a z drugiej, szkoda jej było Ginny. Wstała od stołu i wyszła. Nawet nie wiedziała kiedy, z oczu pociekły jej łzy. Była wściekła na Malfoya, Blaise'a, McGonagall, na wszystkich. Weszła do pustej łazienki i stanęła przed lustrem. Była zła na siebie, że blond włosy Ślizgon potrafi wywołać w niej takie emocje. Usłyszała szczęk zamka przy drzwiach. Zobaczyła rudą czuprynę i niebieskie oczy swojego chłopaka. Ron powoli zbliżył się do Hermiony. Otarł kciukiem łzę spływającą po jej policzku.
– Nie przejmuj się tym. Nienawidzę patrzeć, jak przez niego płaczesz. – Hermiona wtuliła się w pierś rudzielca, a on pogładził ją po włosach. Uspokoiła się i wyszeptała:
– Kocham Cię, Ron.
– Ja Ciebie też. Nie przejmuj się tą fretką.
– Wiem. – Hermiona oderwała się na chwile od chłopaka, a ten znowu przybliżył się, aby ją pocałować. Gryfonka odwróciła głowę, delikatnie odpychając Rona ręką.
– Nie, Ron – szepnęła. Chłopak westchnął.
– Czemu jesteś taka niedostępna? Znamy się już od tak dawna, zależy mi na tobie.
– Mnie na tobie też, ale musisz mnie zrozumieć...
– Właśnie nie rozumiem. – Chłopak zaczął podnosić głos. – Jeżeli tobie by też zależało, to byś się nie odsuwała.
– Oh, wybacz, że nie mam ochoty cię całować – powiedziała Gryfonka z ironią.
– Przepraszam, że jestem aż tak obrzydliwy, że nie masz ochoty mnie całować – prychnął Ron.
– Wiesz, że nie to miałam na myśli.
– Taaa, jasne.
– Proszę cię Ron, nie zachowuj się jak dziecko!
– Sama się tak zachowujesz. Jesteś taka niedostępna! Jesteśmy razem ponad rok, a ty mnie pocałowałaś może z pięć razy!
– Wiesz Ron, związek to coś więcej niż całowanie się na każdym kroku, ale co możesz o tym wiedzieć skoro z Lavender migdaliłeś się przez 24 godziny na dobę!
– Wiesz może powinienem chodzić z Lavender! **
– Może powinieneś! Wiesz Ron, zmieniłeś się…
– A ty to nie? Mam tego dość, spadam.
Ron opuścił łazienkę, a gdy zamknął za sobą drzwi z oczu Gryfonki znów pociekły łzy.
*

– PRZEZ CIEBIE DOSTAŁAM SZLABAN!
– TO NIE MOJA WINA, ŻE ZACZĘŁAŚ SIĘ NA MNIE WYDZIERAĆ! – odkrzyknął Blaise z drugiej strony Wielkiej Sali. Ginny skrzyżowała ręce na piersiach i wbiła jadowite spojrzenie w Ślizgona.
– Ja tylko przekazywałem informację od Draco! – Blondyn wstał i trzepnął Blaise w tył głowy, warknął:
– Idziemy. – Gdy przechodzili przez drzwi Wielkiej Sali, ułyszeli:
– DZIĘKI, MALFOY! – To była Ginny. Blond włosy Ślizgon uśmiechnął się pod nosem i opuścił pomieszczenie, ciągnąc Blaise’a za sobą. Rozsiedli się na kanapie w ich dormitorium, a Zabini rozmasowywał tył głowy.
– Przesadziłeś – wycedził Malfoy.
– Ja? To po co oblałeś mnie tą wodą rano?
– Bo tak.
– Pokłóciłeś się z Hermioną, słyszałem.
– I co z tego?
– Nic, po prostu zależy ci, żeby utrzymywać z nią dobre kontakty, więc jak się pokłóciliście, to się wściekłeś, a ja zastałem twoją ofiarą!
– Super, jakieś inne teorie, oprócz przyjaźni ze szlamami?
– Tak, mam ich parę...
– Dobra, nie chcę wiedzieć, ale zastanawiam się, co robiłeś wczoraj przez cały dzień i w nocy?
– To nie twoja sprawa – burknął Zabini.
– Daj spokój Blaise, wiem, że byłeś z tą Weasley.
– Nawet jeśli, to co cię to obchodzi?
– Nic, po prostu, mówiłeś, że nigdy nie dotknąłbyś takiej zdrajczyni krwi, a tu proszę... – Draco prychnął. Zazwyczaj Blaise mówił mu o wszystkim, a o tak błahej sprawie nie chciał pisnąć słówka.
– Sytuacja nieco się zmieniła…
– Co masz na myśli? – przerwał mu Malfoy.
– No wiesz, jego już nie ma… Mogę się spotykać, z kim zechcę.
– A więc przyznajesz, że spotykasz, się z Weasley?! – wykrzyknął uradowany blondyn. Cieszył się, że nie będzie musiał wprowadzać swojego... i Hermiony, poprawił się z irytacją, planu w życie.
– Nie powiedziałem, że spotykam się z Weasley.
– Ale nie zaprzeczasz, że byś chciał!
– Wiesz, każdy by chciał… – Blaise mruknął niby do Draco, ale uciekł wzrokiem w stronę kominka. Jego plan był nieco bardziej skomplikowany.
– Ja nie – odpowiedział blondyn.
– No by ty wolisz spokojne laski, a Ginny jest wulkanem energii, jest piękna, zabawna, ale umie pokazać pazury.
– Ja z tobą mam wytrzymać cały rok? Na Merlina już wolałbym... – Draco zatrzymał się w pół zdania, już miał powiedzieć „Granger”, ale nie dał Zabiniemu tej satysfakcji.
– Kogo byś wolał, Draco? Nie słuchałem, myślałem o tych jej malinowych ustach…
– Astorię, mówiłem, że wolałbym Astorię… – Blond włosy Ślizgon wybrnął z tego, chociaż podejrzewał, że nawet jeśli powiedziałby, że wolał Granger, jego przyjaciel nie zauważyłby tej wpadki.
*

Harry siedział przed biurkiem McGonagall. Myślał o dziewczynie siedzącej obok. Zastanawiał się, dlaczego tak dużo czasu z nią spędza. Doszedł do wniosku, że to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności. Nie miał najmniejszej ochoty na ten wspólny szlaban. Patrolować korytarze? Nie ma sprawy. Patrolować je z Parkinson? Mamy problem. Nie lubił Ślizgonki, nie tak jak dawniej, bo jeszcze dwa lata temu powiedziałby, że jej nienawidzi, ale była denerwująca, złośliwa i zawsze stawiała na swoim. Dyrektorka wróciła.
– Mamy zmianę planów, w sprawie waszego patrolu. Najwidoczniej, każde następne pokolenie jest coraz gorsze… – Ostatnie zdanie mruknęła pod nosem, siadając w fotelu.
– Co do szlabanu, będziecie patrolować teren wokół jeziora, aż do momentu, gdy spadnie śnieg i tafla jeziora pokryje się lodem. – Harry już chciał protestować, ale McGonagall uciszyła go ruchem dłoni, kontynuowała:
– Patrole od poniedziałku do piątku. Od godziny szóstej do ciszy nocnej, to jest do dziesiątej. Niestety wasi przyjaciele z młodszych klas mają coraz to nowsze pomysły na zabawę. A teraz możecie już iść, to wszystko.
Opuścili gabinet dyrektorki w milczeniu. Gdy znaleźli się na korytarzu i już mieli się rozejść, Pansy wzniosła ręce do nieba i zniechęcona powiedziała:
– Nie do wiary! A ja narzekałam na patrole...
– Weź, nie jestem, aż TAK zły...
– Przyjmij do wiadomości, że nie zawsze chodzi o ciebie, Potter – prychnęła.
– To może mnie oświeć, nowa Hermiono – powiedział z przekąsem.
– Akurat tak się składa, że niektórzy w przeciwieństwie do ciebie, nie mają załatwionej wymarzonej pracy i muszą zdać Owumenty. Muszę się uczyć! A przez te patrole nie będzie na to czasu...
– Weź wyluzuj, to tylko do pierwszego śniegu, na początek wcale tak dużo nie zadają...
– Mhm, już to widzę Do zobaczenia jutro na patrolu. – Każde z nich oddaliło się w inną stronę, obmyślając, jak przeżyje miesiąc w towarzystwie drugiego. Harry zamierzał zapytać Ślizgonkę o ich rozmowę w skrzydle szpitalnym.
*

Ginny został sama w Wielkiej Sali. Harry gdzieś poszedł z Pansy. Hermiona wybiegła bliska płaczu, a Ron pobiegł za nią. Gryfonka stawiała na to, że znów się pokłócą. Westchnęła, nie miała ochoty kończyć śniadania. Bała się, że Blaise wygada to, co zdarzyło się na skraju Zakazanego Lasu. Chociaż ona nic nie zrobiła. Przecież nie oddała pocałunku, a nawet jeśli to od środy nie ma chłopak i teoretycznie mogłaby całować, kogo chce. Wiedziała, że to marny argument, przedstawiany nawet sobie samej. Z zamyślenia wyrwał ją głos Neville’a:
– Cześć. Już nie mogę się doczekać rozpoczęcia roku, a ty? Strasznie cieszę się, że babcia pozwoliła mi iść na zielarstwo i zaklęcia.
– Ja, ten... Też się cieszę. Jednak najbardziej wyczekuję treningów Quidditcha – odparła, zmuszają się do uśmiechu. Neville odwzajemnił uśmiech. Wymienili jeszcze kilka zdań, a potem chłopak się pożegnał i opuścił Wielką Salę. Ginny udała się do swojego dormitorium i zamierzała, poważnie porozmawiać z Blaisem. Weszła do salonu prefektów i zastała dwóch Ślizgonów siedzących na kanapie przed kominkiem.
– Zabini, rusz się, musimy porozmawiać! – powiedziała. Draco uśmiechnął się pod nosem i poruszył brwiami, jakby chciał powiedzieć „ja nic nie sugeruje”. Po czym wstał z kanapy i powiedział:
– Dobra gołąbeczki, ja was zostawię i zajmę się butelką ognistej w mojej sypialni. – Puścił oko do przyjaciela i zniknął za drzwiami. Ginny zarumieniła się i spuściła głowę, wpatrując się w swoje buty.
– Czego chcesz, Ginny? – zapytał Blaise.
– Porozmawiać o tym… No wiesz… – odpowiedziała. Blaise uniósł wyżej brwi, jakby nie wiedział, o co chodzi dziewczynie. Wolał usłyszeć to z jej ust.
– Nie do końca wiem, co masz na myśli, więc może mi wyjaśnisz? – powiedział ze ślizgońskim uśmieszkiem. Ginny przewróciła oczami:
– Nie tutaj, Malfoy wszystko słyszy.
– Dobra.
Wyszli z dormitorium i zamknęli się w klasie od zaklęć na piątym piętrze. Było to pomieszczenie awaryjne, w którym nie odbywały się lekcje, nikt nigdy jednak nie zamykał drzwi na klucz.
– O czym chciałaś porozmawiać? – zagadnął Blaise.
– Wiesz... O tym, co się stało na błoniach.
– Chcesz to powtórzyć? – Zabini ożywił się, a Ginny znów spuściła wzrok na swoje buty. Zacisnęła ręce w pięści i powiedziała, cedząc każde słowo:
– Posłuchaj Zabini, rozmawiamy niecały tydzień, wcześniej nawet na mnie nie spojrzałeś, więc nie myśl sobie, że rzucę się teraz na ciebie jak w jakiejś telenoweli!
– Wiem o tym, Weasley.
– To dlaczego się zachowujesz tak, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy i szalał na moim punkcie?!
– Bo może szaleje!
– Daj spokój! Oboje wiemy, że to nie prawda. – Wzruszył ramionami i włożył ręce do kieszeni. –No właśnie, to po co to robisz? – Jednak panna Weasley nie doczekała się odpowiedzi. Stali w milczeniu przez chwilę. Blaise zagadnął:
– O czym chciałaś ze mną gadać? No wiesz, przed tym.
– Ah, tak. Ja, no… Chciałam się upewnić, że nikomu nie wypaplasz, co się stało wtedy, na błoniach.
– Akurat o to możesz być spokojna – zapewnił ją.
– To dobrze. Pamiętaj, nikomu! – Po tych słowach Ginny opuściła pomieszczenie, zostawiając Blaise’a samego.
*
Daphne Greengrass spacerowała po błoniach. Nie była sama, towarzyszył jej ciemnowłosy Gryfon. Trzymali się za ręce.
– Daf, dziś widziałem ten teatrzyk w Wielkiej Sali i jestem przekonany, że nie możemy się ujawnić.
– Dlaczego nie? Mam dość ukrywania się. Dlaczego nie możemy po prostu im powiedzieć?
– Dobrze wiesz „dlaczego”, może po Puchonach i Krukonach spłynie to, jak woda po kaczce, ale Ślizgoni i Gryfoni urządzą nam piekło.
– Czyli nie zamierzasz nigdy się ujawnić, tak? Zamierzasz ukrywać się z tym do końca życia? – powiedziała smutno z pewnym wyrzutem. Zależało jej na Neville’u, nawet jeśli miałaby spotkać się z odrzuceniem ze strony jej własnego domu, wiedziała, że chłopak jest tego wart.
– Nie Daphne, po prostu czekam na odpowiedni moment.
– "Odpowiedni" czyli kiedy? Na łożu śmierci? – zapytała z ironią.
Nic nie odpowiedział. Chłopak był zmieszany. Kochał Daphne, ale nie mógł znieść myśli o poniżeniu, jakie czekałoby jego ukochaną. Dziewczyna twierdziła, że nie będzie się tym przejmować, ale Gryfon jak mało kto, wiedział, że czasami słowa są gorsze niż czyny. Westchnął. Przytulił ją do siebie i pocałował w czubek głowy.
– Już niedługo. – Obiecał.
*

Nadszedł czas kolacji i Hermiona razem z Ginny zeszły do Wielkiej Sali. Rudowłosa skarżyła się na Blaise’a.
– Przez niego dostałam szlaban, a przecież jeszcze nawet rozpoczęcia roku nie było!
– Ale to też trochę twoja wina. – Zauważyła słusznie starsza Gryfonka.
– Raczej nie. To wszystko przez tego zarozumiałego palanta.
– Eh, Ginny. Pomyśl o Pansy i Harrym, oni dostali już dwa szlabany.
– Ale to Harry, na pewno załatwi wszystko z McGonagall i jak zwykle się wymiga – mruknęła ponuro Ginny. Właśnie nadszedł wcześniej wspomniany okularnik w towarzystwie Rona. Hermiona szybko zajęła miejsce z dala od rudowłosego chłopaka. Zauważyła również, że ciemnowłosy Gryfon jest z jakiegoś powody zły, a nawet wściekły. Gdy cała czwórka zajęła miejsca. Hermiona odważyła się zapytać:
– Harry, wszystko okej? Wyglądasz na zdenerwowanego.
– Też byś tak wyglądała jakby McGonagall kazała ci przez całą jesień chodzić z Parkinson dookoła jeziora, bo jakieś pajace wpadły do wody – burknął chłopak. Ginny i jej przyjaciółka wymieniły zdziwione spojrzenia, ale nic nie powiedziały. Zjedli kolacje w ciszy. Ginevra wstała od stołu i wyjaśniła, że musi iść omówić szlaban z dyrektorką. Chwilę potem Ron i Harry również się oddalili. Panna Granger została sama. Wypiła jeszcze jeden kubek soku dyniowego i udała się w stronę dormitorium na czwartym piętrze. Usiadła przed kominkiem z dobrą książką i pogrążyła się w lekturze. Machnęła różdżką i na kominku zapłonął ogień. Nagle za jej plecami rozbrzmiał głos pewnego Ślizgona:
– Musimy pogadać, Granger...



*Alishia wymyślała imię i nazwisko ;)


**Wiem, że Lavender nie żyje, ale „pasowała” że się tak wyrażę do tej kłótni.





No rozdział 13 na zakończenie (niestety) wakacji. Troszkę dłuższy, dla pewnego anonima. Jak wiecie w roku szkolnym bardzo trudno znaleźć czas na cokolwiek, a ja nie jestem wyjątkiem. Ale postaram się wrzucać rozdziały mniej więcej co tydzień co dwa. Jednak dużo zależy od was, NASTĘPNY ROZDZIAŁ DOPIERO GDY POD TYM POSTEM BĘDZIE 10 KOMENTARZY OD DZIESIĘCIU RÓŻNYCH OSÓB! Wiem, że dacie radę. 
~Pani M. 




 

26 komentarzy:

  1. O jestem pierwsza :D
    Na wstępie mówię, że komentuje po raz pierwszy i dzisiaj pierwszy raz weszłam na Twojego bloga :*
    Rozdział świetny , jednak czekam aż Dramione bardziej się rozwinie xD :)
    Niestety szkoła zbliża się wielkimi krokami, ale mam nadzieje, że jak najszybciej dodasz kolejny rozdział.

    Doo następnego rozdziału <3 całusy Meg :* :)
    '

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja skomentuję jako pierwsza :)
    Rozdział jak zwykle wspaniały, i czekam na kolejny
    Pozdrawiam
    http://takie-tam-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaaa! Dafne i Neville?! omójboże.
    Fabuła - zajebista. W sensie, że super :). Ładny język i tak dalej. "Dialog" przez pół Wielkiej Sali (Gin i Blaise) - świetny, moja najulubieńsza scena :). I zasadniczo - jaram się.
    Czekam na więcej :).

    (Ps. Zwracaj uwagę na formatowanie tekstu - akapity z wcięciem, wyjustowany tekst, myślniki/półpauzy zamiast łączników/dywizów - i poprawność językową - znaki interpunkcyjne, poprawną odmianę obcych nazw własnych, polskie znaki , niwelowanie powtórzeń - dzięki temu o wiele łatwiej będzie się czytało. Jakby co - wezwij mnie na pomoc :).)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak się ma dysleksję to trochę ciężko nad tym zapanować :)

      Usuń
  4. Idzie ci coraz lepiej ten rozdział jest świetny i czekam na 14
    Całuski Sama Wiesz Kto ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Czeeeść <3
    Tutaj będzie komentarz, bo właśnie zaczęłam czytać :3
    Zgredzio :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny blog, masz naprawdę świetne pomysły! Czekam na następny rozdział!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałem prolog i 1 rozdział i resztę pobrałem na telefon bo wiem że to świetny blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No dawać, jeszcze 3 komentarze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze 2 komentarze. ;D
    Fajny rozdział. Trochę mnie zdziwiła scena w łazience z Ronem. I ten nowy nauczyciel... Hm nie wiem co o nim myśleć, jakoś mu nie ufam :D Neville i Dafne - super motyw, fajnie że możemy dowiedzieć sie o zwiazku dalszych bohaterow ;d czekam na ciąg dalszy<3

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział
    :-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej 10 komentarz czekam na 14 rozdział
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Okej, okej ! Rozdział już wkrótce :)
    ~pisząca Pani M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję że niedługo będzie następny :P Przeczytałem już wszystkie i rewelacyjnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O! Jestem czternasta - mój numerek w dzienniku :D
    Cóż, na początek dziękuje za ten dłuższy rozdział i poinformowanie kiedy bd ukazywać się nowe rozdziały. Sama chodzę na zajęcia, więc wiem jak to jest, kiedy nie ma się za dużo czasu. Gratuluje pomysłów i ogółem SUPER rozdział ;) - Smile

    OdpowiedzUsuń
  15. Piętnasta! ;D
    Rozdział jak zwykle świetny, nie podoba mi się ten nowy nauczyciel - nigdy nie mam zaufania do nowych postaci xD tak wiem, głupie :)
    W każdym razie trzymasz fason i poziom, oby tak dalej :)
    Ressa ♥
    ps.: możesz wyłączyć weryfikację obrazkową w komentarzach?? To strasznie denerwuje...

    OdpowiedzUsuń
  16. Tyle komentarzy! :) Postaramy się (PANI M, RUSZ DUPSKO) żeby rozdział był jak najszybciej, jednak wiecie, szkoła :/
    Ressa, ten nauczyciel będzie wyjątkowy :D Weryfikację obrazkową wyłączę ja, bo Kamila chwilowo nie ma internetu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten blog jest zajebisty
    Ten swager

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham Blaise'a jest cudowny i rozbawia mnie do lez <3

    OdpowiedzUsuń
  19. ale duzo akcji :D super, super, super! :* na dzisiaj z czytaniem kończe, ale jak znajdę czas to znowu zajrze na dalsze rozdziały ;) pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale się porobiło! Łuhuhu!
    Lecę czytać dalej ;)
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. no i czemu znów tak przerywasz noo ? :)

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  22. Postanowiłam, że będę komentować każdy twój rozdział, chociaż zwykle komentuje tylko ostatni.
    Jest świetnie, Harry ma trochę beznadziejną sytuacje ale podejrzewam, że już niedługo przestanie rozpaczać/Wiki

    OdpowiedzUsuń
  23. Nareszcie kłótnia pomiędzy Ronem a Hermioną! Nie mam pojęcia czemu tak sie cieszę XDD Współczuje Ginny, Blaise'owi, Pansy i Harry'emu. Zarobić tyle szlabanów... Przekichane xd Ciekawe o czym Draco będzie chciał gadać z Mioną?
    Pozdrawiam
    Pure

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie rozpisuję się, bo próbuję po trochu nadrabiać rozdziały. Pod kolejnymi będę tylko zaznaczać, że przeczytałam. Jeżeli nie napiszę uwag to znaczy, że mi się podoba.

    Pozdrawiam,
    Mar :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozdział bardzo fajny, ale taka mała uwaga: nigdzie nie ma napisane, że Lavender nie żyje. W książce jest tylko napisane, że zaatakował ją Greyback i spadła z balkonu, nic poza tym. W praktycznie wszystkich ff żyje, ale jej ciało jest pokryte bliznami, jak u Billa.

    OdpowiedzUsuń