środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 11



Rozdział 11 - Nocne wędrówki, Gryfona i Ślizgonki.

Harry Potter i Pansy Parkinson szli korytarzem na drugim piętrze, ściśnięci pod peleryną niewidką. Owa dwójka pogrążona była w rozmowie.
– Wiesz, zastanawiam się po co to robimy – szepnął Harry.
– Jak to "po co"? Chcesz ich znaleźć czy nie?  – odpowiedziała Ślizgonka przyciszonym głosem. Było im nie wygodnie pod peleryną i robiło się trochę duszno, jednak nie zrezygnowali z poszukiwań.
– Założę się, że oni już dawno są w swoich dormitoriach, a my szukamy ich jak głupi...
W tym momencie ową dwójkę olśniło. Pansy odwróciła głowę i spojrzała na Harry’ego ze zdziwieniem i pewną ulgą.
– Na Salazara, ty masz racje! – krzyknęła, zupełnie zapominając, że mieli być cicho. Gryfon spojrzał na Pansy, po czym zrzucając płaszcz, pobiegli w stronę dormitorium na czwartym piętrze. Harry ściskał w prawej ręce różdżkę, a w lewej pomiętą pelerynę niewidkę, razem ze Ślizgonką biegli ile sił w nogach. Byli tuż przed portretem strzegącym wejścia, gdy chłopak zdał sobie sprawę, że nie zna hasła. Pansy zatrzymała się obok i wydyszała:
– Współ-pra-ca. – Portret odskoczył, ukazując wejście do dormitorium prefektów naczelnych i ich współlokatorów.
– Skąd znałaś hasło? – zapytał zdziwiony Harry.
– Blaise mi je podał na wypadek, gdybym pilnie musiała się tu dostać. – Wyjaśniła dziewczyna.
–Dobra Pansy, to ja sprawdzę czy Ginny jest u siebie... – mówiąc to, Gryfon szedł w stronę pokoju dziewcząt.
– Nie możesz tam wejść! –Jakoś Ślizgonka nie chciała, aby Harry znalazł się z Ginny "sam na sam" w dodatku w jej sypialni...
– A to niby czemu? – Chłopak był zdziwiony protestem Parkinson.
– A to dlatego, że to jest sypialnia DZIEWCZĄT – Harry spojrzał na nią spode łba, ale nic nie powiedział i udał się w przeciwną stronę, sprawdzić sypialnie Malfoya i Zabiniego. Natomiast Pansy ruszyła w stronę drzwi za którymi, jak  miała nadzieję, ujrzy śpiącą, rudowłosą Gryfonkę. Zapukała, jednak nie otrzymała odpowiedzi. Otworzyła ostrożnie drzwi i zajrzała do środka. Na łóżku jak gdyby nigdy nic, spała Ginny Weasley, Ślizgonka odwróciła się i napotkała pytające spojrzenie Harry'ego. Pokiwała głową. Po czym powiedziała cicho, aby nie obudzić Ginny:
– I co, Blaise u siebie? – Gryfon w odpowiedzi kiwnął głową. Dziewczyna zamknęła drzwi do sypialni Gryfonek i podeszła do czerwonej kanapy na środku salonu. Harry również.
– To co teraz? – zapytał. Dziewczyna zamyśliła się po czym odpowiedziała:
– Wiesz, myślę, że powinniśmy iść do McGonagall. Nie ma sensu tkwić tu dalej, tym bardziej, że Draco i Hermiona biegają po całym zamku i szukają ich.
– Chyba masz rację, ale jak wyśnimy to że nie byliśmy w swoich dormitoriach? McGonagall zakazała nam wychodzić, a przecież jakoś musieliśmy się tutaj znaleźć...
– Coś wymyślimy,  pewnie dyrektorka będzie tak zmęczona, że nawet nie zauważy, że złamaliśmy zakaz. W końcu wszyscy się zajmą Ginny i Blaisem.
To przekonało Harry'ego i wyciągnął mapę Huncwotów z tylnej kieszeni jeansów. Mruknął "Uroczyście przysięgam, że knuje coś niedobrego" i dotknął pergaminu różdżką. Pansy otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Nagle na pergaminie zaczęły się pojawiać rysunki, napisy i chodzące kropki opatrzone imieniem i nazwiskiem. Gryfon pokrótce wyjaśnił dziewczynie jak działa mapa. Wydało mu się dziwne dzielić się tak wielką tajemnicą z kimś takim jak Pansy Parkinson. Bądź co bądź, to ona chciała go wydać w ręce Voldemorta. Rozumiał, że pewnie była kierowana strachem, ale jednak, zabolało. Zawsze wiedział, że Ślizgoni go nienawidzą, ale żeby oddać go Voldemortowi? Pokręcił głową i skupił się na odnalezieniu McGonagall na mapie. Trudno nie było, w końcu ile osób może kręcić się po korytarzach o pierwszej w nocy? Pansy dostrzegła dyrektorkę na siódmym piętrze. Zostawili pelerynę niewidkę na oparciu czerwonej kanapy i opuścili dormitorium nie zamieniwszy ze sobą ani słowa. Każde z nich był pogrążone we własnych myślach. Harry'emu przypomniało się jak Parkinson majaczyła w skrzydle szpitalnym o powrocie Voldemorta. Jak dotąd nikomu o tym nie powiedział i kusiło go żeby zapytać Ślizgonkę idącą obok czy czegoś nie pamięta z tamtej nocy. Stwierdził, że da na razie spokój Hermionie i Ronowi, po co niepotrzebnie ich martwić. Z Ginny i tak nie gada za dużo od tej feralnej środy kiedy zerwali. Wymieniali tylko uprzejmości aby utrzymać pozory. Harry wiedział, że musi w końcu powiedzieć Ronowi, ale jeszcze nie teraz. Nie był na to gotowy.
 Ślizgonka przemierzała korytarz oddychając miarowo. Przypomniał jej się mężczyzna z pociągu i to że zabrakło jej wtedy powietrza po czym zemdlała. Odruchowo chwyciła się za gardło. Starała się wyrzucić wszystkie wspomnienia związane z owym śmierciożercą z głowy. Lecz jedyne na co potrafiła się zdobyć to zrzucenie ich na dalszy plan. Przede wszystkim martwiła się o Hermionę. Współczuła jej, że musiała przejść podobne piekło. Nigdy nie chciała żeby ktokolwiek przez nią cierpiał. Westchnęła cicho. Mimo wszystkiego co mówi się o Ślizgonach oni mają serce i to bynajmniej nie z kamienia. A Pansy Parkinson wiedziała o tym aż za dobrze. Przez sześć lat w Hogwarcie starała się o względy Dracona jednak na próżno. Byli razem na tym pamiętnym balu w czwartej klasie. Pamiętała jak gapił się wtedy na Hermionę, a ona była chorobliwie zazdrosna. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Teraz Draco nie był dla niej nikim więcej niż przyjacielem. Przynajmniej tak sobie powtarzała od szóstej klasy, a jak to mówią "Kłamstwo powtarzane wiele razy, staje się prawdą" i tak też było w tym przypadku, Pansy całkowicie szczerze mogła przyznać, że Draco Malfoy jest dla niej jedynie przyjacielem. Dziewczyna z perspektywy czasu widziała, że to była jedna z najmądrzejszych decyzji w jej życiu. Ani Harry ani Pansy nie spostrzegli kiedy weszli na korytarz na siódmym piętrze, a przed nimi ukazała się wysoka postać profesor McGonagall.
– Co wy tutaj robicie o tej godzinie? – zagrzmiała dyrektorka.
– Pani Profesor, bo, yyy... my... bo...– W tym momencie przerwała mu Ślizgonka:
– Znaleźliśmy Ginny Weasley i Blaise’a Zabiniego.
– To wspaniale, ale dlaczego opuściliście swoje dormitoria?
– Bo martwiliśmy się o swoich przyjaciół, a pani nie pozwoliła nam ich szukać – wytłumaczył pospiesznie Harry. McGonagall spojrzała na nich spod okularów połówek, po czym opanowanym tonem powiedziała:
– Rozumiem, szczegóły szlabanu omówimy jutro po śniadaniu. Teraz proszę mnie do nich zaprowadzić.
– Naturalnie, są w swoich dormitoriach – powiedziała Pansy, na twarzy dyrektorki odmalowało się zdziwienie i niedowierzanie. Tyle zachodu, że dowiedzieć się, że zaginieni smacznie śpią u siebie…
– Świetnie, wy dwoje, skoro już włóczycie się po zamku, pójdziecie odwołać pana Malfoya i pannę Granger z patrolu i niech jak najszybciej wrócą z wami do dormitorium, ja będę tam czekać. Dyrektorka żwawym krokiem ruszyła na czwarte piętro, a gdy zniknęła za rogiem, Gryfon wyciągnął mapę Huncwotów i razem z Pansy szukali Draco i Hermiony. Po chwili dostrzegli ich na piątym piętrze i udali się w tę stronę.
*
– Nigdy ich nie znajdziemy. – Na pustym korytarzu piątego piętra rozległ się głos Hermiony Granger.
– Nawet jak ich znajdziemy to go zabije – warknął podirytowany blondyn. Zarówno Ślizgon jak i Gryfonka byli już bardzo zmęczeni. Wtedy usłyszeli kroki, Hermiona pomyślała że to Ginny, natomiast Draco wyciągnął różdżkę. Zza zakrętu wyłoniły się dwie znajome sylwetki. Pansy i Harry przemierzali korytarz na piątym piętrze, zbliżając się do zaskoczonych prefektów naczelnych. Draco schował różdżkę do kieszeni.
– A wy nie w swoich dormitoriach? Czyżby święty Potter uległ namową Ślizgonki i złamał zakaz dyrektorki Hogwartu? – zakpił Draco. – Brawo, Pansy – mrugnął do przyjaciółki, dziewczyna wywróciła oczami i uśmiechnęła się rozbawiona.  
– Zamknij się Malfoy, znaleźliśmy twojego kumpla – odgryzł się Harry.
– A Ginny? – zapytała Hermiona.
– Tak, oboje są w swoich sypialniach – dodała Pansy.
Hermiona pobiegła na czwarte piętro, Draco zaraz za nią. Pansy i Harry spojrzeli na siebie znacząco, po czym bez słowa ruszyli za dwójką przyjaciół. Hermiona pierwsza dotarła pod portret strzegący dormitorium na czwartym piętrze. Wypowiedziała hasło i przeszła przez dziurę pod portretem, wpadając na McGonagall.
– Ah, Panna Granger, wspaniale, gdzie reszta? – zapytała dyrektorka, ale w tym samym momencie do dormitorium wpadł Draco. A chwile po tym, Pansy i Harry.
– Świetnie, chyba pora na jakieś wyjaśnienia ze strony panny Weasley i pana Zabiniego.
Dyrektorka poleciła Hermionie i Draconowi obudzić przyjaciół. Zaspana Ginny i jeszcze bardziej zmęczony Blaise, zwlekli się z łóżek i stanęli przed obliczem McGonagall.
– Dobry wieczór, pani dyrektor – mruknął chłopak.
– Nie wiem czy taki dobry, panie Zabini. Słucham co pan robił cały dzień? –Do Blaise’a dotarło co się dzieje. Szybko się ożywił.
– Więc, wstałem rano, ubrałem się, poszedłem na śniadanie...
–Nie było pana na śniadaniu – powiedziała ostro McGonagall. Draco, Hermiona, Pansy i Harry przysłuchiwali się tej rozmowie w milczeniu. Byli ciekawi, gdzie podziewała się owa dwójka, jednak już po pierwszym zdaniu wypowiedzianym przez Zabiniego, domyślili się, że niczego się nie dowiedzą dopóki McGonagall nie wyjdzie z dormitorium.
– No tak, bo do późna spałem i nie było mnie na śniadaniu. Potem poszedłem poprosić skrzaty o coś do jedzenia...
– I co robił pan przez resztę dnia? Na obiedzie i kolacji też się pan nie pojawił.
– Tak, bo ja poszedłem na spacer... i ... ten... jak wróciłem to było po obiedzie.–  Draco dobrze wiedział, że przyjaciel kłamie i aż ściskało go żeby nie wybuchnąć śmiechem, nie mógł się doczekać gdy usłyszy prawdziwą wersję tej historii.
– Ale dlaczego nie było pana na kolacji i przez cały wieczór?
– Właśnie do tego zmierzam... więc jak wróciłem to poszedłem do dormitorium Astorii Greengrass, graliśmy w karty i eksplodującego durnia.
– I siedział pan tam do pierwszej w nocy? – warknęła dyrektorka, doskonale wiedziała, że jest okłamywana.
– Nie, oczywiście że nie, opuściłem jej pokój o dwudziestej. Pomyślałem, że przydałoby się coś do jedzenia więc znów odwiedziłem Hogwarcką kuchnie po czym wróciłem tutaj...
– Coś mi tutaj nie pasuje, panie Zabini, pańscy przyjaciele zauważyliby, że pan tu jest.  
– Możliwe że się minęliśmy... Poza tym, zostawiłem u Astorii bluzę więc musiałem jeszcze raz opuścić  pokój.
– Dobrze, załóżmy ,że pan Zabini mówi prawdę. – Chłopak odetchnął z ulgą. – Powiedziałam załóżmy – dodała dyrektorka, po czy kontynuowała:
– Jestem natomiast bardzo ciekawa, gdzie się podziewała panna Weasley? – Ginny przełknęła ślinę.
– No więc ja byłam na śniadaniu z Hermioną…
– To wiem, interesuje mnie raczej gdzie pani była później, na Merlina, przecież cały Hogwart was szukał!
– Po śniadaniu poszłam z Nevillem do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Mieliśmy grać w Eksplodującego Durnia. Czekaliśmy jeszcze na Rona i Harry'ego. Potem dostałam list i musiałam szybko wyjść.
– Co to był za list? – zapytała McGonagall, mrużąc oczy, jakby nie dowierzała Ginny.
– Pani wybaczy, pani dyrektor, ale to był prywatny list. – Wszyscy byli zdziwieni odpowiedzią Ginny. Tylko Blaise uśmiechał się pod nosem,  Gryfonka kontynuowała:
– Poszłam do biblioteki, ale pani Prince mnie nie zauważyła, siedziałam tam dość długo, wróciłam do Wielkiej Sali na obiad, ale była już prawie pusta. Zjadłam szybko posiłek i wróciłam do biblioteki.
– Ale wieczorem szukano pani w bibliotece...
– No musiałam parę razy wyjść rozprostować kości i do toalety. – Ginny obserwowała jak na to zareaguje dyrektorka, w końcu nie było to najlepsze kłamstwo. Jakoś nie chciała powiedzieć o Pokoju Życzeń. Siedząc tam nie złamała ani jednego punktu regulaminu, ale wolała zachować to, że pokój działa, w tajemnicy. W skupieniu czekała na to czy dyrektorka uwierzy w to, niskiej jakości, kłamstwo.
– Świetnie, ale na przyszłość proszę informować przyjaciół dokąd się państwo udają, zaoszczędzilibyśmy czas i energie, a teraz życzę was wszystkim dobrej nocy. – McGonagall opuściła dormitorium na czwartym piętrze. Dobrze wiedziała, że zarówno Ginny jak i Blaise kłamali jej w żywe oczy, jednak nie miała już siły na prowadzenie dalej tego „śledztwa”. Zmęczona udała się do swojego gabinetu.
Szóstka siódmoklasistów została sama, a kiedy tylko minęło wystarczająco dużo czasu, aby McGonagall zdążyła się oddalić, Zabini wykrzyknął:
– Słyszałaś Ginny!
– Co znowu?
– Już traktują nas jak małżeństwo! –Po tych słowach reakcje  były różne, szczęka Harry’ego opadła na podłogę, Malfoy miał wyraz twarzy jakby właśnie się dowiedział, że ma się ożenić z Astorią. Hermiona rzuciła niepokojące spojrzenie w stronę Ginny, a Pansy stała obok Harry’ego i uśmiechała się pod nosem. Ginny otrząsnęła się z szoku i zdenerwowana powiedziała:
– O czym ty mówisz? Mózg przestał ci pracować? Wiedziałam, że tak będzie... –To ostatnie mruknęła ciszej, jakby do siebie, ale jednak wszyscy usłyszeli ją bardzo wyraźnie.
– Przecież McGonagall powiedziała do nas „państwo”, pewnie jej chodziło o „państwo Zabini…”
– Jednak mózg. A teraz przepraszam, ja idę spać. – Rudowłosa  Gryfonka szybkim krokiem udała się do sypialni i trzasnęła drzwiami. Harry zdążył zebrać szczękę z podłogi, a Malfoy przybrał obojętny wyraz twarzy.
– Ona jest świetna  – mruknął Zabini. – Nie obraź się Potter, ale wy i tak już nie jesteście razem…
– Co? Idealna para w rozsypce?  –zakpił Malfoy.  Gryfon nic nie odpowiedział. Wtrąciła się Pansy:
– Dobra Blaise wszyscy wiemy, że podoba ci się Ginny, a teraz idź już spać i przestań pieprzyć głupoty…
– Tak, mamo. – Ciemnowłosy ślizgon zasalutował i z uśmiechem na ustach zniknął za drzwiami swojej sypialni.
–  Dobra, to ja i Harry tez już pójdziemy, a wy spróbujcie coś z nich wyciągnąć – powiedziała Pansy i mrugnęła porozumiewawczo do Hermiony. – Aha, zupełnie zapomniałam, że miało być dziś spotkanie, ale chyba i tak nikt nie przyszedł, dobra, to cześć ! – Ślizgonka opuściła dormitorium na czwartym piętrze, a Harry chcąc nie chcąc, powlekł się za nią. Mruknął tylko „cześć” do Hermiony. Gryzło go to co powiedział Blaise o Ginny i te wszystkie sugestie… Dogonił Pansy.
– Co taki ponury? – Zagadnęła  Ślizgonka. Na początku Harry nic nie odpowiedział, szli w ciszy. Jednak przełamał się, stwierdził „co mu szkodzi?” i odezwał się do ciemnowłosej dziewczyny:
– Nic, po prostu Zabini mnie wkurza, wiesz ta sprawa z Gin…
– Pokaż mi osobę w tym zamku, której Blaise nie wkurza… –  Chłopak zaśmiał się cicho, a Pansy kontynuowała:
– Serio, zerwaliście z Ginny? Myślałam, że to tylko pogłoski.
– Jak widać nie – uciął krótko.
– A ty nadal, to znaczy nadal ci na niej zależy, tak? – Być może to było śmiałe posunięcie ze strony Pansy,  ale dziewczyna wierzyła, że otrzyma odpowiedź. Nie pomyliła się.
– Tak, wiesz jednak trochę razem przeżyliśmy… Ale nie gadajmy o tym, co?
– Jasne. – Zgodziła się. Znów szli w ciszy, a Harry powtórnie ją przerwał:
– O jakie spotkanie ci chodziło? Wiesz, to co mówiłaś Hermionie.
– Aaa, to. – Ślizgonka spuściła głowę, bała się, że Gryfon ją wyśmieje. Nie znała Harry’ego. W ogóle zaczęli gadać dziś po kolacji.
– Jak nie chcesz to nie mów. Mam następne pytanie. – Wyszczerzył się do Pansy. Kiwnęła głową i dodała:
– Byle nie z zielarstwa, bo nie ogarniam tego przedmiotu…
– Nie, nie z zielarstwa. Wiesz zastanawiam się, czemu gadasz z Gryfonami? To znaczy nie mówię, ze to źle, po prostu… – Pansy mu przerwała:
– A no przecież jestem ze Slytherinu, to nie mam prawa z nikim innym gadać. Wiesz, nie oceniaj książki po okładce… Ślizgoni nie są tacy źli.
– Nie oto chodzi, ale nie boisz się co pomyślą inni Ślizgoni? Nie wszyscy są tacy jak ty. – Przerwał na chwilę po czym dodał:
– Tacy fajni… – Dziewczyna zaśmiała się.
– Uwierz, pracuje nad tym. Najtrudniej będzie z Astorią i Draco, ale da się zrobić.
– Chciałbym zobaczyć miłego Malfoya… – mruknął Harry.
– Ej, jeszcze rok temu nie wierzyłbyś w „miłą Pansy” – stwierdziła z udawanym oburzeniem.
– Masz rację, wiesz… – Nagle się zatrzymali. Stali przed pusta ścianą w lochach. Harry’emu tak dobrze rozmawiało się ze Ślizgonką, że zapomniał, że jego sypialnia jest po drugiej stronie zamku. Pansy również to zauważyła:
– Wiesz, podejrzewam, że wieża Gryffindoru nie jest w lochach…
– Cholera, przydałaby się peleryna niewidka… – Olśniło ich po raz drugi. Magiczny płaszcz zostawili w dormitorium prefektów na czwartym piętrze.
– Dobra, chyba i tak musze się wrócić na czwarte piętro.. – mruknął Harry, wcale nie uśmiechało mu się iść na czwarte piętro.
– Dobra to choć, im szybciej tam dojdziemy tym szybciej wrócimy do naszych dormitoriów – powiedziała Ślizgonka, robiąc pierwszy krok w stronę Harry’ego.
*

Gdy Harry i Pansy opuścili dormitorium na czwartym piętrze,  prefekci naczelni odetchnęli z ulgą i opadli na kanapę. Oboje byli zmęczeni, pół nocy łazili bez sensu po korytarzach, podczas gdy poszukiwani, smacznie spali w swoich łóżkach.
– Zastanawiam się gdzie oni byli… – mruknął Malfoy, niby do Gryfonki, ale tak naprawdę patrzał na kominek przed sobą.
– Jak to? Blaise był u Astorii, a Ginny nie powinna cię wiele obchodzić… –  burknęła Hermiona, wiedziała, że jej przyjaciółka coś kręci, ale co to może obchodzić Malfoya? Gryfonka nie wiedziała, że na czym jak na czym, ale na kłamaniu to Ślizgoni się znają jak mało kto. Podczas gdy ona uwierzyła w historię Blaise’a, Malfoy nie dał się nabrać.
– Kłamali – powiedział, w dalszym ciągu obserwując kominek.
– Co?
– A mówią, że wszystko wiesz – mruknął. – Blaise i ta Weasley kłamali, oboje.
– Blaise też? Że Ginny to się domyśliłam, ale on…
– Dobra, trzeba z nich wyciągnąć gdzie byli i co ważniejsze czy byli razem.
– Podejrzewasz, że tak? – Ślizgon tylko kiwnął głową i odwrócił się w stronę dziewczyny. Mógł się jej dokładnie przyjrzeć. Tak blisko Draco i Hermiona byli tylko w trzeciej klasie gdy ta podeszła walnąć  go w nos. Zaczęli obmyślać plan. A musicie wiedzieć, że plany Ślizgonów są szatańskie, ale pomieszane z planami Gryfonów tworzą mieszankę wybuchową…

*
Harry i Pansy szli korytarzem na drugim piętrze.  Rozmawiali, zupełnie zapominając, że powinni zachować ciszę.
– Głupio z tym szlabanem u McGonagall, nie? – powiedziała Pansy.
– Trochę…  Ale to było do przewidzenia. Wiesz, dobrze, że się znaleźli –odpowiedział Gryfon.
– Wiem, już się trochę martwiłam… Ale nie myślę, że byli razem… – Skłamała. Wszyscy podejrzewali, że zniknęli we dwoje, ale nie chciała martwić Harry’ego. Chyba zaczęło jej zależeć… Wyrzuciła tę myśl z głowy. W tym momencie zobaczyła przed sobą profesora Slughorna.
–Na Merlina, a co wy tu robicie?! – wykrzyknął zaskoczony Horacy.
– Nic, panie profesorze,  my tylko wracamy do swoich sypialni – wypalił Harry. Kompletnie nie przemyślał tego co powiedział.
– O ile mi wiadomo to lochy są w drugą stronę panno Parkinson. – Spojrzał gniewnie na Ślizgonkę.

– Będę musiał dać wam szlaban za włóczenie się po korytarzach w nocy. Ah jak ja nie lubię dawać szlabanów… Ale nic. Po obiedzie stawcie się w moim gabinecie, a teraz zmykaj Harry. Ja i panna Parkinson trafimy do lochów. Harry spojrzał na dwie oddalające się sylwetki. Stwierdził, że nie ma sensu cisnąć się na czwarte piętro i w ciszy udał się do wieży Gryffindoru.  






Rozdział jedenasty cały dla was! Trochę się sprężyłam, ale motywują mnie wasze komentarze :)
~Pani M.

14 komentarzy:

  1. Bejbe, nareszcie ktoś docenia Pansy XD

    Bardzo przyjemnie się czytało :) Ale są małe błędy np. ''powiedział ślizgonka'' :D Tak poza tym to ciekawie. Czekam na 12

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałaś Ginny!!!
    -Co znowu Blaise?
    -Już traktują nas jak małżeństwo!
    -O czym ty mówisz? Mózg przestał ci pracować? Wiedziałam, że tak będzie.. –To ostatnie mruknęła ciszej, jakby do siebie, ale jednak wszyscy usłyszeli ją bardzo wyraźnie.
    -Przecież McGonagall powiedziała do nas „państwo”, pewnie jej chodziło o „państwo Zabini…”
    -Jednak mózg. A teraz przepraszam, ja idę spać. uwielbiam przekomarzanki diabła i wiewiórki a ta wyszła bosko ogólnie rozdział fajny nie mogę doczekać się 12 rozdziału pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ładnie Ci to idzie kuzynko, czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cu-do-w-ne! Jestem pod wrażeniem na prawdę super

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani M. Prowadzisz tego bloga już jakiś czas i naprawdę świetnie ci to wychodzi. Teraz chcę ci dać mocnego kopa w d*** żebyś pisała te rozdziały jeszcze szybciej ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dotąd, ten rozdział czytało mi się najprzyjemniej. Chyba najbardziej "lekki" spośród wszystkich i... no, ogólnie cudowna notka. Fantastyczny post, naprawdę :) ♥♥♥
    Ressa ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Wcześniej o tym nie mówiłam, ale dodajesz bardzo fajne zdjęcia pod postami :D skąd ty je bierzesz? :D
    Rozdział świetny. Dużo wątku Pansy-Harry :* czuje, że coś z tego będzie.
    Teraz biorę się za 12!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzie te Dramione???
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. noo w końcu jakaś komunikacja między Draco a Hermioną :D

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  10. Haha! Świetny rozdział, ale parę błędów niestety. Np. „-Dobra to choć” - powinno być: chodź.
    Wybacz, że nie komentuję wszystkich rozdziałów, ale wolę ten czas poświęcić na czytanie innych rozdziałów.
    Pansy bardzo fajna :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Państwo Zabini hahah <3 Kocham normalnie :') Hansy! A gdzie Dramione? Zaczynam być trochę zdesperowana XDD
    Pozdrawiam
    Pure

    OdpowiedzUsuń
  12. Teraz wyjątkowo króciutko.

    CU - DEŃ - KO <3 <3 <3

    Uwielbiam rozmowy Blaise'a i Rudej <3

    Pozdrawiam,
    Mar :*

    OdpowiedzUsuń