niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 8

Rozdział 8 – Wspólne dormitorium.

Ron jadł śniadanie w Wielkiej Sali, gdy McGonagall  wstała i ruchem ręki  uciszyła uczniów.
– Proszę o chwilę uwagi! W związku z zaistniałą sytuacją oficjalne rozpoczęcie roku zastanie przełożone na przyszły poniedziałek. Mam nadzieje, że do tego czasu panna Granger i panna Parkinson wyjdą ze skrzydła szpitalnego. To wszystko na dziś. Smacznego. – Dyrektorka zajęła z powrotem swoje miejsce, a Ron powrócił do jedzenia owsianki. Zastanawiał się gdzie jest Harry i dlaczego Ginny też nie ma na śniadaniu. Musiał im przekazać informacje o rozpoczęciu roku. Zostawił niedojedzoną owsiankę i poszedł ich szukać.
*
 – Ginny, chodź na śniadanie.
 – Nie jestem głodna. Chyba pójdę sprawdzić co z Hermioną.
– Okej, czyli widzimy się na obiedzie? –  zapytał Harry, a kiedy dziewczyna skinęła głową, odszedł w stronę Wielkiej Sali. Ginny udała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy Gryfonka usiadła przy łóżku Hermiony, brązowooka dziewczyna obudziła się.
– Hej, nie na śniadaniu?
– Nie jestem głodna, poza tym muszę ci coś powiedzieć...
– To mów, coś się stało?
– Właśnie zerwałam z Harrym.–  Hermiona trochę pobladła, ale szybko ukryła  oznaki zdziwienia i spokojnym  głosem zapytała:
– Jak na to zareagował?
 Ginny wzięła głęboki wdech i spuściła lekko głowę. Czuła się podle z decyzją, którą podjęła, a było jej jeszcze gorzej , gdy zdała sobie sprawę, że cieszy się ze zerwania.
– Był trochę zszokowany, ale wyjaśniliśmy sobie wszystko. Cieszę się że mam to już za sobą.
– To chyba dobrze...
– A jak się czujesz? – zapytała Ginevra, chcąc zmienić temat.
– Lepiej. Mam nadzieję, że do piątku wyjdę ze szpitala.–  Ginny spojrzała na swój zegarek i krzyknęła:
– Na Merlina! Jestem spóźniona, piętnaście minut temu zaczęło się rozpoczęcie roku w Wielkiej Sali. Wpadnę później! – rzuciła przez ramię, wybiegając ze Skrzydła Szpitalnego.  Rudowłosa pędziła ile sił, nie chciała wyjść na spóźnialską już na rozpoczęciu roku. Nagle zderzyła się  z czymś, a raczej kimś. Siła uderzenia był tak duża, że upadła na podłogę. Wtedy usłyszała lodowaty ton:
– Uważaj jak chodzisz, Wesley!
– To ty stałeś na mojej drodze, Malfoy! – Gryfonka spojrzała na swojego współlokatora i zaczęła podnosić się z ziemi.
– Ja stałem na drodze? Śmieszna jesteś, inteligencją to ty nie grzeszysz podobnie jak brat.
– Lepiej odwal się od Rona!
– Jakoś, od razu wiedziałaś o którego brata mi chodzi. – Draco uśmiechnął się szyderczo. Dziewczyna zmroziła go spojrzeniem.
– Ty tchórzliwy ... – Rzuciła się z pięściami na Ślizgona, pierwszy cios trafił w nos, z którego pociekła stróżka krwi. Ginny, jak na tak drobną osóbkę, miała sporo siły.
– Popierdoliło cię?! Jesteś jeszcze gorsza niż ta szlama Granger… – Ginny znowu się zamachnęła jednak tym razem Malfoy zablokował cios i chwycił ją za nadgarstek.  Ścisnął jej rękę z taka siłą, że Ginny krzyknęła z bólu.
– Puszczaj mnie ty sukin#@$!
– Na twoim miejscu bym mnie nie obrażał... – Syknął chłopak przez zaciśnięte zęby.
– Bo co mi zrobisz?! Tatusiem postraszysz? –Próbowała zażartować a tym samym ukryć, że Ślizgon sprawia jej okropny ból.
– Ej! Draco co ty odwalasz?! Puść ją! – Blaise właśnie wychodził z Wielkiej Sali gdy zobaczył, jak jego najlepszy kumpel robi krzywdę dziewczynie którą powoli zaczynał lubić.
– Nie wtrącaj się Blaise, to sprawa między mną a tą zdrajczynią krwi – odpowiedział spokojnie blondyn i ścisnął nadgarstek Gryfonki jeszcze mocniej, tak, że do oczu napłynęły jej  łzy. Był pewny, że pogruchotał jej kości.
– Koniec zabawy Draco. Odpuść, chyba nie chcesz narobić sobie problemów? – Zabini wiedział, że jego przyjaciel nie odpuści bez dobrego argumentu, więc spróbował udać, że chodzi tylko o ich własne dobro.
-Dobrze wiesz, że ja nie odpuszczam – odpowiedział z władczą wyższością Malfoy.
– Chyba nie chcesz mieć problemów? Teraz ją zostaw i choć się napić, uspokoisz się. –Rzucił Blaise, jakby od niechcenia, Malfoy w końcu puścił rękę Gryfonki, a ta z powrotem upadła na podłogę i zaczęła rozmasowywać nadgarstek, który był strasznie spuchnięty. Przez chwilę straciła czucie w ręce. Draco bez słowa odszedł w stronę dormitorium trochę zły, że ustąpił, ale szczęśliwy, że Zabini przyszedł zanim zrobił coś naprawdę głupiego. Blaise odprowadził Dracona wzrokiem i zwrócił się do Ginevry:
– Wszystko okej? Może powinnaś iść do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey powinna to zobaczyć.
– Odwal się, nie potrzebuje twojej łaski – warknęła Gryfonka, czuła się upokorzona i zażenowana.
– Uratowałem ci tyłek, świetnie się odpłacasz! Nawet nie wiesz co mógł ci zrobić. – Zabini był zdenerwowany. Chciał tylko pomóc, a dziewczyna tak na niego naskoczyła, jakby to była jego wina.
– Nie potrzebuje twojej pomocy, radziłam sobie! Idź, no już, biegnij za tym sadystą – warknęła Ginny i ostrożnie wstała, trzymając obolałą rękę.
– Radziłaś sobie? Właśnie widziałem. –Chłopak uśmiechnął się ironicznie i odszedł w stronę dormitorium.
 Dziewczyna stała tam jeszcze chwilę, gdy z Wielkiej Sali wyszli Harry i Ron. Trójka Gryfonów poszła do ich pokoju wspólnego, a chłopcy opowiedzieli Ginny o zmianie terminu rozpoczęcia roku. Nikt nie zwrócił uwagi na rękę dziewczyny, a Gryfonka cieszyła się, że nie musi odpowiadać na męczące  pytania, dotyczące jej ręki i samopoczucia.
*
  
 Hermiona została wybudzona z płytkiego snu  bardzo gwałtownie.  Usłyszała przeraźliwy krzyk. Usiadła na łóżku i zobaczyła pani Pomfrey spieszącą w jej kierunku. Jednak dopiero po chwili zrozumiała, że tak naprawdę pielęgniarka zmierza w kierunki Ślizgonki leżącej obok.
– Panno Parkinson! Panno Parkinson, proszę się obudzić! – Nie pierwszy raz Pansy obudziła Hermionę swoimi krzykami. Zdarzało się to dość regularnie. Zawsze pani Pomfrey budziła Ślizgonkę, a już po chwili wszystko wracało do normy.
-Co się stało?- Powiedziała Pansy z przerażeniem.Czoło miała mokre od potu, była niezdrowo blada.
– Nic, leż spokojnie potrzebujesz teraz dużo snu. – Pani Pomfrey starała się ją uspokoić. – Zaraz przyniosę ci eliksir uspokajający – dodała, zmierzają w kierunku swojego gabinetu.
– Przepraszam, że znów cię obudziłam –powiedziała Parkinson cicho.
– Ty mnie PRZEPRASZASZ?1 –Hermiona była w szoku, chyba wszyscy wiedzieli, że Ślizgoni nie potrafią dwóch rzeczy: przegrywać i przepraszać. Nie wierzyła własnym uszą.
– Na to wygląda, pobudki się w środku nocy nie są najprzyjemniejsze...
– Ty na poważnie? Parkinson uderzyłaś się w głowę?
– Wiem, że to dla ciebie szok, ale nie wszyscy Ślizgoni są tacy źli na jakich wyglądają – powiedziała Pansy i mrugnęła pojednawczo do Gryfonki.
– Nie wierze...
– Czasem trudno uwierzyć, a etykietki wcale nie pomagają...
– Etykietki? – powtórzyła Hermiona, miała wrażenie, że to jakiś równoległy świat.
– No wiesz; ty - kujonka, ja - tępa wariatka, Astoria - suka... Etykietki, każdy jakaś ma.– Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową.
– To mi się śni, mili Ślizgoni...– mruknęła Gryfonka.
– Jest nas więcej niż myślisz. Chciałabym zacząć od początku, wiesz. Bez głupich opinii na mój temat bez nienawiści Gryfonów do mnie. Ja się zmieniłam, ale wątpię, że ludzie tak szybko w to uwierzą. –Po tym osobliwym wyznaniu, będącym w jednej trzeciej majakiem sennym, Hermiona zauważyła panią Pomfrey wracając z dwoma małymi flakonikami.
– Panno Parkinson, proszę to wypić, to eliksir uspokajający i eliksir słodkiego snu. Mam nadzieję, że te koszmary wkrótce miną. – Kobieta uśmiechnęła się ciepło, zaczekała, aż Pansy wypije eliksir. Potem odeszła w stronę drzwi. Hermiona nie mogła zasnąć jeszcze długo, myśląc o tej niecodziennej rozmowie ze Ślizgonką. Czuła, że ona już zapomniała i uwierzyła w przemianę Pansy Parkinson, zdjęła jej etykietę.
***
Gdy Hermiona obudziła się w pierwszy wrześniowy piątek, stwierdziła, że jest już zupełnie zdrowa. Głowa przestała ją boleć, a skurcze w klatce piersiowej przestały się nasilać i były już ledwo wyczuwalne. Stwierdziła z rozkoszą, że nie ominie ani jednej lekcji, bo rozpoczęcie, według Rona, Harry'ego i Ginny, odbędzie się dopiero w poniedziałek. Gryfonka zastanawiała się ,jak większość uczniów  w Hogwarcie, kto będzie nowym nauczycielem obrony przed czarną magią. Druga sprawa która ją dręczyła to sprawa gościa z pociągu, aż przeszły jej ciarki na samą myśl. Biedna Parkinson. Pomyślała, ostatnio podsłuchała jak pani Pomfrey mówi McGonagall, że to nie pierwszy atak na Ślizgonkę. Mimo, iż Hermina nie lubiła większości uczniów z domu Salazara, a do niedawna jeszcze Parkinson, jakoś żal jej się robiło na myśl, że dla Pansy to nie była pierwsza taka sytuacja. Wczorajsza, nocna rozmowa zmiękczyła jej serce.
 –  Jak się dzisiaj czujemy?– zapytała pielęgniarka, niespodziewanie pojawiając się przy łóżku Hermiony.  – No cóż wydaje mi się, że jeszcze dzisiaj wyjdziesz ze Skrzydła Szpitalnego. Pszepiszę ci jeszcze tabletki na wzmocnienie, ale poza tym... Okaz zdrowia! – Gryfonka uśmiechnęła się szeroko. Cieszyła się, że opuści w końcu szpital.
–  Czuję się dużo lepiej – zapewniła, kiedy pani Pomfrey podawała jej wypis.
*

Draco Malfoy obudził się w swoim dormitorium. Ziewnął i spojrzał na śpiącego jeszcze Blaise'a. Wstał i ociężale poczłapał w stronę łazienki. Po drodze kopnął w barek, który razem ze Zabinim, zdążyli już zaopatrzyć w ognistą whisky, zaklął siarczyście. W tym momencie usłyszał głos drugiego Ślizgona:
– Draco? Co się stało?! Wzywać adwokata czy karetkę? – Ciemnowłosy Ślizgon pojawił się w drzwiach ich sypialni. Draco udał, że nie słyszał żartu przyjaciela i siląc się na spokój, wyjaśnił:
– Nic się nie stało, po prostu kopnąłem w ten cholerny barek.
– I obudziłeś pół zamku… – mruknął Blaise, tak aby blondyn go nie usłyszał. Zabini ziewnął przeciągle i zobaczył Malfoya, znikającego w drzwiach łazienki.

Ciemnowłosy Ślizgon  usiadł na czerwonej kanapie w salonie ich dormitorium. Wpatrywał się w wygasły kominek i zastanawiał się jak to będzie, gdy do dormitorium wprowadzą się Gryfonki. Usłyszał nagle przesuwający się obraz. Zerknął przez ramię w stronę portretu i zobaczył drobną postać z rudymi włosami, przechodzącą przez dziurę pod portretem rycerza z zamku Camelot.
– Chodź Herm, tu jest ślicznie!
– Idę Ginny, już idę! – Obie dziewczyny stanęły po środku salonu. Hermiona podbiegła do biblioteczki i zbadała jej zawartość. Była tam książki tak dobrze znane jak „Historia Hogwartu”, ale i dzieła które widziała po raz pierwszy. Była zachwycona. Ginny rozejrzała się do koła i zauważyła Ślizgona, okupującego kanapę.
– Blaise! –krzyknęła, wcześniej nie zauważyła chłopaka i trochę się przestraszyła.
– To moje imię, Weasley...
– Przecież wiem – warknęła Gryfonka, Zabini potraktował ją jak dziecko, które niczego nie rozumie, nie znosiła tego.
– Weź się uspokój, cały czas na mnie warczysz, a ja przecież nic nie zrobiłem... – mruknął posępnie.
– Wystarczy, że jesteś; poza tym… – Ginny nie dokończyła, bo Hermiona oderwała się od biblioteczki i przemówiła, siląc się na spokój:
– Daj spokój, przecież on jeszcze nic nie zrobił.
– Jak to nie? Cały czas zachowuje się jakbym była dzieckiem. Jak jest Ślizgonem to mu się wydaje, że jest najważniejszy, a tak nie jest… I jeszcze to na pewno śmierciożerca, może miał coś wspólnego ze śmiercią Freda! – To było coś, co od dawna męczyło Ginevrę, każdy wydawał jej się winny. Wychowankowie domu Salazara przede wszystkim.
– Wystarczy! Nie masz prawa mnie oskarżać! Nie będę tego dłużej słuchał.– Blaise wstał z kanapy i poszedł z powrotem do swojej sypialni. Jak ona mogła go oskarżyć o coś takiego! Był zły, nie…nie zły, był wściekły. Rzucił lampą w stronę okna. Rozległ się huk. Odczekał chwilę wziął kilka głębokich wdechów, po czym opadł na swoje łóżko. Wyciągnął różdżkę i jednym zaklęciem naprawił rozbitą szybę i poskładał lampę.
*

– Ginny, chyba trochę przesadziłaś. Dobrze wiesz, że akurat Blaise nie miał z tym nic wspólnego.
– Super, jeszcze ty na mnie naskakujesz?
– Nie, po prostu on sobie siedział a ty zaczęłaś go oskarżać o morderstwo. Fred, Lupin, Tonks oni wszyscy byli wspaniałymi czarodziejami, zresztą nie tylko oni, to nie wina Blaise czy innych Ślizgonów to wszystko przez Voldemorta i ty o tym wiesz. Mamy szansę zacząć od nowa, nie przekreślaj ich tak od razu, dobrze? – w salonie zaległa cisza, ale po chwili Ginevra westchnęła cicho.
– Wiem, chyba masz rację, może niepotrzebnie się tak denerwuje, ale on doprowadza mnie do szału!

Całej tej rozmowie przysłuchiwał się za drzwi łazienki pewien blondwłosy Ślizgon.
– No, no, kto by pomyślał, że ta szla.. znaczy Granger będzie bronić ślizgonów – mruknął sam do siebie. Chyba wszystkie dziewczyna w tej szkole zwariowały, najpierw Parkinson broniąca Gryfonów, teraz Granger broni Ślizgonów, a może to od tego wypadku? – Zastanawiał się na głos Dracon.

 Gdy w końcu usłyszał jak Ginny proponuje aby zeszły na śniadanie, opuścił łazienkę. Skierował się w stronę sypialni, którą dzielił z Blaisem. Chciał z nim porozmawiać i powiedzieć co przed chwilą usłyszał.





Kolejny rozdział, w końcu :/  Mam wrażenie, że moja wena wchodzi drzwiami i zaraz ucieka oknem. Rozdział nie jest najlepszy i kilka rzeczy bym poprawiła, ale przynajmniej go napisałam bo było ciężko. Już niedługo Pansy wyjdzie ze szpitala i zacznie się ciekawsza część tego opowiadania. Zresztą nie będę spoilerować i idę szukać weny. Jak wróci to szczelnie pozamykam wszystkie okna ;)
Rozdział dla Justy bo dzięki tobie dokończyłam go dziś, a nie za tydzień :*   
~Pani M.

16 komentarzy:

  1. Czekam na kolejny rozdział :) <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog. Super piszesz, ale jest trochę błędów. Nie szukasz może bety? Powinnaś się rozejrzeć za kimś kto by się zgodził. *podskakuje i wymachuje łapkami, krzycząc, że Ona by chciała*
    Nie, nic c:
    Pozdrawiam i czekam na nn
    Szczurzynka ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę fajny blog, cala historia bardzo mnie zaciekawiła i z checia będę czytac dalsze rozdziały :) zycze żeby wena nie uciekała przez okno :P
    Pozdrawiam Annelis :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczny rozdział, fantastyczny blog, ogółem fantastyczna historia i talent! :) Lecę czytać dalej :D
    Ressa ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ci wychodzi ten blog.
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  6. Nadal czytam z zapartym tchem! <3 Nie komentuję każdego rozdziału, bo zbyt mnie interesują kolejne! ;* Ale, jest na prawdę super! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzisiaj dalszy ciąg mojego czytania. :D Podobnie jak Kina czytałam to z zapartym tchem! Po prostu genialne! Tyle się dzieje i wgl wszystko składa się w logiczną całość xd świetnie ;) czytam dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział zarąbisty! Zresztą jak zwykle ;)
    Koniec psot! Idę spać!
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. świetnie jak zawsze czemu ten Malfoy zawsze coś zwęszy a mówią że to Gryfoni są wścibscy :D
    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  10. Wciagnela mnie akcja, mimo ze blog nie jest idealny. Wyczytalam kilka bledow,ale nie jest ich duzo, raczej nie przeszkadzaja w czytaniu. Ogolnie wg mnie masz bardzo.fajny styl pisania,szybko sie czyta. Podoba mi sie twoj pomysl na charaktery pansy i astorii, zauroczyl mnie paring as-neville:3
    Dopiero dzisiaj trafillam na twojego bloga, skusilam sie bo przeczytalam wiele pozytywnych opinii.
    Nie przejmuj sie porazkami i bledami, pracuj nad sb bo praktyka czyni mistrza! I tego ci zycze;)
    ~Nela

    OdpowiedzUsuń
  11. Ahh ten Draco... Stalker rośnie XDD Zaciekawilas mnie! Lecę czytać kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej! Jestem ciekawa czy mnie jeszcze pamiętasz. Już tak dawno mnie tu nie było, ale nie martw się kochana, wszytko powoli nadrobię. Obiecuję.

    Dobrze, no to zacznijmy od rzeczy niemiłych, ale jakże przydatnych:
    1.Kiedyś Cię uduszę za te zbędne kropki :) Już myślałam, że nie natrafię na nie w tym rozdziale, a tu nagle się pojawiają. Nie musisz się jednak martwić w nadmiarze, bo "zabijam" tylko tych, których nie lubię, a za Tobą wyjątkowo przepadam.
    2. Powtórzenia!!!

    Dzisiaj tylko dwie rzeczy, do których się doczepiam. Uważam to za sukces, nie wiem jak Ty.

    Nie mogę się doczekać wyjścia Pansy ze Skrzydła Szpitalnego, bo ostatnio bardzo spodobała mi się jej postać. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach będzie również jakaś relacja bezpośrednia między Hermioną i Draco. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się całą fabuła.

    Pozdrawiam i przepraszam za nieobecność,
    Maravillosa Sabio :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Wena to wena. Jest wredna i zazwyczaj nie przychodzi, gdy chcemy, więc tu nie ma co narzekać. Tylko brać i wyciskać z niej wszystko, gdy przyjdzie. Co do rozdziału. Wkurzyła mnie Ginny. Ta ich kłótnia z Zabinim. Dotarło to za daleko i wydaje mi się, że przez takie nagłe ataki rudej, postać staje się nieautentyczna. Przesadziła i to dużo w tym rozdziale. Ale z czego się najbardziej cieszę? Z tego, że Pansy jest na dobrej drodze do... przyjaźni (?) z Hermioną. Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Super. Wreszcie Daphne nie jest przedstawiona jak niedorozwinięta suka :D

    ~Me

    OdpowiedzUsuń