sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 2


Rozdział 2 – Ślizgoni
–  No chodź, Draco! – W Malfoy Manor rozległ się niecierpliwy głos Blaise'a Zabiniego.
– Idę, jak byś nie zauważył... – odpowiedział już trochę zirytowany blondyn. Od samego rana jego przyjaciel prowadził go od sklepu do sklepu. Robienie zakupów nie należało do ulubionych zajęć Dracona. Blaise chciał ukończyć siódmy rok nauki w Hogwarcie, a Draco robił to wyłącznie dla matki. Odkąd Vodemort zginął, a ojciec chłopaka został zamknięty w Azkabanie, wszystko się zmieniło. Narcyza zaczęła kłaść nacisk na edukację syna. Po upadku Czarnego Pana rodzina Malfoyów nie była już tak dobrze kojarzona jak wcześniej, kobieta uświadomiła sobie, że Draco mógłby mieć trudności w znalezieniu pracy, tym bardziej, jeśli nie ukończy szkoły. Zawsze najważniejsza dla niej była rodzina. Młody Malfoy nie chciał robić problemów i zgodził się na ukończenie szkoły.
Prawdziwy szok przeżył, gdy sowa przyniosła list z Hogwartu. Draco Malfoy, były  śmierciożerca, został  prefektem naczelnym. Szybko zrozumiał, dlaczego, takie wyróżnienie nie miało nic wspólnego z jego wynikami w nauce, które swoją drogą były bardzo dobre.  McGonagall razem z listem przysłała listę warunków, pod którymi może wrócić do Hogwartu. Miał pełnić funkcję prefekta, aby, jak o określono w liście "nauczyć się współpracy i odpowiedzialności." Było to coś w rodzaju drugiej szansy, na szóstym roku również pełnił funkcję prefekta i najwyraźniej dyrektorka postanowiła wręczyć mu odznakę i w tym roku.  Ten fakt w ogóle mu się nie podobał, nawet pomijając tę idiotyczną listę, po prostu nie chciał dzielić dormitorium z Granger. Draco był święcie przekonany, że to właśnie szlamowata przyjaciółka Pottera zostanie drugim prefektem naczelnym. Podzielił się swoją teorią z Blaisem, ale ciemnowłosy chłopak zachował się, jakby w ogóle go to nie obeszło. Zabini cieszył się na powrót do Hogwartu, ale Malfoy nigdy nie lubił tej szkoły.
Zszedł po schodach do salonu. Blaise już tam na niego czekał.
– Nie rozumiem, dlaczego musimy iść dziś na te cholerne zakupy, przecież do szkoły idziemy dopiero za sześć dni… – narzekał Draco.
– Daj spokój. Marudzisz jak moja ciotka Efezja...  – zbeształ go Zabini.  Gdy wychodzili, przypomniał sobie o jeszcze jednym istotnym fakcie:
– Zaprosiłem też Pansy – rzucił niby od niechcenia. Draco stanął w pół kroku.
– CO?! Zabini, kurwa mać! Wiesz, że nie znoszę, jak mi się wiesza na szyi i zdrabnia moje imię albo używa tego durnego pseudonimu który wymyśliłeś na czwartym roku...
– Daj spokój, Smoku – Blaise specjalnie zaakcentował to przezwisko, przez co Draco obrzucił go spojrzeniem bazyliszka. Ciemnowłosy Ślizgon niezrażony, kontynuował:
–  Pansy to już całkiem inna osoba.
– Mhm, już to widzę – mruknął Malfoy, na co ten drugi tylko przewrócił oczami. Ta informacja sprawiła, że Draco nie mógł, a raczej nie chciał, dostrzec żadnych pozytywów tego dnia. Uznał go za stracony. Teleportowali się spod Malfoy Manor i wylądowali przed bankiem Gringotta.
– Powinna już być... – mruknął pod nosem Blaise. Nagle pomachał do kogoś w oddali, a gdy krzyknął:
– Cześć, Pansy! –  Blondwłosy Ślizgon wiedział już wszystko.
Dziewczyna podeszła bliżej.  Owszem to była Parkinson, ale jakaś inna. "Inna" wydało się Malfoyowi dobrym określeniem. Ślizgonka miała dużo dłuższe włosy niż zapamiętał Draco, urosła też parę cali przez wakacje. W dodatku uśmiechała się, i to nie z powodu nieszczęścia jakiegoś Gryfona. Uśmiechała się - tak po prostu.  
– Cześć, Blaise! Cześć, Draco... –  Młody Malfoy miał wrażenie, że przed  wypowiedzeniem jego imienia Ślizgonka się chwilę zawahała, jakby chciała powiedzieć coś innego. Zastanawiał się, co spowodowało te wszystkie zmiany.
– To od czego zaczynamy? – zapytał Zabini, aby przerwać ciszę.
– Może księgarnia?  "Esy i floresy” są niedaleko –  zaproponowała brunetka, zerkając na Malfoya.  Od razu wyczuła ponury nastrój blondyna.
– Wszystko jedno  – mruknął Draco. Nie miał najmniejszej ochoty na wycieczkę po sklepach.
– Widzę, że nie masz humoru... ktoś tu wstał lewą nogą? – powiedziała, a uśmiech nie schodził jej z ust. Malfoy mruknął coś pod nosem.
– To chodźmy do tej księgarni – zadecydował po chwili. Ruszyli przed siebie.  Na Pokątnej jak zwykle było tłoczno i gwarno, ale właśnie to tworzyło ten magiczny klimat. Czarodzieje w kolorowych szatach, piękne witryny sklepów, które kusiły przecenami.  Do uszu Ślizgonów co chwilę dolatywały krzyki w stylu: "Chodźmy zobaczyć tę nową miotłę!" albo: "Znów wszystko podrożało... Och, Merlinie!".  Co chwilę ktoś trącał Pansy łokciem; kiedyś być może by zareagowała, ale coś się zmieniło. Po pobycie we Francji coś w niej pękło.  
– Jak ci minęły wakacje, Pansy? – zapytał Zabini, trafiając w samo sedno.  Nawet nie był świadomy, że wybrał najgorszy temat z możliwych. Pansy posmutniała, jednak nie dała tego po sobie poznać. Przynajmniej miała takie wrażenie.
–  Pomagałam odbudować Hogwart – rzuciła dziewczyna jakby od niechcenia, chociaż ta informacja wywołała ogromne zdziwienie u Blaisa i Dracona. Oboje znali Pansy dość długo i wiedzieli, że dziewczyna pracy się nie chwyta. Doszli do podobnych wniosków: "coś musiało się stać". –  I byłam we Francji, odwiedzić moją kuzynkę Mirabell. A co u was? – zapytała, jakby nigdy nic. Głos jej zadrżał, gdy wymawiała imię kuzynki, ale jej przyjaciele chyba tego nie zauważyli. Wyrzuciła Miri z głowy, nie chciała sobie psuć humoru na resztę dnia.  
Blaise zaczął swoją opowieść z wielkim entuzjazmem:  
– Ja poleciałem do Hiszpanii, było cudownie, wiecie: plaża, imprezy, laski i więcej lasek. Nawet poznałem tam taką jedną…
– Nie muszę znać szczegółów – przerwał mu Draco, a Pansy zaśmiała się serdecznie. Zabini dla większości znajomych był ponurym typem. Niewiele osób cokolwiek o nim wiedziało.  Jednak Draco zdążył poznać Zabiniego dość dobrze. Dopiero na szóstym roku blondyn zrezygnował z towarzystwa Crabbe’a i Goyle’a i rozejrzał się za innym towarzystwem. Pansy zawsze była zafascynowana młodym arystokratą, a Malfoy doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko nigdy nie wykorzystał tej wiedzy. Blaise okazał się doskonałym kompanem, tym bardziej, że oboje byli zamieszani w sprawy z Voldemortem. Z czasem stali się przyjaciółmi.  Ciemnowłosa Ślizgonka dość często im towarzyszyła, chcąc nie chcąc ,sporo o nich wiedziała.
– Okej, już nic nie mówię – rzucił Zabini. Przez chwilę szli w milczeniu, ale znów odezwał się Blaise, długo nie wytrzymał:
– Ej, czy to nie Waesley i Granger? – To pytanie wydało się aż nienaturalne w ustach Ślizgona. Draco przechylił głowę na bok, jakby nie dosłyszał.  
–  Gdzie? –  zapytała Pasy. Po chwili Malfoy też je dostrzegł, wychodziły ze sklepu Madame Malkin. Zmieniły się od ostatniego razu, kiedy je widział, ale o ile go pamięć nie myliła, Wesleyównę widział, gdy jeszcze chodził do szkoły, a szlama Granger razem z Potterem i Wieprzlejem uratowali mu tyłek, gdy ten idiota Crabbe wypowiedział zaklęcie szatańskiej pożogi w pokoju życzeń. Wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Granger miała na sobie niebieską koszulkę i białe dżinsy. Włosy zawiązała w kucyk,  Gryfonki zmierzały w ich stronę. „To będzie ciekawe", pomyślał Draco, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, do dziewczyn podszedł jakiś brunet, przez chwilę rozmawiali, a potem w trójkę odeszli w przeciwnym kierunku.
– Wdzieliście to co ja? – zapytał zdziwiony Zabini. Pansy wzruszyła ramionami.
– No i co z tego? Gryfoni też mają znajomych, wiecie... – zakpiła dziewczyna.
– Tak, ale… - Draco nie dokończył,widząc pełną politowania minę Pansy.
– To Gryfonki... – wydukał Zabini. Teraz Pansy wybuchnęła śmiechem i nie potrafiła się uspokoić, nawet gdy zobaczyła wściekłą minę Malfoya.
– No co się tak patrzysz? Zastanawiam się, czy bardziej zdziwił was ich wygląd, czy to, że interesuje się nimi ktoś oprócz Pottera i Weasleya... – Draco spojrzał na nią podejrzliwie, ale Blaise nie umiał utrzymać języka za zębami, wypalił, zanim pomyślał, co mówi:
– I jedno, i drugie. – Wpatrywał się w miejsce, w którym do niedawna stały dwie Gryfonki. – Idziemy napić się ognistej? – dodał po chwili bez ładu i składu. Jakoś dziwnie było mu spotkać  Hermionę i Ginny w takim miejscu, jakby wojna nie miała miejsca. Jakby nic się nie stało.  On, niedoszły śmierciożerca, spaceruje spokojnie tym samym chodnikiem, co szlama i zdrajczyni krwi.  Chłopak przede wszystkim był zdziwiony faktem, że o nic go nie oskarżono. Powszechnie wiadomo było, że rodzina Zabinich, podobnie jak Malfoyowie, popierali Czarnego Pana. Ciemnowłosy Ślizgon miał nieodparte wrażenie, że McGonagall i Slughorn maczali w tym palce.
– Jasne, ale po zakupach –  powiedziała rzeczowym tonem Pansy. Nie popierała picia o tak wczesnej godzinie, jednak szklaneczka ognistej jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
– Niech będzie, dawno razem nie piliśmy – zgodził się Draco i w trójkę poszli w stronę księgarni.
*
 Hermiona i Ginny wyszły właśnie ze sklepu Madame Malkin. Był to pierwszy sklep, jaki postanowiły odwiedzić, szata Ginny, podobnie jak i Hermiony, stała się przykrótka. Szybko wybrały coś nowego i zamierzały iść do księgarni „Esy i Floresy”. Hermionie bardzo zależało na nowej książce Elekiela Brooksa.  Ledwo wyszły ze sklepu, a już zagadnął je Neville:
–  Cześć  – przywitał się jak zwykle trochę nieśmiało. – Też robicie zakupy? Bo ja właśnie wracam z banku Gringotta...  Może miałybyście ochotę na piwo kremowe? – zapytał, a zaraz potem szybko dodał:  – Ja stawiam!
Ginny uśmiechnęła się uroczo.  
– Jak TY stawiasz, to jasne. – Hermiona rzuciła przyjaciółce oskarżycielskie spojrzenie.  
– Jestem pewna, że razem z Ginny same zapłacimy... Prawda?
– Tak, jasne... – odparła rudowłosa dziewczyna, ale minę miała nieobecną. Jakby nagle pocałował ją dementor. Jej dobry nastrój gdzieś zniknął i nie miało to nic wspólnego z płaceniem za piwo kremowe.  Przypomniała sobie, że za niecały tydzień jadą do Hogwartu, a ona w dalszym ciągu nie zdobyła się na odwagę, aby porozmawiać z Harrym. Czuła się jak tchórz, a to dla Gryfona okropne uczucie.  
– To świetnie, chodźmy! – powiedział Neville, jakby nie zauważył zmiany w nastroju panny Weasley. Wszyscy w trójkę poszli w stronę baru “Pod Świńskim Łbem”.
*
 Astoria i Daphne Greengrass właśnie robiły zakupy na Pokątnej. Pech chciał, aby starsza z nich zauważyła blond czuprynę Dracona gdzieś w tłumie. Z gardła Astorii wyszedł piskliwy krzyk:
– Draco!!!
– Tylko nie to – powiedzieli w tym samym czasie Malfoy i Pansy, odwracając się na pięcie. Panna Parkinson przylepiła sztuczny uśmieszek do usta, jednak Malfoy nie zadał sobie tyle trudu. Blaise  zachował powagę, chociaż w duchu cieszył się jak mała dziewczynka, widząc reakcje Dracona. Pansy wiedział, że to będzie niezapomniane spotkanie. Nie wytrzymał i zaczął mówić:
– Spokojnie, czy to nie twoja dziewczyna, Draco? O ,Pansy, widzę twoje najlepsze przyjaciółki... – kpił do woli.Siostry Greengrass szybko podeszły do trójki ślizgonów.
– Dracuś! – Astoria przytuliła chłopaka mimo oporu, jaki stawiał. Młody Malfoy zaczął jej się podobać na piątym roku. Jednak nie zwracał na nią uwagi; to sprawiało, że czuła się dziwnie w jego towarzystwie.
– Widzę, że robisz zakupy, o, Pansy, ty też tu jesteś? Mogłaś nas powiadomić, to przyłączyłybyśmy się do was. – Astoria trajkotała jak najęta. – Słyszałam – tu zwróciła się do Dracona – że zostałeś prefektem naczelnym, może odwiedzę cię w twoim dormitorium... – Uśmiechnęła się dwuznacznie do chłopaka, a Zabini prawie udusił się ze śmiechu. Pansy stała z boku z niezadowoloną miną. Nie miało to nic wspólnego z zazdrością, już dawno wybiła sobie Malfoya z głowy, po prostu czasami miała dość paplaniny Astorii.
– Cześć, Daphne! – przywitał się Blaise z brunetką, na którą nikt wcześniej nie zwrócił uwagi.
–  Cześć. – Zarumieniła się trochę i spojrzała na Pansy. Daphne, jak na Ślizgonkę, była bardzo nieśmiała. Astoria w ogóle nie zwróciła uwagi na siostrę i znów zaczęła mówić:
– Jak tu szłyśmy, zauważyłam, jak szlama Granger i ta cała Weasley idą gdzieś z jakimś przystojniakiem, musi być nowy, że się nimi interesuje.
– To był Neville – powiedziała cicho Daphne i jeszcze bardziej się zarumieniła. Nie czuła się komfortowo w towarzystwie starszych o rok kolegów swojej siostry.
– Co ty opowiadasz, Daf? To nie mógł być ten Longbottom, tamten facet był przystojny i… – Astoria nie mogła  dokończyć, bo przerwała jej zdeterminowana Daphne:
– To był Neville, on się zmienił od ostatniego razu, gdy go widziałaś. Jakbyś choć raz przyszła pomóc w odbudowie szkoły, to byś wiedziała, że to on.  
Młodsza z sióstr Greengrass nadal miała za złe Astorii, że ta nie pomogła w odbudowie zamku. Astoria już zamierzała odpowiedzieć, gdy wpadł jej w słowo Draco:
– Przepraszam, że przerywam tę wspaniałą konwersacje, ale trochę się spieszymy.
Blaise spojrzał karcącym wzrokiem na przyjaciela; najwyraźniej chciał wysłuchać wymiany zdań do końca.
– Och, nie ma problemu, Dracusiu – zaświergotała Astoria.  –  Pójdziemy z wami.
–  Nie ,dzięki, poradzimy sobie – powiedziała Pansy i uśmiechnęła się kpiąco. W chwilach takich jak te miała naprawdę dość blondwłosej dziewczyny.
– Nikt cię nie pytał o zdanie – warknęła Astoria, nie lubiła, gdy ktoś jej odmawiał. Pomimo że starała się zapanować nad wybuchami gniewu, czasami jeszcze się zdarzały.  
– As, może oni nie mają ochoty na nasze  towarzystwo..? –  powiedziała ledwo słyszalnym głosem Daphne. Ślizgonka zawsze wiedziała, czy w danym momencie ktoś chcę z nią przebywać, czy nie. W tym przypadku zdecydowanie powinna zabrać siostrę z dala od Pansy i Dracona.
– Och, spokojnie, Daf, nie mamy ochoty jedynie na towarzystwo Astorii  – powiedziała Pansy. Blaise i Draco wyczuli, że szykuje się prawdziwa burza i to nie miało nic wspólnego z pogodą.
– Zamknij się, ty wredna mhmym...!!! – Daphne zatkała usta siostry dłonią. Astoria w ogóle  przestała się kontrolować, zawsze miała z tym problem, a szczególnie stresowała się przy Draco. Naprawdę go lubiła, a był jedynym chłopakiem, który nie zwracał na nią uwagi.
– Ja? To ty masz jakieś problemy, nie chcę się kłócić, ale to podpada pod obsesję na punkcie Draco i Blaise’a – powiedziała Pansy, zachowując spokój. Wiedziała, że Astorii nie przekrzyczy.
– Nie tak ostro –  mruknął Zabini.
– Mam cię dość, Pansy, jesteś taka głupia! Daphne, idziemy! – wykrzyknęła wściekle Astoria i chwyciła Daf za nadgarstek. Po chwili dziewczyny obróciły się, rozległ się trzask i już ich nie było. Aportowały się.
– No to mamy je z głowy. – Uśmiechnęła się Pansy.  Blaise i Draco nie mogli zrozumieć, co się przed chwilą stało.
– Ale… ty… ona... i...  przecież wy… – Próbował coś wydusić ciemnowłosy.  Zdezorientowany Blaise ocknął się i spojrzał w stronę Dracona.
–  Na mnie nie patrz, rozumiem z tego tyle co ty – odpowiedział blondyn, podnosząc ręce jakby się poddawał. Obaj pamiętali jeszcze, jak dziewczyny świetnie dogadywały się w szkole. O
– Ale o co wam chodzi? Nie mówcie mi, że ona was nie wkurza – powiedziała spokojnie Pansy i odgarnęła część włosów z twarzy.
– No tak, ale myślałem, że się kumplujecie czy coś – wyjaśnił Zabini, próbował jakoś to poukładać w głowie. Zastanwiał się, gdzie przepadły dobre relację pomiędzy Pansy, a Astorią.
– To źle myślałeś. Chodźmy na to piwo kremowe, zgoda? – zaproponowała brunetka.
– Taaa, niezły pomysł – dodał Draco i ruszył przed siebie w stronę baru “Pod Świńskim Łbem”, a Blaise mruczał coś o ognistej whisky.    





   
Drugi  rozdział, mam nadzieje, że się spodoba. Początki zawsze są najtrudniejsze. Mam nadzieje że ogarnęliście te ksywki (As – Astoria, Daf- Daphne),czekam na komentarze: 
~ Pani M.

16 komentarzy:

  1. Ogólnie treść super, bardzo mi się podoba. Znalazłam tylko dwa małe błędy:
    1. Napisałaś "Bleisa" zamiast "Blaisa"
    2. Drugie to była literówka ą zamiast ę
    Proszę nie złość się za wypominanie literówek. Po prostu jak już je widzę to zaznaczam to w komentarzu.
    Pozdrawiam
    Sabio :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, że poprawiam, ale nie "Bleisa", ani nie "Blaisa", tylko poprawnie powinno być "Bleise'a" ;)

      Usuń
    2. Nie moja droga xD Ani "Bleisa " ani " Blaisa " ani
      " Bleise'a " tylko " Blaise'a " xD

      Usuń
    3. Ale się zamieszanie zrobiło z tym imieniem. Było w tym sporo mojej winy i bardzo przepraszam. Nie powinnam wprowadzać niepotrzebnego zamętu. Poza tym dziękuję Adzie (komentarz wyżej) za poprawienie tego "niedociągnięcia".

      Pozdrawiam Sabio

      Usuń
  2. Świetna notka, bardzo mi przypadła do gustu. Bardzo mnie zdziwiła (pozytywnie) przemiana Pansy - zazwyczaj w większości opowiadań fanfiction jest ona kanoniczna (albo jeszcze gorzej). Cóż, miła odmiana :)
    Co się tyczy poprawności tekstu - zdarzały się małe literówki i błędy interpunkcyjne; moja chęć do zostania twoją betą jest nadal aktualna, skorzystaj :)
    Ressa ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Super blog ;-)
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  4. Daf wydaje się fajna , ale Astoria .... error no coments xD Pan jest fajna i wydaje mi się , że Daf skończy jako Dafne Longbottom :3 Pewno się spotkają w barze ( the slitherin trio , Hermiona , Gin i Nev xD ) Weny ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Boże przez tą wypowiedź wyżej moja facetka xD od polaka dostałaby załamania nerwowego xD

      Usuń
  5. No, no interesująco się robi. Tylko musisz uważać na literówki takie jak "Pokontna" Albo "Bleise". Spore błędy to to nie są ale mimo wszystko trochę rażą ;)
    Weny życzę
    Bellatrix

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pokatnej byl dziorawy kociol a bar pod swinskim lbem w hogsmeet

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że Daphne okaże się tą dobrą xd :D a Astoria serio niech idzie się leczyć :] wgl nie spodziewałam się, że tym przystojniakiem okaże się Neville :P no ale jak widać, cuda się zdarzają :D jeżeli chodzi o całość wyłapałam błędy ortograficzne i stylistyczne, ale to zalicza się do drobnych poprawek :D a teraz do 3 :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Czad! Po prostu czad!
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. wow kolejny zwrot akcji :D tak trzymaj

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajna ta 'nowa' Pansy. Czyżby było coś pomiędzy Daphne a Neville'm? Nie mogę doczekać sie konfrontacji w Dziurawym Kotle.
    Pozdrawiam
    Pure

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaintrygowałaś mnie nowym obliczem Pansy. Jestem ciekawa co takiego wydarzyło się we wakacje, że aż tak się zmieniła. Jest jeszcze sprawa tej jej kuzynki... mam nadzieję, że szybko uchylisz rąbka tajemnicy. Neville stał się przystojniakiem... coś czuję, że nie będzie mógł się opędzić od dziewczyn w tym ostatnim roku. Chociaż jakoś zaczął mi pasować do Daphne. Czy może moja kobieca intuicja ma rację? Jeśli tak, byłabym wniebowzięta. Bardzo mi się podobają Twoje pomysły oraz cieszę się, że dużo opisujesz! Również nie mogę się doczekać konfrontacji naszych trójek w Dziurawym Kotle. Lecz musi to poczekać na jutrzejszy dzień, bo padam z nóg!


    http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Sorry, ale bar ,,Pod Świńskim Łbem" był w Hogsmeade, a ,,Dziurawy Kocioł" na Pokątnej. Poza tym- super! I podoba mi się mocniejsze zaznaczenie Neville'a jako ,,tego przystojnego" XD, bo zazwyczaj nie bierze on zbyt dużego udziału w akcji ff... Nie przedłużając- lecę do następnych rozdziałów!
    Gari

    OdpowiedzUsuń