sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 67



 Przychodzę do Was z nowym rozdziałem, ale na wstępie muszę się przyznać - nie jestem z niego zadowolona. Szczególnie scena, która otwiera tą część historii nie poszła po mojej myśli. Chyba dobra kreacja Ginny i Blaise'a jest ponad moje możliwości... Niemniej - starałam się.

Nie przedłużam i zapraszam do czytania (i komentowania)!
~Pani M.


Rozdział 67 – Znów w domu.


Ginny Weasley, niosąc pod pachą grubą księgę, zmierzała w stronę biblioteki. Postanowiła podciągnąć swoje stopnie z transmutacji w przyszłym semestrze, ale żeby to osiągnąć czekało ją parę ciężkich wieczorów, spędzonych w bibliotece. Nie chciała marnować czasu. Zauważyła, że przez ostatnie wydarzenia, w dużej mierze związane z Blaisem, opuściła się w nauce. Nigdy nie była orłem, ale zazwyczaj zgarniała przyzwoite stopnie. Oprócz nauki zaniedbała również przyjaciół, nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio rozmawiała z Nevillem, czy koleżankami ze swojego rocznika. Czuła, że zaniedbała ludzi, na których naprawdę jej zależało. Kiedy ostatnio rozmawiałam z Georgem? Była na siebie wściekła. Zapatrzona w Zabiniego, zostawiła za sobą wszystkich, których kochała i wiedziała, że to była tylko i wyłącznie jej wina. Ginny czuła się jak idiotka.
Pchnęła podwójne drzwi, wchodząc do biblioteki. Przywitała panią Pince i od razu skręciła w stronę działu ksiąg związanych z transmutacją. Ginny znała te regały aż zbyt dobrze, sama nie wiedziała, dlaczego przedmiot McGonagall sprawiał jej tyle trudności. Znalazła interesujący ją wolumin. Ostrożnie zdjęła go z półki i zajęła miejsce przy stoliczku.
– Lumos – mruknęła, a lampka, stojąca na drewnianym blacie zaświeciła żółtym światłem. Usiadła na twardym krześle i pochyliła nad książką. Odszukała w spisie treści rozdział, omawiany na ostatnich lekcjach i zabrała się za robienie notatek. Po pół godziny odłożyła na chwilę pióro i wstała rozprostować nogi. Przeszła dwa razy wzdłuż regałów, przeskakując wzrokiem z jednego grzbietu książki na kolejny.
– Szukałem cię. – Usłyszała czyjś głos za plecami. Nie wzdrygnęła się, bo nie tak łatwo było ją wystraszyć. Odwróciła się, krzyżując ręce na piersiach. Nie zdziwił ją widok Blaise’a. Chłopak od śniadania sprawiał wrażenie, jakby chciał z nią porozmawiać, wiedziała, że ten moment nadejdzie.
– Znalazłeś – rzuciła obojętnie. Kącik jego ust uniósł się do góry.
– Chciałem wiedzieć, jak bardzo mnie nienawidzisz, zanim powiem cokolwiek więcej.              
– Bardzo – niemal warknęła dziewczyna. To, co zrobił jej Ślizgon, było czymś więcej niż gwarantowanym pobytem w skrzydle szpitalnym. Miała po prostu złamane serce. Naprawdę się w nim zadurzyła, a on potraktował ją jak zwykłą szmatę. Oczywiście wiedziała, że jest równie winna, jak Blaise. Nikt nie kazał jej wskakiwać na kolana Michaela Cornera, ale, cholera, tak bardzo nie chciała, żeby ktoś dowiedział się o jej związku ze Ślizgonem. Gdyby postąpiła inaczej… gdyby… Ginevra wiedziała, że jest za późno na spekulację.
– Na początku chciałem cię przeprosić, ale chyba zwykłymi przeprosinami niczego nie osiągnę…
– Niezwykłymi też nie – wtrąciła Gryfonka, robiąc krok w stronę Blaise’a. W bibliotece nie wolno było rozmawiać, toteż dwójka uczniów musiała mówić naprawdę cicho.
– Mam tylko nadzieję, że kiedyś spojrzysz na mnie bez tego strachu w oczach.
– Nie boję się ciebie. – Głos dziewczyny, choć cichy, zabrzmiał pewnie, ale Zabini nie dał się oszukać. Uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w stronę twarzy Gryfonki, a ta natychmiast się odsunęła.
– Twoje czyny przeczą twoim słowom, Gin.
– Jesteś żałosny, to wszystko jest żałosne. Skończmy tę szopkę. Co ty właściwie chcesz osiągnąć? – Ginny podniosła głos, więc zaraz rozległ się wrzask bibliotekarki, że w pomieszczeniu obowiązuje bezwzględna cisza. Chłopak nachylił się nad dziewczyną i ściszając głos do szeptu, kontynuował rozmowę:
– Nie chciałem, żeby tak wyszło, ale doskonale wiesz, że nie jesteś bez winy.
– Nawet nie wiesz, co tam się stało, nie masz prawa mnie oceniać! – Dziewczyna znów zaczęła podnosić głos.
– Nie podniecaj się tak, bo nas stąd wyrzuci – upomniał ją Blaise, co spowodowało, że na policzkach Ginevry zakwitły czerwone rumieńce.
– A teraz powiem ci, co tam się stało, a ty skoryguj, jeśli się mylę.
– Pomyłką było zadawanie się z tobą – fuknęła, ale postanowiła wysłuchać Ślizgona. Ostatecznie nie miała niczego do stracenia.
– Corner wiedział, że z kimś się spotykasz i postanowił dowiedzieć się z kim. Ty oczywiście spanikowałaś, bo przecież „nikt nie może się o nas dowiedzieć, Blaise” – parodiował jej głos. – Więc zgodziłaś się na wszystko, co ten idiota wymyślił. Mam rację? – Patrzył na nią z wyższością. Ginny westchnęła.
– Tak, ale…
– Żadnego „ale”, oboje zawiniliśmy, tyle.
– Tyle? Tyle? Blaise, pobiłeś mnie do nieprzytomności, nie sądzę, że to „tyle”.  – Chłopak słyszał, że głos jej się łamie. Wiedział, że wtedy przesadził, ale to był odruch. Nie kontrolował się. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale pani Pince wychyliła się zza rogu:
– Minus dziesięć punktów dla Slytherinu i Gryffindoru. Jeśli chcecie hałasować, róbcie to poza biblioteką. –  Irma Pince poprawiła swoje okulary i zniknęła za kolejnym regałem.
– Chodźmy – powiedział Ślizgon i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny. Ginny przecząco pokręciła głową.
– Mam do odrobienia transmutację, przeszkadzasz mi. Jeśli tylko tyle masz do powiedzenia, to wracam do nauki. – Usiadła nad otwartą książką, ale wtedy Zabini zgasił lampkę i zamknął jej wolumin przed nosem.
– Mam do powiedzenia o wiele więcej. – Chwycił ją za ramię i pociągnął do góry. Wyrwała się z jego uścisku, oburzona tym, jak ją potraktował.
– Może mnie pobij, będę stawiała mniejszy opór!
– Nie rób przedstawienia, tylko chodź – powiedział spokojnie i znów chciał ją złapać za ramię. Ginny prędko się odsunęła.
– Nigdzie z tobą nie pójdę!
– DOŚĆ TYCH WRZASKÓW! ODEJMUJĘ WASZYM DOMOM KOLEJNE DZIESIĘĆ PUNKTÓW! TO OSTATNIE OSTRZEŻENIE! – Żyłka na czole pani Pince pulsowała, a jej twarz była czerwona niczym dorodny pomidor. Ginny spojrzała na Zabiniego i skinęła mu głową. Potem pozbierała szybko swoje rzeczy.
– Przepraszamy – rzuciła cicho do bibliotekarki i razem z chłopakiem pospiesznie opuściła pomieszczenie.
– Przez ciebie nie zdam transmutacji – rzuciła cierpko. Kierowała się do wieży Gryffindoru, nie zwalniając ani na moment. W tym, co powiedział jej Blaise, było trochę prawdy, bała się przyznać, że spotyka się ze Ślizgonem i dlatego sprawa z Cornerem miała tak fatalny finał. Blaise pociągnął ją za sobą w stronę bardziej ustronnego miejsca, choć w czasie przerwy świątecznej, Hogwart i tak świecił pustkami. Gryfonka nawet nie zarejestrowała, że Zabini wciąż trzymał przegub jej nadgarstka.  Chłopak przystanął przy wejściu na wieżę zegarową.
– Panie przodem – mruknął i puścił rękę wściekłej jak osa dziewczyny.
– Jeśli tam wejdę i zgodzę się z tobą porozmawiać, dasz mi spokój? – zapytała, mając nadzieję, że po tej rozmowie Ślizgon zostawi ją w spokoju.  
– Tak – powiedział pewnie, wyczekująco patrząc w jej oczy. Ginny westchnęła i zaczęła wspinać się po stromych stopniach. Nie rozumiała, dlaczego Zabini wciąż ją męczy, ale, choć trudno jej było to przyznać, cieszyły ją jego próby. Może nie jest za późno, żeby uratować… Co właściwie chcesz ratować, głupia. W końcu stanęła na szczycie wieży. Rozciągał się stąd widok na ośnieżone pola i lasy wokół zamku.
– Pięknie, prawda? – zapytał Blaise, jak za każdym razem, gdy przyprowadzał tu jakąś dziewczynę. To było jego miejsce, zapomniane przez innych uczniów, niedoceniane. Zazwyczaj otrzymywał twierdzącą odpowiedź, więc mógł przejść do zapewnień, że z nikim wcześniej tu nie był. Już dawno doszedł do wniosku, że wszystkie dziewczyny działają podobnie, więc opracował niemalże niezawodną taktykę, która pozwalała podbić serca uczennic Hogwartu. Jednak zauważył, że z Ginny było trochę inaczej. Oczywiście nie z nią jedną, ale z jakiegoś powodu tym razem nie chciał odpuścić.
– Ymm ładny, Blaise, chyba że mieszkasz na wsi i widzisz takie rzeczy codziennie, wtedy jest po prostu przeciętny. Jak kto woli. – Wiedział. Wiedział, że nie zachwyci się jak większość przyprowadzonych tu przez niego dziewczyn.
– Może też powinienem zamieszkać na wsi – powiedział Ślizgon, łapiąc jej spojrzenie. Ginny oparła się plecami o barierkę i spojrzała na Blaise’a.
– Pewnie masz ze cztery posiadłości na wsi, a jeśli nie, poproś matkę, na pewno ci kupi przy błahej okazji. Może nawet z całą wsią… – kpiąco powiedziała rudowłosa. Zabini spuścił wzrok, uśmiechając się pod nosem.
– Raczej już nikt mi niczego nie kupi.
– Co to niby znaczy? – Ginevra zmarszczyła nos, co uwydatniło piegi.
– Zrzekłem się majątku, Gin. – Ślizgon obserwował, jak niebieskie oczy dziewczyny rozszerzają się, a ręce, które dotychczas trzymała skrzyżowane na piersi, opadają wzdłuż tułowia.
– Co takiego? Dlaczego? Jak? Co ty w ogóle mówisz? – Gryfonka doskonale wiedziała, co dla arystokraty oznacza zrzeczenie się majątku. Blaisowi nie pozostało nic, oprócz nazwiska. W wypadku śmierci Zofii cały majątek przejmie bank, ciemnowłosy nastolatek nie dostanie złamanego kunta. Dziewczyna powoli wypuściła powietrze.
– Zrobiłem to dla ciebie – powiedział Blaise, obserwując reakcję Gryfonki. Właściwie Ginny miała niewiele wspólnego z jego decyzją,  zrobił to z zupełnie innych powodów, ale czego się nie robi, aby zdobyć serce dziewczyny? Chłopak czuł, że to najbardziej szatański z jego planów.
– Nie rozumiem – przyznała w końcu nastolatka. W jej spojrzeniu coś się zmieniło, a Zabini zawył w duchu z radości. Znów jest moja. Pomyślał, ale opanował emocję, kontynuując niebezpieczną grę.
– Moja matka jeszcze przed tym całym incydentem z Cornerem, chciała, abym w czasie przerwy świątecznej poznał ją z moją dziewczyną. Z tobą, Gin. – Gryfonka nie przerwała, choć nie zgadzała się z określeniem, które przypisał jej chłopak. – Napisałem jej o tobie. Wściekła się, zabronił mi się z tobą spotykać, odgrażała się. Mówiła, że jeszcze zobaczę. Miałem ją głęboko gdzieś, aż w końcu… powiedziała – Blaise zaczął się plątać. – Powiedziała, że sprawi, że znikniesz z mojego życia, bo nie pozwoli, żeby zdrajcy krwi położyli łapy na jej majątku. Ironia, co nie? Jakby czegokolwiek dorobiła się sama – Ślizgon parsknął. – Wiedziałem, do czego jest zdolna, ona… miała różne sposoby. W końcu jakoś sprzątła siedmiu mężów i nikt nie zadawał pytań. Cholernie się wtedy o ciebie bałem. Napisałem, że skoro pieniądze są dla niej takie ważne, to zrzekam się majątku. Myślała, że żartuję, że tylko tak mówię. Pojechałem do domu na święta i choć już wtedy mnie nienawidziłaś… Zrobiłem to. Oddałem swoje prawa do wszystkiego, co posiadałem. Do wszystkich posiadłości, skrytek bankowych, zabytkowych przedmiotów. Zostawiłem to wszystko dla ciebie, Gin. Chciałem, żebyś była częścią mojego dalszego życia, choć pewnie nie będzie proste. – Po tej serii kłamstw i ckliwości zapanowała cisza. Blaise nie mógł wyczytać nic z twarzy Gryfonki. Nie wiedział, czy mu wierzy. Z drugiej strony nie dał jej żadnych powodów, dla których miałby kłamać.
– Czy to cokolwiek dla ciebie zmienia, Gin? Czy moje poświęcenie cokolwiek znaczy? – Powoli kiwnęła głową. Na twarzy Ślizgona pojawił się szeroki uśmiech, liczył, że Ginevra rzuci mu się w ramiona, obdarzy namiętnym pocałunkiem. Większość dziewczyn po takim wyznaniu skończyłaby z nim w łóżku, ale od Ginny usłyszał tylko:
– Nie nienawidzę cię, Blaise. Uznaj to za sukces.
Rudowłosa nastolatka uciekła z wieży zegarowej. To, czego się dowiedziała, przygniotło ją, było jak kula u nogi. Nie mogła uwierzyć w słowa Ślizgona. Miała jeszcze tyle pytań, tyle wątpliwości! Choć to, co zrobił Zabini było, bezdyskusyjnie, dużym poświęceniem.
*

Dwójka nastolatków usiadła do kolacji. Tak mało osób pamiętało, że jeszcze nie są dorośli, wymagano od nich tak wiele, że i oni czasem zapominali, że wciąż są dziećmi. Hermiona nie pamiętała, kiedy ostatnio śmiała się do łez z przyjaciółmi, kiedy ostatnio pospała trochę dłużej. Nie chciała być dorosła, ale tego od niej wymagano, więc tak się zachowywała. Draco poprawił przekrzywiony widelec, aby wszystkie sztućce leżały równo obok białego talerza. Nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł pizzę, leżąc z kartonowym pudełkiem w łóżku. Kiedy miał na sobie zwykły dres, zamiast spodni wyprasowanych w kant.
– Smacznego – powiedziała cicho Gryfonka, nakładając sobie na talerz pieczeń z ziemniaczkami. Polała wszystko sosem i oblizała kciuk. Draco obserwował ją z drugiego końca stołu, ale po chwili sam zabrał się za jedzenie. Oboje grzebali widelcami w talerzach. Hermiona nie mogła nic przełknąć z obawy przed jutrzejszym procesem. Wszystko zależało od Lucjusza Malfoya. Czuła się bezsilna. Draco miał kilka pytań do dziewczyny, ale nie chciał, żeby myślała, że przejmuje się jej samopoczuciem, więc uparcie milczał.
– Nie smakuje ci? – Dziewczyna pytająco uniosła brew. Od dłuższej chwili przyglądała się Malfoyowi, który bawił się jedzeniem. Sama niewiele zjadła, ale jej zachowanie miało swoje uzasadnienie. Ślizgon gwałtownie podniósł głowę, wlepiając wzrok w twarz Hermiony. Poczuła się odrobinę speszona, kiedy tak taksował ją spojrzeniem.
– Denerwujesz się?  – zapytał nagle, a panna Granger odwróciła wzrok. Malfoy mówił dalej, udając, że nie widział niechęci Gryfonki do kontynuowania tej rozmowy:
– Nie musisz odpowiadać, wiem, że tak. W końcu twoje dalsze życie zależy  od mojego ojca. Ironia, co nie? – Hermiona spojrzała na niego, mrużąc oczy. Już chciała zadać, cisnącej się na usta pytanie, ale Draco znów się odezwał:
– Nie pytaj, ironiczne jest to, że jesteś na jego łasce, tak samo jak ja, na twojej. – Zapanowała cisza, podczas której Hermiona analizowała całą wypowiedź blondyna. Nie wierzyła, że porównał ją do Lucjusza. Czy jest mu ze mną tak źle? Zastanawiała się, ale po chwili Draco rozwiał wszystkie jej wątpliwości. – Chociaż nie, zupełnie nie… O Merlinie, mam cholerne szczęście, że trafiłem na ciebie. – Hermiona nie skomentowała jego wywodu. Wlepiła wzrok w talerz z rozgrzebaną kolacją, ale na jej ustach można było dostrzec nieśmiały uśmiech.
***

Szatynka wzięła głęboki wdech, kiedy lewe skrzydło masywnych drzwi się uchyliło. W korytarzu pojawił się wysoki urzędnik. Czarna szata sięgała mu do kostek, a głowę miał nakrytą niewysoką, szpiczastą czapką. Kurczowo zaciskał dłoń na różdżce. Odchrząknął i przemówił do zgromadzonych w korytarzu.
– Wielka Rada Wizengamotu jeszcze nie przybyła, opóźnienia tym spowodowane nie wynikają z winy Ministra Magii. Proszę uzbroić się w cierpliwość i zrobić przejście dla świadka, doprowadzonego z Azkabanu. – Hermiona czekała na każde kolejne słowa czarodzieja, ale ten zniknął za drzwiami. Jej niepokój rósł z każdą minutą zwłoki. Nieprzyjemne uczucie w brzuchu nie dało o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Obok niej siedział Draco, co chwilę strzepywał niewidzialny pyłek ze swoich spodni, marszczących się wokół kolan. Czy on też się stresuje?  Zastanawiała się panna Granger, ale szybko doszła do wniosku, że chłopak nie ma powodów do obaw. Potarła zmęczoną twarz i wtedy usłyszała kroki i dźwięk, jaki wydawały łańcuchy ciągnięte po podłodze. Z końca korytarza tam, gdzie mieściły się windy, w ich stronę zmierzał Lucjusz Malfoy, w asyście dwóch strażników. Nie uszło uwadze dziewczyny, że skute miał zarówno ręce, jak i nogi. Narcyza, która jeszcze przed momentem zajmowała miejsce obok Draco, wstała. Poprawiła długą do ziemi, prostą, butelkowozieloną suknię i spojrzała prosto w oczy męża. Nic nie powiedziała, ale Lucjusz niezauważalnie kiwną jej głową, a potem strażnicy pociągnęli go w stronę wejścia na salę rozpraw. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Narcyza znów zajęła swoje miejsce. Kiedy ojciec Malfoya przechodził obok Hermiony, dziewczyna dostała gęsiej skórki. Czuła się jeszcze gorzej niż wcześniej. Nagle nastało jakieś poruszenie, reszta świadków obecna w korytarzu, poderwała się i zaczęła wchodzić na salę. Hermiona nie rozumiała, co się dzieje, co przegapiła. Z windy nagle wyszła trójka pracowników ministerstwa, ubrana w czerwone szaty i czapki tego samego koloru. Spóźnieni członkowie Rady Wizengamotu. Za nimi szła McGonagall. Odszukała wzrokiem dwójkę nastolatków. Podeszła do nich żwawo, poprawiając okulary. Skinęła głową Narcyzie, a potem uformowała usta w coś na kształt pokrzepiającego uśmiechu. Położyła rękę na ramieniu panny Granger, jakby chciała dodać jej otuchy, a potem pospiesznie weszła na salę rozpraw za członkami Rady. Oddech Hermiony przyśpieszył, było już tak blisko, za chwilę miały paść decyzję, które zaważą na jej całym przyszłym życiu. Wielkie drzwi znów się otworzyły.
– Oskarżona proszona na salę – powiedział ten sam wysoki czarodziej, który informował o opóźnieniu rozprawy. Hermiona miała wrażenie, że było to lata temu. Podniosła się szybko z twardej ławy i wtedy ktoś chwycił jej rękę. Odwróciła głowę, a jej wzrok skrzyżował się ze stalowym spojrzeniem Draco. Chłopak splótł jej palce ze swoimi i powoli wstał. Nachylił się do ucha Gryfonki i szepnął:
– Cokolwiek tam się stanie, będę z tobą. Będę tuż obok. – Mocniej ścisnął jej dłoń, kiedy chciała go puścić i wejść na salę rozpraw. Rozplótł ich palce dopiero za wielkimi drzwiami.
*

– Oczyszczona ze wszystkich zarzutów – powiedział wyraźnie Minister Magii - Kingsley Shacklebolt. Trzask drewnianego młotka dźwięczał w uszach Hermiony jeszcze długo po tym, gdy Rada Wizengamotu opuściła salę rozpraw. Myślała, że rozpłacze się ze szczęścia. Nie dane jej było usłyszeć zeznań Lucjusza, więc do samego końca nie wiedziała, jak potoczą się jej losy. Powoli podniosła się z ławy oskarżonych. Podeszło do niej kilku czarodziejów, w tym sam Minister, aby uścisnąć jej dłoń. Shacklebolt przepraszał za stres, jaki zafundowało jej Ministerstwo, ale tłumaczył, że takie były procedury. Panna Granger nie słuchała go zbyt uważnie, czuła się tak lekko, beztrosko. Była szczęśliwa. Po krótkiej chwili Minister Magii pożegnał się z nastolatką, gnając na kolejne spotkanie. Hermiona szukała białych włosów Malfoya w tłumie opuszczających salę czarodziejów, ale nie potrafiła go wypatrzeć.
– Mówiłem, że będę tuż obok – usłyszała za sobą jego słowa. Odwróciła się z uśmiechem. Draco stał za nią z otwartymi rękami, widział jak się waha, więc nie czekając, objął dziewczynę, przyciągając jej smukłe ciało bliżej siebie. Hermiona wtuliła głowę w zagłębienie między jego obojczykiem a szyją. Stali tak dłuższą chwilę, podczas gdy kolejni świadkowie oraz członkowie rady tłoczyli się przy drzwiach.
– Chyba nic mnie dzisiaj nie zaskoczyło tak, jak widok waszej dwójki teraz. – Panna Granger usłyszała za sobą głos McGonagall. Odsunęła się od Malfoya, choć miała wrażenie, że chłopak puścił ją niechętnie. Nadal czuła jego rękę na swoich plecach.  Dyrektorka od razu dostrzegła rumieńce na policzkach swojej podopiecznej, ale nie skomentowała tego. Widok nienawidzącej się dwójki zbił ją z tropu. Odchrząknęła, a potem zwróciła się do szatynki:
– Oficjalnie możesz wrócić do Hogwartu, Hermiono. Nawet od zaraz. – Oczy Gryfonki rozbłysły, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
– Bardzo pani dziękuję, pani dyrektor.
– Nie będę wam już przeszkadzać. – McGonagall uśmiechnęła się sztywno i już zamierzała odejść, ale zatrzymało ją pytanie panny Granger:
– Czy Malfoy również może już wrócić do zamku? – Dyrektorka odwróciła się, mrużąc oczy. Właściwie była przygotowana na powrót pana Malfoya dopiero po przerwie świątecznej, jednak po szybkich kalkulacjach doszła do wniosku, że te parę dni nie zrobi nikomu różnicy.
– Nie widzę przeszkód, już wszystko jest gotowe. – Nastolatkowie popatrzeli po sobie, bo słowa dyrektorki wydały się dość zagadkowe.
– Po obiedzie widzę was w moim gabinecie – dodała starsza kobieta i odeszła w stronę drzwi. Hermiona przez chwilę jeszcze wpatrywała się w postać McGonagall. Nie rozumiała, co miało być „gotowe”, ale dała temu spokój, wiedząc, że nie dowie się przed obiadem.
– Znajdźmy twoich rodziców, chciałam zamienić z nimi parę słów. – Draco spojrzał na Gryfonkę, jakby dziewczyna oznajmiła, że adoptowała hipogryfa.
– Czy się przesłyszałem? – zapytał ze śmiechem, biorąc to za żart, ale nastolatka pokręciła głową. Była całkowicie poważna. Chłopak westchnął.
– Dobrze, pewnie czekają na korytarzu. – Ruszyli w stronę drzwi wyjściowych, opuszczając salę, jako jedni z ostatnich.
– Emm… Malfoy? – Chłopak dostrzegł na policzkach dziewczyny rumieńce.
– Mhm?
– Wciąż mnie obejmujesz… – powiedziała cicho, a Draco uświadomił sobie, że Gryfonka ma rację. Nieśpiesznie zdjął rękę z jej tali.
– Przeszkadzało ci to? – zapytał, przepuszczając ją w drzwiach. Hermiona odwróciła się do niego i już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, ale ponad jej ramieniem Ślizgon dostrzegł Lucjusza i Narcyzę.
– Dokończymy tę rozmowę innym razem – mruknął, spoglądając gdzieś ponad jej głowę. Hermiona podążyła za jego wzrokiem i zatrzymała się nagle przed państwem Malfoy. Lucjuszowi towarzyszył tylko jeden strażnik. Narcyza uśmiechnęła się do Hermiony, choć był to trochę wymuszony uśmiech. Panna Granger poczuła się dość niezręcznie, mimo że sama chciała porozmawiać z rodzicami Draco. Przełknęła ślinę i opanowała drżenie rąk.
– Dziękuję, że wycofał pan oskarżenia – powiedziała dość cicho, na szczęście głos jej nie zadrżał. Lucjusz uśmiechnął się dość paskudnie.
– Nawet najgorszym wrogom nie życzyłbym trafienia do Azkabanu. Nie życzę tego nawet tobie, choć jesteś zwykłą – Słowo „szlamą” zaczęło formować się w ustach mężczyzny, ale Narcyza posłała mu takie spojrzenie, że Lucjusz nie dokończył swojej wypowiedzi. Hermionę mało obeszły niewypowiedziane słowa, były niczym w porównaniu z obelgami, które usłyszała kilka dni temu w Malfoy Manor.
– Dziękuję również pani, pani Malfoy. Za wszystko, co zrobiła pani w mojej sprawie. – Narcyza skinęła jej głową, nie odezwawszy się słowem.
– Powinniśmy już iść, trzeba spakować bagaże – odezwał się Draco, ignorując całkowicie swoich rodziców. Gryfonka spojrzała na niego i skinęła głową.
– Do widzenia – powiedziała, jak zawsze uprzejma i skierowała się w stronę wind.
– Poczekam na ciebie na górze – mruknęła do Draco, chciała dać mu czas, żeby mógł pożegnać się z rodzicami.
– Nie trzeba, pójdę z tobą – powiedział, siląc się na spokój. Obrzucił Lucjusza nienawistnym spojrzeniem.  – Dziękuję – zwrócił się do Narcyzy – napiszę, gdy już będę w szkole. – Kobieta uśmiechnęła się szeroko na wieść o powrocie syna do Hogwartu, choć McGonagall poinformowała ją już wcześniej.
– Kochamy cię – powiedziała kobieta, na co Draco cały się spiął. Sztywno skinął głową, nie zaszczyciwszy ojca spojrzeniem. Może i uściskałby Narcyzę, ale jeszcze nie był na to gotów. Zamiast tego uśmiechnął się do niej w dość wymuszony sposób i odwrócił się, powoli idąc wzdłuż korytarza. Mimo wszystko cieszył się, widząc rodziców razem. Wiedział, że Lucjusz nie poradziłby sobie bez Narcyzy. Choć nie rozumiał, dlaczego jego matka wciąż kocha takiego łotra.
 Dogonił Gryfonkę, która stała przy windach.
– Chodźmy Granger. Wracamy do domu – powiedział i już chciał objąć ją ramieniem, ale w porę się powstrzymał.
*

Ron razem z Harrym siedzieli w pokoju wspólnym Gryfonów, poranek mijał im bardzo leniwie, choć pora obiadu zbliżała się nieuchronnie. Czekali cierpliwie na jakiekolwiek wieści od Hermiony. Chociaż jedną z rzeczy, której nauczyli się w tym roku była cierpliwość. Natomiast Ginevra od rana biegała po zamku, wypatrując kogokolwiek zorientowanego w sprawie jej przyjaciółki. Niestety nie widziała się z McGonagall, toteż próbowała pociągnąć innych nauczycieli za język, jak na złość nikt nic nie wiedział, choć Gryfonka uparcie twierdziła, że specjalnie nie chcą jej nic powiedzieć. Rudowłosa nie mogła usiedzieć w miejscu. Ron po raz trzeci ograł Harry’ego w szachy. Na co okularnik skrzywił się nieznacznie.
– Musisz się bardziej starać – parsknął śmiechem Ron, chowając grę. Nie od dziś było wiadomo, że Ronald prawie nie ma sobie równych, jeśli chodziło o szachy czarodziejów. Ginny wpadła do pokoju, przez dziurę pod portretem. W lewej ręce trzymała do połowy zjedzone jabłko. Przeszła energicznie przez pokój i usiadła w fotelu naprzeciw wylegujących się Rona i Harry’ego. Brunet wyprostował się, a coś w jego karku nieprzyjemnie strzeliło.
– Oczywiście nikt nic nie wie, nadal – powiedziała Ginny, a potem dokończyła swoje jabłko.
– Uspokój się, jeśli coś się wydarzy, będziesz wiedzieć pierwsza – powiedział Ron spokojnie. Położył nogi na dolną półkę w stoliku. Ginny tylko wywróciła oczami i wstała, żeby wyrzucić ogryzek. Kiedy stała nad koszem na śmieci do pokoju weszła Parvati. Kilka par oczu zwróciło się w jej stronę, choć pokój wspólny Gryfonów raczej świecił pustkami, lwia część uczniów spędzała święta w domu i tylko nieliczni zaszczyciła Hogwart swoją obecnością podczas przerwy. Dziewczyna rozejrzała się niepewnie, a potem podeszła prosto do Harry’ego i Rona.
– Widziałam Hermionę w zamku. Wracałam właśnie z kuchni, kiedy ona i…
– Cooo? Hermiona, tutaj? –  Ginny z prędkością światła znalazła się przy Parvati.
– Tak, miała w ręce bagaż i…
– Gdzie ją widziałaś? – przerwała niegrzecznie rudowłosa Gryfonka. Parvati zmarszczyła ciemne brwi i przeniosła wzrok na podekscytowaną dziewczynę.
– Szła w stronę skrzydła szpitalnego.
– Dziękuję! – krzyknęła Ginevra, będąc już przy wyjściu. Kiedy dziewczyna zniknęła w przejściu, Harry zwrócił się do wyższej z sióstr Patil:
– Rozmawiałaś z nią? – zapytał. Brunetka usiadła na fotelu, który wcześniej zajmowała Ginny. Poprawiła swoje ciemne, długie włosy, zanim odpowiedziała.
– Chciałam, ale cały czas rozmawiała z tym Malfoyem. – Ron i Harry spojrzeli na siebie znacząco, nie komentując słów Parvati. Zapadła cisza, a dziewczyna zaczęła rozglądać się po pokoju.
– A jak ona wyglądała? Była wesoła, smutna? – dopytywał Ronald. Wiedział, że jeśli Hermiona była w zamku oznaczało to, ni mniej, ni więcej, wycofanie zarzutów.
– Śmiała się z czegoś, a potem mnie zauważyła i pomachała. Wiecie, jeśli chcecie, to na pewno ją złapiecie w drodze na obiad. – Dziewczyna zerknęła na zegarek, który miała na nadgarstku.
– Muszę lecieć, bo umówiłam się z Padmą. – Uśmiechnęła się przepraszająco, wstając.
– Jasne, nie będziemy cię zatrzymywać – powiedział Ron, również wstając. Rozprostował długie nogi po całym poranku spędzonym na kanapie. Podał rękę Harry’emu, dzięki czemu okularnik również się podniósł. Parvati zdążyła opuścić wieżę Gryffindoru, kiedy chłopcy zaczęli się zbierać na obiad.
– Daj mi chwilę, zostawiłem różdżkę w sypialni – powiedział Ron, idąc w stronę dormitoriów chłopców. Harry kiwnął głową, mierzwiąc swoje, jak zawsze niepoczesane, włosy.
– A po kiego ci różdżka? – krzyknął jeszcze za przyjacielem, orientując się, że idą tylko na obiad. Głowa Ronalda wychyliła się zza rogu.
– Jak to po co? Nie wiadomo co ten niedobry Malfoy robi z naszą Hermioną. – Oboje parsknęli śmiechem, natomiast reszta Gryfonów popatrzyła po sobie dziwnie, a potem wrócili do codziennych spraw.
*

Pansy siedziała w pokoju wspólnym Ślizgonów, czytając opasły tom o roślinach pustynnych. Musiała napisać Owutemy z zielarstwa na Wybitny, aby móc ubiegać się o posadę magomedyka, a miała sporo zaległości. Każdą wolną chwilę, której nie poświęcała Harry’emu, poświęcała zielarstwu. Nogi miała przewieszone przez kolana Zabiniego, który razem z nią dzielił kanapę w lochach. Chłopak przeglądał Proroka, choć jego myśli wciąż krążyły wokół wczorajszego zajścia na wieży zegarowej. Nie nienawidzę cię, Blaise. Powtarzał w myślach. Co to w ogóle znaczy, do cholery. Zastanawiał się praktycznie od wczoraj. Nie wiedział, na co miał liczyć, ale robił dobrą minę do złej gry. Podciągnął stopy Pansy na swoje uda, bo zaczęły się zsuwać. Dziewczyna położyła sobie otwartą książkę na brzuch, robiąc przerwę od czytania.
– Więc, jak poszło z Wealsey? Nie chwaliłeś się – zapytała dla rozluźnienia, ale spowodowała tylko, że Blaise się spiął. Strzelił palcami i odłożył gazetę na stół.
– Nawet nie wiem, co mam ci powiedzieć. Chyba „nijak” będzie dobre. – Parkinson zabrała nogi, podciągając je pod brodę. Dokładnie przyjrzała się przyjacielowi i odłożyła książkę.
– Nie mogło być tak źle, wziąłeś ją na wieżę, dziewczyny to uwielbiają, nawet ja byłam oczarowana w czwartej klasie, a wiesz, jak wtedy szalałam za Draco. – Ślizgonka wydęła usta, czekając na jakikolwiek przejaw optymizmu ze strony Zabiniego.
– Taaa, ale nie ona. Mówiła, że ma to na co dzień, bo mieszka na wsi czy jakoś tak.
– Ałć. Hmm, ale pewnie sprzedałeś jej kilka bajerów i ckliwą historię, co nie?
– Nawet nie wiesz… To było chyba najlepsze kłamstwo w moim życiu, a ona… – przerwał, obserwując zamieszanie w przeciwległym kącie pomieszczenia.
– A ona co? – dopytywała Pansy.
– Zlała mnie, powiedziała tylko coś tam, że mnie nie nienawidzi. Co to w ogóle znaczy, Pans? – Ślizgonka parsknęła i pokręciła głową.
– Nie mam zielonego pojęcia. – Bezradnie rozłożyła ręce. – Chyba pierwszy raz spotkałeś się z odmową, Blaise. Jakie to uczucie? 
– Powinnaś wiedzieć – mruknął złośliwe Zabini, na co Pansy udała oburzenie. Przez ten rok nabrała dystansu do żartów z jej zalotów do Malfoya.
– No wiesz ty co… Tak mi wypominać… – Pokręciła głową, ale uśmiech nie schodził jej z ust. Ciemnowłosy chłopak zdawał się jej nie słuchać, tylko uważnie śledził tłumek przy wejściu do lochów.
– Co tam się dzieje? – mruknął cicho, czym sprawił, że i Pansy zainteresowała się całym zajściem. Dziewczyna wstała, naciągając spódniczkę na uda i podeszła bliżej zbiorowiska. Pociągnęła za ramię jakąś rudowłosą dziewczynę i odeszła z nią kawałek, ciągnąc jej szczupłą rękę. Dziewczyna wyglądała na trzecio- może czwartoklasistkę.
– Co to za zamieszanie? – zapytała Parkinson. Młodsza Ślizgonka popatrzyła na nią z obawą, ale zaraz odpowiedziała.
– Delilah, idąc na obiad, widziała Draco Malfoya w Hogwarcie – mówiąc o blondynie, dziewczyna była tak podekscytowana, że Pansy przypomniała sobie, jak z podobnym zapałem śledziła poczynania Draco. Uśmiechnęła się pod nosem.
– Gdzie go widziała?
– Szedł w stronę skrzydła szpitalnego, Delilah mówi, że wnosił po schodach dwa bagaże.
– Dwa? – Rudowłosa z zapałem pokiwała głową.
– Tak, podobno – zrobiła dramatyczną pauzę – szedł w towarzystwie tej mugolaczki - Granger. – Pansy nawiązała nic porozumienia z Blaisem, który musiał słyszeć strzępki jej rozmowy z młodszą Ślizgonką.
– Ah tak… No cóż, skoro Draco wrócił, nie będę cię odciągać od źródła najnowszych plotek. Jeszcze tylko, jak się nazywasz?
– Annie Williams.
– Dzięki, Annie. – Dziewczyna wróciła do grupki osób przepytujących Delilah, a Parkinson powoli podeszła do kanapy, na której siedział Zabini i powtórzyła mu wszystko.
– Mam tylko jedno pytanie – skwitował na koniec Ślizgon. – Kim do cholery jest Delilah? – Pasny parsknęła śmiechem.
– Chodźmy go znaleźć, skoro w końcu wrócił do domu.
*

Kiedy Pansy i Blaise, w końcu pojawili się w Wielkiej Sali, Draco zdążył już zjeść prawie cały obiad. Siedział wśród reszty uczniów, którzy zdecydowali się zostać na święta w domu. Wszyscy jedli razem przy stole, który zwyczajowo należał do Puchonów. Uwadze Pansy nie umknął fakt, że blondyn siedział naprzeciw złotej trójcy Hogwartu, natomiast Blaise natychmiast dostrzegł rudą czuprynę Ginny Wealsey.
– Smacznego wszystkim – powiedziała Parkinson, wciskając się na miejsce obok Malfoya, zaraz za nią usiadł Blaise.
– Szukaliśmy cię, stary – mruknął Zabini, nakładając na talerz kawałek pieczeni.
– Cały czas byłem z… – machinalnie zaczął Draco, ale dokończyła za niego Hermiona:
– Ze mną, McGonagall miała jakiś problem z naszymi dormitoriami.
– Ale Draco już nie jest prefektem – zaczęła Pansy, nie rozumiejąc, o czym mówi Granger. Gryfonka rozłożyła bezradnie ręce.
– Nie mam pojęcia, jak chcą to rozwiązać. – Wszyscy zajęli się obiadem, a kiedy Harry dolewał sobie i Pansy soku, do stołu podeszła McGonagall. Wyglądała śmiertelnie poważnie, kiedy służbowym tonem oświadczyła, że chce widzieć Hermionę, Draco i Rona w swoim gabinecie. Wywołana trójką powiodła po sobie wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Dość sprawnie się zebrali i ruszyli za dyrektorką. Harry odprowadził sylwetki przyjaciół wzrokiem.
– Myślicie, że chodzi o te dormitoria? – zapytała Pansy, nachylając się nad stołem do Pottera. Jak zwykle ciekawscy uczniowie innych domów nadstawiali uszu. Blaise już kręcił przecząco głową.
– Jeśli tak by było, to po co im Ron? – powiedziała głośno Ginny to, co wszystkim chodziło po głowie.
– McGonagall chcę wybadać ten trójkąt miłosny – zażartował Blaise, ale nikt się nie roześmiał. Ginevra jedynie wywróciła oczami.
– Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać. – Blaise westchnął, kończąc swój obiad.
*

McGonagall weszła do gabinetu pierwsza. Pomieszczenie było okrągłe i nie tak zagracone, jak za czasów poprzedniego dyrektora. Hermiona zastanawiała się, czy nauczycielka wyrzuciła przedmioty należące do Dumbledore’a, czy po prostu gdzieś je schowała. Przez wielkie okna wpadało dużo zimowego światła, co nadawało gabinetowi surowego wyglądu. Minerwa rozsiadła się za wielkim biurkiem, a potem przetransmutowała drewniane krzesło w ławę, aby trójka uczniów mogła usiąść.
– To nie zajmie długo – powiedziała McGonagall. Hermiona miała wrażenie, że dyrektora jest zła, nie miała pojęcia dlaczego. Gryfonka usiadła między Draco i Ronem, a potem poprawiła swoją spódniczkę od mundurka. Nie mogła powiedzieć, że brakowało jej uwierającej koszuli i rajstop, gdy przebywała w domu. McGonagall poprawiła swoje okulary i przełożyła kilka teczek zalegających na biurku.
– Po dzisiejszej rozprawie, zatrzymała mnie jedna z pracownic departamentu przestrzegania prawa i choć, jak pewnie wiecie, Ministerstwo ma znikomy wpływ na instytucję jaką jest Hogwart, zostały zasugerowane pewne zmiany. – Hermiona zmarszczyła brwi, nie rozumiała do czego dąży dyrektorka.
– Możemy przejść do rzeczy? – zapytał sucho Malfoy, był pewien, że Ministerstwo cofnęło decyzję o jego ponownym przyjęciu do szkoły. Dyrektorka zgromiła go wzrokiem.
– Ministerstwo uważa, że osoba po aresztowaniu nie powinna piastować urzędu prefekta naczelnego. To bardzo odpowiedzialna funkcja, a osoba na takim stanowisku powinna być wzorem…
– Przecież Malfoy nie jest już prefektem – przerwał dyrektorce Ron, czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich w pomieszczeniu.
– Ron, chyba chodzi im o mnie – cicho powiedziała Hermiona ze wzrokiem utkwionym w podłogę. Zapadła cisza, aż w końcu Gryfonka spojrzała na McGonagall.
– Chcą abym oddała odznakę, prawda? – zapytała czysto retorycznie.  Minerwa kiwnęła głową, obserwując swoją podopieczną. Nie zgadzała się z decyzją Ministerstwa, jednak czasem nawet ona musiała się ugiąć przed instytucją państwową. Hermiona drżącymi rękami odpięła odznakę, którą przez cały pierwszy semestr z taką dumą nosiła przy mundurku. Położyła ją na blat biurka. Musiała przyznać, że było jej zwyczajnie smutno. Została aresztowana, zawieszona w prawach ucznia, a gdy to wszystko się skończyło - pozbawiona tytułu prefekta. Nie zależało jej na odznace, ale, gdy w sierpniu przysłano ją razem z listem była dumna. Czuła, że jest dobra w tym co robi, czuła, że zasłużyła na miano prefekta.  Teraz wszystko jej odebrano, kilka nieprzemyślanych decyzji a całe siedem lat ciężkiej pracy i udowadniania wszystkim w koło, że mugolaczka może osiągnąć nie mniej niż czystkokrwisty czarodziej – na marne. McGonagall wpatrywała się w odznakę, podobnie jak Ron i Hermiona. Draco natomiast próbował nie myśleć o samopoczuciu panny Granger. Od razu wiedział co tak naprawdę trapi Gryfonkę, wiedział, że odznaka nie była ważna, ważne było to, co symbolizowała. Chciał coś powiedzieć, ale to nie był dobry moment. Stwierdził, że poczeka, aż będą sam na sam. Nie wątpił, że idealna okazja nadarzy się jeszcze dzisiaj.
– Chwileczkę, jeśli Hermiona nie jest już prefektem, to kto dostanie odznakę? – Ron zadał kluczowe pytanie. Na dźwięk jego głosu panna Granger wyprostowała się jak struna. Minerwa dotąd wpatrzona w twarz Hermiony, przeniosła spojrzenie na Ronalada.
– Właśnie dlatego pana wezwałam, panie Weasley. Decyzją rady pedagogicznej zostaje pan prefektem naczelnym. Gratulację. – Rudowłosy siedział jak zaklęty. Liczył, że się przesłyszał, że to żart, że… Już chciał się poderwać i protestować, ale Hermiona położyła dłoń na jego lodowatej ręce.
– Cieszę się, że to ty, Ron. Bez wyrzutów, bez złości. Cieszę się, bo wiem, że będziesz świetny. – Zabrała odznakę z biurka dyrektorki i włożyła w dłoń swojego byłego chłopaka. – Weź ją, zasłużyłeś. – Panna Granger szczerze się uśmiechnęła, a Draco poczuł się naprawdę dziwnie. Oderwał wzrok od złączonych dłoni Granger i Weasleya. Odchrząknął.
– A właściwie… Dlaczego mnie pani wezwała? Już dawno nie jestem prefektem, więc… – Minerwa przerwała mu gestem dłoni.
– Dojdziemy do tego, panie Malfoy. A teraz… panie Weasley, zamieszka pan z drugim prefektem na czwartym piętrze. Żadnych współlokatorów, bo ostatnim razem źle się to skończyło. –Posłała Hermionie i Malfoyowi znaczące spojrzenie. – Jeszcze dziś wieczorem otrzyma pan swoją listę obowiązków, a w razie pytań proszę się zgłosić do Michaela Cornera lub panny Granger. – Zapadła cisza, w czasie której Ron skinął kilkukrotnie głową. Nadal był w niemałym szoku. – To wszystko, panie Weasley, może pan iść. – Ronald wstał, a zaraz za nim podnieśli się z ławy  Draco i Hermiona.
– Wasza dwójka zostaje – rzuciła dyrektorka niby od niechcenia. Ron pożegnał się i na miękkich nogach, wyszedł z gabinetu. Dopiero za drzwiami wziął porządny wdech. Odznaka ciążyła mu w dłoni i mimo zapewnień Hermiony, że wszystko było w porządku, czuł się źle. Zerknął przez ramię na zamknięte drzwi dyrektorskiego gabinetu, a potem zszedł po kręconych schodach, mając nadzieję, że znajdzie Harry’ego w wieży Gryffindoru.


Gdy Ronald opuścił gabinet, panna Granger nieznacznie odsunęła się od Malfoya, teraz ich ramiona się nie stykały, na ławie zrobiło się sporo wolnego miejsca. McGonagall splotła palce obu dłoni, kładąc ręce na biurko. Hermiona nigdy nie widywała gabinetu dyrektora tak często, jak podczas tego roku. Założyła część włosów za ucho, nerwowo wplątując palce w ich końcówki. Malfoy wyprostował nogi, żeby po chwili znów je zgiąć w kolanach. Nastolatkowie czekali, aż Minerwa w końcu coś powie. Kobieta poprawiła okulary i odchrząknęła.
– Może przejdę od razu do rzeczy - chodzi o pana, panie Malfoy. – Chłopak wyprostował się, wyżej unosząc podbródek. Czuł, że zaraz usłyszy, że Ministerstwo nie wyraża zgody, żeby dalej uczył się w Hogwarcie. Myślał o tym od momentu, gdy McGonagall pojawiła się przy ich stoliku.
– Grono pedagogiczne, jak i magomedycy są zgodni - stanowi pan pewne zagrożenie, na które nie chcielibyśmy narażać innych uczniów. – Hermiona uważnie słuchała wszystkiego, co mówi nauczycielka, a w głowie już układała listę argumentów, przemawiąjących za pozostaniem Draco w szkole. Nie była mu nic winna, ale mimo wszystko chciała pomóc. Już otwierała usta, ale McGonagall szybko kontynuowała:
– Dlatego postanowiliśmy, że otrzyma pan pojedynczą sypialnie niedaleko skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey chciałaby mieć na pana oko.
– I nie wyrzucacie mnie ze szkoły? – Jedna z brwi blondyna powędrowała do góry. Był autentycznie zdziwiony. Pomylił się. Kątem oka dostrzegł, że Granger się rozluźnia.
– Nie, panie Malfoy. Nie wyrzucamy. Jednak uprzejmie prosimy, aby nie demoralizować wzorowych uczennic… – McGonagall zerknęła na Hermionę, która oblała się rumieńcem. Draco nic nie powiedział, nie wierząc własnym uszom - Minerva McGonagall chyba właśnie zażartowała.
– Panno Granger, przy okazji pana Malfoya wypłynęła jeszcze jedna sprawa…– Hermiona nerwowo przełknęła ślinę. –  Mianowicie, były pewne głosy, sugerujące, że jest pani dość dobrze zaznajomiona z przypadłością pana Malfoya. Zostałam poproszona, żeby mimo wszystko… Mimo wszystko trzymała się pani blisko niego. – Nastolatkowie wymienili zdziwione spojrzenia, a Draco dałby sobie różdżkę połamać, że Narcyza maczała w tym palce. Minerwa nachyliła się do nich nad biurkiem.
– Wiem, że coś ukrywacie. Oboje. Nikt nie będzie was do niczego zmuszać, ale czasem lepiej powiedzieć prawdę. – Posłała Malfoyowi wyzywające spojrzenie. – Nawet tę najgorszą – dodała. Odczekała chwilę, podczas której nastolatkowie uparcie milczeli. Westchnęła.
 – Dobrze, to wasza decyzja. W każdym razie panno Granger, dostanie pani sypialnie naprzeciw dormitorium pana Malfoya. – Hermiona otworzyła buzię ze zdziwienia. Chciała coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust. Jest na mnie skazana. Pomyślał z ironią Draco, obserwując dziewczynę. Naprawdę się tym przejęła, ale nie był zdziwiony. Spędził z nią za dużo czasu, żeby nie zauważyć, że niemal wszystkim się przejmowała.
– Nie sądzę, żeby to było konieczne, pani dyrektor – powiedział Draco, akcentując ostatnie słowa. Minerwa zacisnęła usta w wąską linię.
– Mało mnie interesuje wasza opinia, uparcie milczycie, to i ja muszę zastosować środki ostrożność. Pani Pomfrey, magomedycy i cała kadra, nikt nie ma pojęcia co to za ataki, a jedyną osobą, z którą postanowiłeś się podzielić tajemnicą, jest panna Granger. Wmieszałeś ją w to, więc teraz oboje zmierzcie się z konsekwencjami. – Dyrektorka wyraźnie była na nich zła. Hermiona doskonale rozumiała tę złość, bo wiedziała, że Minerwa czuła się po prostu bezsilna tak, jak ona. Gryfonka wyprostowała się, kładąc złożone dłonie na udach.
– W takim razie przeniesiemy się do wyznaczonych sypialni jeszcze dzisiaj – powiedziała spokojnie dziewczyna. McGonagall prychnęła gniewnie.
– We wrześniu zrobiłabyś wszystko, żeby tylko nie musieć mieszkać w dormitorium na czwartym piętrze z panem Malfoyem. Dziś masz wybór, możesz zwyczajnie powiedzieć to, czego się dowiedziałaś i wrócić do wieży Gryffindoru. Do przyjaciół. – Hermiona wbiła paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni.
– Wiele się od września zmieniło – powiedziała jedynie, hardo patrząc w oczy dyrektorki.
– Najwidoczniej – odparła po dłuższej chwili starsza kobieta. – Możecie iść. – Nastolatkowie zebrali się do wyjścia, kiedy Draco przepuszczał Gryfonkę w drzwiach, po raz ostatni odezwała się McGonagall:
– Tylko żebyś tego nie żałowała, Hermiono.
– Proszę się nie martwić, nie będę. – Malfoy zamknął za nimi drzwi, a Minerwa odchyliła się na krześle, zerkając na portret Albusa. Powtsrzymała się od zbędnych komentarzy, kiedy staruszek z obrazu zgromił ją wzrokiem.
*

– Co to było, Granger? – sucho zapytał Draco, gdy zeszli ze schodów. Kierowali się w stronę wielkiej Sali, żeby stamtąd każde mogło się udać do własnego pokoju wspólnego.
– O co ci chodzi? – mruknęła Hermiona, słowa dyrektorki wciąż dźwięczały w jej uszach. Była zła na nauczycielkę, że powiedziała te wszystkie rzeczy.
– Dlaczego jej nie powiedziałaś? Mogłabyś wrócić do wieży.
– To nie jest ważne teraz.
– A co jest? – zapytał chłopak, ale nie otrzymał odpowiedzi.  Gryfonka tylko wzruszyła ramionami. Blondyn zatrzymał się i pociągnął ją za ramię. Hermiona zatrzymała się nagle i zmrużyła gniewnie oczy.
– O co ci chodzi? – powtórzyła pytanie dziewczyna, tym razem głośniej, patrząc w oczy Malfoya. Ślizgon odchrząknął.
– Nie jesteś mi nic winna, więc dlaczego…
– Bo mi zależy, okej? Bo się przejmuję?  Bo cię polubiłam, do cholery! – Dziewczyna wrzasnęła, pozbywając się wszystkiego, co od tak dawna zaprzątało jej myśli. Nie panowała nad sobą, dopiero co wróciła z aresztu, odebrano jej odznakę prefekta. Te wszystkie sprawy ją przytłaczały i choć winę za całe to zamieszanie ponosił Malfoy, trzymała się blisko niego. Jak tonący brzytwy.
– Nic nie mów, po prostu idź – warknęła. Uszanował jej decyzję i po prostu odszedł w stronę lochów.


Kiedy panna Granger, w końcu dotarła na wieżę Gryffindoru, już wszyscy wiedzieli, że odznaka prefekta zmieniła właściciela. Ron z nietęgą miną siedział na kanapie, bawiąc się frędzlami poduszki, która leżała na jego kolanach. Ginny i Harry rozmawiali o czymś cicho, zajmując miejsca naprzeciwko siebie. Panna Granger uśmiechnęła się, widząc przyjazne twarze.
– Już wiecie? – zapytała, siadając obok Harry’ego na kanapie obitej czerwonym pluszem. Ginny skinęła głową.
– Tak mi przykro, Herm. Ministerstwo zawsze był bezwzględne, ale tym razem…
– W porządku, Harry. – Położyła mu rękę na ramieniu. Zauważyła, że odznaka leży na stole, niedaleko Rona. Rudzielec unikał jej wzroku, niezwykle zainteresowany poduszką.
– Ron? – zwróciła się do chłopaka, a ten na dźwięk jej głosu cały się spiął i podniósł głowę. Kiedy odnalazła jego spojrzenie, zaczął się tłumaczyć, że wcale nie chciał zostać prefektem, że nie będzie tak dobry jak ona i że naprawdę oddałby odznakę, gdyby tylko mógł.
– W porządku – przerwała mu dziewczyna, uśmiechając się szczerze. Zabrała plakietkę ze stolika i obejrzała ją dokładnie, obracając w dłoniach. Potem wstała z kanapy, podeszła do Ronalda i przypięła odznakę do jego mundurka.
– Nie zdejmuj jej już – powiedziała Hermiona, a gdy chciała się cofnąć, Weasley objął ją szczelnie, wciskając nos w plątaninę brązowych loków. Nikt nic nie mówił, a Hermiona cieszyła się z bliskości rudzielca. W końcu Ron ją puścił i znów usiedli na swoich miejscach.
– Więc teraz, zamieszkasz w wieży? Może uda mi się pomówić z Romildą i zamieni się z tobą sypialnią, żebyśmy mogły znów mieszkać razem – powiedziała pogodnie Ginny. Panna Granger spuściła głowę, przygryzając wewnętrzną część policzka.
– O co chodzi? – zapytała rudowłosa, marszcząc nos.
– McGonagall wyznaczyła mi sypialnie niedaleko skrzydła szpitalnego. – Harry i Ginevra zmarszczyli brwi.
– Ale dlaczego? – zapytał okularnik. Zamiast Hermiony, odpowiedział Ron:
– Żeby być blisko niego. – Znów zapanowała cisza, podczas której Hermiona chciała zapaść się pod ziemię. Smutek, który widziała w oczach rudzielca, dobijał ją.
– Blisko kogo? – dopytywał Potter, który zawsze z trudem łączył wątki.
–  Malfoya – wypluł Ron.
– Draco – bardzo cicho powiedziała Hermiona, przymykając oczy.


















15 komentarzy:

  1. O MÓJ BOŻE ALE PIĘKNE!!!!!!!!!!! Z ZACHWYTU IDĘ SKOCZYĆ Z ŁÓZKA!! KIEDY KLEJNA CZĘŚĆ?! JUZ NIE MOGE SIĘ DOCZEKAĆ ♥♥♥♥ KOCHAM TOOOOO!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział. Cieszę się, że Hermiona została uniewinniona, ale smutno mi z powodu zabrania jej odznaki prefekta naczelnego. Pozdrawiam i życzę weny do pisania kolejnych takich cudów 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju uwielbiam twoje opowiadanie! Rozdział jak zwykle świetny! Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i już cały czas rozdziały będą na bieżąco. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow wow i jeszcze raz wow

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się ten rozdział. <3 Uwielbiam relację Draco i Hermiony. Jest taka specyficzna... Dlatego, że wiele słów zostało nie wypowiedzianych, choć oboje bardzo by tego chceli. Fajnie, że Herm zdecydowała się w końcu przyznać do jakichkolwiek uczuć żywionych do Malfoya. *-*
    Blinny to dość skomplikowana relacja, więc ciężko stwierdzić, co tak naprawdę łączy tą dwójkę. :/
    Czekam na 68 rozdział z niecierpliwością. Mam nadzieję, że umilisz nam jeszcze końcówę wakacji swoją twórczością. ;)
    Życzę weny i pozdrawiam.
    Kate Avicii <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to opowiadanie tak bardzo. Brakowało mi jedynie mojego ukochanego Hansy, ale całość była tak ciekawa, że jakoś nie zwróciłam uwagi. Ah, nie mogę się doczekać kolejnego! ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże!!! Juz teraz zaraz chce kolejną część 💖💖💖💖💖 Jest idealnie!!
    Pozdrawiam i weny życzę! 💕 😘

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafiłam na Twojego bloga jakiś tydzień temu, przeleciałam przez wszystkie rozdziały na jednym tchu.
    Do tej pory nic nie komentowałam, bo czytanie pochłonęło mnie w całości, za co strasznie przepraszam i obiecuję że każdy następny rozdział będzie z moim komentarzem pod spodem.
    Na początku miałam duży dystans to tej historii i Twojego stylu pisania. Wszystko wydawało się dość proste i schematyczne, trochę haotyczne, natomiast przyjemne w odbiorze. Potem historia zaczęła nabierać swojego charakteru, Dracon jest tajemniczy i mroczny, jak cień, Hermiona jest niezwykle wrażliwa i dobra, ale niebanalna, nie daje sobą pomiatać, idealna Gryfonka, Ginny jest po prostu Ruda, czyli pewna siebie, silna i wyszczekana. Itd. Każda z postaci jest inna, ma swój charakter. Bardzo podobają mi się postacie Rona i Astorii. Można złapać ich tok myślenia, spojrzeć na daną sytuację z ich perspektywy.
    Natomiast wyłapałam też kilka błędów. Jednym z nich jest sytuacja gdy Harry i Hermiona są gdzieś razem(chyba u Hagrida) i Harry zaczyna mówić o wyjeździe do Francji, a następnego dnia Hermiona pyta go właśnie o ten wyjazd tak, jakby nic nie wiedziała. A przecież poprzedniego dnia Harry przy niej opowiadał o wyjeździe.

    Piszesz w sposób naprawdę fantastyczny, relacja Hermiony i Draco jest bardzo bardzo bardzo wciągająca.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak długi komentarz i cieszę się, że polubiłaś moje opowiadanie mimo kilu błędów logicznych i całe masy literówek.
      Przesyłam internetowe uściski :D

      Usuń
    2. Ha ha!
      A byłam pewna że to już pierwsze objawy starości i coś mi się plącze :D

      Usuń
  9. Żeby nie było, już dawno przeczytałam. Tylko teraz komentuję. xD Kocham wszystkie rozdziały, tylko teraz naprawdę nie wiem co się dzieje. Myślałam, że Zabini już chce być z Ginny, bo ją w końcu polubił, a tutaj tak nakłamał, aż oczy mi wyskoczyły.. A i jeszcze Pansy?! Sama przecież groziła, że powie Ginny.. Strasznie się cieszę z powrotu Malfoy'a i Hermiony do Hogwartu! A i Ron prefekt łuhuhu!! Czekam na jego momenty z Astorią! WENY! Super, że ten rozdział pojawił się tak szybko! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, hej!
    Jakiś miesiąc temu znalazłam Wasze opowiadanie. Prolog, a także pierwsze rozdziały tak mnie urzekły, że dodałam tą historię do zakładek. Nie chciałam czytać wszystkiego, żeby nie mieć takiej "pustki" jak dotrę do 65 rozdziału i nie będę wiedzieć co dalej. Cierpliwie czekałam na jakiś odzew z Waszej strony i kolejną część historii. W końcu się doczekałam! Teraz już jestem na bieżąco. Jesteście wspaniałe! Piszcie nadal bo świetnie Wam to wychodzi. Super historia, wykreowani bohaterowie urzekli mnie swoim charakterem. Życzę dużo, dużo weny!
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział!

    Pozdrawiam cieplutko,

    OdpowiedzUsuń
  11. Okej, tak jak pisałam - jestem :)
    Trochę mi zajęło nadrobienie, ale to przez kaca (czytelniczego, oczywiście :D ). Jak tylko przeczytałam 1 rozdział zorientowałam się, że pamiętam więcej niż myślałam. Z przyjemnością po raz drugi czytałam z uwagą kolejne rozdziały. Aż doszłam do rozdziału 19, który ponownie powalił mnie na kolana. Tak bardzo się śmiałam, że aż się popłakałam :') Nie sądziłam, że znowu będę mogła to przeżyć, a jednak. Ale przejdźmy dalej... Kolejne rozdziały mijały i mijały, aż doszłam do rozdziału, którego nie czytałam - a to oznaczało tylko jedno - odświeżyłam sobie pamięć, a teraz nadrabiam zaległości ^^ Z każdym rozdziałem bohaterowie wydawali się być dojrzalsi, lepiej opisani (a to duży plus dla autorek). Czytałam wszystko z ogromną radością. Aż doszłam do rozdziału 63 - ja się pytam, co to było? Oplułam monitor. Ze śmiechu. Brawo ja. Genialne! I kiedy myślałam, że to chyba będzie mój ulubiony rozdział z II części, zaczęłam czytać kolejny - 64 - no to już było dla mnie za wiele. Żeby nikogo nie pobudzić dusiłam w sobie śmiech - przez co zaczęłam się dusić... Chciałyście mnie zabić, tak? :D O nie, nie, nie pani Susannah Hermiona Malfoy tak łatwo się nie da :P Co tu dużo mówić - rozdział był fenomenalny. Ogólnie mówiąc - cała historia jest fantastyczna, świetnie rozbudowana - cud, miód, malinka ;* (W mojej głowie komentarz był piękny, długi i wzruszający - a wyszło jak wyszło... Jestem kiepska w pisaniu komentarzy :( ech..) Bardzo podoba mi się relacja Hermiony i Draco - rewelka, jestem pod mega wrażeniem relacji Harry - Pansy - daję im 100/10 - a co do Bilnny - uwielbiam jak Dramione jest z nimi połączone - uwielbiam, gdy najlepszą przyjaciółką Hermiony jest Ginny, a przyjacielem Draco jest Blasie i oni wszyscy razem, achhh <3 Kocham. Ich relacja też mi się podoba - mimo mojej irytacji zachowaniem Ginny na początku :D O dziwo, lubię też Rona - co mi się często nie zdarza (a może lepiej byłoby gdybym napisała wcale?). A tutaj? Jego postać mi nie przeszkadza, ba! jestem ciekawa jego relacji z Astorią. No kochane chapeau bas!
    Oczywiście, nie muszę wspominać, że skoro już wszystko przeczytałam to z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, prawda? :D
    Jeszcze na koniec dodam - bardzo proszę mi tu bez takich - rozdział jest kiepski, nie podoba mi się, nie jestem dobra w tym i tym- błagam nie mogę tego czytać! Rozdział jest cudny, nie ma się do czego przyczepić, a Ty jesteś w tym i w tym zajebista! :) Więc bardzo proszę się nie dołować i uwierzyć, że to co robisz jest świetne ;) Ale tak chyba przede wszystkim... błagam - nawet nie myśl, żeby zostawić mnie bez kontynuacji - walić terminy - bylebym nie musiała czekać roku :D Dlatego też przesyłam ogromniasty wór weny! Ściskam bardzo serdecznie i dziękuję za dotychczasowe rozdziały :)
    Napisałabym na koniec "buziaki", ale to już przekracza granice... i tak te pozytywne słowa, nie są w moim ślizgońskim stylu! Chociaż... Dom Salazara zwariował, więc...
    Buziaki i pozdrawiam serdecznie,
    Susannah Hermiona Malfoy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW! Po przeczytaniu tego komentarza moje ego sięgnęło księżyca i Ali$hia już w ogóle nie będzie mogła ze mną wytrzymać xD

      A całkowicie poważnie to niesamowicie się cieszę, że "Dom Salazara" wzbudza w Tobie tyle pozytywnych emocji! Bardzo się cieszę, że spasowała Ci kreacja bohaterów, bo to coś, co najłatwiej mi spieprzyć.
      Właściwie pamiętam twój nick i twoje komentarze i to naprawdę cudowne uczucie, zdawać sobie sprawę, że są na bloggerze czytelnicy, którzy wytrwali z "Domem Salazara" tak długo!
      Obiecuje, że absolutnie nie będziesz musiała czekać roku na kolejny rozdział, bo ten, jest już w drodze!

      Ja również (w mało ślizgońskim stylu, ale mówi się trudno)przesyłam buziaki i jeszcze raz dziękuje za ten komentarz :D
      ~Pani M.

      Usuń