środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 62


Rozdział 62 – Czego jeszcze mi nie powiedziałeś?


Ron i Harry weszli do stodoły za domem państwa Weasley. W drewnianym budynku było niemal wszystko, a oni mieli znaleźć jedno, niewielkie pudełko z ozdobami świątecznymi. Oczywiście mogliby przywołać je zaklęciem, ale wtedy byłaby szansa, że wielkie stosy przeróżnych gratów, spadłyby im na głowę. Chłopcy nie chcieli ryzykować i po prostu zabrali się do pracy. Ronald nadal chciał powiedzieć okularnikowi o udawanych zaręczynach Parkinson, jednak nie wiedział jak się do tego zabrać. Odstawił fikuśną, zepsutą lampę na bok, torując sobie drogę do pudeł przy ścianie stodoły. Harry zniknął gdzieś za postawioną pionowo kanapą, z której wychodziły sprężyny. Ronowi było łatwiej, kiedy nie widział twarzy przyjaciela.
– Harry, co do Parkinson…
– Nie gadajmy o niej teraz – przerwał mu ciemnowłosy Gryfon, wychylając się za pudła, które właśnie przenosił. Ron skinął głową i zaraz zorientował się, że jego przyjaciel nie mógł tego zobaczyć.
– Okej – powiedział cicho i chwycił kolejny karton. Otworzył go, znajdując coś na kształt przybrudzonych firan. Ozdób z pewnością tam nie było, toteż odstawił pudło, zabierając się za następne. Tak minął im cały poranek.
W porze obiadowej przyszła do nich Ginny. Harry zauważył, że nie do końca przeszedł jej zły humor, ale nic nie powiedział. Dziewczyna usiadła na jednym z odstawionych kartonów.
– Niedługo będzie obiad, mama kazała was zawołać. – Ron skinął głową, ale Ginny nigdzie się nie wybierała.
– Właściwie… – zaczęła, marszcząc brwi – czego tu szukacie?
– Ozdób świątecznych, mama powiedziała, że gdzieś tu są – wyjaśnił Ron, zdejmując zimową czapkę, bo zaczynało mu się robić ciepło.
– Chodzi o te pudła, które stoją w korytarzu? – zapytała, powstrzymując śmiech. Chłopcy popatrzyli po sobie zdziwieni, a potem, jednocześnie zapytali:
– Jakie pudła w korytarzu?
– Tata przyniósł je dziś rano.
– Świetnie – rzucił Ron sarkastycznie i usiadł na pierwszym lepszym kartonie. Harry odstawił pudło, które trzymał i westchnął ciężko.
– Chodźcie coś zjeść – powiedział okularnik, kierując się do wyjścia. Ginny ruszyła za nim, śmiejąc się cicho.
– Ciekawe czego jeszcze nam nie powiedziałaś… – mruknął Ron, zamykając szopę i z powrotem wkładając czapkę. Cała trójka ruszyła do Nory, akurat gdy śnieg znów zaczął prószyć.
*

Malfoy siedział w salonie, obserwując jak Hermiona przystraja ich świąteczne drzewko. Miał niezły ubaw, bo choinka była naprawdę wysoka, a Gryfonka, no cóż, przeciętnego wzrostu. W dodatku nie miała różdżki, żeby sobie pomóc czarami, a jej duma nie pozwalała poprosić Draco o użyczenie magicznego patyka. Parsknął śmiechem, kiedy podskoczyła, usiłując zawiesić kolejną, srebrną bombkę na  wyższej gałęzi. Słysząc jego śmiech, natychmiast się odwróciła i zmierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem.
– Idź wynieś śmieci albo coś – powiedziała, wracając do choinki. Draco tylko uniósł brwi.
– Chyba sobie żartujesz. – Hermiona znów się do niego odwróciła.
– A wyglądam, jakbym żartowała? – Widząc, że Malfoy zamierza odpowiedzieć, zaraz dodała:
– To było pytanie retoryczne.
– Jeśli myślisz, że będę wynosił śmieci, zamiatał ganek i…
– Po prostu to zrób! – krzyknęła zdenerwowana Hermiona, zamykając oczy.
– Po moim trupie.


Pięć minut później Draco, ubrany w swój zimowy płaszcz, z workiem pełnym śmieci, dziarskim krokiem ruszył w stronę zewnętrznego kosza na odpadki. Zaobserwował, że jakiś facet, z domu obok, robił dokładnie to samo. W tym samym czasie dotarli do koszy, ustawionych niespełna metr od siebie.
– Widzę, że nie tylko ja – zagaił wesoło mężczyzna. Miał ciemne włosy, nieogolone policzki i okropną, pomarańczową kurtkę. Draco strzelał, że zbliżał się do czterdziestki.
– Nie tylko pan, co? – zapytał oschle Malfoy. Nie zamierzał zawierać sąsiedzkich przyjaźni. Ty tu nawet nie mieszkasz. Uświadomił sobie zaraz.
– One zawsze nas tak wykorzystają. Śmieci, podłogi, choinka. A same siedzą w tej kuchni, co kwadrans zaglądając do piekarnika. Nie ma co gadać. Jednak czego się nie robi dla ukochanej, prawda? – zakończył wesoło mężczyzna i zatrzasnął pokrywę śmietnika.
– Długo pan tu mieszka? – zapytał Malfoy. Był pewien, że mężczyzna nie zna rodziny Grangerów.
– Wprowadziliśmy się pół roku temu.
– Tak myślałem – mruknął Draco i odszedł. Starszy facet w pomarańczowej kurtce ze zdziwieniem wpatrywał się w tył jego głowy, aż w końcu blondyn zniknął za wejściowymi drzwiami domu państwa Granger.


– Wyniosłem te jebane śmieci, ale to była ostatnia rzecz, jaką… – zaczął mówić Draco, już od progu, jednak kiedy stanął w salonie zamarł. Jego oczom ukazało się świąteczne drzewko, przystrojone w srebro i czerwień. Kiedy wychodził choinka wyglądała, co najwyżej nieźle. Teraz naprawdę był pod wrażeniem.
– Podoba ci się? – zapytała nieśmiało Hermiona, przygryzając nerwowo wargę. Przeniósł wzrok z drzewka na Gryfonkę. Podirytowany zmarszczył brwi. Od jakiegoś czasu, zachowanie Hermiony przypominało mu Pansy z piątego roku i Astorię z początku września. Denerwował się jeszcze bardziej, uświadamiając sobie, że w przypadku Hermiony to naprawdę na niego działa.
– Przestań tak robić – rzucił cierpko. Dziewczyna uniosła pytająco brew.
– O co tym razem chodzi? – zapytała, nie rozumiejąc zachowania Malfoya.
– Po prostu, nie rób tym wszystkich uwodzicielskich póz i min. Możemy pominąć tą maskaradę.
– Że co?! – wykrztusiła w końcu panna Granger. Na ustach Ślizgona rozciągnął się cwany uśmieszek.
– Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię. A tu ubrudzę się mąką, potem będę niezdarnie zawieszać ozdoby, czekając aż obejmiesz mnie w tali i pomożesz, niby niepewnie przygryzę wargę – przedrzeźniał ją. Hermiona otworzyła usta ze zdziwienia.
– Chyba za dużo sobie dopowiedziałeś, Malfoy! Ja wcale…
– Dobra, Granger. Daruj sobie przedstawienie. Widzę jak na mnie patrzysz.
– Niby jak?! – wykrzyknęła Hermiona, ale czuła, że dostaje czerwonych wypieków na policzkach. Malfoy wywrócił oczami.
– Tak, jak wszystkie – odrzekł z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
– Naprawdę upadłeś na głowę? Ja mam chłopaka – powiedziała pewnie Hermiona. Blondyn parsknął śmiechem.
– Kiedy w końcu przestaniesz się zasłaniać Weasleyem? Przez ostatnie kilka miesięcy częściej całowałaś się ze mną niż z nim, nie mówiąc już o…
– To ty mnie całowałeś – rzuciła chłodno siódmoklasistka, krzyżując ręce na piersiach. Dziewczyna wcale nie starała się przypodobać Malfoyowi, a przynajmniej nie w sposoby, które wymienił. Czuła się upokorzona, ale postanowiła udawać, że nie przejęła się słowami chłopaka. Bo nic mnie to nie obchodzi? Prawda? Malfoy, może myśleć co chce. Próbowała sobie wmówić.
– Nie protestowałaś zbyt głośno, zresztą…
– No słucham, co jeszcze wymyślisz? – weszła mu w słowo Hermiona. Była coraz bardziej zła.
– Ty, w przeciwieństwie do mnie,  byłaś całkowicie zdrowa na umyśle.
– Wiesz co, Malfoy?
– Nie, oświeć mnie – zakpił.
– Oh, po prostu…
– Pieprz się? Znów chciałaś coś zasugerować?
– Nienawidzę cię – wrzasnęła Hermiona i wyszła przed domu. Musiała się przejść i wszystko sobie poukładać.
Draco czuł coś na kształt satysfakcji. Wygrane potyczki słowne zawsze napawały go dumą. Tym bardziej, jeśli przegraną była panna Granger. Usiadł na kanapie i przyglądał się choince. Czerwone ozdoby świetnie współgrały ze srebrnymi bombkami. I choć szkarłat kojarzył mu się z wychowankami Godryka Gryffindora, a przed wszystkim Potterem i jego bandą, tak teraz, wcale nie kuł w oczy. Srebro natomiast królowało w lochach, tuż obok odcieni szmaragdowego. Czy dobór kolorów był przypadkowy? Czy Granger chciała mi coś zasugerować? Zastanawiał się Malfoy, bo jedno musiał przyznać. Te dwa kolory doskonale do siebie pasowały.
*

Przeklinała w duchu swoją omyłkę. Zamiast ciepłej, puchowej kurtki, zabrała z wieszaka zwykły sweter. W pośpiechu nie zauważyła swojego błędu, poza tym wtedy było jej wszystko jedno. Teraz zamarzała, drogo płacąc za swój błąd. Nie miała przy sobie ani funta, więc mogła jedynie pomarzyć o kubku ciepłej herbaty. Wyrzucała sobie tą nierozwagę, tak niepodobną do jej charakteru. Zawsze była przygotowana, zawsze dokładnie wiedziała czego potrzebuje. Jednak od jakiegoś czasu żyła w niewiedzy i bezradności. Hermiona nie wiedziała czego nie znosiła bardziej. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że tym razem rozwiązania nie wyczyta w żadnej książce. Receptura na eliksir obłędu zaginęła, a z nią szansa na uleczenie Dracona. Chciała jak najszybciej dotrzymać słowa, danego Narcyzie i raz na zawsze znikną z życia Malfoyów. Chciała, żeby było jak dawniej. Chciała wrócić do połowy września, kiedy jej największym zmartwieniem była praca domowa ze starożytnych run i patrol. Do czasu, w którym Draco był jej obojętny. Do dnia, w którym nie zdążyła się w nim zakochać.

Przystanęła, kiedy jej podświadomość uformowała tą myśl. Zmarszczyła lekko nos, rozważając prawdziwość tego stwierdzenia. Jednak całe to działanie było zbędne, Hermiona wiedziała. Wiedziała, od ich pierwszego pocałunku, który tak bardzo odbił się na jej późniejszych działaniach.
Każde przykre słowo blondyna bolało ją bardziej. Sprawił, że jestem słaba. Pomyślała z goryczą, walcząc ze słonymi łzami. W ostatnim czasie dużo płakała. Za dużo.
W końcu Hermiona dotarła do parku miejskiego. Pamiętała to miejsce z dzieciństwa, kiedy rodzice przychodzili tu z nią w ciepłe, słoneczne dni. Kiedyś park tętnił życiem, teraz trudno tu było o żywą duszę. Jedną z alejek dotarła do serca ogrodu spacerowego. W środku stał ozdobny klomb. W lecie z pewnością rosły tam przepiękne, kolorowe kwiaty, teraz wszystkie rośliny były pokryte szronem i śniegiem. Gryfonka z ulgą zauważyła, że przestało prószyć, a w parku, wśród drzew, wiatr dokuczał trochę mniej. Zmęczona, bardziej psychicznie, niż fizycznie, usiadła na pobliskiej ławce. Objęła się rękoma i zaczęła energicznie pocierać swoje ramiona. Przez chwile zrobiło jej się cieplej.

Nawet nie rozważała powrotu do domu. Nie chciała oglądać Malfoya. Już nigdy. Zrozumiała, że on się nie zmieni. Że pod warstwą arogancji i ironii wcale nie chował dobroci i zrozumienia. Już wiedziała, że musi zaakceptować go takim, jakim jest. Wraz z codziennymi złośliwościami, arogancją, pychą i wyniosłością. Tylko, czy potrafiła się na to zdobyć?
*

Draco wyłączył piekarnik trochę za późno, w efekcie czego cała blacha niewielkich ciasteczek uległa zwęgleniu. W zasadzie machnął na to ręką i wrócił do salonu w domu państwa Granger. Dochodziła szósta wieczorem, więc Gryfonka nie dała znaku życia od trzech godzin. Czy powinien się martwić? Draco Malfoy z całą pewnością NIE CHCIAŁ się martwić, ale nie zbyt dobrze mu to wychodziło. Podświadomość cały czas podsuwała mu nieprzyjemne wizje. W najbardziej absurdalnych Gryfonka została porwana przez pracowników banku Gringotta.

W ciągu tych trzech godzin dokładnie przyjrzał się domowi Hermiony. Z czystej ciekawości. Trafił na album z mugolskimi fotografiami. Od niechcenia zaczął go przeglądać, jednak większość zdjęć nic nie przedstawiała. Na żadnej fotografii natomiast, nie odnalazł Hermiony. Jakby państwo Granger nie mieli córki. Odłożył album na półkę. Rozsiadł się w salonie, obserwując zegar. Nie do końca wiedział, co nim kierowało, ale nagle zerwał się z fotela, w poszukiwaniu niezapisanego pergaminu. Znalazł go w komodzie przy drzwiach wyjściowych, razem z kopertą. Jakby ktoś wiedział co zamierza. Wahał się kilka chwil, ale w końcu przyłożył koniec pióra do białej kartki. Napisał tylko kilka słów. Miał nadzieję, że to wystarczy.
Wyszedł przed dom i wezwał swoją sowę. Trochę trwało zanim puchacz się pojawił. Przywiązał list do nóżki ptaka.
– Malfoy Manor – szepnął, a sowa wzbiła się w powietrze. Wrócił do domu i zabrał z wieszaka swój płaszcz. Zmarszczył brwi, widząc kurtkę Hermiony.
– Głupia – mruknął i zdjął odzienie z haczyka.
Na dworze było zupełnie ciemno i gdyby nie latarnie Draco z pewnością wspomógłby się zaklęciem. Zastanawiał się dokąd mogła pójść Granger. Tak naprawdę nie znał okolicy, więc szedł po prostu przed siebie, licząc na szczęście. Tego wieczoru miał go więcej niż zazwyczaj.
*

– Wiem, ze nie chcesz o niej gadać, ale to serio ważne – zaczął Ron tuż przed zejściem na wigilijną wieczerze. Harry właśnie zapinał swoją kraciastą koszulę. Odwrócił się do przyjaciela.
– Znów Parkinosn? – Ronald kiwnął głową. Siedział na łóżku w swoim pokoju, a sprawa Ślizgonki nie dawała mu spokoju.
– To mów, byle szybko – rzucił Harry. Nie rozumiał dlaczego Ron od rana męczył ten temat. Nie chciał psuć sobie humoru myślami o ciemnowłosej dziewczynie. W jakimś stopniu bolało go to wszystko. Nie tylko zaręczyny. Czasami szczerze chciał wrócić do czasu, kiedy brunetka nie zaprzątała jego głowy, kilka razy dziennie. Zaraz jednak przypominał sobie, jak przemoczona wychodzi z jeziora przy błoniach, śmiejąc się uroczo. Jak zazdrosna o Astorię wykłóca się na obronie przed czarną magią. Jak jej usta odnajdują jego w powozie, kiedy wracali z Beauxbatons.  Jak pięknie wyglądała tamtej nocy, na balu. Jak… Nagle wszystkie te urywki wspomnień przerwał głos Rona:
– Słuchasz mnie w ogóle? – Okularnik spojrzał na przyjaciela i ciężko wzdychając, usiadł na pryczy, dostawionej na czas ferii do pokoju najmłodszego syna państwa Weasley.
– Przepraszam, co mówiłeś?
– Zaręczyny Parkinson nie są prawdziwe. – Nastała cisza, podczas której Potter dokładnie rozważał sens tych słów.
– Co masz na myśli, mówiąc, że…
– Zabini i Pansy wcale się nie pobierają. Te zaręczyny to pic na wodę.
– Czyli…
– Czyli laska cię okłamała i powiedzmy sobie szczerze jakoś mnie to nie dziwi…
– Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytał Harry, bijąc się z myślami.
– No weź… Ona jest Ślizgonką, ma takie akcje we krwi.
– Od kiedy o tym wiesz? – zapytał nagle Potter.
– Od wczoraj, ale nie było okazji, żeby…
– Nie było okazji?! Ciekawe, czego jeszcze mi nie powiedziałeś?! – przerwał mu okularnik wyraźnie zły.
– To ty od dwóch dni unikasz jej tematu.
– Tak, bo myślałem… – Harry wypuścił powietrze z głośnym świstem i przeczesał ręką, jak zawsze, zmierzwione włosy.
– Co zamierzasz z tym zrobić? – odważył się zapytać Ron. Potter zerknął na niego, a potem zwyczajnie wzruszył ramionami.
– Chyba na początek wykreślę „zabić Zabiniego” z listy rzeczy do zrobienia.
– Jak na razie, to jest na mojej liście. – Usłyszeli głos od strony drzwi. Obaj odwrócili głowy, żeby zobaczyć Ginny, opierającą się o framugę. Uśmiechnęła się do Harry’ego, a potem powiedziała:
– Chodźcie na  dół, już wszystko gotowe. – Trójka nastolatków zeszła do kuchni, gdzie mieścił się stół. Wszyscy zasiedli do wigilijnej wieczerzy.
*

Malfoy schował ręce w kieszeniach płaszcza i po prostu szedł przed siebie. Rozglądał się za miejscem, w którym mogła się schronić Hermiona, ale żaden z mijanych pubów mu nie odpowiadał. Jedne były za głośne, inne zbyt puste, a część po prostu odrzucił intuicyjnie.
W końcu doszedł do skrzyżowania dróg. Ruch na mugolskich ulicach był nikły. Z pewnością wszyscy już zasiedli do kolacji. Draco podirytowany trudnościami, rozejrzał się dookoła. Droga na wprost wydawała się wyprowadzać z miasta. Ta po prawej była gęsto usiana drogowskazami i reklamami – z pewnością prowadziła do centrum. Nagle zobaczył znak. Podszedł bliżej, a potem uśmiechnął się pod nosem.
– Mam cię, Granger – mruknął i ruszył na lewo. Znak, który mijał, głosił „park miejski – 200 yardów”.

Nie szukał długo. Dostrzegł ją od razu, mimo ciemności na dworze. Siedziała skulona na ławce i z pewnością zamarzała. Poczuł się dziwnie, widząc ją w takim stanie. Oczywiście odczuł ulgę, wiedząc, że jest w jednym kawałku, ale jednak nie odzyskał całkowitego spokoju. Świetnie, znalazłeś ją i co dalej? Stał tam dłuższą chwilę, obserwując Hermionę z pewnej odległości. Kiedy mocniej zawiało, a dziewczyna zadrżała z zimna, postanowił się ruszyć.
– Mam twoją kurtkę – powiedział. Nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Stał tak, z wyciągniętym ręką i czekał aż Gryfonka odbierze swoje odzienie. Hermiona wstała, jednak nadal nie wzięła swojej kurtki. Draco opuścił rękę i przelotnie zerknął na swoje buty. Kiedy znów podniósł głowę nadszedł cios. Niezbyt mocny, choć z pewnością Granger włożyła w niego większość swojej siły. Dostał z otwartej dłoni, a nie pięści. Tyle dobrze. Pomyślał. Policzek trochę piekł i z pewnością zrobił się czerwony.
– Bolało? – zapytała dziewczyna, wypranym z emocji głosem.
– Tak? – powiedział bardzo niepewnie Malfoy, nie wiedząc jakiej odpowiedzi oczekuje Hermiona. Nie chciał się jej bardziej narażać. Przynajmniej na razie. Nie wydawało mu się, że w jakikolwiek sposób przesadził.
– Wyobraź sobie, że mnie też boli – powiedziała, a potem odeszła jedną z alejek.
– Granger! – zawołał za nią i ruszył w stronę Gryfonki.
– Co znowu? – zapytała, wyraźnie zmęczona. 
– Nadal mam twoją kurtkę. – Draco nie pytał o zgodę, kiedy narzucał odzienie na zmarznięte ramiona dziewczyny. Na ustach Hermiony błąkał się uśmiech.
– I co? Liczysz, że uznam to za przeprosiny? Podziękuje i wrócimy do domu, jakby nic się nie stało?
– To nie były przeprosiny.
– Oh, aż dziw bierze, że wiesz co to takiego… – mruknęła panna Granger, wywracając oczami.
– Znowu zaczynasz?
– A ty zawsze musisz skończyć?! – Na usta Malfoya wkradł się figlarny uśmieszek.
– Ale sprecyzuj… O co mnie pytasz…? – Hermiona uświadomiła sobie, że jej pytanie zabrzmiało dość dwuznacznie. Momentalnie zrobiła się czerwona.
– Tak myślałem. – Draco roześmiał się szczerze.
– Idiota – mruknęła dziewczyna, choć tak naprawdę lubiła jego śmiech. Ten zwyczajny, nie udawany i sarkastyczny, którym chętnie wszystkich częstował. Pogodziła się z faktem, że nie usłyszy przeprosin. W końcu miała do czynienia z Draconem Malfoyem. Westchnęła cichutko rozczarowana. Liczyła na kilka świątecznych cudów, jednak nie mogła narzekać. Już jutro zobaczy przyjaciół, wróci Bożonarodzeniowa atmosfera, którą tak uwielbiała. Z rozmyślań wyrwał ją głos Malfoya:
– Granger? Tak sobie pomyślałem…
– Tak? – Odwróciła się do niego. Draco podszedł do Gryfonki.
– W teorii mamy Święta i… – Dziewczyna uniosło pytająco brew.
– Chyba powinienem ci złożyć życzenia, czy coś…
– Chcesz mi złożyć życzenia? – Nie mogła powstrzymać uśmiechu.
– Nie tyle chcę, co bardziej… Po prostu tak trzeba, co nie? – zapytał trochę podirytowany. Nie chciał wyjść na sentymentalnego mięczaka. Nastała cisza, a Malfoy odchylił się do tyłu na piętach.
– Wiesz… Teraz, jak już tu stoimy…
– No dobrze, ja zacznę – powiedziała Hermiona, nie dając po sobie poznać rozczarowania. – Życzę ci szczęśliwych, spokojnych i radosnych świąt. Życzę ci, żeby przyjaciele zawsze o tobie pamiętali i żebyś ty, pamiętał o nich. Żebyś uświadomił sobie w końcu, że nie jesteś sam na tym świecie. Że masz rodzinę, przyjaciół… Masz mnie, bo… – Hermiona przerwała na chwilę, chcąc rozważnie dobrać słowa. Draco nagle podniósł na nią wzrok. To co usłyszał bardzo go zdziwiło. Masz mnie. Odbijało się echem w jego głowie.
– Granger… Eh? Spróbujmy jeszcze raz… Hermiono? – Bardzo dziwnie to zabrzmiało w jego ustach, aż Gryfonka przekręciła głowę na lewo. – W każdym razie, jesteś moją przyjaciółką tak? Mówiłaś, że mam przyjaciół. Jesteś jednym z nich. – Teraz panna Granger zaniemówiła na dobre. To było jak krok milowy na drodze do ich pozytywnych relacji. Widząc w  jaki szok, wcięła się dziewczyna, Draco postanowił szybko rozładować napięcie.
– Oczywiście, jeśli ktoś zapyta, wyprę się wszystkiego, co właśnie powiedziałem. – Hermiona prychnęła.
– Oczywiście. – Zapadła cisza, podczas której przyglądali się sobie ciekawie.
– Chyba, moja kolej na życzenia – powiedział w końcu Draco. Dziewczyna kiwnęła lekko głową, starając się zachować spokój. Serce tłukło się w jej piersi. Zamarła, kiedy Ślizgon otworzył usta. Niespokojnie wyczekiwała, każdego słowa.
*

– Przepraszam na chwilkę – powiedziała Pansy łamiącym się głosem. Wstała od stołu i szybko ruszyła w stronę wyjścia. Starała się nie rozpłakać, ale kiedy zamknęła za sobą drzwi łazienki osunęła się po nich, a łzy same pociekły z kącików jej oczu.
– Brawo, mamo – powiedział Blaise, również wstając od kolacji.
– No co? Ja tylko zadałam kilka pytań, ta twoja narzeczona jest zwykłą histeryczką. – Zabini posłał jej mrożące krew w żyłach spojrzenie.
– Daruj sobie, kolacja skończona – powiedział i wyszedł, zostawiając matkę sam na sam z suto zastawionym stołem. Zofia wzruszyła ramionami i napiła się czerwonego wina, podanego do kolacji. Syn zawsze do niej wracał, bo przecież nie miał nikogo innego. I już moja w tym głowa, żeby nikogo sobie nie znalazł… Zofia chciała zniechęcić syna do małżeństwa. Aranżowała wszystko w tak młodym wieku, żeby później nie przeszło to nawet Blaise’owi przez głowę. Upiła jeszcze trochę karmazynowej cieczy i uśmiechnęła się pod nosem. Wszystko szło zgodnie z jej planem. Jak zawsze.

– Pansy? – Zabini zapukał w drzwi łazienki na parterze.
– Jest okej, zaraz przyjdę – powiedziała przez łzy Parkinson. Nie chciała psuć przyjacielowi Wigilii.
– Porozmawiaj ze mną! Kolacja skończona, nie zamierzam siadać z nią przy jednym stole.
– Nie mów tak – odpowiedziała zaraz Pansy. Wiedziała, jak ważne są relację rodzinny, tym bardziej teraz,  gdy już nikt jej nie został. Znów przełknęła łzy.
– Pansy, otwórz. Już dziś nic nie zdziałam, ale jutro z samego rana wynosimy się stąd. Jak najdalej – powiedział Blaise. Po chwili usłyszał szczęk zamka, a jego przyjaciółka uchyliła drzwi.
– Obiecujesz? – zapytała cicho, a chłopak pokiwał głową. Ślizgonka wyszła z łazienki i otarła nadal mokre policzki.


– Przepraszam, że przeze mnie twój plan nie wypalił – powiedziała Parkinson, kiedy siedzieli zamknięci w sypialni Blaise’a. Zdążyli się wykapać i nałożyć piżamy. Dziewczyna nie miała ochoty zostać sama w jednym z pokoi gościnnych, więc Zabini chętnie zaprosił ją do siebie. Ta sytuacja w ogóle ich  nie krępowała, za długo się znali, żeby którekolwiek uznało to za dziwne, czy nieodpowiednie.
– Daj spokój, oboje wiedzieliśmy, że to może się tak skończyć i jedyną osobą, którą możemy winić jest moja matka.
– Ale wiesz, że musisz teraz się ożenić z tą kandydatką, czy kimś tam,  zamierzasz się na to zgodzić?
– W żadnym wypadku, powiem jej jutro, że w dupę może sobie wsadzić cały majątek. Nie potrzebuję od niej ani złamanego sykla. Nie zamierzam się ożenić, przynajmniej nie przed trzydziestką.
– Ale… Jak sobie poradzisz bez pieniędzy?
– Znajdę pracę, a na początek pożyczę z banku albo od Draco, byle się od niej wyprowadzić.
– Na pewno chcesz urwać kontakt? Jakby nie patrzeć to twoja matka.
– Przez ostatnie osiemnaście lat wcale się tak nie zachowywała… – Pansy westchnęła. Widziała, że jej przyjaciel był zdecydowany. Mogła jedynie mu kibicować.
– Chodźmy spać, robi się późno, a chcę wyjechać z samego rano – powiedział Blaise i położył się po jednej stronie ogromnego łóżka. Pansy dopiła resztki grzanego wina, które Zabini przyniósł im na wieczór. Położyła się obok przyjaciela, zachowując zdrowy dystans.
– Nox – mruknął Blaise, a światło w pokoju zgasło.
– Dobranoc – powiedziała Parkinson, odwracając się na lewy bok.
– Branoc – odpowiedział chłopak, a niedługo potem zasnęli.
*

„Jesteś moją przyjaciółką” nadal rozbrzmiewało w głowie Hermiony. Nie potrafiła się tym cieszyć. Nie chciała być przyjaciółką, chciała być kimś więcej. Albo nie? Sama nie wiedziała, chciała po prostu „być”. Spojrzała w twarz Malfoya i czekała na to, co powie.
– Nie wiem, czego powinienem ci życzyć. Masz wspaniałych przyjaciół, którzy są jak twoja rodzina. W szkole wszyscy cię lubią, nawet część lochów. Z pewnością świetnie zdasz owumenty, a wymarzona praca to będzie formalność. – Hermiona spuściła głowę i uśmiechnęła się do siebie. Wiedziała, że pod tą wyliczanką kryją się komplementy, których Malfoy nie chciał powiedzieć wprost. – Oprócz radosnych świąt i szczęśliwego nowego roku, czego mógłbym ci życzyć? – Draco udał, że głęboko nad czymś myśli, dziewczyna przeniosła na niego wzrok. Wpatrywała się w jego twarz wyczekująco, nie zamierzała odpuścić. Chciała usłyszeć te życzenia Bożonarodzeniowe.
– Cóż, mam nadzieję, że więcej nie namieszam w twoim życiu, uczuciach i głowie. Że już nikt nie namiesza. Życzę ci, po prostu, szczęścia. Jeśli będziesz szczęśliwa, co innego ma znaczenie? Zacznij żyć dla siebie i przestań cały czas oglądać się na innych. – To co powiedział Draco trochę ją wzruszyło. Wiedziała, że te kilka zdań z pewnością z trudem przeszło mu przez usta. Ale widziała wahanie w jego oczach, jakby chciał coś dodać. Czego mi nie powiedziałeś? Zastanawiała się dziewczyna, ale nie chciała pytać. Chciała to usłyszeć, gdy Draco będzie gotowy. Uśmiechnęła się i stanęła na palcach, żeby cmoknąć jego policzek.
– Wesołych świąt – powiedziała cichutko, cofając się z powrotem. Malfoy objął ją w tali i pochylił głowę, aby ich czoła mogły się zetknąć.  
– Czy namieszam, całując cię teraz? – zapytał szeptem, a ciepłe powietrze owiało policzek Gryfonki. Jej oddech przyśpieszył, co nie uszło uwadze blondyna. Dziewczyna czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Nieznacznie kiwnęła głową.
– Bardzo namiesza – szepnęła, zamykając oczy. Nie kłamała, bo kolejny pocałunek z Malfoyem na pewno odbiłby się na jej psychice. Znów zastanawiałaby się, co to mogło oznaczać. Draco odsunął się od Hermiony, ignorując niesamowitą chęć na pocałowanie jej. Puścił talie siódmoklasistki i schował ręce do kieszeni.
– Wracamy do domu? – zapytał zaraz.
– Jasne – powiedziała Gryfonka i ruszyła przodem. Od razu zaczęła żałować, że nie pozwoliła się pocałować. Przez te kilka sekund byłabym szczęśliwa, tak jak tego chciał. Pomyślała, uśmiechając się gorzko. Jednak jeśli znów miałyby ogarnąć ją te wszystkie wątpliwości. Ty masz chłopaka! Denerwujący głosik zwany rozsądkiem, musiał jej o tym przypomnieć. Przed oczami stanęła jej roześmiana twarz Rona. Nie zasługuję na niego, jak mogę z nim być, jednocześnie myśląc o innym? Myśląc w taki sposób… Westchnęła cichutko i już w ogóle nie czuła się tak magicznie, jak chwilę temu. Czar prysł, a Hermionę znów zaczęła przygniatać rzeczywistość. Nieszczęsne „jesteś moją przyjaciółką” nadal odbijało się w jej głowie.


Po ósmej Granger i Malfoy dotarli do domu Gryfonki. Wszystko zastali tak, jak zostawili. Ciasteczka nadal były spalone, a choinka wciąż piękna. Dziewczyna z niezadowoloną miną wyrzuciła całą blachę pierników do kosza i zabrała się za sprzątanie kuchni.
– Co ty znowu robisz? – zapytał Draco, stając w progu.
– Sprzątam – rzuciła dziewczyna, ścierając blat pokryty mąką.
– Nie możesz odłożyć tego na jutro rano? Naprawdę, oboje powinniśmy odpocząć.
– Dzięki za troskę – mruknęła Hermiona. Troszczy się jak o przyjaciółkę… Oh, zamknij się! Ten krótki monolog wewnętrzny, sprawił, że Hermiona faktycznie poczuła zmęczenie całym tym dniem. Wrzuciła brudną ścierkę do zlewu i skierowała się do wyjścia z kuchni. Minęła Malfoya w drzwiach.
– Pójdę wziąć prysznic – oznajmiła, będąc prawie przy schodach. Chłopak skinął głową. Kiedy Hermiona zniknęła mu z oczu, spojrzał w stronę kuchni zawalonej stertą brudnych naczyń. Niby od niechcenia sięgnął po różdżkę i machnął nią, mówiąc:
– Chłoszczyść. –  Uśmiechnął się pod nosem i odwrócił na pięcie, opuszczając pomieszczenie.
*

Hermiona obudziła się w środku nocy. Z salonu na dole, dobiegały krzyki i odgłosy tłuczonego szkła. Odruchowo chciała sięgnąć po różdżkę, ale zorientowała się, że jej magiczny patyk został skonfiskowany.
– Psia krew – rzuciła wściekle, wyskakując z łóżka. Narzuciła na siebie szlafrok i zbiegła po schodach, omal z nich nie spadając. W salonie panowały egipskie ciemności, więc dziewczyna szybko doskoczyła do włącznika światła. Scena, którą ujrzała, była przerażająca. Wstrzymała na chwilę oddech, zatykając usta ręką. Malfoy rzucał się po podłodze w konwulsjach i najwyraźniej wymiotował krwią. Czerwone plamy pokryły część dywanu, koszulkę, w której spał młody Malfoy, jego usta, brodę i część prawego policzka. Różdżka chłopaka jarzyła się zielonym światłem i aż wibrowała od pokładów magii, które Draco nieświadomie, w niej skumulował. Hermiona dostrzegła, że Ślizgon chcę dosięgnąć magicznego patyka i odruchowo go zabrała. Kiedy jej palce dotknęły drewna, z końca różdżki wydostał się zielony promień. Wystrzelił wprost w okno balkonowe w salonie dziewczyny. Szyba roztrzaskała się na milion kawałków, a Hermiona od razu wypuściła różdżkę z ręki. Uklęknęła przy Malfoyu, a łzy bezsilności stanęły jej w oczach. Nie miała różdżki, wiedzy ani nawet pomysłu. Nie mogła nic zrobić. Draco nie rzucał się już tak bardzo i dziewczyna mogła otrzeć mu twarz z krwi, czystym ręcznikiem, po który pognała do łazienki. Odgarnęła blond kosmyki z rozpalonego czoła Malfoya. Widziała, że najgorsza fala ataku już za nimi. Poszła do kuchni po mniejszą szmatkę. Zwilżyła ją zimną wodą i zrobiła okład Draconowi, który teraz w ogóle się nie ruszał. Oczy miał zamknięte i przez krótki moment, Hermiona myślała o najgorszym.  Zaraz jednak odpędziła te nieznośne myśli i z ulgą zaobserwowała, że klatka piersiowa blondyna unosi się i opada. Oddycha. Panna Granger pozbierała się z podłogi i podeszła do różdżki chłopaka. Patyk już nie wibrował i nie jarzył się zielonkawym światłem. Hermiona ostrożnie go podniosła, a potem wypróbowała najprostsze zaklęcie:
– Nox – szepnęła, a mówienie sprawiło jej niemałą trudność. Gardło miała tak ściśnięte, że ledwo poznała swój głos. Lampa zgasła, a na kolejną komendę „Lumos” znów się oświeciła. Wszystko przebiegło pomyślnie, więc nastolatka postanowiła przelewitować ciało Malfoya na kanapę. Nie odważyła się już więcej użyć magicznego patyka, bo zawibrował nieprzyjemnie, kiedy ciało Ślizgona opadło na miękki materac. Miała wrażenie, że chłopak po prostu śpi. Usiadła obok niego, przyglądając się jego bladej twarzy. Choć usunęła z niej krew, szkarłatne plamy nadal szpeciły jego koszulkę i dywan.  Granger zmieniła mu okład, a potem odsunęła kawowy stolik i zwinęła dywan. Przeciągnęła go pod balkonowe okno. Odłamek szkła na podłodze boleśnie wbił się w jej stopę. A przez wybitą szybę do pomieszczenia zaczęło napływać mroźne powietrze. Gryfonka zatrząsła się z zimna. Zagryzła wargę, oglądając się na różdżkę Dracona, która leżała na podłodze, obok kanapy. Zaryzykujmy. Pomyślała i zabrała różdżkę. Szybko machnęła magicznym patykiem. Odłamki szkła uniosły się i na powrót złożyły w szybę, wracając na swoje miejsce. Tym razem różdżka nie zawibrowała, ale Hermiona naprawdę miała obawy, przed kolejnym użyciem. Usiadła na fotelu i wyjęła szkło, które wbiło jej się w nogę. Nie było przeźroczyste, tylko białe. Porcelana mamy. Pomyślała od razu. Cały serwis herbaciany pani Granger został zniszczony. Większość kawałków porcelany zostało na półkach, ale część rozsypała się po podłodze. Z pewnością to właśnie tłuczone szkło wywołało hałas, który obudził dziewczynę. Hermiona zerknęła przez ramię na Malfoya. Nadal leżał bez ruchu z zamkniętymi oczami i spokojnym, już, oddechem. Nie mogła patrzeć na plamy krwi, które pokrywały odzienie Ślizgona. Poszła na górę, aby odszukać czyste ubranie w jego kufrze. Chwyciła pierwszą lepszą, luźną koszulkę i wróciła z nią na dół. Odetchnęła z ulgą, widząc Malfoya tam, gdzie go zostawiła. Daleko, by nie uciekł… Pomyślała zaraz. Ostrożnie zaczęła zdejmować brudny tshirt, odsłaniając brzuch i klatkę piersiową chłopaka. Kiedy nachyliła się, żeby przełożyć mu koszulkę przez głowę, Draco otworzył oczy. Pytająco spojrzał na Hermionę.
– Jeśli chciałaś mnie obejrzeć nago wystarczyło poprosić – wycharczał słabo, a usta wykrzywił w cynicznym uśmieszku. To był dla panny Granger sygnał, że już czuł się lepiej.
– Dobrze, że wróciłeś – powiedziała cicho, ignorując jego dwuznaczną wypowiedź.
– Nigdzie nie wychodziłem – odparł zaraz Malfoy, unosząc się na łokciach.





Woho! Rozdział dłuższy niż ustawa przewiduje! Całe dwie strony całkowicie gratis… No dobra, średnie wynagrodzenie za czas oczekiwania, ale nie ma tego złego… Wakacje się kończą, będę miała mnóstwo obowiązków i nauki to i pewnie wena zacznie walić drzwiami i oknami :’)

Spędzicie ten ostatni dzień jak najlepiej i może…. Znaczy ja nie przymuszam… Ale fajnie by było… Znaczy, jak nie, to nie… Spoko, zrozumiem… Ale może… No może byś jednak skomentował…?
~Pani M.

Betowała Ali$hia, dziękuje :) 















21 komentarzy:

  1. Pierwsza! Tak się cieszę ze jest już nowy rozdział. Juz myslałam ze ktoś do nich przyszedł i będzie jakiś krwawy pojedynek, a tu Draco, miał atak. Rozdział cudowny.
    Nie mam talentu do pisania komentarzy ☺
    Pozdrawiam,
    MadzikM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) O gości u Draco i Hermiony się nie martw, pojawią się w następny rozdziale! Również pozdrawiam: Pani M.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny, jak zwykle. <3 Zaczyna się coś dziać pomiędzy naszą dwójką. :D (Nareszcie coś konkretnego, jak dla mnie.) Nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
    Życzę dalszej weny.
    Pozdrawiam,
    Kate Avicii

    OdpowiedzUsuń
  4. BOSKI! Wreszcie jest i to bardzo długi rozdział! :D Nie spodziewałam się takiej Wigilii Hermiony i Malfoy'a, miałam nadzieję na kolacje pełną docinek. xD Nie mogę się doczekać aż Hermiona spotka się z przyjaciółmi. I co dalej z tym atakiem Malfoy'a! A i ta sytuacja z matką Zabiniego. Ciekawe co powiedziała ona do Pansy, a i to co najbardziej mnie rozwaliło.. Plan matki Zabiniego, aby mu obrzydzić małżeństwo... xD Ten nic nie robi tylko flaki sobie wypruwa, aby matka dała mu spokój, a ta tak knuje za jego plecami! xD Pansy i Zabini wracają tak szybko? Będzie się działo! Pansy i Harry'ego czeka rozmowa, nie mogę się doczekać ich spotkania! A i kiedy Ron i Hermiona sobie wszystko wyjaśnią. Czekam także na Ginny i Zabiniego. :D A kiedy już wrócą do szkoły.. :D Będę tęskniła za szlabanami Pansy i Harry'ego, chociaż to nie musi oznaczać, że wcale ich nie będzie? Albo wszyscy w jednej akcji jak w tej łazience prefektów. xD Ciekawe co dalej będzie z tymi "lekcjami", wszyscy wiedzą o jakie chodzi. Były genialne! WENY! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie Twoich komentarzy to dla mnie jedna z największych nagród po opublikowaniu rozdziału! Bardzo dziękuje za te miłe słowa i mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się niebawem :)
      ~Pani M.

      Usuń
  5. HEEEEJ!
    Przeczytałam 1 część w tamtym roku. Później jakiś przestój był, miałam reset telefonu i to opowiadanie jakoś wypadło mi z głowy. Teraz znalazłam je z powrotem i jestem bardzo szczęśliwa. Jest świetne. Awww *.* Hermionka trochę taka cichociemna. Nie przejmuje się pocałunkami z Draco, a Ron nie wie co ze sobą zrobić przez jeden z Astorią. Podoba mi się Twój Weasley, jest taki realny.
    Pozdrawiam i czekam
    KH

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie się cieszę, że wróciłaś do "domu Salazara"!
      Co do Rona; sama nienawidzę, gdy autorzy robią z niego tyrana i gwałciciela, staram się tego unikać jak ognia :P
      Przesyłam pozdrowienia! Pani M.

      Usuń
  6. Rozdział jak zwykle świetny ;) Nie wiem dlaczego ciągle śmieszy mnie określenie "magiczny patyk" xD Co jeszcze? Więcej dramione <3 Już jest sporo akcji z Hermioną i Draconem, ale ponieważ to mój OTP to odczuwam lekki niedosyt. Podoba mi się, że w twoim opowiadaniu Ron nie jest samolubnym i zazdrosnym idiotą. Jeszcze nie spotkałam się z parą Ronalda z Astorią, ale bardzo mi odpowiadają. Nie brakuje też moich kochanych emmm STP i TTP (?) czyli Blinny i Hansy. Nie jestem pewna, czy tak się to pisze xd
    No cóż. Pozostaje mi tylko życzyć ci powodzenia i dużo duuuużo duuuuuuuuużo weny <3

    Cieplutko pozdrawiam

    Hikari

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym ci tylko powiedzieć że to jest kolejny świetny rozdział i mam nadzieje że wszystko się ułoży w wątku Blinny :) Pozdrawiam, zawsze ci wierna Wiktoria C. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jak zawsze bardzo ciekawy! Dramione? Jest! Wredna Zofia? Jest! Bardzo inteligentni Harry i Ron oraz śmiejąca się z nich Ginny? Jest! Czyli wszystko jest na swoim miejscu :D

    Ja również nie mogę się doczekać spotkania Harry'ego i Pansy! Uwielbiam ich!

    Czekam z niecierpliwością na następny :* Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle super <3 Czekam na kolejny rozdział .Kiedy przewidujesz ,że dodasz kolejny rozdział? Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Kolejny rozdział? To odwieczna zagadka, ale mam nadzieję wrzucić go przed 15 września. Trzymaj za mnie kciuki :D
      ~Pani M.

      Usuń
  10. KIEDY NASTEPNA CZĘŚĆ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Czemu musiało się spełnić to, czego się spodziewałam, czyli magiczny nawrót choroby Draco? Przynajmniej nie dostał ataku podczas "wesołych" odwiedzin przyjaciół Hermiony >.< Już widzę reakcję Ronalda na obecność Draco... przeczuwam dramę. I to porządną. Trzeba przyszykować ciasteczka, popcorn i herbatę na to cudowne widowisko ^^
    Przeczuwam ciekawy rozwój sytuacji na frontach Potter - Parkinson oraz Zabini - Weasley (i nie mówię tu tylko o Ginny, bo Ron pewnie dorzuci coś od siebie do kociołka obłędu, wariactwa i dramaturgii). Swoją drogą co z Astorią? Jakoś jej nie widzę chwilowo na horyzoncie :P
    Rozdział jak zawsze na wysokim poziomie. Czekam na następną część :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten blog nigdy mi się nie znudzi. Potrafisz zaskakiwać w każdym rozdziale. No to czekam z niecierpliwością na 15 września!

    OdpowiedzUsuń
  13. Proszę o leczenie Draco .M . Mam zawał jak czytam o tych atakach i krwi!!!
    P.S. mama 10 lat!

    OdpowiedzUsuń
  14. Hejka!!! Jestem Nowa wczoraj znalazłam bloga i już całego przeczytałam !!
    Rozdzialy sa idealne !!!!!
    Jeszcze ten Harry i Pansy!!
    I Zabini z Ginny <3
    Kiedy kolejny rozdział ?
    Haha śmiesznie by było jakby w 1 dzien świat do Hermiony i Draco przyjechali z Nory i jeszcze Zabini z Pansy hahaha
    Dobra kończę bo pewnie nie będzie chciało ci się czytać tego :p
    Pozdrawiam i życzę dużo weny !!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń