wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 60



Rozdział 60 – W dobrą stronę.



Hogwart

W sobotni poranek Pansy obudziła się bardzo wcześnie. Już o siódmej była rozbudzona i ubrana, w każdej chwili gotowa, żeby zejść na śniadanie. Nie rozmawiała z Harrym odkąd wyszła ze szpitala św. Munga i trochę zaczęło ją to irytować. Nie rozumiała, dlaczego Gryfon się do niej nie odzywa. Czy zrobiłam coś nie tak? Zastanawiała się, ścieląc łóżko. Jej współlokatorki nadal spały, więc Pansy musiała zachowywać się naprawdę cicho.
W końcu na zegarach w całym zamku wybiła ósma i Ślizgonka opuściła lochy, idąc na śniadanie.  Od jej nieudanej randki z Potterem minął równy tydzień. Panna Parkinson nie mogła uwierzyć, że tyle się przez ten czas wydarzyło.  Rozmawiała z Zabinim i dowiedziała się o jego zawieszeniu, aresztowaniu Hermiony, pobycie Astorii w skrzydle szpitalnym i drastycznej zmianie w wyglądzie i zachowaniu Daphne. W kwestii tego ostatniego to nawet się cieszyła. Daf znów była tą uśmiechniętą wersją siebie.
 Pansy już jutro miała wrócić do domu na Święta. Cieszyła się, że odpocznie od nauki. Usiadła przy stole Slytherinu i dość długo mieszała swoją owsiankę, zanim jej skosztowała. W pewnym momencie dosiadł się do niej Zabini. Nałożywszy sobie jajecznicy na talerz, zaczął rozmowę:
– Co tak wcześnie? – Dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Miałam ostatnio sporo czasu na spanie – powiedziała w końcu, zeskrobując owsiankę z brzegów miski. Blaise kiwnął głową.
– No tak. Mogę o coś zapytać? – rzucił chłopak i nie czekając na odpowiedź, kontynuował – Czy ty i Potter, czy to coś poważnego? – Ślizgonka pytająco spojrzała na Blaise’a. Odsunęła od siebie miskę z owsianką, jakoś przeszła jej ochota na jedzenie. W brzuchu czuła dziwny ucisk, temat Harry’ego był dla niej wyjątkowo niewygodny.
– Nie – powiedziała powoli, obserwując przyjaciela. – To znaczy… Jeśli pytasz czy jesteśmy parą…
– Pytam, czy Potter ci się podoba.  – Pansy wywróciła oczami.
– Może. – Wzruszyła ramionami. – Dlaczego mnie wypytujesz? – zapytała, nalewając sobie kawy.
– Bo mam do ciebie prośbę… To znaczy… – Przerwała mu, uśmiechając się zachęcająco:
– Co tylko zechcesz, Blaise. – Poczuła ulgę, bo nie chciała mówić o Harrym częściej niż to konieczne. Jednak następne pytanie zmazało jej uśmiech z twarzy.
– Wyjdziesz za mnie? – Pansy wiedziała, że jej przyjaciel właśnie zwariował.
*

Dom państwa Granger

Hermiona obudziła się kilka minut po ósmej. Wiedziała, że Malfoy będzie spał co najmniej do dziesiątej, więc miała trochę czasu dla siebie. Zeszła do salonu w piżamie i potarganych włosach. Kiedy zajrzała do kuchni, zamarła. Jej współlokator próbował ugasić niewielki pożar, zalewając całą podłogę wodą, wydobywającą się z różdżki, którą trzymał w dłoni. Hermiona szybko podbiegła do kuchenki i zakręciła gaz. Potem zabrała patelnie, wraz z palącą się zawartością i wrzuciła do zlewu. Wszystka zalała lodowatą wodą. Odetchnęła z ulgą i dopiero wtedy zwróciła się do Malfoya:
– Usiłowałeś nas zabić?!
–  Ja tylko… – Jednak dziewczyna nie dała mu dokończyć:
– Przestań zalewać moją kuchnię. – Zerknęła w stronę wyciągniętej ręki blondyna. Draco nadał trzymał  w niej różdżkę, z której lała się woda. Mruknął odpowiednie zaklęcie pod nosem, zatrzymując strumień.
– A teraz się tłumacz! Co tu się stało?! – Hermiona nadal była zła na chłopaka. Myślała, że zrobił to celowo. Chciała szybko podejść do przypalonego blatu, niestety poślizgnęła się na mokrej podłodze i runęła jak długa. Na szczęcie Draco w porę ją złapał, przytrzymując dziewczynę za biodra. Kiedy Hermiona stanęła o własnych nogach, dostrzegł, że policzki jej poczerwieniały.
– Dzięki – mruknęła niechętnie. Draco skinął głową, a w kącikach jego ust błąkał się uśmiech. Nie zamierzał się przyznawać do próby zrobienia śniadania. Nigdy nie gotował i właściwie nie wiedział co go podkusiło. Nic nie mówił i przyglądał się Hermionie, która ostrożnie chodziła po kuchni i oceniała szkody. W końcu z podejrzliwą miną odwróciła się do Draco.
– Próbowałeś zrobić naleśniki? – zapytała, ledwo powstrzymując śmiech.
*
– Nie do końca rozumiem twój „przegenialny” plan… – Pansy wyraziła swą wątpliwość, kiedy w pokoju wspólnym Ślizgonów, Blaise próbował wprowadzał ją w szczegóły. Chłopak wywrócił oczami i napił się piwa kremowego prosto z butelki.
– Twoja mama mnie nie lubi, Blaise. Nie zgodzi się, żeby…
– Nie ma się zgodzić. Na tym polega plan – przerwał jej Zabini. Pochylił się do przodu, znajdując się bliżej swojej przyjaciółki.
– Posłuchaj Pansy, dobrze wiesz, że sprawa  Weasley poszła się kochać i to na pewno nie ze mną. Jesteś moją ostatnią nadzieją. Proszę tylko o tydzień. Pojedziemy, ona pomarudzi i da mi spokój na kolejne parę lat.
– Sama nie wiem, Blaise…
– Proszę? Nie zostawisz chyba przyjaciela na pastwę losu? – Ślizgonka wywróciła oczami, ale nie mogła ukryć rozbawienia. 
– Zgoda – powiedziała w końcu, a Blaise rzucił się na nią, zgniatając Ślizgonkę w niedźwiedzim uścisku.
– Puść mnie, bo się uduszę! – wykrztusiła w końcu dziewczyna, a Zabini posłusznie się odsunął.
– A skoro mam zostać twoją niedoszłą żoną to chyba o czymś zapomniałeś… – Ślizgon podejrzliwie zmrużył oczy.
– Chyba nie mam iść do twoich rodziców i prosić o zgodę…?  – zapytał powoli, a Pansy ze śmiechem pokręciła przecząco głową.
– Nie, ale pierścionek powinieneś mi kupić. Jeśli mamy udawać to trzeba zadbać o szczegóły…
– Zawsze byłaś taka łasa na błyskotki?
– Zrobiłam się kapryśna, jak mi powiedzieli, że mam za ciebie wyjść. – Pokazała mu język, a chłopak wywrócił oczami.
– Dziś po południ wybierzemy się na zakupy. Wyjaśnię Slughornowi tę wyjątkową sytuację… – Pansy parsknęła śmiechem.
– Chyba nie myślisz, że tak po prostu się zgodzi? – Zabini wzruszył ramionami.
– Co nam szkodzi spróbować?
*
Pansy właśnie wracała z obiadu. Blaise’owi udało się załatwić przepustkę u samej dyrektorki i mogli opuścić Hogwart. Dziewczyna miała iść się przebrać i spotkać z Zabinim za pięć minut przy wejściu do Wielkiej Sali. Mieli wybrać pierścionek i omówić szczegółu planu przy kawie.
Nie podobała jej się perspektywa spędzenia świąt w towarzystwie Zofii Zabini. Matka Blaise’a była najbardziej wybredną kobietą jaką znała Pansy. Ślizgonka nigdy nie usłyszała z jej ust dobrego słowa, zawsze jej coś nie pasowało. Zofia nie lubiła Pansy, ale nie lubiła prawie nikogo, i dziewczyna się tym nie przejmowała. Pani Zabini miała jednak słabość, słabość do mężczyzn. Blaise nie pamiętał ilu facetów miała jego matka. Wszyscy byli obrzydliwie bogaci i zazwyczaj przystojni. Być może dlatego Draco Malfoy, jak jedyny wśród znajomych Blaise’a, był zawsze mile widziany w posiadłości Zabinich. Nagle znajomy głos wyrwał Pansy z niewesołych rozmyślań o matce Blaise’a.
– Dokąd się tak śpieszysz w sobotnie popołudnie? – Ślizgonka odwróciła się, stając twarzą w twarz z Harrym Potterem. Wiedziała, że jest niemal spóźniona, więc bez zastanowienia, rzuciła:
– Idę wybrać pierścionek zaręczynowy. Nie mam czasu, Harry. – Gryfon zaniemówił. Pansy czekała, aż Potter coś odpowie, ale chłopak nadal milczał. Nie przyszło jej do głowy, że to co powiedziała faktycznie mogło zabrzmieć bardzo dziwnie. Podirytowana tym wszystkim odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę lochów. Słyszała jak Harry krzyczy „zaczekaj”, ale nie zamierzała czekać. Miała zdecydowanie dość czekania.
Wściekła wpadła do swojego pokoju, przebrała koszulkę na czystą i zabrała kurtkę. Wetknęła jeszcze różdżkę za pasek jeansów i już szła z powrotem w stronę Wielkiej Sali. Wściekła na Pottera, chłodno przywitała Blaise’a. Ciemnowłosy zmarszczył brwi i zapytał, kiedy opuszczali mury zamku:
– Konfrontacja z Astorią?
– Gorzej, z piepszonym zbawcą świata…  – Ślizgon parsknął śmiechem, a Pansy zaraz zmierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem.
Kiedy oddalili się wystarczając od Hogwartu, Zabini złapał Pansy za rękę i aportowali się prosto do magicznej części Londynu.
Nawet jak na grudzień było bardzo zimno. Ślizgonka ukryła twarz w materiale szalika. Miała czerwone policzki i nos. Mimo ujemnej temperatury z nieba nie leciał biały puch. Pansy zaszurała butami po chodniku. Zabini schował dłonie w kieszeniach grubego płaszcza.
– Od czego zaczynamy? – zapytała w końcu Ślizgonka.
– Myślałem o sklepie Godderów…
– Chyba sobie żartujesz, nie ma mowy. – Dziewczyna pokręciła głową. Doskonale znała Godderowskie ceny.
– Niby dlaczego? Nie podoba ci się ich biżuteria?
– Nie o to chodzi, Blaise. Nawet gdyby to były prawdziwe zaręczyny to bym się zastanawiała… A tym bardziej udawane. Ich biżuteria kosztuje góry galeonów! – Chłopak wywrócił oczami.
– Dobrze wiesz, że to nie problem…
– Nie o to chodzi – warknęła Pansy. Mimo jej protestów, zgodnie s sugestią Blaise’a, trafili do warsztatu jubilerskiego, należącego do rodziny Godder. Dziewczyna z kwaśną miną oglądała pierścionki za przeszkloną szybą. Wszystkie były naprawdę wyszukane i drogie, niektóre nawet jej się podobały, ale żadnego nie zamierzała wybrać. Po dwudziestu minutach Zabini zaczął tracić cierpliwość i oświadczył, że czeka na zewnątrz i jeśli Pansy się na coś zdecyduje ma do niego przyjść. Kiedy tylko Ślizgon opuścił sklep, Pansy zostawiła gablotę z pierścionkami i ruszyła w stronę naszyjników. Już w witrynie zwróciła uwagę na pewien model. Była oczarowana i wpatrywała się w naszyjnik z pożądaniem. Był wykonany ze srebra i przedstawiał smoka pikującego w dół. Tułów gada był owinięty jego skrzydłami, a wzór niewielkich łusek mienił się, kiedy Pansy oglądała naszyjnik pod różanymi kątami. Smok był naprawdę niewielki, ale Pansy od jakiegoś czasu podobały się takie delikatne ozdoby.
– Piękny, nieprawdaż? – Głos sprzedawcy wyrwał dziewczynę z letargu. Odwróciła się błyskawicznie i ujrzała przed sobą starszego mężczyznę w czarnej, eleganckiej szacie, z którym Blaise rozmawiał o pierścionku.
– Tak, niesamowity. – Wtedy do sklepu zajrzał Zabini. Uradowany podszedł do Pansy i sprzedawcy, miał nadzieję, że dziewczyna w końcu coś wybrała.
– Nareszcie – powiedział, kiedy stanął obok swojej przyjaciółki. Ślizgonka pokręciła głową.
– To nie pierścionek. – Zawiedzona mina Blaise’a sprawiała, że Pansy poczuła się dość głupio. Z pewnością nie poprawiła mu samopoczucia tym wymyślaniem. Chłopak już zamierzał odejść, ale zatrzymał go głos Ślizgonki:
– Właściwie jest pierścionek, który mi się podoba.
– Salazarze, nareszcie! – Uśmiech wrócił na twarz Zabiniego. Parkinson wybrała najskromniejszy pierścionek z całej wystawy i choć cena nadal wydawała jej się za wysoka – uległa. Dwójka przyjaciół opuściła sklep. Oboje byli dobrej myśl.
*

Draco bez słowa wyszedł z kuchni w domu państwa Granger. Udał się na górę do sypialni, w której spędził ostatnią noc. Zaczął się pakować. Wczoraj wieczorem wysłał sowę do Zabiniego, informując przyjaciela, że spędzi u niego święta. Nie otrzymał odpowiedzi, ale był dobrej myśli. Czuł się upokorzony. Chciał zrobić coś dobrego i jak wyszło? Jak zawsze. Odpowiedział m jakiś uciążliwi głosik w głowie. Zamknął kufer i zniósł go do salonu. Hermiona już tam na niego czekała. Widząc, że trzyma kufer w ręce, zrobiła zdziwioną minę. Stała na drodze do drzwi, patrzyli na siebie w ciszy.
– Miło było, Granger, ale… – Przerwała mu, krzyżując ręce na piersiach:
– Znów zamierzasz uciec. – To nawet nie było pytanie. Draco westchnął i postawił kufer na wykładzinie.
– Ja tylko… – Zawahał się o moment za długo, dziewczyna weszła mu w słowo:
– Znów odchodzisz. I jestem pewna, że znów wrócić i znów namieszasz w moim życiu. Mógłbyś się z łaski swojej zdecydować? To cholernie trudne dla mnie. No tak, ale co ja cię obchodzę? – Widząc, że Draco zamierza coś powiedzieć, uniosła rękę, nakazując mu milczenie.
– Nic nie mów. Tym razem nie będę cię zatrzymywać. – Przeszła obok niego bez słowa i zniknęła na zakręcie schodów. Draco zacisnął rękę na uchwycie kufra i ruszył do drzwi. Nie zawracaj, po prostu idź. Nie zależy jej, tobie nie zależy. Mówił do siebie, licząc, że to pomoże. Nie pomogło. Zostawił kufer w holu i ruszył schodami na górę.
– Granger! – zawołał, przeskakując po dwa stopnie. Dziewczyna nie odpowiedziała, choć doskonale słyszała go zza zamkniętych drzwi swojej sypialni. Miała dość tej ciągłej gonitwy. Już po raz trzeci Malfoy zamierzał zostawić ją bez słowa. Dlaczego się tym tak przejmuję? Zadawała sobie to pytanie za często. Opadła na miękkie poduszki. Chciała żeby z nią został. Tak po prostu.
Wtedy drzwi jej pokoju gwałtownie się otworzyły. Draco był trochę zdezorientowany, nie tak wyobrażał sobie pokój Granger, wszedł do środka. Hermiona usiadła na łóżku, podciągając nogi pod brodę.
– Zapomniałeś czegoś? – zapytała, a głos jej zadrżał. Malfoy uśmiechnął się w sposób, który Gryfonka lubiła najbardziej. Przybrał arogancki wyraz twarzy, ale widać było jego rozbawienie. Pokręcił głową.
– Zapomniałem, że nie potrafię cię zostawić.
– Zostawiłeś mnie już dwa razy – powiedziała rzeczowo Hermiona. Nadal była zła.
– I zawsze musiałem wrócić. – Znów zapanowała cisza, ale Draco przerwał ją szybciej niż poprzednim razem:
– Nie ma zielonego pojęcia, dlaczego sprawiasz, że czuję się… po prostu dobrze. Możemy tego nie komplikować? – Panna Granger wstała z łóżka i podeszła do blondyna. Zadarła głowę do góry, żeby spojrzeć mu w oczy.
– To zawsze będzie skomplikowane, Malfoy.
– Być może, ale jeśli pozwolisz mi zostać, to wiedz, że zmierzamy w dobrą stronę.
*

Harry chodził w te i z powrotem po sypialni, czym doprowadzał Rona do szewskiej pasji. Rudowłosy w końcu nie wytrzymał.
– Możesz przestać! – wydarł się, a Harry przystanął. Westchnął ciężko i opadł na swoje łóżko. Ronald odłożył pergamin i pióro. Pisał pracę na zielarstwo, ale to mogło poczekać.
– O co chodzi, Harry? – zapytał, marszcząc brwi. Okularnik powoli podniósł się do pozycji siedzącej.
– Ona jest zaręczona! – Ronald zrobił dziwną minę.
– Kto, Parkinson?
– A ty skąd wiesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Potter. Ron wzruszył ramionami.
– Od rana chodzą plotki o jej zaręczynach z Zabinim.
– Z tą ślizgońską gnidą?! – Ron parsknął  śmiechem.
– Czyżbyś był zazdrosny?
– Zazdrosny? Dziewczyna, którą kocham właśnie się zaręczyła! „Zazdrosny” to mało powiedziane!
– Harry… – Ron zaczął nerwowo skubać pergamin, na którym wcześniej pisał swoje zadanie domowe. – Powiedziałeś, że ją kochasz… – Podniósł wzrok na przyjaciela. Potter westchnął i znów położył się na łóżku.
– Może faktycznie ją kocham. – Szczęka Ronalda upadła ma podłogę. Rozmawiał kilka razy z Harrym o Parkinson, ale jego przyjaciel nigdy nie mówił o Ślizgonce w ten sposób.
– Harry… Czy ty trochę nie przesadzasz…? – Ciemnowłosy chłopak wzruszył ramionami. Prawda była taka, że nie wiedział. Faktycznie miał ochotę zabić Zabiniego, ale czy to była zwykła zazdrość? Z drugie strony nie mógł uwierzyć w te całe zaręczy. Pansy by mu powiedziała. Niespełna tydzień temu byli na randce, a teraz ona zaręcza się z Blaise’m? Zdecydowanie coś tu nie pasowało.
– Może po prostu z nią pogadaj? Wyjaśnij wszystko? – podsunął Ron. Sam wiedział, że musi porozmawiać z Hermioną, przyznać się do pocałunku z Astorią i ponieść wszystkie konsekwencje. Naprawdę żałował, że to się stało. Jednak na razie chciał pomóc Harry’emu.
– Masz rację, muszę z nią porozmawiać! Wyjaśnić.
– Myślę, że przy kolacji będziesz miał dogodną okazję do…
– To nie może czekać! – Harry w pośpiechu ubrał sweter i zaczął poszukiwania różdżki. W końcu wygrzebał ją z pod poduszki. Sam nie wiedział, co jego magiczny patyk tam robił. Nie czekając na to, co ma do powiedzenia Ron, wybiegł z ich sypialni. Jak tornado przeszedł przez pokój wspólny Gryfonów i ruszył schodami w dół, schodząc z wieży.
Stanął na początku korytarza, prowadzącego do lochów, a los się do niego uśmiechnął, bo zza zakrętu wyszła Astoria Greengrass. Chciał zapytać ją o Pansy.
– Cześć, Harry – powiedziała blondynka, uśmiechając się uroczo. Gryfon skinął głową.
– Mogłabyś mi podać hasło do pokoju wspólnego Ślizgonów? Albo  najlepiej zawołać Pansy, muszę z nią porozmawiać. – Astoria zamrugała kilka razy, próbując poukładać informację, którymi zarzucił ją Potter.
– Pansy nie ma – powiedziała w końcu. – Pojechała z Blaisem wybrać pierścionek.
– Czyli to prawda – mruknął do siebie Harry.
– Czy to nie słodkie? Niby przyjaciele, a tu takie poważne uczucie. Wszyscy byliśmy trochę zaskoczeni, ale… – Harry przerwał jej, grobowym tonem:
– Kiedy mogę się jej spodziewać? – Blondynka rozłożyła bezradnie ręce.
– Może złapiesz ich na kolacji, ale Pansy nie mówiła, kiedy wraca. – Harry mruknął coś w podziękowaniu i odszedł.
Astoria westchnęła i odwróciła się na pięcie. Miała iść na randkę z Krukonem, którego imienia za nic nie potrafiła sobie przypomnieć, ale zrezygnowała. I tak zwracałby uwagę tylko na moją ładną buźkę. Zerknęła w dół. I może na ten dekolt… Odwróciła się ostatni raz, spoglądając na tył głowy Pottera. Ty mnie nie chcesz, prawda Harry? Zapytała samą siebie i znów westchnęła cicho. Nie rozumiała co z nią nie tak. Owszem większość chłopaków dało by się zabić za spotkanie sam na sam, ze starszą z sióstr Greengrass, ale ani Draco, ani Harry nigdy nie był „większością chłopaków”. Oboje szukali czegoś innego. Czegoś, czego mi brakuję. Astoria miała ochotę się rozpłakać, ale zamiast tego dumnie wkroczyła do pokoju wspólnego Ślizgonów. Dostrzegła, że na kanapie siedzi Matt, siódmoklasista, z którym bawiła się miesiąc temu. Pomachała do niego, zalotnie mrugając. Ślizgon uśmiechnął się w odpowiedzi i poklepał miejsce na kanapie obok siebie. Co mam do stracenia? Pomyślała panna Greengrass. Chwilę potem zawzięcie całowała Matta, pozwalając mu położyć rękę trochę poniżej swoich pleców.
*

Pansy nie miała pojęcia co się szykuję, kiedy zadowolona wróciła z zakupów. Nie zamierzała na razie nosić pierścionka, bo byłoby to lekką przesadą. Odłożyła go na swoją etażerkę, która stała przy łóżku. Zdjęła wietrzne odzienie i ruszyła do Wielkiej Sali. Nie była specjalnie głodna, bo wraz z Blaisem wpadli na kawę i sernik do jednej z kawiarenek w magicznej części Londynu.
Usiadła przy stole Ślizgonów i nalała sobie pełny kubek herbaty z cytryną, a potem doprawiła napój miodem. Pansy siedziała przy stole, obserwując uczniów w Wielkiej Sali. Nagle obok niej, ciężko usiadła Daphne.
– Hej, Daf. Nie zauważyłam cię.  – Wtedy Parkinson dostrzegła, że jej współlokatorka ma nietęgą minę. Pansy zmarszczyła ciemne brwi i zapytała:
– Stało się coś?
– Astoria znowu to robi.
– Chodzi ci o…
– Tak – ucięła krótko Daphne. Pansy westchnęła i objęła koleżankę ramieniem. Wiedziała, że Astoria to dość specyficzna osoba. Jest tak ładna, dlaczego się nie szanuje? To pytanie naprawdę męczyło szatynkę. Według Parkinson Astoria mogłaby mieć każdego mężczyznę i wcale nie musiała się ze wszystkimi migdalić. Potarła ręką czoło i nalała drugi kubek herbaty, podstawiając go Daf pod nos.
– Pogadam z nią jutro – powiedziała i nawet się uśmiechnęła, chcąc dodać otuchy młodszej koleżance. Wiedziała, że wulgarna wersja Astorii powodowała u Daphne chęć zapadnięcia się pod ziemię. Siedziały ramię w ramię dłuższą chwilę, nic nie mówiły, nie musiały.
W końcu Pansy wstała do stołu, zostawiając Daf w towarzystwie koleżanek z młodszego rocznika – Effy i Sophie. Wiedziała, że jej współlokatorka była w dobrych rękach. Cały ten dzień był dla Parkinson strasznie męczący i wprost marzyła o gorącej kąpieli i wygodnym łóżku. Tyle co opuściła Wielką Salę, usłyszała głos:
– Musimy pogadać, teraz. – Harry zagrodził jej drogę i już nie miała wyboru, westchnęła cicho i ruszyła za nim. Gryfon zacisnął mocniej szczękę i ruszył  stronę wieży astronomicznej, nie dbał o chłód i śnieg. Chciał spokojnego miejsca, z którego zobaczy niebo. Tak jak podczas ich patrolów, które niesamowicie ich zbliżyły, tak jak podczas nocy we Francji, kiedy Ślizgonka wyjawiła mu przypadkiem swój sekret.
– Dokąd idziemy? – zapytała Pansy, niepewnie spoglądając w stronę schodów na wieżę astronomiczną.
– Chyba się domyślasz – rzucił Potter i ruszył przodem. Nie oglądał się za siebie, po prostu miał nadzieję, że dziewczyna za nim idzie. Pansy czuła się nieswojo w miejscu śmierci dyrektora. W dodatku na górze było zimno, choć bezwietrznie. Cieszyła się, że nie zdjęła swetra przed kolacją.
– O czym chciałeś… – Nie pozwolił jej dokończyć:
– Czy to prawda? Twoje zaręczyny, czy to co mówią… – Harry zamilkł, kiedy Ślizgonka skinęła głową.
– To chyba nie mamy o czym rozmawiać. Przepraszam, że zmarnowałem twój czas, pewnie musisz dobrać kolor obrusów do krawata pana młodego, czy coś… – Ślizgonka parsknęła śmiechem.
– Zazdrosny, robisz się wredny i podoba mi się to. – Harry uniósł jedną brew. Nie rozumiał co Pansy chce osiągnąć. Ślizgonka wywróciła oczami.
– Co chciałeś mi powiedzieć? – zapytała, krzyżując ręce na piersiach.
– Już mówiłem, nie mamy o czym…
– Przestań, Harry. Co chciałeś mi powiedzieć? Po prostu to… – Przerwał jej, niepowstrzymanym potokiem słów:
– Nie chcę, żebyś wyszła za Blaise’a. Najpierw tłumaczyłem sobie, że jesteście za młodzi i to też prawda, ale nie o to chodzi! Nie chcę, żebyś za niego wychodziła ani teraz, ani za rok, ani nawet za dwadzieścia lat! Chciałem cię prosić o zerwanie zaręczyn, ale co a mogę? Chciałem…  – Zawał się chwilę, a Ślizgonka natychmiast to wykorzystała.
– Dlaczego? – Harry milczał chwilę, więc szatynka ponowiła pytanie: –  Dlaczego chciałeś, żebym zerwała zaręczyny? – Świdrowała go wzrokiem. Harry dzielnie zniósł to spojrzenie.
– Ponieważ cię kocham – odpowiedział bez zająknięcia. Dziewczynę zatkało, chciała coś powiedzieć, ale zabrakło jej słów. Nie sądziła, że kiedykolwiek to usłyszy. Po słowach Gryfona zaczęło wiać, momentalnie zrobiło się zimniej. Rozpuszczone włosy dziewczyny zaczęły fruwać wokół jej policzków.  Harry w konsternacji czekał na to co odpowie Pansy. Ślizgonka spuściła głowę.
– Jestem już zaręczona, Harry. Jutro wyjeżdżam z Blaisem. – Podniosła głowę, a gdy napotkała spojrzenie Harry’ego, coś zakuło ją od środka. Nigdy nie widziała takiego smutku i goryczy. Niemal żałowała swoich słów. Niemal, bo Ślizgoni nigdy nie żałują. Podjęła decyzję i choć było to nieczyste zagranie miała nadzieję, że Harry przetrwa próbę. Uśmiechnęła się przepraszająco i uciekła z wieży.
Idąc do lochów myślała o tym wszystkich, nie sądziła, że nadal potrafi być tak wredna. Raz Ślizgon, zawsze Ślizgon. Pomyślała i uśmiechnęła się. Wiedziała, że Harry podoła jej wyzwaniu, wiedziała, że zmierzają w dobrą stronę.






I znów rozdział na dziewięć stron zamiast dziesięciu, i znów termin poszedł się kochać i z pewnością brakuję kilku przecinków i wyłapiecie literówki. Może przekona was Hansy i Dramione? Dobra, mnie też by nie przekonało...
Postaram się coś wrzucić jeszcze w tym miesiącu, mam nadzieję, że wakacje spędzacie równie miło jak ja J
Do następnego: Pani M.   




12 komentarzy:

  1. Czyżbym była pierwsza?
    Rozdział cudny i niecierpliwie czekam na next��
    Dużo weny życzę i miłych wakacji :)))
    -Oldenia Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu kawałek jakiegoś przyzwoitego tekstu który można poczytać ! Akcja świetnie się rozkręca, czekam na więcej *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Julia Adamczyk12 lipca 2016 08:56

    Rozdział długością nie powala, ale jest! Tak się cieszę, że w końcu będę miała co cztytać. Dobrze,rozdział świetny pomimo tych błędów o których pisałaś, sądzę,że ten rozdział wprowadza Nas w dalszą część akcji. Mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział. Życzę ci pomysłów na pisanie, chęci i weny oraz oczywiście udanych wakacji =^.^=

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam, nie musi być taki długi. Hansy *·* Co prawda Pansy rzeczywiście trochę wrednie się zachowała… Aż żal mi Harry'ego :( Ale wzbudzanie zazdrości zawsze działało. No i Draco robiący naleśniki! :D
    :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział!
    Draco i Hermiona idą naprzód, zdecydowanie. Wyobrażam sobie tę scenę w domu Granger. Wiesz, Draco robiący naleśniki, które oczywiście mu nie wyszły. Zła Hermiona, a potem jeszcze to, gdy miał wyjść, ale jednak do niej wrócił. Ta scena była taka... aww.
    Blaise i Pansy. Pansy i Blaise. Nie.. dobrze, że oni są "narzeczonymi" na niby.
    Mimo, iż nie lubię Pottera, to Hansy, to jest ship, który lubię. Dlatego, jeśli oni by ze sobą "zerwali" (idk jak to inaczej nazwać), miałabym Ci to za złe. Ale dla mnie dobrze, że Pansy robi mu taki "test" (?). Wtedy, może się przekona, że on serio się w niej zakochał. Parkinson zachowała się jak typowy ślizgon, ale okej... Pottera mi szkoda, tak mi.
    Życzę weny i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty rozdział, po prostu zajebisty!!! Tyle Hansy! Kocham te ich krążenie wokół siebie. A i Draco i Hermiona super wyszło! Ciekawe co dalej z Astorią, Ronem, Daphne, Blaisem, Ginny! Czekam na cd!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo polubiłam twoje opowiadanie i liczę, że jak najszybciej wstawisz kolejny rozdział. Draco i Hermiona są po prostu wspaniali! Pansy i Harry również. Czekam z niecierpliwością na następną część. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały rozdział! <3
    Ahh,jest Hansy! Tyle na nie czekałam ^^
    Kocham ten blog. Najbardziej. Naprawdę. Nie znam takiego bloga, który aż tak by mnie wciągał! Gratulacje!
    Pozostaje mi tylko czekać na następny. Ehh... Dodaj jak najprędzej! Proszę! :((
    Kocham twoją twórczość. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje opowiadanie mnie tak wciągnęło, że nakazuję ci dodać rozdział jak najprędzej!😀 Nie mogę się doczekać kiedy będzie następny.😍 Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że wróciłaś! Naleśniki <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Napisałam kom ale mi się usunął i nie chce mi się pisać tego znowu ale wiec że były tam same dobre rzeczy na twój temat :*

    OdpowiedzUsuń