poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 51


Rozdział 51 – Wszystko się zmienia, ale przeszłość zostaje.

2 miesiące później…

Rudowłosa istotka siedziała na parapecie okna i obserwowała spadające z nieba płatki śniegu. Niezadowolona odwróciła wzrok od szyby.
– Znów pada – oznajmiła. Hermiona podniosła głowę znad książki.
– Tym charakteryzuję się grudzień, Ginny, pada śnieg.
– Jeszcze trochę i nas zasypię – marudziła panna Weasley. Była raczej zwolenniczką słońca, krótkich spodenek i zwiewnych koszulek. Oczywiście zima przywodziła na myśl święta i wszystko co z nimi związane, ale do Wigilii jeszcze dwa tygodnie pełne prac domowych i wyczerpujących lekcji. Ostatni rok to nie sielanka i nawet Hermiona zaczęła się zgadzać z Ronem w kwestii ilości zadania domowego; było tego wszystkiego dużo za dużo.
– Nie sądzę – mruknęła panna Granger z uśmiechem.
– Co? – wyrwała się z zamyślenia Ginny.
– Nie sądzę, żeby nas zasypało – wyjaśniła spokojnie brązowooka dziewczyna.
– Przez ten śnieg to ani wyjść na spacer po błoniach bo zimno, ani posiedzieć nad jeziorem…
– Ciekaw z kim chciałabyś tam siedzieć – wtrąciła Hermiona z uśmiechem, jednocześnie posyłając koleżance znaczące spojrzenie.  Ginny nie odpowiedziała i wymownie odwróciła głowę w stronę okna. Panna Granger wróciła do eseju. Profesor Barkley, choć odpuścił zajęcia dodatkowe, z ilością zadawanego zadania domowego dorównywał McGonagall.
Ginny wstała z parapetu i naciągając rękawy brązowego sweterka na dłonie, podeszła do szafy. Otworzyła ją na oścież i przerzucając kolejne wieszaki, od niechcenia zagadnęła Hermionę:
– Jakie plany na dziś? – Gryfonka zamknęła książkę i odłożyła zapisany pergamin.
– Właściwie jestem umówiona z Ronem.  – Ginny spojrzała na przyjaciółkę.
– Naprawdę?
– Co w tym dziwnego? – Rudowłosa wzruszyła ramionami i z powrotem zajęła się porządkami w szafie.
– Ostatnio się nie dogadujecie…
– To tylko takie sprzeczki, wszystkie pary to przechodzą. – Hermiona starała się zbagatelizować sprawę, choć wiedziała, że wcale tak nie jest. Naprawdę nie dogadywała się z Ronem.
– Tylko inne pary nie kłócą się dwa razy na dzień…
– To nie twoja sprawa, Gin. – Chciała zakończyć temat w jak najbardziej uprzejmy sposób.  Nie miała siły na tą rozmowę.
– Czemu wciąż z nim jesteś?
– Ginny!
– No co?
– Nie zamierzam o tym teraz rozmawiać. – Młodsza Gryfonka uszanowała decyzję przyjaciółki i nie odezwała się już słowem.
 Hermiona szybko przebrała dresowe spodnie na jeansy.  Zdjęła znoszony sweter, prujący się przy lewym rękawku i założyła granatową koszulkę z długim rękawem. Rozpuściła włosy, a te falami opadły jej aż na łopatki.  Zerknęła w lustro przed wyjściem, a potem zniknęła za drzwiami.
Ginny siedziała pochylona nad swoją pracą domową, kiedy drobna sówka o szaroburym upierzeniu zastukała w okno. Panna Weasley szybkim krokiem podeszła do okna i otworzyła je, aby zwierzątko mogło wejść na wewnętrzny parapet, jednak kiedy dziewczyna chwyciła kopertę smukłą dłonią, sówka natychmiast odleciała. Gryfonka zamknęła okno i siadając z powrotem na łóżku, otworzyła kopertę. W środku był króciutki liścik. Jednak po odczytaniu tych kilku słów, na jej ustach zakwitł szeroki uśmiech. Widomość głosiła:
„Widziałem jak Hermiona wychodzi.
Michael w pokoju wspólnym Krukonów.
Będę niedługo.”
–B.
Ginny złożyła kartkę na pół i zrobiła z niej zakładkę do książki od transmutacji. Zrzuciła rozciągniętą koszulkę, a zamiast niej ubrała fioletowy top, idealnie podkreślający jej szczupłą talię. Spryskała się odrobiną perfum i przeciągnęła włosy szczotką. Wyszła z sypialni. W salonie prefektów panował nieład, ale był częścią tego miejsca i nawet Hermiona przywykła do pustych opakowań po czekoladowych żabach, czy zmiętego w kulkę, koca na kanapie.  Ginevra popchnęła drzwi, prowadzące na korytarz, od zewnętrznej strony, wejścia pilnował rycerz z portretu.  Nie czekała długo, zaraz zza zakrętu wyłoniła się postać Ślizgona. Nadal w białej koszuli i krawacie, uśmiechnięty. Podszedł do Gryfonki i przytulił ją do siebie. Ginny wspięła się na palce i pocałowała go w usta. Chłopka z zapałem oddał pocałunek, stali w przejściu jeszcze chwilę, kiedy to nagle Ginny oprzytomniała.
– Nie tutaj – powiedziała, odsuwając się od Ślizgona. Weszli do salonu, a drzwi się za nimi zamknęły.
– Co dziś porabiałaś? – zagadnął dziewczynę. Ginny nalała im po szklance soku z dyni. Usiedli na kanapie.
– Nic ciekawego, zadanie z transmutacji. – Roześmiał się,  jednak, widząc karcące spojrzenie Ginevry, umilkł szybko.
– To brzmi jakbyś nie miała innych przedmiotów. – Pocałował ja w czoło.
– Innych przedmiotów, to potrafię się nauczyć – rzuciła niezadowolona.
– Chyba wiem, co poprawi Ci humor. – Widząc, nachylającego się Ślizgona wywróciła oczami. Pocałował ją, a potem ujął twarz Gryfonki w swoje dłonie.
– Salazarze, nie wiem jak to się stało – szepnął, a Ginny przymknęła oczy, rozkoszując się jego dotykiem.
– Co? – zapytała cicho.
– Zakochałem się w Gryfonce, chyba zwariowałem.
– Ja dla mnie cały ten wasz dom Salazara jest szurnięty. – Roześmiał się i puścił jej twarz. Ginny przysunęła się bliżej i pocałowała Ślizgona.
– Chyba cię kocham, Blaise.
*
  Pansy właśnie wychodziła z biblioteki, ogromna księga zawierająca najdokładniejsze, według pani Prince, opisy roślin wodnych, spoczywała w jej rękach. Nawet nie zdążyła zdjąć mundurka i cały dzień musiała męczyć się z rajstopami. Wracała do lochów, licząc na wolne miejsce przy kominku i coś ciepłego do picia. Miała jeszcze mnóstwo roboty. Sama nie wiedziała, kiedy nauka stała się dla niej tak ważna, wcześniej raczej uczyła się tylko, żeby wyjść na zadowalający, teraz bardziej jej zależało. Po cichu liczyła na posadę magomedyka w Św. Mungu, jednak miała sporo do nadrobienia jeśli chodzi o zielarstwo, i choć zaklęcia szły jej całkiem przyzwoicie, obrona przed czarną magią kulała. Blaise przezywał ją „drugą Hermioną” lub „Krukonką Slytherinu”. Pansy wcale się nie dziwiła, nie pamiętała kiedy ostatnio napiła się z przyjaciółmi i odpoczęła od tego wszystkiego.
  Skręciła w stronę lochów, a znad przeciwka zmierzał w jej stronę  Gryfon z okularami na nosie. Potter. Jak zwykle coś wewnątrz dziewczyny wyrywało się niby do lotu, niemal pod strzelisty sufit. Powitanie cisnęło jej się na usta, ale czekała. Od powrotu z Francji czekała, aż to on zrobi pierwszy krok. Nie rozmawiali przeszło dwa miesiące. Jednak Pansy najbardziej przeżywała obojętność Harry’ego. Jakby się nic nie stało. I już prawie ją minął, a dziewczyna do ostatniej sekundy czekała na to najzwyczajniejsze „cześć”. Czy my się, kurwa, nie znamy?! Złość jak zwykle w takich chwilach brała górę nad rozsądkiem. Chciała za nim krzyknąć, ale duma jej nie pozwalała.  Czuła się z tym okropnie, ale zazwyczaj odsuwała od siebie myśli o Gryfonie. Sama nie wiedziała na co liczy. Usłyszała jego oddalające się kroki i wtedy…  ten głos.
– Pansy? – Odwróciła się szybko. Chłopka stał prawie przy końcu korytarza i najwyraźniej coś go męczyło.  Harry zrobił parę kroków w stronę Ślizgonki i zatrzymał się w bezpiecznej odległości.
– Mogę o coś zapytać? – Kiwnęła głową i spojrzała prosto w zielone oczy Gryfona.
– Co stało się wtedy, w pociągu?
– Hermiona ci wszystko opowie, jeśli zapytasz – odparła sucho. Nie takiego pytania się spodziewała, nie o tym chciała rozmawiać.
– Chciałem usłyszeć twoją wersję.
– Nie jesteś do tego przyzwyczajony, ale nie zawsze dostajemy to czego chcemy. – Zrobił kolejny krok w jej stronę i zacisnął ręce w pięści.
– Czego ty chcesz, Pansy?
– Od czego mam zacząć? – zapytała z goryczą w głosie.
– Od wyjścia do Hogsmeade. Ze mną. W tę sobotę. – Ślizgonka zaniemówiła na chwilę. Harry posłał jej wyczekujące spojrzenie.  W końcu zapytała:
– Dlaczego miałabym się zgodzić?
– Będę czekał w Wielkiej Sali o jedenastej.
Chłopak odwrócił się na pięcie i odszedł. Nie obejrzał się za siebie. Pansy  jeszcze chwilę stała na korytarzu. Była w szoku, dopiero teraz uświadomiła sobie, że jej serce tłucze się w piersi jak oszalałe. Na jej usta wstąpił uśmiech. Unoszące się trzy centymetry nad ziemną, jak w transie, wróciła do lochów.
*
  Hermiona i Ron siedzi w pokoju wspólnym Gryfonów.  Rudowłosy chłopak obejmował dziewczynę. Panna Granger położyła mu głowę na ramieniu. Po raz pierwszy od bardzo dawna znów mogli pomilczeć w swoim towarzystwie, znów była szczęśliwa. Na chwilę przymknęła oczy i wtedy wspomnienia sprzed dwóch miesięcy uderzyły w nią, jak fale rozbijające się o statek podczas sztormu. Natychmiast otworzyła oczy i odsunęła się od Rona. Wyrzuty sumienia. Było jej wstyd, jak mogła stracić wtedy kontrolę? Hermina nie była pewna tego, co się stało. Niczego nie była pewna, jeśli chodziło o Dracona Malfoya.
– Coś nie tak? – zapytał spokojnie Ron. Pokręciła głową i z kulawym uśmiechem, odpowiedziała:
– Muszę wyjść do toalety.
Panna Granger wstała z kanapy i wyszła na korytarz. Musiała ochłonąć. Wzięła kilka głębszych oddechów. Od dwóch miesięcy przez oczami miała tę scenę. I była z tym sama. Nie mogła nikomu powiedzieć, nie chciała. Przeszła długość korytarza, aby trafić do toalety. Przemyła twarz odrobiną lodowatej wody.
– Wszystko w porządku? – Usłyszała pytanie i odwróciła się szybko. Przed Gryfonką stała Daphnie Greengrass.
– Tak – odpowiedziała Hermiona i uśmiechnęła się. – Daf, co robisz w łazience na tym piętrze? – Ślizgonka wzruszyła ramionami. Przy tym geście panna Granger przyjrzała się jej dokładniej. Zauważyła podpuchnięte, zaczerwienione oczy. Rozmazany tusz do rzęs. Gryfonka spojrzała jej w oczy.
– Wróć do niego, oboje cierpicie, gdy jesteście osobno.
– Ja… – zająknęła się młodsza z sióstr Greengrass. – Nie wiem o czym mówisz – dodała zaraz.
– To było najbardziej nieudane kłamstwo, które wyszło z ust Ślizgona, w tym stuleciu – skwitowała Hermiona z cieniem uśmiechu. Daphnie również się uśmiechnęła. Jednak rozbawienie zaraz zniknęło, pojawiły się zły. Ślizgonka potarła, i tak już czerwone, oczy.
– Daf, potrzebujecie się.
– Najwidoczniej on potrzebuje kogoś innego.
– To nie prawda, mamy teraz w weekend wyjście do Hogsmeade, idźcie, porozmawiajcie. Wyjaśnijcie to w końcu. Jestem pewna, że Neville nie myśli o nikim innym.  – Daphnie uśmiechnęła się gorzko.
– Zapomniałaś o Lunie Lovegood.
Po tych słowach opuściła toaletę. Hermiona niemal zaklęła. Nie taki był plan. Czuła, że traci kontrolę. Odwróciła się do umywali i zerknęła w lustro. Bystre, brązowe oczy obserwowały każdy jej ruch.
– Jak mam pomóc innym, kiedy nie potrafię pomóc sobie? – zapytała szeptem. Nie otrzymała, odpowiedzi.

  Ron siedział w pokoju wspólnym, czekając na swoją dziewczynę. Był już trochę zmęczony tym wszystkim. Udawaniem, kłamstwami. Kochał Hermionę, ale czy było to romantyczne uczucie? Kiedyś bez zawahania odpowiedziałby, że tak. Teraz? Chciał czegoś więcej,  kogoś kto go doceni, kogoś kto będzie go potrzebował. Hermiona doskonale radziła sobie sama.  Zawsze wiedziała co robić. Momentami Ron za nią nie nadążał, męczył się w tym związku. Mimo wszystko nie chciał jej ranić.
***
  Hermiona, Ron i Harry siedzieli w Wielkiej Sali. Każdy pochylony nad swoim talerzem, przerwa między lekcjami, kiedyś była dla nich wspaniałą okazją do rozmów, jednak podczas tego roku dużo się zmieniło. Każdego męczyły jego prywatne sprawy i jakoś żadne się nie paliło z ujawnianiem ich. Harry nie wspomniał nikomu o Pansy i ich wspólnym wyjściu do Hogsmeade. Ron siedział cicho, jeśli chodziło o latanie na miotle z Astorią, a Hermiona nie wspomniała o Draconie od dwóch miesięcy. Zresztą nic się nie zmieniło w kwestii lekarstwa dla blondyna, toteż nie było o czym rozmawiać.
Coś jednak łączyło te wszystkie sprawy – Ślizgoni. Wydawać by się mogło, że to oni są bezpośrednią przyczyną problemów trójki przyjaciół.
W drzwiach Wielkiej Sali stanęli Ginny i Blaise. Oczywiście udawali, że się nie widzą i każde skierowało się w stronę swojego stołu. Panna Granger była pewna, że zanim przyszli na lunch, spędzili kilka chwili, sam na sam, w jednym ze schowków. Nie wiedziała, kiedy to wszystko się zaczęło, wyrzucała sobie, że niczego nie zauważyła i pewnie nigdy by się nie dowiedziała, gdyby nie Ginny i jej niewyparzona buzia. Panna Weasley pewnego, listopadowego popołudnia po prostu nie wytrzymała i zwierzyła się przyjaciółce. Hermiona, choć w szoku, cieszyła się szczęściem Ginny. Obiecała na razie nie mówić nic Ronowi i Harry’emu, ale obie zdawały sobie sprawę, że i na tę rozmowę nadejdzie czas.
 Rudowłosa Gryfonka usiadła obok brata.
– Ale jestem głodna! – oznajmiła, wypełniając swój pusty talerz jedzeniem.  – Przerwałam wam? – zapytała po chwili, zauważając dziwną, niezręczną ciszę przy stoliku.
– Nie. – Harry pokręcił głową i nadział ćwiartkę pieczonego ziemniaka na srebrny widelec. Ginny popatrzała zdziwiona po twarzach zebranych, ale w końcu wzruszyła ramionami i zabrała się za jedzenie.
*
  Blaise zadowolony usiadł przy stole wychowanków domu Salazara, obok Pansy i Astorii. Wszystko szło po jego myśli, Ginny była cała jego. Planował zaprosić ja do siebie na święta, żeby jak najszybciej poznać ją ze swoją matką. Jedyne co nie dawało mu spokoju to wciąż pogarszający się stań zdrowia przyjaciela. Odwiedzał Dracona regularnie i choć rzekomo Hermiona znalazła coś, co sprawi, że ataki arystokraty ustąpią, Blaise nie był przekonany, czy doczeka się tej chwili. Ani brązowooka Gryfonka, ani Malfoy nie chcieli o tym rozmawiać. W ogóle zachowywali się dziwnie, jeśli wypowiedziało się na głos imię tego drugiego. Zabini musiał przyznać, że gdyby nie znał Dracona tyle czasu, pewnie niczego by nie zauważył, za to Hermiona wariowała. Nie przejmował się tym zbytnio, koniec końcu miał większe problemy niż jakieś potyczki pomiędzy Malfoyem, a Granger.
– Masz szminkę na szyi, koło ucha. O tutaj. – Astoria wyrwała go z zamyślenia. Dotknęła swojej szyi palcem. Blaise odruchowo powtórzył jej gest i starł palcami resztki szminki. Pansy posłała mu pytające spojrzenie. Nie doczekała się wyjaśnień. Natomiast Astoria nie zamierzała odpuścić.
– Czyje to?  Chyba żadna Ślizgonka nie używa takiego odcienia. Może młodszy rocznik…
– Nie kłopocz się As, to nikt od nas. – Blondwłosa dziewczyna, zmrużyła oczy i powoli kiwnęła głową. Wróciła do posiłku, wiedząc, że niczego więcej się nie dowie.
Dziś wieczorem miała spotkać się z Ronem. W życie chciała wcielić drugą część swojego planu. Była pewna, że nie dalej niż po feriach, słynny Harry Potter zostanie jej chłopakiem. Uśmiechnęła się na tę myśl. Wszystko niby szło dobrze, ale jednak Astoria zauważyła znaczne zmiany w zachowaniu siostry, w jej wyglądzie.  Zaczęła się niepokoić, wcześniej myślała, że to zwykłe złamane serce, ale żeby zbierać się ponad dwa miesiące? Daphnie Greengrass przestała dbać o swój wygląd, wcześniej również nie potrzebowała wizyt u kosmetyczki, ale kiedy dziś rano, nawet nie poczesała włosów, Astoria postanowiła z nią porozmawiać. Jeszcze dziś.
*
  Daphnie skończyła swoje lekcje i jak burza wypadła z cieplarni. Wiedziała, że dziś kończy zielarstwem, więc gdy tylko lekcja dobiegła końca pognała do lochów, zaszyć się w dormitorium.  Zielarstwo było najgorsze! Musiała spędzić godzinę w jego towarzystwie, musiała patrzeć, jak ze skupieniem, wykonuje zadane ćwiczenia. Jak jego ręka podnosi się niepewnie ku górze, przy każdym zadanym pytaniu pani Sprout. Nienawidziła tego wszystkiego! Ale dziś było najgorsze.
  Daf niezbyt wiele rozumiała z tego co tłumaczyła profesor Sprout.  Zresztą  nie słuchała zbyt dokładnie, Pansy natomiast, z którą dzieliła stanowisko, robiła krótkie notatki. W końcu przyszło mi wykonać podstawowe zabiegi pielęgnacyjne związane z Rożeczkom Wodną. Pansy zajęła się swoją rośliną znakomicie, natomiast Daphnie wysuszyła na wiór pierwszy egzemplarz.
– Panno Greengrass! Mówiła nie odcinać dopływu wody! Minus pięć punktów dla Slytherinu! – powiedziała, zawiedziona i zła profesorka.  Daf nie przejęła się zbytnio. Dostała kolejną doniczkę i zrobiła dokładnie to samo. Roślina uschła w mgnieniu oka. Zostały odjęte kolejne punkty. Pansy próbowała jej coś tłumaczyć, ale Daphnie zbyła ją smętnymi pomrukami. Kiedy w końcu zdenerwowana pani Sprout postawiła przed Ślizgonką trzecią doniczkę i zauważyła jak dziewczyna zabiera się do pracy, chwytając się za głowę, zawołała:
– Panie Longbottom! Proszę podejść do stanowiska numer pięć i wyjaśnić koleżance jak powinno się wykonać to ćwiczenie! – Młodsza z sióstr Greengrass zamarła z sekatorem w ręce. Jej serce się zatrzymało, żeby zaraz zacząć się, tłuc jak oszalałe. Ręce zaczęły jej się mimowolnie trząś.
– Panno Parkinson, proszę zamienić się miejscem z Nevillem. – Ciemnowłosa Ślizgonka zabrała swoją torbę i dość niechętnie zajęła miejsce obok Parvati.  Gryfon stanął obok Daphnie. Ślizgonka spuściła głowę i wbiła wzrok w  podłogę.
– Daf? Wszystko w porządku? – Usłyszała jego cichy, zaniepokojony głos. Ogarnęła ją wściekłość. Jak mógł po tym wszystkim, to po prostu pytać czy wszystko w porządku?! Podniosła głowę i patrząc hardo przed siebie, warknęła:
– Odwal się, Longbottom.
– Rozumiem, że…  – Przerwała mu z kpiną w głosie:
– Gówno, rozumiesz. Nie potrzebuje twojej pomocy – dodała zaraz. Neville wziął głęboki wdech.
– Okej, możesz być zła, ale nie rób tutaj przedstawienia. Mam tylko pomóc ci z zielarstwa.
– O proszę jaki wygadany – zakpiła, choć serce właśnie rozpadało jej się na milion kawałków.
– Daf… – zaczął spokojnie.
– Nie masz prawa tak mnie nazywać – wysyczała przez zaciśnięte zęby. Łzy cisnęły jej się do oczu. Miała ochotę usiąść i płakać. Każdego, cholernego dnia.
– Musisz tylko, podcinać jej rozgałęzienia, jednocześnie podlewając miejsce dotknięte sekatorem, żeby roślina mogła się zregenerować. – Zupełnie zmienił temat. Daphnie nie wytrzymałaby dłużej. Błyskawicznie wykonała ćwiczenia i wyszła z cieplarni, nie czekając na pozwolenie nauczyciela. Pierwsze łzy spłynęły po jej policzkach na pierwszym zakręcie.
*
Ron usiadł na wilgotnej murawie zdegustowany. Chwycił się rękami za głowę. W tle słyszał tylko śmiech Astorii. Lubił ten dźwięk. Przed ćwiczeniami oczyścili spory kawałek boiska ze śniegu, bo jednak większa część ich „treningu” odbywała się na ziemi.
– No weź! Nie było tak źle! – Odwrócił się i parskając śmiechem, powiedział:
– Nie tak źle? To było straszne. – Zaśmiał się, widząc jej minę. Astoria opadła na ziemię obok Gryfona. Już nie przejmowała się  mokrymi spodniami, czy faktem, iż była rozczochrana. Śmiał się z niej jeszcze chwilę, ale kiedy jej drobna dłoń trzepnęła Gryfona w ramię, oprzytomniał.  Dziewczyna chwyciła miotłę leżącą obok i powiedziała:
– Jak jesteś taki mądry to sam to zrób. – Ron podniósł się z ziemi i chwycił drewnianą rączkę latającego przedmiotu.  Zaraz wzbił się w powietrze i przylegając ciałem do korpusu miotły, podleciał kilkanaście metrów w górę. Ciche „wow” zastygło Astorii na ustach. Ona chyba po raz piętnasty już dzisiaj zleciała z miotły, próbując to zrobić. Zaraz Gryfon nawrócił i wylądował przed blondwłosą dziewczyną.
– No i co? – zapytał, patrząc na nią z góry.
– Jak dla mnie dwa na dziesięć. – Roześmiała się, widząc jego oburzenie.
– Chyba mam dość na dzisiaj – powiedziała po chwili.
– I tak jest już  ciemno – zauważył przytomnie, Ron.
– Może… – zaczęła Ślizgonka, nie myśląc co mówi.
– Co? – zapytał Ron, zbierając sprzęt. Astoria machnęła ręką.
Wrócili do zamku, uprzednio odnosząc miotły do magazynku.  Pożegnali się krótko i każde ruszyło w swoją stronę. Tylko Astoria nie mogła uwierzyć, że właśnie, prawie zaprosiła Gryfona na kubek gorącej czekolady.
*
  Hermiona razem z Harrym i Ginny siedzieli w pokoju wspólnym Gryffindoru. Ron zniknął gdzieś, mówiąc o ważnych sprawach, niecierpiących zwłoki. Nikt go nie wypytywał, bo przecież nie musiał się im spowiadać. Hermiona pomagała Ginny z transmutacją, a Harry leniwie przekartkowywał podręcznik do eliksirów. Całą tę monotonię przerwał Neville. Wpadł przez dziurę pod portretem do pomieszczenia. Policzki miał zaczerwienione, jakby siedział na dworze. Dyszał ciężko po biegu. Nadal miał na sobie kurtkę i nauszniki. Wszyscy obecni obserwowali go, czekając na jakieś wyjaśnienia. Neville złapał oddech i głośno powiedział, patrząc prosto na Hermionę:
– Odpisała, w końcu odpisała. – Oczy Gryfonki rozszerzyły się do wielkości spodków, ale już po chwili zebrani mogli zaobserwować uśmiech na ustach panny Granger. Podbiegła do Neville’a i przytuliła go.
– Nareszcie – powiedziała, odsuwając się od chłopaka.  Ciemnowłosy Gryfon zdjął nauszniki, a drugą ręką wygrzebał z kieszeni kurtki pomięty list. Podał go Hermionie. Większość uczniów naciągało swoje szyję, aby cokolwiek zobaczyć, jednak panna Granger szybko złożyła kartkę. Neville zdjął wietrzne odzienie.
– Odłożę tylko kurtkę i do was zejdę. – Zwrócił się do Hermiony i Harry’ego, który niezauważalnie podszedł do przyjaciółki.
– Jasne – odparła Hermiona i odprowadziła Neville’a wzrokiem. Kiedy Longbottom zniknął jej z pola widzenia, odwróciła się do Harry’ego.
– W końcu jakiś postęp – stwierdził okularnik z kwaśną miną.
– Co jest? – zapytała Hermiona, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Zielonooki wzruszył ramionami.
– Harry – zaczęła, kładąc mu rękę na ramieniu. – Rozmawialiśmy o tym, tysiąc razy.
– Wiem – westchnął i zmusił się do uśmiechu.
– Jedynie ze mną, nikt nie raczył  porozmawiać… - wtrąciła Ginny, przyglądając się tej scenie. Zawsze, gdzieś głęboko w środku miała żal do brata i jego przyjaciół.  Gdy tylko sprawa zaczynała robić się poważna, nikt nie chciał jej niczego powiedzieć. Tym razem zabolało jeszcze bardziej, bo nawet Neville został wtajemniczony.
– Ginny to… – zaczęła Hermiona, ale właśnie wtedy Longbottom zszedł schodami do pokoju wspólnego.
– Możemy iść – powiedział wesoło. Ginny westchnęła.
– No to idźcie. – Hermiona posłała jej przepraszające spojrzenie.
– Później ci wyjaśnię – powiedziała jeszcze, a potem z Harrym i Nevillem opuścili wieże Gryffindoru.
Udali się do biblioteki. Panna Granger doszła do wniosku, że tam, nikt nie będzie im przeszkadzał. Zajęli stolik najdalej od wejścia i innych uczniów. Hermiona rozłożyła list na stole i cicho zaczęła czytać.

Cześć Neville.

Dawno się nie odzywałam, wiem. Tu gdzie teraz jestem, jest mi dobrze. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Twój poprzedni list był dziwny, jakbyś nie pisał go sam…  Ale przecież byś mnie nie okłamał, prawda?  Czasem brakuje mi towarzystwa, odkąd tatuś umarł. Znów mi smutno, przez ciebie. Dlaczego Harry, Ron i Hermiona chcą się ze mną spotkać? Jak ostatnio odwiedzili tatę, nie skończyło się to dobrze. Ale chętnie bym cię znów zobaczyła, wiesz? Odwiedzisz mnie, Neville? Wspominałeś o wyjściu do Hogsmeade w tę sobotę. Będę czekać obok naszego drzewa, dobrze? Tylko przyjdź. Co to za ważna sprawa, o której mi pisałeś? A z resztą… Opowiesz mi wszystko w sobotę.

Luna
PS. Uważaj na Nargle, pełno ich wokół nas.

Po odczytaniu listu nastała cisza. Hermiona nie wiedziała co myśleć. Była rozżalona, czekali na tę odpowiedź prawię miesiąc, a Krukonka pisze, że nie ma zamiaru się z nimi spotkać.
– I co teraz? – zapytał w końcu Harry. Pani Prefekt przemyślała całą sprawę, aż w końcu się odezwała:
– Zrobimy tak, jak Luna chcę. Musimy grać na jej zasadach. Pójdziesz się z nią spotkać i spróbujesz ja przekonać do spotkania ze mną. – Zwróciła się do Neville’a, a ten kiwnął głową.
– A jakie jest nasze zadanie? – zapytał okularnik.
– Czekamy na rezultaty.
– Właściwie, czego chcecie od Luny? – zapytał Neville. Męczyła go ta sprawa. Hermiona smutno pokręciła głową.
– Wiesz, że nie możemy ci powiedzieć. – Szatyn kiwnął głową zrezygnowany.
– Postaram się ją przekonać.
– Dziękuję –powiedziała z wdzięcznością panna Granger i z powrotem złożyła list na pół. Przesunęła go po stole w stronę Neville’a. Chłopak włożył kartkę do kieszeni.
– Czyli nie mamy żadnych planów na sobotę? – upewnił się Harry, mając z tyłu głowy spotkanie z Parkinson.  Hermiona pokręciła głową.
– Neville spotka się z Luną, a ja… - zawahała się moment.
– Tak? – ponaglił Harry. Hermiona westchnęła i założyła kosmyk włosów za ucho.
– Chyba pora wrócić do Malfoy Manor.







Cześć wam, przepraszam, że musicie tyle czekać. To nie tak, że mi nie zależy, bo ten blog jest dla mnie bardzo ważny, tylko nie mam na razie czasu na pisanie. Niestety rozdziały będą się pojawiać w takich dziwnych odstępach czasowych, wiem, za długich odstępach ;( Mam nadzieję, że to przetrzymamy! Rozdział nie jest długi, ale obiecuję, ze postaram się bardziej przy następnym. Nadal zależy mi na waszej opinii, więc zachęcam do komentowania!

~Pani M. 

24 komentarze:

  1. No wiesz? W takim momencie? Jak możesz?
    Rozdział jest wspaniały, ja wszystkie!
    Zapraszam do mnie!
    rozdzielonetrio.blogspot.com
    Maquarella

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci szczerze, że niezbyt podoba mi się ten rozdział. Jedną z tych przyczyn jest z pewnością zbyt duży odstęp czasowy. Sam początek "dwa miesiące później" nie spodobał mi się. Z mojej strony wygląda to tak, jakby nie chciało Ci się już pisać. Gdzieś napisałaś, że planowałaś opisać każdy dzień w Hogwarcie. Byłam szczerze zachwycona! A teraz? Nie wiem. Twój styl nadal jest świetny, wszystko super, tylko problemem jest dla mnie przyspieszenie tych zdarzeń.
    Troszkę chaotycznie, przepraszam :P
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście cieszy mnie każda opinia! Każda jest ważna, sama miałam problem z tym odstępem czasowym, nie chciałam go :( Jednak wielu czytelników się skarży, że zaczyna być nudno, że nic się nie dzieje, że trzeba to przyspieszyć. Tak postanowiłam zrobić, obiecuję, że będzie ciekawiej, a kolejne dni będą opisane jeden po drugim. ;)
      ~Pani M.
      Mam nadzieję, że ten rozdział cię nie zniechęcił :)

      Usuń
  3. Pierwsza!
    Widzę, że nowy szablon. Świąteczny :)
    Niestety nie mam weny na długi komentarz, ale podobało mi się. Może dużo się nie dzialo, ale jeśli chodzi o styl to wielki plus!
    Powracasz to sióstr Greengrass, a ja kibicuję Daf i Nevillowi :) Lubiłam ich.
    A Miona wraca do Dracona. Czekam na rozwój wypadków.

    Moja wena także ucierpiała, poza tym mam mało czasu, więc rozdział piszę miesiąc. Jeśli nie dłużej.

    Pozdrawiam :*
    http://zyj-szczesliwie-nowe-pokolenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział fajny. podkręć te romanse, bo się na razie dzieją jakby chcieli a nie umieli. dodaj jakąś wskazówkę do tego co się dzieje ze Smokiem, ten wątek jak na razie to jedna wielka enigma

    OdpowiedzUsuń
  5. Charakteryzuje
    Zasypie *
    Wychwyciłam trochę więcej tych błędów, ale już je pogubiłam ;_;
    Ogólnie bardzo fajnie, podobał mi się wątek z Blaisem i z Ginny :>>
    Oby tak dalej ;)
    Nie przejmuj się, wiemy, że masz trochę roboty i że masz własne życie XD
    Pisz tak, żeby to nie było wymuszone :D
    Pozdrawiam, Pooch ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. O nowy rozdział! Jestem happy! Rozdział ogólnie interesujący, ale czekam na Dramione. Ta końcówka mnie zaciekawiła. Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział. Ale dlaczego przerwałaś w takim momencie? Będę czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę dużo weny ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny jak zawsze ;* pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. ROZDZIAŁ JEST BOSKI! Uwielbiam wszystkie przedstawione tu pary Slytherin/Gryffindor! Sa po prostu świetne! Astoria i Ron, ich spotkanie było genialne. :D Więcej takich! Ciekawe co dalej z Luną! Nie mogę się doczekać spotkania Pansy i Harry'ego w Hogsmeade, pewnie wreszcie mu powie o swojej przyjaciółce! A i co będzie dalej z Daphne i Nevillem, Zabinim i Ginny, Malfoy'em i Hermioną! Nie mogę się doczekać nowego rozdziału, WENY!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybaczam... te odstępy czasowe oczywiście ;) Liczę na miniaturkę w najbliższym czasie, może coś z okazji świąt...

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy Herm wreszcie zerwie z Ronem czekam na to od 50 rozdziałów hahah a tak w ogóle to genialne już nie mogę się kolejnego doczekać
    Zapraszam do mnie ♥
    http://dramione-pojednejstronie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Megaaa poleciłam blog kolezancee i mowi ze jest cudowny duzo opisu wszystkiego czekam na nasteont

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się, że w końcu dodałaś rozdział, jak zawsze był wciągający :)
    Jednak z mojej perspektywy czytało się go mniej przejrzyście niż potrzebne, widać, że był tworzony z dłuższymi przerwami przez niemały okres czasu
    Mimo tego drobnego potknięcia, życzę dalszej weny i czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Super <3 Nie mogę sie doczekać następnego! Czekam z niecierpliwością :***

    OdpowiedzUsuń
  15. Super <3 Nie mogę sie doczekać następnego! Czekam z niecierpliwością :***

    OdpowiedzUsuń
  16. Wczoraj o północy przeczytałam ten rozdział i naprawdę żałuję że nie ma tego więcej, całego bloga połknęłam w cztery dni i nie żałuję, to chyba najlepszy blog Dramione jaki czytałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło mi to słyszeć! Cieszę się, że moje opowiadanie ci się podoba :)
      ~Pani M.

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Twój blog pochłonął mnie w parę godzin , poprawił humor i narobił nadziei . Teraz czekan na kolejny rozdział i bardzo się niecierpliwie . To okropna wada ale , cóż . Mam nadzieję że , mnie zaskoczysz .
    Czekam Clare...

    OdpowiedzUsuń
  20. 51 rozdziałów... Skąd Ty bierzesz na to wenę??? :P
    Ale teraz o rozdziale... No super jak zawsze, czekam na 52 :D
    Pozdrawiam,
    ~S

    OdpowiedzUsuń
  21. Waszego bloga zaczęłam czytać dwa dni temu i muszę przyznać że jestem pod pozytywnym wrażeniem :) Ta nieprzystępność bohaterów , genialne zwroty akcji :3 Uwiodłyście mnie tym blogiem <3 Muszę przyznać że zdarzają się drobne błędy ale nadrabiacie je zapałem i pomysłowością . ( A wierzcie mi co do błędów to jestem okropnie czepliwa :]) Poza tym ,,DRAMIONE <3 ". Tego nie da się nie pokochać ! I jeszcze Blaise i Ginny <3 Mamciu no kocham <3 Ale dostrzegłam jedną wadę :P Ja jestem okropnie niecierpliwa tak więc poproszę kolejny rozdział jak najszybciej !!! Życzę weny !!!
    ~America

    OdpowiedzUsuń
  22. zajrzałam tu przedwczoraj i od tego momentu pochłonęłam wszystko to jest jeden z nielicznych blogów który mi się podoba i jednocześnie płaczę ze śmiechu przy komicznych sytuacjach :)
    Życzę weny i motywacji do pisania a między czasie zapraszam na fifty-shades-of-draco.blogspot.com
    Pozdrawiam,Magical Angel.

    OdpowiedzUsuń