środa, 14 października 2015

Rozdział 50

Rozdział 50 – Lekarstwo.

Pansy otworzyła oczy. Nie mogła spać już od godziny, ale co chwilę kładła się z powrotem licząc, że zdrzemnie się chociaż na chwilę. Dochodziła szósta i było zdecydowanie za wcześnie na wychodzenie z łóżka. Słyszała ciche, miarowe oddechy sióstr Greengrass. Zazdrościła im, mogły spać spokojnie, podczas, gdy Pansy nie potrafiła zasnąć. Kiedy spała miała koszmary i w dodatku budziła się o nieprzyzwoicie wczesnych porach. Długo tak nie pociągnę. Pomyślała. Na lekcjach była rozkojarzona i nieuważna. Poniedziałek. Westchnęła i zakryła twarz poduszką. Nienawidziła poniedziałków, jak chyba większość Hogwardzkej młodzieży. Poleżała jeszcze chwilę, a kiedy budzik Astorii zadzwonił punktualnie o szóstej Pansy również wstała. Młodsza z sióstr Greengrass jak zwykle nakryła głowę kołdrą i próbowała spać dalej. Lekcje zaczynały się dopiero o dziewiątej i zazwyczaj Pansy i Daphnie spały co najmniej do siódmej. Ale nie dziś. Astoria szybko wyszła z pokoju i zajęła łazienkę w korytarzu. Panna Parkinson otworzyła kufer, swoją drogą niewypakowany, nie miała wczoraj do tego głowy. Skrzywiła się widząc, że jej biała bluzka jest wygnieciona. Rzuciła ją na łóżko. Zaraz wygrzebała  spódnice do kompletu. Podniosła różdżkę ze stoliczka nocnego i kilkoma sprawnymi zaklęciami wyczyściła i wyprostowała koszulę oraz spódnice. Przywołała również do siebie krawat w zielono-srebrne pasy. Obejrzała się za siebie, aby upewnić się, że Daphnie jeszcze śpi, a potem zdjęła spodenki od piżamy i koszulkę w której spała, po czym założyła bieliznę. Narzuciła na ramiona białą koszulę i zaczęła zapinać drobne guziki.
– Cześć. – Usłyszała za sobą głos zaspanej Daphnie. Odwróciła się do koleżanki również się przywitała. Młodsza Ślizgonka jeszcze chwilę leżała w ciepłej pościeli, aż w końcu zdecydowała się wstać.
– As w toalecie?  – zapytała, ścieląc łóżko.
– Mhm – mruknęła Pansy, ze skupieniem zawiązując krawat. Spojrzała na swoje bose stopy i zorientowała się, że nie założyła rajstop. Westchnęła, kucając przy kufrze.  W końcu wyjęła z niego parę grubych, szarych rajstop i zaczęła wciągać je na zgrabne nogi. Na sam koniec ubrała buty i już była gotowa. No prawie. Zerknęła w  lustra i jęknęła widząc swoją fryzurę. Włosy sterczały jej na wszystkie strony. Potarła zmęczoną twarz.
– Nie mam siły.
– Okej, co powiedzieć McGonagall? Ból brzucha, wymioty, gorączka? A może zaszalejemy z krwotokiem? – od razu zaproponowała Daphnie. Było kilka sztuczek, dzięki którym Ślizgoni czasem nie pojawiali się na lekcjach.
– Daj spokój, Daf. Dziś muszę iść. – Brązowowłosa dziewczyna wzruszyła ramionami i zaczęła rozczesywać włosy. Po upływie kolejnych dziesięciu minut do sypialni wróciła Astoria i Pansy mogła zająć toaletę. Umyła zęby, rozczesała włosy i pociągnęła usta odrobiną błyszczyka. Poszła na śniadanie bez torby na książki, co oznaczało tylko tyle, że będzie musiała się wrócić. Miała dziwne przeczucie, że to będzie niezapomniany posiłek.
*
Blaise stał przy drzwiach Wielkiej Sali i uśmiechał się do siebie. Uczniowie mijali go ze zdzwionymi minami, ale Ślizgon nic sobie z tego nie robił. Zagadnął go nawet jeden z nauczycieli.
– Dzień dobry, Blaise. – Głos Slughorna niósł się jeszcze chwilę po korytarzu. Ciemnowłosy chłopak wyrwał się z rozmyślań na temat planu.
– Dzień dobry, profesorze.
–  Nie wchodzisz do Sali, chłopcze?
– Czekam na kogoś – odparł Zabini, nie do końca mijając się z prawdą.
– Dobrze więc, liczę, że zobaczymy się dziś na eliksirach.
– Tak, panie profesorze. – Siwiejący mężczyzna oddalił się, zostawiając Blaise’a samemu sobie. Ślizgon uśmiechnął się pod nosem i kurczowo chwycił pasek torby z książkami. Poprawił krawat i trochę przylizał włosy.
– Przedstawienie czas zacząć – mruknął do siebie, wchodząc do Wielkiej Sali.
Dostrzegł ją od razu, razem z Hermioną siedziały przy stole Gryffindoru. Rudowłosa dziewczyna mieszała swoją owsiankę ze znudzoną miną. Zabini zrobił parę kroków stronę stołu wychowanków Salazara Slytherina, a potem przystanął w pół kroku, jakby sobie o czymś przypomniał. Wszystko to było doskonale zaplanowane. Odkąd wszedł do jadalni zwróciło się ku niemu kilka zainteresowanych spojrzeń, teraz było ich tylko więcej. Blaise odpiął zamek brązowej torby i wyciągnął z niej ciemnoszary sweter. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie złoty lew na karmazynowym tle przymocowany do okrycia. W dodatku sweter był zdecydowanie za mały na Zabiniego. Widząc, że coraz więcej uczniów zaczyna mu się przyglądać, zaczął swoje przedstawienie.
– Ej, Ginny! – krzyknął, a zainteresowana Gryfonka zaraz podniosła głowę z nad miski z owsianką. Hermiona opowiadająca o czymś przyjaciółce przerwała w pół zdania. Ron spojrzał gniewnie w stronę ciemnowłosego Ślizgona. Harry natomiast czekał na rozwój wydarzeń. Blaise pomachał swetrem. Ginny wstała gwałtownie od stołu, czym zwróciła na siebie większość ciekawskich spojrzeń. Prosiła Merlina, żeby ten dupek czegoś nie odwalił na oczach jej przyjaciół. Zabini z niewinnym uśmiechem podszedł do stołu Gryfonów. Wyszła mu naprzeciw.
– Zapomniałaś wczoraj. – Specjalnie powiedział to głośno, żeby wszyscy mogli usłyszeć. Dziewczyna rzuciła mu gniewne spojrzenie, a potem wyciągnęła rękę po swój sweter.
– Oddawaj – syknęła, kiedy chłopak cofnął rękę.
– Ginny, to twoje? – Usłyszała za plecami głos brata. Odwróciła się zażenowana. Ron również wstał od stołu.  Obserwował ze zdziwieniem tę rozmowę. Harry zaciskał szczękę, gotów powstrzymać przyjaciela od wszelkich wyskoków. Hermiona spokojnie obserwowała przyjaciółkę.
– Dziś też wpadniesz do mnie do lochów? – zapytał Zabini, świetnie się bawiąc. Nie zwracał uwagi na Rona, który miał rządze mordu wypisaną na twarzy.
– Nie – burknęła panna Weasley, znów sięgając po swój sweter.
– Wolisz spotkać się u ciebie? Okej, jeśli Hermiona nie będzie miała nic przeciwko…  – Ginny myślała, że rzuci się na Ślizgona, podobnie Ron. Spojrzał na swoją dziewczynę, myśląc, że panna Granger mu to wszystko wyjaśni. Jednak tak się na stało. Hermiona za to przewidziała plan Zabiniego, nie pozwoli upokorzyć swoich przyjaciół. Wstała od stołu i ze stoickim spokojem oznajmiła:
– Nie będę miała nic przeciwko, Blaise, jednak może pohamuj swój entuzjazm, bo sweter znaleziony w bibliotece nic jeszcze nie znaczy. –Na moment zbiła go z tropu. Ron zmarszczył brwi próbując zrozumieć o czym mówi brązowooka Gryfonka. Harry stojący tuż za przyjacielem odsunął się odrobinę. Wierzył, że Hermionie uda się uratować sytuację. W tym momencie chwilowego zamroczenia, Ginny złapała swój sweter i wyrwała go z rąk Ślizgona.
– Dziękuję, że go znalazłeś, szukam już drugi tydzień – odparła Ginny słodko. Blaise oprzytomniał.
– Przez ten cały czas był w lochach, wisiał u mnie w szafie. Musiałaś zostawić… - Przerwała mu, na powrót zaczął ją denerwować:
– Musiałeś spakować go przez przypadek, kiedy wyprowadzałeś się z czwartego piętra. – Zabini wiedział, że tę bitwę przegrał, ale wojna nadal trwała. Zmrużył gniewnie oczy.
– To jeszcze nie koniec, Weasley – syknął i odwracając się na pięcie odszedł w stronę stołu Salazara. Harry i Ron wrócili na miejsca. Jedynie Hermiona doskonale zdawała sobie sprawę, że sweter Ginny jeszcze wczoraj rano wisiał w szafie. Coś było zdecydowanie nie tak, jednak wolała nie poruszać tej kwestii przy Ronie i Harrym. Wszyscy wrócili do śniadania.
*
Blaise pokonany usiadł, a właściwie opadł ciężko na wolne miejsce obok Pansy. Ciemnowłosa Ślizgonka powstrzymywała śmiech.
– Brawo, Blaise. To było twoje najgorsze przedstawienie od czasu fioletowej szaty na eliksirach.
– Ty to lepiej nic nie mów – rzucił nalewając sobie kawy.
– Co chciałeś osiągnąć? – zapytała ze śmiechem Pansy. Nie odpowiedział, a dziewczyna zajęła się swoją kanapką.  W końcu Zabini nie wytrzymał:
– Dlaczego ona jest taka oschła przy innych? Wczoraj nie miała oporów przed… – Pansy uciszyła go gestem dłoni, widząc, że coraz więcej ciekawskich uczniów się im przysłuchuje.
– Dobrze wiesz „dlaczego” – powiedziała, a potem upiła trochę kawy ze swojego kubka.
– No właśnie, jak Merlina kocham, nie! Przecież co za różnica, czy… – znów przerwała przyjacielowi:
– A co ma ci się rzucać na szyję, kiedy jej brat i były chłopak dyszą jej w kark? Hermiona pewnie też tego nie pochwala.
– Taaa... Niech ona się lepiej zajmie Malfoyem… – mruknął Blaise. Pansy uśmiechnęła się pod nosem.
– Aż tak ci zależy?
– Moja matka przysłała list z ponagleniem, dostałem okropnego z zielarstwa i jeszcze Weasley mnie olewa, mam tego wszystkiego dość! – Zabini odsunął od siebie talerz z nadgryzionym tostem i łapiąc torbę, wyszedł z Wielkiej Sali.

*


  Po śniadaniu Ślizgonka ruszyła w stronę lochów po torbę z książkami. Pansy właśnie miała zejść po schodach, kiedy usłyszała głos Daphnie. Nie mogła go pomylić z żadnym innym.  Podeszła cicho do drzwi zza których dobiegał głos.
– Zostaw mnie w spokoju, idź do tej swojej laluni.
– Daf, o czym ty znowu mówisz?
– Oczywiście udawaj głupka, brawo! To, że wtedy usiadłam obok ciebie było największym błędem mojego życia! Zostaw mnie! – Pansy raptownie odsunęła się od drzwi, a Daphnie wybiegła na zewnątrz, nawet jej nie zauważając. Pobiegła prosto do swojej sypialni. A Pansy zżerała ciekawość na temat jegomościa z którym Daf rozmawiała. Zerknęła przez uchylone drwi do pustej klasy. Mężczyzna stał tłem, ale zdecydowanie nie był Ślizgonem. Czerwona obwódka wokół swetra mówiła sama za siebie. Odsunęła się od drzwi i próbowała zrozumieć co właśnie zaszło. Jednak wszystko na co wpadła sprowadzało się do jednego: coś łączyło Daphnie z tym Gryfonem. Odeszła spod klasy i najkrótszą drogą udała się do pokoju wspólnego Ślizgonów. Chciała porozmawiać z Daf, a z drugiej strony nie chciała przyznać, że podsłuchiwała.
Pansy otworzyła powoli drzwi licząc, że zastanie koleżankę w środku, jednak nic takiego się nie stało. Dormitorium było puste, niezaścielone łóżko Astorii pozostało niezaścielone, otwarty kufer Pansy nadal stał na podłodze przy jej łóżku. Nic nie świadczyło o jakiejkolwiek obecności młodszej koleżanki.
– Daphnie? – Brak reakcji. Pansy zamknęła za sobą drzwi, zabrała się za szukanie książek i wpychanie ich do plecaka. Kiedy wszystko było gotowe opuściła sypialnie i szybkim krokiem ruszyła na lekcje. Nie chciała się spóźnić w pieszy dzień od powrotu.
  Pod klasą transmutacji czekał Zabini i coś skrupulatnie notował w swoim podręczniku.
– To znów ta książka? – zapytała Pansy, nieufnie spoglądając na podręcznik.
– Nie – mruknął Ślizgon, nie odrywając wzroku od kartki. W końcu postawił ostatnią kropkę i zatrzasnął książkę. Spojrzał na Pansy z dziwnym błyskiem w oku. Dziewczyna jęknęła.
– Nie, co znowu odwaliłeś?
– Spokojnie, Pansy. Wiem co robię – powiedział Zabini ze śmiechem, jednak szybko spoważniał i oddalił się kawałek. Pansy śledziła każdy jego ruch. Blaise cicho podszedł do grypki Gryfonów, a potem wsunął książkę od otwartej torby Ginny Weasley. Rudowłosa dziewczyna nawet się nie zorientowała, a Blaise odszedł jakby nigdy nic. Panna Parkinson posłała mu pytające spojrzenie.  Jednak Zabini nie zdążył wypowiedzieć ani słowa, McGonagall pojawiła się na korytarzu, sprężystym krokiem podeszła od drzwi i otworzyła je, wpuszczając uczniów do środka.
– Potem ci wyjaśnię – szepnął Blaise, kiedy przechodził obok ławki Pansy. Ślizgonce pozostało jedynie czekać.
*
  Hermiona sprawę swetra Ginny dopisała do długiej listy niewiadomych i rzeczy do sprawdzenia. Sprawa Neville’a i Daphnie, napady Malfoya, problemy Ginny, problemy z Ronem. Panna Grenger czasem myślała, że powinna się sklonować i każdej Hermionie dać osobną listę rzeczy do zrobienia. Nauka. Nie zapominaj o nauce, Herm. W tym momencie uświadomiła sobie, że stoi pośrodku pustego korytarza. Poniedziałek. To jedno słowo przebiegło przez jej głowę, a potem dziewczyna popędziła korytarzem w stronę cieplarni.
Spóźniona wślizgnęła się do pomieszczenia i zajęła swoje stałe miejsce. Pomona Sprout nawet nie zorientowała się, że brakowało uczennicy. Przeszła do lekcji o Rozmytkach kąśliwych. Hermiona starała się skupić na wiedzy przekazywanej przez nauczycielkę, ale co chwilę przyłapywała się na kombinowaniu w sprawie Malfoya. Wiedziała, że to nie da jej spokoju.
  Kiedy tylko lekcja dobiegła końca, panna Granger pierwsza opuściła cieplarnie. Udała się w jedyne miejsce w którym panował względny spokój, biblioteka. Przywitała panią Prince z uśmiechem i zniknęła pomiędzy regałami. Nie była pewna czego powinna szukać, poza tym przerwa pomiędzy lekcjami nie była wystarczająco długa. Zajęła jeden ze stolików i z torby wyciągnęła niezapisaną rysę pergaminu. Zamoczyła pióro w atramencie i próbując to wszystko jakoś uporządkować, zaczęła pisać. Nagłówek głosił: „Sprawy do załatwienia”, na samej górze schludnymi literami widniało jedno nazwisko: Malfoy. Pod spodem napis głosił: „Neville i Daphnie”, a zaraz za nimi dwa imiona: „Ginny i Ron”. Zerknęła na zegarek i z westchnieniem wstała z krzesła. Schowała wszystko do torby i ruszyła na kolejne lekcje.
  Kiedy w końcu lekcja zaklęć profesora Flictwicka dobiegła końca brązowooka Gryfonka odetchnęła. Dziś nie potrafiła skupić się na żadnych zajęciach, nie robiła dodatkowych notatek i nie odpowiadała na pytania nauczycieli, pomimo iż rzucali jej wyczekujące spojrzenia. Była jak nie ona. Co się ze mną dzieje? Jednak nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Pognała na biblioteki i znów zajęła jeden ze stolików. Wyjęła wymięty pergamin i zerknęła na niego niezadowolona. Tak naprawdę nie miała wpływu na żadną z wypisanych spraw. Porozmawiaj z Ronem, nie bądź tchórzem! Wiedziała, że powinna to zrobić, ale nie miała pojęcia jak się do tego zabrać. Odgarnęła włosy z twarzy i założyła kosmyk zza ucho.
– Wiedzieliśmy, że tu będziesz – Usłyszała za sobą głos Harry’ego. Odwróciła głowę i zobaczyła jak na twarzy okularnika pojawia się uśmiech, Ron stał z rękami w kieszeniach i szczerzył się do swojej dziewczyny.  Dosiedli się do jej stolika.
– Nie było cię na obiedzie – zaczął ciemnowłosy Gryfon.
– I dlatego przynieśliśmy to – dodał Ron i wyjął ze swojego plecaka, kanapki owinięte papierem. Hermiona już miała przypomnieć im, że nie wolno wnosić do biblioteki jedzenia, kiedy poczuła, że jest naprawdę głodna. Zamiast tego uśmiechnę się tylko i podziękowała chłopakom. Ron wstał.
– Pójdę do łazienki i przy okazji, przyniosę coś dla siebie – oświadczył i zerknął na kanapkę z szynką leżącą na stole. Hermiona zdążyła już pochłonąć jedną. Kiedy odszedł od stolika, Harry bez ogródek zapytał:
– Co cię gryzie? – Dziewczyna bez słowa podsunęła mu pergamin i zajęła się drugą kanapką.
– Malfoy – mruknął do siebie chłopak, a potem spojrzał na przyjaciółkę.
– Chyba za bardzo się nim przejmujesz – powiedział w końcu i odłożył pergamin, reszta kartki była dla niego zagadką.
– Muszę tam wrócić – stwierdziła Hermiona, z taką determinacją w głosie, że czarnowłosy Gryfon wolał się nie sprzeciwiać. Dziewczyna wstała od stołu.
– Teraz?! – zapytał odrobinę za głośno Harry i rozległ się wrzask pani Prince, że powinni się uciszyć. Dziewczyna z zapałem pokiwała głową i zarzuciła torbę na ramię.
– Co mam powiedzieć Ronowi? – zapytał bezsilnie Harry, wiedział, że jej nie zatrzyma. Hermiona odwróciła się na pięcie i zastygła na chwilę.
– Prawdę – powiedziała w końcu – powiedz, że jestem u Malfoya.
*
Został sam w domu. Narcyza musiała załatwić coś na Pokątnej i przy okazji chciała odwiedzić Lucjusza w Azkabanie. Blondyn wiedział, że szybko nie wróci, a kiedy pojawi się w domu całą noc będzie płakać w poduszkę, myśląc, że Draco tego nie słyszy. Czarny Pan rozbił jego rodzinę i choć wydawałoby się, że młody Malfoy niczym się nie przejmuje, każda łza matki bolała. Siedział w salonie na fotelu. Wpatrywał się w pustą ścianę, kiedyś wisiało na niej zdjęcie Narcyzy i Lucjusza, ale Voldemort rzucił nim przez całą długość pokoju, kiedy przebywał w Malfoy Manor. Draco doskonale pamiętał, każdy z napadów szału Czarnego Pana, teraz przechodził podobne napady i to przerażało go najbardziej.
Była jego nadzieją i choć starał się ją za to nienawidzić, nie potrafił.
– Hermiona Granger – szepnął. Jakże dziwnie brzmiało jej imię w jego ustach. Wtedy rozległ się trzask i ktoś zmaterializował się w kominku. Draco poderwał się z fotela i chwycił różdżkę. Kiedy dym opadł, a postać zrobił krok w jego stronę uspokoił się trochę. Nadal miała na sobie mundurek, włosy rozczochrane.  Zaskoczył ją. Z niepokojem zerknęła na różdżkę, którą w nią celował.
– Granger, co za niespodzianka – powiedział, opuszczając magiczny patyk. Gryfonka  stanęła w salonie Malfoy Manor. Nie była przygotowana, nie miała żadnego planu. Mimo wszystko nie żałowała spontanicznej decyzji.  Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniem. W końcu Ślizgon schował różdżkę do kieszeni spodni i zaraz zapytał:
– Dlaczego?
– Co, „dlaczego”?
– Dlaczego wróciłaś? – Znów zapadła cisza, a Draco lustrował ją wzrokiem. Hermiona wpatrywała się w czubki swoich butów, pozwalając, żeby włosy przysłoniły jej twarz.
– Chcę pomóc – powiedziała w końcu, podnosząc na niego wzrok. Młody Malfoy powoli kiwną głową, chociaż niewiele z tego rozumiał. Nikt nie może mieć tak dobrego serca, to nieludzkie. Pomyślał, ale powstrzymał się od zbędnych komentarzy. Z jednej strony chciał wierzyć Granger, że jest w stanie mu pomóc, z drugiej… Wolał się nie oszukiwać. Zmierzwił swoje włosy ręką.
– Powiedzmy, że… – zaczął, ale panna Granger szybko mu przerwała:
– Nie musisz dziękować.
– Nie zamierzałem – odpowiedział całkiem szczerze, zbity z tropu. Hermiona tylko gniewnie zmrużyła oczy.
– Musisz odpowiedzieć na parę pytań. – Zaczęła dość służbowo i trochę go tym speszyła.
– Nic nie muszę – warknął w odpowiedzi. Posłała mu zmęczone spojrzenie.
– Możemy pominąć te piętnaście minut kłótni i kolejnych dwadzieścia wrogich spojrzeń oraz dogryzania sobie? Jestem już tym zmęczona, Malfoy. – Nie był przygotowany na tak szczere wyznanie. Wzruszył ramionami. Stali w salonie bez słowa. Te kilka chwil było jednym z najniezręczniejszych momentów w jego osiemnastoletnim życiu. W końcu przełamał tę ciszę:
– Może usiądziesz? – Hermiona nawet nie starała się ukryć zdziwienia. Uśmiechnął się krzywo, widząc jej minę. Gryfonka zajęła jeden z foteli, a młody arystokrata opadł na kanapę.
– Co chcesz wiedzieć? – zapytał. Panna Granger sięgnęła do swojej torby i z jej dna wyjęła kawałek pergaminu oraz pióro.
– Rozumiem, że robimy wywiad do Proroka? – Posłała mu mordercze spojrzenie.
– Notatki pozwolą mi spojrzeć na to z innej perspektywy – wyjaśniła, zupełnie niepotrzebnie.
– Tobie, czy Potterowi? – zapytał gniewnie Malfoy. Panna Granger mocniej zacisnęła rękę na piórze.
– Tylko  ja będę miała wgląd w te notatki.
– Oboje wiemy, że to nie prawda – powiedział, nachylając się w jej stronę. Uchwycił  spojrzenie dziewczyny i już miał pewność, że Gryfonka go okłamuje. Hermiona westchnęła.
– Chcę tylko pomóc.
– Dlaczego? – zapytał, jednak było to jedno z tych pytań, na które panna Granger nie znała odpowiedzi.
– Czy możemy po prostu zacząć? – zapytała bezsilnie. Draco powoli kiwnął głową.
– Przyniosę coś do picia – powiedział, wstając.
 Hermiona siedziała w salonie, brudząc skrawek pergaminu atramentem, czekała na Malfoya. Wtedy usłyszała trzask. Wstała z fotela i szybkim krokiem udała się do przedpokoju. Starała się przypomnieć sobie, gdzie może znajdować się kuchnia , jednak ilość drzwi i korytarzy w Malfoy Manor ją przerastała.
– Malfoy?! – zawołała, stojąc w przedpokoju. Wtedy usłyszała jak Ślizgon przeklina i znów coś roztrzaskało się o podłogę. Szkło? Idąc za tym hałasem w końcu otworzyła na chybił trafił podwójne drzwi. Draco stał przy wielkiej, przeszklonej szafie, a u jego stóp leżała rozbita szklanka. W ręce miał drugą, ubitą, mankiet koszuli ubrudzony był odrobiną krwi. Hermiona trochę spokojniejsza podeszła do Ślizgona. Draco ostawił ubitą literatkę. Dziewczyna chciała zapytać go o rękę, ale ubiegł ją i warknął:
– Nic mi nie jest. – Gryfonka kiwnęła głową, nie chciała go bardziej denerwować. Ślizgon wyciągnął różdżkę i mrucząc zaklęcie pod nosem wycelował w swoją rękę. Rana przy wewnętrznej stronie kciuka szybko się zagoiła. Jednak zaschnięta już po części krew została. Następnie chłopak wypowiadając kolejne zaklęcie sprawił, że szkło zniknęło. Sięgnął do szafy po nowe szklanki. Podał je Hermionie bez słowa. Następnie schylił się do dolnych, nie przeszklonych, szafek.  Wyjął z jednej z nich zieloną butelkę z kolorową etykietką. Widząc zdziwione spojrzenie Gryfonki odparł spokojnie:
– Sok morelowy. – Hermiona skinęła głową, a potem razem z Draco opuścili pokój.
Rozsiedli się na powrót w salonie, Malfoy wskazał dziewczynie miejsce na kanapie, a potem rozlał sok do szklanek. Usiadł obok niej. Panna Granger chwyciła pergamin i pióro.
– Więc… Czy pamiętasz co dzieje się podczas ataku? – zapytała, nie owijając w bawełnę.
– Przecież pytałaś o to moją matkę – odpowiedział, upijając trochę soku ze swojej szklanki.
– To było pytanie na „tak” lub „nie”, Malfoy.
– Nie – powiedział, odstawiając szklankę na stolik.
– Czyli kłamałeś – stwierdziła sucho Hermiona.
– Jesteś zdziwiona?
– Nie.  – Zanotowała coś szybko, a potem przyjrzała się mu dokładnie.
– Aż tak ci się podobam? – rzucił z kpiną w głosie.
– Chciałbyś – mruknęła i speszona odwróciła wzrok. Uśmiechnął się zadowolony.
– Kiedy to się zaczęło? – zapytała cicho.
– Czy to ważne?
– Gdyby nie było to bym nie pytała, Malfoy.
– Dlaczego od razu się wściekasz?
– Nie wściekam się!
– Właśnie wi…
– Zamknij się i odpowiadaj na pytania!!!
– Merlinie… – mruknął Malfoy i wywrócił oczami.
Hermiona  zadała kolejną serię pytań, na które otrzymała, mniej lub bardziej szczegółowe odpowiedzi. W jej głowie rodziło się parę teorii na temat tego, co jest arystokracie. Jednak wszystko sprowadzało się do jednego: Co może mu pomóc? Wiedziała, że to wszystko jest powiązane z  Voldemortem, ale w jaki sposób? Wykluczyła wszelkiego rodzaju klątwy i czarnomagiczne zaklęcia. Tak potężna magia musi zostawić widoczny ślad, jednak Draco wyglądał całkiem normalnie. To musiało siedzieć, gdzieś w środku.  Hermiona sięgnęła po szklankę z sokiem i nie odrywając wzroku od notatek, opróżniła ją całą. Malfoy przyglądał się jej od jakiegoś czasu. W końcu podniosła głowę z nad pergaminu.
– Czy… – chciała zapytać, jednak zamarła w pół słowa, widząc jak blisko twarz Ślizgona znajduje się od jej własnej. Odchyliła się odrobinę i próbowała przypomnieć sobie moment, w którym kanapa nagle się skurczyła. Draco uśmiechnął się pod nosem, widząc jej frustrację.
– Mam kilka teorii i myślę, że warto je sprawdzić – zaczęła, nie patrząc Draco w oczy.
– Mam być królikiem doświadczalnym? Nie pisałem się na to, Granger.
– Czyżbyś tchórzył?
– A ty na moim miejscu co byś zrobiła? – Zapadła cisza podczas, której Malfoy obdarzył Gryfonkę  pytającym spojrzeniem. Hermiona nie odpowiedziała, nie była w stanie wyksztusić słowa. Mogli wsłuchiwać się w swoje urywane oddechy bez końca. Nagle nie wiedzieć czemu Malfoy przerwał to milczenie:
– Zapomniałem, że mam do czynienia z Gryfonką…
– Co usiłujesz powiedzieć? – zapytała podirytowana jego kpiącym tonem.
– Że wy nie znacie strachu.
– Nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz pojęcia – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Przez ostatni rok, dzień w dzień bała się. Bała się o rodziców, o Harry’ego, Rona,  Ginny. Przyjaciół. Państwo Weasley. Strach towarzyszył jej aż do momentu, w którym Voldemort zniknął. Na zawsze? Czasami nie była tego taka pewna. Jednak ostatnio znów zaczęła się bać. Bać, czy może raczej martwić? Chyba właśnie niewiedza była najgorsza. Bała się o Malfoya. Brzmiało to tak absurdalnie.
– A ty? Czego się boisz? – zapytał. Hermiona spojrzała na niego przestraszona. On wie. To niemożliwe, Herm. Spokojnie. W jej głowie było tyle sprzeczności, że Gryfonka zastanawiała się jak w ogóle jeszcze funkcjonuje.
– To właśnie różnica pomiędzy Gryfonami i Ślizgonami, Malfoy. Wy pytacie „czego” się boisz, my „o kogo” się boisz.
– Czy to nie filozofia Hufflepuffu?
– Więc możesz nazwać mnie Puchonką.
– Nie zamierzam.

   A potem świat zawirował. Ciepło. Spokój. Już dawno nie była tak spokojna. Nie do końca wiedziała co właśnie się dzieje, jakby znalazła się na innej planecie. Poczuła jego dłonie, delikatnie gładzące ją po plecach. Jego zapach tak rozkosznie niezidentyfikowany. Jego usta. Jakby były jej brakującą częścią, jakby były dopasowane do jej ust. Pocałunek, jakiego jeszcze nigdy nie przeżyła. To wszystko było jak z innego świata. Coś nierealnego, a jednocześnie istniejącego wbrew wszelkiej logice. Poddała się. Jej ręce nieśmiało oplotły jego szyję. Czy myślała trzeźwo? Z pewnością nie. I choć chciała, aby ta chwila nie miała końca, tak się nie stało. Oderwała się od Malfoya z prędkością światła. Była przestraszona i jednocześnie paradoksalnie szczęśliwa.  Draco czekał na jakąkolwiek reakcją z jej strony, nie wiedział czy spodziewał się krzyków oburzenia, czy wymierzenia policzka. Jednak zaskoczyła go, jak zawsze. Przyglądał się jej z zainteresowaniem, a potem usłyszał to jedno zdanie, które zmieniło wszystko.
– Wiem jak cię wyleczyć.


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ *

*te pięćdziesiąt rozdziałów było pierwszą częścią opowiadania o domie Salazara, druga cześć (prawdopodobnie składająca się z kolejnych pięćdziesięciu rozdziałów) ukaże się już niebawem.

Dziękuje wszystkim za cierpliwość i mam nadzieję, że zostaniecie z domem Salazara do samego końca.

~Pani M.




21 komentarzy:

  1. Juhuu!
    Pierwsza :*
    Tak czekałam!
    No to lecę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypiszę Ci parę błędów:
      większość Hogwardzkej młodzieży. — Hogwarckiej, Hogwartowskiej czy jakoś tak, ale nie Hogwardzkiej!
      Lekcje zaczynały się dopiero o dziewiątej i zazwyczaj Pansy, i Daphnie spały co najmniej do siódmej. — Bez przecinka przed i. Wiem, że to drugie „i”, ale dotyczy czegoś innego. Najlepiej zmień na oraz.
      Zaraz wygrzebała spódnice — SpódnicĘ
      zapytała ścieląc łóżko – przecinek przed ścieląc.
      rzucił nalewając sobie kawy – Tu też przecinek przed nalewając. Ogólnie oddzielaj czasownik od imiesłowu.


      Nie wypisałam wszystkiego, ale może chociaż to poprawisz.
      Poza tym polskie znaki są większe i pogrubione - problem z czcionką.
      A teraz do tekstu:
      Piszesz barwnie i świetnie, dlatego zakochałam się w Twoim blogu.
      Ginny doskonale sobie poradziła z Blaisem! ;)
      Hermiona i Malfoy – cóż, wreszcie coś do siebie poczuli.
      Neville i Daphne – trzymam za nich kciuki, niech wreszcie się wszystko wyjaśni.
      I czekam jeszcze na Harry'ego i Pansy!

      Pozdrawiam cieplutko <3
      http://zyj-szczesliwie-nowe-pokolenie.blogspot.com/ <– Mój nowy blog ;)

      Usuń
    2. Dziękuję za mini korektę ;) Poprawiłyśmy z Ali$hią większość błędów, które udało nam się wyłapać.
      Co do czcionki to mnie wyświetla się normalnie, ale spróbuję ją zmienić na inną. Również pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)
      ~Pani M.

      Usuń
  2. Twój najlepszy rozdział. *.* Jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  3. Akcja z Zabinim, no mistrzostwo hahaha! xD Czekam na więcej jego kawałów. Ta sytuacja z Hermioną i Malfoy'em uhuhuhu :>. Ciekawe jak Hermiona go wyleczy. Więcej Pansy i Harry'ego! Weny!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny ���� Naprawdę wspaniały :) Jedyne czego mi troszkę brakowało to Harry'ego i Pansy. Mam nadzieje , że nie skończyłaś z tym wątkiem :O !!! W każdym razie, no cóż, nie mogę się doczekać następnej części i tym samym następnego rozdziału ;) (Kocham twojego bloga)
    ~Madame Mikaelson

    OdpowiedzUsuń
  5. CHCESZ MI TERAZ POWIEDZIEĆ......,że na kolejny będę czekać z miesiąc?! Panie tak sie bawić nie będziemy....Ja chce rozdział...Ps.: Wypuść mnie z piwnicy......Paaaniiiii Kryystyyynkoo papier sie skończył!
    Z poważaniem ~Jednorożec 13

    OdpowiedzUsuń
  6. Nev i Dafne - niespotykany paring, ale wydaje się być ciekawy
    czekam na wiecej bardzo niecerpliwie. weny życzę w ilościach hurtowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję, że wątek Neville'a i Daphnie Cię nie rozczaruję :)
      ~Pani M.

      Usuń
  7. MEEGA ROZDZIAL , TWOJ NAJLEPSZY. Ale zawału dostalam jak mi się wcześniej wyświetliło ze blog jest prywatny ... Poza tym miesiąc ? .. hmm warto było :3 ale błagam powiedz chociaż na kiedy planujes kolejna część , kochaaaam Twojego bloga i Ciebie .. najlepszy wątek z darmione

    M.S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział pojawi się najpóźniej w następną sobotę (24.10.) jednak ostatnio znów złapałam wenę więc podejrzewam, że pojawi się dużo wcześniej (nie chcę zapeszać) :)
      Wszystkie nowości najszybciej pojawią się na stronce na facebooku (link w zakładce z linkami).
      ~Pani M.

      Usuń
  8. Ciekaaawe i to bardzo. Hermiona jak zwykle coś wymyśliła, no i fajnie! Będę z cierpliwością czekać na drugą część. Przepraszam, że taki krótki komentarz, ale nie wiem co napisać. Pozdrawiam.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaa, to my dziękujemy za 50 cudnych rozdziałów <3 wiedziałam, że Hermiona coś wymyśli! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem w szoku! Kocham Ginny za to co zrobiła z Blaisem. Jestem ciekawa co było na tamtej kartce. Co do Dramione... Ja się chyba zabiję, bo ta było świetne.
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuuuuuużo weny

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero nie dawno zaczęłam czytać i nie mogę się doczekać następnej części 😍 rozdział dobry a ten ostatni moment 😍😍😍😍

    Weny życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  12. JA PITOLĘ! To już koniec pierwszej części? O luju. Kiedy to zleciało? *-*
    W końcu rozdział!!! :D Zajebiaszczy <3 A zwłaszcza to zakończenie! Normalnie w życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała! Zwłaszcza po ostatniej akcji w Malfoy Manor xd
    Ogółem to już na początku śmiałam się do rozpuku z Blaisika <3 Hahahahhahahhah on to jest kurde słodki w tych jego próbach uwiedzenia Ginny ;**** ale to takie kochane, że tak się stara ! ;))
    Mimo wszystko jak dla mnie w tym rozdziale zwyciężyła końcowa sytuacja <3 czekam niecierpliwie na drugą część! <3 pozdrawiam cieplutko :DD

    OdpowiedzUsuń
  13. Tyle czekałam na tę rozdział już nie mogę się doczekać II części Jak ja kocham ich rozmowy to jest po prostu G E N I A L N E ♥♥♥♥♥ Życzę dalszej weny i nawet nie wiem już co pisać mam nadzieje że wkrótce pojawi się nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
  14. Twój blog znalazłam na fb. Gdy zabrałam się za czytanie nie potrafiłam przestać dopuki nie przeczytałam rozdział 50. Postacie i ich uczucia idealnie przedstawione. Kawały Diabła miud malina. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział, chcę się dowiedzieć jak Hermi zamierza wyleczyć Draco. Nam nadzieję że next pojawi się niebawem. Pozdrawiam i życzę weny ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominuję was do L.A więcej na moim blogu <3
    milosc-dramione-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham twoje opowiadanie ♥♥ kiedyś czytalam na bierzaco jednak nie mam cierpliwości, więc postanowiłam poczekac trochę i przeczytać całość. W tej historii zawarłaś wszystkie parringi, które lubię ♥ nie mogę doczekać się końca opowiadania i mam nadzieję, że będzie to happy end :*
    Weny i czasu na pisanie :3

    OdpowiedzUsuń