piątek, 9 października 2015

Rozdział 49

Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Jednak wakacje rozleniwiają... Szykuję miniaturkę, jak już pewnie słyszeliście, rozdział jak zwykle pojawi się za tydzień. (Tym razem się wyrobię, chyba...) Nie będę dłużej się rozwodzić i zapraszam do lektury! 
~Pani M. 


Rozdział 49 – Plan działania.

  Hermiona krótko pożegnała się z Narcyzą i opuściła Malfoy Manor. Nic nie zdziałała, nic nie załatwiła, a jedyne co udało jej się osiągnąć to zdenerwowanie Malfoya i siebie. Miała dość. Pocieszała ją myśl, że Harry już dziś wraca z Beauxbatons. Aportowała się wprost do gabinetu dyrektorki, jako prefekt naczelna mogła nagiąć trochę zasady. McGonagall nauczyła ją jak aportować się do zamku, oczywiście można było zrobić to jedynie w gabinecie dyrektora. Panna Granger miała to szczęście, że nauczycielka transmutacji opuściła chwilowo gabinet. Dziewczyna dzięki temu uniknęła niechcianych pytań. Szybko opuściła pomieszczenie, zostawiając krótką wiadomość, zawiadamiającą McGonagall, że wróciła. Zeszła do Sali Wejściowej i odruchowo zerknęła w stronę błoni. Łudziła się, że może Harry wróci wcześniej. Nic z tego. Jej srebrny zegarek wskazywał zaledwie w pół do piątej. Stwierdziła, że poszuka Rona. Potrzebowała z kimś porozmawiać. Udała się do wieży Gryffindoru. Kiedy stanęła przed portretem Grubej Damy zdała sobie sprawę, że nie pamięta hasła. Jęknęła zrezygnowana. Rozejrzała się dookoła, ale jak na złość żadnego Gryfona nie było w pobliżu. Postała chwilę pod portretem próbując odgadnąć hasło. Wtedy usłyszała za sobą znajomy głos:
– Hermiona? – Odwróciła się  i z uśmiechem przywitała Rona.
– Szukałam cię. – Ron złapał jej rękę i poprowadził do pokoju wspólnego. Zajęli miejsce na kanapie przy kominku. Wieża Gryffindoru jak zwykle pełna była uczniów i uczennic. Niektórzy w pocie czoła odrabiali zadania domowe, inni rozmawiali lub grali w eksplodującego durnia. Hermiona polubiła te przyjazną atmosferę, a z czasem nawet hałas przestał jej przeszkadzać. Lubiła przychodzić tutaj, żeby porozmawiać z Harrym i Ronem, pokój wspólny Gryfonów był tak inny w porównaniu z jej dormitorium. Na czwartym piętrze zawsze było cicho i spokojnie. Przynajmniej odkąd Ślizgoni się wyprowadzili. Pomyślała.
– Myślałem, że jesteś u Malfoyów – odezwał się w końcu Ron.
– Byłam, ale Malfoy nie był zbyt chętny do współpracy…
– Nadal nie wiem po co tam poszłaś. Ten dupek nie zasługuję na twoją pomoc. – Dziewczyna westchnęła i założyła pasmo włosów za ucho.
– I tak nic z tego nie będzie.
– Co? – Ron zmarszczył brwi, nic z tego nie rozumiał. Gryfonka powtórnie westchnęła.
– Malfoy najwyraźniej nie chce, żeby mu pomóc.
– To dlaczego… - Nie dała mu dokończyć:
– Bo jestem ciekawa! Chce wiedzieć co mu jest, mam gdzieś to czy Malfoy wyzdrowieje, czy nie, ale jeśli uda mi się go wyleczyć…
– Zaraz, zaraz… Chcesz nadal mu pomagać?
– Tak, ale nie robię tego dla Malfoya. To może odmienić cały świat czarodziejów, to może być przełom w mag-medycynie. Guzik mnie obchodzi jego arystokratyczny tyłek. – Rom wypuścił powietrze za świstem. Od zawsze wiedział, że Hermiona jest ambitna, ale to?
– Nie wymagasz od siebie za wiele? Jeszcze będziesz miała czas na nowe odkrycia.
– Wiedziałam, że nie zrozumiesz. – Hermiona wyswobodziła rękę z jego uścisku.  Ron pokręcił głową.
– Nie to miałem na myśl, ale po prostu… No wiesz, mówiłaś, że musisz się skupić na nauce i egzaminach, a teraz przekładasz sprawę Malfoya nad wszystko inne. – Panna Granger zmrużyła podejrzliwie oczy.
– O co naprawdę chodzi, Ron? Nigdy nie uwierzę, że martwisz się egzaminami. Nie ty. – Chłopak westchnął i na powrót złapał jej dłoń. Nic nie mówił, a wtedy Gryfonkę olśniło. Uśmiechnęła się promiennie.
– Jesteś o mnie zazdrosny! – Zaśmiała się, widząc jak Ron wytrzeszcza na nią oczy. Chciał coś powiedzieć, ale Hermiona całkowicie odwróciła jego uwagę całusem w policzek. Uśmiechnął się niepewnie. – Ron imponuje mi, że się o mnie martwisz, ale naprawdę nie ma o co. Malfoy zawsze był i będzie dla mnie zarozumiałą, tlenioną fredką. – Roześmiali się oboje. Wtedy do pokoju wpadł Neville. Żwawym kokiem podszedł do dwójki zakochanych zajmujących kanapę.
– Harry wrócił! – Niemal wykrzyknął. Hermiona poderwała się z siedzenia i pociągnęła za sobą Rona.
– Jest wcześniej – dodała jakby na swoje usprawiedliwienie i wybiegła z wieży Gryffindoru, ciągnąc za sobą rudowłosego chłopaka.
*
Harry siedział w powozie i wyczekiwał końca podróży. To, że było niezręcznie to mało powiedziane, cisza była tak gęsta, że oboje niemal się dusili. Pansy pogrążona we wspomnieniach o Mirabell i Francji wydawała się tak blada, że w pewnym momencie Harry chciał nią potrząsnąć i sprawdzić, czy jeszcze oddycha. Siedziała bez ruchu, a wzrok miała zamglony, nieobecny. W końcu zaczęli zniżać lot. Harry wyglądając przez okno, mógł podziwiać Hogwart w całej jego krasie. Zamek niewiele zmienił się po wojnie. McGonagall zadbała, aby wszelkie remonty były przeprowadzone zgodnie ze starymi planami. Westchnął cicho i spojrzał na Ślizgonkę. To jeszcze trudniejsze niż związek z młodszą siostrą najlepszego kumpla. Pomyślał z żałością. Z drugiej strony nie wierzył, że polubił Parkinson. Musiał przyznać, że była ładna. Wcześniej nie zwracałeś na to uwagi… Przyznał sobie rację, jeszcze parę miesięcy temu nawet by na nią nie spojrzał. Musiało być coś jeszcze… I było! Dopiero teraz go olśniło. Pansy skrywała tajemnice i to go tak intrygowało. Przypomniał sobie jak mówiła o Voldemorcie, wtedy w skrzydle szpitalnym. Ta sprawa nigdy nie przestała go męczyć, zawsze miał ją gdzieś z tyłu głowy. Tak samo jak tajemniczego gościa z pociągu.
– Pansy? – zwrócił jej uwagę, zanim zdążył pomyśleć. Spojrzała na niego pytająco. Harry przeklinał siebie w duchu za tak pochopne działanie.  Patrzyła na Gryfona wyczekująco, a jej spojrzenie wypalało dziury w jego ciele.
– Za chwile Hogwart – powiedział w końcu, dzięki czemu dziewczyna obrzuciła go spojrzeniem pełnym politowania. Nic nie powiedziała, nie musiała. W końcu powóz wylądował. Harry niepewnie stanął na nogi i  zaczął ściągać swój kufer z górnej półki. Pansy również wstała po chwili wahania i usiłowała wyciągnąć swój bagaż. Nie szło jej zbyt dobrze, nie miała siły w rękach. Harry zdjął swój kufer i spojrzał w stronę Pansy. Stała na czubkach palców i próbowała wyciągnąć walizkę. Chłopka mógł się poszczycić tym, że jest wyższy niż Ślizgonka. Daleko mu było do metra dziewięćdziesięciu, czy nawet metra osiemdziesięciu pięciu Rona, ale do kufra jeszcze dosięgał. Stanął za Parkinson i z łatwością chwycił jej bagaż. Pansy poczuła niezwykłe ciepło bijące od Gryfona. Cieszyła się, że mimo wszystko jest nadal tak pomocny. Harry postawił kufer na podłodze powozu. Patrzał wyczekująco na Pansy, której podziękowania cisnęły się na usta. Zamiast tego burknęła:
– Radziłam sobie…
– Nie ma za co – skwitował Potter i wyszedł z powozu, ciągnąc za sobą kufer.     
Na placu dostrzegł dwie uśmiechnięte sylwetki. Ron i Hermiona stali kilka metrów od powozu i trzymali się za ręce. Harry’ego wzruszył widok przyjaciół. Zaraz za ową dwójką zebrał się niewielki tłumek postaci w czerwono-złotych barwach. Można było się doszukać kilku Krukonów i Puchonów. Najwyraźniej wszyscy wyczekiwali jego przyjazdu. Odwrócił się, zerkając w stronę Pansy. Ślizgonka wyszła z powozu, męcząc się z kufrem na schodkach.  Harry rozejrzał się po placu myśląc, że zobaczy jakiś wychowanków domu Salazara. Jednak co dostrzegł to olbrzymia głowa Hagrida wychylająca się zza powozu. Półolbrzym machał do Herry’ego wesoło.  Trochę współczuł Parkinson, ale szybko sobie przypomniał jej oschły ton w powozie. Przeszło mu natychmiast. Podszedł żwawym krokiem do Hermiony i Rona. Uściskał przyjaciółkę, a  panna Granger z uśmiechem cmoknęła go w policzek. Wymienił z Ronem znaczące spojrzenia, a potem niedźwiedzi uścisk.
– Stary, dobrze, że jesteś – powiedział Ron, puszczając Harry’ego.  Okularnik przybił parę piątek z bliższymi znajomymi. Hermiona w tym czasie przyglądała się samotnej Ślizgonce, odchodzącej z wielkim kufrem w stronę drzwi wejściowych. Ten widok poruszył jej miękkie serce. Puściała rękę Rona i podbiegła do Parkinson. Położyła jej rękę na ramieniu i Pansy odwróciła się, podnosząc głowę.
– Fajnie, że wróciliście – przywitała się Hermiona z uśmiechem. Pansy parsknęła śmiechem.
– Wiesz, że nie musisz być dla mnie sztucznie miła?
– Nie jestem – powiedziała zaskoczona Gryfonka. Chciała być uprzejma wobec Pansy, w końcu ich kontakty uległy znacznemu polepszeniu. Parkinson uśmiechnęła się ironicznie.
– Lepiej idź, twój chłopak zaraz zasztyletuje mnie spojrzeniem. – Hermiona odwróciła głowę w stronę Rona. Faktycznie patrzał na Ślizgonkę spode łba.
– Nie potrzebujesz pomocy z tym kufrem? – zapytała panna Granger, w ogóle nie przejmując się swoim chłopakiem. To właśnie takie zachowanie irytowało ją w nim najbardziej.
– Nie jest ciężki. Okej, Granger ja doceniam twoje wysiłki  i w ogóle, ale czekają na ciebie. – Gryfona zmarszczyła brwi, Pansy wskazała podbródkiem tłumek stojący kilkanaście metrów za nimi. Hermiona odwróciła się i dostrzegła pytające spojrzenie Harry’ego i Rona.
– To widzimy się jutro – pożegnała Ślizgonkę i objęła ją ramieniem. Pansy poklepała brązowooką po plecach, a potem obserwowała jak dołącza do przyjaciół. Harry w tym czasie witał się z kolegami i koleżankami z domu Lwa. Jednak przyłapał się na tym, że wypatruje rudowłosej czupryny. Ginny. To właśnie jej mu tutaj brakowało. Trochę głupio mu było zapytać o nią Rona, czy Hermionę. Zauważył, że jego przyjaciółka rozmawia z Parkinson. Stanął obok Rona, który już wcześniej zaczął się przyglądać obu dziewczynom.
– Dlaczego Hermiona… – ale Harry nie mógł dokończyć, przyjaciel przerwał mu, nie przestając mierzyć Pansy spojrzeniem bazyliszka:
– Nie wiem, stary. – Stali tak jeszcze chwilę, aż w końcu Hermiona wróciła do nich jakby nigdy nic. Zerknęła jeszcze przez ramię na oddalającą się postać Ślizgonki.
– Harry, powinieneś jej pomóc z bagażem. – Z wyrzutem spojrzała na przyjaciela. Ciemnowłosy Gryfon w ogóle nie wiedział, co powiedzieć. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nagle na błonia wpadła zdyszana Ginny i podbiegła przywitać się z Harrym. Co nie uszło uwadze tłumu, tuż za nią biegł Blaise Zabini. Jednak minął stadko Gryfonów i przywitał się z Pansy. Zabrał jej kufer i obejmując przyjaciółkę ramieniem, zniknęli w drzwiach Sali Wejściowej.
*
Chwilę wcześniej…
Ginny siedziała na podłodze w archiwum. Czy pomieszczenie faktycznie było archiwum? Tego nie wiedzieli, ale zarówno Blaise, jak i Ginny przyjęli tę nazwę. Dookoła siebie miała porozkładane różne prace. Szukała jakieś z tematem wypracowania podobnym do jej. Zabini zajęty był grzebaniem w jakiejś szafce.
– Znalazłaś coś? – zapytał, nie odrywając się od przeglądania pergaminów. Gryfonka pokręciła przecząco głową, wstała, aby rozprostować kości. Coś strzeliło jej w kolanie.
– Starzejesz się – mruknął Zabini. Ginevra zmrużyła gniewnie oczy, ale nic nie powiedziała. Podeszła do okna, aby je uchylić, bo w pomieszczeniu zaczynało robić się duszno. Kiedy otwarła okiennice na oścież, oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki. Biały powóz stał na błoniach, a wokół zgromadził się niewielki tłum gapiów. Ze świstem wciągnęła powietrze nosem.
– Ile już tu siedzimy? – zapytała, odwracając się od okna. Ślizgon wzruszył ramionami.
– Nie wiem, a co?
– Wrócili. – Widząc jego pytające spojrzenie, westchnęła podirytowana. – Harry, Pansy, wrócili z Beauxbatons.
– To co tu jeszcze robimy! – Zabini zaczął wpychać pergaminy z powrotem do szafki.
– Nie ma na to czasu! – Ginevra chwyciła go za nadgarstek i pociągła w stronę drzwi. Wyszli zamykając je za sobą i puścili się biegiem.
– Zorientują się, że ktoś tam był i przeniosą prace! – krzyknął Blaise po drodze. Ginny spojrzała na niego kątem oka.
– Wrócimy tam wieczorem posprzątać – odkrzyknęła. Już po chwili byli na parterze, biegli w stronę drzwi wyjściowych.
– O której? – zapytał Blaise.
– Dziesiąta na szóstym piętrze. – Po tych słowach Gryfonka wyprzedziła Zabiniego i znalazła się wśród przyjaciół. Blaise dobiegł do pojedynczej postaci, zmierzającej w stronę głównego wejścia.
– Pansy! – krzyknął, kiedy był już dość blisko. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła, aby przywitać przyjaciela. Po wymianie uścisków, Blaise wziął od Ślizgonki kufer i obejmując ją drugą ręką zaczął prowadzić w stronę głównego wejścia do szkoły.
– Opowiadaj jak było. Panienki w Beauxbatons nadal trzymają poziom? Masz jakieś nagie fotki? – wyszczerzył się, widząc jej minę. Pełną rozbawienia i niedowierzania.
– W sensie ich fotki, bo twoje już mam. – Dostał kuksańca pod żebra i nic już więcej nie powiedział. Przynajmniej w temacie zdjęć.  Odprowadził Pansy do jej sypialni i postawił kufer po środku pokoju.
– Dobra, ja spadam zanim mnie Astoria nie dorwie. – Pansy uśmiechnęła się kpiąco.
– Nie masz się co bać, teraz lata za Potterem.
– A tobie to przeszkadza?
– Nie – wzruszyła ramionami. – Skąd taki pomysł? – Tym razem to Blaise się uśmiechnął i spojrzał znacząco na Parkinson.
– Pamiętaj, Ślizgona nie okłamiesz. – Puścił jej oczko i wyszedł. Pansy położyła się na swoim łóżku. Miała dość tego dnia.
*
Ginny uściskała Harry’ego. Przez chwilę poczuli się niezręcznie, ale to uczucie szybko minęło. Rudowłosa dziewczyna dostrzegła pytające spojrzenie Hermiony, ale bezgłośnie przekazała jej , że pogadają później. Całą czwórką udali się do Wielkiej Sali.
– Przyleciałeś w samą porę na kolację – oznajmił Ron, wyprzedzając resztę. – Pewnie w Beauxbatons jadłeś jakieś ohydztwo…  – Hermiona i Ginny parsknęły śmiechem, a Harry pokręcił głową.
– Nie, mieli całkiem dobre jedzenie.  – Po tych słowach okularnik  również się zaśmiał.
– O co wam znów chodzi? – zapytał speszony Ron.
– Jak zwykle gadasz o jedzeniu. – Ginny pokręciła głową ze śmiechem.
– No co, to chyba ważne, czy go nie głodzili…
– Oczywiście masz rację. – Hermiona zakończyła dyskusję, odwracając uwagę Rona całusem. Ginny skrzywiła się teatralnie.
– Ale tak z Ronem… – dodała, a brat posłał jej spojrzenie  spode łba. Harry przyzwyczaił się do takich widoków i szczerze cieszył się szczęściem przyjaciół. Cały czas gdzieś z tyłu głowy miał sprawę Ginny, ale pogodził się z jej decyzją. Weszli do Wielkie Sali i zajęli swoje ulubione  miejsca po środku stołu. Ron jak zwykle z wielkim apetytem opróżnił swój talerz, podczas gdy reszta była zaledwie w połowie porcji. Podczas kolacji Harry opowiadał o pobycie we Francji, omijając temat Parkinson i Alexis. Dobrze wiedział, że o Alexis dowie się Ron i to najpewniej dziś wieczorem, ale na razie wolał nic o niej nie wspominać. Nie był pewny reakcji Ginny, pomimo że to ona z nim zerwała. Po sytym posiłku udali się do wieży Gryffindoru. Harry rozpakował swoje rzeczy za pomocą różdżki, a potem cała czwórka zajęli miejsce przy kominku. Kiedy Gryfon z blizną na czole zaczął opowiadać o francuskiej szkole coraz więcej par uszu zaczęło im się przysłuchiwać. Zarówno Ron, jak i Hermiona do tego przywykli, w końcu większość czasu spędzali ze słynnym Harrym Potterem, jednak Ginny co chwilę rzucała wszystkim mordercze spojrzenia.  W końcu Harry nachylił się do rudowłosej dziewczyny i szepnął jej do ucha:
– Olej ich, przecież nie omawiamy tajnego planu, to jedynie mój nudny pobyt we Francji. – Od tej chwili Ginny dała sobie spokój. Około dwudziestej większość Gryfonów pouciekała do swoich sypialni lub zajęli się zadaniem domowym. Ron zaproponował eksplodującego durnia, na co reszta z chęcią przystała. Do gry przyłączył się Neville i Parvati. Czas płynął szybko, a towarzystwo bawiło się świetnie. Ginny zaprosiła do gry kilku młodszych Gryfonów z jej rocznika. Nawet się nie obejrzeli, kiedy zegar wybił w pół do jedenastej. Panna Weasley zamarła. Na śmierć zapomniała o Zabinim. Umówiła się ze Ślizgonem na szóstym piętrze pół godziny temu. Zerwała się z fotela.
– Muszę iść, zupełnie zapomniałam! – krzyczała, wybiegając z pokoju wspólnego, nikt nie zdążył jej zatrzymać. Kiedy przejście się za nią zamknęło Ron zawołał:
– Czekaj! – Hermiona starała sobie przypomnieć, czy młodsza koleżanka nie wspominała o jakimś spotkaniu, jednak w głowie miała pustkę. No pięknie towarzystwo Malfoya mnie ogłupia…Czemu znów o nim myślę? Aaa, bo to pacan. Dobra, skup się Hermiono!
– Ktoś wie, gdzie poszła? – zapytał Ron, zwracając się do znajomych młodszej siostry. Niestety nikt nic nie wiedział. Harry oznajmił, że pora kończyć grę, na co wszyscy przystali. Po chwili Hermiona, Ron i pan Potter zostali sami.
– Wiesz coś? – Harry zwrócił się do przyjaciółki, ale panna Granger jedynie pokręciła przecząco głową.
– Nic mi nie mówiła, że jest z kimś umówiona…
– Myślisz, że się z kimś spotyka?! – Ron, aż wstał z kanapy. Harry położył mu rękę na ramieniu i pociągnął przyjaciela z powrotem w dół.
– To chyba normalne, że ma przyjaciół… – dodała Hermiona, znudzona i zmęczona wybuchami Rona za każdym razem kiedy Ginny widuje kogoś poza nią, Harrym czy starszym bratem.
– Może… – zaczął Harry, niepewny, czy powinien brnąć w to dalej.
– No co? – ponaglił go Ron. Hermiona podejrzewała, co Harry chce powiedzieć, ale prosiła Merlina, żeby jednak ugryzł się w język.
– Wtedy na plac wbiegła z Zabinim. – Ron znów wstał, podciągając rękawy szaty.
– Zabije go – warknął. Harry znów siłą zmusił przyjaciela do usadowienia tyłka na kanapie. Hermiona westchnęła.
– Nie sądzę, żeby to z nim przebywała aktualnie Ginny. – Widząc pytające spojrzenia obu Gryfonów przystąpiła do wyjaśnień: – Ona go nie cierpi, nie potrafili wytrzymać ze sobą w dormitorium pięciu minut. Wątpię, żeby miała ochotę na towarzystwo Blaise’a poza lekcjami… – Właściwie brązowooka dziewczyna, wcale nie była taka pewna. Zdążyła zauważyć, że ta dwójka ma się ku sobie, ale wolała nie martwić tym faktem Rona i Harry’ego. Przynajmniej do momentu w którym informację te się nie potwierdzą.
– Pewnie masz rację… - przyznał Ron. Wydawało mu się niemożliwie, żeby Ginny zainteresowała się kimś takim.
– A skoro jesteśmy przy temacie Ślizgonów… – zaczął Harry, Hermiona już myślała, że ciemnowłosy zamierza drążyć temat, na szczęcie nic takie się nie wydarzyło. – Jak poszło z Malfoyem? – Panna Granger skrzywiła się.
– Nijak – skwitowała. – Malfoy to nadal dupek. – Harry wywrócił oczami.  
– A spodziewałaś się zmian? – zapytał Ron.
– Nie, ale… Dobra, słuchajcie – Hermiona założyła pasmo włosów za ucho, szybko przekalkulowała, czy informacje, które posiada są kompletne. Jej mózg mimo później pory działał na pełnych obrotach.
– Malfoy miewa napady szału, czy czegoś w tym stylu. Najpierw boli go głowa, a potem czaruje bez użycia różdżki. Narcyza… - Tutaj przerwał jej Ron, marszcząc brwi:
– Narcyza?
– Matka Malfoya – pośpiesznie wyjaśniła Hermiona.
– Wiem, ale od kiedy jesteście na „ty”? – Gryfonka westchnęła.
– Nie jesteśmy, tak mi się powiedziało. Mogę kontynuować? – Tym razem wtrącił się Harry, który dotychczas siedział w milczeniu, przetwarzając informację.
– Czemu nam mówisz o Malfoyu? To znaczy… Bo przecież zdrowie tego palanta niewiele nas obchodzi… – Brązowooka z zapałem pokiwała głową.
– Malfoya mam gdzieś, ale jeśli uda nam się rozszyfrować te ataki… Wiesz to może być przełom dla mag-medycyny… – Chłopcy patrzyli na nią jakby właśnie spadła z Wieży Astronomicznej wprost do salonu Gryffindoru. Co było fizycznie niemożliwe…
– Och, dajcie spokój! Rozwiązywaliśmy wiele podobnych przypadków. Opętanie jest nam w jakimś stopniu znane… Ginny na drugim roku, Harry na piątym, Kaite Bell na szóstym, a rok temu Horkruksy.
– Naprawdę tak ci zależy? – zapytał Harry, chociaż doskonale znał odpowiedź. Hermiona tylko pokiwała głową z miną tak poważną, że McGonagall mogła jej tylko pozazdrościć.
– W takim razie, zgoda. – Harry westchnął, wiedząc, że będzie tego żałować. Ron tylko potaknął.
– Narcyza mówi, że on pamięta co robił, ale mnie się nie wydaje… Wiecie, gdyby zachował świadomość mógłby z tym walczyć. Raz udało mi się to powstrzymać, al… – Tutaj Ron jej przerwał:
– Jak to zrobiłaś? – Nastała chwila ciszy, podczas której Hermiona, zastanawiała się, czy należy podzielić się tą informacją z przyjaciółmi. Szybko podjęła decyzję. W końcu mówią sobie praktycznie o wszystkim.
– Uderzyłam go w twarz. – Harry gwizdnął cicho.
– Raczej na tej podstawie nie opracują terapii leczniczej. – Cała trójka się zaśmiała. Rozmowy toczyły się do późna i Hermiona musiała niepostrzeżenie przemknąć do dormitorium na czwartym piętrze. Jedyne wnioski do jakich doszli to fakt, że dziewczyna musi wrócić do Malfoy Manor.
*
Wcześniej…
Chodził po korytarzy szóstego piętra od dobrych piętnastu minut. Wyczekiwał rudej czupryny u szczytu schodów. Nawet przemknęło mu przez myśl, że Ginny była tu przed nim, ale szybko odrzucił tę tezę. Specjalnie przyszedł wcześniej. Jednak dziesięć minut szybko zleciało i w efekcie była już dziesiąta. Zastanawiał się, czy przypadkiem panna Weasley nie zapomniała. W końcu usiadł pod ścianą na korytarzu i postanowił jeszcze poczekać. Ta ruda, spóźnialska dziewucha była jego ostatnią nadzieją. Ślub w wieku osiemnastu lat! Kto to widział, moja matka do reszty zwariowała… Chyba, że plan się powiedzie… Uśmiechnął się sam do siebie.
Ginny pędziła co sił, nie chciała wyjść na taką, co wystawia znajomych do wiatru. W końcu, jej noga przekroczyła ostatni stopień schodów i znalazła się na szóstym piętrze. Blaise siedział koło drzwi do archiwum. Było jej głupio, że musiał czekać, ale przede wszystkim była zmęczona po tym szalonym biegu. Policzki miała czerwone od wysiłku, łapała oddech. Zbliżała się do Ślizgona żwawym krokiem, po drodze ściągając sweter. Chłopak podniósł się z podłogi, a kiedy Gryfonka znalazła się w zasięgu jego głosu ze stoickim spokojem zaczął mówić:
– Spóźniłaś się, ale jeśli zamierzasz się całkowicie rozebrać, to faktycznie zapomnę o sprawie. – Posłała mu spojrzenie bazyliszka i nic nie odpowiedziała. Po uporaniu się z guzikami szarego sweterka zdjęła go i rzuciła materiałem w Zabiniego. Złapał okrycie Gryfonki parę centymetrów od  twarzy.
– Nie dość, że się spóźniasz to jeszcze rzucasz we mnie czym popadnie. Brawo, Weasley.
– Sorry – burknęła. – Za spóźnienie, swetrem ci się należało – dodała szybko i zaklęciem otworzyła drzwi archiwum. Weszli do pomieszczenia. Wszystko zastali tak jak zostawili. Pergaminy nadal leżały na podłodze, niedomknięte szafki były nieruszone. Ginny bez słowa zaczęła zbierać pracę. Blaise przyglądał się dziewczynie, opierając plecy o chłodną ścianę.
– Zamierzasz mi pomóc? – zapytała w końcu zjadliwie. Ślizgon uśmiechnął się pod nosem i również zaczął sprzątać. Poszło im zaskakująco szybko.
– Świetnie, już wszystko – powiedziała Ginevra i zmierzała do wyjścia.
– Gdzie idziesz? – zdziwił się Zabini, był przekonany, że posiedzą sobie z Ginny dobrych parę godzin. Dziewczyna tylko się roześmiała.
– Chyba nie myślałeś, że z tobą zostanę… – Wyszła szybko, zostawiając nieszczęsny sweter. Zabiniego się nie wystawia, zobaczymy, kto się będzie śmiał jutro… Ślizgon właśnie wpadł na pomysł małej zemsty. Uśmiechnął się sam do siebie, trzymając sweter Gryfonki w dłoniach. Jak zawsze, starannie dopracował plan działania.
*

– Leć, tam gdzie zawsze.  – Chłopak wypuścił sowę. Pomimo późnej godziny, wymknął się do Sowiarni. Dawno już nie otrzymał listu od przyjaciółki, zaczynał się martwić. W końcu Luna Lovegood pozostawiona sama sobie… Wolał nie myśleć co może się wydarzyć. Krukonka po śmierci ojca nie chciała go widywać, nie chciała też wrócić do szkoły. Pozostały im tylko listy. Obserwował jak jego sowa, znika na tle ciemnego nieba. Gryfon zdecydowanie nie popierał wymykania się po ciszy nocnej, ale dla Luny mógł zrobić wyjątek. Cicho zszedł po schodach, opuszczając wieżę. 






17 komentarzy:

  1. wszystko pięknie. tylko nie wiem czemu gdy ktoś nawet zdawkowo wspomni o Lunie, a nie specjalnie występuje to mi tej szalonej istotki brakuje. pozdrawiam, życzę weny. i proszę o więcej Luny

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo! Mam nadzieję, że ta oschłość pomiędzy Pansy a Harrym to tylko na chwilę. Jestem także bardzo ciekawa co dalej z Ginny i Blaisem. Szczególnie nurtuje mnie to co planuje Zabinni :D. Proszę o więcej Luny, nawet można by zrobić jakieś spotkanie z nią? (ja tylko sugeruję)
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, życzę weny i czekam na następny :)
    #Dramione_N

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam, czytam, czytam, rozdzial sie skończył, chce przeczytać następny, patrzę, nie ma przyciusku... Ale jak to?! Odświeżam stronę, jeden raz, drugi, trzeci, nadal niv. Juz lekko poirytowana spoglądam na datę dodania i przeżywam szok... dlaczego? Rozdział zostal dodany wczoraj... Blok powstał w 2013 roku, a ja połknęłam go w nie całe 4 dni. Browo! Żadko co mnie tak wciąga ;) życzę duuuużo weny, masę pomysłów, i już się niecierpliwie na nowy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko -,- jak ja nienawidzę pisać na telefonie.... z góry przepraszam za błędy xD

      Usuń
  5. zanudził mnie ten rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jest cudowny! Warto było czekać. :D Jak to dalej będzie z tym Harrym i Pansy? Oby Pansy powiedziała wreszcie Harry'emu o przyjaciółce. A i sprawa wyleczenia Draco, mam nadzieję, że uda się Hermionie! Ale i tak co najbardziej mnie ciekawi, to jaką zemstę Zabini zgotuje Ginny! :D Czekam z niecierpliwośicą na kolejny rozdział, weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej, doczekałam się :)
    Cieszę się ogromnie. Rozdział jak zawsze świetny, ale widać ogromną różnicę między tymi, a tymi sprzed roku.
    Ciekawe co wykombinuje Zabini…
    Pozdrawiam ;)
    http://czterej-huncwoci-i-ruda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak w końcu kolejny rozdział! Nie mogę z tym Malfoy'em no nie moge:D Mam nadzieje, że jakoś się ugadają w najbliższych rozdziałach ahah :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny rozdział, chociaż w zasadzie nie wiele się dzieje, mam nadzieję, że w następnych rozdziałach będzie ciekawiej, no i, że będzie humor, którego tak dużo było na początku bloga.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. I jak zwykle się nie zawiodłam, ponieważ rozdział to kolejne cudo <3
    Z każdą kolejną linijką rozdziału, historia ta mnie coraz bardziej urzeka i wciąga ! :* coś niesamowitego! Tyle wątków, różnych akcji, uczuć, po prostu wow! :D
    Po pierwsze sprawa choroby Malfoy'a xd bardzo podoba mi się to jak rozegrałaś tą akcję. Rozchodzi mi się o rozwój mag-medycyny, na którym bardzo zależy Hermionie. To bardzo w jej stylu. Cieszy mnie to, że powodem nie jest sam Malfoy. To dodaje nutkę tajemniczości i sprawia, że ciekawość znacznie wzrasta :P
    Po drugie relacje między Harry'm i Pansy, które nadal są niejasne ;) strasznie się nie mogę doczekać kiedy w końcu się wyjaśni to co ich łączy :D ten parring pokochałam właśnie u cb i strasznie się niecierpliwię jak to się dalej potoczy. W końcu byłaby z nich naprawdę fajna parka :*
    I trzecia sprawa to Blaise i Ginny! Kocham ich na maxa!!!!! <3 <3 Oni są genialni! :* hahahahah zdesperowany Zabini, próbujący pogromić pannę Weasley w skórze smoka <3 hahahahahahha :D ahh, z utęsknieniem wyczekuję dalszych losów tej dwójki <3
    Kocham tego bloga i mam nadzieję, że kolejny rozdział już niedługo!! Pozdrawiam! :* ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie trzymasz się kanonów. Łamiesz stereotypy. Bawisz się wyobraźnią narzucając odmienne wytyczne. Wierzysz że ślizgoni i gryfoni mogą się przyjaźnić, a nawet zakochać w sobie z wzajemnością. Działasz nieszablonowo no to...zdróweczko. Wprowadzasz zupełnie inne standardy, a ja uwielbiam działanie sprzeczne z narzucanymi wytycznymi. Oby tak dalej. Życzę weny i zapraszam do siebie

    http://slytherin-pure-blood.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy rozdział???
    KOCHAAAAAM :*
    Weny, Lady <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam i czekam i bardzo narzekam!!!!! ;-; Mało Dramione..ten parring prakrycznie jest drugoplanowy :(No ale cóż...dam Ci jeszcze szanse może bedzie coraz lepiej :33 /Iggzys

    OdpowiedzUsuń
  14. Ej kiedy kolejny rozdział ten był genialny nic dodadac nic ując

    OdpowiedzUsuń
  15. Od kilku dni czytałam twojego bloga i pomimo, że nie które sytuacje były lekko paradoksalne to fabuła mnie zachwyciła. Przyjemnie się czyta, spodobało mi się to połączenie Harry'ego i Pansy :D Mało Dramione! Bardzo mało :( Proszę, proszę, proszę zmień to :( W momencie np. gdy Draco już normalnie i fajnie rozmawiał z Hermioną, a ty nagle wyjechałaś z tym wyzywaniem od szlam to miałam ochotę Cię zamordować! ughh ;-; I na koniec niestety skromne słowa krytyki: zdecydowanie pierwsze rozdziały były ciekawsze od tych 10 ostatnich :/ I jeszcze jedno, nie opisuj tak szczegółowo wszystkiego. Jak dla mnie to jest takie zapychanie, które ja najzwyczajniej w świecie omijam :/ Wolałabym, żeby rozdział był krótszy ale mniej napchany :( Ale generalnie wszystko bardzo fajnie, ale powtórzę prośbę: WIĘCEJ DRAMIONE PLS ♥ Za więcej takich momentów jak ten z drobnymi gestami oddałabym wszystko <3 Czekam na rozdział i życzę weny ;* Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham twojego bloga ale mam pytanie?Kiedy będzie.następny rozdział ? Weny życzę

    OdpowiedzUsuń