sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 47

Pomińmy mój wstęp, bo nie jestem wstanie napisać nic więcej niż to, że jest mi po prostu wstyd.
 ~Pani M.


Rozdział 47 – Malfoy Manor.

  Siedział nad jeziorem, nogi miał wyciągnięte przed siebie, rozmyślał. Nie było jakoś specjalnie zimno, jak na październik i chłopak mógł sobie na to pozwolić. Jego ruda czupryna odbiła się w tafli jeziora. Była niedziela i właściwie powinien pisać esej z obrony przed czarną magią, ale zupełnie nie miał do tego głowy. Hermiona pojechała do Malfoy Manor, martwił się. Co gorsza Harry był gdzieś we Francji i chłopak nie mógł podzielić się z nim swoimi obawami. Odczuł ulgę, kiedy uświadomił sobie, że jego przyjaciel już dziś wieczorem wróci do Hogwartu. Westchnął, przywołując w głowie obraz Hermiony. Tak cholernie się o nią bał! Wyczuł pod palcami płaski, niewielki kamień. Podniósł go i obejrzał dokładnie. Był to najzwyklejszy, szarawy kamyk.  Rzucił nim w stronę jeziora, podkręconym ruchem. Udało mu się puścić trzy kaczki.  To znów przypomniało mu o brązowookiej Gryfonce. Hermiona nauczyła go tej mugolskiej sztuczki. Złapał za kolejny kamień i cisnął nim w wodę. Tym razem, gdy tylko kamyk dotknął wody, poszedł na dno. Usłyszał czyjeś kroki i zerwał się z ziemi. Wyciągnął przed siebie różdżkę. Za plecami miał drzewa, a właśnie stamtąd dochodził dźwięk.  Obrócił się błyskawicznie. Znów odgłos deptanych liści. W końcu z pomiędzy drzew, wychyliła się Ślizgonka. Podejrzliwie zmrużył oczy, ale  opuścił różdżkę. Jeszcze jej nie chował.
– W końcu cię znalazłam, Weasley – powiedziała Astoria Greengrass, wychodząc z pomiędzy wysokich drzew.  – Przed kim się tak chowasz, co? – rzuciła kpiąco.
– Nie chowam się – odpowiedział, wtykając różdżkę za pasek sztruksowych spodni.
– Czemu tu tak sam siedzisz? – zapytała,  krzyżując ręce na piersi. Ron wzruszył ramionami.
– Czego chciałaś? – odezwał się w końcu. Astoria uśmiechnęła się.
– Pogadać.
– Chyba nie mamy o czym gadać – rzucił w jej stronę, odwracając się plecami do Ślizgonki. Podniósł kolejny kamień z suchej ziemi i cisnął nim w wodę.  Nic nie mówiła. Odwrócił się przez ramię.
– Jeszcze tu jesteś? – warknął. Chciał po prostu być sam lub z przyjaciółmi, ale na pewno nie potrzebował towarzystwa denerwującej Ślizgonki. Cały czas wracał myślami do Hermiony, która siedzi gdzieś sama z nieobliczalnym Malfoyem.
– Widzę, że z każdym naszym spotkaniem jesteś coraz milszy… – burknęła Astoria, poprawiając włosy.
– Naprawdę mam gdzieś twoje uwagi na temat mojego zachowania.
– Bez koleżaneczki, humoru też nie masz… – warknęła Ślizgonka.
– Mów czego chciałaś albo spadaj!  – Ślizgonka prychnęła, odwróciła się na pięcie i zniknęła pośród drzew. Ron Weasley znów został sam, a czwarty kamień ciśnięty ze złością, zatonął na dnie jeziora.
***
Dzień wcześniej, wieczorem…

– Może spróbujesz być miły? – Spojrzała błagalnie na syna. Zmęczenie, które w ostatnich dniach dało Nazcyzie się we znaki, teraz minęło całkowicie. Myśl o wizycie Hermiony Granger w Malfoy Manor dawała jej nadzieję. Nadzieję na ratunek dla syna.
– Miły? Dla tej szlamy?
– Draco!!! – wrzasnęła kobieta. – Wyrażaj się, kiedy ona tu przyjdzie… – przerwał jej podirytowany:
– Czemu naglę zaczęło ci to przeszkadzać? Pamiętasz jak  ciotka ją torturowała w naszym salonie?! Pamiętasz te wyzwiska?!  Ja doskonale pamiętam! – wrzasnął, a kiedy Narcyza zaniemówiła, dorzucił: – Wtedy było ci wszystko jedno. –  Choć nigdy w życiu nikomu się do tego nie przyzna, tamtego dnia nie mógł tego znieść.  
– W przeszłości…  – zaczęła Narcyza, ale znów jej przerwał, podnosząc się z fotela:
– W przeszłości? Przeszłość będzie nas prześladować do końca życia, codziennie będziemy sobie przypominać co było „w przeszłości”! Było pomyśleć zanim się do niego przyłączyliśmy!
– Dobrze wiesz, że nie było innego wyjścia! – krzyknęła Narcyza.
– Zawsze jest inne wyjście, ZAWSZE! – Po tych słowach chłopak opuścił salon i zniknął na schodach. Przeskakiwał po dwa stopnie, nie dbając, o to, że powinien się oszczędzać. Nienawidził kłótni z Narcyzą, bo to właśnie ona była jego oparciem. Zatrzasnął za sobą drzwi sypialni i rzucił się na łóżko. Nie chciał, żeby Granger oglądała  go w takim stanie, ale najwidoczniej to było nieuniknione. Obiecał sobie, że Gryfonka po jutrzejszej wizycie, nie będzie chciała wrócić do Malfoy Manor już nigdy więcej. Dobrze wiedział, że dziewczyn nie może mu pomóc, z resztą ona również o tym wiedziała. Jeszcze długo wpatrywał się w sufit, zanim zasnął. Nie miał żadnych snów.
***
  Starannie wypowiedziała adres zamieszkania państwa Malfoy. Narcyza zostawiła adres u dyrektorki, a to oddała go Hermionie. Gryfonka zniknęła, otoczona zielonymi płomieniami. McGonagall wpatrywała się jeszcze chwilę w pustą przestrzeń w kominku.
– Powodzenia – szepnęła, całkowicie świadoma, że jej podopieczna tego nie usłyszy. W takich chwilach jak ta, bardziej niż zwykle chciała aby Albus wrócił.

  Hermiona wylądowała w salonie Malfoyów. Zbierało jej się na wymioty, nienawidziła podróżować przy pomocy kominków, jednak nieprzyjemne uczucie szybko minęło. Ostrożnie wyszła z kominka i rozejrzała się po domu. Zupełnie inaczej to wszystko zapamiętała. Pomieszczenie nadal było mroczne, zakurzone i trochę odpychające, ale zupełnie nie pamiętała mebli. Dwa mosiężne fotele, obite skórą w odcieniu butelkowej zieleni i kanapa do kompletu były nowością. Również komplet mebli z ciemnego drewna, w tym niski stolik stojący pomiędzy fotelami, a kanapą. Pamiętała jak zwijała się z bólu na posadzce w miejscu, gdzie teraz spokojnie stoi fotel. Grube, szaroczarne zasłony w ogóle nie wpuszczały światła do pomieszczenia. Hermiona zanim zdążyła pomyśleć podeszła do jednego z wielkich, gotyckich okien. Cały dom Malfoyów przypominał jej trochę ten styl w architekturze, wszystko było raczej strzeliste, duże. Dominowały łuki. Szarpnęła kotarę, zasłaniającą okno, udało jej się trochę ją przesunąć, ale tylko odrobinę. Z kolejnym szarpnięciem odsłoniła połowę okna, tym samym wpuszczając do salonu trochę światła. W Malfoy Manor było cicho, naprawdę cicho i dziewczyna pomyślała, że w żadnym domu nie powinno tak być. To miejsce porównane do Nory dawało piorunujący kontrast. Dom państwa Weasleyów, chociaż nie tak duży i pełen bibelotów, wydawał się wesoły, głośny i pełen życia, nawet po śmierci Freada, natomiast dom Malfoya był po prostu przygnębiający. Hermiona znów szarpnęła za kotarę, przysłaniającą okno.
– Co ty wyprawisz, Granger? – Do jej uszu dotarł opryskliwy głos Dracona Malfoya. Odwróciła się przez ramię. Stał oparty o framugę łuku, łączącego salon z holem.
– Ja... Ja tylko… – Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć, a to zdarza się wyjątkowa rzadko. Sama nie wiedziała czemu chwyciła za te głupią zasłonę.
– Nie zadomawiaj się – rzucił z kpiącym uśmiechem.
– Wcale nie zamierzam – odparła cierpko i odeszła od okna.  Malfoy zrobił parę kroków w jej stronę, a gdy stanął bliżej dostrzegła jak strasznie się zmienił. Twarz miał niezdrowo białą, cerę tłustą, jakby nie był sobą. Włosy, które na pierwszy rzut oka były takie jak zwykle, niedbale uczesane i postawione z przodu na odrobinie żelu, straciły swój blask i pociemniały. Ślizgon miał wygniecioną koszulę. Jego wygląd ją zaszokował, nie sądziła, że jest tak źle.
– Czemu się gapisz, Granger? Brakuje ci tego widoku na co dzień? – znów zakpił, a współczucie, które przez chwilę towarzyszyło Gryfonce ulotniło się zanim dziewczyna zdała sobie z niego sprawę. Nic nie odpowiedziała.
– No co tak zamilkłaś? – Podszedł jeszcze bliżej i zerwał zasłonę z którą męczyła się panna Granger. Cofnęła się o krok, aby materiał na nią nie spadł. Teraz dostrzegła jeszcze więcej szczegółów informujących o złym samopoczuciu blondyna. Miał szkliste oczy, podkrążone. Wargi suche. Kiedy mosiężna zasłona spadła na podłogę do salonu wtargnęło światło. Kurz na meblach był doskonale widoczny, poświata padała na jeden z foteli, zakurzony stolik, kanapę i barek stojący pod ścianą. Ciemna podłoga przestała wydawać się czarna i Hermiona zauważyła, że tak naprawdę zrobiono ją z bukowego drewna. Ściany było ciemno szare, w całym salonie wisiał tylko jeden obraz. Najpewniej portret, ale Hermiona nie mogła ustalić czyj, bo postać opuściła ramę.
– Skoro już udało ci się zdemolować mi salon, myślę, że możesz iść – rzucił, zwijając kotarę i rzucając ją bliżej okna.
– Wcale nie zdemolowałam ci salonu! – Oburzyła się, nie miała pojęcia, jak odnieść się do reszty wypowiedzi. Uniósł jedynie pytająco brew.  Wtedy do salonu wkroczyła Narcyza.
– Witaj Hermiono.
– Dzień dobry – odpowiedziała grzecznie Gryfonka. Wzrok kobiety powędrował do odsłoniętego okna i zrzuconej zasłony.  Spojrzała na Dracona i uniosła pytająco brew. Hermiona poczuła się zobowiązana do wyjaśnień.
– To ja – rzuciła szybko. Wzrok Narcyzy przeniósł się na twarz Gryfonki, Hermiona spieszyła z wyjaśnieniami: – Pomyślałam, że przydałoby się więcej światła i… i próbując odsłonić okno, zrzuciłam zasłonę. – Rysy pani Malfoy złagodniały, można było również dostrzec cień uśmiechu na jej smukłej, pociągłej twarzy.
– Tak, zdecydowanie za ciemno tutaj. – Zgodziła się. Draco nie wierzył własnym uszom. Jego matka nikomu nie pozwalała zmieniać wystroju domu. Nawet skrzaty, gdy chciały coś przenieść musiały pytać o zgodę.
– Że co?! Przecież to… to… – poddał się, widząc zdziwienie Granger i szczere zainteresowanie matki. – NIE-WAŻ-NE, po prostu…  Ehhh… – Machnął na to ręką.  Dostrzegł jak zakurzony jest ich salon i stwierdził, że to wina skrzatów. On nie będzie się tym przejmował.
– Może usiądziemy? – Narcyza zachęcającym gestem wskazała fotele. Usiadła na kanapie, wpatrując się wyczekująco w uczniów Hogwartu. W końcu Draco i Hermiona zajęli fotele.
– Ja… – Hermiona postanowiła zabrać głos, wpatrywała się w swoje dłonie, złożone na kolanach. – Ja nie chcę pani rozczarować, ale nie zakładajmy, że uda mi się mu pomóc. – Kątem oka zerknęła w stronę Malfoya, chłopak siedział niewzruszony.
– Nie oczekujemy od ciebie cudu, ale raz już się udało… może… – Narcyza zawahała się chwilę.
– Ona po prostu dała mi w twarz, nie sądzę, żeby to był klucz do sukcesu – parsknął ironicznie blondyn. Udawał, że w ogóle go to nie obchodzi. Obojętność była jego tarczą, którą tak często się zasłaniał.
– Jednak nikomu innemu nie udało się powstrzymać ataku, nawet najlepsi magomedycy… – wszedł jej w słowo:
– Nie byli tak walnięci, żeby bić mnie po twarzy. Tu masz rację. – Narcyza zgromiła go spojrzeniem. Hermiona nadal siedziała cicho, wpatrując się w swoje dłonie. Zupełnie nie rozumiała co tu robi.
– Co tak zamilkłaś, Granger? Zawsze masz tyleee do powiedzenia . – Ale Gryfonka nie odpowiedziała na zaczepkę, przygryzła lekko wargę. Denerwowała się, poza tym przypomniała sobie poprzednią wizytę w tym domu. Odruchowo dotknęła nadgarstka. Draco dostrzegł ten ruch i jakieś dziwne uczucie próbowało go zniszczyć od środka. Zmarszczył z niesmakiem nos, jakby poczuł coś nieświeżego.
– Muszę się napić – mruknął, wstając. Narcyza nawet nie zdążyła zaprotestować, kiedy Ślizgon podszedł do barku, odkorkował butelkę alkoholu i pociągnął sporego łyka.  Spojrzał w stronę kanapy. Narcyza gromiła go spojrzeniem, natomiast panna Grenger nawet nie podniosła wzroku, trzymała się za nadgarstek, czym denerwowała go jeszcze bardziej. Wyjął z barku dwa piwa kremowe i przywołując skrzata, posłał po szklanki.  Pojawienie się skrzata domowego wzbudziło zainteresowanie Gryfonki. Najwidoczniej była o coś zła, bo charakterystycznie zmarszczyła nos. Hermiona widząc skrzata domowego zupełnie porzuciła myśli o bliźnie i znaku. Te małe stworzenia zwróciły jej uwagę, przypominając sobie Zgredka, zastanawiała się czy pozostałe skrzaty Malfoyowie traktują tak samo.
– Co jest Granger? Nie lubisz skrzatów? – zapytał  Draco, siadając na fotelu z butelką w dłoni.  Doskonale wiedział o WESZ’y, stowarzyszeniu, które założyła Gryfonka i podejrzewał dlaczego dziewczyna zainteresowała się Opowiastką, stwierdził, że to durne imię dla skrzata i sam nie wiedział co go podkusiło, aby nadać je skrzatce. Tłumaczył sobie to wiekem, w końcu miał zaledwie osiem lat, kiedy Opowiastka zamieszkała w Malfoy Manor.
– Draco, odłóż alkohol, jest stanowczo za wcześnie, nie powinieneś tyle pić.
– I tak najprawdopodobniej umrę, daj mi się nacieszyć życiem – rzucił, rozsiadając się w fotelu. Upił kolejny łyk, a skrzat wrócił z szklankami zostawił je na stole i zniknął. Narcyza nie wytrzymała i wstała z kanapy. Powstrzymując łzy, wyszła w pośpiechu. Uwaga syna zabolała ją tak bardzo, że nie mogła wytrzymać. Zostawiła ich, zamykając się w łazience. Łzy ciekły po policzkach kobiety, nie była zła ani o alkohol, ani o wyzwiska. Uświadomiła sobie, że to co chłopka mówi jest prawdą. Po raz pierwszy chciała, żeby znów zaczął ją okłamywać. Straciła już Lucjusza, ale nie dlatego, że siedzi w więzieniu. Straciła go już dawno, kiedy  Czarny Pan się odrodził. Teraz miała stracić jedynego syna. Dostrzegła swoje odbicie w lustrze. Zapuchnięte, czerwone oczy i policzki mokre od łez. Nie mogła stracić ich obu, ale pokładanie nadziei w osiemnastolatce, która nawet  nie zdała jeszcze Owumentów nie było najlepszym pomysłem.
- Co ta dziewczyna może? – zapytała swoje lustrzane odbicie. Jak na ironię mogła bardzo dużo.

  Hermiona nie mogła zrozumieć dlaczego Draco traktuje tak jedyną osobę, której na nim zależy.  W takich chwilach nienawidziła go jeszcze bardziej. Zapomniała o skrzatach, o Bellatriks, zastanawiała się jak można być takim potworem.
– Zraniłeś ją – powiedziała lodowatym tonem. Spojrzał na Gryfonkę, odkładając butelkę na stół.
– Niby czym? Przesadzasz, Granger. – Jednak dobrze wiedział, że dziewczyna ma rację. Chyba przesadziłeś z tą obojętnością. Podpowiedział mu jakiś irytujący głos. Kurwa, wariuję. Słyszę głosy jak Potter. Przebiegło mu przez głowę.  Z tych rozmyślań wyrwał go głos dziewczyny:
– Nie musisz jej przypominać, że najpewniej umrzesz. I tak jest jej ciężko.
– Niby dlaczego jest jej ciężko? To ja tu przechodzę przez te wszystkie tortury – parsknął.  Nie potrafił zrozumieć dlaczego ktoś miałby się nim przejmować, skoro od powstania Czarnego Pana rodzice mieli go gdzieś.
– Jaki ty jesteś samolubny, Malfoy! Ona cię kocha, matole i zależy jej na twoim zdrowiu! To chyba oczywiste, że jest jej ciężko, a nawet ciężej niż tobie, narcystyczny dupku! – Wstała z fotela w tej całej złości.  Draco zaniemówił.
– Oczywiście, że ty tego nie zrozumiesz, bo przecież nie jesteś zdolny do odczuwania czegokolwiek!  – mówiła dalej, była tak oburzona jego zachowaniem.
– Pomijając ból… – wtrącił cicho. Jego głos był przepełniony goryczą. Hermiona urwała w pół zdania. Odgarnęła włosy, które przy tym wybuchy złości opadły jej na twarz.  
– Ja… Ja... Nie chciałam – wydusiła w końcu, choć tak naprawdę była szczęśliwa, że w końcu jej się udało dotrzeć, choć w niewielkim stopniu, do Ślizgona.  Jednak zaraz pomyślała jak musiało wyglądać jego życie, skoro jest w stanie odczuwać jedynie ból. Zastanawiała się, czy rodzice choć raz powiedzieli, że go kochają. Pewnie nie.
– Ta, bo ci uwierzę – warknął w jej stronę.
– Ja… A wiesz co? Chciałam, bo jesteś zwykłym dupkiem! Nie szanujesz nawet swojej matki, a to chyba jedyna osoba, która jest w stanie znieść twoje wszystkie wady i nadal cię kochać. Jak mogłeś ją tak potraktować? – zapytała z niedowierzaniem. Słowa dziewczyny nie zrobiły na nim większego wrażenia. Był już znudzony wysłuchiwaniem, jak to strasznym jest synem.
– Granger i po co marnujesz tyle śliny na mówienie? Zamknęłabyś się czasem i wszystkim wyszłoby na dobre.
– Mówisz tak, bo to co powiedziałam to prawda, Malfoy.
– I co w związku z tym? Okjy, jestem dupkiem. Co ci da powtarzania tego w kółko? 
– Masz racje, nic. Ale byłam tak naiwna, żeby wierzyć, że coś do ciebie dotrze i się zmienisz. Teraz widzę, ze to bez sensu. – Nie wierzyła w to co mówiła, ale postanowiła zagrać tą samą kartą co Ślizgon. Udała całkowitą obojętność na jego los. Malfoy z tej całej wypowiedzi wyłapał coś innego. „Wierzyłam, że się zmienisz.” Głos Hermiony rozbrzmiał w jego głowie. Zaiperytował to inaczej:  Chcę, żebyś się zmienił, bo zależy mi na tobie. Był świadomy, że resztę sobie dośpiewał, ale jakoś tak miło mu się zrobiło.
– Po co tu właściwie jesteś, Granger? – zapytał po chwili milczenia.
– Mam cię namówić na powrót do szkoły. – Uświadomiła sobie to, dopiero, gdy wypowiedziała te słowa na głos. Nie każą ci go uzdrowić, ma tylko wrócić do szkoły.
– Myślałem, że chociaż ty jesteś rozsądniejsza, Granger.
– O co ci znowu chodzi? – syknęła, mrużąc gniewnie oczy.  Nie tak wyobrażała sobie te wizytę. Malfoy miał być przykuty do łóżka i tak słaby, że nie umiał by wymówić ani słowa sprzeciwu. Zamiast tego dostała wrednego Ślizgona, który kłócił się nie mniej zażarcie niż ona.
– Czemu wszyscy chcecie tak ryzykować! Sama widziałaś co stało się przy ostatnim ataku w szkole. – Uśmiechnęła się  tryumfująco.
– Czego się szczerzysz? – warknął, na co Gryfonka parsknęła śmiechem.
– Bo jednak na kimś ci zależy, a jest takich osób więcej niż sam przypuszczasz.
***
Gdzieś nad północną Francją

– Duszno tu – powiedziała Ślizgonka, odgarniając włosy na plecy. Lecieli dopiero pierwszą godzinę, a ona już nie mogła wytrzymać. Wyciągnęła gumkę i związała ciemne włosy w kucyk. Na dworze nie było ciepło, ale w środku powozu nie dało się wysiedzieć.
– Było lecieć późniejszym powozem, a nie tym w środku dnia.
– Chcesz być szybciej w Hogwarcie, czy nie? – Harry wzruszył ramionami. Spakowali się dość szybko i jeszcze szybciej opuścili Beauxbatons. Alexis nie omieszkała wycałować Harry’ego na drogę, czym zepsuła Parkinson humor na najbliższe pięć lat. Ślizgonka w końcu uświadomiła sobie, że najzwyczajniej w świecie jest zazdrosna. Nie czuła się z tym dobrze, ale przynajmniej wiedziała na czym stoi. Właściwie to ty nic nie wiesz! Całujecie się, a potem każecie sobie o tym zapomnieć. Takie nieprzyjemne myśli dręczyły ją od dłuższego czasu. Nie miała pojęcia o niczym co się między nią, a Gryfonem działo. Postanowiła coś z tym zrobić, ustalić coś raz na zawsze.
– Mam dość – oświadczyła, wlepiając spojrzenie niebieskich oczu w twarz chłopaka.
– Nie przesadzaj, nie jest, aż tak gorąco – odpowiedział Harry święcie przekonany, że dziewczyna mówi o zaduchu w powozie.
– Nie chodzi mi o pogodę – rzuciła z politowaniem.
– Więc co tym razem? – Harry aż bał się pytać. W ogóle nie wiedział, czego ma się spodziewać po Parkinson. Z Ginny nie było takiego problemu… Zaraz! Czemu na Merlina, porównuję Parkinson do Ginny? Wolał nie iść tym tokiem rozumowania dalej, bo mógł dojść do dziwnych wniosków.
– Musimy w końcu pogadać o tym co się między nami dzieje… – Przerwał jej unosząc brwi:
– A coś się dzieje? – Westchnęła.
– No właśnie o tym mówię! Wczoraj mnie całujesz, dziś mówisz, że nic się nie stało i obściskujesz się z Alexis! Mam dość tej telenoweli!
– To ty mnie wczoraj pocałowałaś!
– A ty nie protestowałeś zbyt głośno…  – rzuciła ironicznie. Harry nic nie odpowiedział. Jego również męczyły takie relację z Ślizgonką.
– Ustalmy sobie coś raz, a porządnie – zaczęła Pansy, ale nie dał jej dokończyć.
– Ty lepiej nic nie ustalaj, bo znów każesz mi trzymać się od ciebie z daleka. – Zebrał w sobie całą gryfońską odwagę, żeby to powiedzieć. Po wczorajszym pocałunku, wiedział, że nie chce się od niej trzymać z daleka.
– A co mam zrobić, skoro boisz się mówić mi po imieniu przy znajomych, pomyśl co będzie jak cię pocałuje na korytarzu! – Uśmiechnął się.
– Chcesz mnie całować na korytarzach?
– Co? Nie, ja… Nie zmieniaj tematu! – Rzuciła mu spojrzenie spode łba.
– Pansy, lubię cię, a ty chyba lubisz mnie. Może po prostu spróbujmy coś z tym zrobić, zamiast grać w kotka i myszkę. Ja też mam dość.

– Co proponujesz? – zapytała sceptycznie. Wiedziała, że to nie ma prawa się udać, ale na przekór wszystkiemu chciała spróbować. Nie pomyślała jedynie o Astorii, która nigdy w życiu nie da im spokoju. Zanim zdążyła choćby to jeszcze raz przemyśleć Harry wstał ze swojej kanapy i nachylając się nad nią, dotknął swoimi wargami jej czoła. Poczuła jak jej żołądek robi salto w tył. To były przysłowiowe motylki w brzuchu. Harry położył ręce po obu stronach jej głowy. Pansy nie wahając się, pocałowała go.  Nie zastanawiała się nad niczym, chciała po prostu, żeby ta chwila trwała bez końca.









18 komentarzy:

  1. Hej,
    Nie ma mnie 5 minut, a tu takie zmiany, super szablon :D
    Harry i Pansy wreszcie spróbowali porozmawiać ^^ Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, zżera mnie ciekawość jak zakończy się spotkanie Hermiony w Malfoy Manor :D
    Baaadzo podobają mi się zdjęcia, które dodajesz pod każdym rozdziałem :3
    Just.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy komentarz!
    Wreszcie i Hansy, i Dramione, i Ron z Astorią. Świetnie :)
    Hansy <3
    http://czterej-huncwoci-i-ruda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie dodałaś nowy rozdział , dramione było świetne zresztą jak wszystko inne . Warto było na niego tyle czekać . Mam nadzieje że kolejny rozdział pojawi się już niedługo bo naprawdę już nie mogę się doczekać <3
    Pozdrawiam i życzę bardzo dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu jest Dramione! Czekam na dalszy rozwój wypadków!
    Pansy i Harry też wypadli dobrze. Porozmawiali i pocałowali się.
    Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale pojawi się ciekawsza relacja pomiędzy Draco a Hermioną
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje HANSY!!!! Nareszcie!!!
    Bardzo podobały mi się przemyślenia Draco.
    A gdzie Blinni ???
    Rozdział świetny- jak zawsze !!!!
    Kiedy następny rozdział???
    Pozdrawiam i życzę duuuuuużo weny!!!
    Lady :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy następny rozdział? To chyba najtrudniejsze pytanie... Być może w poniedziałek (?) ALE nic nie obiecuje, nie wiem kiedy się pozbieram...
      ~Pani M.

      Usuń
  6. Czekam n'a next! Cudowne!!!
    ~~Ghostface

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu nie ma wątku o Nevillu i o Daphnie? Jak jest to na prawdę bardzo rzadko i według mnie zdecydowanie zbyt krótko. :| Uwielbiam tą parę a pojawia się coraz rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. GE-NIAL-NE!! Astoria chce poderwać Rona, boskie zagranie! xD Scena z Hermioną i Malfoy'em była świetna, mam nadzieję, że chłopak wróci do Hogwartu. Jestem bardzo ciekawa jak to będzie dalej z Harry i Pansy! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, weny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyżby Ron i Astoria...? ;> Ogólnie Ron jest fajny u Ciebie, nie robisz z niego potwora! Dramione <3 Aczkolwiek zachowanie Draco... brak słów, żeby tak traktować własną matkę... Ale najlepsze zakończenie! Harry i Pansy! *0* ♡♥♡
    Pozdrawiam i życze duuuużo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyżby Ron i Astoria...? ;> Ogólnie Ron jest fajny u Ciebie, nie robisz z niego potwora! Dramione <3 Aczkolwiek zachowanie Draco... brak słów, żeby tak traktować własną matkę... Ale najlepsze zakończenie! Harry i Pansy! *0* ♡♥♡
    Pozdrawiam i życze duuuużo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super rozdział, czekam na następny :)
    #Dramione_N

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy następny rozdział? Mam nadzieje że jak najszybciej, nawet nie wiesz jaka to udręka czekać tyle na kolejny zwrot akcji! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nareszcie Dramione już myślałam że się nie doczekam. Ich spotkanie wypadło nieżle.
    Hansy taka z nich słodka para :D
    Ron i Astoria no no może coś z tego będzie :D
    Czekam na kolejny rozdział ale najpierw zregeneruj siły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Fajny szablon. Dawno mnie tu nie było więc dopiero teraz zauważyłam :D

      Usuń
  15. Czekam już na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. I kolejny cudowny rozdział ! ;*
    Omajgasz. Kto by się spodziewał że w Malfoy Manor tak się rozwinie sytuacja? To było genialne <3 ta ich gra/walka czy jak to tam nazwać między sobą to jest coś co kocham najbardziej w paringu Dracona i Hermiony <3 nic dodać, nic ująć, no chyba ze już nie mogę się doczekać dalszego rozwoju sytuacji *-*
    No i ta końcowa sytuacja w powozie. O luniu! Hahahahhaha :D boskie ;* czytam dalej!

    OdpowiedzUsuń