niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 46


Rozdział 46 – Jeśli potrafisz się pogodzić z bezsilnością, nigdy ci nie zależało. 

 Otworzyła drzwi gwałtownie, spodziewając się Harry’ego, ale w drzwiach stała Sophie.
– Ślicznie wyglądasz – powiedziała po francusku, co Ślizgonka zrozumiała bez trudu.
– Dzięki – odpowiedziała z uśmiechem. Trochę współczuła koleżance, że tamta nie może iść na bal. Była tylko rok młodsza. Pansy podeszła do kufra i wygrzebała z niego perfumy. Był to drobny, przeźroczysty flakonik. Dostała go w szóstej klasie od Draco i Blaise’a na urodziny. Wiedziała, że były drogie i używała ich tylko na specjalne okazje. Nie miała tylko pojęcia co zrobić z różdżką, krążyła nerwowo po pokoju, zupełnie zapominając o gościu.
– Szukasz czegoś? – zapytała w końcu Sophie. Ślizgonka zatrzymała się pośrodku pokoju.
– Oh… Przepraszam Sophie, trochę się stresuje, poza tym nie wiem, gdzie dać różdżkę i Potter pewnie zawali taniec i… – Uczennica Beauxbatons przerwała jej swoim śmiechem.
– Po co ci różdżka na balu? – zapytała w końcu.  Pansy wzruszyła ramionami, sama nie wiedząc.
– Właściwie to przyszłam ci powiedzieć, że Harry będzie czekał na ciebie przy sali jadalnej.
– Powiedział ci to francusku?
– Nie, Alexis kazała przekazać . – Na samo imię tej dziewczyny coś w Ślizgonce się gotowało. 
– Dzięki Sophie, bo pewnie tkwiłabym tu do niedzieli.
– Myślę, że to by była wielka strata. – Uczennica francuskiej szkoły puściła ciemnowłosej oczko.
– Chyba już pójdę – odezwała się znów Sophie.
– Tak… ja... Po prostu dzięki. – Pansy uśmiechnęła się do młodszej koleżanki. Gdy Sophie wyszła i zamknęła za sobą drzwi, Pansy spryskała się perfumami, odłożyła flakonik na komodę obok różdżki i również wyszła.
*
Harry stał przed salą jadalną. Co chwilę mijała go jakaś para. Widział też Alexis z jakimś wysokim facetem. Musiał być dużo starszy. Może w wieku Barkleya?  Przeszło mu przez myśl. Widział też Iwana z niziutką, pyzatą blondynką. Czekał, powtarzając w głowie kroki tego cholernego walca. Miał na sobie czarną szatę wyjściową, białą koszulę i czarną muchę. Strój chłopaka nie różnił się za bardzo od tego, który miał na sobie w czwartej klasie. Przypomniał sobie tą totalną katastrofę. Miał tylko nadzieję, że ten bal wypadnie  lepiej. Po chwili podeszła do niego madame Maxime z Alexis, jej partnerem i jeszcze jedną dziewczyną.
– Harry, gdzie zgubiłeś partnerkę? Zaraz tańczycie – oznajmiła dyrektorka, rozglądając się dokoła. W tym momencie podeszli do nich uczniowie Dumstrangu, każdy ze swoją partnerką. Dymitirowi towarzyszyła jakaś wysoka brunetka, wyższa nawet niż on sam. Iwan natomiast przyszedł z niziutką blondynką, którą już wcześniej Harry widział. Wszyscy czekali tylko na Parkinson.
– Ona zaraz przyjdzie – skłamał.
– To świetnie, bo zaraz zaczynamy – poinformowała madame Maxime i odeszła, wołając kogoś po imieniu. Alexis uśmiechnęła się do Harry’ego.
– Nie spinaj się tak – powiedziała cicho, stając obok niego. Gryfon był oszołomiony jej wyglądem.  Miała zwiewną, różową sukienkę na cieniutkich ramiączkach. Włosy upięte wysoko, wyglądała naprawdę świetnie.
– Nie spinam się – rzucił. Alexis uśmiechnęła się tylko i odeszła do swojego partnera, chłopak wiódł za nią wzrokiem. Nagle zza zakrętu wyszła Parkinson. Trzymała swoją suknie, aby się nie potknąć, wzrok miała wlepiony w ziemię. A szkoda, bo przegapiła minę Harry’ego. Gryfon doskonale pamiętał, jakie Hermiona miała wejście na balu w Hogwarcie, czuł się jakby przeżywał deja vu. Myślał, że to Alexis wygląda świetnie – mylił się. Rozejrzał się dookoła, myśląc, że ujrzy zdziwione spojrzenia, jednak nikt nie zwracał uwagi na Ślizgonkę. Zamknął otwarte dotąd, usta, nie wiedział co myśleć, bo w jego mniemaniu dziewczyna przyćmiła dziś wszystkich. Spojrzała na niego i uniosła jedną brew, jakby pytała na co się gapi. Harry szybko się otrząsnął i wyciągnął rękę do Ślizgonki. Chwyciła ją i podeszła bliżej. Chłopak stwierdził, że pięknie pachnie. Dopiero teraz Dymitir spojrzał w stronę Pansy. Uśmiechnął się i powiedział coś po bułgarsku, ale ani Pansy ani Harry nie zrozumieli. Ustawili się w kolejności, w której będą wchodzić do sali jadalnej. Pansy i Harry stali tuż za Alexis i jej wysokim chłopakiem. Zaraz miały rozpocząć się tańce.
– Stresujesz się? – szepnęła Pansy, nachylając się w stronę Gryfona. Kilka jej ciemnych włosów połaskotało policzek chłopaka. Pokręcił głową.
– Spokojnie, ćwiczyliśmy to, jak się nie zabiję w tych butach to będzie dobrze – rzuciła jeszcze, a potem rozbrzmiała muzyka.
*
Poszło im zaskakująco dobrze, Harry ani nie podeptał dziewczyny, ani nie pomylił kroków. Był z siebie dumny.  Po tym jak odtańczyli swoje Pansy zajęła miejsce przy stoliku razem z Iwanem i jego partnerką. Okazało się, że Milena potrafi co nieco po angielsku. Iwan co jakiś czas rzucał komplement w stronę Ślizgonki, ale Milenie chyba to nie przeszkadzało, Harry’emu – owszem.
– Przyniosę poncz – rzucił, wstając od stołu. Sala Jadalna została specjalnie udekorowana z okazji balu. Z sufitu leciały srebrne i złote iskierki, które nigdy nie miały dotknąć podłogi. Okna były przystrojone złotymi i srebrnymi, brokatowymi zasłonami, pod kolor obrusów. Złoto i srebro zdecydowanie dominowały, ale nie zabrakło również zieleni. W białych donicach stały przepiękne grubosze i cieszyły wzrok. Nad drzwiami do sali utworzony był tunel z czerwonych róż. Harry szedł bardzo pewnie i przyciągnął spojrzenie nie jednej uczennicy francuskiej szkoły. Podszedł do stołu bufetowego, zabrał ze sobą dwa kubki pełne różowej substancji. Omijając tańczących, doniósł pełne porcje napoju do stolika. Zastał Pansy samą. Już chciał pytać, ale dziewczyna uprzedziła go odpowiedzią.
– Poszli tańczyć – spojrzała w stronę wirujących par na parkiecie. Harry usiadł obok niej na krześle i podsunął kubek z napojem dziewczynie.
– Dzięki – mruknęła, upijając spory łyk.  Harry zastanawiał się, czy nie poprosić Ślizgonki do tańca, ale nie mógł się przemóc. Nagle podeszła do nich roześmiana Alexis.
– Czemu się nie bawicie? Wiem, że teraz trochę nudno, ale poczekajcie, aż nauczyciele się stracą! To dopiero będzie! – krzyczała, aby przebić się przez muzykę. Harry uśmiechnął się do niej.
– Bawimy się świetnie – zapewnił. Alexis puściła mu oczko i wróciła na parkiet. Pansy nerwowo przygryzła wargę, chciała zapytać Gryfona, czy nie poszliby tańczyć, ale zrezygnowała. Ale z ciebie tchórz!  Usłyszała głos w swojej głowie.  Przesiedzieli kolejne dziesięć piosenek w ciszy. W końcu Iwan wrócił do stolika.
– Gdzie zgubiłeś parę?! – zapytała, wrzeszcząc Pansy. Muzyka była naprawdę głośno.
– Wi toalecjie! – wrzasnął Iwan w odpowiedzi. – Zataniczysz? – dodał szybko, kątem oka zerkając na Harry’ego. Ślizgonka skinęła głową. Strasznie się cieszyła, ze nie przesiedzi całego balu. Iwan nie chciał  wypuścić jej z objęć przez kolejne cztery utwory. Harry obserwował jak jego towarzyszka wiruje na parkiecie. Żałował tylko, że nie z nim. W końcu wrócili do stolika. Ślizgonka od razu wypiła całą zawartość swojego kubka.  Harry rzucił Iwanowi spojrzenie z pode łba, ale uczeń Dumstrangu nic sobie z tego nie robił.  W końcu wróciła towarzyszka Iwana i razem odeszli w stronę parkietu. Para hogwardzkich uczniów znów została sama.
– Lubię tą piosenkę… – rzuciła Ślizgonka, gdy tępo zwolniło i cała sala zaczęła kołysać się w rytm muzyki. Właściwie nawet nie znała tytułu piosenki, chciała po prostu sprowokować jakąś reakcję Gryfona. Udało się.
– Słuchaj – zaczął Harry – wiem, że liczysz teraz na taniec. Wiem, że przyszliśmy tu razem i nie chcesz przesiedzieć całego balu, ale zrozum, ja nie tańczę. Nie lubię tego i nie robię, kiedy nie musze.  – Wyrzucił z siebie i zacisnął szczękę.
–Wiesz, rozumiem, że jestem Ślizgonką i normalnie się nie znosimy, ale czy chociaż dziś możesz zapomnieć o tym wszystkim i pozwolić mi się bawić? – Już miał coś powiedzieć, ale dziewczyna kontynuowała. – Wiem, że  one wszystkie wyglądają lepiej niż ja, ale mógłbyś przez chwilę nie zwracać uwagi na wygląd i zatańczyć ze mną? I na Merlina, nie gap się cały czas na tyłek Alexis, w końcu ktoś zauważy…
– Tu wcale nie chodzi o wygląd, ani o Alexis i wcale się nie gapię. – To ostatnie syknął w stronę Parkinson. Ta tylko uniosła lekceważąco brew.
– Nie tańczę z nikim, proste? – Niestety Harry miał pecha, dokładnie w tym momencie podeszła do nich Alexis i chwyciła Gryfona za ramię.
– Wiszę ci taniec, pamiętasz? – Po czym wyciągnęła go na parkiet. Pansy nie mogła uwierzyć własnym oczom. Partner Alexis usiadł obok niej na krześle. Nic nie mówił, po prostu obserwował Harry’ego.
– Cześć – powiedziała cicho po francusku Pansy. Mężczyzna oderwał wzrok od patrzących.
– Ty jesteś ta z Anglii? – zapytał. Ślizgonka kiwnęła głową.
– Jestem Thomas – powiedział po angielsku i wyciągnął rękę w kierunku zdziwionej dziewczyny.
– Pansy – odpowiedziała z uśmiechem.
– Widzę, że bawisz się świetnie – zakpił. Od jakiegoś czasu miał ochotę zapalić, ale nie mógł przy uczennicach i nauczycielach. Thomas był dorosłym mężczyzną, już dawno skończył szkołę. Alexis poznał w te wakacje, dość dobrze się dogadywali, ale to nie było nic poważnego.
– Bywa – rzuciła, wzruszając ramionami.
– Może chcesz zatańczyć? Chyba, że masz coś innego do roboty…
– Chodźmy.
*
Harry nie podejrzewał, że tak dobrze będzie mu się tańczyć. Alexis była wspaniałą partnerką. Przetańczyli dobre pięć piosenek, a Gryfon nawet nie pomyślał o Parkinson. Aż do momentu w którym nie zauważył jej w objęciach Thomasa. Nie przejął się tym za bardzo, muzyka zwolniła.  Alexis zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła trochę zmieszanego chłopaka bliżej siebie. Harry objął ją w tali. Interesowało go, czy Ślizgonka tą piosenkę również przetańczy z partnerem Alexis. Owszem tańczyli, potem dziewczyna zaczęła coś gestykulować, już po chwili próbowała się wyrwać. Gryfon zmarszczył brwi, puścił swoją partnerkę.
– Muszę coś sprawdzić – rzucił i uśmiechnął się przepraszająco. Alexis była w szoku, chyba pierwszy raz ktoś ja tak po prostu zostawił, tym bardziej w tak magicznej chwili. Pansy szybko opuściła salę, niemal biegiem. Thomas rozejrzał się po sali, a gdy dostrzegł Alexis uśmiechnął się pod nosem i ruszył w jej stronę. Mijając Pottera szturchnął go w ramię.  Harry nie przejął się tym, chciał jak najszybciej dotrzeć do Parkinson. Dziewczyna zniknęła zza łukiem z róż. Gryfon potrącał tańczących, wolna piosenka dobiegała końca. Wyszedł z sali. Nie miał pojęcia w którą stronę udała się ślizgonka, do sali jadalnej prowadziły trzy różne korytarze. Jęknął bezsilny. Wtedy pomoc nadeszła z najmniej spodziewanej strony. Przez środkowy korytarz wyszła w jego stronę Sophie. Gdy zobaczyła chłopaka uśmiech zniknął z jej twarzy. Zaczęła coś szybko mówić po francusku i gestykulować.
– Gdzie jest Parkinson?! – wrzasnął na nią Potter. Chciał wiedzieć co się stało, Sophie zaniemówiła. Zamrugała kilka razy oczami i wskazała korytarz z którego przyszła. Prowadził na dwór.  
– Dziękuje – rzucił Harry, mijając ją biegiem. Korytarz wychodził na plac przed szkołą. Plac na którym wylądował ich powóz, nie było innej drogi w dół niż powóz zaprzęgnięty w pegazy, dlatego też teren był ogrodzony białą balustradą z jakiegoś kamienia. Akademia znajdowała się wysoko w górach. Zrobiło się późno i księżyc zdążył wdrapać się na nieboskłon, rozsiewając za sobą tysiące gwiazd. Dostrzegł ją, stała pochylona nad balustradą, jej odsłonięte ramiona drgały. Wiedział co to oznacza - płakała. Zrobił parę kroków w jej stronę, nie usłyszała go pomimo ciszy panującej na dworze. Brak muzyki był aż ogłuszający w porównaniu z gwarem w sali jadalnej.
– Pansy? – szepnął. Zrobił kolejne kilka kroków w jej stronę. Znieruchomiała natychmiast.
– Odejdź – powiedziała bezsilnie i obojętnie. Harry przyzwyczaił się do jej nieznoszącego sprzeciwu tonu, dobitnego i pewnego siebie, ale to co właśnie wyszło z ust Ślizgonki nie przypominało niczego.
– Coś się stało? – zapytał, ani przez myśl mu nie przeszyło, żeby odejść zgodnie z jej prośbą.
– Odejdź – powtórzyła jedynie. Stanął obok niej i wlepił wzrok w nicość na dole. Dostrzegł jak dziewczyna kurczowo zaciska dłonie na balustradzie.  Nic nie mówił, bo i tak nie miał nic konkretnego do powiedzenia. Niby kim był żeby ją pocieszać? Przecież oni nawet się nie lubili, praktycznie nie znali. Pansy hamowała płynące łzy, nie chciała, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie, kiedy to wszystkie wspomnienia jak tsunami zalały jej głowę.
– Czy możesz zostawić mnie samą? – zapytała, przełykając gorzkie łzy.
– Wy Ślizgoni zawsze myślicie, że musicie być sami, to wasza największa wada. Zapominacie, że każdy kogoś potrzebuje… – Podniosła głowę i popatrzała na niego załzawionymi oczami. Łzy pociekły jej po policzkach, a potem przytuliła się do niego. Oparła głowę na jego ramieniu, pogładził ją po plecach. Odruchowo, tak po prostu. Stali tak przez chwilę.
– A wy Gryfoni – zaczęła szeptem – zawsze chcecie, pomóc, to wasza najbardziej denerwująca zaleta… Dzięki – dodała.  Harry uśmiechnął się sam do siebie, gładził Ślizgonkę uspokajającym gestem po plecach. Kiedy dotknął jej nagich ramion, przekonał się jak zimno jest na dworze. On dzięki koszuli i czarnej szacie wyjściowej w ogóle tego nie odczuwał.
– Zimno ci? – zapytał z zamiarem oddania dziewczynie swojej szaty.
– Już nie – szepnęła, nadal wtulona w jego ramię.
– Czy… Czy on ci coś zrobił? – Zabrała głowę z ramienia Harry’ego, odsunęła się na długość ramienia.
– Nie – powiedziała, ocierając łzy.
– To dlaczego…
– Musimy o tym gadać?
– Nie.
– Możesz wracać do Alexis – powiedziała z goryczą w głosie.
– Czy – zmarszczył brwi z niedowierzania. – Czy ty jesteś zazdrosna?
– A dziwisz mi się?
– Właściwie to tak, ale nie masz się co przejmować. – Uniosła pytająco brew. – Zostawiłem ja samą na parkiecie w najważniejszych minutach balu, więc, raczej nic z tego nie będzie. – Wzruszył ramionami.
– Przykro mi – rzuciła, świadoma, że powinna coś powiedzieć.
– Wcale nie – odpowiedział, przekrzywiając głowę. Zastanawiał się co mogło się stać pomiędzy Parkinson a Thomasem.
– Masz rację.
– Chodź do środka, bo jeszcze się przeziębisz i McGonagall pomyśli, że jakiś czubek wrzucił cię znów do jeziora … – Oboje uśmiechnęli się na to wspomnienie i wrócili na bal.
*
Weszli do Sali, jednak nikt nie zwracał na nich szczególnej uwagi. Przybyli w samą porę na przemówienie madame Maxime. Muzyka ucichła i rozległ się głos dyrektorki.
– Powoli dochodzi dwunasta, mam nadzieję, że bawicie się tak dobrze jak ja, na naszym balu. Cieszymy się, że możemy gościć uczniów z innych szkół. – Odszukała wzrokiem Harry’ego i Pansy. – Już niedługo bal się skończy, ale póki jeszcze trwa, bawcie się! Nauczyciele udają się do swoich komnat, licząc na wasze jakże dorosłe zachowanie. Cała odpowiedzialność spada na prefektów. Jako ostatni rocznik, liczę, że pokażecie się z jak najlepszej strony. – Rozległy się wiwaty i oklaski. Gdy wszyscy nauczyciele i dyrektorka opuścili salę zaczęła się prawdziwa impreza. Jakaś dziewczyna w krwiście czerwonej sukience dolała czegoś do ponczu. Wiele uczennic wraz ze swoimi partnerami zaczęło obcałowywać się po kątach.
– Rzygam – skomentowała to Pansy. Harry stał trochę zniesmaczony. Większość nadal szalała na parkiecie. 
– To może w końcu zatańczymy? – zapytał w końcu Gryfon. Ciemnowłosa dziewczyna uniosła pytająco brew.
– Przecież TY nie tańczysz.
– Dla ciebie zrobię wyjątek…
– Nie musisz się nade mną litować. Nie potrzebuje tego.
– Nie lituję się, ja tylko… – przerwała mu, ciągnąc Pottera w stronę parkietu:
– Zamknij się już, po prostu tańcz.
I tańczyli. W końcu zmęczeni usiedli przy swoim stoliku. Szybko dosiadł się do nich Dymitir ze swoją partnerką. Byli wykończeni.
– Pójdę po coś do picia – rzucił Harry, wstając. Ślizgonka z wdzięcznością kiwnęła głową. Przez chwilę naprawdę zapomniała, o tym co powiedział Thomas, przez chwilę naprawdę dobrze się bawiła. Przez chwilę. Wzięła głęboki wdech, czuła, że znów traci kontrolę. Dlaczego tak cholernie to przeżywała? Śmierć. Niby całkowicie naturalna, niby pisana każdemu, ale kiedy przychodzi nie potrafimy się z nią pogodzić. Chyba zwariowałam… Dziewczyna była tego pewna. Wtedy partnerka Dymitria podsunęła jej rozwiązanie, płyn zamknięty w przeźroczystej butelce, był na wyciągnięcie ręki. Drżącą dłonią chwyciła ów przedmiot. Spojrzała pytająco na dziewczę.
– Bierz – powiedziała po francusku. Pansy kiwnęła jej głową w geście podziękowania i odeszła. Nogi bolały ją od butów. Wyszła z balu, kurczowo zaciskając ręce na butelce z alkoholem.  Chciała zapomnieć o tym wszystkim i choć codziennie udawała, że wszystko jest dobrze - nie było. Wyszła na plac przed szkołą, polubiła to miejsce. Doskonale widać stąd było niebo, urzekł ją ten widok. Nie przejmowała się niską temperaturą. Usiadła pod murami akademii, opierając się plecami o mury zamku. Zdjęła buty, o sukienkę również nie dbała. Otworzyła butelkę alkoholu i wzięła łyka. Paliło ją w gardle, była pewna, że ów trunek jest mocniejszy niż ognista whisky. Znów powróciła do wspomnień o wojnie, rodzinie, Mirabell. Nie rozumiała jak inni potrafią sobie z tym wszystkim poradzić.
*
Harry podszedł do stolika i zobaczył jedynie Dymitria całującego się ze swoją partnerką. Wolał nie pytać o Pansy, pewnie i tak nie otrzymałby odpowiedzi. Westchnął zdegustowany, wtedy ktoś poklepał go w ramię.
– Ekhem… – usłyszał tuż obok ucha. Odwrócił się i zobaczył Alexis.
– Chcę tylko powiedzieć, że nie mam ci tego za złe.
– Ja… – zaczął Gryfon, trochę zmieszany. – Przepraszam za tamto, po prostu byłem trochę oszołomiony. Wiesz co się stało?
– Pewnie znów chodzi o jej wuja i Mirabell.
– Kogo? – zapytał Harry, nic z tego nie rozumiejąc.
– Może lepiej ją zapytaj, widziałam jak wychodziła. Z flaszką. – Po tych słowach Alexis odeszła w stronę Thomasa, Harry krzyknął za nią:
– Czekaj co?! – Ale nikt mu nie odpowiedział.  Zaklął i ściągając muszkę, opuścił salę. Kim do cholery jest Mirabell? Zastanawiał się po drodze na dwór. Doskonale wiedział, że właśnie tam ją znajdzie. Nie pomylił się. Ślizgonka nie zdążyła opróżnić nawet połowy butelki, za co Harry dziękował Merlinowi w duchu.
– Co się znowu dzieje?! – niemal wrzasnął. W sumie nie planował tak reagować, ale musiał przyznać, że się martwił. Odebrał dziewczynie trunek.
– Oddawaj to! – wrzasnęła jak oburzone dziecko.
– To chyba koniec tej imprezy dla ciebie – poinformował ją Harry, a potem wyciągnął rękę, aby pomóc Ślizgonce wstać. Planował odprowadzić ją do pokoju.
– I co? – parsknęła śmiechem. – Myślisz, że teraz tak po prostu z tobą pójdę? Śmieszny jesteś.
– Dlaczego od razu mnie obrażasz? Mam powoli tego dość. – Wziął oddech, żeby się uspokoić, Pansy była gorsza niż małe dziecko.  Chłopak nie miał pojęcia co właśnie się dzieje w jej  głowie. 
– Ja też mam już dość – powiedziała cicho, zupełnie innym tonem.
– Czego? – zapytał, kucając przy niej. Znów spojrzała na niego tymi, przeszywającymi dusze na wskroś, niebieskimi oczami.
– Życia – wyszeptała. W głowie chłopaka rozległ się alarm. Zdjął swoją szatę wierzchną i okrył Ślizgonkę, a potem usiadł obok z cichym stęknięciem.
– Dlaczego? – zapytał, wzruszając ramionami.
– Nie sądzą, żeby to był twój interes – powiedziała gorzko.
– Uznajmy, że to nie mój interes.
– To NA PEWNO nie twój interes.
– Będzie ci lepiej jak powiesz, uwierz, wiem z doświadczenia. Wiesz – zmarszczył brwi – opowiem ci coś, ale cały ten wieczór zostanie między nami, okej?
– Okej – zgodziła się obojętnie.
– Był – wziął wdech – był taki okres w moim życiu, kiedy… kiedy Voldemort – zauważył, że nie wzdrygnęła się na dźwięk tego imienia, zadziwiła go. – On próbował wejść do mojej głowy. – Harry przypominał sobie to wszystko.
– Kiedy, próbowałem to tłumić było jeszcze gorzej. Raz naprawdę straciłem kontrolę nad sobą. Wiesz co mi pomagało? – Pokręciła głową.
– Przyjaciele, pewnie słyszałaś o gwardii Dmbledore’a?  – Kiwnęła głową.
– Dzięki nim, jakoś sobie z tym radziłem.
– Moi przyjaciele, mają własne problemy – odpowiedziała.
– Każdy jakieś ma. – Wyruszył ramionami.
– Więc ten wieczór, zostaje tylko między nami? – zapytała, unosząc brew. Harry kiwnął głową. Dostrzegł uśmiech w kącikach jej warg. Siedzieli tam ramię w ramię na zimnym bruku. Ledwo widzieli swoje twarze, jedynym źródłem światła był księżyc. Powietrze było wilgotne. Harry z każdym oddechem wdychał jej słodki zapach. Pansy potrzebowała tej bliskości nawet, gdy nie zdawała sobie z tego sprawy. Wzięła głęboki wdech, a potem patrząc mu głęboko w oczy, złączyła ich usta w słodkim pocałunku. Harry objął twarz dziewczyny swoimi dłońmi. Ślizgonka nie protestowała. Usta dziewczyny lgnęły od ust Harry’ego. Smakowała jak słodki kwiat zmieszany z alkoholem. Lekko przygryzła jego wargę, a potem odsunęła się odrobinę. Pogładził ją po rozpalonym policzku. Przymknęła oczy.
– Odprowadzę cię do sypialni – szepnął jej do ucha. Pansy nie protestując, podniosła się z ziemi.
***
Hogwart
 Hermiona Granger, jak zwykle wstała przed swoją rudowłosą przyjaciółką. Ginevra jeszcze smacznie spała, gdy brązowooka szła pod prysznic. Nie wątpliwie panna Granger była poddenerwowana. Miała dziś odwiedzić rodzinę Malfoyów. Po zimnym prysznicu rozbudziła się zupełnie. W dormitorium prefektów było bardzo cicho, ale to nic nowego w niedzielny poranek. Dziewczyna cieszyła się, że już dziś Harry ma wrócić z Francji, zarówno jej jak i Ronowi bardzo brakowało przyjaciela.  Wysuszyła włosy i ubrała się. Z powodu barku zajęć mogła nie ograniczać się do mundurka. Założyła sprane jeansy, które towarzyszą jej już trzeci rok,  szarą koszulkę i bordową bluzę. Postanawiała zejść na śniadanie.  Stoliki świeciły pustkami, nie licząc kilku krukonów, pochylonych nad książkami i Rona. Hermiona zmarszczyła brwi, widząc swojego chłopaka tak wcześnie na nogach. Przysiadła się do niego z uśmiechem.
– Co dziś tak wcześnie? – zapytała, nakładając sobie na talerz trochę jajecznicy.  Ron wzruszył ramionami.
– Sam nie wiem, podasz mi chleb? – zapytał. Kiwnęła głową i podsunęła mu koszyk z pieczywem.
– Harry dziś wraca – powiedziała, jakby Ron wcale o tym nie wiedział.
– W końcu – dodał z uśmiechem. Jedli w ciszy, ale Gryfonka widziała, że coś nurtuje rudowłosego chłopka.
– Ron, stało się coś?
– Jeszcze nie – rzucił tajemniczo.  Zmarszczyła brwi, licząc na jego wylewność. Zaczął smarować maślaną bułkę jagodowym dżemem. Odchrząknął.
– Wiesz, masz dziś odwiedzić tę fredkę…
– A więc o to chodzi – mruknęła Hermiona.
– Tak właśnie o to. Boję się o ciebie – dodał, patrząc jej w oczy. Uśmiechnęła się rozczulająco.
– Zupełnie niepotrzebnie, jadę tam tylko z nim pogadać. Wiesz – postanowiła zwierzyć się chłopakowi. – Wszyscy oczekują ode mnie, że dokonam jakiegoś cudu, ale ja przecież jestem tylko uczennicą siódmego roku, nawet jeszcze owumentów nie zdałam… 
– Bardzo mądrą uczennicą. – Rzucił, odgryzając kawałek pieczywa. – Nie przejmuj się i tak cię podziwiamy z Harrym, że w ogóle zgodziłaś się pomóc.
– A co jeśli – Zrobiła wymowną pauzę. – On umrze? Albo postrada zmysły?
– Dostanie to na co zasługiwał. Za bardzo się tym przejmujesz, nie zapominaj, że to tylko Malfoy.
*
  Ginny wstała przed dziesiątą. Akurat, żeby zdążyć zamienić dwa słowa z szykującą się do wyjścia Hermioną.  Rudowłosa ziewnęła przeciągle.
– Nie wstaje… – mruknęła i przewróciła się na drugi bok. W domu zawsze wstawała wcześniej, żeby pomóc mamie, ale tutaj, w szkole, mogła się wyspać. Przynajmniej w weekendy.
– Widziałam dziś na śniadaniu jagodzianki… – rzuciła Hermiona, stojąc przed swoją szafą z kwaśną miną. Ginevra wyprostowała się, siadając na łóżku.
– Ty mała, podstępna… – mruczała, zbierając swoje ubrania i upychając do szafki.  Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała jakich użyć argumentów, żeby dotrzeć do panny Weasley. Bała się tylko, że z Malfoy nie pójdzie tak łatwo. Na pewno nie pójdzie! Poprawiła się w myślach, nie była pesymistką. Uważała, że w rozmowach z Malfoyem nie ma co liczyć na „łatwo”. Ginny ubrana opuściła ich sypialnię, udała się do toalety. Hermiona nie miała pojęcia co na siebie włożyć. Nie była jedną z tych dziewczyn, które przejmują się wyglądem, ale tym razem była w kropce. Czy wypada udać się do arystokratycznej posiadłości w jeansach? Z drugie strony miała tam iść tylko w celu namówienia Malfoya do powrotu do szkoły. Westchnęła z irytacją, akurat, gdy Ginny weszła do sypialni.
– Coś się stało? – rzucała, chowając piżamę pod poduszkę.
– Nie, znaczy tak, znaczy. – Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała na przyjaciółkę, ścielącą łóżko. – Sama nie wiem. 
– Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz, to tylko Malfoyowie. – Młodsza Gryfonka wzruszyła ramionami, być może kiedyś sama by się przejmowała, ale teraz było jej wszystko jedno.
– Powiedz mi tylko – Brązowooka Gryfonka wyjęła coś z szafy. – Ta, czy ta? – W jednej ręce trzymała dopasowaną koszulkę w kolorze brudnego różu, w drugiej - szary, długi sweterek. Rudowłosa uniosła pytająco brew.
– Tylko, nie mów, że ty tak serio…
*
Z pięć dwunasta Hermiona stanęła przed gabinetem dyrektorki. Dała namówić się Ginny na eleganckie, granatowe spodnie i białą, wzorzystą koszulę, zapinaną na guziki. Mimo protestów panny Weasley towarzyszył jej szary, ciepły sweter. Miała ze sobą tylko różdżkę. Długo zastanawiała się, czy nie zabrać choć kilku książek ze szkolnej biblioteki, ale porzuciła ten pomysł. Zapukała do drzwi. Po chwili usłyszała, ciche, lecz stanowcze „wejść”. Chwyciła dłonią klamkę. Jak zwykle zastała McGonagall siedzącą za biurkiem i studiującą jakieś księgi. Biurko niemal uginało się pod ciężarem pergaminów, prac domowych z transmutacji i wszelkiego rodzaju ksiąg.
– Dzień dobry – zagadnęła grzecznie Gryfonka. Trochę nieswojo się czuła w tym miejscu. Miało niesamowitą aurę.
– Istotnie, panno Granger. Dzień dobry. – McGonagall przerwała swoją pracę i spojrzała prosto w oczy dziewczynie. – Domniemam, że chce pani skorzystać z kominka?
– Jeśli można. – Hermiona zamknęła na sobą drzwi i podeszła do biurka McGonagall. Chciała zapytać o tyle rzeczy, przedyskutować tyle spraw. Mimo wszystko milczała.
– Proszek fiuu stoi tam. – Dyrektorka wskazała zawalony różnościami okrągły stoliczek.
– Dziękuje. – Gryfonka przeszła te kilka metrów i zabrała glinianą wazę, do połowy zapełnioną szarym proszkiem. Podeszła do kominka.
– Panno Granger? – Usłyszała za sobą głos McGonagall, odwróciła się. Liczyła na jakieś rady, wskazówki. I nie pomyliła się, chociaż nie do końca tego się spodziewała.
– Nie poddawaj się po pierwszej próbie. – Zmarszczyła brwi, patrząc na McGonagall, chciała wyjaśnień, jednak nie doczekała się. Postawiła wazę na kominku, wzięła garść proszku, a potem w gabinecie dyrektorki rozbłysnęły zielone płomienie.


Miał być rozdział z dramione, a wyszło jak zwykle… Ale ten cały bal się strasznie przedłużył, nie bijcie! Teraz już na 1000000% (ja sama jestem zbyt leniwa żeby przeczytać tę cyfrę xd) w następnym rozdziale  W KOŃCU się spotkają. Nawet ja nie dałabym rady tego przeciągnąć i nie robię tego specjalnie, ale mam dziwną manie opisywania wszystkiego ze szczegółami. No cóż… Rozdział na przyzwoite 10 stron więc jestem z siebie w miarę dumna w dodatku w terminie!
*święto internetowe,  Pani M. napisał coś w terminie!*
Trzymajcie się tam, mam nadzieję, że u was ciepło! Następny już w sobotę/niedzielę ;) Nie zapomnijcie o komentarzu!

Zapraszamy na naszą stronę na Facebooku, gdzie będziecie stale informowani o nowych rozdziałach :)
https://www.facebook.com/Domsalazarablog
~Pani M.







19 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Rozdział świetny. Nareszcie się pocałowali♥. Miałam nadzieję że dowiemy się czegoś o przeszłości Pansy no ale trudno. Myślałam że będzie w końcu dramione no ale nie można mieć wszystkiego. I tak dobrze, że zdecydowałaś się na posunięcie Pansy i Harry'ego.
    Życzę weny ♥
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko uwielboam, Harry swietnyyy, rozdzial superrrr, życzę weny, postaralas siee <33

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko kocham, ten pocalunek to najlepsze co moglas zrobić, tak malo sie takich rzeczy tu zdarza :(( Bardzo niecierpliwie czekam na Dramione, pomalu trace zmysly, bo nie mg sie tego doczekac!
    Rozdział świetny, pisz dalej, życzę duzo weny, pozdrawiam
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ktoś ma Facebook to zapraszam na stronę mojej koleżanki. Wpisz Forever Alone-Dramione i daj like!!!!PS;Dopiero zaczyna

    A i świetny rozdział!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne!!! Scena z Pansy i Harrym - ME GUSTA <3
    Kiedy Hermiona zostawi Rona?
    Gdzie jest moje DRAMIONE???!!!
    Weny, weny, weny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Uhhh, w takim momencie zakończyłaś rozdział, nie mogę się doczekać następnego ^^ Harry i Pansy- cudo! <3 Czekam z wielką niecierpliwością na Dramione :D
    Just.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaa <3 Świetny rozdział! ;* A scena kiedy Pansy i Harry się pocałowali! *O* Cud, miód i malina! <3 Mam nadzieję, że teraz już będą mieli z górki? :D I co z Ginny i Blaisem? ;) No i oczywiście czekam z niecierpliwością na dramione! *O*

    Pozdrawiam cieplutko i życzę duuużo weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahah :d Ogarnęłam że jest jeszcze jedne rozdział głupia ja ! :D
    Dopiero teraz jednak jestem na bieżąco i również czekam na Dramione :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam w dzień, w którym pojawił się rozdział, żeby nie było! :D Tak bardzo chciałam, aby Pansy wreszcie powiedziała Harry'emu o Mirabell, mam nadzieję, że jeszcze to zrobi! Baaardzo czekam na jakieś momenty Ginny&Zabini, jak ja uwielbiam ich kłótnie! xD Ciekawe jak to wyjdzie z wizytą Hermiony w Malfoy Manor, oj ktoś się wkurzy.. Oby Hermiona natłukła blondynkowi czegoś do głowy. Czekam z niecierpliowścią na więcej, weny!! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział świetny . Nie mogę doczekać się spotkania Hermiony i Draco .
    Pozdrawiam i życzę dużo weny .

    OdpowiedzUsuń
  11. Poprawiłam informacje na temat twojego bloga i zapraszam na prolog :D
    http://dramione-tell-me-a-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej :) życzę weny :)
    I zapraszam na nowo powstałego bloga :)
    Tematyka - Dramione. Mam cicha nadzieje, ze przypadnie komus do gustu :)
    http://nieprzemijajaca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdzial przeswietny, szczerze to juz mi brakuje slow na opisanie bo nie wiem czy cie te komentarze czasem nie nudzą, bynajmniej kocham to dramione, ciesze sie niesamowicie z tego pocalunki, czekałam wkoncu na coś, teraz jeszcze coś pomiedzy draco i herm i będzie idealnie, czekam na następny, zyczs weny

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie było mnie tydzień, więc miło mnie zaskoczyłaś nowym rozdziałem :)
    Niestety masz taką czcionkę, że polskie znaki są większe i to słabo wygląda :(
    Brawa dla Harry'ego! Dał radę z tańcem!
    Co zrobił jej Thomas?!
    Wogóle cieszę się, że dużo Hansy, bo to mój ulubiony pairing z tego opowiadania :)
    Ciekawe co z Malfoyem…
    Pozdrawiam!
    Szara Dama (Dawniej ~Lilavati)
    http://czterej-huncwoci-i-ruda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) Ale nie wiem o co chodzi z tą czcionką :/ U mnie na laptopie, jak i telefonie są polskie znaki i na prawdę nie wiem, dlaczego wyświetla ci inaczej :(
      -Pani M.

      Usuń
  15. Przeczytałam wszystkie rozdziały w zaledwie 2 wieczory. Odrobinę rażą błędy ortograficzne ("ą", "ął"), poza tym fabula niezwykle wciągająca. Kochana pisz dalej, czekam na rozwoj Dramione. Tak przy okazji.... czy tylko mnie ten nowy nauczyciel wydaje się jakiś dziwny?

    OdpowiedzUsuń
  16. No halo, czekam na spotkanie Hermiony i Draco ! :D
    Już 24 lipiec, dawaj szybko ten rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział od środy na blogu ;)
      ~Pani M.

      Usuń
  17. Nadrabiam zaległości :D Moje oczęta do teraz nie mogą się nacieszyć gdy zobaczyły trzy nowe rozdziały <3
    Rozdział zajebiście długi i w dodatku tak samo dobry *-'*
    Tyle się tu dzieje że cię podziwiam skąd u cb w głowie tyle pomysłów na zawarcie ich w jednym rozdziale, a jest przecież tego wszystkiego cała historia!! Genialne. :D
    Strasznie się nie mogę doczekać właśnie spotkania Hermiony i Draco. Zapowiada się naprawdę ciekawie ale i wyczuwa się nutkę tajemniczości i grozy :P
    Jeżeli z kolei mówimy o Harrym i Pansy to cieszę się, że udał im się taniec no i się pocałowali!!!!! Nie wiem czy chce wiedzieć jak to się skończy xdd
    Zabieram się za kolejne rozdziały ;) pozdrawiam!!! ;*

    OdpowiedzUsuń