środa, 8 lipca 2015

Rozdział 45


   Nawet nie wiecie jak trudno było to napisać! W ogóle nie potrafiłam zacząć tego cholernego Harry&Pansy, moją głowę cały  czas zaprzątało dramione, które pojawi się w następnym rozdziale. Nasza ukochana gryfonka w końcu zjawi się w Malfoy Manor. Jednak musiałam doprowadzić motyw Beauxbaton do końca, mamy też kilka akcji w Hogwarcie. Pojawi się Blaise ( no w końcu!). Zapraszam na rozdział 45 ;)
~Pani M. 


Rozdział 45 – Akademia Magii Beauxbatons.

 Kiedy w końcu wylądowali przed Akademią, Pansy zaparło dech w piersi. Zamek w żadnym stopniu nie przypominał Hogwartu, miał o wiele więcej strzelistych wieżyczek, oraz małe okna. Wyglądał wspaniale w nocy, kiedy to większość świateł w oknach jeszcze się świeciła. Był trochę mniejszy i zgrabniejszy niż zamek w Walii. Powitała ich Madame Maxime otulona niebieskim płaszczem oraz dwie uczennice Beauxbatons w charakterystycznych, niebieskich mundurkach. Weszli do zamku, po czym dyrektorka wyjaśniła im krótko, gdzie są ich sypialnie i poleciła dwóm Francuzkom odprowadzić uczniów Hogwartu do ich sypialni. Pokój Harry’ego znajdował się po drugiej stronie zamku, tam również zamieszkała dwójka uczniów Dumstrangu. Madame Maxime bardzo dbała o dobro swoich podopiecznych i nie chciała, aby dormitoria chłopców znajdowały się w tej samej części zamku, co dormitoria dziewcząt. Tak jakby to miało kogokolwiek powstrzymać… Pomyślała Pansy, ale nic nie powiedziała.  Dyrektorka poinformowała ich jeszcze, że równo o ósmej zaczyna się śniadanie, podczas którego Harry, Pansy oraz uczniowie Dumstrangu zostaną oficjalnie powitani w Beauxbatons.  Madame Maxime zniknęła za rogiem. Pierwsza z dziewczyn, wysoka, czarnowłosa Alexis, wyciągnęła rękę do Pansy.
– Miło poznać – uśmiechnęła się na widok zdziwionych min Harry’ego i Pansy. Ślizgonka odwzajemniła uścisk dłoni, ale jedyne co udało jej się wydusić to mrukliwe:
– Mówisz po angielsku? – Alexis skinęła głową.
– Tak, jest tu jeszcze parę dziewczyn, które opanowały te sztukę, ale zdecydowana większość rozmawia po francusku. Tak w ogóle to jestem Alexis. – Podała dłoń Harry’emu. Chłopak musiał przyznać, że ma zniewalający uśmiech. Wtedy po raz pierwszy pomyślał, że w Beauxbatons nie musi być tak źle. Pansy widząc jego maślane oczy, odchrząknęła i wyciągnęła rękę do drugiej z uczennic francuskiej szkoły.
– Je suis Pansy – powiedziała z kulawym, francuskim akcentem. Dziewczyna była dużo niższa od pierwszej, i miała krótkie rudawobrązowe włosy.
– Spohie – uśmiechnęła się nieśmiało, przedstawiając się. Harry uścisnął jej dłoń.
– To co, ja zaprowadzę Harry’ego do jego sypialni, a Spohie ciebie – Alexis zwróciła się do Pansy. Ślizgonka  niechętnie na to przystała. Już po chwili widziała, jak Gryfon odchodzi z wysoką brunetką. Alexis swobodnie położyła mu dłoń na ramieniu, coś się Pansy wydawało, że się nie polubią. Po drodze do sypialni Sophie wyjaśniła Ślizgonce, gdzie mieszczą się toalety, a gdzie sala jadalna. W dodatku okazała się bardzo miła, może trochę nieśmiała. Chwilami przypomniała ciemnowłosej Ślizgonce Daphnie. Rozstały się pod drzwiami z wiśniowego drewna, ze złotą klamką.
– Bonne nuit – pożegnała się Pansy, znikając za drzwiami.
***
  Harry obudził się dobrze po siódmej. Zerwał się z łóżka, zrzucając przy okazji kołdrę na podłogę z ciemnych desek. Wczoraj był tak zmęczony, że nie zwrócił uwagi na wygląd pokoju. Pomieszczenie było przestronne, ale za nic w świecie, nie przypominało mu jego dormitorium w Hogwarcie. Meble były białe, wykończone złotymi uchwytami. Ściany blado niebieskie. Jedynie ciężkie, czekoladowobrązowe zasłony przypominały te hogwardzkie. Gryfon nie miał więcej czasu na podziwianie wystroju. Otworzył pierwszą szufladę komody w poszukiwaniu czystych skarpetek, jednak szybko przypomniał sobie, że jego kufer został w powozie. Zaklął pod nosem i zaczął rozglądać się po pokoju, jednak już po chwili zobaczył swoją zgubę w kącie obok szafy. Ktoś musiał go przynieść kiedy spał. Otworzył kufer i wyciągnął czystą koszulę oraz bieliznę. Ubrał się w pośpiechu. Zabrał ze sobą okrągłe okulary, a wychodząc rzucił okiem na swoje odbicie w małym lusterku, włosy sterczały mu na wszystkie strony, ale to było dość normalne.
– Różdżka! – przypomniał sobie w ostatniej chwili. Zaczął macać się po kieszeniach, chociaż powątpiewał, że właśnie tam znajdzie swoją zgubę. Przypomniał sobie, że brał wczoraj prysznic, musiał zostawić magiczny patyk razem z resztą ubrań w toalecie. Wybiegł z pokoju. Korytarz wydawał się nie mieć końca. Zupełnie zapomniał, co wczoraj mówiła mu Alexis. Ciche „cholera” wymknęło się z jego ust. Wypróbował pierwsze drzwi naprzeciwko, jednak nie dało się ich nawet otworzyć. Rozejrzał się dookoła. Jak można być takim bałwanem, żeby zostawić własną różdżkę gdzieś w obcym zamku!  Walnął się ręką w czoło. Zamknął na chwilę oczy, próbując sobie coś przypomnieć, ale wszystko co pamiętał sprowadzało się do roześmianej Alexis. Obok swojej sypialni dostrzegł trochę mniejsze drzwi, był przekonany, że jeszcze chwilę temu ich tam nie było. Wparował do środka i z ulgą stwierdził, że jego rozrzucone ubrania nadal leżą na kupce obok prysznica. W kieszeni spodni znalazł różdżkę i szybko umocował sobie ją za paskiem spodni. Resztę ubrań chwycił i w biegu rzucił na podłogę w swojej sypialni. Odruchowo zerknął na zegarek, jednak zostawił go chyba przy łóżku.
- Którędy do jakiegoś holu? – zapytał sam siebie w konsternacji. W końcu zauważył na horyzoncie jakieś dwie sylwetki, poprawił okulary i doszedł do wniosku, że to z pewnością nie są uczennice Beauxbatons. Obaj byli wysocy, wyżsi od Harry’ego o całą głowę. Barczyści, mieli surowe rysy i kogoś Gryfonowi przypominali.
– Wiktor – mruknął do siebie, kiedy podeszli jeszcze bliżej. Obaj faktycznie byli trochę podobni do Wiktora Kruma.
– Wiecie którędy do sali jadalnej? – zapytał Harry, mając nadzieję, że choć jeden zrozumie coś po angielsku. Popatrzyli na siebie zdziwieni, a potem wyższy burknął coś pod nosem. Zaraz odezwał się drugi:
– Miy na sniadanije – wyjaśnił, wskazując na korytarz.  Harry miał nadzieję, że dobrze usłyszał.
– Ja też – powiedział i ruszył za dwójką uczniów Dumstrangu.
*
 Pansy nerwowo chodziła w te i z powrotem przed wielkimi, podwójnymi drzwiami sali jadalnej. Cała szkoła czekała właśnie na nich, a on tak bezczelnie się spóźniał. Zaklęła pod nosem. Minęła ją grupka rozchichotanych pierwszoklasistek i zamknęły za sobą drzwi sali jadalnej. Madame Maxime pojawiła się jakby znikąd.
– A gdzie twój przyjaciel? – zapytała, marszcząc brwi. Pansy musiał zadrzeć podbródek aby spojrzeć w twarz dyrektorce.
– Powinien zaraz przyjść – skłamało gładko i z uśmiechem. Madame Maxime kiwnęła głową na znak, że rozumienie.
– No cóż, zapowiem teraz waszą wizytę i panów z Dumstarngu, a potem ktoś od środka otworzy wam drzwi. – Dyrektorka zniknęła w sali jadalnej, a Pansy znów zaklęła. Chłopaka nigdzie nie było. Nie zdążyła się odwrócić, gdy usłyszała za sobą, smętne:
– Już jestem. – Posłała Harry’emu spojrzenie bazyliszka, ale Gryfon nawet nie miał siły pytać, co znów zrobił nie tak. Machnął tylko ręką, a potem przedstawił swoich towarzyszy Parkinson. Po drodze do sali jadalnej, ciemnowłosy chłopak zdął poznać imiona uczniów Dumstrangu.
– Parkinson to Dymitir – Kiwnął głową w stronę wyższego z nich. – A to Iwan. Iwan zna trochę angielski.
– Mijio mji – Iwan uśmiechnął się do Ślizgonki. Pansy również wykrzywiła usta w coś na kształt uśmiechu. Dymitir ucałował jej dłoń, co zdziwiło dziewczynę, a tym bardziej Harry’ego. Po chwili za drzwi rozległ się czyjś donośny głos:
– DUMSTRANG! – Drzwi otwarły się na oścież, a Iwan i Dymitir zostali powitani oklaskami. Drzwi z powrotem zamknęły się.
– Jak ty wyglądasz?! – syknęła Pansy, lustrując Harry’ego wzrokiem. Chłopak odruchowo wygładził koszulę i przyciągnął krawat.
– I co ty masz na głowie?! – Chwyciła się za głowę, włosy Gryfona były jeszcze bardziej potargane niż zazwyczaj. Brunet przygładził je odruchowo.
– Nie czepiaj się – mruknął. Pansy westchnęła zdegustowana i podeszła do Gryfona, wyciągając różdżkę. Harry cofnął się o krok.
– Nie ufasz mi? – zapytała, rozbawiona jego reakcją.
– Eee… nie specjalnie – odparł Harry. Wzniosła oczy ku sufitowi, a potem schowała różdżkę. Lekko zwilżyła czubki palców językiem, a brwi Gryfona podjechały wysoko do góry. Znów zrobiła krok w jego stronę.
– Przecież cię nie zjem  – mruknęła z irytacją. – Mamy mało czasu. – W końcu Harry pozwolił jej dotknąć swoich włosów. Próbowała przygładzić sterczące kudły, jednak zdawało się, że walczy, z przysłowiowymi, wiatrakami.
– Nie ruszaj się – warknęła. Harry odsunął się od Ślizgonki.
– Już wystarczy – powiedział odrobinę za głośno. Pansy zacisnęła ręce w pięści i podeszła do chłopaka, Harry cały czas się cofał.
– No już prawie się udało – mówiła, próbując dopaść jego włosy. I właśnie, gdy jej palce zanurzyły się czarnych włosach Gryfona, a Harry trzymał jej nadgarstki, zza drzwi dało się słyszeć:
– HOGWART! – A drzwi otworzyły się z hukiem, ukazując ich, w tej dziwnej, bądź co bądź, pozycji. Pansy szybko próbowała odsunąć się do Pottera, w zupełności zapominając, że jej nadgarstki nadal tkwią w żelaznym uścisku Gryfona. Gdyby nie Harry z pewnością by upadła. W końcu i chłopka się otrząsnął i puścił Ślizgonkę. Udając, że to wszystko nie miało miejsca dziewczyna dumnie wkroczyła do sali jadalnej. Było to przestronne pomieszczenie z sześcioma stołami, uczennice siedziały rocznikami. Harry, który podążał tuż za dziewczyną, dostrzegł Dymitira i Iwana przy stoliku najstarszego rocznika. Z tego co pamiętał uczniów Dumstrangu przywitano brawami, jednak, gdy Gryfon i Ślizgonka przemierzali drogę do stołu nauczycielskiego, towarzyszyła im cisza i różne pomruki. Większość z nich sprowadzała się do szeptów typu: „to Harry Potter”, „Patrz to ON”,  „To Potter, a kim jest ta obok?”  Oczywiście o ile Harry słyszał wyraźnie swoje imię i nazwisko, Pansy rozumiała całe zdania. Poczuła się trochę urażona, a wręcz zrobiło jej się przykro. Nie chciała większego rozgłosu, ale odzywki w stylu: „Jak Harry Potter może pokazywać się z nią?” bolały i raniły jej ślizgońską dumę. Po chwili jednak przestała myśleć o sobie, a zauważyła coś o wiele bardziej interesującego. Pomimo tego że Harry był rozpoznawalną postacią był normalny. Nie puszył się, nie wykorzystywał popularności. A to wszystko co właśnie się działo trochę go nawet peszyło. Dziewczyna dostrzegła również zmieszanie chłopaka. Nie tak zawsze o nim myślała. Czy to było twoje myślenie, czy kogoś innego? Podsunęła tą myśl sama sobie. Postanowiła poobserwować zachowanie Gryfona pośród morza wielbicielek.
***
 Kolejne dni w Beauxbatons minęły dziewczynie bardzo szybko. Dyrektorka postanowiła ich zaznajomić z kulturą szkoły i tym samym wysłać ich zwyczajnie na lekcje. Pansy polubiła Sophie i jej koleżankę Millę. Oprócz tego próbowała nauczyć Iwana mówić, choć w części poprawnie po angielsku, było przy tym mnóstwo zabawy. Poza tym lekcje też wydały jej  się ciekawe i jakże inne od tych w Hogwarcie, nie tęskniła za zamkiem w Walii. Może trochę, za poczuciem humoru Zabiniego, wiecznie nieobecną Daphnie, a nawet za denerwującą paplaniną Astorii. Brakowało jej zabieganych Krukonów na korytarzach i ślamazarnych Puchonów. Ale najbardziej brakowało jej konfrontacji ślizgońsko-gryfońskich, a tych było nie mało. Pochłonięta poznawaniem francuskiej szkoły w zupełności zapomniała o towarzyszu. Harry przez większość czasu udawał, że go nie ma. Humor miał nienajlepszy, z lekcji nic nie rozumiał, a co gorsza zauważył, że jego towarzyszka nie tylko słuchała z zainteresowaniem, ale i poczyniła notatki. W Beauxbatons nie potrafił się odnaleźć, brakowało mu męskiego towarzystwa. Iwan zdecydwoanie wolał towarzystwo Pansy, co Gryfona potwornie irytowało, a Dymitir nie mówił po angielsku. Dziewczyny z francuskiej akademii rzucały mu zalotne spojrzenia na korytarzach i tak jak pierwszego dnia chłopakowi to nawet schlebiało, po trzecim dniu miał serdecznie dość. Jak na złość nie potrafił trafić na Alexis, która wydała mu się jedyną normalną osobą w zamku. Pansy pochłonięta życiem szkoły zapomniała zupełnie o ich lekcjach tańca, a i Harry nie miał ochoty na takie zajęcia. Więc kiedy po kolacji w piątek dyrektorka przypomniała o sobotnim balu, bolesna rzeczywistość uderzyła w hogwardzkich uczniów ze zdwojoną siłą. Iwan zaraz po posiłku, chciał porozmawiać z Parkinson, na co Harry tylko się skrzywił i wyszedł z kolacji wcześniej. Właśnie wtedy wpadł na Alexis.
– Cześć! – rzucił szybko. Dziewczyna niosła jakieś pudła w stronę sali jadalnej.
– Oh, cześć Harry. – Zaszczyciła go uśmiechem.
– Jakoś nie mogłem cię znaleźć po zajęciach – dorzucił Harry, próbując zacząć rozmowę. Nie było to trudne, ponieważ Alexis wyrażała szczere zainteresowanie jego osobą.
– Miałam do załatwienia sporo spraw związanych z balem, wiesz obowiązki pani prefekt. – Puściła mu oczko.
– Co tam masz? – zapytał, zerkając na pudła.
– To tylko parę drobiazgów na bal, wiesz idę pomóc stroić salę.
– Może przydałaby ci się pomoc? – zaoferował szybko Gryfon wiedząc, że i tak nie będzie miał co robić cały wieczór. Alexis uśmiechnęła się przepraszająco.
– Wiesz, ja chętnie bym się zgodziła, ale Maxime może mieć z tym problem. Sam rozumiesz, jesteś gościem – Harry kiwnął głową i już miał odejść, ale zdobył się na odwagę i krzyknął:
– Ale wisisz mi taniec! – Dziewczyna zgodziła się z uśmiechem. Dopiero, gdy zniknęła mu z pola widzenia zdał sobie sprawę, że przecież on kompletnie nie potrafi tańczyć!
*
Iwan odprowadził Pansy aż pod jej sypialnie, przez całą drogę milczeli, co wydało się Ślizgonce podejrzane, gdyż zwykle chłopakowi buzia się nie zamykała.
– Iwan, o co chciałeś zapytać? – powiedziała w końcu, kiedy przez dłuższą chwilę stali w milczeniu pod drzwiami jej sypialni.
– Czijy pojdźiesz ze mnią nia bal? – Uśmiechnął się. Ślizgonka stała trochę zmieszana, chętnie poszła by z Iwanem na bal, ale niestety obiecała coś McGonagall i Potterowi. Westchnęła i odgarniając włosy zza ucho, zaczęła chłopakowi tłumaczyć dlaczego nie może mu towarzyszyć. Iwan był trochę zawiedziony, ale nie przybity, co szczerze ucieszyło Pansy.
 – Może zapytasz Rachel? Ona chyba jeszcze nie ma z kim iść – powiedziała po chwili zamyślenia. Iwan wytłumaczył, że tylko ostatnie klasy biorą udział w balu, a Rachel jest młodsza. Ślizgonka uśmiechnęła się przepraszająco.
– Naprawdę chciałabym z tobą iść, ale już obiecałam McGonagall, że pójdę z Potterem.
– Njie liubisz gio. – Bardziej stwierdził, niż zapytał Iwan. Pansy uśmiechnęła się.
– Jest denerwujący. – Uczeń Dumstrangu zaśmiał się.
– Nic, siję njie stałio – dodał po chwili.
– Zobaczymy się na balu – pożegnała się dziewczyna, a potem każde odeszło w swoją stronę.
***
Hogwart

  Ginny, w ten piątkowy wieczór, siedziała przy oknie z kubkiem ciepłej herbaty. Nogi miała podciągnięte pod brodę. Przysunęła jeden z foteli do dużego okna, które wychodziło na błonia. W taką pogodę nie było tam żywej duszy.  Deszcz padał dziś cały dzień i dudnił w szybę okna. Salon prefektów naczelnych był pusty. Hermiona była u profesora Barkleya, zwalniała się z niedzielnych zajęć, na rzecz wizyty w Malfoy Manor, a Michael siedział pewnie w pokoju wspólnym Krukonów. Rudowłosa Gryfonka została sama. W chwilach takich jak ta, kiedy nie miała do kogo ust otworzyć, tęskniła za Zabinim. Chociaż ich relacje uległy zmianie, nadal trzymała go trochę na dystans. Właściwie to chciała odwiedzić Harry’ego i Rona w wieży Gryffindoru, ale szybko uświadomiła sobie, że czarnowłosy wyjechał, a towarzystwo brata na piątkowy wieczór, nie do końca jej odpowiadało.  Wstała z fotela, rozprostowując nogi. Odłożyła prawie pusty kubek na stół. Młoda panna Weasley postanowiła się przejść i tak nie miała lepszego zajęcia. Narzucała na ramiona fioletową bluzę i wyszła. Nie zamierzała opuszczać murów Hogwartu, nie w taką pogodę. Jednak zamek miał tyle tajemnic do odkrycia, że każdy spacer odkrywał nowe sekrety. Włożyła różdżkę do tylnej kieszeni spodni i opuściła czwarte piętro. Udała się pod Pokój Życzeń, który w mniemaniu wielu nie działał, dziewczyna jednak przekonała się, że nadal jest sprawny. Wpadła na Neville’a.
– Cześć – rzuciła i uśmiechnęła się krzywo. Gryfon odpowiedział dopiero po chwili, kiedy udało mu się wyrwać z zamyślenia.
– Hej, idziesz do Rona? – zapytał mimochodem. Ginevra pokręciła przecząco głową.
– Idę się przejść po zamku, nudno tam na górze. A ty? Co tu robisz?
– Idę odwiedzić kuchnię. – Ginny parsknęła śmiechem.
– Choćbym Rona słyszała… – Neville wzruszył ramionami.
– W takim razie miłego spaceru – rzucił z uśmiechem. Ginny minęła chłopaka, a parę kroków dalej odwróciła się i powiedziała:
– Upoluj coś smacznego! – Gryfon kiwnął głową.
Dziewczyna snuła się po zamku bez konkretnego celu. W końcu na jej drodze pojawił się pewien Ślizgon. (a jakżeby inaczej?  – przyp. Aut. ) Minęła go bez słowa, zaciskając zęby.
– Dokąd się tak śpieszysz, Weasley? – zapytał z leniwym uśmieszkiem. Przystanął. Wracał z Sowiarni i miał iść właśnie do lochów, a tu los zsyła mu tę rudowłosą istotkę. Takiej okazji nie mógł przegapić.
– Idę się przejść. – Wzruszyła ramionami.
– A może brak ci towarzystwa? Wiesz ja zawsze chętnie… – To była jedna z tych propozycji które wydawały się podejrzane, szczególnie, gdy składał ci je Ślizgon. Ginny spojrzała na niego nieufnie.
– Nie… Chyba trafię na czwarte piętro sama… –  powiedziała po chwili, po czym ruszyła drogę. Blaise nie zamierzał  odpuścić.
– Więc tak się składa, że idziemy w tym samym kierunku – powiedział, doganiając ją.
– Przecież szedłeś... A z resztą. – Machnęła na to ręką, nie miała siły się spierać.
– Jak ci idzie transmutacja? – zagadnął Ślizgon.
– Dobrze wiesz, że koszmarnie – mruknęła. Pokiwał głową.
– Wiesz mogę pożyczyć ci fajną książkę i tam… – przerwała mu, stając w pół kroku:
– Twoich książek wolę nie tykać, chociaż faktycznie są to bardzo ciekawe lektury.
– A ty znowu rozgrzebujesz tę sprawę, to były tylko żarty! – tłumaczył.
– Mnie nie śmieszyły – rzuciła gniewnie.
– No sorry za ten twój opis, ale… – Raptownie się odwróciła, a chłopak zamilkł w pół słowa. Zmrużyła gniewnie oczy.
– Jaki mój opis? – syknęła, doskonale pamiętając, że nie znalazła żadnej wzmianki o sobie i za to była najbardziej zła.
– No…  – zająknął się. – Czekaj, wspominałaś, że nie czytałaś tego do końca, kuźwa… – Walnął się ręką w czoło.
– Nie, nie czytałam, ale pewnie dużo mnie nie ominęło… – mruknęła. Gdy tylko przypomniała sobie o przedmiotowym traktowaniu dziewczyn przez Zabiniego, krew ją zalewała.
– Właściwie, a z resztą – machnął ręką. – Nie ważne. Mieliśmy zamknąć ten temat.
– Mieliśmy…  – powtórzyła jak echo.
– Wiesz – zatrzymał się nagle i chwycił jej rękę. Była tak zaskoczona, że nawet nie próbowała wyrwać dłoni. – Lubię cię Weasley. – Uniosła pytająco brew i wyrwała rękę.
– Fajnie, całe życie po mnie jedziesz, a teraz „lubię cię Weasley”. Mam w to uwierzyć?
– A niby czemu miałbym kłamać?
– Jeszcze nie wiem, ale kiedy się dowiem… – Przerwał jej:
– Niby czego? Ta wojna chyba wszystkich trochę zmieniła, spójrz na taką Pansy, dlaczego z góry zakładasz, że chce cię skrzywdzić, wykorzystać, czy co tam sobie innego ubzdurałaś?
– Bo jesteś Ślizgonem – odparła, jakby to wszystko tłumaczyło.   
– Więc oceniasz mnie przez pryzmat mojego domu? To głupie.
– Nie, oceniam cię przez pryzmat tych sześciu lat, kiedy to ty i inni Ślizgoni dokuczaliście wszystkiemu i wszystkim.  – Zatrzymała się przed portretem rycerza, który strzegł wejścia do pokoju prefektów.
– Chyba jesteśmy na miejscu – dodała z kpiącym uśmiechem. – Do widzenia, Blaise.
– Czekaj!
 Ale nie czekała. Podała hasło i weszła do środka. Zabini został na korytarzu sam.
***
Beauxbatons

  Pansy zjadła obiad w pomieszczeniu obok sali jadalnej. Wszystko było już gotowe do balu, więc nie wolno było wchodzić do sali. Posiłki odbywały się na raty, a przybysze z innych szkół jedli razem z najstarszym rocznikiem, czyli na końcu. Kiedy wychodziła z obiadu było dobrze po trzeciej. Ślizgonka doskonale wiedziała, że powinna przygotowywać się do balu, jednak nie miała na to najmniejszej ochoty. Cała impreza miała zacząć się o szóstej.
– Parkinson! – Ktoś złapał ją za ramię. Odwróciła się i zobaczyła Harry’ego.
– Czego? – warknęła odruchowo w jego stronę. Puścił ją i zrobił krok w tył.
– Będę po ciebie za dwadzieścia szósta, pasuje?
– Może być, jak tam twoje tańczenie? – rzuciła z kpiną w głosie.
– Jak chcesz wiedzieć, to bardzo dobrze – rzucił wpieniony i odszedł.

 Dziewczyna nie miała ochoty na ten bal, jednak mimo wszystko chciała zrobić dobre wrażenie. Ruszył w drogę do swojej sypialni.  Wzięła porządną kąpiel w dużej, białej wannie. Wysuszyła włosy i spięła w kitkę, żeby na razie jej nie przeszkadzały. Spod łóżka wysunęła kufer. Otworzyła go szybko, a potem ostrożnie, z samego dna wyjęła swoją sukienkę. Położyła ubranie na łóżku, a sama położyła się obok. Nie miała na nic siły. Przeleżała tak dobre dwadzieścia minut. Zegar pokazywał za kwadrans piątą. Wstała ociężale i postanowiła przeprosić się z kosmetyczką. Już dawno nie miała na twarzy makijażu. Dziś również nie zamierzała przesadzać. Nałożyła tylko trochę pudru, aby się nie świecić. Oczy podkreśliła czarną kredką i wytuszowała rzęsy. Na sam koniec użyła błyszczyku o lekko śliwkowym odcieniu. Rozpuściła włosy. Ubrała sukienkę przez głowę, uważając, aby nie zetrzeć pudru, w końcu przy użyciu różdżki udało jej się zasunąć zamek z tyłu. Buty miała już wcześniej przygotowane, czarne, niewysokie szpilki, z metalowym zapięciem przy kostce. Sukienka sięgała ziemi, więc równie dobrze mogła założyć trampki. Kilkoma kolejnymi machnięciami magicznego patyka uczesała włosy. Część ciemnych pukli upięła wysoko, a resztę rozpuściła i pozwijała w delikatne fale. Stanęła przed lustrem podziwiając efekt. Musiała przyznać, że wygląda całkiem nieźle. Sukienka miała ciemno chabrowy odcień. Góra była gorsetowa i pokryta czarnymi, kwitowymi wzorami. Talię dziewczyny ozdabiał czarny, gruby pas, z tyłu wiązany w kokardę. Była to typowa suknia balowa, kupiła ją u Madame Malkin jeszcze przed rozpoczęciem roku. Sukienka rozszerzała się ku dołowi, Pansy jedynie bała się, że ze względu na dużą ilość halek może jej być gorąco. Właśnie zakładała srebrne, drobne kolczyki, gdy rozległo się pukanie do drzwi.  





  

14 komentarzy:

  1. Rozdział bardzo bardzo długi, co mnie przeogromnie raduje :D
    Bardzo ciekawy wątek Pansy z Harrym.. bardzo boję się tego balu i co tam wyczynią skoro oni absolutnie nic nie umieją xd
    No i w końcu pojawił się Blaise, który coś tam coś tam zaczyna po mału działać w kierunku Ginny <3
    Mimo wszystko ja również ciągle nie mogę się doczekać wizyty Hermiony w Malfoy Manor.. czekam na to spotkanie bardzo niecierpliwie *-* już się nie mogę doczekać !! :D
    Życzę weny i pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu pierwsza . wchodzę na ten blog codziennie dziś byłam tu dwa razy rano :D .
    Super że dodałaś ten rozdział ale tak strasznie nie mogę doczekać gdy dodasz coś z dramione .
    Serdecznie pozdrawiam , życzę weny , podziwiam talentu i czekam na następny rozdział :D .

    OdpowiedzUsuń
  3. ŁOŁ PISAŁAM TE NOTKE PRZEZ DWIE MINUTY ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Blaise...czekam na więcej *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze genialnie! :D Pansy i Harry cały czas wkurzeni na siebie, ciekawe jaka będzie reakcja Harry'ego jak wejdzie do tego pokoju. Bardzo chciałabym widzieć co dalej będzie z Zabinim i Ginny, uwielbiam ich "rozmowy" i to jak on za nią lata. :p Nie mogę się też doczekać wizyty Hermiony w Malfoy Manor!! Czekam na następny rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Piąty komentarz :) Długo czekałam na rozdział, prawie uzależniłam się od Twojego bloga :)
    Pansy zazdrosna o Alexis? Ooo…
    Fajnie, że są też uczniowie Durmstrangu. Ups, Harry zgubił różdżkę :(
    Czasami piszesz Madame Maxim, zapominając o „e” na końcu! Trochę problemów też jest z przecinkami.
    Przy dialogach np:
    - Już jestem. – posłała Harry’emu spojrzenie bazyliszka, ale gryfon nawet nie miał siły pytać, co znów zrobił nie tak.
    Po ”już jestem” nie robisz kropki!!! No i częsty błąd: Gryfon, Ślizgon - to wszystko wielką literą!
    „po rzadych zajęciach” - chodziło o „Żadnych?” Przez Ż.
    I wreszcie motyw Blinny :)
    I kto zapukał na koniec?
    Czekam na następny :)

    Przepraszam, nie chcę obrazić bety, ale jest dużo błędów :(
    A sama treść cudna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy ;) jedynie nie zgadzam się z ślizgonami/gryfonami z wielkiej litery. Zanim jeszcze zaczęłam pisać zastanawiałam się jaką literą piszemy te nazwy i znalazłam artykuł o tym, że można pisać dowolnie jednak trzeba być konsekwentnym. We wszystkich rozdziałach te nazwy są z małej litery i nie uważam tego za błąd ;) Co do reszty masz absolutną rację. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Dzięki za zwrócenie uwagi, wczoraj w nocy poprawiałam tak troche nie starannie (no dobraa, przyznaje się), ale właśnie zabieram się do ponownego poprawiania :)

      Usuń
  7. Podczas czekania na kolejny rozdział tego Dramione, w imieniu autorki chciałabym gorąco zaprosić na bloga (oczywiście o tematyce Dramione) http://milosccierpliwajest-dramione.blogspot.com/search/label/Strona%20G%C5%82%C3%B3wna :) W opowiadaniu pojawia się motyw Rona znęcającego się nad Hermioną.. Mam nadzieję że Was zaintrygowałam i zdecydujecie się zajrzeć :) Autorka dopiero zaczyna, dlatego tak ważne są Wasze opinie! Ale zapewniam, blog prowadzony jest systematycznie, a opowiadanie bardzo wciąga! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. 3 dni temu po raz pierwszy weszłam na tego boga i do tej pory nadrabiałam wszystkie rozdziały. Blog jest świetny! Jedno z niewielu opowiadań, które mnie tak bardzo wciągnęło. Zdarzają Ci się błędy, ale przecież nie to jest najważniejsze, bo treść jest świetna! :D Blog prowadzisz systematycznie, więc z miłą chęcią będę go śledzić. Czekam na kolejny rozdział :D
    Nowa czytelniczka:
    Just.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest mi niezwykle miło, że podoba Ci się moje opowiadanie. Cieszy mnie również komentarz i nowy czytelnik! Następny rozdział właśnie się piszę (02:43, po co komu sen? xd )
      ~Pani M. ;)

      Usuń
  9. Hej od niedawna czytam Twojego bloga i bardzo mi się podoba. Moim ulubionym wątkiem jest oczywiście Dramione. :) Super , że rozdziały pojawiają się regularnie :) Życzę mnóstwo weny , bo naprawdę dobrze piszesz ! :) Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Lena :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział fajny. Trochę krótki, ale fajny. Ale nie myśli sobie, że odpuszczę ci tych puchonów XD.
    Pozdro ♥
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj ktoś polecił mi twojego bloga i czytając do pierwszej nad ranem oznajmiam ze właśnie skończyłam i jestem na bieżąco :D Od początku historia strasznie mnie intrygowała :D Gdybym mogła to komentowałabym wszystkie rozdziały i wiem ze mogę, ale po prostu nie miałam na to siły więc skomentuje ten :D Strasznie mi się podoba twoja historia i ciesze się że od teraz jestem na bieżąco. Najlepszy momentu w opowiadaniu to oczywiście była ta gra z różdżkami boże jak ja się wtedy śmiałam Hahahah :D Myślę że pojawią się tutaj jeszcze jakieś śmieszne momenty. Ehhh ten Blaise ^^ Liczę że w kolejnym rozdziale będzie Dramione :D
    Pozdrawiam i weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń