poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 42

   Pojawił się kolejny rozdział, a wakacje coraz bliżej ^^ Ten wpis jest specjalnie dla osób, które wytrwale komentują wszystkie posty, nie będę was wymieniać, bo jeszcze kogoś pominę, a tego bardzo bym nie chciała... Dobrze wiecie o kogo mi chodzi :)  Zauważyłam też, że często ludzie mówią, że postacie w moim opowiadaniu są niekanoniczne (szczególnie Hermiona), osobiście nie do końca się z tym zgadzam, chciałaby poznać waszą opinię ;)  Także piszcie w komentarzach co i jak :D
~Pani M.



Rozdział 42 – Listy w porze obiadowej.

  Ginny obudziła się w porze śniadania, nigdy nie była rannym ptaszkiem i korzystała z każdej minuty snu. Zdziwiła się, że Hermiona jej nie obudziła, w dodatku starszej Gryfonki nie było w sypialni. Rudowłosa dziewczyna ziewnęła i przeciągnęła się na łóżku. Wstała, wsuwając bose stopy w kapcie stojące przy łóżku i podeszła do okna. Pomimo wczesnej godziny słońce przygrzewało, ale gdy Ginny otworzyła okno podmuch zimnego wiatru owiał jej twarz. To rozbudziło ją wystarczająco. Otworzyła szafę i wyjęła czyste ubrania, a potem, porywając kosmetyczkę, opuściła sypialnie. Odetchnęła z ulgą, gdy weszła do pustego salonu. Nigdzie nie spotkała Michaela. Zamknęła się w łazience i zdecydowała na szybki, zimny prysznic. Dziewczyna wiedziała, że powinna być teraz na śniadaniu, ale stwierdziła, że zdąży. Szybko ubrała mundurek, a potem umyła zęby i wysuszyła włosy dość przydatnym zaklęciem, którego nauczyła jej Hermiona. Gdy rozczesała swoje, rude kłaki i wyszła z łazienki, wpadła na Panią Prefekt Naczelną.
– Dobrze, że wstałaś, bo właśnie miałam iść cię obudzić – zaczęła Hermiona. Ginny lekceważąco machnęła ręką i ziewając, zapytała:
– Gdzie byłaś?
– Harry dziś wyjeżdżał do Francji, byłam się pożegnać. – Ginevra kiwnęła głową.
– Ja żegnałam się wczoraj po kolacji, poczekaj wezmę torbę i możemy zejść na śniadanie. – Młodsza Gryfonka wbiegła jak burza do sypialni i szybko wepchnęła do plecaka wszystkie książki leżące w pobliżu torby. Hermiona zabrała swój, już wcześniej spakowany, plecak i obie opuściły dormitorium.
– Ale jestem głodna! – oznajmiła Ginny w połowie drogi do Wielkiej Sali.
– Ja już jadałam, Ron też wstał wcześniej i poszliśmy razem – rzuciła, niby od niechcenia, Hermiona. Ginny kiwnęła głową, a potem przyspieszyła kroku, na myśl o tostach z dżemem porzeczkowym ciekła jej ślinka.
– Gdzie tak lecisz? – zapytała Hermiona, również przyspieszając kroku.
– Śniadanie – oznajmiła rudowłosa Gryfonka, jakby to wszystko tłumaczyło. Gdy w końcu niemal wbiegła do Wielkiej Sali, skrzaty powoli zaczęły zbierać jedzenie ze stołów.
– Nie, nie, nie. – Krzątała się pomiędzy stworzeniami i z różnych talerzy oraz półmisków porywała to tosty, to jajecznice, to dżem. Hermiona nie mogła powstrzymać śmiechu, czasami apetyt Ginny dorównywał apetytowi jej starszego brata. Gdy w końcu młodsza z Gryfonek skończyła posiłek, obie dziewczyny udały się na lekcję. W środy ich plany lekcji były zupełnie inne, Hermiona zaczynała od transmutacji z Ronem i Harrym, a Ginny miała zaklęcia. Ponieważ po zdaniu SUMÓW, każdy uczeń wybierał sobie przedmioty, jakich chciałby się uczyć, każdy miał własny plan lekcji, jednak czasami zażyło się, że lekcje Hermiony i Ginny pokrywały się, ale nie dzisiaj. Każda ruszyła w swoją stronę. Ginny krzyknęła jeszcze na odchodne:
– Widzimy się na obiedzie!
*
  Hermiona nie spostrzegła, kiedy lekcja transmutacji dobiegła końca, chwilę potem już siedziała na historii magii, a za chwilę pędziła na dwie godziny eliksirów. Ron, który towarzyszył jej na dwóch pierwszych lekcjach był bardzo przybity. Gryfonka nie miała złudzeń, była niemal pewna, że zły humor jej chłopaka wynikał z przymusowego mieszkania w lochach, niewyspania i... braku Harry'ego. Mimo, że ich przyjaciel opuścił Hogwart niespełna cztery godziny temu, już im go brakowało. Od kiedy Hermiona sięgała pamięcią zawsze wszystko robili razem. "Złote trio", tak ich czasami nazywano, zawsze we trójkę. Dziewczyna była pewna, że nawet jeśli McGonagall zdecyduje się wysłać kogoś na wymianę to będą to Prefekci Naczelni w tym ona, Harry, może ktoś z domu Roveny? I Ron. Jednak pomyliła się, nie pierwszy raz tego roku. Wcześniej niektóre rzeczy były oczywiste, teraz? Wszystko było dla Gryfonki zagadką, jakby pierwszy raz przyjechała do Hogwartu, jakby zaczynała od podstaw. A osoba, która zadziwiała ją swoim zachowaniem od samego początku tego roku był Draco Malfoy. Jak mam Ci pomóc? Zadawała sobie to pytanie dość często i za każdym razem nie znała odpowiedzi.
   Michael Corner usiadł z nią na eliksirach i właściwie dziewczyna nie miała nic przeciwko, nawet go polubiła. Przyjemnie się z nim rozmawiało. Profesor Slughorn postanowił zrobić lekcję teoretyczną i Hermiona przez większość czasu po prostu bardzo się nudziła, większość tego, co mówił nauczyciel zdążyła wyczytać z podręcznika, mimo to, słuchała.
  Poranne lekcje dobiegły końca i większość uczniów udała się na posiłek. Hermiona już wcześniej umówiła się na obiad z Ginny i mimo że nie odczuwała głodu udała się do Wielkiej Sali. Zajęła swoje stałe miejsce przy stole Gryffindoru i czekając na rudowłosą współlokatorkę, nieśpiesznie sączyła sok z dyni. Po pewnym czasie przysiadł się do niej Ron. Nałożył sobie na talerz sporą ilość tłuczonych ziemniaków i konkretny kawałek pieczeni.
– Głodny? – zapytała dziewczyna, widząc jak szybko pochłania swoją porcję. Chłopakowi udało się wykrztusić, krótkie "tak", pomiędzy kolejnymi kęsami. Ron zdążył zjeść, a Hermiona dolała sobie soku z dyni.
– Miałaś już Obronę? – zapytał, odsuwając od siebie pusty talerz i sięgając po ciastko śliwkowe na deser.
– Nie – odpowiedziała, marszcząc brwi, dziewczyna wyczuła, że coś jest nie tak...
– Barkley był dziś dziwny na lekcji... – powiedział Ron niepewnie, jakby to nie miało większego znaczenia. Hermiona nic nie odpowiedziała, a gdy Gryfon podniósł na nią wzrok ujrzał, samotną brew uniesioną do góry. Przewrócił oczami z uśmiechem.
– Znaczy, był bardziej dziwny niż zazwyczaj. – Teraz Gryfonka się uśmiechnęła.
– Co właściwie się stało? – zapytała po chwili, Ron zdążył zjeść swój kawałek ciasta i zabierał się za drugi. Mimo, że tak dużo jadł i porzucił treningi Quidditcha nadal zachował swoją, dość smukłą, sylwetkę.
– Barkley cały czas zagadywał do Daphnie, wiesz tej młodszej Greengrass....
– Tak, kojarzę Daphnie. – Słowa Rona trochę ją zaniepokoiły, ale nie dała tego po sobie poznać.
– Poza tym Neville wyszedł z lekcji...
– Co? Nasz Neville? – Chłopak ze śmiertelną powagą pokiwał głową.
– Tak po prostu wstał i wyszedł, wszyscy byli w niemałym szoku, ale Barkley w ogóle się nie przejął, od tego wydarzenia w jadalni jest jakiś dziwny...
– Nie wypominając, że to by się nie stało, gdyby pewna osoba się powstrzymała...
– Daj spokój kochanie, ile razy mam cię jeszcze za to przeprosić? – Wałkowanie tego tematu dla Rona robiło się uciążliwe, a Hermiona nie zapomniała mu tego wytknąć przy każdej nadarzającej się okazji.
– No już nic nie mówię. – Dodała, podnosząc ręce w obronnym geście.
– Neville... – Ale Ron już nie dokończył, dostrzegł coś ponad ramieniem swojej dziewczyny i zamilkł. Hermiona obróciła się przez ramię i zobaczyła właśnie Neville’a zmierzającego w ich stronę. Towarzyszyła mu Ginny. Rudowłosa Gryfonka usiadła obok Hermiony i dała znak ręką Neville’owi, żeby usiadł obok.
– Ja chyba nie jestem głodny – wybąkał ciemnowłosy Gryfon, ale, koniec końcu, usiadł i podobnie jak Hermiona, zadowolił się sokiem z dyni.
– Ile jeszcze masz lekcji? – zapytała Ginny brata.
– Chyba trzy, a wy kiedy kończycie? – zapytał i powiódł wzrokiem po pozostałych.
– Ja za dwie – odpowiedziała Ginny i pokazała język bratu, czasami jeszcze odzywało się jej wewnętrzne dziecko.
– Ja trzy – markotnie mruknął Neville. Hermiona tylko westchnęła. Ron pokazał na palcach czwórkę, a ona tylko przytaknęła niepocieszona. Rudowłosy Gryfon nachylił się nad stołem i dał całusa w czoło swojej dziewczynie.
– Moja dzielna – mruknął, Ginny skrzywiła się teatralnie, chociaż przywykła do takich scenek. Cieszyła się, że widzi coś takiego pierwszy raz od bardzo dawna. Nie wiedziała, że to cisza przed burzą... Siedzieli przy obiedzie jeszcze chwilę, rozkoszując się wolnymi minutami, które tak beztrosko trwonili. Kiedy Neville zostawił ich, wymawiając się pomocą w cieplarniach, stało się coś dziwnego. Przez jedno z otwartych okien przy suficie wleciała sowa. Nieduża, szara, miała do nóżki przywiązaną kopertę.
– Sowia poczta o tej porze? – zapytała Ginny, obserwując sówkę.
– Mam deja vu (cholera wie, jak to się piszę...) – powiedział Ron.–  Tylko ostatnim razem Harry dostał miotłę...
– No miotła to, to nie jest – zwróciła uwagę Ginny. – Zresztą zaraz się  pewnie dowiemy. –  I Ginevra nie pomyliła się. Sówka zmierzała prosto w ich stronę, w końcu wylądowała zgrabnie przed Hermioną i przekrzywiając łebek, widocznie na coś czekała.
– No weź odwiąż list – ponagliła Ginny koleżanką. Hermiona nadal nie wiedziała od kogo mogłaby dostać list, rozważała Harry'ego, ale przecież nie widzieli się zaledwie parę godzin.... W końcu sięgnęła do łapki zwierzęcia i odwiązała list. Nie był duży, ale za to miał wyraźną pieczęć, z purpurowego laku. Gdy tylko zabrała kopertę sowa wzbiła się do lotu. Osoby, które pozostały jeszcze w Wielkiej Sali obserwowali całe zajście, Hermiona wyczuła na sobie spojrzenia innych uczniów, ale ku ich rozczarowaniu włożyła list do torby.
– Później – szepnęła do Ginny i Rona, a potem wstała od stołu i udała się na kolejne lekcję.
*
Ginny spokojnie siedziała w ławce, czekając na koniec ostatniej lekcji. Była to obrona przed czarną magią, a jej sąsiadem był nie kto inny jak Blaise Zabini. Wcześniej dziewczyna zaczęłaby narzekać,  gdy tylko usiadłby obok, ale od czasu rozmowy w toalecie coś się zmieniło. Gryfonka cieszyła się, że dali sobie drugą szanse. Nie przeczyła, że Blaise jej się podobał, ale to nie było nic więcej. Praktycznie go nie znała i nie mogło tu być mowy nawet o zauroczeniu.
– Po prostu jest przystojny – mruknęła do siebie, zapominając, że obiekt jej westchnień siedzi tuż obok. Nie zdążyła się jeszcze porządnie zarumienić, kiedy z ust Ślizgona padło pierwsze pytanie:
– Kto? – Przymknęła oczy, robiąc wdech. Musiała coś na szybko wymyślić.
– Michael Corner – powiedziała miękko. Uznała współlokatora za dobry przykład, w końcu kiedyś chodzili. Zabini uwierzył, a co więcej mina mu zrzedła. Kolejny pajac, który może zniweczyć mój plan. Przemknęło mu przez głowę. Przylepił na twarz jeden ze swoich wyuczonych uśmiechów i odpowiedział, niby od niechcenia:
– Czy ja wiem... Raczej bym powiedział „pospolitej urody”. – Ginny mimowolnie parsknęła śmiechem. Widziała ten grymas niezadowolenia, który przebiegł przez twarz Zabiniego, zanim przywdział czarujący uśmiech. Przyjęła to z niemałą satysfakcją.
– Michael ma piękne oczy... – podsunęła.
– Nie przyglądałem się  – rzucił szybko Blaise, ta rozmowa w ogóle mu się nie podobała. Ginny wzruszyła ramionami i wróciła do pisania notatki.
 Lekcja dobiegła końca, co uczniowie przywitali westchnieniami ulgi. Gryfonka wrzuciła swoje książki do torby i szybko wyszła z klasy. Chciała pójść na boisko do Quidditcha póki jeszcze świeciło słońce. Idąc na czwarte piętro, zatrzymał ją Michael. Był ostatnią osobą, którą miała ochotę teraz widzieć.
– Czego chcesz? – zapytała oschle, nie utrzymywała z Krukonem bliższych  kontaktów, do czwartej klasy praktycznie nie rozmawiali .
– Może grzeczniej? – Uśmiech znikł z jego twarzy po tak zimnym powitaniu.
– Chciałem zapytać, czy nie miałabyś ochoty na spacer, ale widzę, że coś cię ugryzło – burknął zły na Gryfonkę. W jego mniemaniu wszystko zepsuła. Ginny nadal mu się podobała, a teraz, kiedy mieszkali razem, miał nadzieję, że dziewczyna do niego wróci.
– Idę na boisko – poinformowała Krukona i już miała iść dalej, kiedy zatrzymał ją jego głos:
– Pójdę z tobą, dawno nie latałem. – Michael robił dobrą minę do złej gry, niezrażony oschłym zachowaniem Ginny ruszył za nią na czwarte piętro. Po drodze, jeszcze kilka razy próbował zacząć rozmowę, ale dziewczyna zbywała go pojedynczymi słówkami. Pomimo upływu lat nadal nosiła urazę za to co zrobił. Pamiętała to doskonale, był to jej pierwszy, poważny miłosny zawód i być może dlatego zostawił taki ślad.

 Wówczas 14-letnia Ginevra Weasley szła korytarzem Hogwartu, miała się spotkać ze swoim chłopakiem. W dodatku rok starszym. Czuła się wyróżniona przez niego, wyjątkowa. Był to czas, kiedy czekała na Harry'ego, zgodnie z radami Hermiony. Michael był tak cudownie inny niż sławny Harry Potter. Poświęcał jej praktycznie każdą wolną chwilę i w ogóle się tego nie wstydził. Pierwsza miłość Ginny przypominała trochę tą z bajek, które czytała jej mama. Byli razem już miesiąc i każdego dnia trwania tego związku, Ginny czuła się jak księżniczka. Była wtedy jeszcze bardzo naiwna, jeśli chodziło o chłopców. Opuściła mury zamku, śnieg jeszcze nie stopniał i założenie kurtki było dobrym pomysłem. Michael czekał na nią przy wielkim drzewie na błoniach. Zawsze się tam spotykali po lekcjach. Chłopak miał czerwone policzki do mrozu, podobnie jak towarzysząca mu Krukonka. Gdy Ginny dostrzegła drugą postać obok jej księcia, zatrzymała się w pół kroku. Michael uśmiechał się nieśmiało, a po chwili podszedł do Ginevry razem z towarzyszącą mu Lisą Turpin*. Dziewczyna była rok starsza do Ginny.
– Cześć – przywitał się Michael, ale nie był taki, jak zawsze. Rudowłosa Gryfonka wyczuła to do razu.
– Cześć Michael, kim jest twoja przyjaciółka? – zapytała bez ogródek, na wspomnienie tych słów nadal się uśmiechała. Żadnego owijania w bawełnę.
– To Lisa, spotykamy się – poinformował, spuszczając wzrok na swoje buty.
– Spotykasz się ze mną! – oburzyła się panna Weasley, nie potrafiła zrozumieć co się działo.
– Ginny – zaczął Michael, patrząc jej w oczy. – Fajnie było pobawić się w "związek", ale sama rozumiesz, z Lisą, to już tak na poważnie...
– Czyli to była zabawa?! Świetnie, naprawdę świetnie! – Dziewczyna odwróciła się na pięcie i starając się nie biec, wróciła do zamku. Po jej policzkach tego wieczora spłynęło więcej łez niż kiedykolwiek wcześniej. Rozpamiętywała każdą wspólnie spędzoną chwilę, pamiętała jak namawiała Michaela żeby przystąpił do Gwardii Dumbledore’a. Pamiętała i to uważała za swoją największą słabość. Jednak pozbierała się i to szybciej niż Michael by sobie tego życzył. Hermiona przekonała ją, że to na Harry'ego czekała i nie warto się przejmować. Tak zrobiła. Humor poprawił się jej jeszcze bardziej, gdy tydzień po całym zajściu Lisa zapłakana wybiegła z Wielkiej Sali, a Michael podczas obiadu siedział koło Cho Chang.

 Los Michael zupełnie przestał Ginny obchodzić i nadal nie żywiła ciepłych uczuć do tego Krukona. Wiedziała jeszcze, że chłopak spotykał się później z Cho. Ta informacja była w sumie rudowłosej Gryfonce obojętna.
 Stanęli przed portretem średniowiecznego rycerza, a Michael wypowiedział hasło. Portret odskoczył, a owa dwójka weszła do dormitorium.
– Ile potrzebujesz czasu? – zapytał chłopak, odkładając plecak w kąt, obok drzwi.
– Czasu na co?
– No, żeby się przygotować czy coś...
– Idziemy na boisko, nie na poszukiwania grobowca Merlina, tyko się przebiorę i wezmę miotłę. – Po tych słowach Ginny zniknęła za drzwiami sypialni.
*

  Hermiona wróciła do sypialni po serii męczących zajęć.
– Może Ron i Harry dobrze wybrali? Tylko siedem przedmiotów – niebo – mruczała pod nosem, kładąc się na łóżko. Położyła plecak obok komody i wtedy przypomniała sobie o liście. Tak bardzo nie chciało jej się wstać z miękkiego materaca, ale wtedy przypomniała sobie o rzeczy tak oczywistej, jak różdżka. Wyciągnęła ją z kieszeni szaty i mruknęła:
– Accio list z plecaka Hermiony. – W ułamku sekundy koperta pojawiła się obok niej. Podniosła się do pozycji siedzącej i zanim jeszcze złamała lak i otworzyła kopertę, zdjęła złoto-czerwony krawat oraz szatę. Odpięła również dwa pierwsze guziki koszuli. Poczuła się o niebo lepiej, chwyciła list do ręki. Otworzyła kopertę, tożsamość nadawcy  wiadomości nurtowała ją do obiadu. Ostrożnie wyjęła pergamin z koperty, nie był biały, ale kremowy. Otworzyła kartkę zgiętą w pół i w oczy rzuciło jej się bardzo schludne, a zarazem ozdobne pismo. Lekko pochyłe, a ogonki liter były pozakręcane. Nie znała nikogo, kto mógłby tak pisać. Szybko przebiegła wzrokiem linijki tekstu, aż w oczy rzucił jej się podpis:

"Z wyrazami szacunku: Narcyza Black - Malfoy"

Skupiła się na treści, bardziej niż poprzednio, treść listu głosiła:

Droga panno Granger!
Zdecydowałam się na ten list, abyś miała jasny obraz tego, czego od ciebie oczekuje. Nie proszę, abyś dokonała cudu. Chcę tylko, żeby wrócił do szkoły, tylko tyle. Liczę, że uda Ci się go namówić. Pewnie bardziej niż ktokolwiek inny wiesz jak bardzo jest uparty, jeszcze raz chciałam przeprosić za jego zachowanie, ale i za swoje, nie mówiąc już o zachowaniu mojego męża. Mam nadzieję, że nie chowasz urazy i jesteś ponad to. Ten list jest również oficjalnym zaproszeniem. Chciałaby móc Cię gościć w Malfoy Manor we tę niedziele. O godzinie 12:00 będziemy się Ciebie spodziewać. Co postanowiłaś w naszej sprawie, czy zgodzisz się pomóc? Przekaż swoją odpowiedź McGonagall.
Z wyrazami szacunku: Narcyza Black - Malfoy

Tak na prawdę nie musiała się zastanawiać. Już w gabinecie dyrektorki zadeklarowała swoją pomoc, a Hermiona Granger zdania łatwo nie zmienia. Jednak nie wybaczyła, jakaś uraza została i na pewno pozostanie. Z drugiej strony doceniała wysiłki Narcyzy. Zastanawiała się czy dobro syna było jedynym powodem drastycznej zmiany jaka zaszła w tej kobiecie. Odłożyła list na łóżko i zdecydowała przejść się do McGonagall po kolacji. Póki co miała trzy godziny tylko dla siebie. Powinna zabrać się za odrabianie lekcji i najprawdopodobniej zrobiłaby to, ale pewna rudowłosa, drobna istotka jak tajfun wtargnęła do sypialni. Spojrzała na Hermionę, a w jej niebieskich oczach zdziwienie mieszało się ze złością. Zatrzasnęła za sobą drzwi.
– Dobrze, że jesteś! Musimy pogadać! 


*Lisa Trupin- została przydzielona do Revenclowu w pierwszej książce przygód Harry'ego Pottera




21 komentarzy:

  1. Jak zwykle świetny rozdział,czekam na więcej *-* Jestem pełna podziwu za tak szybkie opublikowanie go pomimo ,że masz teraz wiele na głowie, nie wspominając o ostatnich poprawkach w szkole itd. Pozdrawiam cieplutko ~Jednorożec 13

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział, rozkręca się. :D Trochę za mało tu Ginny i Zabiniego, ale bardzo fajna była ich rozmowa. Mam nadzieję, że pojawi się coś więcej o nich i o Pansy i Harrym. :D Ta akcja na końcu.. Co się wydarzyło na tym boisku?! xD Ciekawa jestem co się stało z Barkley'em i nie mogę się doczekać spotkania Hermiony z Malfoy'em! A i pewnie Barkley zarywał do Daphne i Neville się wkurzył ehh.. Kiedy oni się pogodzą? I co dalej w związku z Astorią? Bardzo chciałabym przeczytać kolejny rozdział! Weny i czekam. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurdeeee miałam byc pierwszaaa, rozdział wręcz az za dobry,serio dodawaj czesciej ja juz chce to spotkanie Hermiony z Draco serio, ciekawosc mnie zzera, pomalu sie rozkrecaa, mam nadzieje ze w wakacje beda rodzialy czesto, juz nawet namowilam 2 kolezanki do czytania tego FF także/
    Kiedy nastepny> ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny rozdział już w weekend ;) Dziękuje, że polecasz bloga dalej :D

      Usuń
  4. Mysle ze ta ilosc komentarzy zalezy tez od tego jak czesto dodajecie rozdzialy ja was rozumiem i podziwiam ze mimo szkoly macie czas, myse tez ze duzo osob czyta ale zapomnia komentowac, moglybyscie zrobic cos w stylu, 1 komentarz ,1 dzien szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, nie wiem czy tylko ja to zauwazylam ze najwiecej komentarzy jest tam gdzie juz zaczyna dziac sie pomiedzy Draco i Hermi wieec pewnie wszyscy czekaja na to spotkanie, rodzial boski Blaise i Ginny tacy słodcy,dzieki za tak szybkie dodanie.
    Pozdrawiam - Sama wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie długo nie komentowałam.Niby to ostatnie dni w szkole,a i tak nas nie oszczędzają.A teraz do rozdziału :))
    ***
    Nie mogę się doczekać spotkania z Draco i Hermioną.Naprawdę! W 1 rozdziale już nie pamiętam to,który,ale za fragment Dramione bibliotece muszę pochwalić.W tym fragmencie jak Draco żegnał się z Hermioną.I to jak prawie doszło do pocałunku to łał.Tak opisałaś uczucia Hermiony,że masakra.Jestem też bardzo ciekawa wyjazdu Pansy i Harrego.Uwielbiam tą dwójkę :D Ładnie też opisałaś wspomnienie Ginny.Nie przepadam za tym jak on miał?Michael! Nie lubię go.Niech się rzyma od Ginny z daleka.I Pan Zabini chciałabym jakąś scenkę zazdrości,ale taką mocną! Ale najbardziej wyczekuję sceny Dramione!
    **
    Życzę weny i pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny wspaniały rozdział! Jak zwykle dzieje się wiele, aż chce się czytać i czytać :D
    Nie mam zielonego pojęcia na co liczy Michael ale jest strasznie głupi jeżeli myśli, że Ginny do niego wróci bo nie wóci nie? :p
    I ciągle myśle o tym spotkaniu w Malfoy Manor xd jak to bedzie wgl wyglądać? :D przeciez to obiad u arystokratów! Boje sie jak nie wiem ;3 strasznie nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że będzie już niedługo! :* pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy rozdział, ale wciąż czekam na powrót Dracona do Hogwartu. Bez niego jest inaczej... jakos tak pusto :P biedny Neville, strasznie mi go żal i na dodatek ten pożal się boże profesorek zarywa do Dafne... i nie tylko. Czekam również na te dodatkowe lekcje Barkleya i Hermiony, jestem ciekawa co ten facet wymyśli XD ogólnie nie wiem czemu, ale lubię czytać w ff motyw romans nauczyciel-uczennica, oczywiście nie jako główna para ale taka dodająca trochę adrenalinki. I powiem ci, że ten Barkley w twojej historii idealnie wpasował się w moje upodobania. Wiesz, taka niezbyt pozytywna postać. Podejrzewam, że jeszcze nie raz pokaże nam swoje zaostrzone na młode panny Hogwartu (w tym Hermionę) pazurki XD a reakcje Darco na pewno będą niezapomniane :P
    Pozdrawiam i czekam na następny :*

    Olix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc romans nauczyciel-uczennica miałam na myśli zarywanie nauczyciela do uczennicy, a nie bron boże jakieś obustronne zauroczenie XD piszę to tak, żeby wyjaśnić o co mi chodzi bo nie wyrazilam się w poprzednim komentarzu jaśniej :D

      Olix

      Usuń
  9. Rozdział jak zwykle genialny. Co do kanonu... mi tam nie przeszkadza. Jestem tak zaczytana i zafascynowana tą historią, że nie zwracam uwagi na kanon :-D Nie wiem co pisać.... Jak zawsze ehh Po prostu nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :-D Normalnie, uzależniłam się od tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwykle, rozdział jest genialny i wciągający. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Byle do niedzieli! Nie mogę się doczekać ❤
    Znalazłam to Dramione parę dni temu i jak widziałaś starałam się wstawiać nawet króciutkie komentarze, chociaż raczej nie komentuje blogów. Tu jednak jest wyjątek, bo ten jest na prawdę niesamowity. Nie mogę się od niego oderwać. Dzisiaj rozmawiałam z koleżanką i mówię jej ze znalazłam dramione, gdzie w trzydziestym rozdziale się nie kochają tylko nadal kłócą, ona zapytała czy dobrze napisane, ja odpowiedziałam, ze całkiem ok. Tamta gdy to usłyszała powiedziała: "Wiki, znalazłaś idealne dramione!" absolutnie się z nią zgadzam. Tempo rozwijania się akcji jest super, Draco non stop przytyka Hermionie, nie ma miłości już w trzecim rozdziale. Uwielbiam. Jedyne co mi się średnio podoba to to, że wszystko się dzieję w tak krótkim okresie czasu, 40 rozdziałów ma miejsce w niecały miesiąc, ale przy całokształcie to jest nie zauważalne. Wiem, że koniec roku już niedługo i pewnie szkołe masz na głowie i wiele innych spraw, jednak pamiętaj, że jest wiele osób, które czekają na dalszą część opowieści, nie zawiedź nas. Ja na prawdę mega wkręciłam się w tą historie. Dziękuję ci za to /Wiki

    P.s. a co do kanonu, to wszystko według mnie jest ok. Wiadomo, że coś się musi pozmieniać bo w końcu normalnie Herma i Draco nigdy by ze sobą nie byli ale te zmiany są malutkie, dlatego też uwielbiam tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jako, że choruje na leniwus pospolitus, nie skomentuje wszystkich rozdziałów od początku. Mam nadzieję, że nie uraziłam Was tym:*. Na samym początku jak zauważyłam, że jest już 40rozdziałów myślałam, że blog jest skończony, a tu bęc! Teraz będę musiała czekać:'(. Przeczytałam wszystkie rozdziały w 3-4dni. Wszystko genialnie napisane i z pomysłem. Uwielbiam te zwroty akcji; jest już dobrze, a tu nagle Draco nazywa Hermionę szlamą :/. No, ale chyba właśnie chodzi:D. Zauważyłam, że nieraz znajdują się pojedyncze błędy ortograficzne, albo przejęzyczenia, Ale przecież jesteśmy tylko ludźmi. Grr... Ginny mnie denerwuje! Blaise się stara, a ona za każdym razem z czymś wyjedzie, a później płacze I mówi, że to jego wina. "Kobieta zmienną jest". Tylko tyle mi się uda napisać. Powiem jeszcze, że pomysł genialny, rozdziały cudowne, nie za krótkie nie za długie. Zyskałyście jeszcze jedną czytelniczkę:3. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Pozdrawiam i życzę duuużej weny!
    Krukonka

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział boski jak zwykle u Ciebie bywa! :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Jestem ciekawa jak sobie Pansy i Harry poradzą w nowej szkole? ;) No i co się stało Ginny? A może ten pajac ją pocałował?! Albo... Blaise zrobił z Michaelem porządek jak tylko ich zobaczył razem? :D

    Pozdrawiam cieplutko i czekam na następny rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny rozdział!
    *Ravenclawu

    ~Poochie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział cudo. Trochę mało ale da się przeżyć jestem ciekawe dalszej historii czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział. Masz talent którego zazdroszczę dosłownie.
    PoZdRo

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zawsze super , tylko przez te przerwy pogubiłam sie troche w tej historii ;p

    M.S

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej kochaniutka gdzie ty się podziałaś czekam i czekam a ciebie i rozdziału brak :(
    Wracaj prędko do nas
    PoZdRo

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekamy cierpliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział jest po prostu genialny!
    Sama Wiesz Kto ;-)

    OdpowiedzUsuń