niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 40

W ogóle, czy wy to widzicie!!! 40 ROZDZIAŁÓW, PONAD 50 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ I PONAD 750 KOMENTARZY *umarłam*

A tak na poważnie... Dawno nie było jakieś większej akcji pomiędzy Ginny i Blaisem, więc czemu by nie?  Ten rozdział wiele wyjaśni, ale jeszcze bardziej wszystko skomplikuje...  Jeśli liczycie, że Malfoy wróci do Hogwartu w najbliższych rozdziałach to... A zresztą sami przeczytajcie ;)
~Pani M.


Rozdział 40 – Zacząć od nowa.

Ginny opuściła Wielką Salę, nie czekając na pozwolenie dyrektorki. Zupełnie nie zwracała uwagi na Hermionę, która po cichu próbowała przywołać ją do porządku ani na spojrzenia, odprowadzające ją do wyjścia. Gdy usłyszała, że będzie musiała mieszkać ze swoim byłym, aż ciepło jej się zrobiło. Weszła do pierwszej damskiej łazienki i przemyła twarz zimną wodą. Sam nie wiedziała, dlaczego tak się przejmuje Conerem. Nagle w przypływie emocji walnęła ręką w lustro. Na tafli pojawiło się pęknięcie.
– DLACZEGO JA NIGDY NIC NIE WIEM?! – Już myślała, że łzy popłyną jej po policzkach, ale była na to zbyt dumna.
– Nie z takiego powodu – powiedziała sobie i zaczerwienionymi oczami, powstrzymując łzy, spojrzała na swoje krzywe odbicie w pękniętym lustrze. Przymknęła oczy, wciągając powietrze przez nos.
– Spokojnie Ginny – szepnęła do siebie. Otworzyła oczy i znów spojrzała na swoją zaczerwienioną twarz. Nie rozumiała wielu rzeczy i to ją dobijało. Hermiona nie była chętna do zwierzeń, ale co Ginny mogła na to poradzić? Odwróciła się tyłem do lustra i oparła o umywalkę. Wzrok utkwiła gdzieś za oknem. Właśnie taką ją zastał. Z zaczerwionymi policzkami, zamyśloną.
– Weasley? – powiedział cicho, chciał zapytać o wiele rzeczy, ale wiedział również, że musi poczekać na odpowiedni moment.
– Co tu robisz? Z tego co wiem to damska toaleta... – Nie była zła, chyba pokłady złości na ten miesiąc już wyczerpała. Gryfonka miała przeczucie, że Blaise ją tu znajdzie. Podświadomie chciała tego.
– Wkopali cię – powiedział, nie zwracając uwagi na komentarz o damskiej toalecie. Oparł się o ścianę na przeciwko dziewczyny. Ginny podniosła na niego wzrok.
– Jeśli mówisz o Conerze...
– Tylko nie mów, że jest ci wszystko jedno.
– Nie mówię – skwitowała. Zapadła niezręczna cisza, podczas której Blaise zastanawiał się, czy zadać sobie trud i spróbować jeszcze raz. Nagle odezwali się jednocześnie:
– Słuchaj... ja… – Padło z ust obojga, Zabini uśmiechnął się, a panna Weasley spłonęła rumieńcem.
– Mów pierwszy – powiedziała z uśmiechem. Wyjątkowo przyjemnie im się rozmawiało, bez kłótni, bez presji. Promienie słoneczne leniwie zaglądały do łazienki przez duże, przeszklone okna, odbijając się od śnieżnobiałych kafelek. Tworzyły jasną poświatę w całym pomieszczeniu. Przez chwilę nawet zapomnieli, że rozmawiają w damskiej toalecie, w pomieszczeniu było cicho i spokojnie.
– Co się stało z lustrem? – zapytał, podbródkiem wykazując pękniętą taflę. Ginny zerknęła przez ramię na pęknięcie, które burzyło obraz zadbanego pomieszczenia.
– Chyba nie przyszedłeś tutaj pytać mnie o lustra... – powiedziała wymijająco.
– Masz rację – odparł miękko, cały czas obserwował dziewczynę. W końcu Ginny przejęła inicjatywę.
– Chciałam zacząć od początku. – Zabini przez chwilę myślał, że się przesłyszał.
– Co? – zapytał ze śmiechem, Ginny poczerwieniała. Ona stara się dać mu drugą szansę, a on bezczelnie się z niej śmieje. Wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić.
– Posłuchaj, Blaise, być może oboje trochę źle zaczęliśmy... – Ślizgon spoważniał, a potem zmierzwił swoje krótko obcięte włosy.
– Nie da się ukryć – przyznał Gryfonce rację. Również miał nadzieję na nowy początek ich znajomości, dostrzegł swoją szansę. Uśmiechnął się, to był ten uśmiech, na widok którego połowa dziewczyn zapominała jak mają na imię, ale nie Ginny. Stała dalej, opierając się o umywalkę, chłopak podszedł do niej niepewnie. Gdzieś w zakątkach umysłu dziewczyny jakiś dzwon bił na alarm, ale zignorowała go całkowicie. Myślała, że podejdzie bliżej, ale Ślizgon zatrzymał się na odległości metra.
– Więc mamy zacząć od początku? – zapytał. – Z czystą kartą? – Ginny przytaknęła, nadal niepewna. Myślała, że zrobi jeszcze tę parę kroków i ją przytuli, ale... nie. Nie zrobił tego; w zamian wyciągnął tylko rękę w jej stronę. Ginny zdziwiona spojrzała na Ślizgona, myślała, że żartuje, ale Blaise okazał się całkowicie poważny. W końcu chwyciła jego dłoń. Ślizgon uśmiechnął się ciepło i potrząsnął nią parę razy.
– Jestem Blaise Zabini, miło cię poznać. – Od razu podchwyciła o co mu chodzi. Ten plan całkiem jej się spodobał. Uśmiechnęła się szeroko, a potem powiedziała:
– Jestem Ginny Weasley – Po czym spojrzała na niego zalotnie. Zabini z niedowierzaniem pokręcił głową. Puścił jej rękę.
– Czy będziesz tak uprzejma i dasz się odprowadzić na zajęcia? – Ginevra zrobiła wielkie oczy, zupełnie zapomniała, że lekcję trwają w najlepsze, od jakiś dziesięciu minut.
– Szybko! – krzyknęła, zbierając torbę z ziemi i zarzuciwszy ją na ramię wybiegła z toalety. Zabini puścił się za nią biegiem, pomimo starań panny Weasley na lekcję  dotarli spóźnieni...
*
Hermiona pilnie notowała wszystko co wyszło z ust profesor McGonagall. Transmutacja na siódmym roku, była trudna nawet dla niej, gdzieś z tyłu głowy miała Ginny, która w ogóle nie radzi sobie z tym przedmiotem, a teraz opuszcza lekcję. Pomimo, że dziewczyny miały różne rozkłady zajęć trafiły się lekcje, takie jak ta, kiedy mogły usiąść razem w ławce. Kolejna sprawa, która rozpraszała uwagę panny Granger, był nieszczęsny przypadek Neville’a i Daphnie, którym tak usilnie starała się pomóc. Postanowiła porozmawiać ze Ślizgonką zaraz po zielarstwie, bo obie chodziły na ten przedmiot. Odsunęła na bok niepotrzebne myśli i wróciła do pisania. Nagle drzwi otwarły się na oścież, a do środka wpadła rudowłosa Gryfonka i pan Zabini. McGonagall spojrzała na nich zza biurka.
– Tak, panno Weasley? – zwróciła się do Ginny.
– Ymm... Znaczy... My... Znaczy… Ja... Przepraszam za spóźnienie. – Zwiesiła głowę, wiedziała, że kto jak kto, ale ona nie powinna opuszczać transmutacji. Kompletnie sobie z nią nie radziła w tym roku. Blaise stał pewnie i parzył prosto na dyrektorkę.
– Siadaj – McGonagall zwróciła się do Ginny, piorunując ją wzrokiem. Dziewczyna posłusznie usiadła obok Hermiony, była czerwona jak burak, chciała zapaść się pod ziemię. Ukradkiem zerknęła na Zabiniego. Ślizgon odsunął krzesło przy ostatniej ławce i już miał usiąść, gdy odezwała się nauczycielka:
– Co pan robi, panie Zabini?
– Siadam na miejsce – odpowiedział lekceważąco. McGonagall wstała zza biurka i cicho przemówiła, tym swoim, surowym tonem:
– Z tego co wiem, panie Zabini, to ma pan teraz eliksiry... Wątpię, że profesor Slughorn się ucieszy z twojego spóźnienia... – Ślizgon przerażony spojrzał na dyrektorkę, miała rację. Przez tę akcję z Weasley zupełnie zapomniał, że maja różne lekcje.
– Przepraszam za to wtargnięcie... – rzucił i już go nie było. Biegł prosto do lochów. Zależało mu na ocenach w tym roku, jak nigdy wcześniej. Gdy wpadł do sali, Slughorn uśmiechnął się jedynie.
– Zaspałeś, Blaise? – zapytał, miał wyjątkowo dobry humor. Chłopak kiwnął głową. Slughorn wrócił do lekcji, a Zabini odetchnął z ulgą. Nie chciał być teraz w skórze Ginny. Jednak McGonagall również przymknęła oko na spóźnienie panny Weasley i nie wyciągnęła żadnych konsekwencji.
W połowie lekcji Hermiona zarzuciła rudowłosą Gryfonkę  pytaniami:
– Gdzie byłaś? I co robiłaś z nim?
– Tylko rozmawialiśmy – odpowiedziała szeptem panna Weasley, to co stało się w toalecie z jakiś powodów traktowała jak osobisty sekret. Coś intymnego. Hermiona uniosła brwi lekceważąco, nie dowierzała przyjaciółce.
– O czym gadaliście, że aż się spóźniłaś? – Ginny wlepiła wzrok w swój, do połowy zapisany, pergamin. Otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale rozległ się surowy głos McGonagall:
– Proszę nie rozmawiać. – Spojrzała znacząco w stronę obu Gryfonek. Szybko zajęły się zadaniem. W końcu lekcja transmutacji się skończyła i wszyscy opuścili klasę. Hermiona właśnie pakowała podręcznik do torby, gdy dyrektorka wezwała ją do siebie.
– Panno Granger, mogę panią na słówko? – Gryfonka pewnie podeszła do biurka.
– Tak pani dyrektor?
– Po dzisiejszym patrolu, przyjdź do mojego gabinetu, dobrze? – Dziewczyna nie miała pojęcia o co może chodzić, ale zgodziła się bez zastanowienia. Opuściła klasę i dołączyła do Ginny, która czekała przy drzwiach.
– Co chciała? – zagadnęła wesoło rudowłosa siódmoklasistka.
– Nic ważnego, mam przyjść do niej po patrolu... – Ginny przerwała przyjaciółce:
– Będziesz miała z nim patrole? – Hermiona przytaknęła, osobiście nie widziała w tym żadnego problemu, jednak najwidoczniej Ginny była innego zdania.
– Współczuje, on jest okropnie nudny...
– Gorszy niż Malfoy nie będzie – skwitowała Hermiona niezrażona słowami młodszej Gryfonki. Szły korytarzem na kolejne lekcję, zatrzymały się  przy sali lekcyjnej profesor Sprout.
– Co masz teraz? – zapytała Hermiona przyjaciółkę, sama miała mieć zielarstwo. Ginny wyciągnęła pomięty plan z torby.
– Zaklęcia – odpowiedziała, usiłując odszyfrować rozmazany atrament. Na swój plan zdążyła wylać sok z dyni już pierwszego dnia.
– To idź, bo się na lekcje spóźnisz – powiedziała Hermiona z uśmiechem, wspominając jak Ginny wpadła do sali do transmutacji zaledwie godzinę temu.
– To ja lecę, widzimy się na obiedzie – odparła młodsza Gryfonka i wciskając plan lekcji do torby, ruszyła w drogę powrotną przez korytarz. Klasa profesora Flictwicka mieściła się na drugim piętrze, Ginny z parteru miała jeszcze spory kawałek. Po drodze minęła się z Harrym, wymienili uprzejmości, chociaż wyszło dość niezręcznie, bo towarzyszył im Ron.
– Masz zaklęcia? – zapytał Harry po chwili. Rudowłosa dziewczyna kiwnęła głową.
– Ech... My mamy obronę z tym dupkiem... – wtrącił Ron, marudząc.
– Profesor Barkley jest spoko. – Wzruszyła ramionami, nie rozumiała dlaczego jej brat jest tak wrogo do niego nastawiony. Ginny lubiła lekcję z Barkleyem.
– Muszę iść, bo znów się spóźnię – powiedziała po chwili i już jej nie było. Ron spojrzał pytająco Harry’ego, jakby ciemnowłosy Gryfon miał jakiekolwiek pojęcie o powodzie spóźnienia panny Weasley.
– Chodź Ron. – Harry klepnął przyjaciela w ramię, bo ten nadal stał na środku korytarza z na wpół otwartymi ustami. Ginny bez problemów dotarła na zaklęcia i żaden Ślizgon "przypadkiem" na nią nie wpadł.
*
Zielarstwo dobiegło końca i Hermiona opuściła salę razem ze wszystkimi. Minął ją Neville, nawet się nie przywitał, zupełnie jak nie on. Był jakiś nieswój. Gryfonka chyba znała powód takiego zachowania. Na lekcję zielarstwa razem z nią uczęszcza pewna, brązowowłosa Ślizgonka. Daphnie Greengrass właśnie minęła ją, wychodząc. Hermiona nie zastanawiała się długo.
– Daphnie! – krzyknęła za dziewczyną. Panna Greengrass odwróciła się szybko. Zmarszczyła brwi, widząc Hermionę, zmierzającą w jej stronie. Gryfonka zatrzymała się przed Daphnie.
– Nie mam czasu gadać... – mruknęła Ślizgonka, dopiero teraz, gdy Hermiona stanęła bliżej niej zauważały podkrążone oczy, niezdrowo bladą cerę i smutek.
– Myślę, że mnie, zechcesz wysłuchać... – powiedziała tajemniczo. Daf wzruszyła ramionami.
– Niby czemu?
– Bo chcę porozmawiać o nim. – Hermiona zaakcentowała ostatni wyraz. W oczach Ślizgonki można było dostrzec błysk, ale zgasł tak szybko jak się pojawił.
– Niby o kim? – prychnęła.
– O Neville’u – Hermiona szeptem wypowiedziała jego imię, jakby było jakimś sekretem. Daphnie otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Skąd wiesz? – wysyczała wściekle. Bała się, że ktoś poznał jej sekret. Obiecała Neville’owi, że nikt się nie dowie i chciała dotrzymać słowa.
– On mi powiedział – odparła bezbarwnym tonem Gryfonka, czuła niechęć bijącą od Daphnie. Nie tak wyobrażała sobie tę rozmowę. Nikt nie zwracał na nie uwagi, dookoła biegali, wrzeszczeli i robili szeroko pojęty zamęt, inni uczniowie. Daphnie była wkurzona, nie na Hermionę, ale właśnie na Neville’a. Jej zakazał komukolwiek mówić, a on oczywiście mógł powiedzieć każdemu!  Policzki jej poczerwieniały, a ręce zacisnęła w pięści.
– Daj mi spokój, nie chcę mieć z nim nic wspólnego! – Pomimo, że wykrzyczała to Hermionie prosto w twarz, słowa gubiły się gdzieś wśród innych wrzasków.
– Ale on cię kocha! – krzyknęła Hermiona, denerwowała ją postawa Ślizgonki. Na te słowa Daf zaśmiała się tylko.
– To takie banalne, gdyby mnie kochał to byśmy nie zerwali, chyba proste?
– Nie wszystko zawsze jest proste – burknęła Hermiona, Daphnie uniosła pytająco brew, a potem odpowiedziała z kpiącym uśmiechem:
– W tych sprawach jest proste. – Potem odeszła, zostawiając Gryfonkę. Hermiona miała jeszcze tyle do powiedzenia.  Chciała opowiedzieć Daphnie o Astorii i o tym jak namieszała. Jednak nie zdążyła, było za późno. Zaczęła się zastanawiać czy przegrała już całą sprawę, czy tylko pierwsze starcie, rozległ się dzwonek na lekcję. Może powinnam zacząć od początku? Pomyślała, a potem ruszyła korytarzem na wyższe piętro.
*
Harry i Ron skończyli lekcję. Jak każdego roku wybrali te same przedmioty, aby ich plany lekcji były identyczne. Ron od razu pognał do kuchni, bo od przerwy obiadowej minęły już trzy godziny. Był głodny, Harry niespecjalnie miał ochotę na jedzenie. Myślał o wyjeździe do Francji. Nie miał najmniejszej ochoty tam jechać, ale nie miał wyboru. Postanowił odwiedzić dziewczynę, która miała mu towarzyszyć w tej podróży. Nie wiedzieć kiedy stanął przed drzwiami Skrzydła Szpitalnego. Pani Pomfrey nawet się nie zdziwiła na jego widok. Wpuściła go na salę bez słowa. Harry przeszedł parę metrów, a potem ujrzał coś czego wolał nie widzieć. Na łóżku Pansy siedział Theodor Nott. Śmiali się z czegoś, a on trzymał ją za rękę. Gryfon sam nie wiedział kiedy się wkurzył. Pewnym krokiem podszedł do łóżka Ślizgonki.
– Cześć, Harry – przywitała się, zupełnie zapomniała, że miała być dla niego chłodna i obojętna. Miała wyśmienity humor.
– Cześć – burknął w odpowiedzi Gryfon.
– Po co przyszedłeś? – zapytał Nott, nie miał pojęcia o niczym co łączyło ową dwójkę. Harry próbował udusić go wzrokiem.
– Chciałem z nią pogadać – warknął w odpowiedzi Harry. Pansy wyczuła chłód w jego głosie i posłała mu pytające spojrzenie. Potter zmroził ją wzrokiem. Nott wstał i minął Harry'ego bez słowa, opuścił Skrzydło Szpitalne. Zostali sami. Dobry humor Pansy znikł, za to Harry złagodniał.
– Czego chcesz? – zapytała cierpko. Gryfon zdziwił się, słysząc ten drażliwy ton:
– Chciałem pogadać – odpowiedział zgodnie z prawdą.
– Nie mamy o czym – powiedziała Ślizgonka i usiadła na łóżku.
– Kiedy cię wypuszczą?
– Dziś wieczorem, bo co?
– Na szlaban zdążysz. – Uśmiechnął się do dziewczyny, Pansy podejrzliwie zmrużyła oczy.
– Chyba nie przyszedłeś tu rozmawiać o naszym szlabanie...
– Masz rację, chciałem pogadać o Beauxbatons... – Zanim Pansy zdążyła rzucić jakimś wzgardliwym komentarzem, drzwi Skrzydła Szpitalnego się otwarły i weszła przez nie McGonagall.
– Ah, panie Potter dobrze, że Cię tu widzę. – Oboje z Pansy spojrzeli po sobie zdziwieni.
– Rozmawiałam już z panią Pomfrey i wiem, – tu zwróciła się do Ślizgonki – że wyjdziesz stąd już dziś. Myślę, że do wyjazdu całkowicie wyzdrowiejesz. –   Dyrektorka niemal się uśmiechnęła. Pansy tylko niepewnie kiwnęła głową.
– Jeśli chodzi o wasz wyjazd – kontynuowała McGonagall. – To radzę zacząć się pakować, wyjeżdżacie w środę wieczorem.
– Już w środę?! – wyrwało się Harry'emu. Dyrektorka zmierzała go wzrokiem.
– Tak, panie Potter, już jutro. – Pansy wytrzeszczyła oczy na nauczycielkę.
– Mieliśmy jechać na początku października – powiedziała z wyrzutem.
– Jutro jest pierwszy dzień października... – powiedział smętnie Harry. Przez ten miesiąc w Hogwarcie wydarzyło się tyle rzeczy, że mogłoby się wydawać iż minęła już połowa roku.
– Wracacie w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek widzimy się na lekcjach – dodała dyrektorka. Pansy kiwnęła głową na znak zgody. Harry nadal stał z kwaśną miną. Nie miał najmniejszej ochoty nigdzie jechać, w dodatku bez Rona i Hermiony. Nagle do jego świadomości dotarły słowa wypowiedziane przez nauczycielkę transmutacji:
– A bal odbędzie się w sobotę.
– Bal?! – wykrzyknęła dziewczyna, o tym nie było mowy. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślała nie była sukienka ani buty, tylko osoba towarzysząca...
– Tak, panno Parkinson, bal, i liczę, że będziecie godnie reprezentować szkołę...
– Ale... Razem? – zapytała Ślizgonka, marszcząc brwi. Harry nadal stał bez ruchu i próbował przetrawić to co właśnie oznajmiła im dyrektorka. Już całkowicie ignorował fakt, że będzie musiał spędzić wieczór ze Ślizgonką, przerażało go zupełnie coś innego... Bez zastanowienia powiedział, jeszcze zanim pomyślał:
– Ale ja nie umiem tańczyć. – McGonagall i Pansy spojrzały na niego zdziwione.
– Co? – zapytała ze śmiechem dziewczyna. Dyrektorka zacisnęła usta w cienką linię, po chwili powiedziała:
– Masz całe cztery dni żeby się nauczyć.
– Ale... – Już miał protestować, jednak nauczycielka mu przerwała:
– Widzę, że tak tego nie załatwię... Dobrze. Otóż jeśli godnie będziecie reprezentować szkołę podczas balu i na wyjeździe, zniosę wasz szlaban.
– Koniec z patrolami? – Oczy Pansy zabłysły, to była kusząca propozycja. McGonagall kiwnęła głową.
– Zgoda! – Wykrzyknęła szczęśliwa Ślizgonka, przez te patrole nie miała czasu ani na naukę, ani dla przyjaciół. Szczerze się ucieszyła, nie myśląc o konsekwencjach w postaci spędzenia balu w towarzystwie Pottera.
– Świetnie. – Ucieszyła się dyrektorka i zaczęła się zbierać do wyjścia.
– Ej, zaraz! Ja chyba też mam coś do powiedzenia! – wtrącił chłopak z blizną na czole. Pansy posłała mu proszące spojrzenie.
– Proszę – wypowiedziała bezgłośnie w jego stronę. Odwrócił wzrok. McGonagall patrzała na niego wyczekująco, zapadła cisza. Gryfon spojrzał w stronę dyrektorki, potem przeniósł spojrzenie zielonych oczu na Pansy.
– Zgoda – powiedział. McGonagall kiwnęła głową i odeszła. Harry mógłby przysiądź, że prawie się uśmiechnęła. Gdy zamknęły się drzwi za nauczycielką, Harry już też miał odejść. Nagle poczuł mocny uścisk. Ślizgonka chwyciła go za nadgarstek. Odwrócił się do niej zdziwiony. Patrzała na niego tymi swoimi pięknymi, niebieskimi oczami, tak innymi od oczu Ginny. Patrzał na nią wyczekująco.
– Dziękuje – powiedziała, chociaż prawie nie przeszło jej to przez gardło.
– Chcę coś w zamian – powiedział, a ona puściła jego rękę.
– Co? – zapytała cicho.
– Nauczysz mnie tańczyć.
*
Hermiona miała za sobą pierwszy patrol z Conerem. Było trochę niezręcznie, ale chłopak był dużo milszy niż Malfoy. W sumie pod koniec nawet wdali się w dyskusję na temat transmutacji. Brązowooka Gryfonka nie wiedziała dlaczego Ginny ma tak fatalne zdanie na temat Krukona. Jej wydał się całkiem fajny. Po patrolu udała się do gabinetu dyrektorki. Wspięła się po schodach, za drzwiami słyszała jakieś głosy. Gdy zapukała wszystko ucichło.
– Proszę. – Usłyszała surowy głos McGonagall. Hermiona ostrożnie pchnęła drzwi, a potem weszła do środka. W gabinecie było bardzo jasno, panował względny porządek i  nawet biurko już nie tonęło pod stertą papierów. Ale nie to rzuciło się Gryfonce w oczy. Ktoś siedział do niej tyłem na krześle, na przeciwko biurka McGonagall. Nauczycielka wstała. Widać było, że jest zmęczona.
– Dobrze, że już jesteś Hermiono – zwróciła się do niej po imieniu, a to zdarzało się niesamowicie rzadko.  Kobieta siedząca tyłem do niej na krześle wstała. Pannie Granger znajome wydawały się jej jasne, blond włosy. Podeszła trochę bliżej i znów odezwała się McGonagall:
– Hermiono, przedstawiam ci Narcyzę Malfoy. – Kobieta odwróciła się na te słowa. Włosy miała zaczesane do tyłu i związane w wytwornego koka, jej zielona suknia sięgała ziemi. Hermiona była w szoku, ale szybko zamknęła na wpół otwarte usta. Kącik ust Narcyzy uniósł się delikatnie ku górze, gdy wyciągnęła rękę do Gryfonki. Hermiona chwyciła ją niepewnie. Jasnowłosa kobieta odezwała się, a na jej twarzy Hermiona dostrzegła smutek, może strach.

– Ratuj mojego syna... – szepnęła, niemal błagalnie.












25 komentarzy:

  1. Rozdział jest FANTASTYCZNY! :) Ginny i Blaise są tutaj tacy słodcy <3 i Narcyza wpleciona do opowiadania! SUPER! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, każdy jest na wagę złota! :)
      -Pani M.

      Usuń
  2. Rozdział mi ogromnie podobał (jak każdy z resztą). Po 2 godzinach matmy, potrzebowałam cieplej herbaty i ulubionego bloga, więc tak się cieszę z nowego rozdziału, że.. omg. Cieszę się też z akcji między Ginny i Blasie'em <3 Lubię też Narcyzę, więc fajnie, ze się pojawiła ^^ Harry i Pansy będą tańczy, jak słodko :-D W ogóle - cud, miód, malina *.* Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również pozdrawiam i cieszę się że mam tak wspaniałych czytelników ;)
      -Pani M.

      Usuń
  3. OMG cudowny, piszesz rozdzialy tak ze coraz bardziej z rodzily na rodzial chce coraz szybciej , uratuje Malfoya musi! SUPER rodzial i dziekuje za prezent <3 Mam nadzieje ze Blaise utrzymuje kontakty z Ginny tylko dlatego ze nusi sobie znalezc narzeczona, moze w koncu cos do niej poczul, a Harry i Pansy moze cos na tym wyhezdzie sie stanie.Kiedy nastepny rodzial? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny już za tydzień ;) Dziękuję za każdy komentarz!
      _Pani M.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wierze *-* no w koncu dodalas, swietny rodzials pomalu moze zacznie sie Dramione bynajmniej Hermi musi pomoc Draco!

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialnie! :D Nie mogę się doczekać wymiany uczniowskiej i lekcji tańca Harry'ego i Pansy! Bardzo fajny pomysł z odświeżeniem relacji Zabiniego i Ginny. A i Narcyza! Ta wojna ją musiała zmienić skoro bez oporu zwróciła się do Hermiony, ale dla syna.. Chcę wiedzieć jak to się zakończy! xD Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. NAJLEPSZY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 <3 <3
    Ten rozdział jest przecudowny!!! Tyle się tu dzieje! Ale najbardziej zaskoczyła mnie końcówka!! Narcyza... no i prosi o pomoc?! JA CHCĘ WIĘCEJ!!!!!!!
    No i oczywiście jaram się też Ginny z Blaisem.. :* normalnie nie mogłam wyrobić jak się okazało, że Blaise poszedł na transmutację zamiast na eliksiry :D hahahaha ;p
    I co dalej to Pansy z Harrym.. To dopiero się zapowiada! Oj wyczuwam, że będzie się coś działo na tym wyjeździe! Tylko jeszcze nie wiem, czy coś dobrego, czy złego :D
    Wszystko jest genialne! I szczerze mówiąc tym rozdziałem powaliłaś mnie na kolana! Błagam o więcej!! :* :*
    Strasznie się już nie mogę doczekać następnego rozdziału! Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bosz jak ja nie lubię Blinny i chyba jestem wsród twoich czytelniczek jedyna.
    Znaczy się Blaise'a uwielbiam ale w pairingu bez OC to tylko z Pansy, za to Ginny nie potrafię ścierpieć.
    Hansy lelelelel ja chcę ich więcej.. RAZEM!
    Narcyza świetna, lubię tą postać, czekam na więcej.
    Pozdrawiam
    PaKi

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubisz Blinny tak ogólnie czy w tym opowiadaniu? :) Mamy nadzieję, że reszta ci się podoba :D
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku , dużo sie działo , podniosłaś się i oficjalnie stwierdzam że ten rodział był zajebisty (szczególnie końcówka aaaa prosze rozwiń w następnym i niech sie spotkają ) :D
    Duuużo weny ci przesyłam ;D

    M.S
    Ps. Mam nadzieje że nie jesteś zła za wczesniejsze krytyczne kom , krytyka też ważna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zła, w żadnym wypadku,każdy komentarz jest dla mnie ważny :)
      -Pani M.

      Usuń
  11. Rozdział cudowny jak zwykle! :D Hermiona będzie pomagać Draco? <3 I Ginny i Blaise mają nowy start! :D Ciekawe jak będą wyglądać lekcje tańca Harry'ego i Pansy? ;)

    Pozdrawiam cieplutko i czekam na nowy rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Łał końcówka mnie po prostu zszokowała.
    Już nie mogę się doczekać aż Harry będzie się uczuł tańcz XD
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  13. Co ja patrze *_* Tydzień nie ma a tu nic , ale co tam czekam dalej cały czas otwarta zakładka :D Czekanie jest zawsze najfajniejsze podobno :) Chociaż ja wole rozdziały od czekania i chyba każdy woli.

    M.S

    OdpowiedzUsuń
  14. Nominowałam was do LBA, więcej na: http://zaklecie-smierci.blogspot.com/2015/05/lba.html?m=1.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy nowy rozdział?? Tak długo sie nic ne pojawia:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podbijam pytanie :)

      Usuń
    2. Jesteśmy na obozie z klasą nad morzem. Rozdział pojawi się od razu jak wrócimy czyli w środę 3 czerwca. Żeby wam wynagrodzić czekanie, będzie bardzo długi ;)

      Usuń
  16. Wiedziałam! Jeszcze chwila a Draco będzie znowu w zamku, albo... Hermionka u Draconka xd /Wiki

    OdpowiedzUsuń