piątek, 27 marca 2015

Rozdział 33

No to wracamy...  Potrzebowałam tego "odpoczynku". Ale teraz w pełni sił wracam do pracy. Zapraszam na 33 rozdział, trochę dłuższy, ale mam nadzieję, że to nie problem. Następny rozdział  za tydzień ;)
~Pani M.

Zapraszamy na naszą stronę ------> Dom Salazara - facebook


Rozdział 33 – Problem Zabiniego.

Hermiona siedziała przy kominku w salonie dormitorium na czwartym piętrze. Przeglądała list od Neville’a. Miała nieodparte wrażenie, że te listy wcale nie miały trafić w ręce akurat tego Gryfona. Westchnęła cicho i wstała z kanapy, zostawiając lisy na stole. Weszła do toalety i przemyła twarz zimną wodą. W tym czasie do dormitorium wrócił Malfoy. Kierował się w stronę sypialni, kiedy bałagan na stole przyciągnął jego uwagę. Zazwyczaj nikt po sobie niczego nie zostawiał. Rozejrzał się odruchowo, ale nikogo oczywiście nie zauważył. Zmarszczył brwi i podszedł do stołu. Chwycił pierwszy list z brzegu i od razu rozpoznał fikuśne pismo Astorii. Szybko zerknął na podpis u dołu strony, jednak widniało tam jedynie tajemnicze "G". Odłożył list i zabrał kolejny. Pogrążony w lekturze nie zauważył Gryfonki, wychodzącej z toalety.
– Czy ja ci w czymś nie przeszkadzam?! – Wściekła Hermiona stała tuż za nim. Wypuścił list z ręki i odwrócił się do dziewczyny. Nie wiedział co ma powiedzieć, najpierw chciał się wytłumaczyć, ale szybko doszedł do wniosku, że nie zrobił nic złego. Hermiona świdrowała go oskarżycielskim spojrzeniem, położyła ręce na biodrach.
– Nie masz mi nic do powiedzenia?! – zapytała, mrużąc gniewnie oczy. Draco przykleił jeden ze swoich zarozumiałych uśmieszków.
– Nie.
– Co "nie"? – fuknęła.
– Nie ma ci nic do powiedzenia Granger – odwrócił się napięcie i podszedł do drzwi sypialni. W ostatniej chwili się odwrócił i rzucił, jakby od niechcenia:
– Zastanawiam się tylko, dlaczego Astoria wysyła do ciebie listy...
*
Wcześniej...
Ginny skończyła lekcje i zaraz pobiegła do dormitorium, jednak w połowie drogi ktoś ją zatrzymał. Poczuła jak łapię ją w tali i okręca. Stanęła twarzą w twarz z Blaisem.
– Gdzie się tak spieszysz? – wymruczał. Podniosła głowę do góry, aby na niego spojrzeć. Był wyższy o głowę i trochę.
– Szłam... Właściwie... – Nie potrafiła się skupić, zmarszczyła brwi. Teraz stojąc tu, w ramionach Zabiniego nie miała pojęcia gdzie właściwie szła. Chłopak nachylił się aby ją pocałować, ale w głowie Ginny jak na zawołanie włączył się alarm. Odsunęła się szybko, a potem spłonęła rumieńcem. Ślizgon był zaskoczony jej zachowaniem, uważał, że dziewczyna powinna mu już ulec. Uśmiechnął się pytająco, ale dziewczyna tylko pokręciła głową. Złapał ją za rękę i zapytał:
– Coś się stało? – Ginny podniosła na niego spojrzenie niebieskich oczu.
– Za szybko – powiedziała jedynie. Nie zrozumiał, zachowywała się zupełnie inaczej niż by się tego spodziewał. Zaczynał się obawiać, że plan może nie wypalić.
– Przejdźmy się, okej? – zaproponował, nie puszczając jej ręki. Ginevra kiwnęła głową. Poszli najpierw w stronę czwartego piętra, gdzie odłożyli torby z książkami i ubrali się ciepło. Hermiona w tym czasie siedziała wśród jakiś papierów.
– Idziemy na spacer – rzuciła rudowłosa dziewczyna. Hermiona odpowiedziała pomrukiem, nie podnosząc głowy znad czytanego tekstu. Weasley wzruszyła ramionami i razem z Blaisem wyszli z dormitorium. Zeszli na korytarz przed Wielką Salą, z którego dało się również wyjść na błonia. Ślizgon złapał ją za rękę. Ginny spojrzała na niego trochę zaskoczona. To wszystko działo się dla niej za szybko. Jeszcze dwa tygodnie temu chodziła z Harrym, a teraz? Teraz trzyma się za ręce ze Ślizgonem, w dodatku Zabinim. Oczywiście nie przeczyła, że być może darzy Ślizgona jakimś uczuciem, ale...
– Nie potrafię – powiedziała cicho i zabrała swoją rękę. Chłopak zmrużył oczy. Gryfonka swoją niepewnością zaczęła go irytować, zazwyczaj dziewczyny szybciej mu ulegały. Niechętnie pomyślał, że będzie musiał bardziej się postarać.
– Dlaczego, Gin? Przecież wiesz, że cię lubię... Nawet bardzo – mruczał, nachylając się nad dziewczyną. Ginny przymknęła oczy, rozkoszując się ciepłem bijącym od jego ciała. Nie potrafiła poukładać tego wszystkiego w głowie, jakby dwa głosy mieszały się w środku i próbowały rozsadzić jej czaszkę. To Ślizgon! Darł się jeden, ale zaraz drugi odpowiadał Lubisz go! i wtedy znów pierwszy: to Śmierociożerca, a między tymi dwoma głosami stała mała Ginny, którą ogłuszały te wrzaski. Odsunęła się trochę od niego i otworzyła oczy.
– Problem w tym... – Założył kosmyk jej włosów za ucho, ze skupieniem i rozbawianiem wpatrując się w twarz dziewczyny.
– Mhm... – powiedział, zbliżając się.  Ginny zaschło w gardle, przełknęła ślinę.
– Problem w tym... – zaczęła zachrypniętym głosem jeszcze raz. – Ja cię nie znam. Nie wiem, co lubisz... Ty o mnie też nic nie wiesz... – Spojrzał na nią zaskoczony i odsunął się. Nie lubił mówić o sobie.
– Wiem o tobie bardzo dużo...– wymruczał, odzyskując pewność siebie. Ginny złożyła ręce na piersiach.
– To ilu mam braci?
– Pięciu... Znaczy z Fredem, sześciu... – powiedział, stał nachylony nad dziewczyną, a Ginny cofając się znów o krok, trafiła na ścianę. Zaskoczył ją trafną odpowiedzią. Blaise oparł się jedną ręką o ścianą tuż obok głowy Gryfonki.
– Mam inne pytanie... – powiedziała, spuszczając wzrok.
– Mhm... – znów mruknął, zbliżając usta do jej ust.
– Kolor oczu – wykrztusiła. – Jaki mam kolor oczu? – Szybko zamknęła oczy. Zabini stał trochę zbity z tropu, ale odpowiedział, dalej grając w jej grę:
– Zazwyczaj niebieskie, kiedy się denerwujesz mają kolor nieba podczas burzy, są granatowe, kiedy się rumienisz są błękitne. Gdy się śmiejesz mrużysz je lekko i widać w nich iskierki. – Koloryzował, z doświadczenia wiedział, że dziewczyny lecą na takie rzeczy i nie pomylił się i w tym wypadku. Zaskoczone spojrzenie Ginevry, powitał uśmiechem. Jednak potem stało się coś niespodziewanego. Spodziewał się raczej buziaka i rumieńców, a usłyszał jedynie:
– Niebieskie w zupełności by wystarczyły...  – mruknęła. Chłopak odsunął się troszkę, a dziewczyna wykorzystała okazję i odeszła kawałek. Odwróciła się i powiedziała:
– Idziemy na ten spacer? – Ślizgon tylko kiwnął głową i powlókł  się za Ginny.
*

– Było warto – powiedział cicho Harry, odwracając się za siebie, ale Ślizgonki już tam nie było. Wzruszył ramionami, ale szybko podjął decyzję nie mógł, a przede wszystkim nie chciał, tego tak zostawić. Zaczął dobijać się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Pansy, nadal w piżamie, powitała go spojrzeniem bazyliszka.
– I czego się drzesz? – Ślizgonka wyglądała na naprawdę wkurzoną.
– Ja... Znaczy, ja tylko... To było nieporozumienie.
– Świetnie, coś jeszcze? Bo jeśli przyszedłeś mi powiedzieć, że nie chcesz czegoś podobnego, to marnujesz tylko czas. Gwarantuje, że to się nie powtórzy... – Ale dalszą rozmowę przerwał jakiś młody Ślizgon.
– Harry Potter? – zapytał, wlepiając wzrok w Gryfona, ten tylko skinął głową. –Masz przyjść, jeszcze na chwilę, do pani dyrektor z jakąś dziewczyną...
– Dobra już idziemy  – mruknął niepocieszony Harry.
– Daj mi się ubrać – rzuciła Pansy i wbiegła do Pokoju Wspólnego. Gryfon stał, opierając się o ścianę, po niecałych dziesięciu minutach Pansy stanęła przed nim, już całkowicie ubrana.
– Idziemy? – zapytała chłodno i nie czekając na odpowiedź, ruszyła przed siebie. Harry wlókł się z tyłu. Okazało się, że dyrektorka chciała ich jedynie powiadomić, że wysłała już sowę do Beauxbatons i decyzja jest nieodwołalna. Ponadto podkreśliła, że oczekuje od nich jak najlepszej prezentacji Hogwartu. Następnie wszedł Hagrid i mówiąc coś o Zakazanym Lesie, skutecznie odwrócił uwagę dyrektorki od dwójki uczniów. Harry zamierzał mu później podziękować. McGonagall odprawiła ich równie szybko jak wezwała.
– Nie wieżę, że ona... Jak mogła... Przecież jest rok szkolny! – Oburzał się Harry, wracając do wieży Gryffindoru. Przez część drogi towarzyszyła mu Pansy. Nic nie mówiła, przerażało ją zupełnie coś innego. Miała tam wrócić. Do szkoły Mirabell. Tam, gdzie to wszystko się zaczęło.  Na te wspomnienie łzy napłynęły jej do oczu. Harry niczego z początku nie zauważył, ale gdy pociągnęła nosem, odwrócił się i zamilkł w pół zdania. Pansy pospiesznie zaczęła ocierać łzy, szybkimi ruchami.
– Co... się stało? – wykrztusił Harry. Ślizgonka pokręciła głową, pociągnęła nosem.
– Nic – odparła. Nie mogła sobie wybaczyć, że się rozpłakała, nie przy nim. Robię z siebie idiotkę. Pomyślała, przełykając łzy.
– To... alergia – wydukała w końcu, a potem pobiegła w stronę lochów. Harry stał pośrodku  korytarza osłupiały, analizował wszystko co powiedział, starał się odszukać coś, co ją uraziło. Jednak szybko odrzucił tę tezę. Pansy nie wydała mi się osobą, która rozpłakałaby się z takiego powodu. Wiedział, że ta sprawa nie da mu spokoju. Musiał się czegoś dowiedzieć. Z takim postanowieniem udał się do wieży Gryffindoru. Ron siedział w salonie.
– I jak? – zapytał. Harry usiadł na kanapie obok przyjaciela.
– Wysyłają mnie na tydzień do Francji. – Ronowi oczy zabłysły.
– Do Beauxbatons? – Harry niepocieszony kiwnął głową. Oczy Rona zapłonęły.
– Ty to masz farta!
– Co? – wyrwało się zaskoczonemu chłopakowi.
– No... Będziesz tam jedynym facetem, ty i tysiąc lasek, to dość optymistyczny obraz...
– Jadę tam z Parkinson – powiedział ponuro Harry.
– No to co? To kolejna laska... – Harry'emu jakoś dziwnie zabrzmiało określenie "laska" w stosunku do Pansy. Znaczy owszem była ładna, ale Ron nie powinien tak o niej mówić. Zdał sobie sprawę z tego co pomyślał i chciał się walnąć ręką w czoło. Ona mnie nie interesuje. Powiedział do siebie w myślach.
– Ach, te laski z Beauxbatons ... – rozmarzył się Ron.
– Ron ty masz dziewczynę – przypomniał mu Harry. Lubił tak samo Rona jak i Hermionę, ale on również widział, że ich związek się rozpada.
– No tak. – Rudowłosy Gryfon spochmurniał. – Widzisz Harry, ostatnio coraz częściej się z nią kłócę, a jak się nie kłócimy to w ogóle nie gadamy ja już nie wiem, co mam robić.
– Wy zawsze się kłóciliście... To chyba nie jest główny pro.. – Ron przerwał mu w pół zdania:
– Masz racje, to nie przez kłótnie, znaczy też, ale chodzi o to... – Urwał, a policzki mu zapłonęły. – Nie wiem czy mam ci o tym mówić, w końcu Herm to też twoja przyjaciółka.
– Wiesz, że możesz ze mną pogadać. – Rudowłosy chłopak westchnął.
– Ona jest tak niedotykalska... Wiesz zero całowania, a co dopiero coś więcej... – Harry podrapał się po głowie. Nie wiedział co powiedzieć przyjacielowi, sam nie miał tego problemu.
– Wiesz Hermiona jest wyjątkowa... Ale będąc z nią, spodziewałeś się czegoś… No wiesz...
– Nie, nie tak od razu. Eh... Zresztą nieważne. Idę spać.
Ron wstał z kanapy i wszedł po schodach na górę. Harry posiedział jeszcze trochę w salonie, wypił kremowe piwo i z całych sił starał się nie myśleć o ciemnowłosej Ślizgonce.
*

– Poczekaj chwilę. – Hermiona próbowała coś z tego zrozumieć. Chwyciła list i spojrzała na podpis.
– Greengrass... – wymruczała do siebie. Spojrzała na Ślizgona, stojącego przy drzwiach sypialni. Patrzał na nią z tym ironicznym uśmieszkiem. Dziewczyna miała ochotę go walać. Wzięła jedynie głęboki wdech i zapytała, siląc się na spokój:
– Skąd wiesz, że to ona napisała te listy?
– Tak się składa, że zawsze gdy pisze "m" można je pomylić z "n", a wszystkie litery są pochylone w prawo... – Hermiona zerknęła na listy i faktycznie tak było. Usłyszała głos chłopaka, Draco poszedł do niej i chwycił plik listów, przejrzał je szybko i zostawił jeden.
– Spójrz tu. – Pokazał coś palcem, Hermiona niepewnie do niego podeszła i nachyliła się nad kartką, nad literą "i" była nienaturalnie duża kropka, błąd powtarzał się przez pierwszą linijkę i kawałek drugiej.
– No i co? – zapytała, marszcząc nos.
– No, ona pisze serduszka nad "i" – Malfoy skrzywił się teatralnie.
– Ale tu nie ma serduszek... – powiedziała Hermiona, zanim w ogóle pomyślała. Już sekundę później wiedziała wszystko, jednak pozwoliła Ślizgonowi odpowiedzieć:
– Chciała być anonimowa, więc nie pisała serduszek w listach, bo to dość charakterystyczne, ale w pierwszym liście na początku się pomyliła. Przyzwyczajenie. – Chłopak wzruszył ramionami. Hermiona chrząknęła, zabierając mu list.
– Dzięki – mruknęła tak cicho, że prawie sama siebie nie słyszała. Draco uśmiechnął się pod nosem z wyższością. Nadstawił ucho i powiedział głośno:
– Nie słyszałem.
– Zapomnij, że to powtórzę – wysyczała Hermiona przez zęby. Pozbierała listy i umknęła do sypialni. Draco został w salonie, wpatrując się w plecy Gryfonki, znikającej za drzwiami. Rozsiadł się w fotelu i myślał o tych dziwnych listach. Bo niby po co Astoria miałaby pisać do Granger? Przez chwilę nawet był gotów zapytać Hermionę o całą sprawę, ale szybko się otrząsnął. Swoją drogą nie podobało mu się, że tak swobodnie rozmawia ze szlamą. Chciał porozmawiać z Zabinim, ale jak zwykle nie było go, gdy był potrzebny. Wtedy jak na zawołanie Blaise wpadł wściekły do salonu dormitorium. Za nim jak burza wpadła Ginny. Żadne nic nie mówiło, tylko szybko przeszli przez salon i zniknęli w swoich sypialniach. Draco wstał z fotela. Chciał porozmawiać z Zabinim, ale wnioskując po jego zachowaniu,  to nie był najlepszy pomysł. Usiadł z powrotem, prychając. Sprawa listów Granger go nurtowała, sam nie wiedział czemu jest, aż tak, ciekawy. Zazwyczaj nie mieszał się w nieswoje sprawy. Zamyślił się na chwilę, a potem doszedł do bardzo prostego wniosku: on już nie ma "własnych" spraw.
– Dobra, pora narobić sobie problemów... – mruknął do siebie, wstał z fotela po raz drugi i zszedł do lochów.
*
Ginny wpadła do sypialni, jakby gonił ją rozwścieczony hipogryf. Rozpięła szybko suwak kurtki i cisnęła ją na podłogę. Hermiona siedziała w osłupieniu, po chwili odważyła się odezwać:
– Gin...
– NIC NIE MÓW!!! – wydarła się rudowłosa dziewczyna, odwracając się do przyjaciółki. Hermionę zamurowało, spojrzała z wyrzutem na Ginny, Gryfonka miała wypieki na twarzy, a w oczach dało się dostrzec groźne iskierki. Zamrugała kila razy i spojrzała na przyjaciółkę. Zrobiło jej się głupio.
– Jeju, Herm przepraszam, ja nie chciałam. To znaczy... Eh... Przepraszam, okej? – powiedziała, spoglądając przyjaciółce w oczy. Hermiona skrzyżowała ręce na piersiach, ale nie mogła długo się gniewać.
– Co tym razem zrobił? – zapytała starsza Gryfonka, próbując nadać surowość swojemu głosowi. Ginny westchnęła przeciągle i usiadła na łóżku koło przyjaciółki, oparła głowę o jej ramię.
– Znów się pokłóciliśmy.
– Tyle to wywnioskowałam z twojego zachowania... O co poszło? – zapytała Hermiona, marszcząc brwi. Ostatnio miała wrażenie, że między Ginny, a Blaisem dobrze się układa, chwilami aż za dobrze...
– Powiedział, że jestem strasznie niezdecydowana i nie wiem czego chcę.
– A ty mu na to? – Ginny zarumieniła się.
– Że jak chcę łatwej laski to niech zdecyduje się na kogoś z domu Salazara...
– GINNY!! – krzyknęła oburzona Hermiona, chciała utrzymać pokojowe stosunki pomiędzy Gryfonami, a Ślizgonami.
– Oj no wiem, wiem... Ale pomyślałam o tej całej Greengrass...
– Ona jest teraz w trudnej sytuacji... – powiedziała cicho starsza Gryfona. Ginny zabrał głowę z jej ramienia i popatrzyła podejrzliwie.
– Bronisz jej?
– To nie tak, po prostu, ona, no, też ma swoje problemy... To nie jej wina.
– Coś kręcisz, o co chodzi? – zapytała podejrzliwie Ginny, nie wierzyła, że Hermiona broni Daphnie. Hermiona nerwowo zaczęła miętosić skrawek bluzki, nie patrzała przyjaciółce w oczy.
–Nie mogę ci powiedzieć, obiecałam… To dość skomplikowane. – Pani Prefekt w końcu podniosła wzrok, dostrzegła w oczach Ginny zawód i zdenerwowanie. Już chciała powiedzieć "nie gniewaj się, Gin", ale zanim otworzyła usta, piegowata Gryfonka starając się nie krzyczeć, powiedziała:
– Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką. – Hermiona nie mogła wtrącić swojego "jestem”. – Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim i w końcu MYŚLAŁAM –podkreśliła to słowo wyjątkowo dobitnie – że jesteś Gryfonką i trzymasz z Gryfonami. No cóż, chyba się myliłam... – Ginny rzuciła Hermionie takie spojrzenie, że bazyliszek mógłby się schować.
– To nie fair, nie powinnaś mnie oceniać, poza tym JESTEM twoją przyjaciółką, a stronę trzymam tych, co mają słuszność. W tym przypadku, co do Daphnie się mylisz.
– Bo oczywiście ty coś wiesz, ale nie zamierzasz mi powiedzieć, prawda? Zawsze to samo, ty Ron i Harry zawsze macie jakieś sekrety i mi nigdy o niczym nie mówicie!
– Mówimy ci zawsze tyle ile możemy – powiedziała Hermiona, nienawidziła kłótni, szczególnie z Ginny. Niektóre, takie jak ta, były nieuniknione.
– Nie chce się kłócić – powiedziała łagodnie panna Granger.
– To trochę za późno, bo właśnie to robimy... – odpowiedziała Ginevra z kamienną miną, ale gdzieś w środku, również nie miała ochoty na tę kłótnię. Hermiona rzuciła jej pytające spojrzenie, a Ginny wywróciła oczami. Rozumiały się bez słów.
– No dobra, przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam – powiedziała młodsza Gryfonka i wyciągnęła rękę na zgodę.
– Ja też przepraszam – powiedziała Hermiona i wpadły sobie w ramiona. Usiadły na łóżku.
– Teraz jeszcze raz opowiedz mi o Zabinim, okej?
– Mhm – przytaknęła Weasley. Obie wiedziały, że potrzebują tej rozmowy.
*


Blaise krążył po sypialni. Nie mógł pojąć, dlaczego ta uparta Weasley jeszcze nie poddała mu się całkowicie. Odfajkował już niewinny flirt, dwuznaczne kłótnie, romantyczne teksty o oczach i nic nie zadziałało! Zazwyczaj dziewczyny już są jego przy "niewinnym flircie". Rzucił się na łóżko, uderzając głową w ścianę, zaklął głośno i rozmasował tył czaszki. Musiał pogadać z Draco, teraz. Wyjrzał za drzwi, ale młodego Malfoya nie było w salonie. Nigdy go nie ma jak jest potrzebny. Pomyślał podirytowany brunet. Trzasnął drzwiami i z powrotem zaczął krążyć po pokoju. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta, ze względu na ten cały pomysł matki Zabiniego. Ślizgon pomyślał, że musi być naprawdę zdesperowany skoro startuje do Gryfonki, w dodatku Weasley. Postanowił wziąć prysznic i pomyśleć spokojnie, bo na razie był kłębkiem nerwów. Czas zdecydowanie nie był jego sprzymierzeńcem. W przerwie świątecznej matka Blaise’a chciała poznać wybrankę syna. Chłopak zabrał ze sobą czystą koszulę, spodnie i bieliznę. Zamknął się w łazience dokładnie w tej samej chwili, w której znudzony Draco wrócił do dormitorium. Obaj wiedzieli, że przyszedł czas na rozmowę.














18 komentarzy:

  1. No bo DŁUŻSZY nie mógł być.... *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio! Czekam na nn! :D
    http://hogwart-szkola-na-wesolo.blogspot.com/
    Dravelia

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezmiernie się cieszę ^^ Tak jak pisałam, bardzo podoba mi się Twoja historia. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :-) Cieszę się, że piszesz coś tak bombowego <3
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. To ten cieszę się, ze wróciłaś, a ja wpadnę tutaj później :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj beznadziejnie krótko.
      Nigdy nie lubilam Ginny i chyba nie po lubię.
      Harry i Pansy tacy aww ♥♡♥♡
      Pansy cierpi ech smutne to.
      Piszę się Bubaxton czy jakoś tak. Twoja wersja jest błędna. Przejrzyj tekst jeszcze raz bo tam gdzieś zamiast rz jest ż
      Pozdrawiam
      PaKi
      sekret-ktory-niszczy.blogspot.com

      Usuń
    2. Nie jest błędna, jest poprawna. Tak było w książce.

      Cieszę się, że wróciłaś :* rozdział jak zwykle super!

      Usuń
    3. Nie, nie dziewczyny mają rację, była błędna nazwa, ale ją zedytowałam ;)

      Usuń
  5. JEJUUuu jak sie ciesze, wiesz , przez ciebie moj wieczor jest idealnyyy

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jest w porządku :-) Szkoda że taki krótki, ale wiem że teraz masz pewnego rodzaju "kryzys" i równie dobrze mogło go w ogóle nie być. Mimo wszystko cieszę się że jest, nawet taki krótki♥♡♥
    Weny!
    Sama Wiesz Kto♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Wróciłaś! :D strasznie się juz nie mogłam doczekać kolejnego rozdziału :* ;) cały czas czekałam z utęsknieniem na dalszą część historii :p
    I oczywiście mnie znowu zaskoczyłaś :D to jest BOSKIE! Strasznie jestem ciekawa co znów wyczynił Draco, zajmując się nieswoimi sprawami xd no i jak to wszystko się potoczy z Zabem i Ginn ;p
    Kocham te wątki :D w twoim opowiadaniu są zawarci wszyscy. Już nie mogę się doczekać kiedy Ron i Hermiona w końcu przestaną być razem. Mam nadzieję, że do tego dojdzie! :D o błagam! No i Pans i Harry ;) hihihiih :* JADĄ!!!! :D
    Czekam na kolejny! Pozdrawiam! Zielonoo;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział świetny! Blaise mnie strasznie denerwuje, ale mogę muto wybaczyć XD Pisze się Beauxbatons, a czyta się Bobatą ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko fajnie, chciałabym się dowiedzieć jak potoczy się sprawa tych listów! Ciekawe jak będzie na tej wymianie, zgaduję, że mogą być kłótnie. xD Cieszę się, że wena Ci wróciła, nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki tobie zaspałam dzisiaj do szkoły... Ale było warto! Historia tak straaasznie mnie wciągnęła, że siedziałam do 3 rano żeby wszystko przeczytać :D Uwielbiam tą historię! Wiele razy poprawiła mi wczoraj humor i śmiałam się do ekranu laptopa... Wyglądałam pewnie jak psychiczna XD Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ! :D
    Kocham XoXoXo <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeeeej! Pozbierałaś swoją wenę! Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć! Jestem tu pierwszy raz i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały. Nie komentowałam każdego po kolei, ponieważ uważam, że lepiej bym wyraziła swą opinie w jednym. Wciągnęłaś mnie na serio naprawdę. Bardzo się cieszę, że nie jedynym wątkiem jest Dramione. Chodź uwielbiam Dramione to lubię wątki poboczne innych bohaterów. Muszę przyznać, że masz świetny pomysł:) Uwielbiam połączenie Hansy i Blinny w twoim opowiadaniu. Również szablon, który posiadasz jest piękny. Poczucie humoru muszę przyznać, że posiadasz. Nie raz śmiałam się i uśmiechałam do ekranu a moja mama powiedziała, ‘‘Co się tak szczerzysz do ekranu? Zobaczyłaś tam coś śmiesznego?''Więc widzisz tak mnie uszczęśliwiłaś, za co bardzo dziękuję. Życzę udanych i spokojnych świąt oraz weny
    Sofia Potter
    Zapraszam do mnie:
    http://szukam-milosci.blogspot.com/
    http://za-zamknietymi-drzwiami-dramione.blogspot.com/
    http://dramione-to-nie-odkryta-milosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. *-* bardzo dobrze, że Ginny nie ulega tak szybko Blaise'owi.
    Ale kiedy wreszcie bd Dramione???

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny rozdział ale mało Dramione :P

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  15. Co ten Blais robi? Na początku myślałam, że on tak serio z Gin i że mu na niej na prawdę zależy, a tu się okazuje zupełnie co innego. Żal mi wiewiórki, ale pewnie w końcu i tak będą razem /Wiki

    OdpowiedzUsuń