niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 32

Okey, więc rozdział 32 (w końcu) jest. Teraz mogłabym napisać tłumaczenie na pół strony, dlaczego jest dzisiaj, a nie wczoraj, ale postawmy sprawę jasno, przyznaje się bez bicia... Jestem leniem, leniem do kwadratu. Oczywiście zmieniacz czasu prawdopodobnie by pomógł, ale Ministerstwo Magii jest przeciwne... No cóż. Następny rozdział za tydzień w niedzielę, a jak nie to macie pełne prawo się wkurzyć, narzekać itp. A teraz zapraszam na rozdział ;)
~Pani M.


Rozdział 32 – Poranne perypetie.

McGonagall siedziała przy swoim biurku kompletnie załamana. Do listy problemów, która i tak ciągnęła się niemiłosiernie, musiała dopisać wymyślenie szlabanu dla Pottera. Westchnęła na samo wspomnienie. Gdy Filch znów przyprowadził jakiś uczniów, nie była zdziwiona, natomiast gdy zobaczyła Pottera z tą całą Parkinson irytacja zmieszała się z rozczarowaniem. Dyrektorka naprawdę nie potrafiła zrozumieć dlaczego właśnie jej uczniowie zawsze wpadają w największe tarapaty, jej i Slughorna.
– Jak ty sobie z tym wszystkim radziłeś Albusie? – mruknęła cicho w stronę pustej ramy, w której zazwyczaj widywała Dumbledora. Z szuflady biurka wyciągnęła kawałek pergaminu i dopisała na końcu lisy po raz drugi nazwiska Pottera i Parkinson. Nagłówek głosił „Uczniowie, którzy otrzymali szlabany.” McGonagall nie wiedziała co wymyślić owej dwójce, w końcu patrole wokół jeziora, aż do pierwszego śniegu były już dość poważną karą. Poprawiła okulary i chwyciła pióro do ręki. Schludnym pismem zapisała coś na pergaminie pod nazwiskami. Pomachała chwilę pergaminem, aby tusz wysechł. Odłożyła kartkę na biurko i udała się do Slughorna. Musieli omówić kilka spraw związanych z jej nowym pomysłem. Na pergaminie widniał napis "Wymiana".
*
Pansy i Harry nie mogli uwierzyć we własne szczęście. McGonagall nie dała im żadnego szlabanu, co prawda mają stawić się jutro po śniadaniu w jej gabinecie, ale do tego czasu dyrektorka zdąży ochłonąć. Przynajmniej tak im się zdawało.  Wrócili na lekcję, rozmawiając po drodze o tym dziwnym pomyśle z lekcjami. Harry odprowadził Ślizgonkę pod klasę historii magii, czuł, że tak trzeba. Stali chwilę pod klasą, patrząc na siebie. Pansy poprawiła torbę na ramieniu. Harry odchylił się do tyłu na piętach.
– Eee.. To do zobaczenia – powiedział w końcu.
– Tak... To znaczy, do zobaczenia... – Dziewczyna już miała się odwrócić i przejść parę kroków w stronę klasy, gdy Harry szybko chwycił jej dłoń i odwrócił Ślizgonkę twarzą do siebie. Z rozpędu prawie na niego wpadła. Przytrzymał ją przy sobie, gdy chciała się odsunąć, a potem lekko musnął wargami jej usta. Puścił zdziwioną dziewczynę i poszedł w stronę sali, gdzie miał lekcje. Pansy jeszcze chwilę stała jak słup soli, potem przygryzła wargę i uśmiechnęła się. Odwróciła się na pięcie i weszła do klasy. Harry z uśmiechem na twarzy szedł na obronę przed czarną magią. Pomyślał o pocałunku, nie planował tego, po prostu... Po prostu pomyślał, że tak trzeba.
***
Następnego dnia Ginny obudziła się dobrze po dziewiątej, już miała się zerwać z łóżka, gdy przypomniała sobie, że przecież jest sobota. Z uśmiechem opadła z powrotem na poduszkę.
– Herm? – powiedziała, patrząc w sufit, ale przyjaciółka nie odpowiedziała. Ginny odwróciła głowę w stronę jej łóżka i stwierdziła, że starszej Gryfonki w ogóle nie ma w pokoju. Rudowłosa siódmoklasistka zmarszczyła lekko nos, nie przypominała sobie, żeby Hermiona cokolwiek jej mówiła o planach na sobotę. Wstała z łóżka i rozejrzała się za jakąś kartką, kawałkiem pergaminu, czymkolwiek. Jednak nic takiego nie znalazła. Zaczęła się ubierać, licząc, że Hermiona je śniadanie. Wyszła z dormitorium i zbiegła z czwartego piętra po drodze, spinając włosy w kucyk. W Wielkiej Sali również nie znalazła Hermiony. Zjadła śniadanie z Harrym. Rozmawiali o Quidditchu, treningach, taktyce. Już dawno dziewczynie tak dobrze się z nim nie gadało. Również Harry nie krępował się rozmową. Oboje byli w bardzo dobrych  humorach i owszem, miało to związek z parą pewnych Ślizgonów.
– A właśnie... Nie widziałeś Hermiony? – zapytała Ginny, przeżuwając kanapkę. Harry tylko pokręcił głową i zmarszczył brwi.
– Mówiła coś, że chce odwiedzić Hagrida ze mną i Ronem...
– A gdzie Ron? – zainteresowała się Ginevra.
– Śpi – odpowiedział Harry i uśmiechnęli się znacząco do siebie. Owszem Ron lubił sobie pospać, a w soboty miał ku temu najlepszą okazję.
– Sprawdzałaś w bibliotece? – zapytał Gryfon, zniknięcie Hermiony nie dawało mu spokoju.
– Nie, przejdą się tam zaraz po śniadaniu – odpowiedziała Ginny, dopijając sok.
– Pójdę z tobą i tak nie mam co robić.
– Jasne. – Dziewczyna wstała, widząc, że Harry również dokończył swoją porcję. Razem wyszli z Wielkiej Sali i ruszyli w stronę biblioteki.
– Wiesz... Myślisz, że w tym roku mamy szanse na puchar Quiddicha? – zapytała Ginny po drodze.
– Myślę, że tak, ale musimy więcej ćwiczyć, a teraz prawie nikt nie ma czasu...
–Nie ma tego złego, Ślizgoni tez nie mają czasu ćwiczyć – powiedziała jak zawsze optymistycznie dziewczyna.
– Skąd to wiesz?
– Blaise mi mówił – powiedziała lekko. Harry zmarszczył brwi.
– A więc, ten cały Zabini ci mówił.... – zaczął po cichu. Ginny gwałtownie się odwróciła, słysząc jego podejrzliwy ton.
– Tak, a co? – Gniewnie zmarszczyła brwi. Harry wzruszył ramionami i nic więcej nie powiedział. W końcu, gdy przeszli parę kolejnych metrów nie wytrzymał i zapytał:
–A nie myślisz, że on cię oszukuje? Mówi, że nie ćwiczą, nie mają czasu, a po kryjomu...
– Proszę cię Harry, nie dramatyzuj– przerwała mu, rozbawiona reakcją bruneta.
– Jak mam nie dramatyzować? Ostatnio coraz częściej cię z nim widuje i może on po prosu chce wyciągnąć od ciebie informację. Rozmawialiście o naszej strategii? – zapytał rozgorączkowany chłopak. Gryfonka wywróciła oczami.
– Jasne, ja mu szczegółowo opowiadałam o naszej strategii, a on robił notatki...
– Bardzo śmieszne – powiedział ponuro.
– Daj spokój, wiesz, że nic bym nie powiedziała...
– No wiem – rzekł Harry, a gdy zdał sobie sprawę, że faktycznie Ginny nie jest osobą, która mogłaby cokolwiek powiedzieć, poczuł się lżej.
*
Wcześniej...
Hermiona obudziła się przed siódmą. Ziewnęła i już miała z powrotem opaść na poduszkę, a potem zasnąć, gdy przypomniała sobie o Neville’u. Pacnęła się ręką w czoło i cicho, aby nie obudzić Ginny wstała z łóżka. Ubrała się, poczesała, a gdy wróciła z łazienki jej rudowłosa przyjaciółka nadal spała jak zaklęta. Neville przed zielarstwem powiedział jej bardzo ogólnikowo o swoim problemie, Hermiona nie miała serca odmówić pomocy. Umówili się o ósmej przy wejściu do Wielkiej Sali. Wyszła z dormitorium, po drodze mijając Dracona. Nie zamienili ze sobą nawet słowa, jedynie mierzyli się przez chwilę spojrzeniem. Chciała zapytać dlaczego już nie śpi, ale powstrzymała się resztkami silnej woli. Minęła go bez słowa i zeszła do Wielkiej Sali. Neville już tam czekał. Zjedli razem śniadanie, a potem Hermiona zaproponowała spacer. Wyszli na błonia.
– To właściwie o co chodzi z tą całą dziewczyną kumpla  twojego dalszego kuzyna? – zapytała Gryfonka. Chłopak westchnął i przymrużył oczy.
– Właściwie to chodzi o dziewczynę z Hogwartu... I nie ma żadnego kumpla... Pewnie się domyśliłaś.
– Tak, domyśliłam się – powiedziała Hermiona, uśmiechając się zachęcająco. Neville podrapał się po głowie.
– No więc... może trudno w to uwierzyć, ale ja się spotykałem z pewną dziewczyną.
– Właściwie nie jestem zdziwiona – mruknęła dziewczyna.
– Ale musiałem z nią zerwać... – Szybko dodał,  Gryfonka kiwnęła głową.
– Posłuchaj, to trochę zagmatwane, ale zanim cokolwiek powiem musisz mi obiecać dyskrecję.
– Oczywiście Neville, ale o co właściwie chodzi? – Hermiona nic z tego nie rozumiała, a to zdarzało jej się nieczęsto.
– Od jakiegoś czasu, ktoś, kto podpisuje się "G", wysyła mi listy.
– I to ta dziewczyna? – Neville pokręcił głową.
– To bardziej skomplikowane... Bo widzisz, właśnie ten tajemniczy "G",  kazał mi z nią zerwać.
– I TY GO POSŁUCHAŁEŚ? – Hermiona prawie zachłysnęła się powietrzem.
– No tak jakby...
– Neville!
– Nie miałem wyboru!
– Zawsze jest jakiś wybór... Zawsze. Dobra – Hermiona odetchnęła. – Masz te listy?
– Tak. – Z tylnej kieszeni spodni Gryfon wyciągnął trochę pogniecione lisy.
– Który był pierwszy? – zapytała Hermiona, a chłopak podał jej odpowiedni list. Przeczytała go szybko:
"Wiem o Daphnie, nie musisz się martwić, nikomu nie powiem, musisz jedynie z nią zerwać. Najlepiej niech ona zerwie z tobą. Kłóćcie się o wszystko, uwierz tak będzie lepiej dla ciebie i dla niej. G."

– I co zrobiłeś? – zapytała dziewczyna.
– No jak to co? Zastosowałem się.
– Ale dlaczego? Przecież... Dobra, całkowicie szczerze odpowiedz mi tylko na jedno pytanie, okej? – Pokiwał głową. – Kochasz ją? – Znów pokiwał głową.
– Więc musisz ją odzyskać.
– Ale to bardziej skomplikowane... Ona... Bo wiesz... Ona jest Ślizgonką.
*
Ginny nie znalazła Hermiony w bibliotece. Wróciła na czwarte piętro, licząc, że być może tam ją zastanie, niestety nie. Za to znalazła pewnego Ślizgona.
– Cześć Blaise – przywitała się i szybko chciała zniknąć za drzwiami swojej sypialni. Nie miała pojęcia co o tym myśleć, w końcu bądź co bądź Zabini był Ślizgonem. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. Jednak nim przemknęła do swojej sypialni, chłopak pochwycił ją w tali i przytulił do siebie.
– Chciałaś mi uciec? – zapytał cicho.
– Wiedziałam, że mnie złapiesz – odpowiedziała, odwracając się twarzą do chłopaka. Chciał ją pocałować, ale Ginevra odsunęła się z niepewną miną. Blaise zmarszczył brwi, myślał, że już będzie z górki. Że już jest jego... Jednak pomylił się. Zaklął w duchu, ale nic nie powiedział. Nie sądził, że będzie tak trudno, cena wolności jest wysoka.
– Coś nie tak? – wyszeptał jej do ucha. Pokręciła głową, nie zdołała wydusić słowa. Nie miała pojęcia co czuje do chłopaka, czy to tylko fascynacja? Myślała też, o tym co powie Hermiona, Harry... no i Ron. Ale domyślała się co powie Ronald i to był jej najmniejszy problem.
– Nie wiem, Blaise... – powiedziała cicho.
– Czego nie wiesz? – zapytał spokojnie, chociaż zachowanie Gryfonki go irytowało.
– No... My... Znaczy... Co właściwie teraz będzie? – Nie wiedziała jak zadać to frustrujące ją pytanie, zastanawiała się czy Ślizgon traktuje ją poważnie.
– Jak to co? Zazwyczaj kończy się "i żyli długo i szczęśliwie" – odpowiedział ze śmiechem. Zazwyczaj takie teksty działały na dziewczyny. Jednak Ginny spoważniała, odsunęła się od chłopaka i powiedziała poważnym tonem:
– Życie nas uczy, że nie jest bajką...
Po czym zamknęła się w sypialni. Do jej uszu dobiegło stłumione "cholera", które padło z ust Ślizgona.
*
– To, że jest Ślizgonką za wiele nie zmienia – powiedziała Hermiona, gdy wracali z Nevillem do zamku. 
– Może dla ciebie, ale czy wiesz co by było, gdyby reszta się o tym dowiedziała!
– Nie przesadzajmy...
– Łatwo ci mówić, poza tym ona pewnie nie chce mnie znać.
– To jakiś absurd, Neville. Daphnie od jakiegoś czasu chodzi smutna i przybita, to na pewno przez ciebie.
– Co?! – zapytał, podnosząc głowę.
– Oczywiście, że przez ciebie, ona cię kocha, matołku, a ty nie potrafisz tego dostrzec.
– Ale te listy... – Hermiona spojrzała na niego pytająco.
– One nic nie zmieniają, na dziewięćdziesiąt procent ona nie jest zaręczona.
– Ale w tych listach... – Znów mu przerwała:
– Daj spokój, te list wysłał ktoś, kto wam zazdrości, po prostu się tym nie przejmujmy... Ja postaram się dowiedzieć kto to. Zapytam może Pansy.
– Nie! – prawie wykrzyknął Gryfon.
– Ale... – Teraz to on jej przerwał:
– Pansy się z nią przyjaźni... Jeszcze coś powie i będzie...
– Ale Pansy to jedyna Ślizgonka, z którą mam jakiś kontakt.
– Obiecaj, że jej nie powiesz. Obiecaj – powiedział chłopak.
– No dobrze, nie powiem Pansy, ale to kogo mam zapytać? Jedynie Pansy...
– Nie zapominaj, że mieszkasz ze Ślizgonami... – mruknął ponuro Neville.
– Jeśli sugerujesz... – Przerwał jej, bo dotarli do zamku:
– Ja nic nie sugeruje, a teraz muszę iść, obiecałem pomóc profesor Spout przy przesadzaniu.
– Jasne, leć – odezwała się Hermiona, uśmiechając się do kolegi. Zastanawiała się poważnie nad sugestią Neville’a. W połowie drogi na czwarte piętro doszła do wniosku, że za żadne skarby nie zapyta Malfoya, a tym bardzie nie poprosi go o pomoc.
*
Harry w połowie drogi do biblioteki, przystanął przerażony.  Spojrzał na beztroską Ginny i jedyne co zdążył powiedzieć to:
–Musze biec... szlaban... McGonagaaal! – krzyczał już z końca korytarza. Istotnie po śniadaniu miał stawić się u dyrektorki w sprawie szlabanu. Dobiegł do posągu strzegącego gabinet i wypowiedział  hasło, które poznał wczoraj. Przeskakiwał po trzy stopnie na raz, gdy w końcu stanął przez drzwiami gabinetu. Zastukał do drzwi i usłyszał lodowate "proszę". Wszedł do środka. McGonagall siedziała przy biurku, spojrzała na niego gniewnie.
– Spóźniłeś się Potter – spojrzała na swój kieszonkowy zegarek. – Istotnie jest już kwadrans po dziesiątej, poza tym chyba miałeś się stawić wraz z panną Parkinson. – Wpadł jej w słowo:
– Niestety pani profesor, nie wiem, gdzie ona jest.
– To ją znajdź, daje ci pięć minut.
– Co?! – wymsknęło mu się, dyrektorka spojrzała na niego z nad okularów połówek, a potem na kieszonkowy zegarek:
– Radzę się pospieszyć, teraz już tylko cztery minuty. – Harry chwycił się za głowę i przeklinając ślizgonów w duchu, ruszył biegiem w stronę lochów. Zaczął walić pięściami w ścianę, aż w końcu kilka metrów dalej ściana się przesunęła i wyszło z przejścia kilkoro zdziwionych Ślizgonów. Chyba drugo albo trzeciorocznych.
– No w końcu! – krzyknął Harry w ich stronę i podbiegł do przejścia.
– No wpuście mnie! Szybko!
– Nie możesz tam wejść, jesteś Gryfonem – powiedziała szatynka, składając ręce na piersiach. Harry ponad ich głowami zaczął się drzeć:
– PARKINSON!!! PARKINSON!!! – Potem zwrócił się do młodszych uczniów:
– Zawołajcie ją! Szybko! – Z Pokoju Wspólnego wyszła Daphnie zdziwiona tymi krzykami. Przepędziła ruchem ręki młodszych Ślizgonów, a potem zwróciła się do Harry'ego:
– Pansy jeszcze śpi, prosiła aby jej nie budzić.– Gryfon coraz bardziej zły wpadł jej w słowo:
– Ale ona ma za jakieś dwie minuty stawić się u dyrektorki! Obudź ją!
– O nie, nie będę ryzykować, jak ci zależy to sam ją obudź – powiedziała Daf.
– Dobra – przytaknął Harry i wbiegł do Pokoju Wspólnego Slytherinu, będąc na schodachl krzyknął do Daphnie:
– W którym ona jest pokoju?!
– W piątce – odkrzyknęła dziewczyna, siadając z powrotem na kanapie. Wzięła gazetę ze stołu i znów pogrążyła się w lekturze. Harry stał pod drzwiami i walił w nie z całych sił. W końcu zaspana Ślizgonka, w piżamie, otworzyła mu drzwi.
– Czego? – warknęła, trąc oko. Harry'ego na chwilę zamurowało. Miała na sobie cienką bluzkę na ramiączkach i krótkie spodnie od piżamy.
– Rusz się, dziś mieliśmy iść do McGonagall! Masz niecałą minutę! – Pansy szerzej otworzyła oczy.
– Co? – zapytała tylko. Nie za bardzo kontaktowała po tak gwałtownej pobudce. Harry był coraz bardziej zdenerwowany.
– Ubierz buty, szybko! – rzucił jedynie, Pansy powlekła się do łóżka i z pod niego wyciągnęła rozsznurowane trampki. Założyła je leniwie. Harry podbiegł do niej, chwycił za przegub nadgarstka i pociągnął za sobą. Zbiegli po schodach potykając się co chwilę, a potem morderczym tempem ruszyli do gabinetu. W końcu zdyszani stanęli pod posągiem. Harry szybko wypowiedział hasło i stanęli na schodach. Wtedy Pansy trochę oprzytomniała i uświadomiła sobie w co jest ubrana.
– Ja tam nie wejdę – syknęła do Harry'ego. Chłopak odwrócił się do niej zdziwiony.
– A to niby dlaczego? – odpowiedział wkurzony.
– No zobacz, przecież jestem w piżamie! – Przekleństwo cisnęło mu się na usta, ale nic ni powiedział. Bez słowa zdjął sweter od mundurka przez głowę i podał dziewczynie. Pansy szybko zarzuciła go na siebie. Był trochę za duży , ale lepsze to, niż iść na rozmowę z dyrektorką w cienkiej piżamie. Podwinęła trochę rękawy. A z pod swetra wystawały krótkie niebieskawe spodenki od piżamy. Weszli do gabinetu.
– Przepraszam za spóźnienie – powiedziała cicho Pansy.  McGonagall chciała ją uraczyć jakąś kąśliwą uwagą, ale gdy podniosła wzrok znad pergaminu na dziewczynę zaniemówiła. Po chwili odchrząknęła i powiedziała jedynie:
– Siadajcie – posłusznie usiedli na fotelach na przeciwko biurka. Dyrektorka zmierzyła ich surowym spojrzeniem:
– Dobrze wiecie, że to już wasz drugi szlaban w ciągu jednego miesiąca, naprawdę przesadziliście. – Słuchali tego w milczeniu ze spuszczonymi głowami. – Dlatego odejmuje po pięćdziesiąt punktów obu domom. – Podnieśli wzrok na dyrektorkę zdziwieni. Minus pięćdziesiąt punktów za siedzenie w schowku na miotły to przesada... Pomyślał Harry
– Oprócz tego pojedziecie do Beauxbatons.
– Co? – wymsknęło się Pansy. McGonagall spojrzała na nią z dezaprobatą.
– To, co pani słyszała, panno Parkinson. Na początku chciałam zrezygnować  z tego pomysłu, ale, no cóż, nie dajecie mi wyboru, wyjedziecie na tydzień do Francji... Na wymianę międzyszkolną, zazwyczaj jadą tam Prefekci Naczelni, ale tym razem... No cóż.
– Kiedy mamy jechać? – zapytał ponuro Harry.
– W drugim tygodniu października.
– To za niecałe dwa tygodnie! – krzyknęła Pansy, spędzenie czasu w szkole, gdzie wszystko będzie przypominać jej o Miri, w ogóle nie napawało jej optymizmem.
– Tak, istotnie. Chcę aby wasz wyjazd pozostał w tajemnicy. Przynajmniej do czasu opuszczenia Hogwartu.
– Tak jest – smętnie odpowiedzieli.
– Możecie już iść – powiedziała McGonagall. Oboje zwlekli się z foteli i opuścili gabinet. Gdy wyszli na korytarz nie mieli pojęcia co powiedzieć.
– Nie chcę tam jechać – powiedziała Pansy.
Ja też nie – mruknął Harry.
– Och, twoja bluza – powiedziała Pansy i chwyciła skraj swetra w barwach Gryffindoru przy kołnierzyku, aby ją ściągnąć.
– Może lepiej poczekaj, aż dojdziemy do lochów.
– Oh, no tak... – Pansy przypomniała sobie, że ma na sobie piżamę, w dodatku jej cienka, biała bluzeczka prześwituje. Harry odprowadził ją do lochów, a tam oddała mu sweter. Stali tak chwilę, gdy w końcu dziewczyna powiedziała:
– Wiesz... Ten pocałunek... I potem... – Chciała powiedzieć, że to wiele dla niej znaczyło, ale chłopak jej przerwał:
– Nie ma sprawy, nic się nie stało... – Myślał, że dziewczyna żałuje i choć najchętniej pocałowałby ją znowu, uszanował taką decyzję.
– Ale nie zamierzałam... – Znów jej przerwał:
– Tak, wiem, ja też nie zamierzałem.
– Ale co chcesz powiedzieć, bo ja myślę, że...
– Ja też, to wtedy nie... Dobra zapomnij – powiedział zdenerwowany i odszedł. Pansy osłupiała stała jeszcze chwilę na korytarzu,  nie wierzyła w to co właśnie się stało. W końcu również się odwróciła:
– Mówiłeś, że było warto... – szepnęła do siebie, wchodząc do Pokoju Wspólnego Slytherinu.

– Było warto – powiedział cicho Harry, odwracając się za siebie. Jednak Ślizgonki już tam nie było.









21 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. *MAGICZNE* twoje opowiadania są wspanile! genialnie! Nie mg się doczekać gdy pojadą do francji :DD
      COŚ MAŁO DZIŚ DRAMIONE! mam nadzieje że za tydzień jakoś to wynagrodzisz! ;D dużo weny
      ~~ MPZ

      Usuń
  2. Cudowny rozdział! Ciekawi mnie co będzie dalej w związku z Nevillem i Dafne. A i jak w końcu Ginny się dowie, że Blaise jest z nią tylko żeby matka przestała go męczyć.. Pewnie i tak w końcu się w niej zakocha. :p Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, tej wymiany i co będzie z Hermioną i Draco! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O jaaa! Tyle się dzieje w tym rozdziale *.* I tyle dobrego :D
    Harry i Pansy- są cudowni, musieli się pokłócić? :( Pojadą razem do Francji, czekam na rozległy opis ich pobytu ;) <3 Szkoda tylko, że to nie Hermiona i Draco pojadą...
    No właśnie! Hermiona i Draco. Kłócą się i to mnie boli ;-; Potrzebuję Dramione :') Mijają się bez słowa, chociaż zwracają na siebie uwagę (!) Czekam z utęsknieniem na jakąś niespodziewaną akcję z ich udziałem XD <3
    Ginny i Blaise.Nie dziwię się, że Ginny jest niepewna. Tylko niech nie odrzuca tak od razu Zabiniego </3 Mam przeczucie, że jemu zależy na niej nie tylko dlatego, żeby matka go nie męczyła. Przecież zapisał całą stronę dla niej w książce ^.^
    Aaaa no i Nevill! Fajnie, że mógł się wygadać Hermionie. Ten nieśmiały ciołek nie będzie już taki samotny :D
    Czekam na więcej miłości, chociaż opowiadanie nie może być zbytnio przesłodzone ^^
    Dużo weny, uśmiechu, czasu i pozytywnego myślenia ;*
    /AM

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh.. :* to było takie słodkie kiedy Neville powiedział Hermionie o Daphne.. hihhi :D no i jej początkowe zniknięcie. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie ona poszła..w mojej głowie tysiąc myśli na godzinę. Aż w końcu takie zaskoczenie :D genialnie to rozegrałaś :P no i nasza kochana parka Pansy&Harry ;3 Jak to oni.. musieli dostać najgorszy szlaban ze wszystkich możliwych :D haha. :* ;) CUUDOWNIE. :* Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny! Tylko szkoda, że na końcu Pansy i Harry się nie zrozumieli :'(
    Czekam na następny i życzę weny♥
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste jak zawsze ;) ( Tylko troche krótki ;c ) No ale wiem jak to jest być leniem więc nie mam za złe

    M.S

    Ps. Moim marzeniem jest to abyś dodawała 2 rozdziały tygodniowo ;D za każdym razem czytam tą historie caaała od początku i wiem jak dużo pracy w nią włożyłaś i zabije cie jeżeli ta historia nie będzie sie jeszcze długo ciągnąć :D <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie się dłuugo ciągnąć, już ja o to zadbam :D

      Usuń
  7. wkoncuu Świetny rodziaaaal, szkoda HARrego i Pansy, jeju hshshshsjsjs swietnyyyyy blogg

    OdpowiedzUsuń
  8. Czeekam na nastepnyyy! Boski *,*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ej megaaaaaaa jest, nie wierzeee 😱
    Szybko wrzucaaaaj nastepny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż przeczytałam wczoraj, w nocy, jednak było to jakoś po 1 więc mój mózg niezbyt funkcjonował.
    No dobra, dzisiaj chyba nie wszystko pamiętam, ale co tam :)
    Pansy i Harry !!!! - jej ja ich razem kocham. Już widzę co będzie na tej wymianie *zaciera ręce* Szkoda, że się nie dogadali na końcu. Ale jak ja wyciągał z "łóżka" to było swietne!
    Jeśli chodzi o Ginny i Blaise'a to zauwazyłam nutke zazdrości u Harry'ego (?) - a może się myle? Tak wgl Blaise jest mój, a Ginny to jest z nim tylko w wyobraźni xD
    Co dalej.
    Wait.
    Muszę podjechać wyżej.
    A tak lubię używac ENTERA :)
    Dapchne i Nevill.
    Czekam na rozwiniecie tego wątku :D
    Pozdrawiam
    PaKi :3
    Ps. Zapraszam do mnie, na prawdę ważne jest dla mnie każde wejście :

    http://sekret-ktory-niszczy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialny rozdział, chociaż mało było Hermiony i Draco razem ale ja cierpliwie poczekam :D czekam na next

    Olix

    OdpowiedzUsuń
  12. Swietny! BEZblednieeeee tylko prosze dodaj w niedziele, nie ma co robic xD *-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlaczego oni sie jie zrozumieli?!niee;;/
    Jest Dobrze, wszystko fajnie opisaneeeee, Masz talent poprostu kocham Blaise i Ginny oni sa najlepsi,oczywiscie zaraz po Herm i Draco <3333

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak dotychczasz nie komentowalam, nie bralam tego pod uwage, ale stwierdzilam ze taak swietnie piszecie ze skomentujee, wydaje mi sie ze polowa ludzi ktora to czyta nie komentujee, wiem na swoim przykladzie, ja nie komentowalam poniewaz uwazalam ze to nie jest takie wazne, pomijalam, ale teraz bede komentowac zawsze, mysle ze komentarze cie ciesza,no bo to tez brak czasu, i te sprawt a co do rodzialu to poprotu nie moge wyjsc z podziwu,ja bym nigdy nie wpadla na te wszystkie pomysly, slow,scen itp. ale ogollnie caloksztal spisuje na boski chciaz pierwsze 2 rozdzialy troszeczkee.. slabsze ale jest oki, piszcie dalej :D , czekam na niedziele!
    /xdox

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział cudowny jak zwykle! Nie mam za wiele czasu, pod następnym rozdziałem postaram się o dłuższy komentarz, a tymczasem uciekam z rozbawieniem na myśl o Pansy latającej w piżamie po zamku razem z Harrym. :D

    Pozdrawiam cieplutko i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award
    Szczegóły na draco-hermiona-4ever.blogspot.com
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Pansy i Harry...
    Źle się dzieje, oj źle... :(

    OdpowiedzUsuń
  18. status w związku ,,to skomplikowane '' ....

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  19. Harry. Brak słów /Wiki

    OdpowiedzUsuń