niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 31

A dziś  tak bez wstępu :)
~Pani M.

Rozdział 31- Najdziwniejsza lekcja profesor McGonagall.


Następny dzień zaczął się całkowicie zwyczajnie. Harry wstał w ten piątkowy poranek i zaczął się ubierać. W między czasie obudził się Ron.
– Co dziś mamy na pierwszej lekcji? – zapytał, trochę zaspanym głosem, tłumiąc ziewnięcie.
– Eliksiry – odpowiedział Harry, pakując książki do torby. Ron z powrotem opadł na łóżko i westchnął:
– Nie idę, powiedz, że jestem chory albo coś...
– Jak ty nie idziesz, to ja też nie – odezwał się Neville ze swojego łóżka.
– Chłopaki co z wami? Ja rozumiem problemy z dziewczynami, ale to nie jest powód... – Przerwali mu chórem:
– NO WŁAŚNIE JEST!
Po czym Neville naciągnął kołdrę na twarz, a Ron poprawił sobie poduszkę i zamknął oczy udając, że śpi. Harry tylko westchnął w geście rezygnacji.
– Idę na śniadanie, jak nie zejdziecie za dziesięć minut przyślę tu McGonagall. –Po tych słowach wyszedł, zamykając drzwi.
W holu przed Wielką Salą spotkał Hermionę i Ginny. Ta druga była dziwnie radosna.
– A gdzie Ron? – zapytała Hermiona, witając Harry'ego.
– Powiedział, że nie idzie dziś na lekcję, ale przemówiłem mu do rozumu. –Harry uśmiechnął się do przyjaciółki... może dwóch?
– Widzę, że masz dziś świetny humor – powiedział do Ginny, gdy wchodzili do Wielkiej Sali. Rudowłosa Gryfonka tylko kiwnęła głową i nadal uśmiechała się tajemniczo. Zajęli miejsca przy stole Gryffindoru i zaczęli jeść. Jak zwykle wszystko było pysze, ale Harry tylko mieszał widelcem w swojej jajecznicy.
– Czemu nie jesz? – Zapytała Ginevra z nad talerza pełnego jajecznicy i kiełbasek. Ciemnowłosy chłopak westchnął i odłożył widelec.
– Nie jestem specjalnie głodny... Chyba pójdę sprawdzić, gdzie podziewa się Ron. – Wstał od stołu i wyszedł przez otwarte drzwi Wielkiej Sali. Jednak nie zrobił nawet pięciu kroków, gdy drogę zagrodziła mu Astoria Greengrass.
– Oh, Harry! – Po czym uwiesiła się na jego szyi. Jak na zawołanie z Wielkiej Sali wyszła Pansy. Zobaczyła całą scenę po czym głośno prychnęła i omijając ową dwójkę, udała się w stronę lochów.
– Parkinson! – krzyknął za nią Harry, ale Ślizgonka nawet się nie odwróciła. Astoria oderwała się od Harry'ego i chciała chwycić go za rękę. Gryfon wyrwał dłoń z uścisku.
– Daj mi spokój – mruknął. Oczywiście uważał Astorię za bardzo ładną dziewczynę, ale teraz był zupełnie zaślepiony kimś innym.
– Ale Harry...
– Powiedziałem daj mi spokój – powtórzył. Blondynka tylko wzruszyła ramionami i zostawiła chłopaka. Harry z jakiś niewyjaśnionych powodów chciał pobiec za Pansy. Jednak szybko porzucił ten pomysł, bo zadał sobie dość ważne pytanie po co?. Nie wiedział, więc powlókł się do wieży Gryffindoru.  Ron leżał na łóżku, przeglądając Proroka Codziennego w piżamie, a Neville był na etapie ubierania skarpetek.
– Rusz się Ron – ponaglił przyjaciela Harrym zamykając za sobą drzwi.
– Mówiłem, że nigdzie nie idę... – powiedział marudnie chłopak znad gazety.
– Hermiona o ciebie pytała – podsunął cicho Harry.
– Czuje się prawie przekonany  – powiedział Ron, siadając na łóżku.
– A to może warto dodać, że McCormak się do niej przystawia... – Harry uśmiechnął się, widząc jak jego przyjaciel zrywa się z łóżka w poszukiwaniu skarpetek i krawatu. Jakieś dziesięć minut później Ron jak strzała wybiegł z dormitorium. Za ten czas i Neville zdążył się ubrać.
– Podejrzewam, że McCormak wcale nie przystawia się do Hermiony –powiedział, zarzucając torbę na ramię.
– Oczywiście, że nie – odparł Harry z uśmiechem, a potem oboje udali się na lekcję.
*

Hermiona, Ron i Harry czekali pod salą od eliksirów, to była ich pierwsza lekcja, Ginny w tym czasie miała zielarstwo. Każdy miał indywidualny plan, jednakże czasami udawało im się mieć wspólne lekcje. Jednak gdy profesor Slughorn przyszedł i tak już trochę spóźniony, towarzyszyła mu McGonagall.
– Wszystkich Puchonów i Krukonów proszę za mną, dziś jesteście zwolnieni z pierwszej lekcji za to macie transmutację ze mną.
Grupka uczniów z domu Helgi Hufflepuff popatrzyła po sobie, a potem odeszła za dyrektorką. Krukoni zrobili to samo. Harry i Ron od razu spojrzeli na Hermionę, ale tym razem dziewczyna nie potrafiła im tego wytłumaczyć, odpowiedziała jedynie takim samym zdziwionym spojrzeniem. Gdy zajęli miejsca obok siebie w sali, Gryfonka zagadnęła:
– Co wy na to, żeby w końcu odwiedzić Hagrida? Nie widzieliśmy go wieki.
Dobry pomysł, może w sobotę? – poparł przyjaciółkę Harry.
– Też uważam, że to dobry pomysł – dodał Ron i uśmiechnął się ciepło do Hermiony. Gryfonka odwzajemniła uśmiech. Następnie Slughorn zaczął swoją lekcję. Ciągnęła się wszystkim wyjątkowo długo. Hermiona zdobyła kilka punktów dla Gryffindoru. Harry w ogóle nie potrafił się skupić, myślał o podejrzanie szczęśliwej Ginny i o... Parkinson. Dlaczego zawsze musi mnie zobaczyć z Astorią?! Zadawał sam sobie to pytanie, jednak nie potrafił znaleźć odpowiedzi. W końcu lekcja dobiegła końca. Wszyscy nieśpiesznie opuścili salę. Na korytarzach w grupkach kilkoosobowych stali Krukoni i Puchoni, zawzięcie o czymś dyskutując. Co chwila ktoś chichotał albo wybuchał śmiechem. Zarówno Gryfoni jak i Ślizgoni wytrzeszczali oczy na uczniów innych domów. Jednak nikt nic nie chciał zdradzić. Harry'ego takie zachowanie zaczęło powoli irytować...
– Czy oni nie mogą po prostu powiedzieć o co chodzi?  – zapytał w końcu Rona. Hermiona zostawiła ich chwilę temu, aby poszukać Ginny. Dziewczyny miały razem zielarstwo, Ginny już drugą godzinę pod rząd.
– Najwidoczniej nie mogą – odpowiedział Ron, poprawiając torbę na ramieniu.
– Ale przynajmniej mogli by się uciszyć... – dodał Harry, a rudowłosy Gryfon spojrzał na niego jakby spadł z księżyca.
– No co ty? Odbiło ci? Jakby się uciszyli to nie wiedzielibyśmy nic. Tak jest szansa aby coś podsłuchać...
– No jasne. – Ciemnowłosy chłopak uderzył się w czoło. – Przepraszam, jestem dziś trochę nieswój – dodał po chwili. Na razie ustalili, że McGonagall przeprowadziła, jakąś bardzo śmieszną lekcję...
*
Pansy po zajęciach z historii magii, które były jej pierwszą lekcją dzisiaj, udała się w stronę szklarni. Miała zielarstwo, którego nie znosiła, dodatkowo humor popsuł jej Potter. Oczywiście musieli się migdalić w Wielkiej Sali. Pomyślała i prychnęła na samo wspomnienie. W połowie drogi złapali ją Zabini i Malfoy.
– Część Pansy – przywitał się ciemnowłosy Ślizgon. Tryskał optymizmem i Parkinson wydało się to dziwne nawet jak na Blaise’a.
– Coś taki szczęśliwy? – mruknęła.
– Bo życie jest takie wspaniałe... – rzekł filozoficznie i westchnął. Pansy posłała przerażone, pytające spojrzenie Draconowi. Blondyn tylko się zaśmiał, a potem bezgłośnie powiedział:
– Dziewczyna. – Ślizgonka kiwnęła głową i parsknęła śmiechem.
– Widzę, że ty również masz dobry humor – powiedział Zabini i zaczął coś nucić pod nosem. Draco i Pansy znów parsknęli śmiechem.
-Wam też zgarnęli Puchonów i Krukonów z lekcji? – zapytała dziewczyna, gdy już stanęli pod szklarnią.
– Tak, to było dziwnie... – powiedział Blaise, nagle poważniejąc.
–Jak myślicie o co chodzi? – zapytała Ginny, pojawiając się jakby znikąd. Trójka Ślizgonów odwróciła  wzrok w jej stronę.
– Nie mamy pojęcia – odpowiedziała Pansy, wzruszając ramionami. Zabini posłał Gryfonce nieśmiały uśmiech. Ginevra zarumieniła się i zerknęła na ciemnowłosego Ślizgona. Draco wywrócił oczami, widząc te nieznaczne gesty.
– A gdzie zgubiłaś Granger? – zapytał, zanim pomyślał o kogo pyta. Pansy posłała mu uśmiech w stylu „a nie mówiłam?", Zabini zmarszczył  lekko brwi, ale nic nie powiedział.
– Gada z Nevillem, podobno ma do niej ważną sprawę, czy coś...
–Jaką sprawę? – zapytał Draco podejrzliwie, co wprawiło w osłupienie pozostałą trójkę. 
– Eee... A od kiedy cię tak Hermiona interesuje? – zapytała Ginny, składając ręce na piersiach.
– Wcale... To znaczy, wcale mnie nie interesuje – warknął w końcu blondyn. Właściwie nie wiedział skąd to nagłe zainteresowanie Granger... A może wiedział?
– Zresztą nie ważne – dodał po chwili. Stali w milczeniu, a Zabini i Ginny posyłali sobie nieśmiałe spojrzenia. W końcu podeszła do nich Hermiona.
– Hej Pansy, cześć Blaise – powiedziała z uśmiechem, a potem spoważniała, spojrzała ozięble na blondyna i skinęła mu głową.
– Granger. – Również skinął jej głową. Nadeszła profesor Sprout, a z nią dyrektorka Hogwartu.
– Wszystkich Gryfonów i Ślizgonów proszę za mną. Jesteście dziś zwolnieni z zielarstwa i macie lekcję ze mną – popatrzyli po sobie z tajemniczymi uśmiechami i ruszyli za McGonagall.
*
Gdy Hermiona weszła do sali od transmutacji, niektóre ławki już były zajęte przez uczniów siódmych klas. Dostrzegła rudą czuprynę Rona. Razem z Harrym siedzieli w trzeciej ławce. Ginny pociągła Hermionę za rękaw szaty i obie zajęły miejsca w czwartej ławce. Po ich prawej usiadła Pansy i Astoria. Ku nieszczęściu panny Granger ostatnią ławkę tuż za nimi zajęli Ślizgoni. Malfoy i Zabini. Dyrektorka przeszła przez całą salę i przemówiła dość spokojnie:
– Witam wszystkim. Pewnie zastanawiacie się dlaczego was tu sprowadziłam. A więc teraz odbędzie się lekcja kształcąca, jednak nie będzie dotyczyła transmutacji, ani eliksirów, ani zielarstwa. Nasze dzisiejsze spotkanie będzie dotyczyło życia. Życia i wszystkiego co z tym związane. – Szum przeszedł po klasie, Ginny nachyliła się do Hermiony i szepnęła:
– O co może chodzić? – "Nie wiem" bezgłośnie odpowiedziała starsza Gryfonka.
– Jeden z nauczycieli – kontynuowała McGonagall – Wyszedł z taką inicjatywą na początku roku, uznałam wtedy, że nie jest to konieczne, jednak w świetle ostatnich wydarzeń – tu spojrzała na Hermionę, a potem Ślizgonów za nią – postanowiłam podjąć odpowiednie kroki. Przez cały rok odbędzie się zaledwie 10 lekcji, takich jak ta. Poprowadzi je profesor Robin Barkley. Termin będzie dopiero ustalony, nie martwcie się, nie będzie kolidował z waszym planem zajęć. – Wtedy Hermiona usłyszała szelest, odwróciła się i zobaczyła, że ręka Zabiniego jest uniesiona. Dyrektorka zmarszczyła brwi:
– Tak, panie Zabini?
– Pani profesor powiedziała "lekcji takich jak ta" o jakie lekcje chodzi?
– Cóż panie Zabini... Lekcji dotyczących życia… – Tu Ślizgon wpadł dyrektorce w słowo:
– Jakiej dziedziny życia?
– Cóż... Głównie chodzi o czerpanie przyjemności... – Znów przerwał:
– To będą lekcję o seksie?! – McGonagall zgromiła go wzrokiem, a przez salę przetoczyły się salwy śmiechu. Jednak wszystkich jeszcze bardziej zdziwiła i rozśmieszyła odpowiedź. Było to krótkie i stanowcze: "Tak".
– Cisza!!! – W końcu wszyscy się uspokoili i dali dyrektorce dojść do słowa.
– Panie Zabini! Bez takich uwag, ale tak, właśnie tego będą dotyczyć te lekcję. Proszę, nie używać takiego słownictwa w mojej klasie... – Chłopak znów przerwał:
– To jak mamy to nazywać? Czerpanie przyjemności z życia? Pani daruje, ale to się nie przyjmie... – Dyrektorka była coraz bardziej zła.
– Nie, nazywajmy to sztuką kochania albo podobnymi określeniami – warknęła. Nikt się nie odezwał, chociaż kilka osób parsknęło śmiechem. 
– Wracając, resztę lekcji poprowadzi pan Barkley jednak dzisiejsza odbędzie się ze mną. Jest to ważna lekcja i proszę potraktować ją poważnie. Jestem pewna, że niektórzy z was, jest to nieliczna grupa, ma już pierwsze doświadczenia w tej dziedzinie za sobą... – Salwy śmiechu i komentarz Astorii "A kto nie ma?".
– CISZA!!! – Znów wszyscy ucichli. McGonagall kontynuowała, był to temat dla niej niewygodny. Zdecydowała się na to wszystko tylko ze względu na to, co widziała w łazience prefektów. A właściwie czego się domyślała...
– Jednak wszyscy ci, którzy jeszcze, no cóż, zachowali resztki godności – Tu wysoko zadarła głowę. – Muszą pamiętać o bardzo ważnej rzeczy. Nie należy, poważam NIE NALEŻY ulegać namową kolegów, czy koleżanek. Naprawdę każdy ma jeszcze na to czas, a osoba która namawia was do rzeczy, których nie chcecie, na pewno nie jest waszym przyjacielem. – Zduszony śmiech Zabiniego.
– Coś pana śmieszy? – zapytała oschle nauczycielka.
– Nie pani profesor – odpowiedział z udawaną powagą. Hermiona siedziała jak na szpilkach, słuchając tego wszystkiego, Ginny podpierała głowę ręką aby nie zasnąć. No cóż trzeba przyznać, że pierwsze doświadczenia ma już za sobą i takie wywody do niej nie przemawiają, jednak Hermiona... Hermiona chłonęła każde słowo. Przypomniała sobie, gdy podczas wakacji rozmawiała o tym z Ronem. Była wtedy tak zażenowana! Jednak nawet do głowy jej wtedy, ani nigdy potem, nie przyszło by ulec namową swojego, bądź co bądź, chłopaka. Pansy bawiła się piórem, a Astoria robiła maślane oczy w stronę Harry'ego. Z kolei Harry co jakiś czas zerkał w stronę ławki, gdzie siedziały obie Ślizgonki. Bynajmniej nie z powodu Astorii, lecz za każdym razem, gdy napotykał to maślane spojrzenie, szybko odwracał wzrok. Ron siedział spokojnie trochę zdziwiony taką tematyką lekcji. Dyrektorka mówiła dalej:
– A więc, naprawdę wszyscy macie jeszcze na to czas, jednak gdyby zdarzyło się... – Zawahała się, przeszywając klasę wzrokiem. – Gdyby zdarzyło się, że ktoś poczułby się gotowy... – zduszone chichoty – Gotowy na... Na taki krok... –Astoria zuchwale przerwała dyrektorce:
– Dlaczego pani nie powie "gotowy na to, aby pójść do łóżka?”. Na pewno jaśniej byśmy wszystko zrozumieli. – McGonagall zgromiła Ślizgonkę wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiła.
– A więc dobrze jeśli ktoś poczułby się gotowy na to, aby pójść do łóżka, należy przede wszystkim... No kto mi powie co należy? – Zgłosiła się Astoria:
– Tak, panno Greengrass?
– Ubrać stosowną bieliznę? – Znów salwy śmiechu i zdegustowana mina dyrektorki. Gdy wszyscy się uciszyli, McGonagall powiedziała jedynie:
– Nie. –Zapowiadała się długa lekcja. Następnie zgłosił się McLeagen.
– Tak? – Udzieliła mu głosu dyrektorka.
– Zabezpieczyć się oczywiście, nikt nie chciałby bachora w wieku osiemnastu lat... – Zniesmaczone pomruki przeszły po sali, a potem nauczycielka oschle powiedziała:
– Zabezpieczanie być może jest ważne, ale nie to miałam na myśli... I proszę nie używać taki słów panie McLeagan!
– Jakich? "Zabezpieczenie?" – Zdziwił się chłopak. Ginny przejechała sobie ręką po twarzy, a potem prawie krzyknęła, sama nie wiedząc czemu:
– Bachor! Chodziło o to słowo idioto!
– Panno Weasley?! – krzyknęła zdegustowana dyrektorka. Była już naprawdę zmęczona tym wszystkim.
– No co pani profesor? To przecież idiota – powiedział Gryfonka, wskazując Cormaca.
– Minus pięć punktów, panno Weasley! Nie należy się tak odnosić do innych.
– No dobrze, przepraszam – powiedziała Ginny. Dyrektorka westchnęła.
– Wracając do pytania, co należy zrobić zanim podejmie się decyzję o tym czy, jak to panna Greengrass ujęła, pójść z kimś do łóżka? – Nikt się nie zgłosił, w końcu Blaise leniwie podniósł rękę, dyrektorka z obawą spojrzała w jego stronę.
– Ktoś jeszcze...? – zapytał z nadzieją. Nikt oprócz Zabiniego się nie zgłosił, dyrektorka udzieliła mu głosu:
– Moim zdaniem kluczowym elementem jest upewnienie się, że nasz potencjalny partner tego chce, wie pani jak to jest jak wynikają później niejasności...  – Odezwała się Pansy:
– Jak już jesteśmy przy niejasnościach, to może warto się upewnić czy ofiara... To znaczy potencjalny partner, żyje... – Znów większość zebranych wybuchnęło śmiechem. Harry powoli odwrócił się i spojrzał na Ślizgonkę, był tak zdziwiony, że jeszcze trochę i oczy wyszłyby mu z oczodołów. Pansy uśmiechnęła się przymilnie i pomachała mu końcówkami palców. Była wściekła na tego Gryfona, a jego mina zdecydowanie poprawiła jej nastrój. W końcu ostatnie śmiechy ucichły i dyrektorka, po raz, nie wiadomo który, ciężko westchnęła i kontynuowała:
– Ktoś ma jeszcze jakiś pomysł? – zgłosił się Harry z wyrazem zaciętości na twarzy:
– Może należy dowiedzieć się czy ta osoba jest chora na jakieś choroby weneryczne?
– Nie wygłupiaj się, od tego są eliksiry – odezwała się Pansy ze swojego miejsca, zanim McGonagall pozwoliła jej zabrać głos.
– Skąd mogłem wiedzieć, jak widać ty jesteś bardziej doświadczona... – zasugerował Harry. Ślizgonka oblała się rumieńcem, ale nie zamierzała odpuścić:
– No cóż, jednak to ty masz obawy przed tym czy twoja partnerka jest zdrowa. – Pansy kątem oka spojrzała na Astorię. – W sumie, ja też bym miała... – Tą odpowiedzią i  nieznacznym gestem wpieniła Harry'ego.
– Nie bądź śmieszna... To... – Ale Pansy nie dowiedziała się "co", bo wtrąciła się dyrektorka:
– Ja bardzo przepraszam, ale takie prywatne rozmowy to po lekcjach! Oboje macie szlaban! Znowu, będziecie sprzątać lochy... Ja na prawdę nie rozumiem co się w tym roku z wami dzieje! Wszystkimi! –Powiodła wzrokiem po całej klasie. McGonagall usiadła za biurkiem i szybko coś zapisał na pergaminie. Potem bez słowa dała to Harry'emu. Westchnęła ciężko i potarła czoło, od tego wszystkiego głowa zaczynała ją boleć.
– Dobrze, wracając do pytania, znowu… – spojrzała z wyrzutem na Pansy, a potem Harry'ego. – Co należy zrobić? – Zgłosiła się Parvati Patil.
– Tak, panno Patil?
– Myślę, że ważne jest, aby przed stosunkiem upewnić się, że ta druga osoba cię kocha... – Dyrektorka pokiwała głową:
– Tak, to jest ważne. I jest to bardziej racjonalna odpowiedź od poprzednich, jednak nadal nie to miałam na myśli. No naprawdę czy nikt nie wie co należy zrobić przed pójściem do łóżka? – W tym momencie zadzwonił dzwonek. Z tyłu klasy, gdy wszyscy zaczęli się pakować ktoś rzucił dość wyraźnie:
– Przemyśleć to jeszcze raz.
– Nareszcie, nareszcie ktoś rozumny.
– I upewnić się, że nie idziesz do łóżka z Krumem. – Usłyszała Hermiona szept przy swoim uchu. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya podnoszącego się z miejsca. Ślizgon zarzucił torbę na ramie, patrzał jej w oczy i zdawał się mówić: "dlaczego akurat z takim palantem?"
*
Po lekcji, gdy wszyscy opuścili salę od transmutacji w różnych humorach, Harry dogonił Parkinson na korytarzu. Dziewczyna szła w stronę schodów, gdy poczuła jak ktoś szarpie ją za ramię. Odwróciła się, a cięty komentarz miała już na końcu języka, jednak nie zdążyła nic powiedzieć, bo Harry wcisnął jej do ręki kartkę i burkliwie powiedział:
– To od McGonagall, znów przez ciebie mamy szlaban...
– Przez mnie?! – zapytała z niedowierzaniem Pansy.
– No chyba nie przez mnie – powiedział Harry nadal burkliwie.
– Nie wcale... To ty mnie sprowokowałeś! – Zaczęli podnosić na siebie głosy.
– A niby czym?! – krzyknął Harry. Pansy rozejrzała się na boki. Tłum gapiów już zbierał się wokół nich. Chwyciła Gryfona za rękaw szaty i ciągnęła za sobą spory kawałek. W końcu zatrzymali się przed schowkiem na miotły, Harry rzucił jej pytające spojrzenie.
– Na co czekasz? Właź tam  – powiedziała, otwierając drzwi i wchodząc do środka.
– Nie wygłupiaj się, Parkinson – warknął jedynie, ale po chwili wszedł do schowka i zamknął za sobą drzwi. Pod sufitem kołysała się jedna naftowa lampa.
– Po co tu przyleźliśmy? – zapytał rozdrażniony.
– Żeby jutro cały Hogwart nie gadał o naszej kłótni, matołku.
– Nie nazywaj mnie tak – warknął jedynie.
– Wracając do tematu... Nie dostalibyśmy szlabanu gdybyś mnie nie sprowokował.
–Ja? A niby czym ja cię sprowokowałem?! – Pansy wzięła głęboki wdech i spojrzała w jego oczy. Nagle pociągnęła Gryfona za krawat. Wpiła się w jego usta, nadal trzymając za ubranie. Wyczuła ręką ścianę za sobą i oparła się o nią. Zaskoczony Harry nie miał pojęcia co zrobić, ale już po chwili całkowicie poddał się pocałunkowi. Oddał go z niemałym zapałem. Przywarł do niej i objął ją delikatnie w tali, a dziewczyna odrobinę puściła jego krawat. Czuła jakby prąd kopał ją za każdym razem, gdy wargi Harry'ego dotykały jej ust. Całowała go jak najlepiej potrafi, a Ślizgoni naprawdę dobrze całują. Nie czuła się tak już od bardzo dawna. W końcu Pansy puściła go i cicho powiedziała, spuszczając wzrok:
– Tym mnie sprowokowałeś. Całowałeś Astorię pod Wielką Salą...
– Ja wcale... – Ale wyjaśnienia chłopaka przerwał dźwięk otwieranych drzwi. To był Filch. Harry zaklął w duchu.
– Oh, coś mi się widzi, że pójdziemy z tym do dyrektorki – powiedział ucieszony dozorca. Pansy odgarnęła włosy do tyłu. Miała wystarczająco dużo szlabanów już do końca życia.
Jakieś dziesięć minut później czekali pod gabinetem McGonagall. W końcu Harry się odezwał:
– Znów dostanę przez ciebie szlaban... – Spojrzała na niego trochę zła a trochę rozśmieszona. – Ale wiesz co? – zapytał Gryfon, a Pansy  pokręciła przecząco głową.

– Tym razem było warto.










  A może komentarzyk...?
(next  sobota 28.02.)

23 komentarze:

  1. Oj było bum! Końcówka najlepsza <3 ''-Znów dostanę przez ciebie szlaban... -Spojrzała na niego trochę zła a trochę rozśmieszona- Ale wiesz co? -Zapytał gryfon, a Pansy tylko pokręciła głową.
    -Tym razem było warto....'' No wreszcie ten ciołek Harry cię ocknął i oddał jej pocałunek! Ale się Jaram!! Pocałowali się :D No i Malfoy mhhmm.Te pytania gdzie Granger coś się dzieję coś się dzieję :D '' Ślizgon zarzucił torbę na ramie, patrzał jej w oczy i zdawał się mówić: "dlaczego akurat z takim palantem?" Kocham ten fragmen!!! Malfoy się nią interysuję! No i te śmieszne uwagi na tej lekcji.Hahaha McSztywa i jej.podejście do tej lekcji......leżę.Już widzę jej rumieńce na policzkach xd.Haha.No i Ron jest zazdrosny o Hermione widać,że ją jeszcze kocha.No i ta Astoria x.x Maślane oczy do Harrego.Ja jej dam x.x Tej małpie

    Rodział jej boski! Śmieszniejszy niż pół Hogwartu w kiblu.Chcę więcej takich rozdziałów.Widać,że robicie dziewczyny to co kochacie. :)
    Czekam na kolejny rozdział.Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. GE-NIAL-NE!!! Ta lekcja była boska ahhahahahahahaha! :D Uśmiałam się. xD A i ta akcja na końcu, chciałabym w sumie aby Harry i Pansy się pokłócili, żeby było jak dawniej, bardzo lubiłam ich sprzeczki, czekam na ich szlabany i więcej tych lekcji. :D Weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywalone! Po co się uczyć na klasówke i prace klasową skoro można tutaj znaleźć ciekawsze zajęcie! Supi-dupi, mega, słit i takie tam xdd Znowu czekam na ciąg dalszy! ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej dzisiaj przybywam z normalnym komentarzem, bo mimo niedzieli padam na łeb i na szyje ( głośne oooooooooo na sali)
    Jejuśku Pansy i Harry aww podoba mi się ich relacja w tym rozdziale <3
    Ta lekcja, poprostu kisne i tyle xD
    Pozdrawiam
    PaKi

    sekret-ktory-niszczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne! Kocham! Warto było czekać! Harry i Pansy najlepsi! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki pomysł z tymi lekcjami! Oj będzie się działo, jestem tego pewna!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ahahahahahahah :D Ta lekcja rozwaliła! :D Pansy i Harry! <3 Ich rozmowa na lekcji przezabawna, a zakończenie... ahhh... :3
    Czekam na kolejny rozdział! No i kolejne jakże wspaniałe lekcje. ;D

    Pozdrawiam cieplutko! ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie Harry i Pansy się pocałowali, czekałam na to od dawna :D iiii Draco taki słodki, mogłabym rzec że nawet zazdrosny ;) i ten jego komentarz o Krumie hahaha świetny rozdział. Czekam na 28.02 :D

    Olix

    OdpowiedzUsuń
  9. TO JEST ZAJEBISTE!
    Hahahahahaha

    Anastasia
    ferro-igni-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział! Fajny pomysł z tymi lekcjami McGonagal XDD Naprawdę niezłe! Nie mogę doczekać się kolejnych lekcji :D
    Blaise i Ginny są tacy uroczy! Te ich uśmieszki, spojrzenia aAAAaaaa ^o^
    Draco zaczął się zdradzać... widać, że mu zależy ;D czekam na więcej Dramione <3
    No i ta końcówka, która była dopełnieniem całości! Wreszcie się pocałowali *O*
    Jestem mega usatysfakcjonowana po przeczytaniu tego rozdziału ^.^
    Pozdrawiam cieplutko <3
    /AM

    OdpowiedzUsuń
  11. No i po co było się tak wewnętrzać, że nie będziesz już pisać? To był naprawdę dobry rozdział.
    Sama Wiesz Kto
    Ps.: Fajna....yyy....lekcja. XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wstępie powiem, że ten blog jest NAJLEPSZY jaki dotąd czytałam. Znalazłam go przedwczoraj na innym blogu i przeczytałam wszystkie rozdziały w dwa dni :) Wcześniej bardzo nie lubiłam Pansy, ale Ty przedstawiasz ją w tak fajny sposób, że jest moją ulubioną postacią na tym blogu.
    Co do rozdziału 31 to bardzk fajny rozdział :) A ostatnia scena z Pansy i Harrym była po prostu genialna! Pisz szybko kolejny rozdział, bo już się nie moge doczekać!!
    /Asti

    OdpowiedzUsuń
  13. Jej jak zwykle powalasz na kolana. Rozdział po prostu GENIALNY!!! Już nie mogę się doczekać kolejnego.
    PoZdRo '-'

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział!!! :D Nie no... Wygrałaś Internety! McCnotka w akcji.. hahhahaha :* nie mogłam z śmiechu! Genialne, CUDOWNE! :D Czekam na kolejny! Pozdrawiam! Zielonoo;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny pomysł z tymi lekcjami, coś czuje, że bedzie z tego niezłu ubaw :) Pisz jak najszybcie

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepięknie piszesz!! ;)
    Wcześniej nie komentowałam, ponieważ tak się wciągnęłam do czytania, że nawet nie miałam czasu by komentować.
    Masz WIELKI talent!!! ;)
    Jeśli masz chwilę zapraszam :www.zatrzymanaprzezciebie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Zajebiste , oby tak dalej ... dalej nie pogardzilabym częstszymi rozdzialami i trochę więcej dramione ale i tak jest zajeeeeeebiste ... chyba przeczytam jescze raz od :3 kiedy następny?

    M.S

    OdpowiedzUsuń
  18. Zakochałam się w twoim blogu. OMG nawet nie mogę tego opisać... Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialnie opisałaś "zajęcia specjalne" :D. Szczególnie stwierdzenie, że należy się upewnić, że ofiara jest wystarczająco żywotna mnie rozbroiło. W sumie ważna kwestia ;). No i ta cała końcówka z Pansy... Mam nadzieję, że będzie jakiś ciąg dalszy, bo Filch wszedł w najmniej odpowiednim momencie.
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  20. hahaha nie ma to jak WDŻ :D

    Pani Smok

    OdpowiedzUsuń
  21. Biedna , poczciwa pani dyrektor/Wiki

    OdpowiedzUsuń