środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 10



Okej, oto rozdział dziesiąty. W końcu coś się wydarzyło, a notka jest dłuższa z powodu no waśnie dziesięciu rozdziałów. Ale pewnie zauważyliście, że „notka od autora” jest z przodu, a zawsze była na samym końcu wpisu, jednak to jest notka z podziękowaniami! Więc DZIĘKUJĘ. Dziękuję za to, że komentujecie, że daliście mi siłę, żebym pisała to „coś” (bo jeszcze tego porządnym blogiem nazwać nie mogę) dalej. Szczerze miała zostawić to wszystko w cholerę po piątym rozdziale jednak tak się nie stało. Szczególnie dziękuje:
-Clivettcie za to, że pierwsza skomentowała bloga co dało mi takiego kopa, że w jeden dzień napisałam kolejne dwa rozdziały i reaktywowałam blog  :D
-Alicji za to, że nie dała mi spokoju dopóki nie napisałam kolejnego rozdziału i za te wszystkie godziny kiedy musiałaś słuchać „co napiszę potem , jak już będzie to i tamto” XD. Za to, że zaczęłaś sprawdzać teksty i za wiele innych rzeczy które powiem ci osobiście… :*
-Maravillosie Sabio za to, że zwraca mi uwagę na błędy! Robi to taktownie aczkolwiek stanowczo, dzięki  ;)
- Szczurzynce za przypomnienie, że nie mogę robić wszystkiego sama, że potrzebuje też innych :P
Dziękuje wszystkim którzy komentowali. To niby tylko 10 rozdziałów, ale nie macie pojęcia ile to dla mnie znaczy! Widywałam blogi zawieszane po pierwszych dwóch, ale też widział blogi gdzie rozdziałów jest siedemdziesiąt, ja mam swoje dziesięć i jestem szczęśliwa!
Bez przedłużania, oddaje w wasze ręce rozdział dziesiąty:  
~Kamila, to znaczy Pani M.

  Rozdział 10 - Coś drgnęło.


– Weasley? To ty?
Odpowiedziała mu cisza, mimo iż zaledwie kilka sekund temu coś słyszał. Szedł dalej. Różdżkę trzymał przed sobą, aby oświetlała chociaż część drogi. Znów ten szept. Olśniło go, wiedział co to jest! Tak szepczą jedynie drzewa z Zakazanego Lasu. Musi być pełnia, skoro szepczą. Pomyślał i znów zrobiło się cicho jakby drzewa wiedziały o czym myśli. Szedł dalej przez błonia Hogwartu, zbliżając się do wyznaczonego miejsca.
 Cały poranek przesiedział w opuszczonej klasie obok lochów, aż zdecydował się na napisanie krótkiego, aczkolwiek treściwego listu do pewnej Gryfonki. Najpierw nie wiedział jak zacząć, ale gdy już przyłożył pióro do pergaminu  stwierdził, że najlepiej będzie bez „owijania w bawełnę”, napisze co ma do napisania  i po sprawie. Szybko nabazgrał parę zadań:
„Spotkajmy się na skraju zakazanego lasu około 23:30. Przyjdź SAMA. Musimy sobie coś wyjaśnić. Weź różdżkę, może się przydać.
Ps. Wrzuć list do kominka, ktoś może go zaleźć, a ja nie życzę sobie towarzystwa i tobie radzę to samo. ~Śmierciożerca”
Wyszedł z klasy i szedł do kuchni. W końcu był bez śniadania. Po drodze spotkał Gryfona, a sądząc po wzroście był to jeden z pierwszorocznych.
– Słuchaj, dam ci list i zaniesiesz go Ginny Weasley, rozumiesz? Dam ci za to galeona.
– Oczywiście. –  Maluch zasalutował, odebrał list i złota monetę. Zadowolony odszedł w stronę wieży Gryffindoru.
*
Ginny Weasley szybko opuściła Pokój Wspólny Gryfonów i żwawym krokiem udała się na siódme piętro. Stanęła przed na pozór pustą ścianą, wyobraziła sobie swój pokój w Norze i trzy razy przeszła wzdłuż ściany, jednak nic się nie wydarzyło. Zdaniem Hermiony Pokój Życzeń był „zepsuty” po tym jak Crabbe spalił go doszczętnie, ale Ginevra miała nadzieję, tak strasznie go teraz potrzebowała… I nagle ukazały się drzwi do pokoju. Nie była to Nora. Pokój był dość duży na środku stało łoże z wyhaftowanym na pościeli lwem Gryffindoru, dookoła stały szafy, szafki, barek i półka z książkami. Pokój był delikatnie oświetlony przez świece wiszące w powietrzu. Gin wcale nie zastanawiała się jak ten pokój działa, czy gdzie jest. Zdała sobie sprawę, że wcale nie chciała i nie potrzebowała zobaczyć  swojego pokoju w Norze. Potrzebowała miejsca gdzie będzie SAMA. Gdzie nikt jej nie będzie przeszkadzał i oto jest. Miejsce było idealne. Dziewczyna zrzuciła sweter który dostała od mamy i stare już znoszone trampki ,rzuciła się na łóżko. Było zaskakująco miękkie. Dziewczyna szybko zasnęła.  
*
Podczas kolacji w Wielkiej Sali, panowała nerwowa atmosfera przy dwóch, oddalonych od siebie na długość 25 stóp, stołach. Ron martwiący się o siostrę postanowił zapytać wszystkich gryfonów, czy ktoś jej nie widział. Harry jak na przyjaciela przystało, pomagał , a i Hermiony nie trzeba było długo namawiać. Jednak ich działania nie przyniosły żadnego rezultatu. Nikt nie widział dziewczyny,  w bibliotece ani na boisku do quidditcha, spacerującej po błoniach, czy przemierzającej korytarze Hogwartu. Hermiona powoli zaczęła martwić się o przyjaciółkę. Skoro nikt jej nie widział, przez cały dzień, mogło stać się coś naprawdę strasznego. Gryfonce przyszedł na myśli czarnobrody mężczyzna z pociągu. Harry też zaczął się denerwować, potrafili odnaleźć horkruksy, a nie potrafią sobie poradzić z jedną Gryfonką? Możecie sobie tylko wyobrazić stan Rona.
– Na Merlina, musimy ją znaleźć! Ten zamek nie jest, aż tak duży, ktoś w końcu musiał ją widzieć. –Zdenerwowana Hermiona usiadła ciężko przy stole Gryffindoru.
– Może zapytamy Krukonów i Pochonów? –zaproponował Harry.
– Dobra, lepsze to niż siedzenie i nierobienie niczego! – Przytakną ochoczo Ron.
– Okej – zgodziła się Hermiona. – Szybciej będzie jak się rozdzielimy, ja pójdę od prawej, a  wy od lewej i spotkamy się na środku – dodała. Zaczęli od stołu Puchonów,  jednak podopieczni profesor Sprout  nie widzieli Ginny  od czasu śniadania. Zrezygnowany Ron westchnął.
– Ej, będzie dobrze, może jakiś Krukon ją widział. – Pocieszyła swojego chłopaka Hermiona i chwyciła go za rękę.–  Harry ty idź tędy, a ja z Ronem pójdziemy od drugiej strony i znów spotkamy się w połowie.– Harry zaczął pytać Krukonów o Ginny jednak, tak jak chłopak przypuszczał, nikt jej nie widział. Zbliżał się od środka stołu i spostrzegł z drugiej strony nadchodzących przyjaciół. Został ostatni Krukon i Hermiona wypaliła poddenerwowana:
– Nie widziałeś może.. – Ale od początku zdania wtórował jej drugi głos, głos dość charakterystyczny. Harry  odwrócił głowę i już nie miał wątpliwość. To był zaniepokojony głos Pansy Parkinson. Dziewczyny spojrzały na siebie, a potem wzrok Hermiony powędrował do blondwłosego chłopaka stojącego za Pansy, następnie dokończyła:
– … Ginny?
– .. Blaise’a? – dokończyła Ślizgonka.
– Czyli ona też? – zapytała Parkinson, Hermiona pokiwała twierdząco głową.
– Co „ona też” co zrobiliście Ginny? – warknął Ron, nic nie rozumiejąc. W tym momencie  Hermiona puściła jego dłoń. Wtrącił się Malfoy, a kpiący uśmiech nie schodził mu z twarzy:
– Podsumowując, ta Weasley i Blaise zniknęli. Żadne nikomu nic nie powiedziało, więc może są zamknięci w jakiejś klasie i…
– Lepiej nie kończ… – warknął Harry, zerkając na Rona, który zrobił się czerwony jak dorodny pomidor.
– Eee... Może porozmawiamy bez światków – wtrąciła Pansy, zauważyła, że coraz większa część uczniów śledzi ich rozmowę.
– Dobry pomysł, tylko gdzie? – zapytała Hermiona.
– Pokój Wspólny Gryfonów  –zaproponował Ron.
– Wolne żarty… – Zapowiadało się na kłótnie pomiędzy Malfoyem  a Ronem, więc Hermiona palnęła pierwsze co jej przyszło do głowy:
– Chodźmy do naszego dormitorium.
 I już nikt nic nie mówił. Harry, Ron, Hermiona, Pansy i Draco opuścili Wielką Sale i udali się na czwarte piętro.  Szeptom za ich plecami nie było końca.
*
Nie sądzę, że zainteresuje was co przez cały dzień robił Blaise. Siedział w pustej klasie, wypił trochę ognistej i przeglądał książki zalegające do dłuższego czasu na półce z tyłu klasy. Ciekawiej zrobiło się dopiero gdy nadeszła pora kolacji.  Ślizgon zastanawiał się czy nie warto udać się do Wielkiej Sali w celu zjedzenia czegoś. Jednak po dłuższym namyśle zrezygnował. Z pewnością musiałby odpowiedzieć na tysiąc pytań pod tytułem: „gdzie byłeś?” i  „co robiłeś?”, a na to nie miał najmniejszej ochoty.
Siedział w pustej klasie, aż w końcu wybiła jedenasta. Chłopak wstał z fotela zwykle zajmowanego przez nauczycieli i powoli ruszył korytarzem w stronę wyjścia z zamku. Nikt nie powiedział wprost, że nie wolno opuszczać szkoły, a nawet swoich dormitoriów po godzinie 22:00, ale to wydawało się dość oczywiste. Zabini jednak dotarł do wyjścia ze szkoły niezauważony. Kierował się na skraj Zakazanego Lasu. Wyciągnął różdżkę i szepnął Lumos, aby choć trochę oświetlić sobie drogę. Wtedy po raz pierwszy usłyszał szepty drzew z Zakazanego Lasu.  Pomyślał, że to Ginny. Stanął pod jednym z drzew i czekał. To czekanie był zdecydowanie najgorsze. W końcu ujrzał zarys sylwetki. Wyprostował się i w myślach zaczął przygotowywać sobie co powie tej przemądrzałej Gryfonce.
*
Ginny, przebudziła się w porze kolacji. Jednak nie zamierzała zejść na posiłek. Męczyła ją sprawa tego przeklętego listu. Miała wątpliwości co do nadawcy, z jednej strony to pewnie Zabini robiący sobie z niej żarty, ale jeśli nie? Westchnęła. Postanowiła, że niezależnie od tego kto przysłał list i tak  pójdzie się z nim spotkać. W końcu Gryfoni nie tchórzą! W Pokoju Życzeń był barek i Ginny szybko sięgnęła po piwo kremowe. Wypiła całą butelkę, jednak nie poczuła się lepiej. Cały czas męczyły ją wątpliwości co do całej tej sprawy. Usiadła na skraju łóżka i ubrała buty. Zastanawiała się co tu robić żeby choć na chwilę zapomnieć o uciążliwym liście. Nawet w pewnym momencie przejrzała parę książek. Nic jednak jej nie zainteresowało. Nadeszła w końcu jedenasta, ale oczekiwania dla Ginny trwały wieczność. Wstała z łóżka i skierowała się do wyjścia. Zamknęła za sobą drzwi Pokoju Życzeń.
-Jeszcze tu wrócę – Szepnęła do przejścia znikającego w ścianie. Ruszyła na spotkanie albo z bardzo denerwującym Ślizgonem albo ze śmiercią. Nie potrafiła powiedzieć co jest gorsze…
*
Trójka Gryfonów i dwoje Ślizgonów rozsiedli  się w salonie dormitorium na czwartym piętrze. Ron i Draco miny mieli jakby właśnie im powiedziano, że odwołano gwiazdką. Hermiona  uśmiechała się sztucznie, a Pansy wpatrywała się w swoje buty. Draco rozsiadł się w fotelu jak król i powiedział:
– Po co zwołaliśmy te posiedzenie rycerzy okrągłego stołu?
– Dlaczego?! Dlaczego?!! Bo moja siostra zniknęła tępaku!
– Nie denerwuj się tak Ron – skarciła go Hermiona.
– Uspokójcie się, trzeba zastanowić się co dalej- wtrąciła ciemnowłosa Ślizgonka.
– Może powinniśmy iść do McGonagall? – Zaproponowała panna Granger.
– Daj spokój, sami ich znajdziemy  – wtrącił Harry.
– Chodź Pansy, zmywamy się, złote Trio samo sobie poradzi…
– Nie wygaduj głupot Malfoy, w końcu Blaise’a ta sprawa też dotyczy. Chodźcie z tym do dyrektorki. –Ponowiła prośbę Hermiona. – Nie poradzimy sobie  bez interwencji nauczycieli.
– Granger ma racje – cicho aczkolwiek wyraźnie zgodził się Draco. Wszyscy na niego spojrzeli. Ron zbierał szczękę z podłogi. Harry i Pansy patrzyli na niego jakby właśnie oświadczył się Hermionie, a sama zainteresowana skryła nieśmiały uśmiech.  Jak postanowili, tak wszyscy udali się do McGonagall. Przez całą drogę żadne nie odezwało się słowem.
W końcu stanęli przed obliczem dyrektorki. Po wysłuchaniu przedstawicieli obu domów McGonagall przemówiła:
 – Rozumiem. Więc zaraz polecę profesorowi Slughornowi  przeszukanie lochów, w końcu chodzi o jego podopiecznego. Ja natomiast udam się do biblioteki na najwyższe piętra. Panna Granger i pan Malfoy jako prefekci naczelni przeszukają pozostałe piętra. A co do reszty to chyba możecie wracać do swoich dormitoriów… – Nauczycielce przerwały głośne protesty Harry’ego, Rona i Pansy. Każdy chciał pomóc. Jednak decyzja zapadła i już nic nie można było zrobić. Ślizgonka i dwójka Gryfonów niechętnie udali się w stronę wyjścia.  Jednak gdy Harry usiadł na swoim łóżku stwierdził, że dłużej nie wytrzyma! On musi pomóc, Ron był załamany całą sytuacją i szybko zasnął, natomiast Harry’ego rozrywała energia. Wyciągnął pelerynę niewidkę i zarzucił sobie na plecy. Z kufra wyciągnął również mapę Huncwotów, aby sprawdzić gdzie przebywa profesor McGonagall. Zobaczył ją na siódmym piętrze, ale nie to przykuło jego uwagę, po dolnym korytarzu przy Sali Wejściowej zauważył kropkę opisaną „Pansy Parkinson”. Stwierdził, że zapyta dziewczynę co tam robi po wyraźnym zakazie dyrektorki aby NIE OPUSZCZAĆ DORMIORIUM. Be zastanowienia porwał różdżkę . Chwile później już pędził korytarzem w stronę Sali Wejściowej.
*
Draco i Hermiona sprawdzali korytarze w milczeniu. Żadne z nich nie chciało zacząć rozmowy. Tym bardziej, że ta cisza wcale im nie przeszkadzała. Jednak w końcu Hermiona się przemogła:
– Dzięki, że mnie poparłeś. –Żadnej reakcji ze strony ślizgona. – No wiesz w sprawie pójścia do McGonagall. – I znów zapadła cisza. Szli dalej w milczeniu, gdy znów Hermiona zaczęła rozmowę:
– Wiesz, tak się zastanawiałam, czy może znałeś tego gościa z pociągu, nie chciałam pytać Pansy bo wiesz…  – Znów brak reakcji ze strony chłopaka. Gryfonka zaczęła się irytować, przecież on ją zwyczajnie ignoruje! Więc spróbowała jeszcze raz:
– Słuchaj Malfoy, możesz mnie nienawidzić, ale choćby kultura wymaga żebyś odpowiedział jak cię ktoś grzecznie pyta! – W tym momencie Ślizgon w końcu odpowiedział:
–Zawsze tak dużo gadasz? Czy tylko jak zamierasz kogoś wkurzyć? – Teraz to Ślizgon nie doczekał się odpowiedzi.
Już nikt się nie odezwał, aż do momentu, gdy spotkali Harry'ego i Pansy, którzy przekazali im  informacje, że Blaise i Ginny są w swoich dormitoriach…
*
Pansy nie mogła usiedzieć na miejscu. W końcu postanowiła się tylko rozejrzeć po Sali Wejściowej, ale nagle wpadł na nią pewien chłopak z blizną na czole…  Harry’emu peleryna zsunęła się z ramion, ale nie zwrócił na to większej uwagi, od razu przeszedł do sedna sprawy:
– Co ty tu robisz, Parkinson? McGonagall powiedziała…
– Mogłabym cię zapytać o to samo, więc nie udawaj niewiniątka, Potter. A skoro już musisz wiedzieć to chciałam się rozejrzeć, może akurat Blaise albo Ginny będą tędy przechodzić a my ich przegapimy.
– Zaraz, zaraz… Czyli nie zakładasz, że są gdzieś razem?
– Jeszcze nie zwariowałam… Proszę cię, Blaise i Ginny? Serio? Uwierzyłeś w to co mówił Draco?
Chłopak się zmieszał. Ślizgonka miała racje, a on już myślał, że Ginny i ten cały Zabini… Musiał dziwnie wyglądać zastanawiają się nad tym, bo Pansy się zaśmiała. Nie śmiała się głośno, był to zaledwie chichot, ale nie tak głupkowaty jak w wykonaniu Lavender czy Astorii. Harry pomyślał, że Ślizgonka naprawdę uroczo się śmieje. Szybko odrzucił te myśl i przybrał obojętny wyraz twarzy.
– W sumie jak już tu jesteśmy to możemy rozejrzeć się razem  –zaproponował.
– Jasne – mruknęła Ślizgonka. Harry schylił się i podniósł pelerynę z ziemi.
– Słuchaj Parkin… znaczy Pansy, to jest peleryna niewidka, jak ktoś pod nią wejdzie, stanie się niewidzialny.
– Wiem co to jest peleryna niewidka.
Dziewczyna podeszła do Harry’ego, a chłopak zarzucił na nich płaszcz i ściśnięci pod peleryną ruszyli przez korytarz na pierwszym piętrze.  A Pansy po raz pierwszy była tak blisko jakiegokolwiek Gryfona.
*
Ginny szła przez błonia Hogwartu, zbliżała się godzina w której cała tajemnica nadawcy listu miała się wyjaśnić . Ktoś stał pod drzewem. Zatrzymała się w pewnej odległości, jej serce przyspieszyło, bała się. Po raz pierwszy chciała, aby to tylko Zabini próbował ją wystraszyć. Z tą myślą ruszyła do przodu.  Teraz dokładnie widziała chłopaka i z ulga stwierdziła, że to tylko Blaise.
– No nareszcie Weasley – mruknął.
– Czego chciałeś? Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia niż męczenie się z tobą. – Ginny doszła do wniosku, że najlepiej będzie jak Blaise od razu przejdzie do rzeczy.
– Taa, pewnie takie jak „męczenie się” z Potterem…
– Posłuchaj, wyjaśnijmy sobie to raz na zawsze: Ja ZERWAŁAM z Harrym – Ginny postanowiła powiedzieć to raz a dosadnie. Wiedziała, że informacja szybko się rozniesie. Natomiast Blaise był w szoku. Czyżby „idealna” para się rozeszła? To zmieniało postać rzeczy, przynajmniej dla Ślizgona. Jego plan zaczął nabierać sensu. Zapadła cisza, którą zdecydował się przerwać.
– Ja w sprawie mojego śmierciożerstwa… – Zabini postanowił nie owijać w bawełnę, Ginny tego właśnie się obawiała, tak bardzo nie chciała poruszać tego tematu, jednak Ślizgon kontynuował:
–  Wyjaśnijmy coś sobie: nigdy, powtarzam NIGDY nikogo nie zabiłem! Myślisz, że tak łatwo odmówić Voldemortowi? – zapytał z ironią. – Otóż wyobraź sobie w tej ślicznej główce, że to wcale nie jest proste, co więcej to nie możliwe jeśli chcesz dalej żyć! Dotarło?! – Chłopak wylał z siebie cały żal, gniew i ból. Ginny zrobiło się głupio, ale nie dała po sobie tego poznać, zamiast tego warknęła:
– Super, chcesz coś dodać?
– Tak, żebyś wiedziała! Nie miałem nic wspólnego ze śmiercią twojego brata, żadnego Ślizgona nie wolno  ci winić! – Zaczął podnosić głos na Gryfonkę,  a ta na wspomnienie Freda zdenerwowała się i również zaczęła krzyczeć:
– Świetnie, coś jeszcze?!  – Chłopak wykrzyczał to co tak długo leżało mu na sercu:
– Przykro mi! Słyszysz?! Przykro mi z powodu Freda ! – Zrobił to odruchowo, ale zanim pomyślał co właśnie krzyczy w stronę zszokowanej panny Weasley, było za późno. Ginny była w szoku, nie to mało powiedziane, była wstrząśnienia, nie wiedziała co ma powiedzieć. Zapadła cisza, słychać było tylko szum drzew i ich ciche oddechy.  Stali tak zaledwie dwie minuty, ale zarówno Ślizgonowi jak i Gryfonce wydawało się, że mija wieczność. W końcu Ginny odważyła się odezwać:
– Przepraszam – powiedziała szeptem, ale w ciszy która ich otaczała wszystko było słychać bardzo dobrze, chłopak nic nie powiedział, więc Gryfonka kontynuowała:
– Przepraszam, za to co mówiłam rano i za to, że tak ostro cię traktuje i za…
– Zamknij się już, wolę jak na mnie krzyczysz… Nie zniosę takiej smutnej Weasley. Zresztą ja też przepraszam, za ten wybuch przed chwilą…
– Podoba mi się nowy przepraszający Blaise... – Podniosła no niego wzrok i uśmiechnęła się, chłopak odwzajemnił uśmiech, ale po chwili wrócił stary Blaise i powiedział:
– To ostatni raz Weasley nie przyzwyczajaj się… – Pokręciła z uśmiechem głową.
– Może już wracajmy, co? – zapytała dziewczyna. Ślizgon tylko przytaknął. Po drodze do zamku prowadzili dalszą rozmowę:
– Wiesz, zastanawiam się tylko dlaczego kazałeś mi wziąć różdżkę?
– Przecież byliśmy w pobliżu Zakazanego Lasu, nie wiadomo jakie cholerstwo może stamtąd wyleźć, nie pomyślałaś… – Jednak nie zdążył już dopowiedzieć „o tym” bo przerwała mu zła Gryfonka:
– Sugerujesz, że jestem głupia? Że nie mam pojęcia o zagrożeniu?
– Ja wcale…  – Znów nie mógł dokończyć.
– A właśnie, ze tak! Niby chcesz się pogodzić, a cały czas mnie obrażasz i… – Tym razem to Ginny nie mogła dokończyć, bo Blaise zrobił coś co uciszyło ją na dobre: pocałował ją.
Jednak Ginny nie oddała pocałunku. Stała jak słup. Po chwili zaczęła się szarpać, ale chłopak tylko wzmocnił uścisk. Gryfonka skapitulowała. Nie poddała się pocałunkowi po prostu stała i czekała, aż Ślizgon skończy. Blaise czując niechęć dziewczyny, puścił ją i zaraz tego pożałował bo dostał w twarz.
– Za co, do cholery?
– A jak myślisz?! – Krzyknęła Ginny i pobiegła prosto przed siebie.
Wbiegła do dormitorium na czwartym piętrze i usiadła naprzeciwko kominka. Machnęła różdżką, a ten zapłonął. Poczuła ciepło, w końcu o tej porze na błoniach nie było zbyt przyjemnie. Pomyślała o tym co się stało. To było dla niej dziwne. Niby nie była z Harrym, ale czuła się tak jakby go zdradziła. W końcu minęło zaledwie parę dni. Westchnęła. Czuła się zniesmaczona, nie twierdziła, że Blaise źle całował, ale to, że pocałował JĄ było… dziwne. Dziewczyna nie potrafiła znaleźć innego określenia. Wtedy ciemnowłosy Ślizgon wszedł do dormitorium. Ginny wstała i jak gdyby nic się nie stało powiedziała:
– Ja się chyba już położę, dobranoc Zabini… – I zamknęła drzwi do sypialni Gryfonek. Blaise jeszcze chwilę stał przy drzwiach swojej sypialni wpatrując się w drzwi które właśnie zamknęła za sobą Ginevra po czym wszedł do „siedziby Slytherinu” odwrócił głowę jeszcze raz w stronę zamkniętych drzwi sypialni Ginny i Hermiony po czym mruknął sam do siebie:
– Dobranoc, przyszła pani Zabini…   







18 komentarzy:

  1. Bardzo prosimy o komentarze, teraz można pisać anonimowo więc nie ma problemu :) Niech każdy kto przeczyta zostawi po sobie jakiś ślad, np wystarczy "fajne" albo "Nie podoba mi się bo...". To naprawdę motywuje :)
    Ps. (Jak Pani M czyta komentarze to dostaje takiego kopa że pisze 3 rozdziały pod rząd XD)

    OdpowiedzUsuń
  2. Głupi blogspot, napisałam taki długi komentarz i się nie dodał. (dlaczegoooooooo!? ;d)

    Dobra, zacznę od nowa. Fajnie piszesz, mimo jakichś tam błędów, literówek czy czasem chaotyczności - przyjemnie się to czyta. Pisz dalej, jestem ciekawa co wymyśliłaś :)
    I za + uważam to, że akcja rozwija się powoli, a nie jak w innych opowiadaniach - po paru rozdziałach jest już big love między członkami wrogich sobie domów ;D O, jedyne co bym zasugerowała to że mogłabyś opisywać więcej emocji, co myślą bohaterowie itd.
    I jeśli potrzebna Ci pomoc przy korekcie tekstu, jestem do dyspozycji :D :D Pozdroooo :* Pisz dalej, czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chciałam, żeby akcja rozwijała się powoli. Nie lubię gdy bohaterowie w 5 rozdziale są w sobie za max'a zakochani i wgl. Cieszę się, że ci się spodobało. Takie komentarze naprawdę motywują. Dzięki za rady bo są dla mnie ważne! Cały czas pracuje nad stylem pisania i błędami.
      ~ szczęśliwa (bo ktoś w końcu skomentował xd) Pani M.

      Usuń
    2. *na max'a nie "za" ups! ;)

      Usuń
  3. To dobrze, że motywują Cię komentarze, postaram się wyrażać moją opinie częściej ;d a teraz czekam na ciąg dalszy :)).

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie piszesz uwielbiam parring Ginny&Diabeł na równi z dramione dlatego cieszy mnie ze w wielu blogach są połączone a ostatnie zdanie Zabiniego sugeruje że on będzie co mnie bardzo cieszy nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału pozdrawiam xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Super post, bardzo mi się spodobał, z resztą ja wszystkie pozostałe :) Jedyne, co mnie zdziwiło, to fakt, że Ron i Hermiona są razem! o_O jakim cudem?? W poprzednich rozdziałach nic o tym nie wspominałaś! No ale cóż... Życie zaskakuje! :) Pozdrawiam!
    Ressa ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Niech motywujat cię dalej♥
    Pozdrowionka.♥;-)♥
    Sama Wiesz Kto

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne opowiadanie :) lecę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ouu! Przyszła pani Zabini! :D haha xd do jakich słów już dochodzi i czynów! Tu się kłocą, a ten nagle ją całuje :D coż za romansidło ........ Ogółem fajnie. Czytam dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Yuhuuuuuuuuuuu! Będzie Blinsy!
    Tylko gdzie to Dramione???
    Udaję siebie na poszukiwania...
    hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uuuuuu <3 NA RE SZCIE <3 Tylko gdzie jest Dramione? Czyżby pomiędzy Harry'm a Pansy coś iskrzyło? Nie mogę sie już doczekać <3
    Pure

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba mam jakiś dobry humor, bo zauważyłam tylko jedną literówkę.
    Cudowny rozdział. Uwielbiam Blinny, chociaż nie dorównuje Dramione. Jestem ciekawa jak potoczy się ich znajomość.
    Moje komentarze są coraz krótsze, ale nie zrażaj się tym. To przez mniejszą ilość błędów!

    Pozdrawiam,
    Mar :*

    PS I tan pocałunek Blinny! Poprawka, Blaise całujący Ginny.

    OdpowiedzUsuń
  13. ''Dobranoc przyszła pani Zabini" ♡♡♡
    Kiedyś czytałam na bieżąco twojego bloga, ale nie mam cierpliwości (trzeba tyyyyle czekać na nowy rozdział ), więc na trochę go opuściłam. Teraz wracam i czytam wszystko od początku :*
    Weny życzę ♡


    PS dla mnie dwa dni czekania na nowy rozdział to za długo, więc nie bierz sobie tego do serca :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow. Jedno z lepszych ff jakie widziałam. Tak się zaczytałam, że zapomniałam gdzie jestem :) :*

    OdpowiedzUsuń